Dodaj do ulubionych

(V)NAWIEDZONY HOTEL.

IP: *.ewave.at 01.06.02, 12:38
Ukochany personel dyrektora wloczyl sie niemrawo po pustym juz hotelu,od
niechcenia udajac prace porzadkowe po slynnym jubileuszu.Ten i ow popijali
podejrzane plyny,tlumaczac jeden drugiemu lecznicze dzialanie swoich mikstur i
wzajemnie przekonujac sie o ich rewelacyjnej skutecznosci przy leczeniu
ciezkich przypadkow kociokwiku.
Dyrektor z kucharzami i kierownikiem zimmerservisu siedzieli w holu hotelowym
na fotelach przysunietych do kontuaru recepcji i debatowali z najmniej
zdyscyplinowana czescia personelu o tym,jakie atrakcje moznaby zorganizowac
gosciom i co poprawic w folderach reklamowych hotelu aby przyciagnac jak
najwieksza liczbe gosci.
-Panie Andreas!Nie plec pan glupstw!To wszystko juz bylo!Jak nie u nas to gdzie
indziej.Trzeba wymyslec cos takiego czego jeszcze nigdzie i nigdy nie bylo a
pan mi tu o golych dupach trujesz...-denerwowal sie naczelny.
-Jasne! Na rewie juz sie nikt nie napali.Na kabaret tez nie!-orzekl Mareczek.
-Ani na zawodowe dziwki.Tu nie burdel!!!-rozloscil sie kucharz Li.
-Wlasnie!-przyswiadczyl szef kuchni- to jest hotel z tradycjami.Szanowna
instytucja..
-I slynna na swiecie-wtracil pan Erwin.
-Solarium juz mamy-powiedzialam w zadumie.
-I fitnes tez-zmartwila sie Daniela.
-Pole golfowe i kort tenisowy tez sa...-melancholijnie westchna kierownik
zimmerservisu.
-Myslmy ,panowie,myslmy!-dyrektor marczyl brwi w wysilku umyslowym.
-Hihihi...konferencja na najwyzszym szczeblu w duchu porozumienia
miedzynarodowego...-zachichotal Edi,ktory akurat przyszedl nalac sobie ginu ze
stojacej na kontuarze buteki.
-Cos ty powiedzial?!!!-az podskoczyl Chinczyk Li.
-No przeciez,dobrze mowie:pan jest Chinczyk,pani Vika Polka,pan Mareczek tez
troche Polak,Dyrektor jest Niemcem a pan Leo pol-Wloch,pani Daniela jest
Slowaczka , kierownik Hiszpanem,Andreas Francuzem...
-Cicho badz,nie o tym mowie!-denerwowal sie Li-Powtorz dokladnie co
powiedziales...
-No,ze konferencja...na najwyzszym szczeblu...-urwal Edi niepewnie.
-Dalej,dalej cos powiedzial!!!-Rykna juz wsciekly Li.
-Nooo,ze w duchu miedzy...
-Wlasnie,prosze panstwa,powiedzial "w duchu"!!!DUCHA NAM TRZEBA!!!!!!!
Wszystkich zatkalo i zdawali sie niedoodetkania.Pierwszy oprzytomnial dyrektor.
-Li jestes genialny !!!-Dyrektor porwal Chinczyka w jakis obledny taniec po
holu.
-Puszczaj wariacie bo mnie udusisz!-rozdarl sie Li wyrywajac mu sie energicznie.
Padli na fotele.
-Nie jednego ducha!Dwoch!-zapial Mareczek entuzjastycznie.
-Dlaczego dwoch?Jeden nie wystarczy?-zainteresowala sie Roswita.
-Bo potrzebny nam jest duch ,duszyca i romantyczna historia!
-Historie mozna dorobic-wtracilam-pan Erwin zna najlepiej historie tego hotelu
to mi pomoze-podjelam sie napisac doniosle dzielo historyczne.
-Prosze panstwa!-zatarl rece dyrektor-Dzisiaj jest sobota.Zamykamy hotel i
jedziemy do domu odpoczac.W niedziele rano spotykamy sie tutaj.Trzeba tu
porzadki zrobic.Pani Vika ma urlop do wtorku na pisanie.Moze pan popracowac z
nia?-zapytal niepewnie Erwina.
-Pytanie!Jestem honorowym portierem czy nie?!-oburzyl sie pan Erwin.
-To jedziemy do mnie,panie Erwinie.-zdecydowalam.
-Wobec tego do dziela moi drodzy i do wtorku!-dyrektor promienial zapalem i
wewnetrznym zadowoleniem.(c.d.n.)

Obserwuj wątek
    • Gość: toriana Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.speed.planet.nl 01.06.02, 12:41
      a co to?bez obrazy,ale nic nie kapuje,o czym tu dyskutowac...?
      • lena8 Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. 01.06.02, 12:56
        tu nie ma o czym dyskutować tylko trzeba czytać. Vika to nasza forumowa
        pisarka:))
        • Gość: toriana Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.speed.planet.nl 01.06.02, 12:59
          lena8 napisał(a):

          > tu nie ma o czym dyskutować tylko trzeba czytać. Vika to nasza forumowa
          > pisarka:))

          ah,ja nie mam czasu na czytanie,ale poplotkowanie o roznych rzeczach..sorry Vika
          nie wiedzialam ze ty to pisarka forumowa..nie mialam zamiaru nikogo obrazac...
          • tuli_pan Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. 01.06.02, 13:07
            Gość portalu: toriana napisał(a):

            > lena8 napisał(a):
            >
            > > tu nie ma o czym dyskutować tylko trzeba czytać. Vika to nasza forumowa
            > > pisarka:))
            >
            > ah,ja nie mam czasu na czytanie,ale poplotkowanie o roznych rzeczach..sorry Vik
            > a
            > nie wiedzialam ze ty to pisarka forumowa..nie mialam zamiaru nikogo obrazac...


            ona tak czasami ma :)

    • tuli_pan Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. 01.06.02, 12:43
      VItAj VIKA! ty w jakims hotelu pracujesz? w Austrii? czym sie tam zajmujesz, bo
      widze ze masz tez czas na obijanie sie na forum :)
      • Gość: Vika Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.ewave.at 01.06.02, 13:12
        tuli_pan napisał(a):

        > VItAj VIKA! ty w jakims hotelu pracujesz? w Austrii? czym sie tam zajmujesz, bo
        >
        > widze ze masz tez czas na obijanie sie na forum :)
        Przestan sie balwanic Tulipku i nie przeszkadzaj.I uwazniej czytaj forum to Ci
        sie rozjasni w lepetynie!!!:)
        Pozdrowionka.

        • tuli_pan Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. 01.06.02, 13:15
          Gość portalu: Vika napisał(a):

          > tuli_pan napisał(a):
          >
          > > VItAj VIKA! ty w jakims hotelu pracujesz? w Austrii? czym sie tam zajmujes
          > z, bo
          > >
          > > widze ze masz tez czas na obijanie sie na forum :)
          > Przestan sie balwanic Tulipku i nie przeszkadzaj.I uwazniej czytaj forum to Ci
          > sie rozjasni w lepetynie!!!:)
          > Pozdrowionka.
          >

          czuje sie urazony

          • Gość: Vika Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.ewave.at 01.06.02, 13:35
            A co zaraziles sie psychofobia od Wierny?Daj spokoj-przeciez cie wszyscy
            lubimy!Lepiej poczytaj moje wypociny i napisz mi komentarz.Jestem ciekawa czy
            to sie podoba i czy mozna wydrukowac na powaznie.Kazdy zarabia na kawalek
            chleba jak umie...:)))BUZI!!!
            • tuli_pan Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. 01.06.02, 13:39
              Gość portalu: Vika napisał(a):

              > A co zaraziles sie psychofobia od Wierny?Daj spokoj-przeciez cie wszyscy
              > lubimy!Lepiej poczytaj moje wypociny i napisz mi komentarz.Jestem ciekawa czy
              > to sie podoba i czy mozna wydrukowac na powaznie.Kazdy zarabia na kawalek
              > chleba jak umie...:)))BUZI!!!

              buzi

              • Gość: Vika Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.ewave.at 01.06.02, 16:21
                -W mrozna trzynasta lutowa noc ostatniego przedwojennego roku,1913,cesarz
                nabawil sie kataru.Przebywal wowczas w swoich posiadlosciach w gorach i w
                malignie wzywal na pomoc swego ulubionego lekarza, Hansa.-Czytalam personelowi
                zgromadzonemu w saloniku reprezentacyjnym dyrekcji.-Wial zimny wicher od
                gor,wyjac i lamiac z trzaskiem korony drzew.Ogien na kominku huczal ponuro i
                wyolbrzymiajac cienie,nadawal komnacie zamkowej niesamowitosci i poczucie
                przygnebiajacej atmosfery.Cesarz smarkajac z halasem w wielka,kraciasta
                chustke wystekal przez nos:
                -Poslac mi zaraz po Hansa do Wednia...-i padl bezwladnie na poduszki krztuszac
                sie i kichajac.

