Dodaj do ulubionych

w jakim stopniu "usługujecie" mężowi?

IP: *.home.cgocable.net 21.01.05, 16:56
witam. Nie mówie tu o gotowaniu czy praniu, bo to normalne, że trzeba zrobić.
Mój mąż jak go poprosze zawsze mi pomoże w obowiązkach. Jednak drazni mnie
cos innego. Otóż ten jak po pracy zasiędzie na tapczanie (twierdzi, że
zmęczony, w co ja mu oczywiscie wierze, no ale...; ja obecnie nie pracuje)
prosi mnie: podaj telefon, podaj nitke do zębów, chciałbym słonecznik,
chciałbym wody!, podaj srubokręt, podaj to, podaj tamto. Czasami czuję się
jak podawaczka. Czasami on widzi moje zniecierpliwienie i mówi, że zmęczony.
Widzę, że jego brat taki sam. Strasznie mnie to drazni. Czy mam racje? Macie
podobnie?
Obserwuj wątek
    • Gość: bn Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 17:23
      nie, nie mam tak.
      • Gość: Sandy Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 23.01.05, 21:16
        Tak, mam podobnie i buntuje sie ! "Zamknij okno, otworz okno, podaj mi buty
        (!!!!!) bla bla bla... Na co ja mowie: sam sobie podaj Skarbie/taka sama
        droga !!! Zachowan, ktorych nie znioslabym ze strony mojej siostry albo
        najlepszej przyjaciolki nie bede znosic ze strony faceta, nawet jesli to moj
        maz !!!
        • Gość: kika Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: 217.153.210.* 24.01.05, 09:10
          no własnie - mąż, a nie właściciel.
          To uwłaczające kobiecej godności, a raczej ludzkiej godności, zeby się w ten
          sposób wysługiwać drugim człowiekiem.
          Ja akurat nie pozowliłabym sobie na podobne zachowanie ze strony partnera.
          Związek to partnerstwo, a nie niewolnictwo.

          • margawko Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 05.02.05, 19:32
            DOKLADNIE,CZASEM CZUJE SIE JAK DARMOWA SLUZACA!!!!
            • Gość: Kantata Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: 81.15.236.* 05.02.05, 23:26
              Nie jestem podawaczką. Obowiązki dzielimy w miarę równo (on gotuje drugie dania,
              ja zupy i ciasta). Oboje pracujemy zawodowo, zarobki mamy wyrównane.
              Nieszczęście polega na tym, że mój mąż uważa się za pokrzywdzonego - jego
              koledzy mają niby "lepsze" żony - potulne, gotujące, sprzątające, czyli tzw.
              żony udomowione. Ponieważ jestem osobą niezależną i nie reagującą na
              szowinistyczne zachowania męża (innego typu, np. zakaz wychodzenia na piwo z
              kolegami z pracy - pracuję z mężczynami:) ) z tego powodu są częste niesnaski,
              ale jest OK , czekam aż się z tym pogodzi - juz 5 lat. Córkę wychowam na dobrego
              człowieka po prostu, nie na żonę jakiemuś zakompleksionemu samczykowi;)
              • Gość: verdun Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.one.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.05, 11:23
                Mój mąz czasami tez tak sie odzywa,ale wtedy informuje go krótko np.chusteczki
                są na toaletce i nie odrywam się od zajecia,jakie w danej chwili
                wykonuje,choćby to było siedzenie przed tV.
            • ursa32 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 08.02.05, 12:35
              Hm, ja niestety mam podobnie. Ale uwazam, ze jest w tym troche mojej winy.
              Maz, po pierwsze wyniosl takie nawyki z rodzinnego domu, gdzie wedlug mnie jego
              matka jest wylacznie sluzaca.
              A moj blad polegal na tym, ze od samego poczatku z tym nie walczylam. Staram
              sie to robic dopiero teraz, ale sadze, ze to troche pozno. jestesmy razem juz 7
              lat.
    • triss_merigold6 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 17:26
      Nie mam tak.
      • Gość: Artur Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.ss.shawcable.net 22.01.05, 05:48
        Tez tak nie mam, ale chcialbym :-)
      • Gość: Triss Merigold chcialabym dodać, że IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.05, 20:36
        nie mam tak, ponieważ podajewszystko mężowi z usmiechem na ustach :-D i do
        glowy by mi nie przyszlo aby się niecierpliwić
      • margawko Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 05.02.05, 19:34
        JAK PORZADNIE HUKNE TO TEZ TAK NIE MAM,ALE ZA JAKIS CZAS WSZYSTKO WRACA DO
        NORMY I ZNOWU MUSZE HUCZEC!!!!
    • Gość: anja Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 17:53
      Gość portalu: ola napisał(a):

      > witam. Nie mówie tu o gotowaniu czy praniu, bo to normalne, że trzeba zrobić.

      To jest normalne dla Ciebie, że TY to musisz zrobić? W takim razie usługujesz i
      to bardzo, przynajmniej według mnie. U mnie jest tak, że chłopak gotuje, bo ja
      nie umiem, sprzątamy i pierzemy wspólnie.
      • Gość: fik Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.chello.pl 21.01.05, 17:57
        a my nawzajem sobie usługujemy i nie nie ma problemu, ja mogę być podawczką
      • Gość: angel Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.atm2-0-1121191.0x50a3af66.odnxx2.customer.tele.dk 21.01.05, 23:37
        gotowac to ty sie dziewczyno lepiej naucz, bo co to za babka, ktora nie umie
        dobrze ugotowac...laska byc to za malo jest niestety...
        • Gość: kalio Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.prawo.uni.wroc.pl 22.01.05, 09:57
          A co to za facet, który nie umie gotować.Byc tylko facetem, to za mało!
          • Gość: malena Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 12:16
            Ja również nie pracuję(usilnie poszukująca pracy), ale także nie usługuję
            mężowi.Ba...nawet jak przyjdzie z pracy to on mi robi herbatkę itp. Oczywiście
            ugotuję obiad ale nie traktuję tego jako obowiązku tylko robie to z czystej
            przyjemności dla mojego mężulka!!!A w weekend mąż gotuje i sprząta-oczywiście
            ja mu pomagam, czyli obowiązki dzielimy równo.
            • Gość: olgafur Do maleny: Praca w domu to tez praca! IP: 5.5.* / 80.58.47.* 24.01.05, 06:54
              Maleno,
              Jak mozesz mowic, ze nie pracujesz? Przeciez gotowanie, sprzatanie, dbanie o
              dom, to tez praca i to bardzo, bardzo wazna! Chodzi mi o sam sposob
              postrzegania pracy przez kobiety i mezczyzn w Polsce ( i nie tylko). Za prace
              uwaza sie tylko takie czynnosci, za ktore otrzymuje sie wynagrodzenie, zas
              dbanie o dom, obowiazki domowe, czy tez tzw bycie kura domowa (czyli matka i
              zona) juz nie jest praca, bo nie ma za nie zaplaty. Osobiscie buntuje sie
              przeciw takiemu postrzeganiu stanu rzeczy. To rowniez dlatego spoleczenstwo nie
              szanuje i nie docenia ogromnego wkladu kobiet w zycie, w rozwoj kraju. A mysle,
              ze to jest kapital najcenniejszy, ten wyniesiony z domu, z wychowania. Dlatego
              nie mowmy, jesli pracujemy w domu, ze nie pracujemy, bo nie zarabiamy.
              Pracujemy i nasza praca zasluguje na szacunek kobiet i mezczyzn, na ich podziw,
              nasza praca jest wazna!
              • mika_forum Re: Do maleny: Praca w domu to tez praca! 04.02.05, 11:41
                Pracuje zawodowo i prowadze dom: wierzcie mi, praca w domu jest duzo ciezsza.
              • aneta_ap Re: Do maleny: Praca w domu to tez praca! 09.02.05, 13:26
                Jak po porodzie nie pracowłam tylko zajmowałam się dzieckiem (ok. roku) to mój
                mąż twierdził, że mam cały czas wakacje!!! A jak tylko wróciłam do pracy to mój
                mąż, który obecnie zajmuje sie dzieckiem jest taki strasznie urobiony po
                łokcie, że na nic innego nie ma czasu. Jak to jest, że kobieta musi na wszystko
                znaleźć czas, zajać sie dzieckiem, uprać, uprasować no i jeszcze iść do pracy a
                facet nie może kilku rzeczy robic bo jak robi jedna to już nie daje rady.
                Kobiety są o wiele silniejsze od mężczyzn i oczywiście mniej doceniane.
          • Gość: Sandy Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.dip0.t-ipconnect.de 23.01.05, 21:18
            Brawo Kalio !!!!!!! :-))))))))))
            • Gość: Cwks@aol.com Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.proxy.aol.com 23.01.05, 22:42

              Nie wiem gdzie macie problem. Jak mi sie chce to ja ugotuje, albo
              posprzatam - co prawda jestem leniwy jak kazdy urodzony w niedziele - mniemam.
              Jesli nie, to zona zrobi, albo razem gdy mamy natchnienie. W kazdym razie
              przynoszenie i podawanie to juz jest calkowity zascianek ...
              A odnosnie tytulu, to malzenstwo jest niczym innym niz legalna prostytucja.
              • Gość: Cheops Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.05, 22:51
                > A odnosnie tytulu, to malzenstwo jest niczym innym niz legalna prostytucja.

