metlikwglowiee
28.08.20, 21:21
Witam.
Historia, którą za chwilę opiszę będzie długa, ale czuję potrzebę podzielenia się nią i zasięgnięcia obiektywnej opinii na jej temat.
Cztery lata temu poznałam faceta na jednym z komunikatorów, po prostu trafiliśmy na siebie przypadkiem. On jest ode mnie starszy o kilkunastu lat i kilka dni po rozpoczęciu znajomości lolajnie mnie poinformował, iż ma żonę (z którą oczywiście mu się nie układa i żałuje, że się z nią ożenił) i dwójkę dzieci. Za każdym razem fakt posiadania rodziny przez faceta skutecznie mnie od niego odstraszał. Tym razem było inaczej. Nie wiem, coś od początku mnie w nim zauroczyło. Pisał do mnie na dzień dobry, pisaliśmy ze sobą w czasie jego przerw albo jak miał luźniejszą robotę, pisaliśmy ze po jego powrocie z pracy po 2h, Było za każdym razem "kochanie, skarbie, słonko". Po kilku miesiącach mówił mi, że dałam mu coś, czego nikt inny nie był w stanie dać. Pracował poza granicami Polski, ale jak bywał w Polsce na urlopie, to też często dawał o sobie znać, nawet kilka razy dziennie, bo przecież miał urlop, więc i więcej czasu. Ogólnie czułam, że myśli o mnie często. Mówił, że wolałby być teraz ze mną, a nie z nią, że jeździ tam tylko dla dzieci. Podobało mi się to jego "zaangażowanie" jednak nie traktowałam gościa zbyt poważnie... do czasu. Mniej więcej 1,5 temu coś się we mnie zmieniło. Czułam, że ten człowiek swoją cierpliwością (kilka lat wytrwać w internetowej znajomości, to chyba nie zdarza się aż tak często) sprawił, że myślałam tylko o nim. Jakby stawał się moją obsesją. On nadal tak sobie jeździł raz na kilka miesięcy do tej Polski, nadal często do mnie się odzywał z tej Polski, ale... zaczęły mi te jego pobyty w Polsce po prostu przeszkadzać. Czułam się coraz więcej zazdrosna o tę jego żonę, co niby jest taka okropna, nie dogadują się i w ogóle. Najgorsze były wieczory i noce. Wtedy moja wyobraźnia nie dawała mi spokoju. Wyobrażałam sobie, że przecież pomimo tego, że pisze do mnie, że tęskni, to jest teraz z nią. Z nią dzieli życie, z nią na pewno też sypia i to było dla mnie najgorsze, no ale nic... pamiętał o mnie zawsze na dzień dobry, w ciągu dnia też kontakt mieliśmy, pamiętał o mnie mimo tej Polski. Nie mówiłam, że zaczyna mnie uwierać ta sytuacja, bo uznałam, że jednak nie mam takiego prawa, żeby robić mu wyrzuty. Zaciskałam zęby przez długi czas. Było między nami w początku, ciągle to "kochanie, słonko" itd. Zaangażowanie z jego strony było czuć. Zazdrość o moją osobę również. Nie mogłam wspomnieć o żadnym facecie, bo on się zaraz fochał i wprost mówił, że jest zazdrosny. To było bardzo dla mnie miłe. Ten człowiek był naprawdę, a w zasadzie jest, dla mnie bardzo ważny. Jednak kilka miesięcy temu coś jakby się zmieniło... po tych czterech latach. Nie będąc w Polsce było w porządku. Nadal te rozmowy. Mówił, że się martwi o mnie, że to, że tamto, ale kiedy był w Polsce, to ewidentnie widziałam, że już nie pisze do mnie w każdej wolnej minucie, tylko na dzień dobry i na dobranoc. Już nie było, że żona zła, że żałuje, że się z nią ożenił. Za to pojawiły się ich wspólne (z dziećmi rzecz jasna) wycieczki. Mi tłumaczył, że nie pisze, bo nie ma możliwości albo, że to kwestia obowiązków. No, ale tak pomyślałam, że przecież te wycieczki to nie jest brak możliwości skontaktowania się ze mną, a jego świadoma decyzja (w końcu kwestia priorytetów, prawda?) No nic, powkurzałam się trochę, on do mnie, że jestem złośliwa, powiedziałam, że za to olewanie powinnam teraz kazać mu spadać, a on do mnie "to każ", no ale ostatecznie dałam spokój, po prostu odpuściłam. Pomyślałam, że przemyśli i więcej podczas jego pobytu w Polsce nie będę czuła się zaniedbana. W końcu do niedawna i to przez kilka lat było dobrze. Kontakt był częsty, bo nie oszukujmy się, na dzień dobry i dobranoc to trochę za mało. Dodam tylko, że sam się wkurzał jak mu nie odpowiadałam na wiadomość przez choćby 5 minut, bo on niby jest przyzwyczajony, że odpowiadam od razu. Jednak kolejny jego urlop w Polsce zaczął wyglądać tak samo, jak wyglądał poprzedni. W zasadzie zero kontaktu oprócz dzień dobry i dobranoc. Odczekałam ponad tydzień. Nic się nie zmieniło. Nie wytrzymałam i zrobiłam awanturę, że mam tego dość, że mnie olewa, że tylko "dzień dobry" i "dobranoc', że jest mi przykro z tego powodu, że brak możliwości to żadne wytłumaczenie (jeszcze raz powtarzam: ja się musiałam tłumaczyć, jak coś gościowi nie pasowało), no i od tamtej pory za bardzo nic się nie dzieje. Ta sytuacja miała miejsce ponad 3 tygodnie temu. Dzień po tej "awanturce" napisałam, że przepraszam, że no, puściły mi nerwy i nie powinnam tak ostro. Odpowiedział oschle, że jak się zapytałam, czy długo jeszcze mnie karał swoim milczeniem za to, że mu się "postawiłam", a on do mnie chłodno, że "aż mi przejdzie'. To było ponad 2 tygodnie temu. No, ale do tej pory gość milczy, zero odzewu, jakby zapadł się pod ziemię. Z gościa, który przez 4 lata praktycznie zawsze inicjował kontakt i zabiegał o ten kontakt (wiedział, że bardzo mnie to cieszy i nigdy nie dałam mu do zrozumienia, że nie chcę tego kontaktu) stał się gościem, który od kilku tygodni milczy. Napisałam o tej historii, bo chcę poczytać, co Wy macie na ten temat do powiedzenia. Raczej komentarze w stylu "znudziłaś mu się" średnio tu pasują, bo znudzić się można kimś po miesiącu, dwóch, a nie po czterech latach zaangażowania na wysokim poziomie. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nie wiem, nie mam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Nie piszę już do niego, a mogłabym nawiązać kontakt gdzie indziej, ale uznałam, że to chyba średnio ma sens, skoro wcześniej tak oschle mnie potraktował (to jego pierwszy raz w ten sposób). Pomyślałam, że skoro mu jednak zależy na relacji ze mną, to wie, gdzie mnie szukać, aczkolwiek ta cisza mnie wkurza maksymalnie. Wyszło na to, że to ja jestem ta zła, bo mu wypomniałam mniejsze zaangażowanie, a on wyszło na to, że jest stroną "poszkodowaną". No, ale tak na logikę. Jest się czego obrażać? Może nie powinnam w tak ostry sposób reagować, no ale koniec końców, chyba mam prawo do swoich odczuć, prawda? Nawet, jeżeli się "obraził", to chyba 3 tygodnie to lekka przesada. Tym bardziej, że do tamtego czasu odzywał się codziennie.
Jeszcze raz wybaczcie tak długi wątek.