                Przed hotelem zatrzymala sie dorozka.Wysiadl z niej mezczyzna w pelerynie i
                poprawiajac cylinder wszedl do wnetrza.Chlopcy hotelowi uwijali sie w pospiechu
                niosac bagarze do apartamentu goscia.
                -Kto to?-zapytal szeptem boy portiera.
                -Gustaw hrabia von X.-szepna portier z atencja-Poslaniec Jego cesarskiej Mosci.

                Wracajac do swego apartamentu po spelnieniu roskazow cesarskich,hrabia Gustaw
                natkna sie na urocze zjawisko.Obejrzal je dokladnie od tylu i zagwizdal:
                -Fiu,fiuuuuuuu...
                -Zawisko odwrocilo sie,zaczerwienione z wysilku bo wlasnie czyscilo na dywanie
                wielka plame po czerwonym winie ,ktore rozlal hrabia nad ranem,wracajac z
                kasyna w wesolym towarzystwie.
                -Jak masz na imie panienko?-zagadna.
                -Roza-odrzeklo dziewcze.
                -Podobasz mi sie Rozo,-powiedzial hrabia bez ogrodek.-Zrobie z ciebie wielka
                dame-powzial meska decyzje.
                Od tej pory zycie Rozy zmienilo sie w bajke.Hrabia finansowal jej najleprzy
                apartament w hotelu i sluzbe,obsypywal diamentami,kupowal powozy,wyprawial
                bale.A wszystko dla niej-jego wielkiej milosci.
                Wybuchla I wojna swiatowa.Hrabia jak wszyscy prawdziwi mezczyzni wyruszyl na
                front i zgina jak glosila stugebna plotka.Rosa,nie mogac przebolec straty
                ukochanego popelnila samobojstwo otruwszy sie siarka z zapalek i w testamencie
                przekazujac swoje diamenty na dozywianie bezdomnych.
                Zdruzgotany wielka kleska wojenna cesarstwa,hrabia wrocil z medalami i
                drewniana noga do Wiednia.Postanowil odszukac ukochna.Jego matka,hrabina X
                blagala syna:
                -Zapomnij o niej Guciu!Jest tyle panien z dobrych domow.Ozen sie z ktoras.Na co
                ci ten kocmoluch.
                Gustaw jednak snol sie po palacu i rozmyslal dlaczego Roza nie odpisala na zaden
                z jego listow.Wreszcie stary kamerdyner wyjawil mu prawde.Otoz,hrabina nie
                mogac zniesc wyglupu syna ze sprzataczka hotelowa,rozpuscila wiesc jakoby
                Gustaw zgina.Miala nadzieje,ze dziewczyna pocieszy sie w ramionach innego.Nie
                przewidziala,ze sprowokuje nieszczescie.
                Zrozpaczony Gustaw udal sie do Wiednia,wynaja apartament Rosy i tam zastrzelil
                sie z rewolweru,pozostawiajac jednozdaniowy list:MATKO,COZES UCZYNILA?!
                Hrabina nie przezyla tego ciosu i skonala razona apopleksja ujrzawszy trupa
                syna w apartamencie hotelowym.
                Od tamtej pory czasto w korytarzach hotelowych slychac szmer pucowania
                dywanu,przytlumione smiechy a co rok 13 lutego szept milosnych zaklec i
                wyznan.Po hotelowych korytarzach snuje sie czasem widmo hrabiny placzac i
                zawodzac."
                Caly personel siedzial jakby nieobecny.Mialam wrazenie,ze obok nas placza sie
                wymyslone przeze mnie i pana Erwina duchy.Pierwszy odsapna kierownik
                zimmerservisu:
                -Mialy byc dwa,dlaczego trzy...
                -Co?-przebudzil sie z zadumy dyrektor-no,tak.Mialy byc dwa...
                -Ale sa trzy!-zdenerwowal sie pan Erwin.-Co wam sie nie podoba!Od przybytku
                glowa nie boli...
                -No niech bedzie-zgodzil sie dyrektor.-Suzi(zwrocil sie do sekretarki),trzeba
                wydrukowac nowy folder.Duzy naklad na sztywnym papierze.I zatrudnic do tej
                roboty dobrego grafika.Pani Viko,prosze zadbac,zeby goscie mieli folder zawsze
                w pokojach.A teraz zabieramy sie do pracy.Na stanowiska moi drodzy,na
                stanowiska...i znikna w swoim gabinecie.
                -HEhehe!Trzy duchy!Zeby tylko sie nie rozmnozyly...zasmial sie szef kuchni
                patrzac na nasze podejrzanie usmiechniete oblicza.
                Na szczescie dyrektor tego juz nie slyszal.(c.d.n.)
                • Gość: renata Vika IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 01.06.02, 16:28
                  czesc stara pisaro:)) w zyciu nie sadzilam ze masz takie ukryte talenta:)))

                  Sluchaj, nie mam czasu wszystkiego czytac teraz poza tym watki mi sie pieprza,
                  czy moglabys zebrac te fascynujaca historie do kupy p przeslac ni na @? To
                  wszystko Twojego autorstwa? Moze faktycznie powinnas to opublikowac i zgarnac
                  kase za bestsellera? pzdrw,r
                  • Gość: Vika Re: Vika IP: *.ewave.at 01.06.02, 17:09
                    Gość portalu: renata napisał(a):

                    > czesc stara pisaro:)) w zyciu nie sadzilam ze masz takie ukryte talenta:)))
                    >
                    > Sluchaj, nie mam czasu wszystkiego czytac teraz poza tym watki mi sie pieprza,
                    > czy moglabys zebrac te fascynujaca historie do kupy p przeslac ni na @? To
                    > wszystko Twojego autorstwa? Moze faktycznie powinnas to opublikowac i zgarnac
                    > kase za bestsellera? pzdrw,r
                    Reniu!pisze to sobie ot tak .wlasciwie samo sie pisze jakos tak.Nigdy tego nie
                    robilam zawodowo.Ale przyjaciela,ktorzy czasem zagladaja mi przez ramie na ekran
                    monitora zachecaja mnie do tego samego co Ty.Moze...sprobuje?:)

            • Gość: magamaga Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.provider.pl / *.ost-poland.com.pl 01.06.02, 13:55
              Ja mysle, ze to bardzo dobre i mozna wydrukowac na powaznie.Pasuje mi to na
              stala rubryke w jakims pismie, moze przez te c.d.n. Bardzo mi sie podoba,
              gratuluje talentu i czekam na ciag dalszy!
              • Gość: Vika Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.ewave.at 01.06.02, 19:21
                -Co robisz durniu-sykna Mareczek przez zacisniete zeby,z ktorych wystawal mu
                kawal cienkiego kabla-tu podlaczaj,TUUU...-´wskazal broda bo rece mial zajete
                przykrecaniem srubek mocujacych pewne urzadzenie do kandelabru na scianie.
                -Ccciiichoooo!-warkna szeptem Edi-bo wszystkich pan pobudzi...Juz,moze pan
                puscic...
                -Widac?
                -Nie.
                -To juz wszystkie?
                -Wszystkie!
                -To spotykamy sie w kuchni...Obydwaj wolnym krokiem oddalili sie od siebie w
                dwoch roznych kierunkach.
                Za rogiem korytarza Edi spotkal pana Erwina ,ktory chodzil z konewka i podlewal
                kwiatki.
                -I jak?-spytal.
                -Juz koncze.
                -Bedzie dzialalo?
                -Musi!-Pan Erwin byl swego pewien-Pamietaj dziecko,tylko palmy...inne nie-
                pouczal go szeptem.
                -Dlaczego?
                -Bo najmniej widac i wysokosc dla ciebie w sam raz-porownywal wzrokiem wzrost
                Ediego i palm.
                -Aha!-zgodzil sie Edi.-To idziemy...-Korytarze znow zastygly w bezruchu nocy...

                Tymczasem w kuchni wrzala goraczkowa praca przy "naprawie" agregatu w magazynie-
                chlodni.
                -Jak to montujesz,sieroto!-mial pretensje kucharz Li do szefa kuchni-Zamarznie
                przeciez.
                -Nie znasz sie.Dobrze bedzie!-odparl szef-Bylem w wojsku to sie znam.
                -Ja tez bylem!-pochwalil sie Li.
                -Ale gotowales zupki z konserwy!Hehe!-szydzil szef z kolegi po fachu.-Ja to co
                innego...ma sie ta wiedze elektroniczna...
                -Chcesz sie klocic?!-ton pytania Li byl zaczepny.
                -Eeee,nie!Ale sie nie wtracaj jak madry fachowiec pracuje...No juz!
                -No,nareszcie...-odetchna Andi, ktory pilnowal czy nikt sie nie peta po
                hotelu,na widok Mareczka,Ediego i pana Erwina wynurzajacych sie z mroku
                korytarzy.
                W kuchni kucharze przygotowywali cos na zab dla wszystkich spiskowcow.
                -Wszystko gra panowie?-zapytal szef.
                -Wszystko w porzadku-zameldowal Mareczek.
                -Napijmy sie na nerwy ,panowie-zaproponowal szef kuchni.
                -Bedzie mu zimno-zmartwil sie Li.
                -Eee tam,ubierze sie cieplo,to tylko -5 stopni...-pocieszyl go pan Leopold
                otwierajac szampana-no to za powodzenie jutrzejszej akcji!
                -Za powodzenie!!!
                Dochodzila czwarta nad ranem.Kuchennymi schodami spiskowcy zeszli na parking i
                rozjechali sie do domow by oficjalnie wrocic do pracy o 5.oo.portier i
                recepcjonistka drzemali w swoich fotelach slodko,nieswiadomi kto grasowal po
                hotelu noca.(c.d.n)
                • Gość: Vika Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.ewave.at 02.06.02, 02:08
                  W poludnie ,niewyspany pan Mareczek,poprosil kuchnie o trzeci dzbanek kawy.
                  -Serce mu wysiadzie-zmartwil sie Li nalewajac kawe i przygotowujac filizanke.
                  -Moze by go kto zastapil?Niech sie przespi...-medytowal szef kuchni.
                  -Eee,nie mozna,on musi wszystkich gosci poupychac tak,zeby pierwsze pietro
                  bylo dla prezesa.Inaczej cala impreze szlag trafi...

                  -Do licha!-zakla Li-Ale on jest potrzebny wieczorem i to przytomny!Kon by nie
                  wytrzymal tzech nocy bez snu!
                  -Trzeba pogadac z Vika.-oswiadczyl szef-Edi,poszukaj pani Viki i niech tu na
                  chwile przyjdzie.
                  Po krotkiej naradzie z kucharzami,udalam sie do szefa zimmerservisu.
                  -Sep,Markus musi isc do domu!-oswiadczylam kategorycznie-On sie musi wyspac!
                  -O cholera,nie pomyslelismy o tym!Dobra!Nie bedziemy marnowac takiej szansy
                  przez byle co.Zastapie go ja!-zdecydowal.

                  -To tak:delegacja na drugim i w apartamencie saudyjski dyplomata z
                  zonami.Japonczycy na trzecim.Reszta jak badz.Pierwsze zarezerwowane w calosci
                  dla prezesa X i jego gosci.-instruowal Mareczek swojego szefa-nie pomyli sie
                  pan?
                  -Prosze sie nie martwic panie Mareczku,przeciez zanim zostalem szefem tez
                  prowadzilem recepcje.Wieczorem jestes tu bardziej potrzebny.
                  O 15.30 zjawil sie saudyjski dyplomata w towarzystwie trzech najwazniejszyczh
                  zon ze swita i zrobil piekielna awanture bo mial rezerwacje apartamentu na
                  pierwszym pietrze.Kierownik zimmerservisu rad nierad musial mu ustapic.Na
                  szczescie sytuacje uratowal kierowca prezesa X,zgadzajac sie wspanialomyslnie
                  na dzielenie wspolnie apartamentu z pokojowka pani prezesowej.Tej ostatniej az
                  oczy rozblysly dziwnina poswiata i zarozowily sie policzki"panienskim wstydem".
                  Mareczek wrocil juz o 23.oo wypoczety i wyswiezony.Od razu zasiadl przed
                  komputerem,ustawil blizej centrale telefonicza,polozyl obok telefon komorkowy i
                  tak gotowy czekal...
                  -Markus-podeszlam do kontuaru recepcji-dyrektor wciaz siedzi w swoim gabinecie
                  nad papierami...
                  -Oj,nie dobrze...nawet bardzo zle-zasepil sie.-Idz do kucharzy i im powiedz.

                  Kucharze,Roswita,Edi, kierownik zimmerservisu,Andi i Daniela siedzieli w kacie
                  kuchni i rozmawiali ustalajac ostatnie szczegoly.
                  Oznajmilam im hiobowa wiesc o dyrektorze.
                  -A co tam,niech siedzi z tymi papierami.Jak zwykle! Jak sie zasiedzi to o bozym
                  swiecie nie wie-nie przejal sie kierownik zimmerservisu-juz ja go znam.
                  Prosze panstwa,regulujemy zegarki! Jest 23.15.Prosze pokazac telefony.Wszystkie
                  dzialaja?Znakomicie!Na czas akcji wszyscy mowimy sobie po imieniu!Punktualnie o
                  00.30.odjazd z parkingu-podawal ostatnie instrukcje-patrzac surowo na
                  Daniele,Roswite i Ediego-prosze sie isc przygotowac!-cala trojka karnie
                  zniknela w drzwiach garderoby kelnerow.
                  O 23.55 Andi wstal ze swego krzesla i powiedzial desperackim tonem:
                  -To ide!-zalozyl ogromne damskie futro z kapturem odwrocone wlosem w spod,wzial
                  termos z goraca herbata pod pache i wszedl do magazynu chlodniczego.Pan Leo
                  zatrzasna za nim drzwi.

                  Saudyjski dyplomata wracal do swojego apartamentu w towarzystwie
                  prezesa.Obydwaj w wysmienitych humorach po udanym wieczorze w
                  kasynie.Porzegnali sie przy schodach i kazdy chcial udac sie w swoja stone gdy
                  nagle zgaslo swiatlo.Pani prezesowa,ktora szla nieco za nimi zatrzymala sie w
                  pol kroku.
                  -Gustawie!Swiatlo zgaslo!
                  -Juz ide do ciebie kocha....NIEEEEEEEEEE!-przerazliwy krzyk prezesa-rozdarl
                  cisze nocna-na przeciw prezesa zamajaczyla postac w zwiewnych mglistych
                  szatach.
                  -Przebaczcie mi dzieeeeci....eci..ciiii-zaszemral szloch w korytarzach...
                  -Nie mozeeeeemy....eeeeemy matko....atkoooo...-odpowiedzial cichy duet soprano-
                  basem.
                  Prezesowa,dostrzegla meza w slabiutkim swietle ulicznej latarni i przywardla do
                  niego jakby przymurowana.Z drugiego konca korytarza pedzla na nich huczacym
                  galopem druga biala postac.
                  -Jezus,Maria!-krzyknela prezesowa poboznie sie zegnajac.
                  -To ja!-wrzasna saudyjski dyplomata dopadajac prezesostwa i poprawiajac swoj
                  zawoj na glowie.
                  -HAAHAAHA!-zadrzal echem smiech przy dzwiekach nie wiadomo skad dobywajacej
                  sie melodi wiedenskiego walca...Dwie zwiewne postacie tanczac zamajaczyly w
                  mroku.
                  -Przebacz mi synu....ynu...ynuu.
                  -nie moge matko....atkooo...kooo...
                  Prezesowa nie zdazyla zemdlec tylko dlatego,ze zablyslo swiatlo.U szczytu
                  schodow stal naczelny dyrektor z bardzo gniewna mina.Ale zwiewne postacie
                  zniknely w tym samym momencie za rogiem korytarza.(c.d.n.)
                  • Gość: Vika Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.ewave.at 02.06.02, 04:38
                    Dyrektor jak traba powietrzna wpadl do kuchni.Trzasna drzwiami i ...stana.
                    Li na strzepki rwal salate i wrzucal ja do smieci a w misce ladowaly same grube
                    czesci salacianych lisci.Szef kuchni Leopold kroil jak mogl najdrobniej
                    czerwona kapuste przy pomocy lyzki wazowej.
                    -Aha!Macie brudne sumienia,co?!-bardziej stwierdzil,niz zapytal naczelny
                    dyrektor hotelu.-Wiecie ktora godzina?!Nieeee?!To ja wam
                    powiem:24.25.Tak,dokladnie.CO WY TU robicie o tej porze?!Oczywiscie
                    rozrabiacie!Nie gadac mi tu bzdur,tylko odpowiadac:czyja to sprawka?!!!!
                    -Przeciez my nic nie mowimy...-Li niesmialo spojrzal na dyrektora.
                    -Gadac,kto to wymyslil!!!
                    -My nie...-komitywa miedzy kucharzami byla granitowa.
                    -To kto?
                    -Co to?!eNKaWuDe!-zbuntowal sie szef kuchni.
                    -Jak sie nie przyznacie wyrzuce was obu!!!-zagrozil naczelny-Na zbity pysk!-
                    dodal groznie.
                    -Eeeee,i tak sie dyrektor nic od nas nie dowie...
                    -Ale nie badzcie swinie!Jestem tylko ciekawy...-dyrektor zmienil frat.
                    -Nie klamiesz?-spytal poufnym szeptem Li
                    -Mozecie mi wierzyc...
                    -To co, wezmiemy go do spolki?-zajzal gleboko w oczy szef kuchni Chinczykowi.
                    -Mozemy chyba...w koncu porzadny chlop...
                    W magazynie-chlodni cos poteznie zahurgotalo.
                    -A to co?!-wzdrygna sie dyrektor.
                    Leo z westchnieniem otworzyl drzwi chlodni...
                    -Nie mogles jeszcze troche wytrzymac...?-zapytal szef z przygana jakiegos
                    oszronionego balwana,ktory stamtad wylazl.
                    -Oooo!Jeszcze jeden!-dyrektor zdawal sie byc zadowolony z milego spotkania.
                    Balwan ciezko pacnal na krzeslo i wychrypial:
                    -WODKI!
                    -Dajcie mu!-zezwolil litosciwie dyrektor.-No Andi, moze ty masz cos do
                    powiedzenia?-sarkazm w glosie dyrektora byl nie do zniesienia.
                    -Jaaaa???-zdziwil sie Andi rozkutajac sie z futra.
                    W garderobie kelnerow trwala goraczkowa dyskusja...Otworzylam w koncu drzwi i
                    wkroczylam odwazno-energicznym krokiem do kuchni.Za mna wylazla ze spuszczonymi
                    glowami reszta.
                    -To my sie juz przyznamy...-zaczelam.
                    -Hehehehehe!Nie trzeba!-smial sie dyrektor-Ale wezcie mnie jednak do spolki!I
                    wiecie co? Chyba prezesa X trzebaby tez wziac...-zamyslil sie jakby.-Bo
                    widzicie,on sie nazywa dokladnie tak samo jak...
                    -Duch hrabiego!-dokonczyl pan Erwin stajac w drzwiach kuchennych.
                    Mareczek,ja i pan Erwin spojrzelismy na cale towarzystwo z poblazaniem...
                    -My dawno o tym wiemy-powiedzial Mareczek-od pana Erwina-pochwalil sie.
                    -A prezes jest stryjecznym wnukiem hrabiego...-podrzucil nam dyrektor prezent...
                    (c.d.n)
                    • liloom a nie mowilam? ;) 02.06.02, 11:59
                      Qrtka (jak mowi pies mojego dziecka) Vika, no nie mowilam zebys pisala? Ludzie,
                      to ja ja odkrylam;)!!!!!
                      Vika przypomnij kiedy to spotkanie, pliiiiiiz, bo nie odmowie sobie. Chyba
                      wezme autograf, nigdy nic nie widomo:)
                      Suuuuper teksty!
                      • Gość: Vika Re: a nie mowilam? ;) IP: *.ewave.at 02.06.02, 18:13
                        Liloom!W(h)-uj ze spotkaniem. Na razie obowiazuje 17-go o 17 na Donauisel.Ale
                        mam mnostwo pracy.Lepiej zadzwon:00346504871816.Podasz mi swoj numer to
                        oddzwonie i umowimy sie sie co dalej.Pasuje?:)
                        • liloom Re: a nie mowilam? ;) 02.06.02, 19:49
                          Do licha co to za numer?
                        • liloom dlaczego nie 431????? 02.06.02, 19:51
                          moge dzwonic, to bezposredni? kogo mam prosic vike?
                          tylko nie przelozcie na 28-29.06 bo wtedy jade na wakacje:))))
                          moj numer wysylam mejlem
                          • Gość: Vika Re: dlaczego nie 431????? IP: *.ewave.at 02.06.02, 20:03
                            BO NIE!!!
                            • Gość: Vika Re: dlaczego nie 431????? IP: *.ewave.at 02.06.02, 20:11
                              LIloomku!Bez jednego nula na poczatku!O.K.?:)
                              • liloom no nie:)))) 02.06.02, 21:18
                                a to je dobre:) na 2 razy:) jak ktos wytropi pierwsze podejscie to mu nic z
                                tego nie przyjdzie:)
                                zaraz za to ja ide tropic:)
                                ST/S???mowi ksiazka-fon:)))?????? gdzie ja ponioslo?
                                • Gość: Liloom Re: no nie:)))) IP: *.ewave.at 03.06.02, 11:38
                                  Ty wiesz!jestem cala chora na nerwy.Zlodzieje dzis w nocy okradli sklep moich
                                  serdecznych przyjaciol.Cholera jasna!Strat jest na 15000o euro!jestem chora
                                  nerwowo z tego wszystkiego.Wsciec sie mozna.
                                  • liloom no widze ze jestes w nerwach 03.06.02, 11:53
                                    nie dodzwonilam sie wczoraj, podalam ci moja komore emilem, a widze zejestes
                                    zdenerwowana bo z rozpedu wzielas moj nick, co nota bene mi nie przeszkadza ani
                                    troche:)))
                                    no ale wspolczuje znajomym...
                                    • Gość: Vika Re: no widze ze jestes w nerwach IP: *.ewave.at 03.06.02, 12:26
                                      No,rzeczywiscie.uzylam twojego nicka.Najgorsze jest,ze ten sklep remontowali
                                      Úkraincy w zeszlym roku.Wybieram sie dzisiaj do nich porozmawiac sobie.Chyba
                                      mnie szlag trafi.zadzwonie do Ciebie ale nie dzis,chyba jutro.po sklepie peta
                                      sie policja i nie mam czasu.
                                      • Gość: liloom take it easy IP: *.prochema.com / 192.168.100.* 03.06.02, 14:19
                                        zajmij sie wazniejszymi sprawami, nie pali sie, trzymajcie sie tam.
                                        • Gość: Vika Re: (V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 05.06.02, 02:53
                                          Cala szajka rozsiadla sie na tarasie hotelowej kawiarni pod parasolami i
                                          patrzac ponuro w dal milczala.Piersza odezwala sie Roswita:
                                          -Kto pana tak urzadzil?Zona?
                                          -Nooo...-stekna prezes Gustaw von X zdejmujac olbrzymie okulary
                                          przeciwsloneczne.
                                          -Bo bylo tak:-przerwala Roswita nastroj ogolnej fascynacj, jaka sie cieszyl
                                          gigantyczny siniak pod okiem prezesa-Zawiozlam im sniadanie do pokoju,a pani
                                          prezesowa tym sniadaniem wyrznela o podloge a pozniej bardzo brzydko nazwala
                                          rzeczy po imieniu...
                                          -Co,nie smakowalo jej?-zapytal Li.
                                          -Ty masz kompleksy zawodowe!-ucieszyl sie szef kuchni-Nie przerywaj jej!-
                                          skarcil zastepce.
                                          -No i pan prezes chcial isc na sniadanie do restauracji a ona zrobila
                                          awanture ,ze nie ma w co sie ubrac...-urwala Roswita- No to wrocilam na dol...
                                          -A ja bylem taki glupi,ze otworzylem drzwi do garderoby i chcialem jej pokazac
                                          ile ma kiecek...
                                          -A ona nie wykazala klasy wielkiej damy,tak?-spytal dyrektor.
                                          -Noo!-przyswiadczyl prezes.-Ale to wszystko przez duchy.Ona nerwowa jest...-
                                          chcial usprawiedliwic zone.
                                          -No coz,prezesie,pojdziemy chyba do baru porozmawiac na meskie tematy!-dyrektor
                                          wstal ze swego miejsca.Prezes wstal rowniez i powlokl sie niemrawo za
                                          dyrektorem.
                                          -Co teraz?-zapytal Mareczek z troska.
                                          -Trzeba przerwac im te meskie dyskusje!-kategorycznie oswiadczyl kierownik
                                          zimmerservisu.-Mam pomysl!
                                          Bardzo szybko cala banda wiedziala juz co zrobic,zeby pomoc prezesowi i nie
                                          tylko jemu...
                                          Nastroj przygnebienia minal jak reka odjal.

                                          Prezesowa w towarzystwie Saldyjskiego dyplomaty spedzila jakis czas w fitness-
                                          klubie.Arab,pocac sie mocno w swoich bialych szatach zapiety pod szyje,nie
                                          wytrzymal i postanoawil zapalic papierosa.Prezesowej to bardzo zaimponowalo i
                                          zapragnela takze puscic aromatyczny dymek.Dyplomata sknera nie byl i udzielil
                                          jej swojego skreta.Po dwoch dymkach prezesowa poczula,ze...jej wszystko
                                          jedno.Tym sposobem,z cala kurtuazja,znalazla sie w lozku saldyjskiego
                                          dyplomaty,co calkowicie dogadzalo jej kobiecym ambicjom.Zasypiajac w
                                          oczekiwaniu na atrakcje jakie obiecal jej egzotyczny wielbiciel,wyobrazala juz
                                          sobie,jakiez to roskosze wschodu czekaja na nia w odchlaniach pustynnych
                                          oaz.Jej amant z tysiaca i jednej nocy,znikna w lazience by nie zrazic do siebie
                                          niczym tej ludzkiej samicy.Tymczasem dyplomata,gdy snila o serajach i
                                          Sezamie,zamkna drzwi swego apartamentu na klucz,przemkna sie niepostrzezenie
                                          sluzbowymi schodami do kuchni,wpadl jak baba do garderoby kelnerow,w oka
                                          mgnieniu sciagna z siebie biala szate i czarny zarost i w jednej chwili
                                          przybral postac powaznego dyrektora hotelu.

                                          • Gość: Vika Re: (V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 05.06.02, 04:11
                                            Roswita nie namyslajac sie dlugo,zadysponowala goraca kolacje u szefa kuchni na
                                            22.oo.
                                            -Ty juz calkiem zglupialas!-warczal na nia Li-krojac szynke na przystawke.Kto
                                            za to zaplaci...-nerwy mu nie wytrzymaly.-Czy ty wiesz ile to bedzie kosztowac?!
                                            To nie jest a la karte!!!
                                            -Nie bedziesz mi bruzdzil!- odpysknela Roswita.-Wiem co robie!
                                            Li wzial sie wiec do roboty.Szef kuchni patrzyl na niego z politowaniem.
                                            -Mam nadzieje,ze TY wiesz co robisz...-zagadna przyjaciela.
                                            -Jak Boga kocham,nie wiem...-zastanowil sie Li.
                                            Roswita nakryla stol,postawila na nim plakietke z napisem "reservation" i
                                            poszla do domu.
                                            Prezes wszedl do sali restauracyjnej i rozejrzal sie.Podszedl do niego
                                            kierownik restauracji.
                                            -Jest zarezerwowany stolik dla pana!-rzekl i poprowadzil go przez sale.
                                            Prezes usiadl.Kelner natychmiast zaserwowal odpowiednie wino.Jego pomocnik,juz
                                            niosl przystawki...Prezes nie oparl sie pokusie...Rospoczal uczte,ktora
                                            dlugo,bardzo dlugo kontynuowal...

                                            O godzinie 23.45. saldyjski dyplomata w towarzystwie swoich trzech
                                            najwazniejszych zon,wracal z bardzo waznej i owocnej, dyplomatycznej wizyty.Tak
                                            sie zlozylo nieszczesliwie,ze jedna z nich,ta najgrubsza i najbardziej
                                            ulubiona,przewrocila sie i zwichnela noge.Dwie pozostale przy dobrym zdrowiu
                                            zony,sapiac i stekajac niosly te najbardziej ulubiona korytarzem do
                                            apartamentu.Dyplomata tymczasem rozmawial sobie beztrosko z kandydatka na
                                            miejsce tej pierwszej przez telefon komorkowy.Saldyjska dyplomatyczna swita
                                            bawila sie za ten czas swietnie w pobliskiej hotelowi knajpie,albowiem miala
                                            wolne.
                                            Nagle zagrzmialo,blysnelo i rozpetala sie burza nad Wiedniem.Pioruny bily z
                                            przecietna gestoscia i zapewne dlatego znow w hotelu zgaslo swiatlo.
                                            -Przebaaaaczcie mi dzieeeeeci...-zadudnilo echo w hotelowych korytarzach.
                                            Niesamowity chichot rozdarl cisze jaka potem nastapila.
                                            -Nieee mozemyyyyy...-zawyl soprano-bas.
                                            Saldyjski dyplomata z wielka energia pognal przed siebie i nie czekajac
                                            dalszych rewelacji przycupnal pod sciana,ktora udalo mu sie namacac w
                                            ciemnosciach.Korytarz zaswiecil blekitna poswiata.W je blasku zamajaczylo widmo
                                            kobiecej postaci i... jeszcze tanczace dwa widma w pewnym oddaleniu.Dyplomata
                                            zawyl nieludzkim glosem...zony ,jak na komede puscily potworny ciezar,ktory
                                            dzwigaly,ciezar wrzasnal i...zablyslo swiatlo.
                                            Zona prezesa pedzila calkiem naga,korytarzem z pionowo wyprostowana fryzura gdy
                                            dostrzegla pod sciana ukochanego z tysiaca i jednej nocy.Rzucila sie wiec w
                                            jego kierunku i z okrzykiem "ratuj" przykleila sie do niego na amen.
                                            Byl to widok,ktory nie tylko unieruchomil masujaca sie ponizej plecow ulubiona
                                            i siedzaca na podlodze zone saldyjskiego dyplomaty, ale takze te dwie pozostale
                                            oraz prezesa,ktoremu wlasnie otworzyly sie drzwi windy.
                                            • Gość: Vika Re: (V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 05.06.02, 11:55
                                              Saldyjski dyplomata odruchowo obial nagie cialo tulacej sie do niego
                                              kobiety,jego zony zaczely wrzeszczec jedna przez druga cos w swoim jezyku i
                                              ruszyly wspolnie do boju, z jednoznacznym zamiarem zamordowania recznie i bez
                                              uzbrojenia prezesowej,poniewaz uznaly,ze ich malzenskie pozycie lezy przez nia
                                              w ruinie.Prezes nie byl zdolny do zadnego ruchu i blokowal winde stojac w niej
                                              jedna noga a druga na korytarzu.
                                              Japonska wycieczka wchodzila wlasnie po schodach na gore z zamiarem udania sie
                                              do swoich pokoi.Siwatlo zgaslo ponownie przy akompanjamencie grzmotu
                                              pioruna.Potepiencze wycie duchow,wiedenski walc i wrzaski saldyjskich zon
                                              zostaly wzmocnione przerazonymi piskami Japonczykow ,ktorzy ujrzeli przed soba
                                              trzy duchy znikajace w drugiej windzie a za soba cala watahe innych bialych
                                              widm pedzacych po schodach do gory.Nie wiedzieli,ze to wraca po
                                              nocnych,meskich rozrywkach swita saudyjskiego dyplomaty.Ktorys z Japonczykow z
                                              zadziwiajaca przytomnoscia umyslu,zacza filmowac to wszystko swoja kamera. W
                                              blysku blyskawic widac bylo,ze otworzyly sie drzwi apartamentu na koncu
                                              korytarza i wyskoczyly z nich jeszcze dwie postacie w szlafrokach,ktore
                                              zastygly w zdumionym bezruchu.Swiatlo,nie przejmujac sie ,ze ujawni te
                                              scene,zaplonelo najspokojniej ponownie.
                                              Kierowca prezesostwa porzadkujac szlafrok ,pierwszy odzyskal zdolnosc
                                              logicznego myslenia i zapytal przekrzykujac ogolna wrzawe:
                                              -Co tu sie dzieje do cholery!!!?
                                              -Wlasnie,co sie tu dzieje-powtorzyl dyrektor hotelu tonem niewiniatka
                                              wychodzac wejsciem sluzbowym na korytarz pierwszego pietra.
                                              To ostudzilo atmosfere.
                                              -Tu grasuja duchy...-wystekal na wpol uduszony przez kurczowy uscisk prezesowej
                                              saudyjski dyplomata.
                                              -Raczej moja gola zona-prezes mial wyraz twarzy nie wrozacy dla niej dobrej
                                              przyszlosci.
                                              -Ooooh-prezesowa oprzytomniala nieco,popedzila w strone swojej pokojowki i
                                              zaczela zdzierac z niej szlafrok...
                                              -Zostaw ja!-krzyknal prezes groznie-Ona od tej chwili jest dla ciebie obca
                                              osoba,marsz do pokoju jak stoisz!-i ciagnac ja za reke powlokl ja do pokoju
                                              wsrod tlumionych chichotow.
                                              Tymczasem dyrektor z personelem zimmerservisu w sposob racjonalny i rzeczowy
                                              uspakajali gosci ,tlumaczac im ,ze to moze alkohol wypity wieczorem w celach
                                              rozrywkowych,burza,awarie pradu i zbiorowa fantazja gosci,sa powodem ich
                                              halucynacji.
                                              -Duchy w naszym hotelu...hahaha!-smial sie glosno-Naczytali sie panstwo legendy
                                              z naszego folderu.Zycze panstwu spokojnej nocy!-goscie mieli wrazenie,ze
                                              pokpiwa z ich .Zreszta moze mial i racje...Tak pomyslala wiekszosc...
                                              Powoli w hotelu cichly wszelkie odglosy i nic juz nie zaklocalo nocnej ciszy.

    • Gość: renia Vika odezwalabys sie na innych watkach ...... IP: *.net.gr / *.ath.spark.net.gr 05.06.02, 12:10
      ........ egocentryczko, co zamierzasz tylko u siebie na watku
      siedziec ? ;))))
      • Gość: Vika Re: Vika odezwalabys sie na innych watkach ...... IP: *.ewave.at 06.06.02, 12:22
        Gość portalu: renia napisał(a):

        > ........ egocentryczko, co zamierzasz tylko u siebie na watku
        > siedziec ? ;))))
        A CYMU NI?-jak pedziol jedyn hanys.

    • lyche1 Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. 07.06.02, 07:35
      Vika dołączam się do gratulacji. Naprawdę musisz zacząć na poważnie pisać.
      Niech sobie inni piszą i myślą co chcą ale tylko dla Twoich opowiadań tu
      jeszcze zaglądam. I przede wszystkim wygląda to zupełnie inaczej niż grafomania
      Maria. Niestety nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, ale Twoją książkę bym
      kupiła. Sory że użyję porównania ale Twoje opowiadania przypominają mi (
      szczególnie humorem) książki Joanny Chmielewskiej. Pozdr.
      • liloom ja tez myslalam o chmielewskiej 07.06.02, 11:16
        dokladnie.
        • Gość: Vika Re: Reniu,Lyche,Liloom... IP: *.ewave.at 07.06.02, 12:54
          bardzo lubie ksiazki pani Joanny.Poza tym kocham cala literature i jestem
          maniaczka czytania ale pod Waszym wplywem postanowilam zostac
          (hihihi:)"wieszczem narodu polskiego na obczyznie" na miare Melchiora
          Wankowicza lub Kornela Makuszynskiego.Zwyczajne zycie niesie czasem tak
          niespodziewane wydarzenia,ze sa czasem warte opisania chocby dla odrobiny
          radosci innych ludzi.Jestem bardzo zadowolona,ze zachecilyscie mnie do
          pisania.Sama nigdy nie mialam odwagi wystartowac.Dziekuje i bede w takim razie
          pisac chocby dla Was.
          • liloom a co Wy na to? 07.06.02, 20:23
            A nie wiem czy wiecie ze z naszych watkow robione sa bardzo zgrabne artykuly w
            gazetach o czym od czasu do czasu donosza znajomi albo znajduje sama.
            Vika to do Ciebie.
            • Gość: Vika Re: a co Wy na to? IP: *.ewave.at 12.06.02, 12:04
              liloom napisał(a):

              > A nie wiem czy wiecie ze z naszych watkow robione sa bardzo zgrabne artykuly w
              > gazetach o czym od czasu do czasu donosza znajomi albo znajduje sama.
              > Vika to do Ciebie.
              Liloom, naprawde nie wiem co odpisac...Mam okropny dolek.
              Przepraszam,ale przez kradziez w sklepie,ktory prowadza moi przyjaciele,stracilam
              cala mase zdrowia.Moj chlopak stracil nie tylko nerwy ale i spore pieniadze,ktore
              tam zainwestowal.Czekamy na pieniadze z ubezpieczenia.Nie jestem w stanie skupic
              sie na tyle,zeby wlanczac sie na forum.Poradzcie cos na chandre.

              • liloom vika 12.06.02, 12:18
                Pojedz na wycieczke za miasto, albo na zakupy - trudno mi powiedzhiec jakim
                jestes typem i co normalnie oderwaloby Cie od problemow.
                Mi wlasnie internet pomaga, albo to co napisalam wyzej.
                A moze jestes glodna`?????
                • Gość: Vika Re: Liloom IP: *.ewave.at 12.06.02, 12:42
                  Wcale nic nie jem od mniej wiecej soboty.Nie moge.W dodatku robie awantury
                  mojemu chlopu jak jakas wredna malpa,bo on od soboty nic nie robi tylko chla
                  piwo,oglada mecze,leczy kaca i tak w kolko.Jestem zdania,ze powinien urlop
                  poswiecic na reperowanie szkod ale jemu sie nie chce.
                  • liloom vika wyluzuj sie 12.06.02, 15:30
                    take it easy, moze ma meskie pms:))) poczytaj watki o wiernej:))) mozna umrzec
                    ze smiechu:)))
                    • Gość: Vika Re: Liloom-jestes bardzo madra kobieta. IP: *.ewave.at 13.06.02, 15:40
                      liloom napisał(a):

                      > take it easy, moze ma meskie pms:))) poczytaj watki o wiernej:))) mozna umrzec
                      > ze smiechu:)))
                      Masz racje.Wierna jest dobra jak balsam na rany.Przyszlo mi do glowy,ze w(h)uj,ze
                      stratami w sklepie,gorzej jest jak kto rozum straci...oj,tak,tak ludzi spotykaja
                      nieszczescia wieksze niz zlodziejstwo.Glupota ludzka nie zna granic.
                      A poza tym ,moj chlop przestal chlac,porwal mnie wczoraj do lasu ,tam zgwalcil,ku
                      mojemu zdumieniu w sposob imponujacy jak na poczatkujacego alkoholika i juz sie z
                      nim nie zre.Nie ma o co jak facet posiada ARGUMENT nie do odrzucenia.Buzi!Twoje
                      rady sa bezcenne.Biore sie wiec do roboty bo personel hotelu juz cos za dlugo spi.
                      • Gość: liloom aktualnosci nie-rolnicze IP: *.11.vie.surfer.at 13.06.02, 17:44
                        Cieszy mnie niezmiernie, ze sie udalo. Aktualny ten poniedzialek? Wszystko
                        wskazuje na pogode, jak bedziecie to zajrze na chwile.
                      • Gość: Vika Re: (V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 13.06.02, 19:26
                        Nocna cisze ,o świcie przerwały krzyki dochodzące z apartamentu
                        prezesostwa.Wrzaski wybuchły około siódmej rano i postawiły na nogi
                        recepcje.Pan Mareczek w towarzystwie dyrektora usilowali dopukac sie do
                        zamknietych drzwi.Otworzyl prezes,przytrzymujacy wyrywajaca sie mu prezesowa.
                        -Dzwoncie po pogotowie dla wariatow!-zdazyl krzyknac prezes i drzwi kopniete z
                        rozmachem przez jego zone zatrzasnely sie.Wezwano karetke.
                        Po kiludziesieciu minutach oczekiwania z apartamentu prezesostwa wyszedl lekarz.
                        -Wszystko w porzadku.-oswiadczyl-Doznala szoku na wiesc o tym,że prezes chce
                        rozwodu.Przy okazji zbadalem jego siniaki.Będę świadkiem w sądzie.-pochwalił
                        się zaszczytem jakiego dostąpił.
                        -A co z prezesową?-dopytywał się dyrektor.
                        -Został z nią mój asystent.Dostała zastrzyk i śpi.A poza tym uspokoiła ją
                        wysokość alimentów jakie obiecał jej prezes.
                        -To on jej chce za swoje guzy jeszcze płacić?!-Mareczek był uosobieniem
                        wszystkich zdziwień świata.
                        -Hmmm-uśmiechnął sie tajemniczo doktor-nie jestem plotkarzem.Później się
                        panowie dowiecie... Acha,jeszcze jedno:za godzine zmienią mojego asystenta żony
                        dyplomaty.Bardzo sie troszcza o jej zdrowie.Prezes z nimi to zalatwił...I
                        uśmiechając się tajemniczo poszedł sobie.
                        -Na litość boską! One ją zabiją!-przeraził się dyrektor.
                        -Zapytajmy prezesa-doradził Mareczek.
                        -Ma pan racje-zgodzil sie dyrektor i delikatnie zapukal do drzwi apartamentu.


                        Zgodnie z życzeniem prezesa X,cały zamieszany w aferę z duchami personel oraz
                        mieszkancy apartamentow pierwszego pietra i Japonczycy, zgromadzili się późnym
                        popołudniem w sali bankietowej.Obradowano przy suto zastawionych stolach
                        albowiem wszyscy zdazyli sie porządnie wyspac w dzień.Obaj mistrzowie kuchni
                        takźe.Przygotowali wiec na tę okazję taki stół szwedzki o jakim mogłby tylko
                        marzyć najwiekszy żarłok szwedzkiego dworu królewskiego.
                        Pierwszy przemówił prezes,który siedzial na centralnej kanapce z...Roswita w
                        objeciach.
                        -Pragne państwa zawiadomić,ze Panna Roswita zgodzila się zostac moja zona.-
                        oswiadczyl z mocą.Rzeczywiście,teraz dopiero dostrzeglismy ogromny (aż
                        ordynarnie ogromny)brylant na palcu naszej najleprzej kelnerki.Zona
                        prezesa,stojaca za plecami saudyjskiego dyplomaty w towarzystwie jego zon
                        straszliwie pobladła.Rozlegly sie oklaski.Gdy umilkly odezwała sie najgrubsza i
                        najbardziej ulubiona z owych żon:
                        -Na tym nie koniec!My twoje żony doszlysmy do wniosku,ze przyda ci sie jeszcze
                        jedna,Abdul!My juz dopilnujemy,żebys sie nie wykrecil!-spojrzala na niego srogo.
                        -A z kim to ja się mam żenić-jękną dyplomata.
                        -Z nią!-wskazała palcem prezesową.
                        -Ale ja nie chcę-rozdarła się jak zwykle wrednie prezesowa.
                        -Nikt sie ciebie nie pyta-skwitowala pierwsza saudyjska dyplomatyczna zona-
                        wszyscy widzieli,że nawet publicznie goła za nim latasz!Nic ci juz nie pomoze!
                        Prezesowa zemdlala.Dwie pozostale zony wyniosly ja z sali.Cisza jaka zapanowala
                        az dzwonila w uszach.
                        -To w Europie nie do pomyslenia!-jęknął dramatycznie dyrektor.-no tak,ale ona
                        jest potwornie głupia i chyba o tym nie wie...-machna ręka z rezygnacją.
                        Ulubiona żona dyplomaty zachichotała.
                        -Chciałysmy go tylko nastraszyc...A gdybys chciał naprawdę kiedy się jeszcze
                        żenić, to wiesz co cie Abdul czeka w domu?-zapytała już goźniejszym tonem swego
                        przerażonego dyplomatycznego małżonka.
                        Dyplomata smetnie kiwnął głową.
                        -A teraz,dyrektorze wyjaśnijmy sobie skad wzięły się duchy w hotelu.-
                        zaproponował prezes.
                        -Tak,tak!Wyjasnijmy sobie!-zapiszczeli Japonczycy z zachwytem przygotowujac
                        swoje nieodłączne kamery.(c.d.n.)

                        • Gość: Vika Re:Liloom. IP: *.ewave.at 13.06.02, 19:46
                          Spotkanie jest niestety odwolane ze wzgledow o jakich juz wiesz.Ale i tak
                          mozemy sie spotkac jesli chcesz.Podawalam Ci juz moj wiedenski numer ale chyba
                          z blędem.Oto prawidlowy:06504871816.To komorka.Zadzwon.Do jutra:).
                          • Gość: Vika Re:(V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 14.06.02, 16:43
                            • Gość: Vika Re:(V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 14.06.02, 17:57
                              -Na poczatek-zagail prezes X-musze panstwa oswiecic ,ze znamy sie z dyrektorem
                              od czasow szkolnych.Kiedy dowiedzial sie jakie mam klopoty z zona postanowil mi
                              pomoc.Znajac swoj nieobliczalny personel wiedzial,ze moze na niego
                              liczyc.Wiec,kiedy pan Li wymyslil duchy natychmiast mnie o tym poinformowal.
                              -Swietnie sie bawilismy obserwujac wasza konspiracyjna robote.-usmiechna sie
                              dyrektor pod nosem.
                              -To wyscie to wszystko kontrolowali!!!!-zawyl szef kuchni nieludzkim glosem.-Ta
                              mysmy sie wyglupiali pod wasza kontrola????
                              -Nie do konca,a raczej nie od poczatku...-dyrektor urwal.
                              -To od kiedy?-Li przemowil tonem czlowieka zlamanego na duchu.
                              -Mniej wiecej od nocy kiedy szefunio kroil kapustke lyzka wazowa a ty wywaliles
                              trzy kilo salaty na smietnik.-odpowiedzial prezes.
                              -PRZYZNAJCIE SIE KTO WYMYSLIL URZADZENIA I MONTARZ DO WIDOWISKA NA KORYTARZACH
                              PIERWSZEGO PIETRA?-poprosil dyrektor.
                              -Cos za cos!-stwierdzil szef kuchni.-Dlaczego pani Vika opisala historie
                              hrabiego X wlasnie...-wodzil ode mnie do pana Erwina podejrzliwym wzrokiem.
                              Pan Erwin zaczerwienil sie nieco i odrzekl:
                              -Dyrektor ja dawno znal ode mnie i mi kazal...Vika o tym nie wiedziala...
                              -No i dyrektor zadzwonil do mnie i uzgodnilismy ,ze nastraszymy moja
                              zone.Liczylismy na to ,ze jako zwykla histeryczke duchy zmienia jej
                              charakter,ale sprawy potoczyly sie nieco inaczej...-prezes popatrzyl na Daniele
                              z czuloscia.
                              -Nie mozna bylo przewidziec,ze moja zona zakocha sie w saudyjskim dyplomacie...
                              -No wlasnie...czy ten romans rozkwital w naszej kelnerskiej garderobie,za
                              kuchnia?!-Andi byl bardzo dociekliwy.
                              -Nie psujmy opinii kobiecie.-chcial skonczyc niemily dla siebie temat dyrektor
                              patrzac na niego groznie.
                              -Ale tam znalazlem szaty dyplomaty...-chcial wyjasnic swoje przypuszczenia Andi.
                              -Coooooo?-zdumienie zony dyplomatycznej nie pozwolilo jej zapytac o wiecej.
                              -To nie bylo tak...-platal sie dyrektor-bo widzicie ja...no tego...Dobrze
                              powiem!-powzial mezna decyzje-To ja udawalem przebrany za dyplomate,ze chce
                              uwiesc prezesowa.
                              -TY!
                              -Pan!-zmieszaly sie okrzyki wszyskich sluchaczy.
                              -Przebaczycie mi?-skierowal pytanie do zony dyplomaty,niego samego i prezesa.
                              Zdumienie odebralo mowe wszyskim.Li zacza chichotac...za nim
                              Japonczycy...zawtorowala im saldyjska zona...wkrotce wszyscy smiali sie do
                              rozpuku i nie wiedzieli czy z wyglupu dyrektora-intryganta,czy z naiwnosci
                              prezesowej.(c.d.n.)
                              • Gość: Vika Re:(V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 17.06.02, 20:01
                                -No bo - kontynuował dyrektor, kiedy już pozwolono mu mówić dalej - prezesowa
                                powiedziałami mi niedawno, że zakochała się w fortunie naszego miłego gościa z
                                Arabii. Więc powiedziałem mu, żeby się miał na baczno-ści i pan Abdul wpadł na
                                ten pomysł.
                                -Tak było - przyswiadczyl Arab – ale, żadnemu z nas nie przyszło do głowy, że
                                ona zdoła wyjsc z zamknię-tego pokoju. Jak ona tego dokonała...
                                -I to wylazła w najmniej porządanym momencie - dodał dyrektor - ktoś ją
                                wypuścił... ale kto...
                                -My! - obwieścił Edi.
                                -“My“ to znaczy kto? - zapytał sałdyjski dyplomata.
                                -No my, duchy...
                                -Gadaj po ludzku!Znaczy kto?! - zdenerwował się dyrektor.
                                -Aaaa!-ucieszył sie szef kuchni - to jednak nie wszystko było pod kontrolą!
                                -Nie przeszkadzaj, Leo,w końcu wszyscy jesteśmy przyjaciółmi... - ironicznie
                                wtracil Li i puścił do dyrektora perskie oko.
                                Dyrektor zaczerwienił się.
                                -Pewnie, że jestesmy ale nie mogłem was puścić samopas.W końcu ktoś was musi
                                pilnować bo jesteście czasem nieobliczalni... - chciał się usprawiedliwić.
                                -Nie sprzeczajcie się panowie - załagodził wzajemne pretensje prezes. - mów
                                Edi, kto to był te duchy.
                                -Ja, Roswita i Daniela...
                                -Bylaś duchem?... - nie chciało zmieścić się w głowie prezesowi.
                                -Nooo... - Daniela zająkęła się - byłam duchem hrabiego,bo oni mi powiedzieli,
                                że tylko ja mogę udawać hrabiego...
                                -Fakt!On był dość duży... tak o nim w rodzinie mówiono. Tak jak ty... -
                                spojrzal z uwielbieniem na imponującą wzrostem Roswitę.-To dlatego dostałem
                                list z zaproszeniem na kolację od nieznanej wielbicielki bo ty musiałaś
                                straszyć - rozesmiał sie głosno. - Całe szczeście Li,że mi zdradzłeś kto jest
                                fundatorem tej tajemniczej wyżerki. Sam bym się nie domyślił.
                                -Kochany plotkarz! - posłała kucharzowi buziaka Roswita.
                                -Madre są te baby! - skwitował pan Leo - Przez żoładek do serca...
                                -I mają rację! - poparł go Li zawodowym tonem.
                                -A kto był duchem hrabiny?
                                -Ja - przyznał się Edi. - No a Dani udawała Rozę.
                                Prezes i Arab rechotali jak stado żab.
                                -Ale powiedzcie w koncu, kto otworzył te drzwi... - wystękał poprzez śmiech
                                dyplomata.
                                -Kiedy dyrektor porzucił sałdyjską szatę w garderobie, to myśmy byli już
                                przebrani za duchy i schowalismy sie w szafie... i coś brzęknęło... i myśmy
                                zobaczyli,że to klucze do apartamentu prezesa i wtedy pomyśleliśmy, że coś nie
                                gra... i przed straszeniem pan Erwin poszedł sprawdzić ... i zobaczył, że
                                prezesowa spi... - prędko tłumaczył Edi.
                                -Dosyć!-sapnął dyrektor. - Trochę to pokrętne ale kupy się trzyma.
                                -Przepraszam - wtącił sie jeden z Japończyków - ale my chcielibysmy sie
                                dowiedzieć jak zaaranżowaliscie efekty specjalne. Te wszystkie niesamowite
                                dzwięki, światła i przede wszystkim jak udało wam się wywołać burzę na
                                zawolanie, przecież noc była taka piękna... Ja rozumiem, że elektronika ale
                                takie efekty to może zrobić tylko fachowiec światowej klasy...
                                Pan Leopold nie krył dumy:
                                -A co nie mowiłem ci, że sie znam na tym?! - zwrócił sie do swego zastepcy.
                                -Mówiłeś,gratuluje! - Li uscisnął szczerze dłon przyjaciela.
                                -Ale bez Andiego,pana Mareczka i pana Erwina nie dalibyśmy rady. - podkreślił
                                zasługi współpracowników szef kuchni.
                                -Widzicie państwo: w agregacie chłodni zamontowali wszelkie urzadzenia. -
                                wyjaśniał dyrektor - pulpit sterujacy, uzbrojony w radio obsługiwał z wnetrza
                                magazynu chłodniczego Andi.Przewody poprowadzono bardzo zręcznie je maskując do
                                kwiatów i kandelabrów na pierwszym piętrze. Tam byly ukryte mikrofony dla
                                duchów i głosniki dla innych dzwiękow. Np: grzmotow, oddalonej jakby muzyki,
                                efektu echa... podobnie ukryto specjale lampy z kolorowymi przesłonami.
                                Dopilnowali też, aby im urzadzenia działały gdy pan Erwin wylączał na chwilę
                                prąd w hotelu.Poprostu użyli do tego wojskowego agregatu pradotwórczego,który
                                ukryli w... obudowie lodówki na desery w kawiarni.Nawet nie wiedziałem jak i
                                kiedy udało im się tak okablować hotel... Dopiero później mi powiedzieli... Pan
                                Mareczek z recepcji przy pomocy telefonow koordynowal działania wszyskich, pan
                                Erwin pilnowal wind a kierownik zimmerservisu parkingu i samochodu, żeby w
                                razie czego duchy miały czym uciekać....
                                Szmer podziwu zebranych rozwiał ostatnie obawy dyrektora,że ktoś z gości ma
                                pretensje.
                                -Drodzy państwo, zapraszam na przekąski i napoje... - zaproponował.
                                -Ale najpierw ja i panna Roswita chcielismy wszystkich tu obecnych zaprosić na
                                nasz ślub i wesele. - Oświadczył prezes. Rozległy się oklaski.Wszyscy składali
                                sobie obietnicę ponownego spotkania za pół roku w hotelu na weselu prezesa i
                                panny Roswity. Wsród ogólnej wesołej wrzawy, przy przekąskach i napojach
                                rozweselajacych, długo komentowano, dyskutowano i opowiadano sobie przeżycia
                                ubiegłych kilku nocy.
                                (Koniec.Wszelkie prawa do tekstu "Nawiedzony hotel"zastrzezone.B.Wolanska).
                                • Gość: Vika Re:(V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 18.06.02, 10:06
                                  ERRATA:we fragmencie:
                                  "-Bylas duchem?-nie moglo sie pomiescic w glowie prezesowi.
                                  -Nooo-Daniela zajaknela sie..."powinno byc "roswita" nie "Daniela".

                                  Czesc nastepna opoiesci o hotelu i jego zwariowanym personelu ,wkrotce pod
                                  tytulem "Hrabiny von X".
                                  • Gość: maly.k Re:(V)Nawiedzony hotel. IP: 139.57.24.* 02.07.02, 23:03
                                    czary mar - i juz Ci watek znalazlem, Vika!
                                    • Gość: Vika Re:(V)Nawiedzony hotel. IP: *.ewave.at 03.07.02, 01:26
                                      Bardzo dziekuje.Gdzie jestes?Czekamy na Ciebie z krokodylkiem w poprzednim
                                      temacie i smutno nam bez Ciebie:(
    • Gość: FG Re: (V)NAWIEDZONY HOTEL. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 04.07.02, 02:07
      DG
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka