Dodaj do ulubionych

Do Dziewczyn z tematu"Przyznac mi sie..."

IP: *.ewave.at 27.05.02, 12:01
Podsunelyscie mi znakomity pomysl.
Mysle,ze byloby niezle napisac wspolnie,tu na forum,zbior opowiastek-anegdot z
zycia wzietych.Ot,takie czytadelko do poduszki.Osobiscie takich opowiastek moge
Wam zafundowac mnostwo,z racji specyfiki mojej pracy.Moge miedzy innymi
opowiedziec Wam zdarzenia,czesto nieprawdopodobne,zaczerpniete z wlasnych
kontaktow ze slawnymi ludzmi jak i zwyklymi mieszkancami hotelu,w ktorym
pracuje.Wy napewno tez macie ciekawe historyjki w zanadrzu.To co?Zaczynamy?:))
Obserwuj wątek
    • lyche1 ReJestem za 27.05.02, 12:07
      Znakomity pomysł. Tylko muszę się zastanowić co napisać. Mam kilka w zapasie.
      Niestety nie dysponuję w tej chwili odpowiednią ilością czasu POzdr.
    • bukowski27 ja tam nie ma nic takiego 27.05.02, 12:07
      osobistego co moglbym przytoczyc... ale kiedys uslyszalem anegdote ktora mi sie
      spodobala: holoubek zapytany o to co jest dal niego w teatrze wazniejsze...
      tekst? czy podtekst? odpowiedzial: oczywiscie,ze podtekst... tekst to tylko
      pretekst.
    • lalka74 Re: Do Dziewczyn z tematu 27.05.02, 13:13
      Dawaj Vika te anegdotki, ja napiszę później bo narazie troche czasu brak i nie
      mogę sie skupić.
      • Gość: Vika Re: Do Dziewczyn z tematu IP: *.ewave.at 27.05.02, 16:28
        Na poczatek opowiem o moim pierwszym dniu pracy.
        Okropnie przejeta,poszlam spac19.00 wieczorem.Do pracy mialam sie stawic na
        9.00.Po nieprzespanej,ze zdenerwowania nocy,wstalam o bladym swicie.Ubralam
        sie,trzesacymi rekami zrobilam sie "na bostwo" i juz o8.00 usiadlam w barku
        hotelowym,zeby zjesc sniadanie.Do mojego stolika przysiadl sie przysadzisty
        jegomosc i posapujac oraz wycierajac co chwila pot z czola niezbyt swieza,biala
        chustka,wystekal:-O,mein Gott!!Jezus,Maryja!
        Przezornie nie reagowalam,bo stolik byl sluzbowy.Diabli wiedza,kto to moze
        byc.Moze,ktorys z szefow,o zgrozo!!!!!Podszedl kelner.
        Dwa koniaki!-wrzasna energicznie jegomosc.
        Kiedy je podano,podsunal mi jeden kieliszek pod nos.
        -Trinken sie bitte!-rozkazal
        -Ale ja tu pracuje...-zaczelam.
        -Prosze wypic i zadnych dyskusji!Przeciez widze,ze jest pani zdenerwowana tak
        jak i ja.Dobrze nam zrobi!
        -Nie pijam z nieznajomymi-warknelam.
        -To pani mnie nie zna?????-byl taki zdziwiony ,ze malo go na miejscu nie trafil
        szlag.
        -Nie!-wstalam.
        -Kelner!-rozdarl sie na cala sale az krysztalki w zyrandolach zadzwonily-
        wytlumacz tej pannicy kto ja jestem!-zrobil sie ze zlosci bordowy.
        Nooo,pan kierownik jest...-niedokonczyl kelner.
        -Wlasnie jestem wsciekly kierownik i szef tej pannicy,a ona nie wykonuje
        polecen szefa!
        -A dlaczego jest pan wsciekly?-spytalam lagodnie.
        -Bo -znizyl glos do szeptu-w nocy przyjechala jedna artystka z Polski,nikt sie
        z nia dogadac nie moze,Maretszek(wtedy myslalam,ze to nazwisko jakies) na
        urlopie i co ja teraz zrobie?!A ta artystka sie wscieka,bo przywiozla szesc
        kotow i trzy pieski,trzyma caly ten zoolog w swoim apartamencie,wszystko to
        wyje i szczeka a ja jej nie umiem wytlumaczyc,ze moge ja przeniesc do
        apartamentu w oficynie i wtedy inni goscie przestana latac na skarge!-podparl
        zrozpaczona glowe na rekach.
        -Przeciez ja jestem Polka.-powiedzialam.
        -Jaaaaaaak to?I ja o tym nie wiem?
        -Przeciez napisalam w ankiecie personalnej...
        -No ale pani sie nazywa...(nosilam wtedy nazwisko niemieckojezyczne po mezu a
        imie mam miedzynarodowe).
        -Szkoda czasu,idziemy!-zadecydowalam za niego,bo wyraznie oslabl.
        Jednym chlupnieciem rabnelismy te koniaki i poszlismy.Na drugim pietrze szalalo
        pieklo.Goscie hotelowi wchodzili i wychodzili ze swoich pokoi trzaskajac
        dziwiami i klnac w roznych jezykach na czym swiat stoi.Pod drzwiami artystki
        klebil sie tlumek ciekawskich.Artystka zamknieta w swoim apartamencie na klucz
        nawet nie uslyszala grzecznego pukania,taki zza jej drzwi dobywal sie jazgot.Na
        gwaltowne lomoty piescia kierownika wreszcie otworzyla.Okazalo sie,ze ogolnie u
        nas znana gwiazda,siedziala z glowa omotana czyms w rodzaju gigantycznego
        turbanu,w pokoju rozchodzil sie zapach wlasciwy kazdej petrochemii,a zoolog
        szalal.Po krotkich pertraktacjach udalo nam sie osiagnac konsensus.
        Przenosiny gwiazdy,przy pomocy kilku pokojowek i chlopcow hotelowych udalo sie
        zalatwic w ciagu pol godziny.W hotelu zalegla cisza.Kierownik odsapnal,lypna na
        mnie jednym okiem i ...
        -Idziemy na koniak,Vika-powiedzial-nalezy nam sie!
        Tak sie zaczela moja kariera i przyjazn z artystka,ktora ma nie tylko wspanialy
        glos i talent ale i wielkie serce oraz przepiekne wlosy.Zareczam,ze naturalne.
        • agick Re: Do Dziewczyn z tematu 27.05.02, 16:56
          czy to była pani VV..?
          mocno do niej podobne - zwłaszcza zwierzyniec....

          no dobra - kiedyś pracowałam jak pilot wycieczek zagranicznych... pojechałam z
          grupą do arabskiego kraju.... upał, żar się z nieba leje.... autobus z lotniska
          bez klimy - dojeżdżamy do hotelu, idę do recepcji zameldować ludzi.. facet za
          kantorkiem mówi mi - "szokoran madam, ale miejsc nie ma, jest overbooking.."
          ale jak to - pytam, przecież mieliśmy rezerwację z takiego a takiego biura
          podrózy..... szokoran jeszcze raz, miejsc nie ma...

          50 osób na recepcji, miejsc nie ma, piekło na zewnątrz.... oki, rozpoczynam
          poszukiwania wolnych miejsc w pobliskich hotelach cudem udało mi się rozmieścić
          prawie wzystkich... został jakiś facet i facetka.... pertraktuję z recepcją....
          idzie opornie.... po godzinie facetka dostaje pokój....
          facet, który widzi, że sytuacja jest i tak nerwowa łazi za mną od 1.5 godziny z
          tekstem - muszę mieć natychmiast pokój, pani nic z tym nie robi, ja na panią
          napiszę skargę, ja panią wyrzucę z pracy itd.. anioł by nie wytrzymał - mówię do
          niego - niech Pan usiądzie, zaraz będzie ten pokój itd. głowa mi pęką... a ten
          cały czas za mną chodzi, że on już w tej chwili musi iść na basen.... jak nie
          będziemiał pokju w przeciągu 30 sekund wraca do polski...
          na to ja - w porządku, tu proszę 20 dolców na taksówkę i spadaj pan bo ma już
          dość... proszę jeszcze mój identyfikator żeby wiedział Pan na kogo skargę
          pisać...
          uspokoił się, usiadł... dostał pokój... po kolacji zbiórka na holu - mówię -
          proszę panśtwa mamy jutro rano zbiórkę tutaj, po śniadaniu, powiedzmy o 10:00,
          dostanecie programy wycieczek itd. dziś już każdy ma dość więc na jutro,
          dobrze..? DOBRZE odparła grupa.
          Rano - 8:45... stram się zjeść śniadanie i zebrać w kupę.... podchodzi facet od
          pokoju i zaczyna na mnie ryczeć, że mam natychmiast zostawić to żarcie
          (dosłowanie) i pójść z nim na plażę, bo tam czarnuch od sprzętu nie che dać mu
          deski do surfingu.... mówię mu grzecznie - niech Pan da mi 10 minut. Zaraz tam
          pójdziemy.
          Nie !! natychmiast !!! ryczy facet...
          Pytam się go - a w jakim języku Pan do niego mówi...?
          Jak to w jakim - po polsku !! odryknął facio.. zapłąciełem kupę szmalu więc niech
          się uczą polskiego...
          To ma Pan dużo szczęścia, żę Panu tą deską w łeb nie przywalił - on Pana nie
          rozumie a po drugie Pan traktuje go jak śmiecia....
          Ale, ale...!! drze się facet..
          Panie - w końcu ja ryknęłam - zamknij Pan buzię, odejdź od stolika i poczekaj do
          10:00 bo zaraz ja Panu przywalę talerzem - jasne..?
          Jasne - odpowiedział facio i poszedł...

          ciezka praca - teraz robię coś zupełnie innego...


          • bukowski27 adzik:)))))))) 27.05.02, 17:01
            jak rozumiem prowadzisz kurs samoobrony dl akobiet?:)
            • agick Re: buki... 27.05.02, 17:03
              nie, nie.....
              jestem w zakonie kapucynów bosych...:)

              3 lata takiej pracy i rzuciłam w pinechy - świat piękny ale szkoda zdrowia na
              takie życie na walizkach...
      • Gość: Vika Re: Do Dziewczyn z tematu IP: *.ewave.at 27.05.02, 16:51
        lalka74 napisał(a):

        > Dawaj Vika te anegdotki, ja napiszę później bo narazie troche czasu brak i nie
        > mogę sie skupić.
        Dobra!To jedziemy po temacie.Na wszelki wypadek jednak zastrzegam,ze nie bede
        uzywac zadnych nazwisk ani inicjalow,ze wzgledow etycznych.Mam nadzieje,ze to
        zrozumiale.
        Po drugie:Proponuje autorom tekstow zastrzec prawa autorskie przynajmniej
        podpisem lub pseudonimem.Ostatecznie moze wydamy wspolnie nasze teksty a to juz
        pachnie kasa.Co wy na to?Moze,ktoras z Was zna sie na tym i zajmie sie ochrona
        naszych praw autorskich,bo plagiatorow nie brak.


        • agick Re: Do Dziewczyn z tematu 27.05.02, 16:59
          coś pomyślimy....:)
          • Gość: Vika Re: Do Dziewczyn z tematu IP: *.ewave.at 27.05.02, 17:30
            agick napisał(a):

            > coś pomyślimy....:)
            Pewnie,ze musimy.Jesli Agick masz jakies pomyslý to bardzo dobrze.Bo nie
            watpie,ze wielu z nas ma cos fajnego do opowiedzenia.

            • lalka74 Re: Do Dziewczyn z tematu 27.05.02, 17:31
              ja mam coś fajnego, ale nie mam czasu - może jutro
              • agick Re: Do Dziewczyn z tematu 27.05.02, 17:32
                trzymam za słowo...!
            • agick Re: Do Dziewczyn z tematu 27.05.02, 17:36
              ja mam w zanadrzu parę opowiastek - życie pilota a potem rezydenta w arabskim
              kraju nie jest proste.... zwłaszcza jak się jest blondynką z zielonymi oczami....
              jedengo razu w [bez nazw], gdzieś przy saharze pan chciał mnie kupić - poważnie...
              pan był w turbanie, nie miał przednich zębów ale ostro się targował o mnie z moim
              kolegą - kolega się zgrywał a dziadek na poważnie......

              oj nie lubię arabów.
              • Gość: Vika Re: Do Dziewczyn z tematu IP: *.ewave.at 27.05.02, 17:56
                Masz racje,bo to dzikie.
                A jutro Wam napisze o jednym takim.
    • lena8 szynkowo-serowo opowiastka 27.05.02, 18:47
      Parę latek temu postanowiłam w wakacje zarobic trochę grosza na upragniony nowy
      rowerek. Przeczytałam ogłoszenie, którego treść brzmiała "Przyjmę do pracy
      studentki w sklepie spożywczym" Ponieważ byłam świeżo upieczoną studentką nie
      zastanawiałam się długo tylko ambitnie pognałam robić karierę . Miałam stawic
      sie tam o 5 rano czasu letniego. Sklepik jak się zorientowałam to biznes
      rodzinny; Szefowa-Matka, Z-ca jej córcia Doroteczka, mąż Dorci Piotruś-do tej
      pory nie wiem co robił, kierowniczka- kuzynka szefowej, główna informatyczka-
      córka kierowniczki i kadra robocza, która zmieniała się co chwilę. Sklep był
      dosyc duży i posiadał stanowisko kosmetyczne, cukiernicze, warzywniczo-
      monopolowe i garmażeryjne.Bardzo się ucieszyłam wręcz popłakałam ze szczęścia
      kiedy zobaczyłam specjalne uniformy dla kadry roboczej, miałam do wyboru
      niebieski w kropki białe, lub czerwony też w kropeczki wybrałam pierwszy z
      racji tego, ze to mój ulubiony kolor. Pierwszy dzień upłynął mi na ustawianiu
      towarów na półkach i takich tam różnych drobnych pracach fizycznych. Drugiego
      dnia awansowałam na stanowisko cukiernicze, z czego ogromnie się ucieszyłam
      ponieważ było to jedyne miejsce które nie było obserwowane czujnym okiem kamery
      i mozna było sobie podżerać różne łakocie. Nie sądziłam, ze moja kariera będzie
      się tak szybko rozwijać ale już trzeciego dnia nie tylko obsługiwałam
      stanowisko cukiernicze ale i sprzedawałam mięso, sery i wędliny. Miałam własną
      maszynę do krojenia zarówno sera jak i wędlin i tu pojawił się pewien problem
      ponieważ mój wzrost nie był przystosowany do wysokości na której była ów
      maszyna i wszystkie odłamki sera i szyneczek lądowały mi na górnych częściach
      ciała. Pamiętam był wtedy bardzo piekny dzień, mało klientów i nagle drzwi się
      otwierają i pojawia się On marzenie wszystkich kobiet, wziął koszyk i idzie w
      stronę mojego cudownego stanowiska pracy, poprosił o 40 dag szynki i 30 dag
      sera salami z przyprawami oczywiście wszystko krojone. Z radością zabrałam się
      do pracy i kiedy już nakroiłam odpowiednią ilośc odwróciłam się do niego z
      uśmiechem i nigdy nie zapomnę wyrazu jego twarzy, miałam taki sam jak on 5
      minut pózniej kiedy przeglądałam się w służbowym lusterku. Na moim czole kwitły
      żółte serowe kwiatki a na dekolcie utworzyła się szynkowa oaza. Moja kariera
      trwała 1 miesiąc, sklepik zyskał więcej klientów kiedy rozeszla się wieść o
      cudownym dziecku i jego wspaniałej maszynie do krojenia wędlin i sera.:))
      • Gość: Vika Re: Handel zywym towarem. IP: *.ewave.at 28.05.02, 00:42
        Pewnego razu do hotelu zawital pewien krolik jakiegos murzynskiego
        panstewka.Bogaty jak licho ,zarozumialy cham,stary sklerotyk w dodatku
        przygluchy.Na wszystkich i wszystko pyskowal.Obsluga to grzecznie znosila.Facet
        zakochal sie w jednej z naszych pokojowek i molestowal dyrektora,zeby mu ja
        sprzedal.Nie chcialo mu sie zmiescic w glowie,ze kobietami handel jest w nszym
        swiecie nie do pomyslenia.Uwazal,ze za pieniadze mozna wszystko.Oferowal,za te
        dziewczyne 10.000 dolarow.Tak sie zlozylo,ze posiadalam wowczas stary polski
        banknot milonowy.
        Postanowilam ze starego capa zakpic.Wtracilam sie do rozmowy dyrektora z
        nim,oswiadczajac,ze to ja kupuje te dziewczyne,bo potrzebna mi sluzaca do domu
        i z calym tupetem wreczylam dyrektorowi do reki ten milion.Dyrektor
        zdebial.Pozniej wstrzasnelo nim cos w rodzaju czkniecia i z calym spokojem
        oswiadczyl:
        -No coz,takiej sumie nie sposob sie oprzec.Wez ja sobie.-Tu machna reka
        lekcewazaco.Banknot lezal prowokujaco na stoliku.Caly personel sie na niego
        gapil.Stary murzyn tez.Obejrzal go ze wszystkich stron.Pod swiatlo
        tez.No,milion jak byk...
        W koncu lamanym niemieckim powiada:
        -Jezeli kobiety w waszym kraju sa takie bogate to co ja tu robie?-odwrocil sie
        ze zloscia na piecie i pokustykal do windy.
        Nastepnego dnia opowiadal,ze zrobil w Austrii znakomity interes,bo za jedna
        dziesiata ceny kobiety kupil mercedesa.
        Tymczasem jego synek(rok studiowal w przeszlosci w Warszawie jak sie okazalo)
        stawial napoje wyskokowe wszystkim ,ktorzy chcieli sluchac tej historii i
        zasmiewal sie do lez ze starego ale samemu zainteresowanemu nie zdradzil
        dlaczego nagle wszyscy sie usmiechaja na jego widok.
    • lyche1 Re: Słaba tróczyna z chemii 28.05.02, 07:57
      W roku 90 lub 91 po raz pierwszy otworzono polskie granice i można było
      wyjechać na zachód bez wizy. Długo się nie namyślałyśmy, tym bardziej że wyjazd
      planowałyśmy wcześniej i byłyśmy w trakcie załatwiania wiz. Jechałyśmy do
      Francji - pracę miałyśmy nagraną. Cel wybitnie turystyczny oczywiście -
      niestety nasza Polska żeczywistość zmuszała nas do podjęcia pracy zarobkowej -
      tak by nam się ta cała impreza zwróciła. Pracowałyśmy więc od poniedziałku do
      piątku a w soboty i niedziele starałyśmy się jak najwięcej zwiedzić bądź to
      stopem bądź to na rowerach. Francuzi byli nami zachwyceni ( jeszcze nie było
      tam naszych rodaków którzy mogliby pokazać co Polak potrafi) Tym sumptem udało
      nam się zwiedzić całą południową Francję.
      Ale nie otym chciałam pisać. Pojechałyśmy we trzy reprezentując trzy grupy
      językowe : niemiecki, francuski i angielski.
      Podczas jednego z wypadów postanowiłyśmy coś zjeść w makdonaldzie ( od razu
      uprzedzam że nie znam pisowni angielskiej i francuskiej) Byłyśmy oczywiście
      pierwszy raz w takiej instytucji i od razu poczułyśmy się zaszokowane -
      czystością ubikacji i innymi bajerami niespotykanymi w owych czasach w Polsce.
      Oczywiście nie stać nas było na jakiś wyszukany "posiłek" i po podliczeniu
      naszych zasobów finansowych zdecydowałyśmy się na frytki i herbatę. Ilonka,
      znająca francuski zamówiła Frytki zaraz nam podał kelner ale my zaczęłyśmy
      szukać soli ( w Polskich barach zawsze stała na kontuarze) Niestety solniczki
      nie było w zasięgu oka. Więc Ilonka poprosiła kelnera po francusku o sól a on
      na to że nie rozumie ona znów sól proszę i tak ze dwie minuty prosiłyśmy tego
      kelnera po francusku niemiecku angielsku oraz polsku ( w końcu słowo sól jest
      podobne we wszystkich tych językach) a on wytrzeszczał na nas oczy i cały czas
      nie wiedział o co my go prosimy.
      Złapałam już niezłego nerwa - wyciągnęłam mu z ręki długopis i napisałam na
      kartce wielkimi wołami NaCl. Popatrzył się chwilę na kartkę i nagle doznał
      olśnienia "a - la sel!!!!!!" wybiegł zza kontuaru i pokazał nam gdzie jest sól.
      Idąc za ciosem zapytałam szybko po niemiecku " wo ist Cuker" bo nie byłam w
      stanie stwierdzić czy po narysowaniu bardziej skomplikowanego wzoru sacharozy
      połapie się o co mi chodzi.
      No proszę a ledwo się wybroniłam z poprawki z chemii.
      • Gość: Vika Re: Polak w sklepie gospodarstwa domowego. IP: *.ewave.at 28.05.02, 08:38
        Urzadzajac swoje pierwsze wiedenskie mieszkanie,wybralam sie po rozne garnki do
        sklepu z gospodarstwem domowym.Trafilam na taka scenke.
        -Durszlak bitte!-zarzadal Polak od espedientki.
        -Co?-Zaskoczenie na jej obliczu bylo malownicze.
        -Durszlak!-nieco glosniej powtorzyl klient.
        -Nie rozumiem...
        -Co nie rozumiesz,kurwo jakas niekumata!-nie wytrzymal Polak-Co nie
        rozumiesz?!Nudel(kluski)stop-waser weck!!!!-rozdarl sie na caly sklep.
        -Aha!!!!!!!!!!!!!-zaskoczyla panienka.
        Nadmieniam,ze slowo "durszlak" jest slowem niemieckim ale nieuzywanym.
        • lyche1 Re: Ulubiona dyscyplina sportowa 28.05.02, 09:39
          Hej Viki. To pewnie zrozumiesz malownicze zdziwienie mojego niemieckiego
          rozmówcy, który po zapytaniu się mnie jaką dyscyplinę sportową uprawiam
          odpowiedziałam "Ich reite gern" Po jego obliczu zrozumiałam że coś jest nie tak
          więc dodałam na wszelki wypadek mit Pferd. Do dziś nie bardzo wiem co
          powiedziałam ale trochę się domyślam.
          • agick Re: nie dalej jak.... 28.05.02, 10:07
            wczoraj wydarzyła się ta historia...
            wróciłam do domu zmęczona psychicznie jak koń po westernie i usiadłam w kuchni
            przy stole.... mój wzrok przykóły okna, które wydały mi się wyjątkowo brudne...
            dziarsko wzięłam się za ich mycie ( w ramach redukcji stresu).....idąc za
            ciosem umyłam szafki, lodówkę i wpadłam do pokoju.... oczywiście umyłam okna w
            pokoju... czepiająć się jak małpa ściągnęłam firany, zasłony [w qchni tez..],
            włączyłam pranie i dalej szalałam ze ścierką.. na to wszystko wszedł mój
            ukochany... zdębiał, zapytał co robię - odpowiedziałam że redukuję stres....
            NAKRZYCZAŁ na mnie, że miałam tego nie robić [zapewnie nie chciało mu się
            pomagać, a to głupi usiąść w fotelu jak narzewczona czepia się rurki pod
            sufitem - mieszkanie ma ponad 3 metry wysokości]...
            od słowa do słowa - draka....

            potem mi powiedział, że nie chciał żebym tak się namordowała, że z moimi
            plecami (po operacji) to szaleństwo i, że naruszyłam równowagę mieszkania bo
            pająki siedzą na ścianie......

            obraziłam się i cały czas jestem obrażona.
          • Gość: Vika Re: Ulubiona dyscyplina sportowa IP: *.ewave.at 28.05.02, 10:23
            Wlasciwie twoja wypowiedz byla poprawna.Nie wiem co mialo byc nie tak.
            Natomiast bardzo interesujaca byla dyskusja naszego portiera z pewnym
            bisnesmenem z Rosji.Naszego portiera rozbolal zab i z zapalem opowiadal
            Rosjaninowi caly eksodus po gabinetach dentystycznych.Rosjanin znakomicie
            poslugiwal sie niemieckim uzywajac zaledwie pieciu slow:ja,zehr gutt i ja wohl.
            Wygladalo to mniej wiecej tak:
            -Bolalo okropnie!
            -Ja wohl!
            -Zaczal borowac.
            -Zehr gutt.
            -myslalem,ze zwariuje...
            -Zehr gutt.
            -Chcialem uciec z gabinetu...
            -Zeeeeeeeehr gutt.
            -Ale zemdlalem...
            -Zehr gutt.
            -Kiedy mnie ocucono postanowilem zmienic lekarza.
            -Ja wohl...

            -Nastepnego dnia,juz nie moglem wytrzymac...
            -Jaaaa??????????????
            -No i kazalem sobie go wyrwac...
            -Ja wohl!!!!!!!
            -Alez to rwanie bolalo...
            -Zehr gutt!!!

            Ta dyskusja trwala w wejsciu do holu okolo pol godziny.Na koniec panowie
            zaczeli so bie wzajemnie pokazywac co bardzie zepsute szczatki w paszczekach
            i...umowili sie na migi,ze pojda wieczorem do lekarza razem.
            • agick Re: Ulubiona dyscyplina sportowa 28.05.02, 10:29
              a może oni tego...?? [Ci panowie od bolacych paszczęk]....
              • Gość: Vika Re: Ulubiona dyscyplina sportowa IP: *.ewave.at 28.05.02, 11:29
                agick napisał(a):

                > a może oni tego...?? [Ci panowie od bolacych paszczęk]....
                EEEE,nie.Oni mieli miny zbolalo wspolczujace i wyraznie usilowali sie wzajemnie
                podtrzymac na duchu.

              • liloom pierwsza podroz na zachod:) 28.05.02, 11:35
                Moja anegdotka jest nieco krotsza:
                - Bedac dziecieciem jechalam z moja mama do Francji pociagiem przez Wieden. Nie
                pytajcie dlaczego nie samolotem, byly to zamierzchle czasy, nie wiem czy lotow
                nie bylo w tym kierunku czy moze kosztowalo po prostu taniej... W kazdym razie
                przezycie bylo ogromne, bo wyprawa trwala noc do Wiednia pociagiem, potem dzien
                w Wiedniu, potem noc do Zurichu, potem dzien do Genewy itd itp.
                Dostawalo sie wowczas na podroz bez wzgledu na jej dlugosc ok 20 usd,
                oczywiscie po wypelnieniu odpowiedniego formularza i uzyskaniu przydzialu:)
                Moja mama chciala koniecznie sprawic mi przyjemnosc, za te pieniadze zaszalec
                za bardzo nie moglysmy, wiec wymyslila ze kupi mi loda:) Jako osoba
                francuskojezyczna zaciagnela mnie do jakiejs knajpki i poprosila o "glace".
                Tylko ze po niemiecku jest podobne slowo "Glass", wiec dostala zupelnie ale to
                zupelnie co innego. Oczywiscie szklanke:) Do dzis nie wiem co jej wtedy
                przyszlo do glowy:)
            • Gość: Lyche Re: Ulubiona dyscyplina sportowa IP: *.radom.sdi.tpnet.pl 28.05.02, 11:33
              Jeżeli chodzi o Rosjan ja też miałam fajną przygodę. Jeszcze będąc w byłym NRD
              dorwała mnie Rosjanka w sklepie i po rosyjsku pytała się mnie gdzie może kupić
              maszynkę do mięsa. Rosyjski może znam lepiej niż niemiecki ale siedziałam w NRD
              już chyba z miesiąc więc zaczęłam jej tłumaczyć oczywiście po niemiecku. Ona
              oczywiście nie znała niemieckiego więc dalej gdzie ta maszynka do mięsa. Chyba
              jej ideą tej wizyty było zdobycie tego sprzętu kuchenneg. W pewnym momencie jak
              zwykle zestresowana niesamowicie ( biegle znam niemiecki niestety tylko w
              piśmie z mową idzie mi kulawo) doszłam do wniosku że jak zacznę jej tłumaczyć
              po polsku to lepiej to zrozumie niż mój niemiecki.
              Tak a propo. Zauważyłaś że łatwiej się dogadać po niemiecku z osobą która tak
              jak my uczyła się tego języka niż z rodowitym Niemcem?
    • lalka74 nujkujący chłopiec 28.05.02, 11:33
      Od razu po maturze pojechałam na kolonie jako wychowawczyni. Jeden chłopiec był
      dość niespokojną duszą. Wieczorem robiłam obchód żeby sprawdzić czy wszystkie
      dzieci śpią - a Dawidka nie ma w łóżku. Po poszukiwaniach na balkonie itp
      zastałam go w łazience z - UWAGA - torebką foliową po chrupkach na głowie a z
      głową pod kranem. Wyjaśnienie: Ja nujkuję, pjoszę pani.
      A innej nocy spał w masce do nurkowania.
      • liloom pisaliscie kiedys bez klawiatury? 28.05.02, 11:44
        Nasz nowy kolega z pracy, ktory ma home-office zagranica zadzwonil kiedys do
        nas z problemem ze nie moze wpisac kontraktu w nowy system komputerowy.
        Kolezanka tlumaczy mu pol godziny gdzie co jest, jej glos jest moze jeszcze
        cierpliwy ale coraz bardziej dobitny, w biurze robi sie coraz ciszej, ludzie
        zamieraja i kazdy slucha, bo robi sie coraz bardziej interesujaco.
        I slyszymy: gdzie masz klawiature? nie masz klawiatury? to jak piszesz do nas
        emaile? aha masz taki specjalny program?
        *po czym zaproponowala mu ze jak znajdzie klawiature to niech do nas zadzwoni
      • agick Re: uwaga..... 28.05.02, 11:56
        autentyk...
        moja koleżanka - laska jak marzenie... szczupła, wysoka, buzia jak z okładek -
        miała jedną wadę, nie kumałą za bardzo co dookoła... ale za to ładnie się
        uśmiechała co topiło serca zwłaszcza panów...
        pracowała na recepcji pewnego banku - praca nijaka... tak się złożyło, że mój
        serdeczny kolega, z ktoóym razem pracowaliśmy w innym banku jest teraz
        dyrektorem czegoś tam w banku, na którego recepcji moja koleżanka pracuje...
        poprosiłam go żeby może jakoś jej pomógł...
        zabrał ją do sibie do departemntu... pracowała tam 3 miesiące.. pewnego dnia
        dzwoni moja komóra, odbieram i słyszę - o ku..wa, ku...wa, żesz ku..wa....
        zwalniam ją bo to idiotka.! To był mój niebywale na codzień spokojny kolega..
        Pytam - ale o co chodzi..?
        On - wyobraż sobie, że mieliśmy gościa z ameryki, ptzyjechał na jakieś tam
        rozmowy, spał w hotelu x... rano, przed odjazdem na lotnisko przyjechał do nas
        jeszcze na chwilę z bagażem i stąd miał jechać na samolot... poprosiłem tego
        mongoła [oj, myślę....] żeby zamówiła mu taxi ale uprzedziła faceta, że gość ma
        dużo bagażu ze sobą....no więc koleżanka się slicznie uśmichnęła, zakręciłą
        pupcią i zamówiła taxi... (cały czas opoowiada) no dobra, stoimy z tym gościem
        przed bankime, czekamy na taryfę i gadamy... taryfy nie ma, robi się późno...
        pytam ją jaka korporacja - mówi, że taka a taka.... czekamy dale, taxi nie
        ma... za to po drugiej stronie parkingu stoi bagażowy żuk, z tej własnie
        korporacji..myślałem, że to nie możliwe ale idę zapytać faceta w szoferce....
        a jednak - ona zamówiła taxi bagażowe na lotnisko dla Pana z dużym bagażem.....

        No i zwolnił ją przy najbliższej okazji.

        a ja myślałam, że nie wstanę z krzesła...

    • Gość: anE Re: Do Dziewczyn z tematu IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.05.02, 11:45
      ja mam historyjkę z mojego życia wziętą (wydarzyło się to kilka tyg. temu)
      na trasie, którą często chodzę jest kilka sklepów spożywczych, a w
      konsekwencji - zbiera się melina (pijaczyska z pifkiem w ręku), jeden z nich,
      bez żenady - kiedy zachciało mu się lać - po prostu odwrócil się do ściany
      (ściana płaczu - pod którą "urzędują" cały dn.) i po prostu zaczął się odlewać.
      Akurat przechodziłam i mu mówię (on nadal leje) - "nie ma pan kibla w domu,
      żeby tam sikać" a on z mordą na mnie i zaczyna coś krzyczeć. a ja: "może pan tu
      K-U-P-E zrobi?!" i poszłam dalaj. a on tyle miał tego moczu, że nadal lał!!!
      • agick Re: Do Dziewczyn z tematu 28.05.02, 12:42
        k u p e to on pewnie zrobił w majty.......
        • Gość: anE Re: Do Dziewczyn z tematu IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.05.02, 12:44
          pieklił się.. może zrobił ze złości, że śmiem mu uwagę zwracać.

          a ja byłam tego dn. tak bojowo nastawiona, że nie miałam hamulców, sama się
          teraz z siebie śmieje
          • agick Re: Do Dziewczyn z tematu 28.05.02, 12:52
            ciesz się, że Cię nie polał......:)
            • Gość: anE projekcje hi hi IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 28.05.02, 12:54
              to dobrze, że tej kupy nie robił, bo jakbym dostała.. rany! to by było
              przedstawienie
              • Gość: Vika Historia pewnego romansu...(cz.1) IP: *.ewave.at 28.05.02, 16:02
                W okropny marcowy dzien weszlam do swojego biura przemoczona do suchej
                nitki.Trzesac sie z zimna ,zaczelam sie przebierac w zapasowa garsonke i
                poprawiac fryzure i makijaz.Przy tych zabiegach zastal mnie moj szef,czyli
                wyzej opisany kierownik od zimerservis.Poniewaz wlazl bez pukania,cofna
                sie.Zamkna za soba drzwi i zapukal.
                -Momencik!!-powiedzialam.Skonczylam kosmetyke,usiadlam i...
                -Prosze-zaprosilam go do wnetrza.Wszedl usprawiedliwiajac sie ,ze juz nie
                bedzie,ze mu glupio i zaczerwienil sie okropnie.Usiadl.Posiedziali mowi:
                -Dzisiaj paskudna pogoda prawda,pani Viko?
                -Paskudna-zgodzilam sie.
                -Nio i co ja teraz zrobie...
                -A co sie stalo?-zainteresowalam sie.
                -Bo,widzi pani,ja...no tego...zakochalem sie!-wypalil w koncu.
                -Aha!I w czym problem?
                -Ja sie zakochalem w Danieli....
                -Uhhh,to zle-zawyrokowalam.Daniela jest najbardziej pyskata hostessa kasyna i
                jeszcze nie bylo pracownika,ktory by sie jej nie bal.Z szefostwem najwyzszego
                szczebla wlacznie.
                -No i co robic?!-jeknal z rozpacza.
                -Trzeba sie zastanowic-zaczelam ostroznie-moge z nia porozmawiac jak kobieta z
                kobieta.
                -Oh,naprawde!-ucieszyl sie-ale wie pani tak delikatnie,zeby ja tylko wybadac co
                o mnie mysli.Wie pani ja jeszcze nigdy zadnej kobiety ...no rozumie pani...
                Zatkalo mnie.Jak to?Facet z niesamowita charyzma,inteligentny,no moze nie
                szczyt meskiej urody ale przystojny,dobrze ustawiony finansowo,zdrowo po
                czterdziestce i nie wie co sie robi z kobieta?Myslalam goraczkowo co tu
                zrobic...Zaczal mi sie krystalizowac pewien plan.
                -Sprobuje-powiedzialam-ale nic nie obiecuje.(cdn...)
                • liloom Re: Historia pewnego romansu...(cz.1) 28.05.02, 17:50
                  Vika:) Chmielewska niech sie schowa:) Dobrze sie zaczyna:)
                • agick Re: Historia pewnego romansu...(cz.1) 28.05.02, 17:56
                  no i co - pół etatu...???
                  a część druga..?
                  • Gość: Vika Re: Historia pewnego romansu...(cz.2.) IP: *.ewave.at 29.05.02, 00:27
                    Czekalam az trzy dni aby,zjawil sie wreszcie pan Mareczek.Nasz
                    recepcjonista.Nie znalam go zbyt dobrze,jednak uchodzil wsrod personelu za
                    faceta do tanca i do rozanca.
                    -Panie Mareczku- zrobilam slodka minke-czy moglby mi pan powiedziec, o ktorej
                    godzinie,najczesciej pan X z numeru 1275 chadza do kasyna?
                    -Moge,ale...nie chce-Pan Mareczek wygladal na kogos w wisielczym humorze.
                    -Dlaczego?
                    -Czy on pani wpadl w oko?-spytal ze zlym blyskiem w oku.
                    -No powiedzmy...
                    -Wiedzialem!Wszystkie baby na niego leca!Bubek jeden!Ostrzegam pania:on
                    codziennie przegrywa w pokera chorrendalne sumy!Kariery pani przy nim nie zrobi.
                    -Niech pan nie plecie glupstw!-rozloscilam sie-Chce tylko zeby nauczyl mnie
                    grac w pokera!
                    -Czy pani oszalala!Pani chce zostac ofiara hazardu?-swiete oburzenie pana
                    Mareczka swiadczylo,ze jest co najmniej mna zgorszony.
                    -Cicho!-warknelam-niech pan slucha...W miare tego co mowilam twarz pana
                    Mareczka zaczela zmieniac wyraz.W koncu sie rozesmial.
                    -Ale numer!Dobra,pomoge pani.Ale pojdziemy tam razem,dzis wieczorem po pracy
                    czekam na pania w kawiarni.Juz ja sie zdaze zaprzyjaznic z tym bubkiem.Samej
                    pani z nim nie zostawie.Prosze teraz jechac do domu,przebrac sie.Koncze o 18.
                    W kawiarni bede o 22.I koniecznie prosze zabrac kwiaty,ktore pani przysle.
                    Wiele zabiegow i pieniedzy kosztowalo mnie dobranie peruki i sukni.Odpowiedni
                    makijaz zrobila mi kolezanka,dziwiac sie, po co uparlam sie wygladac jak
                    szantrapa.Musialam wygladac jak wulgarnie wystrojona,bogata Amerykanka.O
                    umowionej porze stawilam sie w kawiarni naszego hotelu.
                    Przy jednym ze stolikow siedzial moj hazardzista z jakims nieogolonym
                    orangutanem we fraku i okularach przeciwslonecznych.Na moj widok ,orangutan
                    zerwal sie z fotela i dzikim rykiem runal w moim kierunku.Ryk brzmial mniej
                    wiecej tak:
                    -Kochanie!Gdzie bylas tak dlugo!Ja tu czekam i czekam!-zlapal mnie za lokiec i
                    oslupiala z przerazenia powlokl w strone hazardzisty.-To moj nowy
                    przyjaciel.Pogramy sobie dzisiaj razem.
                    Odetchnelam z ulga...Mareczek.Po krotkiej wymianie uprzejmosci udalismy sie do
                    kasyna.
                    -Nie waz mi sie grac!-warkna mi "moj maz" do ucha-Wie pan,te kobiety-usmiechna
                    sie przepraszajaco-sa glupiutkie i mysla ,ze moga wygrac z takimi graczami jak
                    my.
                    Usiedli do stolika gdzie jeszcze czekalo na nich dwoch graczy.Daniela podsunela
                    mi fotelik.Gra przeciagala sie w nieskonczonosc.Ktos tam wygrywal,ktos
                    przegrywal.Nie rozumialam z tego kompletnie nic i nudzilam sie jak mops
                    popijajac gin z tonikiem.Zawsze mialam mocna glowe,ale tym razem serwowane
                    drinki wydawaly mi sie dziwnie slabiutkie.Wedlug mnie powinnam juz wypic okolo
                    litra ginu.A tu nawet szmerku w glowie.Tymczasem okazalo sie ,ze panowie
                    postanowili z fantazja,ze nie beda grac na pieniadze lecz przegrywajacy musi
                    wypic drinka.
                    -Nie gram dalej-wybelkotal hazardzista-je..hep..em piiijany.
                    -Ja tez jestem pijany -wrzasna wsciekle Mareczek walac piescia w stol-bedziesz
                    gral i basta!
                    -Nie m..o..hep..ge...hep!
                    -Musisz-ryczal "moj maz"wsciekle.
                    Na sali zalegla cisza.Wszyscy sie na nas gapili.
                    -Graj,cholera!Nie to w ryj!!!-awanturowal sie Mareczek,lypiac na mnie
                    dziwnie.Wreszcie zaskoczylam.
                    -Kochanie,daj spokoj temu panu.Chodzmy do pokoju.Nie czujesz sie dobrze.´-
                    szczebiotalam najslodziej jak potrafilam.
                    -Po..hep..wiedz mi czemu chce..hep..sz grac...-Hazardzista usilowal nawiazac
                    rozmowe towarzyska.
                    -Bo jestem niedochlany!-ryczalo" moje slubne szczescie"-musze z toba przegrac!-
                    rozplakal sie -Przyjacielu kochany!!!
                    -To zap..hep..raszam was do.. hep..siebie-Wyczkal
                    hazardzista.Wstalismy.Mareczek zachwial sie i udajac ,ze sie o mnie opiera
                    sapna:
                    -Udawaj kompletnie pijana...
                    Zatoczylam sie wiec i szukajac oparcia trafilam na pomocna dlon hostessy
                    Danieli.
                    -Pani zone zaprowadzi.My sie juz nie rozstaniemy...-zaczal falszywie spiewac
                    Mareczek jakas wlasna kompozycje.Pochod ruszyl do windy.
                    Daniela odprowadziwszy mnie probowala sie wycofac.Mareczek przekrecil klucz w
                    zamku.
                    -Pani tu zostanie-rozkazal-moja zona musi miec opieke.
                    W apartamencie hazardzisty rozpoczelo sie wielkie pijanstwo.(c.d.n.).
      • lyche1 Re: Do Dziewczyn z tematu 29.05.02, 08:41
        Ciesz się że lał. Ja na własne oczy widziałam jak taki żygał. Pił sobie
        najpierw piwo przed wejściem do sklepu spożywczego. Następnie beknął i z jego
        ust wyleciała, dosłownie fontanna na jakieś pół metra pola rażenia. Facet nawet
        się nie schylił. żygał na wprost. Potem beknął drugi raz i dokończył piwko
        • Gość: anE a moze jakas anegdodka po pijaku.. IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 29.05.02, 08:57
          moj narzeczon byl na imprezie swietujac zdane egzams, z kolegami - po nie wiem
          ilu piwach - postanowili ogolic noge swojemu kumplowi, ktory wtedy smacznie
          spal..

          wydarzenie odbylo sie w czerwcu i koles cale lato chodzil w dlugich spodniach.
          zastanawiam sie, czy to bylo etyczne..
    • Gość: anE Idea IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 29.05.02, 08:24
      mam jeszcze jedna krótką historyjkę - tym razem wziętą z mego życia
      biurowego, :-)
      mój szef ma skrzywienie obcokrajowca, mówi po polsku, tu się wychował, ale ma
      niepolskie nazwisko i imię. Jedną nogą mieszka w Pol., a drugą w Niem. Czasem
      trudno mi się z nim dogadać. Nie zna się też za bardzo na kompie, więc często
      prosi mnie o pomoc.

      on: "Pani Aniu, ma Pani ideę?"
      ja: "Nie, mam ERĘ!"
      on: "Co?!"
      w tym momencie zorientowałam się, że znów ma problem z komputerem..
      ja: "ha, ha, już do Pana idę.."
      poszłam, pomogłam mu zmienić czcionkę w mailu na taką, jaką lubi, :-)
      • Gość: Vika Re: Historia pewnej milosci( czesc3) IP: *.ewave.at 29.05.02, 12:45
        Obaj panowie lezeli na lozku w pelnym umundurowaniu i spiewali arie
        operowe.Ryki jakie z siebie wydawali przypominaly jazgoty frezarki skrzyzowanej
        z wizgiem starej,zardzewialej lokomotywy parowej.Pokoj przypominal Kosowo po
        wojnie.Switalo.Lezalam na sofie i z rozbawieniem przygladalam sie jak
        najbardziej pyskata hostessa swiata usiluje wytlumaczyc szefowi zimmerservisu
        co tez dzieje sie w apartamencie 1275.
        -Sodoma Gomora!Tak.Wszyscy pijani i schowali klucz!Ja chce stad wyjsc!Sepi(szef
        ma na imie Josef-zdrobniale Sep)ratuj!!!!!!!!!!To wariaci z nimi nie ma
        zartow.O!Jeden zyga za lozko!!!!!!!!!OOOOaaaaaaaaaaaa.....-i zemdlala.Udajacy
        zyganie Mareczek pozbieral sie szbko.Wylazl z rozgrzebanego lozka i z
        przerazeniem stwierdzil:
        -Chyba przeholowalismy.Zmywamy sie!Zlapal mnie za reke i pociagna w kierunku
        drzwi.
        -Rany boskie!-jeknal grzebiac w kieszeni-zgubilem klucz!!!
        Sytuacja stawala sie dramatyczna.Wedlug naszego planu nie wszystko rozwijalo
        sie po naszej mysli.Szef,prawdopodobnie z polowa personelu juz nadlatywal na
        pomoc kobiecie swojego zycia.Bylismy w pulapce.
        Rozleglo sie lomotanie do drzwi,ktore przy rykach spiewajacego hazardzisty
        wypadlo dosc mizernie.Lomotanie powtorzylo sie energiczniej.Hazardzista zamilkl
        nasluchujac.
        -Ktos puka chyba-rzekl gramolac sie z zabalaganionego lozka.-O! Nie ma
        klucza.Zamkneli nas.Ratunku!!!Bandyci!Ludzieeeeeeeeeee na pomoc!-Darl sie
        wnieboglosy.Nagle znizyl glos do szeptu:-Oni przyszli odebrac moje dlugi!Zabija
        nas!Z mafia zartow nie ma!Ja popelniam samobojstwo a wy jak chcecie-zdecydowal
        twardo.Podszedl do okna,otworzyl je,wyjrzal.-Allle leje.Zimno!-I wlazl trzesac
        sie spowrotem do lozka.
        Lomot nie ustawal.Za drzwi dobiegl nas glos pana Josefa.
        -Hans,daj zapasowe klucze!
        Stalismy sparalizowani.Jednym rzutem oka Mareczek ocenil sytuacje.Na kanapie
        lezala w malowniczej pozie Daniela.W lozku siedzial z naciagnieta pod brode
        kapa hazardzista szczekajac zebami.Stalam na srodku pokoju,sciskajac kurczowo
        wiednacy bukiet roz,ktore przyslal mi Mareczek i kazal pilnowac jak oka w
        glowie.Wzrok Mareczka zatrzymal sie na tych rozach.Drzwi otwarly sie gwaltownie
        i wpadl przez nie czerwony ze zlosci pan Josef a za nim spora grupa personelu
        obslugi gosci.
        -Co tu sie dzieje-sapna szef.Znieruchomial na widok lezacej bezwladnie
        Danieli...
        -Coscie jej zrobili ,dranie!!!-wrzasna i rzucil sie na pomoc ukochanej.-Dani
        ,skarbie,obodz sie,nie umieraj!!!-zaczal histeryzowac.
        -Nic jej nie bedzie-machna reka lekcewazaco Mareczek.
        -Maaaaakuuuuus????-nie sposob wyrazic niebotycznego zdumienia szefa gdy
        rozpoznal w brodatym orangutanie wlasnego pracownika.-A ta dama to kto?!!!!!-
        zapytal podejrzliwie pokazujac mnie palcem.
        -Vika!-oswiadczyl spokojnie Mareczek.
        -Pani Vika?????-slup soli w jaki zostala zamieniona zona Lotta byl chyba mniej
        skamienialy od szefa.-A co wy tu robicie?...I co to za maskarada?-zapytal
        niepewnie odzyskujac wladze umyslowe.Konsternacje przerwalo ciche westchnienie
        Danieli.
        -Sepi jestes tu?
        -Alez tak kochanie.Wszystko bedzie dobrze-przemawial do niej jak do
        skrzywdzonego dziecka glaszczac ja po glowie.Daniela wtulona w jego ramiona
        rozplakala sie.-Nie placz zabko-calowal jej zaplakane oczy-usmiechnij
        sie...chcesz to sie z toba ozenie ale juz nie placz...Wyraz jego twarzy
        swiadczyl wymownie o burzy uczuc jakie nim miotaly.
        Szloch Danieli przeszedl w cos w rodzaju buczenia.
        -Naprawdeuuuuuuuuuuuuuu.....
        -A chcesz?
        -UUUUUUUUUUchce............
        Mareczek nie tracac zimnej krwi wyszarpna mi roze z reki i wcisna je wciaz
        kleczacemu z Daniela w obieciach szefowi.
        -Ma pan,tak trzeba z kobietami!-powiedzial tonem rozkazu.Daniela oderwala sie
        od szefa i chwycila w ramiona kwiaty.
        -Sepi,to dla mnie!-jej usmiech wyrazal wszysko.Personel stal
        nieruchomo.Hazardzista w lozku przewracajac oczami,zapytal glupkowato:
        -To nie jestescie z mafii?-To pytanie postawilo szefa na rowne nogi.
        -Ja wam dam mafie lobuzy!!!-zagrzmial-Wy dwoje jazda do mojego gabinetu!Reszta
        do roboty!Posprzatac mi ten smietnik i zajac mi sie gosciem!Daniela idziesz z
        nami.I pierwszy wymaszerowal z pokoju tulac do siebie kobiete swych marzen.

        -No to teraz porozmawiamy-zaczal groznie rozparty w swoim fotelu.Stalismy na
        srodku jego gabinetu patrzac mu bezczelnie w oczy.Daniela nalala do kieliszka
        sporo koniaku jednym chalstem wypila i nalala po raz drugi.Podala to szefowi.
        -Co sie bedziesz wyglupial,stary wariacie!-zaczela po swojemu.-Przeciez nigdy w
        zyciu bys mi sie nie oswiadczyl jakby nie oni.Raczej musimy im
        podziekowac.Zastanow sie nad premia jakas...
        -Ale co ja powiem dyrekcji...to sie musi rozejsc... caly personel widzial ten
        skandal...
        -Tak,tak,tak,od razu skandal!Zapamietaj sobie,ze madry maz zawsze slucha swojej
        zony.Po pierwsze caly personel zaprosi sie na wesele,juz ja namowie
        dyrekcje,zeby wesele nam zafundowala w prezencie slubnym.I nie masz nic do
        gadania-slub za dwa miesiace!-Oswiadczyla tonem nie znoszacym sprzeciwu.
        -Ale hazardzista moze zlozyc skarge...-Pan Josef mial watpliwosci.Daniela juz
        wystukiwala numer na klawiaturze telefonu.
        -Hallo!Kuchnia!Z panem Robertem prosze!Zaraz zwolnie pana u szefa kuchni.Prosze
        sie przebrac,zamowic w barze dwie butelki whiski i isc do pokoju 1275.Tam lezy
        pana pokerowy partner.Kompletnie pijany.Tak ten sam co przedwczoraj.Ma pan z
        nim grac do odwolania.Tak ,po 16.oo.bedzie pan mial nadgodziny. Prosze sie nie
        martwic.

        -Kto rzadzi w tym hotelu???!!!-jekna dramatycznie pan Josef lapiac sie za glowe.
        KONIEC.
        (Wszelkie prawa autorskie do calosci tekstu"Historia pewnego
        romansu"zastrzezone.Kopiowanie i przedruk bez zgody autorki
        zabronione.B.Wolanska)



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka