mavi0
03.03.11, 23:05
Ja i mój mężczyzna przechodzimy pierwszy kryzys w naszym związku. Od pewnego czasu przestał okazywać mi uczucia, oddalił się i zamknął w swoim świecie. On twierdzi, że mnie kocha i że chciałby abyśmy byli szczęśliwi, ale ma ogromny problem z samym sobą, że nie potrafi ze mną być i okazać mi uczuć.
Poznaliśmy się rok temu, stworzyliśmy wolny układ, z dużym dystansem, nie było między nami żadnych głębszych uczuć, gdyż on miał kobietę (z którą nie układało mu się już od 2 lat) jednak ma z nią dziecko. Nie wymagałam od niego niczego, spędzaliśmy ze sobą miło czas po czym wracaliśmy do swoich domów. Do momentu, w którym poczułam, że zależy mi na nim i chciałabym abyśmy stworzyli związek, nie powiedziałam mu o tym, wiedziałam, że ma rodzinę i nie chciałam wprowadzać zamieszania w jego ułożonym życiu. Mam 20 lat (on 33) i nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego do żadnego mężczyzny. Po kilku miesiącach ON oznajmił mi że rozstał się ze swoją kobietą ( powodem była zdrada z jej strony). Wspierałam go nadal nic nie wymagając, łączyła nas również przyjaźń więc czułam potrzebę bycia przy nim w ciężkich chwilach. Oprócz rozpadu rodziny przez ostatni rok miał wiele innych problemów... Zawodowych, prawnych, pojawiły się uzależnienia (alkohol, leki). Czułam, że jestem mu potrzebna, wiec kiedy poprosił mnie o spotkanie nie odmówiłam. Wtedy właśnie wszystko zaczęło się przeradzać z luźnych spotkań w związek. Następne 6 tygodni to jego terapia zamknięta, widywaliśmy się co 2 tyg. Po zakończeniu stał się zupełnie innym człowiekiem, spokojnym, zrównoważonym, przestał pić. Zamieszkaliśmy razem, polecieliśmy na wakacje. Nie miałam żadnych zastrzeżeń co do naszych relacji, dogadywaliśmy się bez słów, okazywał ogromne zainteresowanie mną i moją przyszłością. Zaakceptowałam fakt, że ma 2letnie dziecko (które oczywiście poznałam), że je odwiedza i przebywa wtedy w towarzystwie swojej ex, choć nie było to łatwe. Miesiąc temu temu jednak zaczęło się psuć coś między nami, przestaliśmy rozmawiać jak wcześniej, poczułam, że oddalamy się od siebie. Apelowałam i prosiłam, abyśmy spróbowali rozwiązać ten problem jednak bez odzewu, w jego życiu pojawiały się nowe problemy. Chciałam go w tym wspierać jednak miałam też żal, że ignoruje nasze problemy. Okazało się, że matka jego dziecka popadła w problem alkoholowy i namówił ją do poddania się sześciotygodniowej terapii zamkniętej (teraz mija 3 tydzień) aby mogła normalnie wychowywać dziecko. Na ten czas przeniósł się do ich mieszkania aby opiekować się dzieckiem. Nasze spotkania strasznie się ograniczyły, czułam się odrzucona, ale wiedziałam, że muszę zrozumieć sytuacje. Do czasu kiedy miarka się przebrała... Prosiłam o rozmowy, które w rezultacie nie przynosiły żadnych pozytywnych zmian. Podjęłam decyzję, że powinniśmy rozstać się na tydzień aby sobie wszystko przemyśleć. Zerwaliśmy kontakt, było mi strasznie ciężko wytrzymać tą rozłąkę, jednak liczyłam na jej pozytywne aspekty. Myślałam, że uświadomimy sobie oboje, że musimy walczyć o nas. Nawiązałam kontakt. Jednak kiedy się spotkaliśmy czuliśmy oboje jeszcze większy dystans. Powiedział, że było mu beze mnie bardzo ciężko, że uświadomił sobie jak bardzo mnie kocha. Byłam pewna, że będzie coraz lepiej, jednak się pomyliłam, spotkaliśmy się wczoraj, zapytałam dlaczego jest taki oschły w stosunku do mnie i wtedy właśnie usłyszałam, że nie potrafi sobie poradzić z tym, że bardzo chce, ale nie potrafi ze mną być, że chce mojej pomocy. Jednak ja nie wiem kompletnie co robić, uważam, że to on musi sam sobie pomóc. Nie wiem czy to skutek uboczny odstawiania leków, czy może za mała przerwa po poprzednim ośmioletnim związku. On boi się, że kolejny raz zostanie zraniony, że zawiedzie się na mnie, jednak jest to sprzeczne z tym co mówi, gdyż twierdzi, że nie ma mi nic do zarzucenia, że ufa mi coraz bardziej... Największy ból sprawia mi to, że on nadal ukrywa przed swoją byłą kobietą fakt, że jesteśmy razem. Tłumaczy to tym, że ograniczyła by mu do minimum kontakt z synem, a sprawy sądowne mogły by się długo ciągnąć, że lepiej poczekać, aż ona odpuści i przestanie nalegać, żeby wrócił do niej. Nie czuje się przy nim tak jak wcześniej nie jestem szczęśliwa, jednak bez niego jest jeszcze gorzej, potrzebuje go mimo tego bólu, który mi zadaje (przypadkowo- jego zdaniem).
Proszę o pomoc, o radę w jaki sposób mogłabym walczyć o to co jest dla mnie tak ważne.