rata.sofisticada
13.04.11, 17:49
Cale dekady, a moze i wieki, wierzono, ze kobieta podejmuje niemal nadludzki wysilek w trakcie porodu. Zdaje sie, ze literatura przy kazdej sposobnosci rozpowszechniala to bohaterstwo. I to nie tylko w okresach nizu demograficznego, kiedy nalezalo umotywowac panie na stronach ksiazek o tematyce romantyczno-milosnej do podjecia macierzynskiego wyzwania.
Ostatnio zaczalem miec jednak powazne watpliwosci. Otoz w pewnej ksiazce popularno-naukowej wyczytalem, jak lekarz przygotowywal psychicznie kobiete do porodu. Powiedzial jej, ze jesli wlozy reke do lodowatej wody i wytrzyma w niej dwie minuty, bedzie miala wyobraznie skali trudnosci oczekujacych ja podczas porodu. Nie moglem sie oprzec pokusie i ja tez postanowilem sprobowac. Trzymalem reke w lodowatej wodzie przez dwie minuty. Oczywiscie nie bylo latwo, momentami przechodzilem kryzys, ale bez przesady - dalo sie jakos wytrzymac.
Czyzby zatem przez wieki karmiono mezczyzn mitem heroiczego porodu? Jesli tak, to mit ten powinno sie zdemaskowac. Szczegolnie teraz, w dobie epiduralu. Chyba juz nie ma sensu dowartosciowac tzw. kury domowej, aby podniesc jej kobieca samoocene? Dzisiaj przeciez kobiety moga sie realizowac w wymiarze zawodowym i nie potrzebuja promocji mitologicznej. Mysle, ze z mitem tym szczegolnie powinny sie rozprawic feministki. Zdaje sie, ze w naszych czasach kobiety powinny byc bohaterkami np. podczas korporacyjnych posiedzen, w zyciu politycznym, a nie na salach porodowych.