                Nie zgadzam się.
                • Gość: rybka Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 09:30
                  Każda kobieta za małżenstwo płaci sexem natomiast mężczyzna za sex płaci
                  małżenstwem.
                  • Gość: gi Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.blueyonder.co.uk 03.02.05, 17:27
                    nie rozumiem was ludzie, jak mozecie tak nisko oceniac siebie i malzenstwo,
                    brzmi to egoistycznie i sprowadza do najnizszego poziomu, a nie do partnerstwa,
                    co za ludzie????!!!
                    • Gość: TOJA Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.02.05, 14:09
                      A my usługujemy sobie na wzajem. Tylko doprowadza mnie do szwewskiej pasji jak
                      moja ukochany maz mowi ze tyle musial wydac na moje studia , tak duzo swoich
                      pieniędzy ( a oboje pracujemy i zarbiamy podobnie) biedak
                  • margawko Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 05.02.05, 19:40
                    RYBKA,TY MASZ CHYBA PROBLEMY Z OSOBOWASCIA!!!
          • Gość: gi Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.blueyonder.co.uk 03.02.05, 17:25
            amen
        • Gość: anja Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 11:07
          > gotowac to ty sie dziewczyno lepiej naucz, bo co to za babka, ktora nie umie
          > dobrze ugotowac...

          ROTFL !
          Dżizys, nie jestem w pełni kobietą bo gotować nie umiem! Nie będe robić przy
          garach i kucharką też nie zostanę! Co z tego, że nie cierpię gotowania, jak to
          w średniowieczu - baba gotować musi i basta!
          • Gość: dojrzala "baba" do Anji IP: *.speed.planet.nl 22.01.05, 12:29
            Droga Anju,

            Umiejetnosc gotowania przez kobiete to wcale nie sredniowieczny wymog czy przesad.
            Nigdy nie stracilo na swej aktualnosci powiedzenie : "do serca trafiaj zawsze
            przez zoladek".
            ALe coz, wy wyemancypowane, nowoczesne, mlode kobiety tego nie rozumiecie.
            Przyjdzie jednak czas, ze zrozumiesz, tak jak i ja zrozumialam (chociaz nie
            jestem jeszcze az taka stara : 40+)...
            Smaczny kasek na stole, jeszcze smaczniejszy w......... dopowiedz sobie sama.
            Pozdrawiam serdecznie wszystkie "emancypantki" i ich biednych partnerow
            Dojrzala Baba
            • Gość: gerth Re: do Anji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 13:28
              Gość portalu: dojrzala "baba" napisał(a):

              > Droga Anju,
              >
              > Umiejetnosc gotowania przez kobiete to wcale nie sredniowieczny wymog czy przes
              > ad.
              > Nigdy nie stracilo na swej aktualnosci powiedzenie : "do serca trafiaj zawsze
              > przez zoladek".
              > ALe coz, wy wyemancypowane, nowoczesne, mlode kobiety tego nie rozumiecie.
              > Przyjdzie jednak czas, ze zrozumiesz, tak jak i ja zrozumialam (chociaz nie
              > jestem jeszcze az taka stara : 40+)...
              > Smaczny kasek na stole, jeszcze smaczniejszy w......... dopowiedz sobie sama.
              > Pozdrawiam serdecznie wszystkie "emancypantki" i ich biednych partnerow
              > Dojrzala Baba

              Popieram, babeczki jak zawsze ida z falą (sorki za szowinistyczny txt ale to faceci zwykle sa na tyle glupi i przekorni itp zeby isc wbrew) wiec jak sie pojawil trend "nie daj sie. on Cie wykorzystuje" to pedza pedza pedza....
              Dziki pęd...

              I to jest sluszne - ale tylko w takich przypadkach jak w tytulowym watku. Babeczka ktora nie potrafi sie chocby minimalnie postawic w koncu nosi Panu i Władcy kapcie.
              A za chwile sie "zbuntuje" i pojdzie drastycznie w druga strone.
              Czy nie potraficie zyc w harmonii? Rownowadze?

              Jakies owcze pędy: "Nie bede mu gotowala bo to sredniowiecze" "Nie zrobie herbaty bo cos tam". Bo boi sie jedna z druga ze jak da facetowi palec to od razu urwie jej ręke - jak ten palant powyzej.

              Umiem gotowac umie gotowac i moja kobieta. Czasami ona gotuje, a czasami - jak mam czas (a lubie) - ja jej. I jest to dla obydwu fajna sprawa - choc czasem wyjdzie nam jedzonko lepiej (jej) a czasem troche mniej (zwykle mi ;-( )
              Chociaz umiem gotowac to nie wyobrazam sobie miec babeczki ktora nei umie gotowac
              Co ona robila w domu? Malowała sie? Tylko uczyła? Czy naprawiała z ojcem krany?
              To - czy umie gotowac - juz na wstepie swiadczy chocby o relacjach domowych

              Co do garow itp. Chyba tez mozna sie dogadac ze sprzatamy razem/na zmiane itp
              Mi pasuje to pierwsze bo moge zmywac gary czy odkurzac a nie musze scierac kurzy sciereczką co mnie męczy okrrrropnie.

              Po co sprzatam? Bo nie chce miec w domu służącej - jak bede chcial to sobie ją zatrudnie.
              Czemu jestem zadowolony?
              Bo mam cudna kobiete ktora mi ugotuje pyszne jedzonko - a czasami ja jej (czasami to mniej wiecej 2-3/7)
              Bo moge nie latać ze ścierką
              I pranie, gary, odkurzacz czy gotowanie od czasu do czasu wcale mi nie przeszkadza - czułbym sie źle jakby mi miała we wszystkim usługiwac
              I mimo ze pracy mam mnostwo - prowadze prywatna firme - gotujac obiadek w weekend czy sprzatajac mozna sie zrelaksowac i oderwac od komputera i tel
              • Gość: ana Re: do Anji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 21:18
                bardzo podoba mi się takie rozwiązanie, też cóś takiego planujemy, taki układ w
                związku, już nawet pewne elementy wdrożyliśmy w życie:) (gotowanko,
                sprzątanko,herbatkowanko) Pozdrowionka dla wszystkich :)
            • Gość: Kotek Do Dojrzałej Baby IP: 80.51.176.* 22.01.05, 20:54
              Dojrzała Babo, doświadczam tego samego, co Ty, tylko w drugą stronę. Mój
              ukochany jest w kuchni prawdziwym artystą, a artyzm ze stołu przenosi się
              oczywiście tam, gdzie zasugerowałaś. Ja nie przepadam za gotowaniem i robię to
              w sytuacjach, gdy mój mężczyzna akurat nie może mnie wyręczyć. Jestem nawet
              dosyć wyemancypowana, a mojemu ukochanemu nie ma co współczuć, bo wcale sobie
              nie krzywduje, pytam go o to często. Może więc warto zrewidować swoje sądy?
            • Gość: anja Re: do Anji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 22:28
              Nie zgadzam się z Tobą. Coś co dla Ciebie jest naturalne, nie musi być takie
              dla mnie - nie ma jednego modelu na życie. Jeśli partnerzy emancypantek Twoim
              zdaniem są biedni dlatego, że ich partnerki im nie sprzątają i nie gotują, to
              masz dziwne podejście. Jak któraś kobieta chce tak postępować to proszę bardzo,
              ale ja nie wyobrażam sobie siebie w takiej roli. Gotować nie cierpię, nie
              robiłam tego nawet gdy mieszkałam sama i teraz też nie zamierzam. A że mój
              facet gotuje śwetnie i to lubi to w czym problem?

              > Smaczny kasek na stole, jeszcze smaczniejszy w......... dopowiedz sobie sama.

              Wolę stosować inne metody ;). A powiedzenie "przez żołądek do serca" chyba
              jednak straciło na aktualności - i całe szczęście.
              • Gość: mukki Re: do Anji IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.05, 00:23
                >
                > Wolę stosować inne metody ;). A powiedzenie "przez żołądek do serca" chyba
                > jednak straciło na aktualności - i całe szczęście.

