Dodaj do ulubionych

Wyrwa, której nie da się zasypać

13.07.18, 11:17
Cześć. Nie jestem ani stałą czytelniczką, ani użytkowniczką forum. Nie chcę rad, litości, nie oczekuję niczego. Muszę po prostu podzielić się pewną historią, wylać ją z siebie, wyrzucić. Może wtedy będzie trochę lżej. Jeśli masz czas i ochotę, przeczytaj.

Może ten post to trochę pożegnanie. Pożegnanie z ojcem, którego do końca nigdy nie miałam. Rodzice rozwiedli się, kiedy byłam małym dzieckiem, więc nie pamiętam za bardzo szczęścia rodzinnego. Mam jakieś zdjęcia, na których tata trzyma mnie na rękach, całuje, śmieje się. Mam też wspomnienia, w których jesteśmy razem, w których jest dla mnie dobry. Pojedyncze, bo nie widywaliśmy się za często. Te krótkie i rzadkie spotkania wystarczyły jednak, bym zdążyła zbudować sobie jego wyidealizowany obraz cudownego ojca. Dziecko, żeby przetrwać złapie się przecież wszystkiego.

Kiedy byłam nastolatką, ojciec założył nową rodzinę, urodziło mi się wkrótce rodzeństwo. Byłam cichym, nieśmiałym, może nawet zahukanym dzieckiem. Nie znałam zazdrości, wystarczyło mi to, co mam. Wizyty u taty raz do roku, w wakacje, jego odwiedziny kilka razy w roku, telefony na urodziny. To wydawało i się normalne i zaspokajało moje niewielkie potrzeby.

Macochę na początku lubiłam i ona mnie chyba też. Miałyśmy dosyć kumpelskie relacje, dopóki ja niczego nie oczekiwałam, dopóki akceptowałam taki stan rzeczy, jaki mi fundowali.

Kiedy dorosłam, wplątywałam się w jeden toksyczny związek z mężczyzną za drugim. Po jakimś czasie zdałam sobie z tego sprawę, że sama siebie krzywdzę i poszłam na terapię. Tam zaczęłam wszystko widzieć. Widzieć siebie. Siebie i swoje potrzeby. Po dwudziestu paru latach dotarło do mnie, że mój ojciec właściwie mnie porzucił.

Dopiero wtedy zobaczyłam to, co latami wypierałam albo uważałam za normalne. Kiedy my z mamą klepałyśmy biedę, moje przyrodnie rodzeństwo opływało w luksusy. Dostawałam alimenty, ale one wystarczały na pokrycie podstawowych potrzeb. Mimo to głupio było mi prosić o dodatkową kasę np. na buty. W tym samym czasie mój brat i siostra jeździli na drogie obozy, dostawali laptopy, własne telewizory, telefony komórkowe, najdroższe ubrania. Całą rodziną jeździli na zagraniczne wczasy, na które nigdy mnie nie zabrali. Nigdy nie zaproponowali, żebym pojechała z nimi albo np. spędziła z nimi święta. Nie zapraszali mnie także na rodzinne uroczystości, jak komunie, bierzmowania czy wesele przyrodniego brata.

Jak łatwo się domyśleć przez ten brak kontaktu nie mam z przyrodnim rodzeństwem praktycznie żadnego kontaktu. Kiedy chciałam tatę odwiedzić zaczynały się wymówki. Macocha źle się czuła, bolała ją głowa albo np. stwierdzała, że musi podawać mi herbatę i po mnie sprzątać, więc nie będzie mnie zapraszać do domu. Przestałam tam przyjeżdżać. Mimo to ojciec kiedy się w końcu spotykaliśmy gdzieś na mieście ciągle miał do mnie pretensje, uważał, że to moja wina, że ona mnie nie lubi. Ze mogłabym jej się jakoś przypodobać, że to ja powinnam interesować się co u młodszego rodzeństwa, zapraszać ich gdzieś itd.

Na studia wyjechałam do innego miasta i mieszkałam w akademiku, utrzymując się za 300 zł miesiecznie. To możliwe. Kiedy skończyłam studia od razu poszłam do pracy, bo wiedziałam, że nikt mi na utrzymanie nie da. To było dla mnie zupełnie normalne i oczywiste. Byłam niesamowicie dumna, kiedy uzbierałam na wkład własny i dostałam kredyt na mieszkanie.

Kiedy moje rodzeństwo wyjechało na studia, ojciec wynajął im mieszkanie, potem kupił każdemu po samochodzie, a kiedy skończyli studia każde z nich dostało od ojca mieszkanie.

Bardzo długo wmawiałam sobie, że winna jest tylko moja macocha. Że to ona tak dba i walczy o swoje dzieci, zeby niczego im nie zabrakło, żebym nie była dla nich zagrożeniem. Dowiedziałam się nawet, że firma ojca i oba domy są na nią, zebym tylko nie mogła dziedziczyć.

W końcu zrozumiałam, że to on to wszystko przystemplował. Ze zgodził się na wykreślenie mnie. Ze nie mam ojca. Kiedy mu to powiedziałam, kiedy odważylam się powiedzieć w twarz mojemu idealizowanemu dotychczas ojcu, ktorego tak strasznie kochałam i potrzebowalam, że mnie zawiódł i zawodzi cały czas, ze nic o mnie nie wie, nie wie kim jestem, co lubię, co robię, nie pogratulowal mi zadnej pracy naukowej, którą napisałam, on poskarżył się swojej rodzinie. W efekcie zadwonił do mnie brat i wyzwał od desperatek. Zapytał jak śmieć denerwowac ich cudownego ojca? Jak śmiem mieć do niego jakiekolwiek pretensje? Powiedzial, że nikt z nich nie chce mnie więcej widzieć i że dla ich rodziny nie istnieję.

Wiem, że nic już tu nie wskóram. Zostałam sama z rozczarowaniem, że ktoś, kto był dla mnie ideałem, okazał się tak słabym i ułomnym człowiekiem. I że tym człowiekiem jest mój ojciec. Choć czy na pewno? Czy taka osoba zasługuje na takie miano? Nic od nich nie chcę. Wiem, że to już nie do odrobienia i odbudowania. Do ojca nie odzywam się od roku, on do mnie też nie. Nie walczył.

Mam tylko nadzieję, że żal i ból po tej stracie będzie kiedyś mniejszy. Dziękuję za wysłuchanie.
Obserwuj wątek
    • kemstowicz Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 13.07.18, 11:24
      Cóż, nie ma ofiar, są ochotnicy. Normalny człowiek po usamodzielnieniu się zerwałby natychmiast kontakt z niechcącą go częścią rodziny, a nie narzucał się tak, jak ty. Zero godności i szacunku do samej siebie, pokręcona osobowość, co potwierdzają dodatkowo informacje o nieudanych związkach z mężczyznami. Masz to, na co zasłużyłaś, nawet cię nie żal.
      • rosaliakalina Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 13.07.18, 11:31
        Niektórym dojście do takiego wniosku zajmuje więcej czasu niż innym (o zdrowych mechanizmach). To między innymi efekt pokręconej osobowości. Nawet nie wiesz, jak jestem dumna z tego, że w końcu to zrozumiałam i przerwałam.
        • allegropajew Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 21.07.18, 22:21
          To teraz zatrudnij dobrego prawnika od prawa rodzinnego i zrobisz im prawdziwego psikusa (skarga pauliańska to się nazywa).

          Gościula
    • alpepe Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 13.07.18, 11:40
      Witaj w dorosłym świecie. My wszyscy nosimy w sobie obraz idealnego własnego rodzica i buntujemy się, że nie mieliśmy takich rodziców, jakich potrzebowaliśmy. A teraz po prostu żyj. Poradziłaś sobie.
      • znana.jako.ggigus Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 13.07.18, 12:23
        Właśnie, autorka postu jest już dorosła.
    • znana.jako.ggigus Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 13.07.18, 12:23
      Wiesz, moja siostra dostała kasę i pożyczony samochód, bo trafiła na erę prosperity mojego ojca.
      Era się szybko skończyła, czasy się zmieniły. A potem parę lat potem ja nie dostałam nic i jakoś dałam sobie radę.
      I nie myślę o tym codziennie.
    • obrotowy wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 12:34
      "Literatko" - popraw sie w opowiadaniu bajek na foro.

      Jezeli tatus mial kase, by zafundzic innym swoim pociechom po samochodziku
      - to i Tobie by nieco kasy sypnal.

      a tak, niestety, bajeczka jest niewiarygodna.
      • znana.jako.ggigus Re: wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 12:39
        Niekoniecznie. Mógłby, założywszy nową rodzinę, być pdo tak silnym wpływem nowej partnerki, że bykasy równo wsszytkim nie dał. Zdarza się.
        W mojej rodzinie są dwaj bracia i obaj zupełnie różnie traktowanie przez ojca. A i on sam był uwielbiany przez matkę ,a pogardzany przez ojca, więc tylko przenosi własną jazdę na następne pokolenie.
        • kemstowicz Re: wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 13:23
          Oczywiście masz rację, a obrotowy to pajac nie znający życia. Mężczyźni, nawet ci którzy osiągnęli duży sukces zawodowy (np. dobrzy przedsiębiorcy) i są pewni siebie, asertywnie w kontaktach zawodowych i z kolegami, potrafią być żałosnymi ciotami w relacjach z kobietami. Znamy takich, oj znamy. I wtedy taki "alfa na pokaz" okazuje się być pantoflarzem i miękką fają w związku. Nie wiem nawet kim bardziej gardzę: patologią czy właśnie takimi zdominowanymi facetami osiągającymi sukces zawodowy.
          • obrotowy nadal wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 13:38
            kemstowicz napisał:
            Nie wiem, nawet kim bardziej gardzę: patologią czy właśnie takimi zdominowanymi facetami osiągającymi sukces zawodowy.


            to nadal wzruszajacy harlequin :)

            - nie ma takich.

          • corgan1 Re: wzruszajacy harlequin :) 14.07.18, 16:00
            > potrafią być żałosnymi ciotami w relacjach z kobietami.

            Tyle że jakoś te "żałosne cioty" bardzo ale to bardzo rzadko są same, zawsze znajdzie się kochająca myszka, której "żałosnociotowatość" nie będzie przeszkadzać.

            > I wtedy taki "alfa na pokaz" okazuje się być pantoflarzem i miękką fają w związku

            "Tylko 1% samców się do czegoś nadaje" napisała mi ostatnio na fejsie jedna dziewuszka. I to przyp...dalanie się do białych heteroseksualnych mężczyzn o niemal wszystko to znak naszych czasów.
            • kemstowicz Re: wzruszajacy harlequin :) 14.07.18, 21:59
              Jest różnica dzidzia/chłopcze między "przypie...niem się" a zdrowym rozsądkiem, doświadczeniem i znajomością życia. Piszesz coś o "białych"? Nikt tak dobrze w mordę nie bije baby jak Arab czy Murzyn, a baby mają posłuszne. Ci Twoi "biali" w swojej masie to kiedyś byli kimś. Dzisiaj są faktycznie miękkimi ciotami, lemingami i pantoflarzami. Prawdziwy mężczyzna nie pozwoliłby sobie, żeby mu baba cokolwiek (w ważnych sprawach) narzucała, a jakoś podejrzanie często u "białych" tak właśnie jest. I pisze Ci to stary nacjonalista, ale jednak z pewnym doświadczeniem życiowym.
      • alpepe Re: wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 12:43
        stary, a g. wie. Wstyd.
      • rosaliakalina Re: wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 15:53
        Ojej, to naprawdę można żyć w takiej bańce? Ja bym tak nie zrobił, nie znam nikogo, kto tak robi, więc to niemożliwe? Co do sypania kasą - wiesz, pieniądze tu akurat są najmniejszą kwestią, bo chodzi o czas i miłość rodzica. Tego nie dostałam przede wszystkim. Kasą sypał czasem - i owszem. Np. jak wyrwał się na 20 minut z domu, żeby móc się ze mną spotkać i chyba w przypływie poczucia winy, zostawiał mi stówę albo dwie. Albo jak dostałam samochód, który siostra wcześniej rozbiła (nie wiedziałam o tym fakcie), ona potem nie chciała nim już jeździć i dostała nowy, a ja skakałam ze szczęścia, jakiego mam super tatę, że sam z siebie dał mi auto.

        Swoją drogą na terapii poznałam chłopaka z taką historią, o której też wcześniej bym powiedziała, że jest nierealna. Jego ojciec kompletnie przestał się z nim kontaktować, kiedy poznał drugą żonę i jej dziecko z pierwszego małżeństwa. Przysposobił pasierba i wychował jak syna, okazując mu wiele miłości i wsparcia. O biologicznym dziecku całkowicie zapomniał.

        P.S. Czy hejt i diss na autora wątku to jakaś tradycja na forum? Nie ma potrzeby być niemiłym, polecam film "Jabłka Adama" :)
        • adria231 Re: wzruszajacy harlequin :) 13.07.18, 21:41
          I tu masz odpowiedź na to, jak mężczyzna traktuje pierwszą rodzinę pa założeniu nowej. Twój jeszcze nie był taki najgorszy.
          Cóż, proza życia.
          • krokodil123 Re: wzruszajacy harlequin :) 14.07.18, 15:41
            Ale autorko, matke masz. To chyba ona cię wychowała bez ocja. To ona była z tobą jak się uczyłasz pisać i czytać, jak byłaś chora. To ona ci dawala wsparcie i wybierała kupić buty dla ciebię czy odłożyć na inne potrzeby. Razem byłyście cały czas i uważam że to matce się teraz należy uznanie za dobre twoje wykształecnie i za twoją samodzielność.

            Lepiej się skupić tutaj na tym co się ma a nie na tym co się nie miało.
            Wjęcej twoiej energii zasuguję ten co cie wspierał niż ten co cie odrzucył.
            • rosaliakalina Re: wzruszajacy harlequin :) 16.07.18, 08:27
              Niestety nie mam. Zapiła się na śmierć, jak miałam 18 lat. W związku z tym sam sobie dopisz, jakie "wsparcie" i "opiekę" mi dawała.
    • corgan1 Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 14.07.18, 16:44
      > "Byłam cichym, nieśmiałym, może nawet zahukanym dzieckiem."
      Wiem, znam ten ból. Koncepcja "siedź w kącie, zjadą cię", którą lubią powtarzać niektóre człowieki (np. wyznające liberalizm) jest g. warta.

      > Że to ona tak dba i walczy o swoje dzieci, zeby niczego im nie zabrakło, żebym nie była dla nich zagrożeniem.
      O to chyba trudno mieć do niej pretensje. A o co ma walczyć? o pokój na świecie i bezdomne kotki?

      > Kiedy my z mamą klepałyśmy biedę, moje przyrodnie rodzeństwo opływało w luksusy.
      Jako osoba, która również nie opływała w luksusy, właściwie w nic nie opływała (mój ojciec deklarował wielokrotnie, że "na nas zap..dalal nie będzie" co mu aż do śmierci się udało) nie zakładałbym nigdy, że po rozwodzie wszystko będzie tak samo, że mogłoby mi się żyć tak samo albo lepiej niż przed rozwodem. Trzeba było podwyższyć alimenty, no ale teraz już jest po ptokach.

      > Dowiedziałam się nawet, że firma ojca i oba domy są na nią, zebym tylko nie mogła dziedziczyć.
      > Powiedzial, że nikt z nich nie chce mnie więcej widzieć i że dla ich rodziny nie istnieję.
      Odpowiedz im (w myślach) "do zobaczenia na odczytaniu testamentu". Ale poważnie - porozmawiaj z jakimś prawnikiem w kwestii testamentu, spadku, zachowku, nawet jeśli ojciec wszystko zapisze im. Wiem, że to wygląda jakbyś przygotowywała się na jego śmierć, ale bądźmy realistami. Zniszcz ich, co Ci szkodzi? Ja bym się popastwił ;)
    • varia1 Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 16.07.18, 11:21
      a dlaczego twoja mama nie zawalczyła o większą kasę dla ciebie? albo ty sama, juz pełnoletnia a ciągle ucząca się ?
      to fajnie powiedzieć" nic od niego nie chcę", a jednak to własnie ta dysproporcja materialna między tobą a przyrodnim rodzeństwem uwiera cię najbardziej, bo bardzo dużo o tym piszesz

      jesli faceta stać na utrzymywanie nowej rodziny, to o "starym" dziecku też nie może zapominać, jeśli zapomina, to sąd mu szybko przypomni

      twoja mama albo ty sama mogłyście o to zawalczyć, nie mając finansowych problemów pewnie nawet nie zauważyłabyś emocjonalnego braku ojca

      PS, nie ma obowiązku na siłę łączenia ze sobą przyrodniego rodzeństwa
      • rosaliakalina Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 17.07.18, 10:24
        varia1 napisała:

        > a dlaczego twoja mama nie zawalczyła o większą kasę dla ciebie? albo ty sama, j
        > uz pełnoletnia a ciągle ucząca się ?

        jak już pisałam, mama była zajęta głównie piciem

        > to fajnie powiedzieć" nic od niego nie chcę", a jednak to własnie ta dysproporc
        > ja materialna między tobą a przyrodnim rodzeństwem uwiera cię najbardziej, bo b
        > ardzo dużo o tym piszesz

        tak, bardzo mnie to boli, bo wielokrotnie macocha wmawiała mi, jacy to oni biedni, firma cienko przędzie itd, a potem odkrywałam coś zupełnie odwrotnego. Wiele razy mówiłam sobie, że to takie niskie, zazdrość o kasę. Ale wiesz, bardzo ciężko uśmiechać się do swojego ojca i nie mieć do niego żalu, wiedząc, że tak rozpieszcza dwójkę swoich dzieci, a nie obchodzi go, czy tobie starcza na jedzenie.

        > jesli faceta stać na utrzymywanie nowej rodziny, to o "starym" dziecku też nie
        > może zapominać, jeśli zapomina, to sąd mu szybko przypomni
        >
        > twoja mama albo ty sama mogłyście o to zawalczyć, nie mając finansowych problem
        > ów pewnie nawet nie zauważyłabyś emocjonalnego braku ojca

        ja wlaśnie nie mam już finansowych problemów, boli mnie ta niesprawiedliwość

        > PS, nie ma obowiązku na siłę łączenia ze sobą przyrodniego rodzeństwa

        nie ma, jednak boli to, że zarówno macocha jak i ojciec na mnie zrzucają odpowiedzialność za to, że nie mam kontaktu z ich dziećmi, podczas gdy nie zrobili nic, by nawiązała się jakakolwiek relacja
        • varia1 Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 17.07.18, 15:20
          >ja wlaśnie nie mam już finansowych problemów, boli mnie ta niesprawiedliwość

          no właśnie, sama sobie wszystko wywalczyłaś, ale już jako pełnoletnia osoba, na studiach, mogłaś sama zawalczyć o wyższe alimenty - poziom życia dzieci w związkach powinien być zbliżony

          ciekawe że do mamy nie masz o nic pretensji skoro była zajęta głównie piciem a nie twoimi potrzebami

          • rosaliakalina Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 18.07.18, 11:31
            varia1 napisała:


            >
            > ciekawe że do mamy nie masz o nic pretensji skoro była zajęta głównie piciem a
            > nie twoimi potrzebami
            >
            Dokładnie to mnie najbardziej zaskakuje. Ale postaram się wytłumaczyć. Do mamy miałam pretensje całe życie, bo jej winy były ewidentne i namacalne, to ona była tym złym rodzicem, a ojciec, chyba tylko i wyłącznie w porównaniu z nią, tym dobrym. Wystarczyło mi, że nie pił i to już czyniło go ideałem. Sprawę mamy przerobiłam na terapii, ale dopiero potem odkryłam, że to, co uważałam za cudowne u ojca, było jakimś minimum i że tak naprawdę to on mnie w tym wszystkim zostawił. Nie wiem, czemu potrafiłam wybaczyć matce, a jemu nie potrafię. Może dlatego, że ona już odeszła, a on nadal aktywnie i konsekwentnie "czyni zło" wyrzekając się mnie. Nie wiem, jak się od niego odciąć i zostawić to.
            • obrotowy przeciez to sie kupy nie trzyma 21.07.18, 16:49
              rosaliakalina napisał(a):
              a on nadal aktywnie i konsekwentnie "czyni zło" wyrzekając się mnie.
              Nie wiem, jak się od niego odciąć i zostawić to.


              przeciez - jak piszesz - to ojciec sie Ciebie wyrzekl - wiec Ty nie musisz,
              ani nawet nie mozesz sie od niego odcinac - bo wszystko jest JUZ odciete.
    • nstemi Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 18.07.18, 21:28
      To bardzo smutna historia. Mam nadzieję, że ten ból się zmniejszy, na pewno tak będzie. twój ojciec nie jest wart miana ojca, rzuciłabym tu inne określenie, ale po co. Bywa niestety, że faceci rozstają się nie tylko z partnerką ale i z własnym dzieckiem. Nie jest i nie był Ciebie wart, poza wbijaniem Cię w poczucie bezsensownej winy coś kiedyś dla Ciebie zrobił. Nie kwestie materialne mam na myśli, chociaż i to jest ważne. Moi rodzice też się laaaata temu rozstali. Mój ojciec pozostał moim ojcem, nawet, gdy w nowej rodzinie urodziło mu się dziecko. Moja najmłodsza siostra, nie nazywam jej przyrodnią, bo jesteśmy bliską rodziną. Nie zamierzam się tutaj o tym rozpisywać, nie o to chodzi, chciałam Ci pokazać co robi porządny facet, który ma dzieci i któremu nie ułożyło się z ich matką. Wiem jak to powinno wyglądać i wyobrażam sobie jak boli, gdy kopa daje Ci własny (pseudo)ojciec. Dobrze zrobiłaś, że ten wrzód wreszcie pękł, mam nadzieję że zacznie się goić. Czego Ci z całego serca życzę. Trzymaj się dziewczyno!
      • rosaliakalina Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 20.07.18, 09:25
        Bardzo Ci dziękuję za te słowa.
        • horpyna4 Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 21.07.18, 09:11
          Ojciec zapisał wszystko na obecną żonę, żebyś nie mogła dziedziczyć?

          Fajnie, tylko nie bądź durna i nie przygarniaj go, jak dostanie od żony i wspólnych z nią dzieci potężnego kopa, kiedy już nie będzie w stanie przynosić im zysków. Bo ta historia wcale nie jest odosobniona, znam trochę podobnych i zazwyczaj kończą się smutno dla takich tatusiów. I wiesz co - on jest nie tylko łajdakiem, ale i durniem. Na wszelki wypadek przygotuj się na to, że kiedyś Cię odnajdzie i będzie skamlał o opiekę, jak będzie stary, schorowany i bez grosza. Żebyś nie była zaskoczona, bo człowiek zaskoczony może popełnić głupstwo.
    • vitreous Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 19.07.18, 01:19
      Cześć.

      Bardzo poruszył mnie Twój post. Na dzisiejszej sesji terapeutycznej sama skupiałam się na uczuciach rozgoryczenia, żalu do ojca.
      Za mną stoi trochę inny scenariusz, jednak mam takie poczucie obserwując czy to siebie czy otoczenie, że ten ból i poczucie krzywdy tak do końca nigdy nie zniknie. To moze kwestia, by nauczyć się z tym żyć, czego Tobie i sobie życzę.
      Pozdrawiam
      • rosaliakalina Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 20.07.18, 09:30
        Też tak to czuję - że to jest coś, co gdzieś tam zawsze będzie uwierać. Może dlatego, że to nadal się dzieje, on nadal ubóstwia i rozpieszcza swoje dzieci, wkrótce pewnie to przejdzie na wnuki. Z moim synem się nie widuje, nie dzwoni do niego, czasem jak młody pojedzie do rodziny, to przy okazji spotka dziadka. Więc ta rana zawsze będzie w jakiś sposób naruszana. Moja mama przed śmiercią wiele razy mnie przepraszała. Ojciec nie zrobił tego nigdy, nie ma sobie nic do zarzucenia, dlatego tak trudno wybaczyć.
        • horpyna4 Re: Wyrwa, której nie da się zasypać 21.07.18, 13:26
          Dziwię się, że w takich okolicznościach nie odizolowałaś swojego syna od tamtego towarzystwa. Może podświadomie masz nadzieję, że ojciec się zmieni? Nie bądź naiwna, syna powinnaś przede wszystkim chronić przed takimi kontaktami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka