Dodaj do ulubionych

Niedyskretne pytanie

15.04.02, 17:17
o finanse. Do osob bedacych w zwiazkach mniej lub
bardziej formalnych.
Czy macie wspolne czy osobne konta? A jesli jedno nie
pracuje? Znam przypadek gdy w takim wypadku maz
wydziela "kieszonkowe" na zakupy...
Jak to u Was jest? Pytanie przyziemne, ale jakze czesto
wile spraw wlasnie o to sie rozbija...
Obserwuj wątek
    • Gość: xsenia osobne konta IP: *.bydgoska.krakow.pl 15.04.02, 17:49
      ja jestem "informal" więc nic dziwnego, ale znam dzieciate małżeństwa, z
      osobnymi kontami i sobie to chwalą
      niepracującym żonom współczuję i nie umiem nic tutaj poradzić, po prostu są na
      łasce i niełasce żywicieli
      xs
      • Gość: Izabella Re: osobne konta IP: *.vgernet.net 15.04.02, 18:44
        Jestesmy malzenstwem od kilku lat, ja caly czas nie pracuje i nie czuje abym
        byla na lasce zywiciela(bzdurne pojecie).Mamy jedno konto i nikt nikomu nie
        wydziela pieniedzy na nic.Oczywiscie ze podejmujemy wspolne decyzje jesli
        chodzi o wieksze kwoty jak zkup;samochodu, wakacje czy nowej lodowki, moj maz
        natomiast nie wylicza mi ani na zakupy(wrecz cieszy sie ze nie ma nic z tym
        doczynienia) ani na kosmetyki czy ciuchy.Wydaje mi sie ze finanse to bardzo
        indywidualna sprawa kazdej rodziny.Najwazniejsze sa chyba charaktery obu
        partnerow i podejscie do zycia i pieniadza.
        • Gość: dodo Re: osobne konta IP: 209.226.65.* 15.04.02, 18:50
          prawie 30 lat malzenstwa i zawsze (!!!) oddzielne konta.
          kupujac rozne rzeczy, ktore moglyby byc zrodlem ewentualnych konfliktow, zawsze
          ustalamy z gory "w razie rozwodu - twoje czy moje".
          czasem sobie wzajemnie pozyczamy pieniadze. i zawsze zwracamy!
          przy okazji rozliczen podatkowych - dowiadujemy sie wzajemnie dokladnie ile
          druga strona zarobila w minionym roku.
          robimy sobie czeste prezenty bez okazji i zapraszamy sie wzajemnie na obiady do
          restauracji.
          takie dwa ptaki dziwaki. i tak nam dobrze. dzieciom tez.
    • Gość: mirelka2 Re: Niedyskretne pytanie IP: *.ath.spark.net.gr 15.04.02, 18:52
      Zawsze tylko i wylacznie wspolna kasa, wg mnie osobne konta to jeden z
      pierwszych krokow do rozpadu malzenstwa, nie wyobrazam sobie zeby moj maz mial
      osobne konto, czyli byl bogatszy bo ja zarabiam jakies 40% tego co on. Poza tym
      sa dzieci, co, mamy robic zrzutke na ich potrzeby czy jak? a kuchnia tez
      osobna? Ja jem zdrowa zywnosc, on pszenny chleb, wiec powinien mniej dawac na
      zarcie? Rachunki na polowe czy ja mam placic za siebie i corke a on za siebie i
      synow? Bez sensu, w malzenstwie kasa musi byc wspolna inaczej nie widze tego na
      dluzsza mete. pzdrw.
      • Gość: xsenia do Mirelki IP: *.bydgoska.krakow.pl 15.04.02, 19:30
        Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

        , nie wyobrazam sobie zeby moj maz mial
        > osobne konto, czyli byl bogatszy bo ja zarabiam jakies 40% tego co on.

        A gdybyś to Ty miała więcej kasy? Albo po równo?
        punkt widzenia zależy od punktu siedzenia
        ja tam nie chcę, żeby Misiaczek kupował sobie kosztowne elektroniczne zabaweczki,
        np. palmtopy, fikuśne komórki za moje pieniądze. a ilu facetów rozumie że krem
        pod oczy za 200PLN to priorytet? każdy ma inne wydatki i po co sie kłócić na ten
        temat.
    • Gość: Melba Re: Niedyskretne pytanie IP: *.chello.pl 15.04.02, 18:59
      My sie ostatnio o to pożarliśmy (jesteśmy kohabitanci), jak to będzie po
      ślubie. ja chciałam wspólne, on osobne. W końcu stanęło na osobnych z
      upoważnieniami dla drugiego, w razie jakiejś awarii. A ponieważ MyMan jest
      hojny (teraz nas utrzymuje) i kocha zasypywać mnie dobrami, nawet kosztem
      swioch przyjemnostek, zgodziłam się na takie poślubne rozwiązanie.
      • Gość: che1 Re: Niedyskretne pytanie IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.04.02, 20:18
        Gdzies czytałem ,że wspólne finanse to więcej niż wspólne łóżko!No może tak nie
        jest do końca ,ale na pewno osobna kasa w małżeństwie to nic dobrego .Obserwuję
        taką sytuację w rodzine:tragedia.Uważam ,że małżeństwo to jedna kasa ,i nie
        powinno byc inaczej.Współczuję kobietom ,które w imię utrzymania związku muszą
        się godzić na odrębną kasę.To po prostu żałosne i uwłacza facetowi.Albo
        intercyza .To kurcze ,po co się pobierać?Dla statusu społecznego?No nie mogę
        nic lepszego wymyśleć!Pozdr.che1
        • Gość: dodo wolnosc wyboru IP: 209.226.65.* 15.04.02, 20:50
          nie rozumiem skad tyle nieuprzejmosci u tych, ktorzy popieraja wspolna kase.
          jak ktos slusznie powyzej zauwazyl, kazda para powinna w tej sprawie decydowac
          wedlug wlasnych upodoban.
          a tu sie pojawiaja oceny, prawie pietnowanie i zapowiedz potencjalnych
          nieszczesc rodzinnych jesli tylko malzenstwo prowadzi odmienne rachunki.
          skad w was tyle pewnosci siebie?
          jak juz napisalam powyzej, jestem relatywnie szczesliwa mezatka od prawie 30
          lat i nigdy nie mielismy wspolnej kasy. i miec nie zamierzamy. to wcale nie
          znaczy, ze bede pietnowac tych, ktorzy uwazaja, ze pieniadze powinny byc
          wspolne. prosze jednak o odrobine szacunku dla moich doswiadczen.
          jesli sie komus wydaje, ze istnieje jakis idealny sposob na szczesliwe pozycie
          i ze czescia tego sposobu jest wspolna kasa, to moge kazdego zapewnic, ze to
          uluda!
          • Gość: mirelka2 Re: wolnosc wyboru IP: *.ath.spark.net.gr 15.04.02, 22:38
            Gość portalu: dodo napisał(a):