                Najktótsza droga do serca męzczyzny wiedzie przez żebra..
              • Gość: zyd Re: do Anji IP: *.static.bbeyond.nl 24.01.05, 11:05
                > Wolę stosować inne metody ;). A powiedzenie "przez żołądek do serca" chyba
                > jednak straciło na aktualności - i całe szczęście.

                Inne metody tez sa dobre i jak najbardziej pozadane, ale stare porzekadlo z
                cala pewnoscia nie zdezaktualizowalo sie - co bysmy nie mowili o emancypacji
                kobiet i rownosci w zwiazkach (ktorej to idei trudno odmowic slusznosci), ja,
                kiedy jestem dobrze nakarmiony, zawsze spojrze na kobiete cieplejszym wzrokiem.
                I nie ma problemu, zebym po wszystkim pozmywal.
            • Gość: anna do Anji i dojrzałej "baby" =) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 15:24
              Ja nie potrafię gotować, a mój kochany potrafi. I on wcale nie kochałby mnie
              bardziej gdybym mu gotowała. Szczególnie, że on gotować lubi, a nie lubi
              sprzątać, więc jak on ugotuje, to ja sprzątam.

              I jest to chyba pożądany podzial obowiązków, gdy każdy robi to, co potrafi
              lepiej (i bardziej lubi).

              A czy kran naprawię jak sie zepsuje...? (gdzieś wątek kranu się pojawił...). No
              nie wiem, jeszcze się nam nigdy nie zepsuł... uszczelkę wymienić potrafię, ale
              więcej już pewnie, nie. No ale w końcu nie hydraulikiem jestem ale matematykiem.

              Pozdrawiam,
              i każdemu szczęścia życzę w takiej postaci, jaką za najlepszą uważa...
              =)
            • Gość: dekta Re: do Anji IP: *.clubnet.pl 23.01.05, 22:35
              Niestety - łatwiej dziś spotkać dziewczynę co pije jak tata,niż taką,co gotuje
              jak mama...
              • Gość: kika Re: do Anji IP: 217.153.210.* 24.01.05, 09:29
                Ja też nie lubie gotować i robie to bardzo rzadko, tylko wtedy jeśli jest taka
                konieczność i wcale nie uważam, że to jakaś moja wada.
                Potrafie zrobić niejedno i nie muszę wcale gotować, jeśli tego nie lubię, ale
                jeśli mieszkałabym z partnerem, to oczywiście poszłabym na kompromis, pod
                warunkiem, że on tez będzie chciał się udzielać w kuchni.
                Za to moja babcia twierdzi przez to, że jestem anty materiałem na żonę;)
                hahahha jeśli bierze siebie za wzór idealnej żony, to rzeczywiście daleko mi do
                tego ideału - na szczęscie, bo taki układ, w którym kobieta biega jak piesek
                przy mężusiu, żeby jemu było wygodnie,nie zważając na swoje potrzby, mi
                zupełnie nie odpowiada.
            • Gość: bilala Re: do Anji IP: *.zgora.dialog.net.pl 29.01.05, 01:47
              Pani jest Dojrzałą Babą, a ja starą kobietąm sporo od Pani starszą. Dlaczego
              tak Pani te młode kobiety do kuchni zagania? Niech młodzi mężczyźni też do tego
              się trochę biorą. To nieprawda, że koniecznie kobieta musi gotować - to tylko
              taki stereotyp utrwalany wychowaniem. Przez to wiele kobiet, które nie ma do
              tego chęci i zdolności (tak, do tego też potrzebne są zdolności!), robi przez
              całe życie coś, czego nie lubi, nie cierpi, wychodzi jej to okropnie, bo
              trudno, żeby dobrze gotował ktoś, kto nie ma do tego serca, a może powinna
              zająć się czym innym, może jej mąż byłby poetą kuchni, gdyby go jego matka od
              garów nie goniła, mówiąc, że to niemęskie zajęcie i że prawdziwy mężczyzna się
              tym nie zajmuje?
          • Gość: MATKA Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.autocom.pl 22.01.05, 16:34
            pRZESTAŃMY USŁUGIWAĆ MAMISYNKOM. NIECH CHOĆ RAZ UGOTUJĄ OBIAD, WYPRASUJĄ I POSPRZĄTAJĄ. A MY CHODZMY NA PIWO I DO KUMPLI. ZOBACZYMY CZY IM BĘDZIE WESOŁO...
            • Gość: Jerzy w jakim stopniu "usługujecie" ŻONIE? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.01.05, 13:40
              Mam kumpla ktory siedzi w domu i opiekuje sie dzieckiem, sprząta, gotuje, itd.
              Żona pracująca jest zachwycona. Ich znajomi rozwojem intelektualnym dziecka a
              on ma jeszcze czas na swoje przyjemności.
              To jest dowód, że mężczyzna spokojnie wyrabia się we wszytskich obowiązkach
              które na ogół wykonują kobiety i nie narzeka wieczorem jaki to on zmęczony. To
              ona jest zmęczona po całym dniu pracy i on jej "usługuje".
              Po prostu mężczyźni potrafią się dużo lepiej organizować.
              • Gość: Teresa Re: w jakim stopniu "usługujecie" ŻONIE? IP: *.net-serwis.pl 23.01.05, 16:58
                ten jeden kumpel, to dowod jedynie na to, ze ten konkretny mezczyzna nadaje sie
                do wychowywania dziecka i prowadzenia domu, w zaden sposob nie swiadczy to o
                innych mezczyznach, na dodatek dzieci tez sa rozne - jedne bardzo absorbujace,
                inne chetnie spia i czasu jest duzo
                kiepskie wnioskowanie
              • Gość: ezoteryczna Re: w jakim stopniu "usługujecie" ŻONIE? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 09:53
                To się chwali, zastanów się jednak Jerzy ile jest u nas takich przypadków jak
                ten, który właśnie opisałeś
          • Gość: fircykxy Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: 195.187.51.* 22.01.05, 21:19
            Dziewczyno! Mama i kolezanki nic Ci nie mówiły o małżeństwie -toż to samo życie
            i od Ciebie zależy jak je poprowadzisz.
          • monia4 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 23.01.05, 01:51
            Baba gotowac nie musi ...Zgadza sie panno . Mozesz miec gosposie jak ja . Ale w
            sztuce kulinarnej warto troche sie orientować..
            a nie jeść bylo co i byle jak przygotowane.Najlepiej zaopatrzyc sie w dobrą
            ksiazke kucharska.
          • Gość: zikq Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.toya.net.pl 23.01.05, 11:21
            taki masz mozg !lekki niedorozwoj !-no ale musi tak byc!!!! dziecntwo ciezkie
            bylo!!!a czy glupi powie ze jest GLUPI!!!NO COZ!-twoje zycie ======zikq
            • Gość: marcin Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 12:17
              ty wystarczy, ze gebe otworzysz i juz widac, ze nie jestes zbyt lotny
        • margawko Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 05.02.05, 19:36
          NORMALNA,NIE MUSI UMIEC GOTOWAC,PEWNIE UMIE DUZO INNYCH RZECZY!MOZE
          WAZNIEJSZYCH NIZ GOTOWANIE!!!
      • Gość: ali Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.witnet.gda.pl 22.01.05, 07:57
        tak, tak, do ślubu..........a potem gary i nie ma zlituj się
        bbbbbbbuuuuuuuuaaahhhhhhh
      • tulse Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 23.01.05, 22:52
        to Ty jakaś niedoroawinięta jesteś? jak mozna pisać że "nie umiem gotować"? a
        umiesz czytać i pisać? to równie "trudne" a co z wiązaniem butów? idze idze
        • Gość: mała Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 11:35
          > to Ty jakaś niedoroawinięta jesteś? jak mozna pisać że "nie umiem gotować"? a
          > umiesz czytać i pisać? to równie "trudne" a co z wiązaniem butów? idze idze

          Puknij się w łeb łosiu, ale tak porządnie. Jeśli dla Ciebie umiejętność
          gotowania jest równoznaczna z podstawowymi umiejętnościami, które nabywa każde
          dziecko, to może wrzuciemy do tego worka również umiejętność tańczenia tanga i
          naprawienia silnika w samochodzie?
          Trudne, nietrudne - żeby gotować dobrze, trzeba się tego nauczyć i to lubić.
          Mam ciotkę, która w domu jest właśnie taką typową sprzątaczką - podawaczką i
          oczywiście gotuje. Tego się nie da jeść, kobieta nie ma talentu kulinarnego i
          już. Oczywiście mąż i dwaj synowie (dorośli) nawet nie spróbują sami czegoś
          ugotować, a nuż wyjdzie im lepiej, bo jak to facet będzie gotował? Mają babę w
          domu od tego!
      • Gość: ja Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 16:12
        a Ty co robisz sama ..czego Twój chłopak nie umie...?:-)
    • daimona też by mnie drażniło bycie tego typu podawaczką 21.01.05, 17:59

      • Gość: u r so lovely słonecznik IP: *.aster.pl 21.01.05, 18:07
        Skąd macie słonecznik?...
        Zjadłabym dobrego słonecznika...
      • Gość: macho No to "nie usługujcie" a jak facet ma to we krwi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 20:07
        to ożeni się z taką,która będzie usługiwać.Tak koło 30 zmienicie zdanie.
    • Gość: Beti Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.hcg.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 21.01.05, 18:17
      Ja bym na to nie pozwolila.......Ty pozwalasz wiec on to totalnie
      wykorzystuje.....niedaj sie,wystarczy ze jestes praczka i
      sprzataczka,podawaczka nie musisz byc.
    • Gość: ola Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.home.cgocable.net 21.01.05, 18:25
      sprostowanie - on gotował dla siebie 8 lat, jak przyszłam do jego życia - on
      mnie uczył niektórych zasad. Pranie tez sam umie zrobić (szczególnie swoich
      rzeczy z pracy). Wiec przecież to nic takiego. Nieuważam, że robienie obiadu to
      wielkie usługiwanie, bo sprawia mi to przyjemnosć. Jednak tego podawania muszę
      go oduczyć, bo się bardziej rozochoci.
      • Gość: .................. Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.01.05, 19:12
        Rozumiem twoja niechec do tego podawania. Nie znam blizej sprawy ale
        jezeli on z tym przesadza, to mozesz wlasnie odczuwac to, ze jestes
        jakoby sluzaca. Wydaje mi sie, ze on ciebie kocha i chce miec ciagle
        w poblizu (w koncu przy tym podawaniu dupcia zakrecisz itp. co go
        oczywiscie tylko moze krecic) Ja go rozumiem w koncu. Sam czas od
        czasu zone o cos poprosze, pomimo iz zmeczony nie jestem. Za te
        podawania chce sie zawsze odwdzieczyc kochanej kobiecie (ona o tym
        nawet nie wie, bo sie o tym nie mowi -taka chec podziekowania sama
        sie w mezczyznie rodzi). Mysle ze w twoim chlopie tez ona jest.
        Jezeli chcesz to zmienic, rob to niezauwazalnie, tak zeby go tym nie
        urazic, bo jesli to zrobisz nachalnie i szybko, on to moze odebrac
        ze cierpisz cos do niego, ze przestalas kochac, ze inny ci w
        glowie na ktorym ci zalezy itp. Wiesz, my chlopy czasem mamy
        nasrane w glowach i istnieje poniekad potrzeba kobiecej pielegnacji
        tych glow. Pielegnacja wlasciwa - sil mezczyznie dodaje. Od niewlasciwej
        - rece mu opadaja. Fajna zonka jestes. Milo sie ciebie czyta.
        Gdybys byla mu niemila on zapewne by ciebie o nic nie prosil. Nie
        chcialby widziec raczej. Wolalby zebys byla w innym pokoju. A tak,
        wszystko ma swoj wlasciwy urok i rekom twym nic sie nie stanie jesli
        mu podasz kilka rzeczy w przeciagu dnia. Kobiety w barach np.
        podaja, podaja i konca temu podawaniu nie ma, ale to juz inny
        temat. Pozdrawiam
        • ladyliberty Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 22:34
          co za brednie!!!
      • sol_bianca Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 21:04
        Gość portalu: ola napisał(a):

        > sprostowanie - on gotował dla siebie 8 lat, jak przyszłam do jego życia - on
        > mnie uczył niektórych zasad.

        Ale teraz ty gotujesz, tak? I uważasz że to normalne, że on umie (może nawet
        niektóre potrawy lepiej niż ty), ale nie ruszy tyłka?
        • Gość: ola Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.home.cgocable.net 22.01.05, 00:06
          a kto powiedział że nie ruszy tyłka, ja tylko mówie, że denerwuje mnie
          podawanie tego co mógłby wziąsć sam, bo np. ma bliżej. Oczywiscie jak mnie
          prosi - prosi bardzo ładnie a także dziękuje, ale i tak mnie to drazni.
          • luiza75 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 23.01.05, 00:34
            Zwalczaj tałatajstwo póki się na pokolenie nie przerzuciło. U mnie w domu do
            tej pory jak tylko męska część rodziny w staje rano zaczyna się litania,
            mamaooooo a gdzie to, a gdzie tamto, Bożenka a gdzie skarpetki, acha.. a majtki
            bo przecież łatwiej zaanosować potrzebę niż samemu wyruszyć do szafy. Mój
            ojciec , kiedy jeszcze nie było pilotów radził sobie doskonale wywoływał nas z
            pokoju obok , żeby mu przełączyc telewizor stojący dwa metry obok niego.:-)) Aż
            się boję ze gdzieś mam to wdrukowane, nie mniej staram się pilnować, bo to nie
            zawsze jest tak, ze ŁONI tacy paskudni są, tylko nasze matki często gdzieś nam
            tam konotują a czasami wręcz próbują narzucić odwieczne tradycje. Kiedyś
            oświadczyłam, ze prasować Jemu nie będę,ON zupełnie naturalnie przyjął do
            wiadomości natomiast moja mama....oczy wielkie, ale przecież on czasu nie
            będzie miał na takie babskie historie i tak to same sobie wrogiem bywamy drogie
            kobietki.
      • ladyliberty Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 22:21
        moim zdaniem Twoj maz zupelnie Cie nie szanuje, ale jak moze Cie szanowac,
        skoro najwyrazniej Ty sama sprowadzasz sie do roli podawaczki. Zadne zmeczenie
        nie usprawiedliwia takiego zachowania. Co innego gdyby byl chory, ale tak?
        Pomysl jak bedzie wygladalo Wasze zycie za kilka lat. wspolczuje.
        • Gość: limba Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.conn.pl / 213.25.208.* 22.01.05, 01:52
          Oj! kobitki, kobitki. Z tym szanowaniem to jest tak, że my musimy się same
          szanować, a nie ciągle mieć pretensje, że nas nie szanują. Poproś czasem
          ładnie, żeby on Tobie coś podał.
        • Gość: facet zamiast narzekac wez sie do roboty IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.01.05, 01:03
          skoro on parcuje a ty nie to o co ci chodzi?
    • czajek76 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 20:09
      A moja zonka, jak wlezie do wanny zeby polezec i sie zrelaksowac (a robi to
      prawie codziennie) to zawsze czegos zapomni. Ja probuje ten czas wykorzystac na
      odpoczynek (lezac bezczynnie na tapczanie jak Twoj maz) ale oczywiscie nie moge
      polezec spokojnie 3 minut bo zaraz slysze "kochanieeeeeeeeeeeeeeeeeee,
      przynieeeeeeeeees mi gabke/peeling/mydlo/etc.
      Probowalem ja uprzedzac i pytalem czy wszystko ma ZANIM wlezie do wanny ale
      oczywiscie jakos dziwnie musi sobie o tym przypomniec dopiero kiedy juz jest
      cala mokra i nie chce jej sie wypelzac.
      Strasznie mnie to drazni. Czy mam racje? Macie podobnie?
      • Gość: .................. Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.dialup.sprint-canada.net 21.01.05, 20:19
        A tam, ona ciebie tam wola kochanym zawolaniem z innym zamiarem. Ale
        skoro musisz odpoczac jak piszesz, to lepiej sie nie przemeczaj.
        Wiesz, kobieta potrafi zajezdzic. Tylko jej sie daj. Mam nadzieje ze
        ciebie nie wystraszylem. To wszystko w dobrej intencji, lub zartach
        (jak wolisz).
      • Gość: ATON Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: 85.89.195.* 21.01.05, 23:21
        A moze ona chcialaby byc podziwiana twoimi oczami pozadania i aby twoj pinolek
        drgnal i abys pod wspanialami oparami zapachowymi sprobowal aby nie bylo jak po
        bozemu jak to nudno bylo zawsze przedtem , a Ty nic tylko jeszcze
        niezadowolony .A wiesz ile milonow mezczyzn na swiecie mazy aby sie tak zakrasc
        i poroskoszowac swoje oczy jak kobieta sie pluszcze w wannie ? Wiesz ile
        straciles ????? NIEPRAWDAZ
      • Gość: WA Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.lodz.mm.pl 21.01.05, 23:55
        Oczywiście! Zgadzam się! Ja też tak mam... Czuję się, jak podawacz... A podobno
        baby chcą być takie samodzielne ach i och! A wypełzać z wanny im się nie chce.
        To jednak zagrywka, bowiem one chcą być zauważone. Tak, jak my - zmęczeni życiem
        mężczyźni prosząc żonę o np. pilota do TV chcemy być zauważeni. Słowem, chodzi o
        sex...
        • Gość: pobre diablo Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 12:02
          ale macie problemy!zaintalujcie prysznic i bedzie po sprawie
        • Gość: Cell Czy sugerujesz... IP: *.238.94.24.adsl.inetia.pl 22.01.05, 22:56
          ...że jak Pan i Władca zażyczy sobie pilota do telewizora, flaszkę piwa czy
          torebkę orzeszków (do tego piwa oczywiście), to zamiast żądanych dóbr
          materialnych należy się na niego rzucić, zedrzeć odzienie i hmm... no nie będę
          opisywała co dalej, Forumowicze płci obojga wiedzą zapewne...
          dobrze Cię zrozumiałam?
      • Gość: majka Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.tel167.petrotel.pl 22.01.05, 15:51
        Bo to wcale nie chodzi o podanie gąbki, tylko o zwabienie Cię do łazienki... i
        o to, żebyś zachwycił się pachnącą, roznegliżowaną żonką pokrytą pianą,
        zaproponował umycie pleców... a może nawet lampkę wina i świecę (w tym świetle
        nie widać celulitu)... a wtedy żona zadziwiona Twoim romantyzmem, zachwycona
        Twoim zachwytem nad nią, wynagrodzi Ci wszystko w łóżku (albo nawet jeszcze w
        wannie)... i o to chodzi! (jej)
      • Gość: Kotek Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: 80.51.176.* 22.01.05, 21:12
        No wiesz,czajek76, jak Ty możesz jeszcze narzekać. Naga kobieta, którą do tego
        (przypuszczalnie) darzysz gorrrącym uczuciem, leży i przeciąga się rozkosznie w
        parującej wannie i woła Cię czule "kochanie..." Nie ważne jakiego użyje
        pretekstu. Gąbka, peeling, olejek pobudzający ( to ostatnie zresztą na pewno z
        myslą o Tobie, boś taki zmęczony). Ona Cię woła, to nie leż jak ten dziad,
        tylko leć, chłopie, póki czas. Później odpoczniesz...z nią:)
      • Gość: anna wanna... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.01.05, 15:36
        ja tez czasem wolam mojego chlopa jak jestem w wannie...
        tylko nie bawie sie w ukrywanie, mowiac, ze potrzebuje niezbednej gabki...

        ...no ale my mamy bardza waska wanne...

        pozdrawiam i zycze duzo radosci (w wannie i nie tylko)
    • sol_bianca Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 21:02
      Gość portalu: ola napisał(a):

      > witam. Nie mówie tu o gotowaniu czy praniu, bo to normalne, że trzeba zrobić.

      Nie trzeba. Można się pdozielić obowiązkami.

      > Mój mąż jak go poprosze zawsze mi pomoże w obowiązkach.

      Dlaczego "jak poprosisz" i dlaczego to są twoje obowiązki a nie wasze wspólne?

      A co do reszty, to nie wyobrazam sobie, żebym mogła mężowi "usługiwać". Czasem,
      jak widzę że jest zajęty czymś ważnym lub zmęczony, sama przynoszę mu kanapki
      itp. Bo go kocham i chcę mu zrobić przyjemność. Ale jakby zaczął traktować to
      jak coś oczywistego co mu się należy, to by dostał kopa w cztery litery.
      • Gość: lisek Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.icpnet.pl 21.01.05, 23:54
        A ja sądzę, że właśnie trzeba! Zwłaszcza, że Ola pisze, iż obecnie nie pracuje.
        U mnie jest tak: facet pracuje na 1/2 etatu poza domem, w niemal każdy weekend
        jest w szkole podyplomowej, poza tym tłumaczy, więc praktycznie dom jest jego
        biurem. Ja jestem na V roku studiów, zajęć mało, pracę mam takę, że właściwie
        sama ustalam sobe jej godziny. I nie wyobrażam sobie, że przez cały dzień
        niczego nie robię, Ukochany wraca o 16.30, a ja mu ogłaszam, że wg podziału
        obowiązków on musi iść w tej chwili na zakupy i ugotować obiad. Z praniem u nas
        też niełatwo, bo w wynajmowanym mieszkaniu mamy starą franię i zabawa rozciąga
        sie na ok. 1,5 godz. I co? "Kochanie, napisz klientowi, że masz obowiązki domowe
        i tłumaczenie się przeciągnie"?! Dodam jeszcze, że w dużej mierze to on nas
        utrzymuje. W rzadkich wolnych chwilach pomaga, nie mogę powiedzieć, że jest
        leniem i niczego wokół siebie nie potrafi zrobić. Gdy ja będę w pracy o
        unormowanych godzinach, spróbuję podzielić obowiązki, a póki co właśnie tak - to
        wszystko trzeba zrobić.
        Ale podawać nie...
        • sol_bianca Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 22.01.05, 16:40
          Zgadzam się z tobą, a przynajmniej w tej sytuacji, jaką opisałaś. Ale jest
          róznica między stwierdzeniem "zrobię mężowi obiad, bo pracuje do późna i wraca
          zmęczony, a ja siedzę w domu i nie mam co robić" a stwierdzeniem "musze zrobić
          mężowi obiad, bo to mój obowiązek jako żony". Po przeczytaniu posta Oli doszłam
          do wniosku, że jeżeli ona pozwala sobie na "usługiwanie" mężowi, to wpadła w
          błędne koło domowej harówki. Ty piszesz, że jeśli będziesz mieć bardziej
          unormowaną pracę, to pomyślicie o podziale obowiązków, i to jest racjonalne
          podejście, popieram :) Ale wiele kobiet przyzwyczaja się do tego, że same muszą
          wszystko robić, i nawet jeśli ciężko pracują, biorą na siebie wszystkie
          obowiązki domowe. Dlatego napisałam, że "nie trzeba" - raczej aby zwrócić uwagę
          na problem, nie chciałam przez to powiedzieć, że Ola albo ty macie koniecznie "w
          imię idei" zmuszać męża do prac domowych ;)
    • caprice83 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 22:23
      u mnie też tak jest, często słyszę m.in. 'kochanie podaj piwo':>
      • Gość: maja Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.kuzniki.net 21.01.05, 23:04
        Jak sobie wychowacie mężów tak będziecie miały, mężowie lubia ostre kobiety,
        właśnie rozkazujące, jak nie będziecie takie to sobie takie znajdą, jeszcze o
        bicz poprosza i zapłacą, bo chcą sie czuć potrzebni, cała zagadka.
        • Gość: WA Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.lodz.mm.pl 21.01.05, 23:50
          No wiesz, ja bym nie tylko bicz na taką lasko-larwę ukręcił, ale i tonfę! JAk
          słysze teksty w stylu: "KObieta powinna leżeć i pachnieć" robi mi się słabo.
          Baby zbyt wiele wolności zasmakowały! I wspomieć piękne czasy, kiedyście
          laseczki pługiem pola orały...
          • Gość: nina Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 14:04
            Moj zachowuje się podobnie i chociaż jesteśmy ze sobą już długo , dopiero
            niedawno sie skapowałam , bo mój mąż pracował przeważnie za granicą i rzadko
            bywał w domu. Teraz nic mu nie podaję , a za wykorzystywanie mnie przestałam mu
            prasować.
    • Gość: Malgorzata Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: 212.214.75.* 21.01.05, 22:55
      O Jezus !
      Nie wytrzymalabym chyba ani minuty. Obiad moge od czasu do czasu ugotowac, ale
      pranie, sprzatanie, mycie okien i wszystkie tego typu domowe "przyjemnosci"
      dzielimy skrupulatnie rowno. Nic innego nie wchodzi nawet w rachube! Musze
      przyznac, ze to nauczylo go chyba pewnego respektu do tego typu obowiazkow.
    • mycha70 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 23:17
      U nas jakoś tak jest, że obydwoje się wykorzystujemy do różnych podawań. Czasem
      mi się nie chce ruszyć, czasem jemu, choć obydwoje musimy pokonać tę samą trasę.
      Ale jakoś nigdy nam to nie przeszkadzało. Podawactwo dzielimy po równo.
      • duza_kocica Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 21.01.05, 23:23
        Hm, a co powiecie na taki tekst (nie jestesmy malzenstwem, nie mieszkamy razem):

        -(przychodze do niego, troche podziebiona, on wychodzi z lazienki, ja czekam na
        niego z niecierpliwoscia, az w koncu wchodzi, a na jego twarzy skawaszona mina)
        "gdzies wewnatrz mnie tlila sie nadzija, iz poscielisz mi to łóżko..." (minuta
        ciszy) "niestety, zawiodlem sie..."

        ???
    • Gość: anka Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.01.05, 23:52
      u mnie zupelnie inaczej. Oboje pracujemy, ale ja jestem lekarzem a on
      nauczycielem i w zwiazku z tym on ma wiecej czasu. gdy dziecko choruje to maz
      bierze wolne. gotujemy roznie, czesciej maz, ja za to piore. Sprzatamy po
      rowno. Ja lazienke, sypialnie,maz kuchnie i pokoj goscinny. Oboje wracamy po
      pracy zmeczeni i nikt nikogo nie planuje wyreczac ani nikt nie smial by nikogo
      prosic o przynosenie i podawanie czegokolwiek wlasnie z szacunku dla nas na
      wzajem. U Ciebie jest troche inaczej, nie pracujesz zawodowo wiec przejelas
      obowiazki zwiazane z gotowaniem, praniem i sprzataniem. Ale bez przesady, nie
      jestes jego sluzaca tylko zona. Najwyrazniej u niego w domu tak bylo skoro brat
      zachowuje sie identycznie.
      • Gość: gosc Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.hrl.com 22.01.05, 00:34
        otoz bylo malzenstwo, on chcial miec ciagle seks ze swoja zone,a ona chciala byc ciagle adorowana, oczywiscie wiadomo ze seks u kobiety jest w glowie, wiec on
        traktowal ja jak ksiezniczke, prowadzili wspolnie biznes,podzial pracy byl jednakowy, ale on sprytnie pewne drobne rzeczy robil za nia wiedzac ze zyskuje jej
        przychylnosc i wzgledy, robil to zreszta podkreslajac caly czas jak on ja kocha , szanuje i nie pozwala sie przemeczac, razem w domu przygotowywali obiad, razem
        go spozywali i tu zaraz maz do nie... kochanie ty odpocznij i wez kapiel ja zrobie reszte, posprzatam po obiedzie, pozmywam,... a pozniej mial to czego chcial w 8
        przypadkach na dziesiec.Moral taki ze warto to wszystko robic dla niej chociaz dwa razy nie wyjdzie.
        • Gość: m Spryciarz??? IP: 193.0.117.* 22.01.05, 16:04
          czyli kupujesz sex za to, że wypierzesz i posprzątasz!!! I jeszcze jesteś
          sprytny... ręce opadają...
          Myślisz, ze żona nie widzi tego co robisz?!
          Przecież ona tak specjalnie to robi, a ty pozwalasz sie wykorzystywać i jeszcze
          się cieszysz!!!
      • Gość: Tez_lekarz Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.tele2.pl 22.01.05, 18:55
        Przepraszam bardzo, ale określenie jestem lekarzem w odniesieniu do kobiety wydaje mi się
        seksistyczne. Według tego co ostatnio mówią wybitne kobiety jak n.p. ministra Jaruga-Nowacka
        powinno chyba być lekara.
    • wierzgalska Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 22.01.05, 01:21
      U mnie z tym usługiwaniem było tak:
      Zanim nasze dzieciątko przyszło na świat, w pewien sposób mnie to nawet
      dowartościowywało, że mogę czuć się potrzebna, że pomagam zmęczonemu
      skarbowi...mój mąż wtedy w bardzo zabawny i humorystyczny sposób, nie odrywając
      się od fotela komputera prosił mnie (bo rzekomo byłam w przelocie,zresztą w
      końcu w domu kobiety bardziej się krzątają niż mężowie) - "kochanie widzisz tą
      półeczkę, tam na niej jest..."; "kochanie, w tej małej szufladce jest
      krzyżaczek.." etc., "coś bym się napił dobrego, a ty?" - słowem miał podejście,
      a ja :)) "dla ciebie wszystko!".
      W drugą stronę nie było potrzeby, cóż kobiety są po prostu bardziej zaradne...
      Przyszło dzidzi na świat.
      I szlag chciał mnie trafić.
      Na każdą prośbę o podanie czegoś (np. podaj pieluchę bo się dziecku ulewa, wisi
      za tobą) odburkiwał "a nie mogłaś przewidzieć, że Ci będzie potrzebna?" itp. No
      i dziecku sie zdążyło ulać... Normalnie porażka, zero współpracy w drugą
      stronę. Bo takie moje prośby o podanie mleczka, żeby podmienić cyca butelką jak
      usypia odrywały go od kompa i strasznie frustrowały. Dla mnie to było jak grom
      z jasnego nieba. To tak jakby wysługiwanie się kobietą było ok, a w drugą
      stronę to nie można już liczyć na pomoc?!!! Niby znałam człowieka, a nie znałam.
      Od tego czasu mój mąż trochę ugiął się ku współpracy, ale ile wyszukanych
      zabiegów o ten ...błachy(?) cel. Natomiast w odwrotna stronę, poprztsiągł
      sobie, że wcale się nie musi mną wysługiwac i już nigdy o nic mnie nie poprosi.
      Zapomina sie nadzwyczaj często... ale z hurem
      • wierzgalska poprawka, dokończenie poprz. postu 22.01.05, 01:46
        U mnie z tym usługiwaniem było tak:
        Zanim nasze dzieciątko przyszło na świat, w pewien sposób mnie to nawet
        dowartościowywało, że mogę czuć się potrzebna, że pomagam zmęczonemu
        skarbowi...mój mąż wtedy w bardzo zabawny i humorystyczny sposób, nie odrywając
        się od fotela komputera prosił mnie (bo rzekomo byłam w przelocie,zresztą w
        końcu w domu kobiety bardziej się krzątają niż mężowie) - "kochanie widzisz tą
        półeczkę, tam na niej jest..."; "kochanie, w tej małej szufladce jest
        krzyżaczek.." etc., "coś bym się napił dobrego, a ty?" - słowem miał podejście,
        a ja :)) "dla ciebie wszystko!".
        W drugą stronę nie było potrzeby, cóż kobiety są po prostu bardziej zaradne...
        Przyszło dzidzi na świat.
        I szlag chciał mnie trafić.
        Na każdą prośbę o podanie czegoś (np. podaj pieluchę bo się dziecku ulewa, wisi
        za tobą) odburkiwał "a nie mogłaś przewidzieć, że Ci będzie potrzebna?" itp. No
        i dziecku sie zdążyło ulać... Normalnie porażka, zero współpracy w drugą
        stronę. Bo takie moje prośby o podanie mleczka, żeby podmienić cyca butelką jak
        usypia odrywały go od kompa i strasznie frustrowały. Dla mnie to było jak grom
        z jasnego nieba. To tak jakby wysługiwanie się kobietą było ok, a w drugą
        stronę to nie można już liczyć na pomoc?!!! Niby znałam człowieka, a nie znałam.
        Od tego czasu mój mąż trochę ugiął się ku współpracy, ale ile wyszukanych
        zabiegów o ten ...błachy(?) cel. Natomiast w odwrotna stronę, poprztsiągł
        sobie, że wcale się nie musi mną wysługiwac i już nigdy o nic mnie nie poprosi.
        Zapomina sie nadzwyczaj często... ale z humorem.
        Mój mąż jest :)), lecz mimo rozgrywało sie to z poczuciem humoru, jednak takie
        podejście do sprawy, taka ideologia, że kobieta-usługiwaczka-podawaczka ok, a
        odwrotnie to juz nie, to boli. Niestety to rani takie nas traktowanie, jak nie
        działa w dwie strony, wedle potrzby oczywiście. Nie jestem za tym żeby
        musztrować facetów zmęczonych po pracy dla równości, ale żeby móc polegać na
        sobie. Po prostu polegac na sobie, że można liczyc na mini-pomoc, a dużą-pomoc!
        • Gość: .................. Re: poprawka, dokończenie poprz. postu IP: *.dialup.sprint-canada.net 22.01.05, 02:12
          Jak tu posluchasz doradzen niektorych kobiet to prawie pewny jestem,
          ze z czasem nie bedziesz miala komu podawac. Tu niektore maja wiecej
          jadu niz zmije. Podac cos facetowi ktory dom utrzymuje powinno byc
          przyjemnoscia kobiety. Ja tam swojej zonie wszystko podam, jesli mnie
          o cos poprosi. Nawet mysli, na skale tutejszego tematu i jego
          glupoty mi do glowy nie przychodza, jakobym byl podawaczem czy cos
          w tym sensie. Obcym kobietom sie podaje to o co prosza, swojej
          tymbardziej. Odwrotnie (chodzi o plec) tez nie powinno byc inaczej.
          • Gość: Lena Re: poprawka, dokończenie poprz. postu IP: 83.136.224.* 22.01.05, 10:29
            Masz i nie masz racji. To wszystko byłoby piękne gdyby ludzie byli 'ludzcy' i
            wszyscy tacy sami. Gdyby każdy rozumiał i czuł drugiego człowieka. A tak nie
            jest,niestety. Widzą to najczęściej kobiety które jeszcze nie pracują a pracuje
            mąż, które po urodzeniu dziecka zostają w domu na 2-3 lata i gotują, sprzątają,
            robią zakupy (przy okazji spaceru z dzieckiem) i podają, podają, podają czyli
            obsługują. A potem wracają do pracy lub rozpoczynają pracę i o to by nie były
            traktowane jak służba (w końcu same przyzwyczaiły własnych mężów do tego,że oni
            mogą być zmęczeni a one nie - przecież są w domu) muszą stoczyć wojnę. Do tego
            ojciec małego dziecka czasem wykazuje 'syndrom starszego dziecka' i kobieta
            lata wokół niego by mu okazać zainteresowanie i wykazać,że nadal jest żoną. Już
            nawet nie piszę o takich których matki nie pracowały i miały misję w życiu
            tzn.obsługiwanie rodziny.Taki może być trudnoreformowalny.
            Żeby zobaczyć że uład 'podawanie' działa w obydwie strony wystarczy powiedzieć
            że źle się czuję i czy on zrobiłby mi cherbatę (dla niektórych mężczyzn to że
            żona czuje się źle oznaczać może że to on cherbaty nie dostanie ale żeby od
            razu musiał robić !!!!) lub krzyknąć z łazienki prośbę by coś przyniósł.
            • Gość: PB Re: poprawka, dokończenie poprz. postu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 12:12
              a moj maz zawsze wstaje zeby zrobic przekaske o polnocy jak go o to poprosze
              • Gość: Lena Re: poprawka, dokończenie poprz. postu IP: 83.136.224.* 22.01.05, 12:43
                Mój też bo sam jest strasznym łasuchem i tosty z zółtym serem może jeść o
                każdej porze dnia i nocy. Ale to, że nie mamy meżów robiących z nas służące nie
                oznacza, że każda ma takiego męża i każdy mąż ma taką żonę (dobrą) jakimi my na
                pewno jesteśmy :)
                • Gość: PB Re: poprawka, dokończenie poprz. postu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 21:47
                  swieta racja.Blatego tak ich kochamy a oni nas.
          • wierzgalska Re: gościu....................! 27.01.05, 10:36
            Masz pełną rację pod warunkiem, że to jest ludzkie, i działa w obie strony żona-mężu, a mąż-żonie, z miłości, szacunku.
            Gorzej jeśli to jest podparte tylko i wyłącznie schematami, przykładami z życia wcześniejszych pokoleń, że to rzekomo należy do obowiązków żony, a nie jest pełnym godnośi okazywaniem miłości.
            Biada mężczyznom w których drzemiom takie zakodowane schematy, bo z mechanicznym nadużywaniem "podawajstwa" zatracą, co najważniejsze w miłości, okazywanie godności i szacunku.
            I cały związek stanie się również mechaniczny, zapełniony tylko wymaganiami dnia codziennego, bez fruwania. Nikt nie mówi o rozstaniach, ale to wiele psuje...

            P.S. Pamiętajcie faceci, że ma to u kobiet wpływ na sex!!! (pamięć o szacunku wzajemnym etc.)
    • Gość: malpolid Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.dcfs.pl 22.01.05, 08:13
      A po co mu tak dogadzasz? No bez przesady, nie gódź się na coś takiego. On Cię
      najwyraźniej traktuje jak służącą. Same sobie jesteśmy winne, bo najpierw matki
      tak wychowują synów - wyręczając ich w wielu rzeczach, a potem my to
      kontynuujemy w stosunku do mężów. I tak kobiety produkują LENIWCÓW.
      Stwierdzenia typu "Chciałbym wody" czy "chciałbym słonecznik" są zwrotami jakimi
      posługuje się małe dziecko w relacji do matki. Rozumiem, że czasem może być
      zmęczony i prosi o herbatę, ale bez przesady. Chyba, że Tobie też tak usługuje.
      Faceta trzeba sobie jeszcze wychować, jak go matka nie wychowała.
      W naszym małzeństwie ( a jesteśmy w nim juz 8 lat) nie ma takiego czegoś.
      Pomagamy sobie nawzajem w równym stopniu - oczywiście ja mam troszkę więcej
      obowiązków z racji kucharzenia , ale kwestia sprzątania, opieki nad dziećmi są
      jasno wyważone. Usługuję męzowi z miłości, a on tego nie wykorzystuje,
      wysługując się mną i na odwrót. To jest to co napisane jest w Biblii:
      najpierw jest o tym, że mężowie mają miłować swoje żony, a dopiero potem , że
      żony powinny być mężom poddane . Czyli - MIŁOŚĆ. JAk mąż dba o żonę, to i żona z
      radością jest mu poddana. Tak jest u nas.
    • Gość: mdab Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.crowley.pl 22.01.05, 08:55
      Ciesz się, że jeszcze nie poprosił, abyś mu podała szpicrutę, która zerżnie twój
      tyłek...
    • Gość: mag Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 09:40
      też jestem podawaczką , wynoszaczką, a jak mi się nie podoba to papa.......
    • Gość: kalio Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.prawo.uni.wroc.pl 22.01.05, 09:55
      mój przyszły mąż też tak właśnie postępuje. Najciekawsze, że to ja pracuję, a
      on nie!!!
      • Gość: pobre diablo Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 12:16
        kobieto!Uciekaj od niego szybko i daleko, bo inaczej tak bedzie juz zawsze.
        Tylko obowiazkow bedziesz miala wiecej.
    • Gość: bartekz1 Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.devs.futuro.pl 22.01.05, 11:02
      A u nas jest inaczej. To ja prawie wszystko gotuję, sprzątam, moja dziewczyna
      tylko pierze (w pralce automatycznej, więc nie tak dużo roboty). Ale nie czuję
      się wcale dyskryminowany. Bo ona pracuje/uczy się 7 dni w tygodniu, średnio po
      10 godzin dziennie nie ma jej w domu. A ja mam dużo czasu (za to mniej kaski;)
      więc mogę wszystko robić.
      Wkurza mnie tylko jedna rzecz (ale na szczęście i ją udaje się ostatnio
      zwalczyć): jest strasznie wybredna jeśli chodzi o żarcie. A ja w zasadzie zjem
      wszystko. Więc zazwyczaj wychodzi na jej:-( Na szczęście ostatnio się zmienia.
    • na_tasza Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 22.01.05, 11:40
      Obecnie jestem w domu, a mój bardzo ciężko i długo pracuje. Więc większość
      rzeczy robię ja i sprawia mi to przyjemność (on zawsze podziękuje, da buziaka,
      powie, że smakowało). Ale kiedy pracuję, dzielimy się sprawiedliwie pracami
      domowymi (sprawiedliwie to dla mnie nie po równo, ale wg potrzeb i możliwości):
      ponieważ ja i tak krócej pracuję, to częściej sprzątam, gotuję etc. - nie
      przeszkadza mi to (poza tym nie ma problemu, jak jest nie posprzątane, gary nie
      umyte, nie ma obiadu - wszystko można zrobić jutro). Jednak kiedy on jest w
      domu, on z reguły robi większość rzeczy. Te wszystkie prace sprawiają mi
      przyjemność dlatego, ze wiem, że w odwrotnej sytuacji ja dostanę to samo - i o
      to chodzi.
    • procesor Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 22.01.05, 11:44
      Czy dobrze przypuszczam że jego mama tak obsługuje tatusia?? ;)

      W każdym razie pewnie jego obsługiwała jak był w domu..

      Jeśli on tak o wszystko prosi zawsze to nie jest normalne, przypomina mi to
      moja siostrzenice 10letnią, która tak próbuje traktowac babcię.. Jeśli próbuj
      eprzy mnie - nie ma szans. Najgorsze że babcia sama sie nie buntuje! "Babcia
      pić!" - drze się panienką bo jej sie nie chce od telewizora odejść na chwilę,
      wziąć szklankę (sięga na półki, duża jest) i nalac sobie soku czy wody
      stojącego na stole w kuchni.. uch..

      No i potem będzie taka panienka do obsługi jak twój mąż.
      Choć pracuję nad tym żeby tak nie było. :))
    • Gość: anna Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.upc-h.chello.nl 22.01.05, 11:56
      sory ale ja postanowilam nie uslugiwac mojemu chlopakowi, on sam wie ze ja
      sprzatam, piore i zmywam naczynia po nim wiec jak cos chce to sobie to bierze,
      ja mu zreszta bardzo na to zwracam uwage. dziewczyny nie badzcie ich mamusiami
      bo sie bardzo na zwiazku przejedziecie i po paru latach odechce sie wam bycia
      sluzaca.
      • Gość: k. Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.aster.pl 22.01.05, 13:41
        Mamusiami??? Ja jestem w ostatniej fazie mieszkania z rodzicami i moja mamusia raczej mnie traktuje jak służącego. Nie chodzi mi o udział w domowych obowiązkach, bo to jasne, ale o to "przynieś, podaj pozamiataj" średnio co kwadrans. Także z mamusiami proszę mi tu nie wyjeżdżać, bo za mamusię to ja się będę na kobietach jeszcze mścił. ;-D Być może mąż inicjatorki wątku ma właśnie takie wspomnienia z młodości, kto wie. ;P Oczywiście żartuję z tym mszczeniem się, ale warto spojrzeć na sprawę od drugiej strony. Ja szczerze mówiąc w swoim krótkim życiu widziałem więcej wygodnickich kobiet/dziewczyn niż facetów.

        A co do prześmiewczego stosunku niektórych Forumowiczek do gotowania to dodam tylko, że jestem w stanie bardzo wiele dla dziewczyny zrobić, ale jeśli nie umie nic upichcić albo nie ma zamiaru korzystać z tej umiejętności czasami to nie ma u mnie szans. :P Na szczęście nie wszystkie młode dziewczyny mają takie podejście, moje dotychczasowe dziewczyny lubiły gotować i nie widziały w tym problemu, a ja próbowałem odwdzięczyć się jak mogłem. W każdym razie kobieta co gotować nie chce czy nie umie to tak jak facet co wiertarką nie umie się posłużyć, albo nie ma siły szafy przesunąć albo... (tu wpiszcie wszystkie te umiejętności, których brak sprawia, że facet postrzegany jest przez kobiety jako totalna fajtłapa :) ). Różnica jest taka, że taka kobieta-fajtłapa poczytuje to sobie za powód do dumy, a facet-fajtłapa musi się wstydzić i znosić jakże zasłużoną krytykę. :-)
        • Gość: Cell Pociesz się, nie jesteś typowy IP: *.238.94.24.adsl.inetia.pl 22.01.05, 23:13
          Mój był w domu obsługiwany przez mamę, babcię i siostrę. Ożenił się - i kanał!
          Żona-hetera (znaczy ja) jakoś za obsługę bieżącą się nie bierze... może dlatego,
          że nie mam czasu (praca na etacie i dodatkowa w domu).
          Niby logiczne, że jak się siedzi nad tekstem, który wymaga skupienia, to nie
          można na przykład zrobić kanapki, otworzyć piwa, poszukać telefonu czy chociażby
          wyprasować koszulki. Dla mojego było to niepojęte. Trzeba było podjąć działania.
          Systematyczne. Cóż, upór i konsekwencja robią swoje. A pracunia i pieniążki
          dodają pewności siebie i na tym polu.
          Oczywiście, nie znaczy to, że nic w domu nie robię. Lubię gotować - jako formę
          relaksu, poza tym to jedyna metoda aby zjeść coś jadalnego :-)
          Pozdrawiam wszystkie kobiety w ten czy inny sposób przynależne Panom i Władcom -
          i życzę powodzenia, cierpliwości i konsekwencji.
    • Gość: aaa Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.01.05, 12:01
      Kiedy mąż uwalony na tapczanie mówi do żony "Podaj piwo", to powinien dostać
      kapciem po łbie. Mój nigdy nie miał takich zapędów, dlatego za niego wyszłam.
      • Gość: wesołek Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.05, 12:11
        Eeeetaaam! Dlaczego kobieta ma o jeden zwój mózgowy więcej od kury?????????Ano
        dlatego aby od czasu do czasu mogła piwo otworzyć.
        • Gość: wesołek Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.05, 12:14
          A tak wogole,to co przed kompami robocie?Sobota,dzien gospodarczy więc czeka was
          WSW.Czyli Wiadro Szmata Woda.
        • Gość: majka Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.tel167.petrotel.pl 22.01.05, 15:43
          ... i żeby nie srała na podwórku...
    • odrey Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? 22.01.05, 14:19
      zawsze należy usługiwać mężowi/żonie tylko do tej granicy, po której
      przekroczeniu czujemy się jak podawaczki/cze. A póki nie przekraczamy tej
      granicy to nie "usługujemy" , a "pomagamy", bądź "sprawiamy komuś
      przyjemność" :))) Na moją pokrętną logikę - masz problem :)
      • Gość: mariusz Re: w jakim stopniu "usługujecie" ? IP: *.ipt.aol.com 22.01.05, 14:38
        A mnie zawsze śmieszyła sytuacja z moja dziewczyną. Nie mieszkamy razem. Ale
        raz zdarzylo sie nam mieszkac wspolnie na wakacjach przez 10 dni. Ona nigdy nie
        czuła potzreby ze mi przygotowac cos do jedzenie, a ja własnie tego typu zadnia
        odbieram ,że kobieta kocha mężczyzne albo odwrotnie. Rozmawialismy o tym nie
        raz, ale zawsze o głupia kawe jak sie do niej zachodzi trzeba sie upominać bo
        sama nie zaproponuje. :/
        Ale do rzeczy...
        Poprosiałem zeby mi upiekła ciasto, a że robiła to po raz pierwszy w zyciu
        brrr, zgodziła sie z usmiechem. Ale co chwile było kochanie mozesz mi podac to,
        skarbie ubij pjanę, skrabie nasyp mi tego...No sorry, jak mam kogos prosic o
        taki np. upieczenie ciasta a w 70% ja je wykonuje to co to do cholery ma byc??.
        Najgorsze jest potem wypominanie, że Taka jedna zrobiła mi ciasto...i to tak
        trwa miesiacmi zanim ponownie cos "sama z siebie" wykona dla
        swojego "ukochanego". :/

        Na dzien dzisiajszy, nie jestem pewien czy chciałbym z nią dzielić życie
        włąsnei przez tego typy sprawy. Po prostu obawiam się tego, że bede sobie sam
        wszytko robił, bo ona albo nie umie albo sie niechce. I co zorbic w takiej
        sprawie jak sie kocha?? :/


        Pozdrawiam

        • sol_bianca Re: w jakim stopniu "usługujecie" ? 22.01.05, 16:46
          Gość portalu: mariusz napisał(a):

          > Ona nigdy nie
          > czuła potzreby ze mi przygotowac cos do jedzenie, a ja własnie tego typu zadnia
          > odbieram ,że kobieta kocha mężczyzne albo odwrotnie.

          Zabawna zasada :))))
          człowieku, sam piszesz, że ona robiła ciasto po raz pierwszy! To ja się nie
          dziwię, że potrzebowała wsparcia...
          No cóż, widać twoja dziewczyna nie umie albo nie lubi gotować, prawdopodobnie z
          czasem się nauczy, i w sumie nie dziwę się że byś tego chciał, chociaż bardzo
          rozbawiło mnie, że uważasz to za dowód miłości... Moim zdaniem powinieneś trochę
          wyluzować, to nie jest najważniejsza sprawa w życiu :)
        • Gość: Niekura domowa Re: w jakim stopniu "usługujecie" ? IP: *.uci.agh.edu.pl 22.01.05, 20:43
          Może Twoja dziewczyna wolałaby zrobic Ci loda zamiast ciasta:-)Spróbuj ja o to
          poprosic, moze wykaże się wiekszą znajomoscią tematu:-)
    • Gość: vinca Re: w jakim stopniu "usługujecie" mężowi? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.01.05, 15:13
      Widziałam kiedyś jak młodziutka zona nawet paste do zębów mężusiowi na
      szczoteczkę wyciskała;-)
      Na szczęście my na tyle się szanujemy, że o żadnym usługiwaniu być mowy nie
      może. Owszem, podajemy sobie różne rzeczy, ale hasło "przynieś" lub "podaj"
      baaardzo rzadko u nas się pojawia, to że coś robimy nawzajem dla siebie jest
      naturalne i jedno drugiego nie wykorzystuje. Po prostu się uzupełniamy, i w
      miarę upływu czasu coraz bardziej rozumiemy się bez słów.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka