sienmuza
27.07.12, 12:02
W piśmiennictwie dotyczącym sprawy spotkałam sie z zapisem : "Na podstawie KRiO Art. 135. § 2. mogę wnioskować o uznanie moich "osobistych starań o (...) utrzymanie lub wychowanie " jako wypełnienie przeze mnie obowiązku alimentacyjnego względem naszego dziecka w całości i tym samym żądać od jego ojca pokrycia wszystkich wydatków na jego utrzymanie"
oraz
"Jeśli również jest Pani panną z dzieckiem i ojciec dziecka Panią porzucił jest on zobowiazany do całkowitego utrzymania dziecka".
Moja sprawa pokrótce wyglada tak - ojciec naszego dziecka byl moim partnerem i chciał się ożenić i mieć ze mną dzieci i żyć razam aż po grób - dopóki nie ziściło sie pierwsze z jego "pragnień" - zaszłam w ciążę. Wtedy wszystko sie zmieniło. Zostawił mnie, najpierw mentalnie - potem materialnie. zanim go poznałam mieszkałam w wynajętym mieszkaniu i byłam samodzielna, odkładałam na własne m. Potem, kiedy byłam w ciąży za namową niedoszłego męża przeprowadziłam się do moich rodziców, "żeby było taniej". Taniej dla kogo? Jak sie okazało - dla niego. Wtedy jedank jeszcze go kochałam i łudziłam się, że będziemy razem. Dziś mieszkam z synem kątem u rodziców, nie stać mnie już nawet na kawalerkę, a ojciec dziecka narzeka na marne dochody i wpłaca śmiesznie niskie alimenty. Od czasu do czasu podrzuca jakieś buciki czy pieluchy, zobowiązał sie też do płacenia za przedszkole. Zobaczymy, jak to wyjdzie w praktyce.
Wiem, że okazałam się naiwna w stylu - "on mnie wykorzystał!" - ale taka jest prawda. Od jakiegoś czasu zasłona spadła mi z oczu. Wiem, że ojciec zrobi wszystko dla własnej wygody, ale czy ja będąc w tej sytuacji, nie mogę żądać od niego zadośćuczynienia? Choćby za utraconą samodzielność (teraz żeby się utrzymać muszę mieszkać u rodziców)? Od samego początku cała opieka nad dzieckiem spadła na mnie. On widuje się z dzieckiem średnio raz na dwa, trzy tygodnie, najwyżej po kilka godzin. Ja zaraz po macierzyńskim wróciła do pracy, więc opieka nad niemowlakiem zajęli sie moi rodzice. Wszelkie większe wydatki - wózek, nosidełko, fotelik itp. zawsze kupuję ja, ojciec dziecka ogranicza sie do okazjonalnych prezentów urodzinowych czy imieninowych, ewentualnie do kupna obuwia w związku ze zmianą pory roku. Moje pytanie brzmi - czy jeśli wniosę sprawę do sądu - jakie będę miała szanse na uzyskanie możliwie najwyższych alimentów - tak abym wróciła materialnie do stopy na jakiej żyłam przed jego poznaniem i zajściem w ciążę?
Czy mam jakieś szanse na odzyskanie dawnego życia?
Dodam, że u niego poza uszczupleniem budżetu domowego o marne kilkaset złotych miesięcznie (mniej niż 500) - nie zmieniło się nic.
Nadal żyje jak kawaler.