vitreous
23.09.13, 10:48
Podczytuję forum od dłuższego czasu i w końcu postanowiłam wywlec swoją historię.
Zaręczona jestem z pewnym młodzieńcem, ale jednak od roku nie dostałam pierścionka. Upominałam się wiele razy, obiecywał mi,ze to już niedługo, za chwilę itp. Nawet kilka mierzyłam, jednak były zupełnie nie w moim guście, w dodatku to było i tak dopiero po tym, jak ciągle nalegałam na pierścionek.
Oto więc po roku od zaręczyn, nie dostałam pierścionka. Narzeczony nie narzeka na brak gotówki, mógłby spokojnie kupić mi ich nawet kilka, w tym czasie on jednak woli kupować drogie gry, gadżety do konsoli (ma ich z 4), totalne duperele.
Nie wyjeżdzamy nigdzie, nie ma nawet prawka, choć nalegam, by je w koncu zrobił. Wszystko pokazuje mu palcem, muszę dawać instrukcje jak dla siedmiolatka, on z kolei i tak często robi po swojemu lub "konsultuje" się z matką.
Nie skończył jeszcze drugich studiów, do tej pory rodzice dawali mu na wszystko, rozpieścili go, to zmusiłam go do znalezienia pracy, Własciwie ja mu ją znalazłam, dostał dobrą pracę dzięki mojemu wstawiennictwu.
Po miesiącu chciał ją rzucic... Zresztą powiedzieli mu tam wprost, że sobie nie radzi (a to praca zgodna z kierunkiem jego studiów). Teraz ja naciskam,by zmienił uczelnię, szukał kursów, męczy mnie to juz. Zero inicjatywy i logicznego działania z jego strony, a to przecież dopiero początek "wspólnego życia".
Co najlepsze, oczywiscie nie poznałam jego rodziców do tej pory, a jak raz będąc u niego, rodzice mieli wrocic o tej i o tej godzinie, to po prostu kazał mi się zwijać i odprowadził mnie na wcześniejszy autobus.
Zastanawiam się, czy jest sens tkwić z takim facetem w tej karykaturze związku. Ogolnie jest dorbym czlowiekiem, bardzo mi pomógł, gdy naprawdę było ze mną źle, każdy zwraca mi uwagę, że jest zakochany po uszy we mnie. Jednak to taka pipa...
Próbować go wychować czy po prostu dać sobie spokoj?