deszczowa.pogoda
10.08.11, 09:24
Witajcie.
Nie ma z kim pogadać, zresztą - nie chcę nikogo informować o moim problemie.
Może ktoś z Was coś mi podpowie.
Mąż ma koleżankę ze szkoły średniej. Podkochiwał się w niej przez cały okres liceum. Miała chłopaka, więc odpuścił temat. Potem "wpadła" i wyszła za mąż.
Gdy pobraliśmy się i jechaliśmy na tydzień nad morze zadzwoniła do niego. Takie tam gadanie o niczym. Pytała gdzie jesteśmy, dokąd jedziemy. Trochę to dziwne, aby po 10 latach od szkoły prowadzić tego typu rozmówki z osobą, której nie widziało się kilka ładnych lat. Odepchnęłam ten temat, postanowiłam się nie przejmować.
Rok po ślubie zaszłam w ciążę. 2 tygodnie przed rozwiązaniem siedziałam sobie na kanapie, oglądałam tv. Mąż intensywnie rozmawiał z kimś na gg. Był po kilku piwach. Poszliśmy spać. Gdy zasnął postanowiłam wejść w historię i sobie przeczytać ową rozmowę. Wiem, to głupie, dziecinne itp. Miałam dziwne przeczucie. No i zaczęłam czytać... A tam rozmowa niczym utęsknionych kochanków. Że tęskni, że nie chcą urywać kontaktu, on wspomina jej gładką skórkę (o mojej "skórce" też tak mówił...teraz rzygać mi się chce jak tak mówi), że ona koniecznie musi przyjechać (mieszkamy w Wawie, ona jest w jego rodzinnym mieście 600km dalej) no i ona bardzo by chciała, że ona się boi że ja przeczytam na gg o czym oni tak debatują, no i w końcu w tej rozmowie sypnął, że ją kocha od...początku liceum. Wspominała ich spotkania w mieszkaniu mojej teściowej...
Mąż - lat 30. My - udane małżeństwo, czekające na Juniora.
A tu takie "kwiatki". I co człowiek ma sobie mysleć?
Obudziłam go, poinformowałam, że "to" przeczytałam. Wkurzył się, rzucił moim laptopem, poszedł spać. Ja w totalnej rozsypce. Tuż przed porodem. Zaczął mi strasznie twardnieć brzuch, Junior się nie ruszał, tzn. ja nie odczuwałam jego ruchów. Zebrałam się i pojechałam do szpitala. Na szczęście nic się nie działo. Wróciłam, poszłam spać. Totalnie załamana przeleżałam i przepłakałam cały dzień.
Na spokojnie porozmawiałam z mężem. Stwierdził, że to było głupie gadanie po pijaku. Że kiedys się spotykali, zanim mnie poznał, przychodziła do niego i się wypłakiwała, bo mąż ją zdrdza i leżeli sobie na łóżku i się obściskiwali.
Pozbierałam się. Urodził się Synek. Minęło 15 miesięcy od całej afery.
Miałam różne pomysły. Np. aby zagadać jej męża na naszej klasie i powiedzieć, czego się dowiedziałam. Ale jakoś nie miałam odwagi.
Sprawa ucichła. Żyjemy sobie jak dawniej.
Ale...
To wszystko wciąż we mnie siedzi. Nie mogę sobie z tym poradzić. Czasem, w złości sypnę mężowi aluzję, że np. ja jeszcze wiernego faceta nie spotkałam. Najbardziej uderzyło mnie to, że powiedział, że ją kocha. Od tamtego momentu jakoś mniej mi na nim zależy. Taka znieczulica mnie dopadła, że niby jakby wyszła na jaw jakaś tam jego zdrada to bym się nawet ucieszyła, bo miałabym powód do rozwodu i czyste sumienie, że mogę zacząć wszystko od nowa.
Niby banalna sytuacja, twierdzi, że sexu nigdy z nią nie było. My stanowimy rodzinę, zapomniało się o tym wszystkim. Ale mnie wciąż to dusi. W sumie, to nie mam zaufania do własnego męża i mi na nim nie zależy...Popsuł wszystko
Dodam, że mam 25 lat.
Może ktoś mi odpowie na post. Chciałam w końcu komuś opowiedzieć o tym "wydarzeniu".
pozdrawiam