ingeborg
11.08.11, 15:06
To tak w nawiązaniu do wątku o krzykaczu w biurze. Zetknęliście się z taką postawą? Kiedyś miałam szefa Amerykanina. Miałam pracować przy pewnym projekcie w pewnej firmie zewnętrznej. Firma była beznadziejna i balansowała na granicy uczciwości. Nie podobało mi się to, ale stwierdziłam że skoro to tylko kilka miesięcy to nie będę robić dymu, więc nie okazywałam niezadowolenia. Mój amerykański szef wezwał mnie na rozmowę i zagroził zwolnieniem, bo nie jestem "happy enough".
Z jednej strony może to i fajne jak wszędzie dookoła ludzie tryskają optymizmem, ale być zmuszanym do tego to strasznie słabe. Przy czym niby takie superprzyjacielskie relacje w biurze są powierzchowne - nie daj Boże gadać z innymi o prywatnych sprawach, bo natychmiast wpadają w popłoch i desperacko starają się gadać o pogodzie.