            > nie rozumiem skad tyle nieuprzejmosci u tych, ktorzy popieraja wspolna kase.
            > jak ktos slusznie powyzej zauwazyl, kazda para powinna w tej sprawie decydowac
            > wedlug wlasnych upodoban.
            > a tu sie pojawiaja oceny, prawie pietnowanie i zapowiedz potencjalnych
            > nieszczesc rodzinnych jesli tylko malzenstwo prowadzi odmienne rachunki.
            > skad w was tyle pewnosci siebie?
            > jak juz napisalam powyzej, jestem relatywnie szczesliwa mezatka od prawie 30
            > lat i nigdy nie mielismy wspolnej kasy. i miec nie zamierzamy. to wcale nie
            > znaczy, ze bede pietnowac tych, ktorzy uwazaja, ze pieniadze powinny byc
            > wspolne. prosze jednak o odrobine szacunku dla moich doswiadczen.
            > jesli sie komus wydaje, ze istnieje jakis idealny sposob na szczesliwe pozycie
            > i ze czescia tego sposobu jest wspolna kasa, to moge kazdego zapewnic, ze to
            > uluda!

            oki zgadzam sie, ze nalezy dac kazdemu swobode wyboru, natomiast znam malzenstwo,
            w ktorym kasa nigdy nie byla wspolna i wiem jak to wygladalo... po prostu
            tragedia, nie jest dobrze jesli meza stac na samochod a zona musi jesdzic
            emkaesem bo po prostu mniej zarabia. Nie chcialabym rowniez zarabiac nigdy wiecej
            od wlasnego meza, moze to glupie, ale uwazam ze facet powinien zarabiac wiecej
            niz kobieta, inaczej nie mialabym dla niego szacunku, przynajmniej na pewno
            zostalby on nadwyrezony... Natomiast wracajac do osobnych portfeli, droga Dodo
            wyjasnij mi jak dzielicie sie w takim malzenstwie wydatkami na dzieci, na
            jedzenie czy na utrzymanie domu? robicie comiesieczna zrzute? w moim przypadku
            nic by mi chyba nie zostawalo na tym moim osobnym koncie bo moje zarobki to mniej
            wiecej wlasnie polowa miesiecznych kosztow utrzymania rodziny... Chetnie zatem
            przeczytam troche wyjasnien co do praktycznej strony tego podzialu kasy.... Nie
            twierdze, ze wspolna kasa jest przepisem na udane malzenstwo, natomiast uwazam ze
            osobne kasy to jest przepis na malzenstwo nieudane. Ciesze sie, ze jestes w swoim
            zwiazku szczesliwa, ale bardzo bliscy mi ludzie mieli taki wlasnie uklad i
            naprawde bylo to powodem niesamowitych problemow, reakcji lancuchowych itp,
            Sorki, ze nie umiem spojrzec na te sprawe obiektywnie, ale to mam juz tak od
            dziecinstwa i moze dlatego....
            • Gość: xsenia staromodna Mirelko, IP: *.bydgoska.krakow.pl 15.04.02, 23:14
              Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

              Nie chcialabym rowniez zarabiac nigdy wiec
              > ej
              > od wlasnego meza, moze to glupie, ale uwazam ze facet powinien zarabiac wiecej
              > niz kobieta, inaczej nie mialabym dla niego szacunku, przynajmniej na pewno
              > zostalby on nadwyrezony...

              wątłe podstawy tego szacunku, miejmy nadzieję że on o tym nie wie, jakby go
              wylali z roboty? katastrofa...

              > nic by mi chyba nie zostawalo na tym moim osobnym koncie bo moje zarobki to mni
              > ej
              > wiecej wlasnie polowa miesiecznych kosztow utrzymania rodziny...
              po co Ty właściwie pracujesz? nie lepiej to run house only?
              >uwazam
              > ze
              > osobne kasy to jest przepis na malzenstwo nieudane.
              a tak się domagałaś wyrozumiałości dla swoich problemów z prasowniem koszul, a tu
              proszę...
              >bardzo bliscy mi ludzie mieli taki wlasnie uklad i
              > naprawde bylo to powodem niesamowitych problemow, reakcji lancuchowych itp,
              > Sorki, ze nie umiem spojrzec na te sprawe obiektywnie, ale to mam juz tak od
              > dziecinstwa i moze dlatego....
              właśnie, trochę dystansu, inni mają spojrzeć obiektywnie na Twój
              koszulowydylemat, a Ty?

              • Gość: mirelka2 Re: staromodna Mirelko, IP: *.ath.spark.net.gr 15.04.02, 23:41
                Gość portalu: xsenia napisał(a):

                > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
                >
                > Nie chcialabym rowniez zarabiac nigdy wiec
                > > ej
                > > od wlasnego meza, moze to glupie, ale uwazam ze facet powinien zarabiac wi
                > ecej
                > > niz kobieta, inaczej nie mialabym dla niego szacunku, przynajmniej na pewn
                > o
                > > zostalby on nadwyrezony...
                >
                > wątłe podstawy tego szacunku, miejmy nadzieję że on o tym nie wie, jakby go
                > wylali z roboty? katastrofa...
                >
                > > nic by mi chyba nie zostawalo na tym moim osobnym koncie bo moje zarobki t
                > o mni
                > > ej
                > > wiecej wlasnie polowa miesiecznych kosztow utrzymania rodziny...
                > po co Ty właściwie pracujesz? nie lepiej to run house only?
                > >uwazam
                > > ze
                > > osobne kasy to jest przepis na malzenstwo nieudane.
                > a tak się domagałaś wyrozumiałości dla swoich problemów z prasowniem koszul, a
                > tu
                > proszę...
                > >bardzo bliscy mi ludzie mieli taki wlasnie uklad i
                > > naprawde bylo to powodem niesamowitych problemow, reakcji lancuchowych itp
                > ,
                > > Sorki, ze nie umiem spojrzec na te sprawe obiektywnie, ale to mam juz tak
                > od
                > > dziecinstwa i moze dlatego....
                > właśnie, trochę dystansu, inni mają spojrzeć obiektywnie na Twój
                > koszulowydylemat, a Ty?
                >

