krwawa_orlica
02.06.11, 20:00
W sumie nie jest mi przykro, co raczej jestem mocno zdziwiona.
Sytuacja wyglądała następująco :
Poznałyśmy się nieciekawej pracy, tzw typowa biurowa taśma call center, za śmieciową umowę (zlecenie) i bardzo marne pieniądze. Dla mnie chwilowa opcja, żeby mieć jakąkolwiek kasę, dla niej zarobek, bo dziewczyna miała rodzinę, męża, który nie wiele więcej od nie zarabiał i córkę na utrzymaniu. Polubiłyśmy się, bo laska wydawała mi się życzliwa, szczera i sympatyczna. Utrzymywałyśmy kontakt także po pracy.
Jakiś czas potem nie wytrzymałam ciśnienia pracy za marne grosze i narzucanych odgórnie pseudo korporacyjnych wymogów i zwolniłam się nie mając nic innego w zanadrzu, koleżanka została z wiadomych względów (ja wynajmuje pokój lub całe mieszkanie moje, więc jakiś grosz zawsze wpada).
Niecałe dwa miesiące później znalazłam świetną pracę w której pracuje obecnie i mam zamiar jeszcze długo pracować, ale nie o tym.
Z ową koleżanką byłyśmy w ciągłym kontakcie, dziewczyna co chwile żaliła mi się jak jej tam ciężko, jak marnie zarabia i, że jeśli miałabym jakaś opcję, to żebym miała ją na uwadze. Każda nasza rozmowa wracała do tematu jej ciężkiej pracy, więc obiecałam, że jak tylko coś będę wiedzieć, to dam jej znać.
W niedawnym czasie opcja się trafiła, firma w której pracuje poszukiwała pracownika, powiedziałam jej, żeby wysłała CV, ona oczywiście mi podziękowała za pamięć, że ratuje jej życie, bo w tamtej pracy to istny koszmar i, że na pewno wyśle aplikacje. ( Tu zarobiła by trochę więcej i miałaby stabilną umowę).
Finalnie, koleżanka CV nie wysłała. Przestała się odzywać, zanim nie wiedziałam, ze zbagatelizowała sprawę, napisałam jej smsa z pytaniem czy wszystko załatwiła i cisza.
Doszłam do wniosku, że to nie w moim interesie leży dopytywanie się, więc też ucichłam.
I co? Do tej pory dziewczę się nie odzywa. Ja wiem różne są sytuacje, ale skoro do tej pory miałyśmy dość częsty kontakt i nawet się lubiłyśmy, to wystarczało napisać, że sorry, ale nie chce tam pracować, bo coś tam coś tam, dzięki za pamięć. A tu nic, ślad po niej zaginął.
Nie czepiam się, bo ja nie miałam z racji tego żadnych nieprzyjemności, ale chodzi o zwykłą ludzką przyzwoitość.
Jak na dzień dzisiejszy porządnie się zastanowię czy krótko trwałym znajomym będę pomagać.