                Xsenia szacunek dla faceta, ktory traci prace? ok ale dla faceta ktory traci
                prace i nie znajduje nastepnej, a jesli juz znajduje to za grosze? Daj spokoj,
                nie mow mi, ze szanujesz faceta, ktory nie potrafi zarobic kasy, albo nie chce mu
                sie. Moj facet ma byc w stanie utrzymac cala nasze piecioosobowa rodzine sam i
                mozliwe, ze jest to staromodne podejscie, ale uwazam, ze tak jest super w koncu
                do cholery ktos mu urodzil te dzieci, ktos z nimi siedzi kilka godzin dziennie
                wiec niech on zarabia i to jest jego zasrana rola obowiazek i prawdziwy facet
                nigdy nie ucieka przed takim obowiazkiem. Po co ja pracuje? dla wlasnej
                przyjemnosci przede wszystkim. Bardo lubie swoja prace i siedzac w domu 24/dobe
                dostalabym kota, a tak to jestem staromodna(jak twierdzisz, choc nie wiem w czym
                ta staromodnosc moja sie przejawia- w prasowaniu koszul czy w tym ze uwazam ze
                facet powinien zarabiac wiecej ode mnie, a moze i w jednym i w drugim i niech tak
                bedzie) i zadowoona z siebie. Z tym koszulowym dylematem to pls skonczmy juz bo
                naprawde to nieporozumienie, to nie byl ani nie jest dylemat tylko zwykle pytanie
                z ciekawosci a koszule mezowi nadal prasuje i nic sie raczej nie zmieni i nadal
                rekawy z kantem wisi mi to, serio. Jesli chodzi o dystans do czyichs sposobow
                zarzadzania kasa, to oczywiscie zgadzam sie,ze moge sie mylic, po prostu w moim
                domu rodzinnym ojciec zawsze mial kase, a mama byla od niego wlasciwie
                uzalezniona i wiem co z tego powodu przeszla, w zyciu nie chcialabym , zeby to
                powtorzylo sie w moim malzenstwie, to sa naprawde smutne wspomnienia, tym
                bardziej, ze tata przebudzil sie troche za pozno.... kiedy juz w zaden sposob nie
                moze wynagrodzic mamie tego, co przez to uzaleznienie od jego pieniedzy przeszla.
                Nie potrafie miec do tego dystansu, za to wielkie sorry ale po prostu nie
                potrafie i WYDAJE MI SIE zawsze, ze jesli w malzenstwie cokolwiek jest moje i
                twoje a nie wszystko nasze to po prostu nie da rady, zeby bylo dobrze.
                pozdrowienia, Xenia:))
                • Gość: xsenia do Mirelki na poważnie IP: *.bydgoska.krakow.pl 16.04.02, 00:04
                  U mnie też mama przestała pracować po ślubie z tatą, wszystkie kłótnie w domu
                  były o pieniądzę, ojciec nie był biedny, tylko "oszczędny". Gdyby nie te
                  finansowe niepoeozumienia bylibysmy na pewno szczęśliwszą rodziną. Od 2 lat
                  tata nie zyje, a ja musze pomagać finansowo mamie, bo ma tak niską emeryturę.
                  Ktoś powie, że mam uraz, niech mu będzie, ja jednak uważam że wyciągnęłam
                  konstruktywne wnioski z tej sytuacji, bezpieczeństwo finansowe rodziny jest
                  największe gdy oboje rodzice zarabiają sensowne pieniądze i każdy dba o swoje
                  finanse.
                  Czy szanowała bym faceta, który mało zarabia? jasne, że tak, jednak nie
                  czułabym się zobowiązana go utrzymywać, tak samo jak nie oczekuję tego od
                  niego. Pożyczka, pomoc finansowa na krótką mete - tak, zalezność finansowa -
                  nie.
                  • Gość: mirelka2 Re:do Xseni tez powaznie IP: *.ath.spark.net.gr 16.04.02, 00:33
                    Gość portalu: xsenia napisał(a):

                    > U mnie też mama przestała pracować po ślubie z tatą, wszystkie kłótnie w domu
                    > były o pieniądzę, ojciec nie był biedny, tylko "oszczędny". Gdyby nie te
                    > finansowe niepoeozumienia bylibysmy na pewno szczęśliwszą rodziną. Od 2 lat
                    > tata nie zyje, a ja musze pomagać finansowo mamie, bo ma tak niską emeryturę.
                    > Ktoś powie, że mam uraz, niech mu będzie, ja jednak uważam że wyciągnęłam
                    > konstruktywne wnioski z tej sytuacji, bezpieczeństwo finansowe rodziny jest
                    > największe gdy oboje rodzice zarabiają sensowne pieniądze i każdy dba o swoje
                    > finanse.

                    Widzisz u mnie to nie chodzilo o bezpieczenstwo finansowe rodiny, mojej rodzinie
                    nigdy nie brakowalo pieniedzy, ale te klotnie, rozliczenia, to ciagle ty na to
                    nie zarobilas, to ze ojciec kupowal samochod a moja mama nie miala o tym
                    pojecia.... wcale nie bylo tak ze nie pracowala, mama pracowala i potrafila
                    zadbac o siebie problem polegal wlasnie na tym ze to nie jest twoje tylko moje,
                    wiec sie odwal od moich rzeczy i mojej kasy, to ciagle moje twoje to byl koszmar
                    mojego dziecinstwa, a malzenstwa mojej mamy, bo pomyslodawca podzialu na
                    moje/twoje byl tata... Teraz mama nie zyje i mysle, ze tata dopiero w czasie jej
                    choroby uswiadomil sobie ze tak naprawde to ona czula sie przez to dzielenie po
                    prostu niekochana, cale zycie niekochana. Wydaje mi sie, ze malzemstwo jest po
                    to, zeby czuc ze jest sie jednym z druga osoba, a nie da sie, jesli on trzyma to
                    co zarobil dla siebie, a ja dla siebie. Tak uwazam i tak jestem przekonana.
                    Zupelnie inna sprawa jest zapisywanie firmy na jedno nazwisko aby zabezpieczyc
                    rodzine przed konsekwencjami bankructwa itp., to jest naprawde zupelnie co innego.


                    > Czy szanowała bym faceta, który mało zarabia? jasne, że tak, jednak nie
                    > czułabym się zobowiązana go utrzymywać, tak samo jak nie oczekuję tego od
                    > niego. Pożyczka, pomoc finansowa na krótką mete - tak, zalezność finansowa -
                    > nie.

                    A ja oczekuje od faceta, ze bedzie zarabial tyle, zeby nasza rodzina mogla
                    spokojnie zyc, to wlasnie facet ma zarobic kase, moja praca nie jest dla
                    pieniedzy, tylko dla mnie, a to, ze przy okazji dorzucam cos do skarbonki, to
                    tylko szczegol, uwazam i moj maz tez tak uwaza, ze to wlasnie on ma nas utrzymac,
                    trzeba bowiem wziac pod uwage to, ze jesli ma sie trojke dzieci (ja mam ) to moim
                    swietym prawem jest siedziec w domu i nosa z niego nie wychylac. Celowo pisze
                    prawem, tak samo jak moim prawem a nie zadnym obowiazkiem ani koniecznoscia jest
                    to, ze pracuje. Gdybym jednak stwierdzila, ze przez moja prace cierpia dzieci, sa
                    niedopilnowane, czy pogorszyly sie w nauce, to nie ma zadnej dyskusji na temat
                    mojej pracy, dzieciaki sa nr. 1 w moim zyciu a maz jest po to zeby zapewnic nam
                    normalne zycie, wiem ze to tradycyjny model, ale wlasnie taki w moim przekonaniu
                    jest najwlasciwszy. Inna sprawa, ze ja po prostu lubie pracowac i nie czuje sie
                    dobrze siedzac tylko w domu, ale to juz kwestia charakteru a nie koniecznosci.
                    Wlasnie to mnie boli w Polsce, ze tam w przecietnej rodzinie po prostu musza
                    oboje pracowac bo inaczej nie starcza na przezycie miesiaca. To jest po prostu
                    dramatyczne, bo pozbawia ludzi mozliwosci wyboru wlasnie takiego tradycyjnego
                    modelu rodziny, a przeciez kazdy w wolnym kraju powinien miec prawo zdecydowac
                    sobie o tym jaki model rodziny mu najbardziej odpowiada. Szkoda, ze z
                    koniecznosci wiekszosc usi byc avangardowa... tak avangarda po prostu nie
                    cieszy...
                    Kurde rozpisalam sie, dobranoc:))

            • agniechaa Re: wolnosc wyboru - do mirelki... 17.04.02, 06:51
              Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

              > Nie chcialabym rowniez zarabiac nigdy wiecej od wlasnego meza, moze to glupie,
              ale uwazam ze facet powinien zarabiac wiecej
              > niz kobieta, inaczej nie mialabym dla niego szacunku, przynajmniej na pewno
              > zostalby on nadwyrezony...

              Ale co ma szacunek do tego ile kasy zarabia maz.
              To, ze ja zarabiam (teraz) duzo wiecej niz moj maz nie ma zadnego wplywu na moj
              szacunek do niego (ten jest ogromny... bo to rewelacyjny facet i super partner).

              Kazdy z nas robi to co lubi, kazdy jest niezly w tym co robi a, ze ja zarabiam
              wiecej? No i co z tego? A jak (odpukac) strace prace to co? - moj maz straci do
              mnie szacunek?


              • kini Re: wolnosc wyboru - do mirelki... 17.04.02, 10:35
                agniechaa napisał(a):

                > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
                >
                > > Nie chcialabym rowniez zarabiac nigdy wiecej od wlasnego meza, moze to glu
                > pie,
                > ale uwazam ze facet powinien zarabiac wiecej
                > > niz kobieta, inaczej nie mialabym dla niego szacunku, przynajmniej na pewn
                > o
                > > zostalby on nadwyrezony...

                Jeszcze mój maleńki komentarz. Wyobraź sobie taką sytuację: ty jesteś rzutką
                businesswoman, a twój mąż naukowcem. Zarabiasz dużo więcej od niego. Czy w takiej
                sytuacji nie miałabyś do niego szacunku?
        • tusiaz Re: Niedyskretne pytanie 15.04.02, 22:52
          Gość portalu: che1 napisał(a):

          > Gdzies czytałem ,że wspólne finanse to więcej niż wspólne łóżko!
          TO taki swoisty rodzaj intymności i zaufania,bo w końcu ma się dostęp do ciężko
          zarobionych pieniędzy.Wiadomo,że minusem takiego układu jest większa kontrola
          (nie wszyscy to lubią..)Wszystko zależy od partnerów....,ale małżeństwo to
          wspólne łóżko...,mieszkanie..,dzieci...,konto...,chyba,że tak na wszelki
          wypadek.....W końcu wszystko może się zdarzyć...,ale czy warto zaczynać od
          takiego nastawienia :)))))))


          >
          >
          >
          >

        • Gość: xsenia Re: Niedyskretne pytanie do che1 IP: *.bydgoska.krakow.pl 15.04.02, 23:25
          Gość portalu: che1 napisał(a):

          >Współczuję kobietom ,które w imię utrzymania związku muszą
          > się godzić na odrębną kasę.
          "muszą" a kto ich zmusza? nie wiedziały na co się dcydują?
          To po prostu żałosne i uwłacza facetowi.
          jak sobie wziłą kobitkę na utrzymnie, a teraz ją głodzi to uwłacza, ale jak obie
          strony tego chciały? gdzie tu jakie uwłaczanie?
          >Albo
          > intercyza .
          jeśli jedna ze stron prowadzi działaność gospodarczą to w przypadku bankructwa
          intercyza ratuje żonę przed długami męża i na odwrót, pomyśl zanim ocenisz
          >To kurcze ,po co się pobierać?
          nie wiem po co. może ze zwględu na dzieci, może z innych powodów, małżeństwo to
          nie tylko pieniądze
    • Gość: xsenia jeszcze o tych pieniądzach i spać IP: *.bydgoska.krakow.pl 15.04.02, 23:53
      decydując się na odrębność/wspólnotę majątkową trzeba brać pod uwagę konkretną
      sytuację, a nie formułować ogólne prawidła.
      odrębność ma największy sens w przypadku prowadzenia własnej firmy przez jedną
      z osób oraz zaciagania kredytu, pamiętajmy że wraz ze śmiercią jednego z
      małzonków drugie dziedziczy nie tylko jego majątek, ale i długi, intercyza
      zapezpiecza przed tym, poza tym jeśli firmę szlag trafi, albo Najmilszy(a)
      przegra wszystko na giełdzie nie stracicie wszystkiego, a tylko
      jego/jej "udziały". Jest też kwestia poręczenia kredytu znajomym, bez intercyzy
      trzeba mieć zgodę współmałżonka aby poręczyć rodzeństwu kredyt, o takie rzeczy
      sa kłótnie. Nie ma się co smiać z tej intercyzy.
      Wspólne/osobne konta to inna rzecz - odrębne konta nie muszą wiązać się z
      intercyzą. To jest dobre wyjście dla par, w których kazdy ma podobne dochody.
      Fakt, w głupio gdy żona jest biedniejsza od męża, albo na odwót. "biedniejsza"
      strona przeważnie ma realny wkład do budzetu przez swoją pracę w domu, która
      nie jest wynagradzana, dlatego niechęć do dzielenia się strony bogatszej
      zarobkami jest w tym wypadku złodziejstwem. Złodziejstwem jest też skąpstwo
      wobec niepracujacego małżonka, który wyręcza nsa w pracach domowych.
      moim zdaniem: wspólnota majatkowa dla tradycjonalistów, odrębność dla
      partnerskiej "awangardy". głosuję za odrebnością, a inni niech robia jak chcą.
    • Gość: aga Re: Niedyskretne pytanie IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 16.04.02, 00:06
      Tylko osobne konta! Nie interesuje mnie ile on zarabia ani jego ile ja mam na
      koncie. W razie gdyby ktores z nas mialo klopoty finansowe wspomozemy sie na
      pewno, ale nie wyobrazam sobie decydowac o tym na co on ma wydac swoja kase,
      ani nie zycze sobie zeby ktokolwiek mowil mi jak ja mam wydac co zarobilam. A
      jak to dziala w praktyce? Raz ja robie codzienne zakupy,raz on. Od niego
      dostaje szminki, cienie, perfumy i inne przyjemne "bawidelka" ( jak on to
      nazywa), a ja mu kupuje czesto plyty , ciuchy i modele ( bo skleja razem z
      synem) Jak trzeba zaplacic skladke w przedszkolu czy w szkole na komitet (
      dwojka dzieci) to placi ten kto byl na zebraniu. Z rachunkami to samo. Jak mnie
      wpadnie w rece przesylka od tpsa to ja place, jak jemu to on. I za wszystkimi
      innymi tak samo. Nie rozliczamy sie wzajemnie z niczego. Urzadzajac dom kazdy
      kupowal co mu sie podobalo. Dziala to doskonale od ponad 9 lat. I nigdy nie
      bylo klotni o pieniadze.
      • Gość: mirelka2 Re: Niedyskretne pytanie IP: *.ath.spark.net.gr 16.04.02, 00:08
        Gość portalu: aga napisał(a):

        > Tylko osobne konta! Nie interesuje mnie ile on zarabia ani jego ile ja mam na
        > koncie. W razie gdyby ktores z nas mialo klopoty finansowe wspomozemy sie na
        > pewno, ale nie wyobrazam sobie decydowac o tym na co on ma wydac swoja kase,
        > ani nie zycze sobie zeby ktokolwiek mowil mi jak ja mam wydac co zarobilam. A
        > jak to dziala w praktyce? Raz ja robie codzienne zakupy,raz on. Od niego
        > dostaje szminki, cienie, perfumy i inne przyjemne "bawidelka" ( jak on to
        > nazywa), a ja mu kupuje czesto plyty , ciuchy i modele ( bo skleja razem z
        > synem) Jak trzeba zaplacic skladke w przedszkolu czy w szkole na komitet (
        > dwojka dzieci) to placi ten kto byl na zebraniu. Z rachunkami to samo. Jak mnie
        >
        > wpadnie w rece przesylka od tpsa to ja place, jak jemu to on. I za wszystkimi
        > innymi tak samo. Nie rozliczamy sie wzajemnie z niczego. Urzadzajac dom kazdy
        > kupowal co mu sie podobalo. Dziala to doskonale od ponad 9 lat. I nigdy nie
        > bylo klotni o pieniadze.

        no to super!
        • Gość: Kim Re: Niedyskretne pytanie IP: 213.77.91.* 16.04.02, 10:20
          To nie tylko kwestia osobnej czy wspólnej kasy, ale przede wszystkim podejścia.
          Z byłym mężem mieliśmy zawsze wspólne konto, oboje zarabialiśmy, ale to i tak
          nie zapobiegło jego wyrzutom i próbom dania mi do zrozumienia, że nie powinnam
          sobie czegoś tam kupić. Bo on zarabiał więcej i miał prawo "pierwszego głosu".
          Nie uniknęliśmy konfliktów o pieniądze.
          Teraz wiem, że z moim partnerem, z którym zamierzam ułożyć sobie życie,
          będziemy mieli osobne konta z opcją wspólnej kasy na życie, jakichś wspólnych
          oszczędności na przyszłość. A z reszty każdy będzie mógł zaspokajać swoje
          potrzeby.
          Nie ma dla mnie znaczenia, kto zarabia więcej, my zarabiamy po równo mniej
          więcej, a mojego mężczyznę szanuję za jego charakter a nie kasę. Wiem, że w
          życiu różnie bywa i czasem są sytuacje, kiedy kobieta musi utrzymywać rodzinę,
          bo mężczyzna zachoruje i nie może pracować.
          Najważniejsze jest to, że chcemy się dzielić obowiązkami utrzymywania domu, a
          to, czy w jednym miesiącu więcej wyda on a w drugim ja to sprawa drugorzędna.
          Nie jestem pazerna na własną i jego kasę. Jeśli chcemy spędzić razem życie to i
          tak w ostatecznym rachunku wszystko będzie wspólne. Do grobu przecież tego nie
          wezmę.
          • blondynek Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 11:03
            to o co tu czesc osob wypisuje to mi pachnie lekką paranoją ...
            w sumie to prosta droga do tego abyscie ze swoimi partnerami wyceniali swoje
            usługi seksualne i sobie wzajemnie prowadzili rachunki a w sytuacji gdy sie nie
            zbilansują pod koniec miesiąca to jedno musi drugiemu zapłacic

            uważacie ze macie prawo do swojego konta bo to wy zarabiacie i to są wasze
            pieniądze fajne podejscie ... to jest moje życie i moja sprawa ... to jest
            moja kochanka i nic ci do tego ... moje , moje i jeszcze raz moje !!!

            A ja mam pytanie poco wogole sie z kimś wiążecie jak u was na pierwszym miejscu
            jest slowo "moje"???

            Wg mnie te pomysly o dwóch kontach itp biorą się z prostej przyczyny a
            mianowicie braku zaufania do swojego partnera
            nie jestescie w stanie powierzyc swojemu partnerowi calej swojej pensji i
            zaufac mu ze was w żaden sposob nie skrzywdzi ...

            Jezeli komus nie ufacie to poco z kims takim zyc? Już nie mówie o slubie bo to
            zupelne nieporozumienie ...

            Życze wam abyscie poznali takich partnerów którym mozecie bezgranicznie zaufac
            i ktorym nie boicie sie powierzyc wszystkiego co macie bo wiecie ze partner
            waszego zycia pragnie wylacznei waszego dobra i nigdy was nie skrzywdzi
            • agniecha27 Po co tak krzyczysz... 16.04.02, 12:06
              ... o swoich poglądach??? W domu nikt Cię nie chce słuchać i "przyszedłeś" się
              tu wykrzyczeć?
              • blondynek Re: Po co tak krzyczysz... 16.04.02, 12:28
                agniecha27 napisał(a):

                > ... o swoich poglądach??? W domu nikt Cię nie chce słuchać i "przyszedłeś" się
                > tu wykrzyczeć?

                O to mi sie podoba ! Krótka i rzeczowa uwaga na temat ...


                • mario2 Re: Po co tak krzyczysz... 16.04.02, 12:42
                  Ty blogoslawiony!
                  Ty to tylko kase z tacy od kochanka proboszcza lapiesz- nie! Twoja kasa jest
                  wiec wspolna. Ogolnoparafialna!
                  • Gość: Aton Lubię szacunek dla dyskutantów IP: 195.94.207.* 16.04.02, 14:31
                    mario2 napisał(a):

                    > Ty blogoslawiony!
                    > Ty to tylko kase z tacy od kochanka proboszcza lapiesz-
                    nie! Twoja kasa jest
                    > wiec wspolna. Ogolnoparafialna!

                    Lubię szacunek dla dyskutantów. Ale czasem mam wrażenie,
                    że to takie nudne, nieżyciowe. Lepiej przyjebać i mieć bekę.
                    • mario2 Re: Lubię szacunek dla dyskutantów 16.04.02, 21:20
                      Szacnek mam dla ludzi ktorzy nie obrazaja mnie i mi bliskich.
                      Blondynek obraza moja inteligencje!
                      Wiec i o szacunek niech sie nie dopomina!
      • Gość: Aton Re: Niedyskretne pytanie IP: 195.94.207.* 16.04.02, 14:29
        Gość portalu: aga napisał(a):

        > Tylko osobne konta! Nie interesuje mnie ile on zarabia
        ani jego ile ja mam na
        > koncie. (...) Jak trzeba zaplacic skladke w przedszkolu
        czy w szkole na komitet (
        > dwojka dzieci) to placi ten kto byl na zebraniu. Z
        rachunkami to samo. Jak mnie
        > wpadnie w rece przesylka od tpsa to ja place, jak jemu
        to on. I za wszystkimi
        > innymi tak samo. Nie rozliczamy sie wzajemnie z niczego.

        No pięknie. Gratuluję luzu finansowego. Niestety,
        niektórzy mają przykrość żyć w świecie, gdzie przed
        wydaniem 200 czy 500 złotych ogląda się je z trzech stron.
        Trudno mi sobie wyobrazić, żeby taki system działał
        bezszmerowo, kiedy pieniędzy brakuje.
        • Gość: mirelka2 Re: Niedyskretne pytanie IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 11:34
          Gość portalu: Aton napisał(a):

          > Gość portalu: aga napisał(a):
          >
          > > Tylko osobne konta! Nie interesuje mnie ile on zarabia
          > ani jego ile ja mam na
          > > koncie. (...) Jak trzeba zaplacic skladke w przedszkolu
          > czy w szkole na komitet (
          > > dwojka dzieci) to placi ten kto byl na zebraniu. Z
          > rachunkami to samo. Jak mnie
          > > wpadnie w rece przesylka od tpsa to ja place, jak jemu
          > to on. I za wszystkimi
          > > innymi tak samo. Nie rozliczamy sie wzajemnie z niczego.
          >
          > No pięknie. Gratuluję luzu finansowego. Niestety,
          > niektórzy mają przykrość żyć w świecie, gdzie przed
          > wydaniem 200 czy 500 złotych ogląda się je z trzech stron.
          > Trudno mi sobie wyobrazić, żeby taki system działał
          > bezszmerowo, kiedy pieniędzy brakuje.

          mnie tez sie wydaje, ze to pieknie brzmi i niewiele ma wspolnego z
          rzeczywistoscia, jakbym miala osobne konto, to zapewniam, ze w zyciu nie wpadlby
          mi rachynek zaden do reki....i kupowanie do domu tego co akurat kazdy uwaza ze MU
          sie przyda tez brzmi smiesznie, znaczy kazdy kupil sobie lodowke, bo akurat
          stwierdzil, ze mu sie przyda? A co z meblami, dywanem i kotem? Niektore rzeczy
          trzeba po prostu kupowac wspolnie a nie co komu wpadnie w rece.... Smiac mi sie
          chce:))
    • catalina1 Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 10:42
      Osobne konta, a za część rzeczy płaci raz On raz ja. Jak któremuś z nas zabraknie to nie ma problemu
      wziąć od drugiego.
      • blondynek Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 11:05
        a czy naliczacie sobie odsetki :-)))????
        • mario2 Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 12:43
          tylko od tego, co wrzuca na kolekte, by tacy jak ty mieli co od proboszcza brac
          za swoje uslugi!
    • kini Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 11:05
      Ja to widzę tak: wspólne konta, a do tego umawiamy się na określoną kwotę, którą
      możemy pobrać na tzw. prywatne wydatki, czy w moim przypadku perfumy, świecidełka
      itp., a w jego - płyty playstation, kremy do golenia itp. Poważniejsze wydatki, w
      stylu futro z norek dla mnie (hehe!) lub motor dla niego omawiamy wspólnie. Tak
      mniej więcej wyobrażam sobie gospodarowanie pieniędzmy w przyszłej rodzinie. Mój
      facet też jest chyba za takim układem.
    • agniecha27 Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 11:43
      Staż może mamy niewielki (?): 5 lat + 2 lata małżeństwa, ale odkąd zaczęliśmy
      obydwoje pracować i mieć wspólne plany na przyszłość - po jakimś roku
      spotykania się, czyli od ok sześciu lat mamy dwa konta: jedno to lokata, a
      drugie to rachunek na bieżące potrzeby. Uwaga! Obydwa wspólne, tzn. wpływy i
      wypływy. Korzystamy, pytamy, konsultujemy, wydajemy bez pytania, itd. Lokata =
      świętość (na mieszkanie i naukę). Muszę się przyznać, że choć nie zarabiamy
      dużo, mamy trochę potrzeb (czasami lubimy wydać pieniądze na jakiś zbytek, tak
      samo ja, jak i mąż), ale każde prędzej czy później spełnia swoje małe marzenia
      związane z posiadaniem jakiejś rzeczy (sprzęt RTV, kosmetyk, drogi but, czy
      ciuch) i jeszcze nie musieliśmy nigdy korzystać ani z pożyczki od rodziny czy
      przyjaciół, debetu na rachunku bankowym. Spory czy kłótnie - średnio, jak u
      każdej pary - ale po to są żeby się godzić, no nie!? Czasem mnie wkurzy jego
      nieprzemyślany (wg mnie) zakup, czasem on mnie skrytykuje za rozrzutność, ale
      poczucie, co do tego, że nie ma moje - twoje, tylko nasze, jest bardzo silne.
      Pozdrowienia
    • Gość: fi Re: Niedyskretne pytanie IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 16.04.02, 12:35
      My mamy osobne konta i to cztery, po RORze i po koncie oszczędnościowym, z tym
      tylko, że to wszystko kontroluję JA. Mój mąż często nie pamięta nawet swojego
      pinu do bankomatu i dzwoni do mnie (hi hi). Ja kontroluję pieniądze bo to
      potrafię, jemu to wszystko się jakoś rozłazi, nie potrafi zapanować nad swoimi
      pieniędzmi więc dla dobra nas i naszej rodziny musieliśmy dokonać właśnie
      takiego podziału. I mimo, że on zarabia X razy więcej ode mnie, to ja wydzielam
      kieszonkowe i decyduję o zakupach. I mój mąż wcale nie czuje się przez to mniej
      męski bo to nie on "trzyma kasę", myślę, że raczej jest zadowolony. I jakoś to
      wszystko doskonale funkcjonuje już parę lat.
    • mario2 Re: Niedyskretne pytanie 16.04.02, 12:45
      mielismy 2 konta. To co ja zarabialem- bylo nasze- wspolne. To co ona zarabiala
      bylo jej. I dlatego wszystko pierdolnelo!
      • Gość: mirelka2 Re: Niedyskretne pytanie IP: *.ath.spark.net.gr 16.04.02, 13:14
        mario2 napisał(a):

        > mielismy 2 konta. To co ja zarabialem- bylo nasze- wspolne. To co ona zarabiala
        >
        > bylo jej. I dlatego wszystko pierdolnelo!

        Mario ciesz sie ze w ogole bylo jakies wspolne konto, mogla cie nie dopuscic
        nawet do tego co ty zarabiales:)), tak czy owak twoim postem potwierdzasz, ze
        jesli jest cokolwiek "moje a nie twoje" w malzenstwie, to prosta droga do tego,
        zeby wszystko pierdolnelo
        • viper40 Re: No, Morelka 16.04.02, 14:29
          Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

          > mario2 napisał(a):
          >
          > > mielismy 2 konta. To co ja zarabialem- bylo nasze- wspolne. To co ona zara
          > biala
          > >
          > > bylo jej. I dlatego wszystko pierdolnelo!
          >
          > Mario ciesz sie ze w ogole bylo jakies wspolne konto, mogla cie nie dopuscic
          > nawet do tego co ty zarabiales:)), tak czy owak twoim postem potwierdzasz, ze
          > jesli jest cokolwiek "moje a nie twoje" w malzenstwie, to prosta droga do tego,
          >
          > zeby wszystko pierdolnelo

          Z takim poglądem na wspólne konto masz szansę stworzyć trwały związek z Mario.
          Nie omieszkaj ogłosić tego na forum to będziemy gratulować.

          • mario2 Re: No, Morelka 16.04.02, 14:42
            Nie lubie trojkatow! :o)
          • Gość: mirelka2 Re: No, Morelka IP: *.ath.spark.net.gr 16.04.02, 18:19
            viper40 napisał(a):

            > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
            >
            > > mario2 napisał(a):
            > >
            > > > mielismy 2 konta. To co ja zarabialem- bylo nasze- wspolne. To co ona
            > zara
            > > biala
            > > >
            > > > bylo jej. I dlatego wszystko pierdolnelo!
            > >
            > > Mario ciesz sie ze w ogole bylo jakies wspolne konto, mogla cie nie dopusc
            > ic
            > > nawet do tego co ty zarabiales:)), tak czy owak twoim postem potwierdzasz,
            > ze
            > > jesli jest cokolwiek "moje a nie twoje" w malzenstwie, to prosta droga do
            > tego,
            > >
            > > zeby wszystko pierdolnelo
            >
            > Z takim poglądem na wspólne konto masz szansę stworzyć trwały związek z Mario.
            > Nie omieszkaj ogłosić tego na forum to będziemy gratulować.
            >


            oj viperku ty zazdrosniku:))) cmok cmok, usmiechnij sie bo nie do twarzy ci w tej
            chmurze:))

            • viper40 Re: No, Morelka 17.04.02, 09:48
              Gość portalu: mirelka2 napisał(a):

              > viper40 napisał(a):
              >
              > > Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
              > >
              > > > mario2 napisał(a):
              > > >
              > > > > mielismy 2 konta. To co ja zarabialem- bylo nasze- wspolne. To c
              > o ona
              > > zara
              > > > biala
              > > > >
              > > > > bylo jej. I dlatego wszystko pierdolnelo!
              > > >
              > > > Mario ciesz sie ze w ogole bylo jakies wspolne konto, mogla cie nie d
              > opusc
              > > ic
              > > > nawet do tego co ty zarabiales:)), tak czy owak twoim postem potwierd
              > zasz,
              > > ze
              > > > jesli jest cokolwiek "moje a nie twoje" w malzenstwie, to prosta drog
              > a do
              > > tego,
              > > >
              > > > zeby wszystko pierdolnelo
              > >
              > > Z takim poglądem na wspólne konto masz szansę stworzyć trwały związek z Ma
              > rio.
              > > Nie omieszkaj ogłosić tego na forum to będziemy gratulować.
              > >
              >
              >
              > oj viperku ty zazdrosniku:))) cmok cmok, usmiechnij sie bo nie do twarzy ci w t
              > ej
              > chmurze:))
              >

              Dobre sobie, ale jak zamaskować brak górnej jedynki?
    • Gość: ptasia Re: Niedyskretne pytanie IP: *.wcp.pl 16.04.02, 20:37
      wspólne konto i to założone O,5 roku przed właściwą kohabitacją (to słowo jest
      zabójcze BTW), chociaż swojego starego konta nie zlikwidowałam. Tak się składa,
      że na razie zarabiam ja, ale nikt nic nikomu nie wydziela, wydajemy wspólnie i
      się informujemy, co kto wydaje i na co, żeby wiedzieć, jakie jest saldo. drugie
      konto do oszczędzania (a raczej prób tegoż...;-). Przed mieszkaniem razem
      zawsze, jak jeździliśmy razem np. na wakacje, zakładaliśmy wspólną kasę. Jak
      ktoś słusznie zauważył, nie można robić z tego reguły, znam wiele par które nie
      potrafiłyby się dzielić kasą z powodów charakterologicznych. Niektórzy potrafią
      i tyle, niektórzy np. wolą żeby ktoś za nich kontrolował finanse. Wspólne konto
      jest często wygodniejsze... chociażby mniej papierków w domu :-), przy kasie
      nie trzeba dyskutować, kto płaci, z czyjego konta itd.
    • maly.ksiaze Re: Niedyskretne pytanie 17.04.02, 05:45
      Wspolne konto, wspolne wydatki. Zawsze byla jakas nieoficjalna granica, ponizej
      ktorej wogole sie o wydatku nawet nie wspominalo i go nie planowalo. Ile -
      zaleznie od sytuacji. Bylo i tak, ze to 2 PLN. Teraz - nie wiem. (ale jak cos
      kupuje, to czuje).

      Aha, wazny czynnik. Moja zona nie pracuje i od urodzenia pierwszego dziecka
      nigdy pracowala zawodowo. Mowi, ze tak lubi.
      Nam ten wybor, o ktorym pisala mirelka byl dany. No i moja zona wybrala to, co
      wybrala.

      Pozdrawiam,

      mk.
      • Gość: mirelka2 Re: Niedyskretne pytanie IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 10:53
        maly.ksiaze napisał(a):

        > Wspolne konto, wspolne wydatki. Zawsze byla jakas nieoficjalna granica, ponizej
        >
        > ktorej wogole sie o wydatku nawet nie wspominalo i go nie planowalo. Ile -
        > zaleznie od sytuacji. Bylo i tak, ze to 2 PLN. Teraz - nie wiem. (ale jak cos
        > kupuje, to czuje).
        >

        I to jest wlasnie super. Nic mnie tak nie wnerwia jak apoteoza
        kobiety "nowoczesnej", "wyzwolonej", "feministki" czy jak ja tam jeszcze zwa....
        Tak jak nie kazdemu jest do twarzy w żółtym, tak nie kazdemu jest do charakteru w
        pracy zawodowej i kobieta nie pracujaca zawodowo moze byc rownie nowoczesna jak
        kazda inna a ta ktora zapiernicza codziennie do roboty wcale nie musi byc
        nowoczesna, to zwykle pieprzenie glupot. To samo dotyczy modelu rodziny. Chcesz-
        miej jedno dziecko, ja mam troje, 7,6 i 5 lat , z zadnym nie wpadlam, wszystkie
        byly zaplanowane przed slubem, a jak ktos mowi co??? troje dzieci???? to mnie
        skreca. Co to komu kurcze blade przeszkadza, nie moge tego pojac, ze teraz
        ludzkosc uwaza, ze kobieta jak urodzi dzieci albo nie pojdzie do pracy to
        przegrala zycie. Ludzie kochani, troche tolerancji dla wolnosci wyboru, moda ma
        to do siebie, ze ciagle powraca falami, wczesniej czy pozniej wroci moda na
        kobiety podtrymujace ognisko domowe i wtedy dzisiejsze feministki beda wzbudzaly
        litosc... A tak naprawde to robta co chceta , tak mi sie wydaje, nie ma jednego
        przepisu na szczescie


        > Aha, wazny czynnik. Moja zona nie pracuje i od urodzenia pierwszego dziecka
        > nigdy pracowala zawodowo. Mowi, ze tak lubi.
        > Nam ten wybor, o ktorym pisala mirelka byl dany. No i moja zona wybrala to, co
        > wybrala.
        >
        > Pozdrawiam,
        >
        > mk.

        • Gość: liloom dyskretna odpowiedz IP: *.11.vie.surfer.at 17.04.02, 11:28
          a my mamy wszystko wspolne i 2 konta. jedno i drugie ma stale platnosci, zadne
          nie zwraca uwagi czyje co je i jak komus cos zabraknie to sie przelewa.
          decyzje? wieksze decyzje wspolnie - patrzymy czy jest kasa i decydujemy, w
          drobiazgach pelna wolnosc ale bez tajemnic (jak mnie spyta na co poszlo te iles
          tam to mowie, w koncu oboje pracujemy). w zeszlym roku chcialam ograniczyc
          prace ze wzgledu na mala co wiazalo sie oczywiscie z mniejszym przyrostem kasy,
          przeciez sama takiej dycyzji nie podejme (!) - nie bylo sprzeciwow.
          A mario2 to mi czasem szkoda, niezle go to kopnelo. co nie znaczy ze wszystkie
          baby sa zolzy. czy ja tez mam oceniac facetow wg mojego poprzedniego? jesli tak
          to powinnam sie juz dano powiesic;)
          • Gość: Asia Re: dyskretna odpowiedz IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.02, 12:09
            Mnie tylko jedna rzecz dziwi na tym forum - nikt nie wspomniał o tym, że tak na
            prawdę to zarobki Jego i Jej (bez względu na to kto ile zarabia) są i tak
            wspólne zgodnie z prawem - to tylko by the way...... Najbardziej mnie denerwuje
            osądzanie ludzi, których się nie zna i nie wiadomo jak sobie układają życie i
            że jest im tak dobrze. Finanse to bardzo intymna sprawa i jak sobie para to
            ułoży (o ile jest im OBOJGU z tym rozwiązaniem dobrze) to tylko ich sprawa i
            nikomu to osądzać i już !
        • Gość: Aton Re: Niedyskretne pytanie IP: 195.94.207.* 17.04.02, 11:54
          Gość portalu: mirelka2 napisał(a):
          > To samo dotyczy modelu rodziny. Chcesz -
          > miej jedno dziecko, ja mam troje, 7,6 i 5 lat , z
          zadnym nie wpadlam, wszystkie
          > byly zaplanowane przed slubem, a jak ktos mowi co???
          troje dzieci???? to mnie skreca.

          Z zazdrości tak mówią? Bo szansa jest raz w życiu. Jak
          jej nie wykorzystali to mają przeputane i żal im. No to
          się wyżywają na tych, którzy podjęli lepsze decyzje niż
          oni. Nie przejmuj się.
          Niesamowite czasy. Ludziom się zdaje, że mieć troje
          dzieci to jakiś heroizm czy rekord świata. Strasznie
          cenię kobiety, które otwarcie mówią, że trójka to dla
          nich minimum.
          Nota bene, mam kolegę, szesnastego z rodzeństwa (jedna
          mama, jeden tata). I jakoś żyje. I oni też żyją, prości
          ludzie ze wsi, którzy dali radę tak poustawiać swoje
          życie, żeby wszystkie dzieci dostały porządne (wyższe)
          wykształcenie i wyszły na ludzi.

          > Co to komu kurcze blade przeszkadza, nie moge tego
          pojac, ze teraz
          > ludzkosc uwaza, ze kobieta jak urodzi dzieci albo nie
          pojdzie do pracy to
          > przegrala zycie.

          Połowa kobiet-prezesek jest bezdzietna. Budzą się po
          czterdziestce, kedy jest już na wszystko za późno. I
          czują się oszukane.

          Memento:
          tygodnikforum.onet.pl/1081704,0,3177,924,artykul.html

          PS A propos koszul z kantem - zawsze podziwiam ludzi,
          którym zależy na tym, żeby swoją robotę - jakąkolwiek
          robotę - wykonać jak najlepiej. Tak trzymać.
          • Gość: Asia Re: Niedyskretne pytanie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.04.02, 12:13
            Aton !!! Całkowicie sie podpisuję pod Twoim zdaniem !!! Znam takie "bezdzietne
            wyżywające się w pracy samotne" - ciężki orzech do zgryzienia współpraca z
            takimi - charakter starej panny i żal do siebie, że się tak ułopżyło sobie
            życie...... Pozdrawiam
            • Gość: dodo co ma piernik do wiatraka IP: *.sympatico.ca 17.04.02, 13:14
              ilosc dzieci a podzial finansow w rodzinie to dwie rozne sprawy.
              ja mam troje dzieci i nigdy nie mielismy z mezem wspolnego konta.
              zawsze pracowalam zawodowo a moje dzieci sa wychowane jak
              nalezy. tyle modeli rodziny ile rodzin. tyle przepisow na szczescie ile
              par.
              nie nalezy wmawiac nikomu zadnych ostatecznych rozwiazan.
              mirelka strasznie krzyczy w obronie tradycyjnych modeli rodziny
              odsadzajac od czci i wiary kobiety tzw. niezalezne. dla mnie
              niezaleznosc finansowa jest czescia mojego wlasnego systemu
              samowartosciowania ale nie zamierzam nikogo zmuszac do przyjecia
              mojego punktu widzenia. ani tez nikogo straszyc (jak tu juz powyzej
              pare razy padlo), ze jak nie zrobicie tak jak ja, to mozecie sie
              spodziewac tragicznych skutkow w przyszlosci.
              zyj i daj zyc innym
              • Gość: mirelka2 Re: co ma piernik do wiatraka IP: *.ath.spark.net.gr 17.04.02, 13:38
                Gość portalu: dodo napisał(a):

                > ilosc dzieci a podzial finansow w rodzinie to dwie rozne sprawy.
                > ja mam troje dzieci i nigdy nie mielismy z mezem wspolnego konta.
                > zawsze pracowalam zawodowo a moje dzieci sa wychowane jak
                > nalezy. tyle modeli rodziny ile rodzin. tyle przepisow na szczescie ile
                > par.
                > nie nalezy wmawiac nikomu zadnych ostatecznych rozwiazan.
                > mirelka strasznie krzyczy w obronie tradycyjnych modeli rodziny
                > odsadzajac od czci i wiary kobiety tzw. niezalezne. dla mnie
                > niezaleznosc finansowa jest czescia mojego wlasnego systemu
                > samowartosciowania ale nie zamierzam nikogo zmuszac do przyjecia
                > mojego punktu widzenia. ani tez nikogo straszyc (jak tu juz powyzej
                > pare razy padlo), ze jak nie zrobicie tak jak ja, to mozecie sie
                > spodziewac tragicznych skutkow w przyszlosci.
                > zyj i daj zyc innym

                Nie krzycze w ogole, po prostu mowie to co mysle, nie rozumiem twoich pretensji,
                tym bardziej, ze zaznaczalam, ze moj punkt widzenia nie jest obiektywny, lecz
                naznaczony bolesnymi doswiadczeniami z mojej wlasnej rodziny. Nie wiem, czy to
                tradycyjny model rodziny (nalezaloby przyjac, ze moi rodzice 30 lat temu
                zaczynali model nowoczesny, z osobnymi kasami). Jest to moim ,bardzo subiektywnym
                zdaniem, model prawidlowy, zdrowy i taki preferuje. Ktos tu napisal, ze swietnie
                sobie radzi na osobnych rachunkach i wyrazilam nawet swoje uznanie, wiec nie wiem
                dlaczego uwazasz ze krzycze. POza tym nie wiem skad wniosek, ze robie jakies
                powiazanie miedzy iloscia dzieci a wspolna czy osobna kasa????
    • Gość: renia Re: Niedyskretne pytanie IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 27.05.02, 11:29
      odswiezam ten watek, bo ktos zaczal mniej wiecej taki sam, nie ma co obciazac
      serwera od nowa tym samym:)))
      • Gość: pepe Re: Niedyskretne pytanie IP: *.firma / 192.168.20.* 15.10.02, 13:31
        Mamy wspolne konto od momentu gdy sie pobralismy. Ja "zarzadzam" pieniedzmi w
        sensie comiesiecznych lokat, a wydajemy pieniadze zgodnie z naszymi potrzebami.
        Sprawdza sie to na razie doskonale. Plus jest taki, ze nie ma klotni o to kto
        placi rachunki, a i jest pelna przejrzystosc, bo nasze wynagrodzenia przychodza
        na to samo konto. Oby tak dalej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka