Dodaj do ulubionych

Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ?

14.06.02, 13:07
Ostatnio, w pewnej kolorowej gazetce dla pań wyczytałem, że facet powinien całe
życie zabiegać o względy wybranki swego serca, wciąż ją adorować i utwierdzać w
przekonaniu o jej atrakcyjności.
Czy całe życie powinienem być tokującym gronostajem ?
Obserwuj wątek
    • kini Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? 14.06.02, 13:08
      Powinien. Ale kobieta też!
    • bukowski27 nigdy nie mailem zamiaru 14.06.02, 13:12
      i nigdy nie zdobywalem kobiety. nie chcialbym byc z kobieta dlatego ze ja
      zdobylem.
      • sloggi Re: nigdy nie mailem zamiaru - do buko27 14.06.02, 13:14
        A jaki masz zamiar, jak ją znajdziesz ?
        • bukowski27 mam zamiar 14.06.02, 13:23
          przzyc z nia reszte zycia. nie dlatego ze ja zdobylem. nie dlatego ze wygralem
          rywalizacje o nia z jakims innym facetem. j amojego zycia nie traktuje jak
          wyscig pokoju. pisalem juz o tym kiedys. powtorze. razu pewnego jedna
          dziewczyna z ktor abylem poznala jakiegos tam mena, miedzy nami si epopsulo...
          chylilo sie ku koncowi. powiedziala mi: jakbys mnie kochal to bys o mnie
          walczyl... no to zamknalem drzwi z drugiej strony... co to znaczy walczyl? i co
          jakbym wygral? bylaby ze mna bo po weryfkiacji okazaloby sie ze jestm lepszy
          (zabawnijszy? przytojniszy? madrzejszy?) niz ten drugi? no dajcie spokoj... ja
          nie chce byc z kims dlatego ze jestem lepszy od kogos innego... a gdybym wygral
          to co? zakladam ze istnieja lepsi ode mnie. i co jakby sie pojawil taki lepszy?
          o kant dupy roztrzasc taka idee... no i widzisz mam tak czesto ze jak sie
          rozpisuje to nie na temat...
          • zlakobieta Re: mam zamiar 14.06.02, 14:02
            bukowski27 napisał(a):

            > przzyc z nia reszte zycia. nie dlatego ze ja zdobylem. nie dlatego ze wygralem
            > rywalizacje o nia z jakims innym facetem. j amojego zycia nie traktuje jak
            > wyscig pokoju. pisalem juz o tym kiedys. powtorze. razu pewnego jedna
            > dziewczyna z ktor abylem poznala jakiegos tam mena, miedzy nami si epopsulo...
            > chylilo sie ku koncowi. powiedziala mi: jakbys mnie kochal to bys o mnie
            > walczyl...
            Wydaje mi sie bukowski, ze nie do konca to jest tak, jak piszesz. Po pierwsze
            primo - jesli jestes w zwiazku, to chcialbys chyba wiedziec, ze kobiecie ktora
            kochasz naprawde na Tobie zalezy. Nie wyobrazam sobie, zeby moj partner byl ze
            mna i nie robil nic, zeby wyrazic swoje uczucie. Jak to sobie wyobrazasz?
            Spotykascie sie, mowicie sobie na poczatku, ze jest super i bedziecie razem, a
            potem juz tak zostaje i po prostu jestescie?
            Po drugie primo - kryzysy pojawiaja sie w kazdym zwiazku. Nie slyszalam o czyms
            takim, zeby sielanka byla na okraglo. Zeby przezwyciezyc kryzys, zeby walczyc o
            milosc MUSISZ miec swiadomosc, ze pomimo trudnosci ta druga osoba tez bedzie tego
            chciala. Jesli tej pewnosci nie masz, to po prostu rece opadaja i nie ma o co
            walczyc.
            Moim zdaniem Twoja dziewczyna wlasnie to miala na mysli - skoro nie potrafiles
            pokazac, ze Ci na niej zalezy (nie walczyles o Wasz zwiazek), to po co ona ma sie
            szarpac? Po to, zeby Ciebie dowartosciowac? Walczyc o mezczyzne, ktory byc moze
            juz nic do niej nie czuje?
            Nie wiem na pewno czy tak bylo, bo opisales na pewno sytuacje w skrocie ale z
            Twoich slow wylonil mi sie mniej wiecej taki obraz.

            > no to zamknalem drzwi z drugiej strony... co to znaczy walczyl? i co
            > jakbym wygral? bylaby ze mna bo po weryfkiacji okazaloby sie ze jestm lepszy
            > (zabawnijszy? przytojniszy? madrzejszy?) niz ten drugi? no dajcie spokoj...

            Nie bylbys lepszy zabawniejszy, ani nic z tych rzeczy ktore wymieniles.
            Bylbys po prostu kims, kto daje prawdziwe szczere i TRWALE uczucie. Kims, kto w
            dalszym zyciu nie odwroci sie na piecie kiedy przyjdzie kryzys. Kims kto bedzie z
            nia na dobre i na zle.

            > ja nie chce byc z kims dlatego ze jestem lepszy od kogos innego... a gdybym
            wygral
            > to co? zakladam ze istnieja lepsi ode mnie. i co jakby sie pojawil taki lepszy?

            Nie chodzi o to, ze trafi sie lepszy kochanek (wszyscy wiemy, ze jestes
            najlepszy) ale o to, ze zaden inny nie bedzie ja kochal tak jak Ty.

            > o kant dupy roztrzasc taka idee... no i widzisz mam tak czesto ze jak sie
            > rozpisuje to nie na temat...

            Pozdrawiam :)
            • bukowski27 zła kobieto 14.06.02, 14:32
              jezeli chodzi o pierwsze primo, to mylisz pojecia zdobywania i dbania o kogos
              (cos)...

              drugi eprimo. sytuacje oczyuwiscie opisalem skrotowo. przyznaje ze nie
              kochalem jej. natomiast nie do konvca rozumiem co masz na mysli gdy piszesz: to
              po co ona ma sie szarpac (???) ja zwiazku nie traktuje jako udowadnianie sobie
              nawzajem ze sie (jeszcze) kochamy. to ze sie kochamy jest dla mnie oczywsite. i
              jezeli kocham to mowie o tym.

              z ostatnim twoim akapitem oczywiscie sie zgadzam... jakby co.. to mam na to
              papiery...;))))))

              piszesz ze jezli walczylbym o nia to bylbym kims kto daje itd.... j auwazam
              inaczej... roznice w pogladach mamy na sprawe..:)))natomiast walka o zwiazek
              nie jest dla mnie zadna przeslanka milosci w zwiazku..znam przypadki gdy walka
              o utrzymanie zwiazku wcale nie byl apowodowana miloscia...

              kryzysy. no moze i beda, ale jezeli o mnie chodzi to niekoniecznie... nie chce
              o tym mowic, bo jak zaczne to bede mowil banalami, a zreszta i tak mi nikt nie
              uwierzy.
              • sloggi Re: zła kobieto 14.06.02, 14:36
                na co masz papiery ?
                • bukowski27 no na to 14.06.02, 14:49
                  ze jestem fantastycznym kochankiem... tylko piwo mi sie wylalo i pieczatka taka
                  troche... yyyy... rozmazana... to ty nie wiesz ze jestem fantastycznym
                  kochankiem? wszyscy juz wiedza...
              • zlakobieta Re: zła kobieto 14.06.02, 23:14
                bukowski27 napisał(a):

                > jezeli chodzi o pierwsze primo, to mylisz pojecia zdobywania i dbania o kogos
                > (cos)...
                > drugi eprimo. sytuacje oczyuwiscie opisalem skrotowo. przyznaje ze nie
                > kochalem jej.
                Wlasnie. Nie kochales. Kobieta ma intuicje. To, ze mieliscie trudny okres
                wynikalo pewnie z tego, juz nie kochales, a ona to podejrzewala. Niewazne jest w
                tej chwili czy ten facet byl skutkiem, czy po prostu srodkiem uzytym przez nia do
                uzyskania informacji na ten temat. Wyszlo, jak wyszlo ale skoro powiedziala to,
                co powiedziala to znaczy, ze gdybys "zawalczyl" w sensie pokazania, ze Ci na niej
                zalezy, to byc moze facet poszedlby w odstawke (nie wiem jak zaawansowana byla
                ich znajomosc). Tobie nie zalezalo, pokazales jej to i tyle. Nie jest to dobry
                przyklad do tego watku. Jej nie chodzilo o lubienie czy nielubienie bycia
                zdobywana. Jej chodzilo o bycie kochana i o posiadanie tej swiadomosci.

                > natomiast nie do konvca rozumiem co masz na mysli gdy piszesz: to
                > po co ona ma sie szarpac (???) ja zwiazku nie traktuje jako udowadnianie sobie
                > nawzajem ze sie (jeszcze) kochamy. to ze sie kochamy jest dla mnie oczywsite. i
                > jezeli kocham to mowie o tym.
                Dla mnie to nie jest wcale takie oczywiste. Moj maz bez przerwy mowi mi, ze mnie
                kocha ale jesgo postepowanie swiadczy o czyms przeciwnym. Wiem na 100%, ze wcale
                do mnie milosci nie czuje, co nie przeszkadza mu ustawicznie mnie o tym
                zapewniac. Widzisz ten niuans? Ta tytulowa "walka" o kobiete, to po prostu
                stworzenie sytuacji, w ktorej czuje sie ona naprawde pozadana i kochana przez
                mezczyzne (pisze o kobiecie kochajacej rzeczonego, bo nie interesuja mnie
                lafiryndy, ktore uwielbiaja miec tlum adoratorow na pokaz)

                > z ostatnim twoim akapitem oczywiscie sie zgadzam... jakby co.. to mam na to
                > papiery...;))))))
                >
                > piszesz ze jezli walczylbym o nia to bylbym kims kto daje itd.... j auwazam
                > inaczej... roznice w pogladach mamy na sprawe..:)))natomiast walka o zwiazek
                > nie jest dla mnie zadna przeslanka milosci w zwiazku..znam przypadki gdy walka
                > o utrzymanie zwiazku wcale nie byl apowodowana miloscia...
                Tez znam takie przypadki ale nie o nich tu pisalam, bo to patologia.

                > kryzysy. no moze i beda, ale jezeli o mnie chodzi to niekoniecznie... nie chce
                > o tym mowic, bo jak zaczne to bede mowil banalami, a zreszta i tak mi nikt nie
                > uwierzy.
                Ja Ci uwierze bukowski :) Wiem na pewno, ze kryzysy nie musza pojawiac sie
                koniecznie. Wystarczy, ze kochajacy sie ludzie potrafia mniej skupic sie na tym
                co daja, i bardziej docenic to, co otrzymuja, a co za tym idzie musza miec
                bezgraniczne zaufanie do siebie wzajemnie i wierzyc w wyjatkowy cud milosci,
                ktora ich laczy. Proste no nie? Wierze, ze to sie zdarza.

                PS. Nie przejmuj sie ta rozmazana pieczatka bukos. Ja jestem naiwna i latwowierna
                i wierze Ci na slowo. To takie intrygujace. Te orgazmy i w ogole... Bylo jakies
                takie przyslowie.. cos o krowie i mleku... nie pamietam dokladnie.
                Buziaczki.
            • Gość: jarek Re: mam zamiar IP: 128.241.245.* 14.06.02, 16:13
              zlakobieta napisał(a):

              > milosc MUSISZ miec swiadomosc, ze pomimo trudnosci
              > ta druga osoba tez bedzie te go chciala.

              Dlatego nalezy stworzyc te trudnosci
              zadajac sie z innym facetem?

              > dalszym zyciu nie odwroci sie na piecie kiedy przyjdzie
              kryzys. Kims kto bedzie
              > z nia na dobre i na zle.

              Dawno nie czytalem takich bredni.
              Napisz jeszcze cos zabawnego.

              > > to co? zakladam ze istnieja lepsi ode mnie. i co
              jakby sie pojawil taki le
              > pszy?
              > Nie chodzi o to, ze trafi sie lepszy kochanek (wszyscy
              wiemy, ze jestes
              > najlepszy) ale o to, ze zaden inny nie bedzie ja kochal
              tak jak Ty.

              Nigdy nie mow nigdy. ZAWSZE moze sie
              trafic taki co bedzie ja kochal bardziej.

              Podsumowujac: uwazasz, ze szukanie sobie innego/innej
              swiadczy o potrzebie umacniania zwiazku?
              No to moze wyskocz na randke z jakims kolega
              a pozniej powiedz o tym swojemu facetowi
              (popatrzysz sobie jak Cie bardzo kocha).
              Wedlug mnie to swiadczy o potrzebie zaspokajania
              durnEGO (zalezu jemu/jej na mnie bo o mnie walczy)

              jarek
              • zlakobieta Re: mam zamiar 14.06.02, 22:40
                Gość portalu: jarek napisał(a):

                > zlakobieta napisał(a):
                > > milosc MUSISZ miec swiadomosc, ze pomimo trudnosci
                > > ta druga osoba tez bedzie te go chciala.
                >
                > Dlatego nalezy stworzyc te trudnosci
                > zadajac sie z innym facetem?
                Ja nie pisalam o trudnosciach zwiazanych ze zdrada. Pisalam o kryzysach
                wynikajacych z codziennego obcowania ze soba, ktore moga sie pojawic w kazdym
                zwiazku. Pojawienie sie innego/innej jest przewaznie wynikiem zaniedbania ktorejs
                ze stron. Zdarza sie, ze staje na Twojej drodze ktos atrakcyjny, a Ty akurat
                przechodzisz trudne chwile i wtedy dzieje sie roznie. Nie bede teoretyzowac. Ja
                tak mialam. Nie ukladalo mi sie z moim facetem, uwazalam, ze jest dla mnie
                okrutny, nie kocha mnie i w ogole dol i wtedy pojawil sie ktos inny - nowy.
                Pamietam, ze przeszlo mi przez mysl "z nim byloby inaczej-lepiej". Gdybym wtedy
                nie uznala, ze o moj zwiazek warto walczyc, ze moj maz cos do mnie czuje, to kto
                wie... (uprzedzam pytanie - nawet sie z tym czlowiekiem nie umowilam na randke
                chociaz przyznaje, ze troche sie zauroczylam). Jak myslisz, co bym zrobila, gdyby
                moj maz zatrzasnal za soba drzwi? Uwazasz, ze powinnam za nim leciec i
                krzyczec "wroc, wybacz mi ze bylam taka okropna i nie docenilam ciebie jakim
                jestes!"?
                Mysle, ze wiele osob przez to przechodzilo (mowie glownie o malzenstwach z jakims
                stazem ale oczywiscie nie tylko). Skoro uwazasz, ze to brednie... trudno. Moze
                masz inne doswiadzczenia.

                > Nie chodzi o to, ze trafi sie lepszy kochanek (wszyscy
                > wiemy, ze jestes
                > > najlepszy) ale o to, ze zaden inny nie bedzie ja kochal
                > tak jak Ty.
                >
                > Nigdy nie mow nigdy. ZAWSZE moze sie
                > trafic taki co bedzie ja kochal bardziej.
                Pewnie, ze moze sie trafic, ale jesli jestes w zwiazku, w budowanie ktorego
                wlozyles wiele wysilku i Twoj partner przekonal Ciebie, a Ty jego o wzajemnym
                uczuciu, to nie poczujesz potrzeby podejmowania ryzyka (naprawde duzego ryzyka)
                sprawdzania "jak to bedzie z innym/inna?", bo doceniasz to, co masz.
                >
                > Podsumowujac: uwazasz, ze szukanie sobie innego/innej
                > swiadczy o potrzebie umacniania zwiazku?
                > No to moze wyskocz na randke z jakims kolega
                > a pozniej powiedz o tym swojemu facetowi
                > (popatrzysz sobie jak Cie bardzo kocha).
                > Wedlug mnie to swiadczy o potrzebie zaspokajania
                > durnEGO (zalezu jemu/jej na mnie bo o mnie walczy)
                >
                > jarek

                Twojego ostatniego akapitu nie bede juz komentowac, bo imputujesz mi w nim
                rzeczy, o ktorych nigdy bym nie pomyslala. Nie wiem jakim sposobem udalo ci sie
                dojsc do takich konkluzji. Nigdy nie przyszloby mi do glowy cos takiego. Wydaje
                mi sie, ze jestem dosc typowa kobieta i mam taka zasade - gdy kocham, to nie
                zdradzam, a kocham tak dlugo, jak dlugo mojemu mezczyznie na mnie zalezy (w
                uproszczeniu).
                Chyba po prostu mnie nie rozumiesz. Sorry.
                Pzdrw.

                • Gość: jarek Re: mam zamiar IP: 128.241.245.* 15.06.02, 09:40
                  zlakobieta napisał(a):

                  > chociaz przyznaje, ze troche sie zauroczylam). Jak
                  myslisz, co bym zrobila, gdy
                  > by
                  > moj maz zatrzasnal za soba drzwi? Uwazasz, ze powinnam
                  za nim leciec i
                  > krzyczec "wroc, wybacz mi ze bylam taka okropna i nie
                  docenilam ciebie jakim
                  > jestes!"?

                  Nie. Uwazam, ze powinnas byla _wczesniej_ zakonczyc
                  ze swoim facetem (skoro Ci sie z nim ukladalo).
                  A pozniej wolna wola, masz pelny luz (i za nikim
                  nie biegasz proszac o laske).

                  > mi sie, ze jestem dosc typowa kobieta i mam taka zasade
                  - gdy kocham, to nie
                  > zdradzam, a kocham tak dlugo, jak dlugo mojemu
                  mezczyznie na mnie zalezy (w
                  > uproszczeniu).

                  Czyli typowe dla kobiety jest ze
                  jak facetowi nie zalezy to zdradza?
                  Nie lepiej dla wszystkich po prostu
                  skonczyc - a nie bawic sie i zdradzac
                  albo szukac innego na boku?

                  > Chyba po prostu mnie nie rozumiesz. Sorry.

                  Nie masz za co przepraszac,

                  jarek
                  • zlakobieta Re: mam zamiar 15.06.02, 10:02
                    Gość portalu: jarek napisał(a):

                    > zlakobieta napisał(a):
                    > > chociaz przyznaje, ze troche sie zauroczylam). Jak
                    >> myslisz, co bym zrobila, gdyby
                    > > moj maz zatrzasnal za soba drzwi? Uwazasz, ze powinnam
                    >> za nim leciec i krzyczec "wroc, wybacz mi ze bylam taka okropna i nie
                    >> docenilam ciebie jakim jestes!"?>
                    > Nie. Uwazam, ze powinnas byla _wczesniej_ zakonczyc
                    > ze swoim facetem (skoro Ci sie z nim ukladalo).
                    > A pozniej wolna wola, masz pelny luz (i za nikim
                    > nie biegasz proszac o laske).
                    Wynika z tego, ze kazda trudnosc pojawiajaca sie na Twojej drodze w malzenstwie
                    powinna spowodowac natychmiastowy rozwod i rozkwit uczucia do kolejnej osoby.
                    Powodzenia w takim razie.
                    Ja ratowalam moje malzenstwo przez 10 lat zanim nabralam calkowitej pewnosci, ze
                    nie ma co ratowac i nie zdradzalam mojego meza, chociaz nie byl idealem
                    delikatnie mowiac. Wierzylam, ze cos z tego bedzie i, ze warto sie starac dla nas
                    i naszego dziecka. Uwazasz, ze zle zrobilam, bo powinnam od razu sobie odpuscic?
                    Teraz tez mi szkoda tych lat ale mimo wszystko uwazam, ze gdybym sobie na
                    poczatku odpuscila, to zawsze mialabym watpliwosci, czy nie postapilam pochopnie.
                    >
                    > >wydaje mi sie, ze jestem dosc typowa kobieta i mam taka zasade
                    > - gdy kocham, to nie
                    > > zdradzam, a kocham tak dlugo, jak dlugo mojemu
                    > mezczyznie na mnie zalezy (w
                    > > uproszczeniu).
                    >
                    > Czyli typowe dla kobiety jest ze
                    > jak facetowi nie zalezy to zdradza?
                    > Nie lepiej dla wszystkich po prostu
                    > skonczyc - a nie bawic sie i zdradzac
                    > albo szukac innego na boku?
                    Kobieta kocha faceta czesto jeszcze dlugo po tym jak jemu przestaje zalezec. Tak
                    juz jest. Niby czuje, ze on jakis nie taki ale caly czas sie łudzę, ze to tylko
                    moja wyobraznia, bo on jednak kocha. Zakochana kobieta czesto boi sie nawet
                    sprawdzic jak jest naprawde. Taka niepewnosc jest meczarnia. Kiedy sytuacja sie
                    klaruje i okazuje sie, ze facetowi naprawde nie zalezy, to zdarzaja sie rozne
                    scenariusze. Oczywiscie, ze najlepiej jest zakonczyc zwiazek i wtedy poszukac
                    kogos innego. Nie mowilam, ze powinno byc inaczej. Tak jest uczciwie ale zycie
                    pokazuje, ze ludzie postepuja roznie w zaleznosci od okolicznosci i od
                    predyspozycji osobowosciowych. Niektore kobiety "mszcza sie" szukajac kogos na
                    boku(nieraz nawet maz o tym wie i wcale mu to nie przeszkadza, bo uklad mu z
                    takich czy innych wzgledow pasuje), nieraz odchodza, nieraz poswiecaja sie dla
                    dzieci i zostaja... Bywa roznie. To jednak nie bylo tematem watku.
                    Kobieta, ktorej facet potrafi pokazac, ze mu na niej zalezy umie sie odwzajemnic
                    tym samym i nawet jesli jej uczucie do niego nie jest wielkie, to nie zrobi mu
                    swinstwa przez sam szacunek dla jego milosci.
                    Nie mow mi tylko, ze niektore kobiety robia swinstwa pomimo to. To nie sa kobiety
                    godne szacunku. To tyle.

                    Pozdrawiam
          • jolaa Re: mam zamiar 14.06.02, 18:13
            oj bukowski, bukowski ty nic kobiet nie rozumiesz...nie masz wciąż udowadniać,
            że jesteś lepszy od innych facetów tylko masz po prostu być i kochać w taki
            sposób żeby twoja kobieta była tego świadoma :))))
    • mari23 Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? 14.06.02, 13:16
      Kobiety lubią byc zdobywane, zresztą podobnie jak mężczyźni. Prawdziwa sztuka
      polega na tym, żeby nie "osiąść na laurach", gdy już sie wzajemnie zdobędziemy.
      Wiadomo, ze żaden facet nie będzie nas adorował i zapewniał o atrakcyjniości
      jesli będziemy np. łaziły po domu w wypchanych dresach (to samo tyczy się
      facetów), bo to juz mój mąż to nie musze się starać
    • Gość: frisky2 Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? IP: 62.233.139.* 14.06.02, 13:16
      sloggi napisał(a):

      > Ostatnio, w pewnej kolorowej gazetce dla pań wyczytałem, że facet powinien całe
      >
      > życie zabiegać o względy wybranki swego serca, wciąż ją adorować i utwierdzać w
      >
      > przekonaniu o jej atrakcyjności.
      > Czy całe życie powinienem być tokującym gronostajem ?


      Jak kobieta ma kompleksy, to niestety musi ja ciagle zapewniac, ze jest z nia
      wszystko w porzadku. Ale moze lepiej sprobowac wyleczyc ja z tych kompleksow?

    • wierna1 Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? 14.06.02, 13:19
      O tak. Ja to bardzo lubić.
    • zlakobieta Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? 14.06.02, 14:05
      Podobno kobieta potrafi sie oprzec milosci, ktora odczuwa, nie potrafi
      natomiast oprzec sie milosci, ktora wzbudza w mezczyznie.

      Myslalam o tym i cos w tym jest...
      • sonija Re: to gronostaje tokują ? 14.06.02, 14:13
        ..to ciekawe, nie przypuszczałabym...
    • lyche1 Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? 14.06.02, 16:40
      sloggi napisał(a):

      > Czy całe życie powinienem być tokującym gronostajem ?

      Odpowiem Ci pytaniem A czy ona całe życie ma Ci podsuwać obiady pod nos??????

      • sloggi Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? 14.06.02, 16:43
        lyche1 napisał(a):

        > sloggi napisał(a):
        >
        > > Czy całe życie powinienem być tokującym gronostajem ?
        >
        > Odpowiem Ci pytaniem A czy ona całe życie ma Ci podsuwać obiady pod nos??????
        >


        Jesteś pierwszą osobą, która ukazała sedo spawy :))))
    • Gość: Agusja Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? IP: *.infinity.net.pl / *.infinity.net.pl 14.06.02, 17:46
      sloggi napisał(a):

      hmm zapewne tak sie rpzyjelo ze to On powinien zdobywac Ją.Ale ja bardzo lubie
      zdobywac,ale lubie tez jesli ktos o mnie sie stara.

      > Ostatnio, w pewnej kolorowej gazetce dla pań wyczytałem, że facet powinien całe
      >
      > życie zabiegać o względy wybranki swego serca, wciąż ją adorować i utwierdzać w
      >
      > przekonaniu o jej atrakcyjności.

      byloby milo


    • paw_dady uwielbiaja jak mount everest! 14.06.02, 21:45
      szczegolnie te o zwalistej posturze
      • Gość: liloom lubia lubia IP: *.11.vie.surfer.at 14.06.02, 22:22
        musza? nie musza.
        ale lubia
        i im lepiej jak sa
        jak im sie czasem "podsunie ten najlepszy kawalek tortu", przyniesie drapaka
        bez okazji albo drapaka przy konkretnej okazji, smsa dostana albo emila, albo
        uslysza "TY MOJA:)"... - to im sie wtedy strasznie chce ten obiad pod nos
        posunac
        • paw_dady a na obiad sznycel? 15.06.02, 21:30
          auf wiener art? hi hi czy sa takze piwken i parowken?
          • Gość: liloom a na obiad nie sznycel IP: *.11.vie.surfer.at 15.06.02, 22:04
            a nie znasz innych potraff tylko parofken i parofken?
            malze w bialym winie? albo cukinie nadziewane w sosie pomidorowym, albo
            szparagi albo ratatouille w omlecie?
            mowie ci pawiku, ale to pachchchchchnie:))))))
            a na deser ciasto z morelami...
            • paw_dady moules au vin blanc? fuj 15.06.02, 22:10
              > a nie znasz innych potraff tylko parofken i parofken?
              ja mam ale ty mieszkasz u jorga. a tam parowken mit bir
              niks mer


              > malze w bialym winie? albo cukinie nadziewane w sosie
              pomidorowym, albo
              > szparagi albo ratatouille w omlecie?
              ta ta juz widze ciebie na urlopie robiaca ombelecik. BTA
              jak tam pas do urlopu (wiesz mial byc za pasem)?



              > mowie ci pawiku, ale to pachchchchchnie:))))))
              slowem paw w niebie? hi hi jutro pawik ma piknik z
              likalna polonia. zarelko szykuje sie zabojczo dobre.prosz
              niezliczonych potraw bede MIELONE Z MIESA. mmmmniam

              > a na deser ciasto z morelami...
              slowem trele morele

              • Gość: liloom Re: moules au vin blanc? fuj IP: *.11.vie.surfer.at 15.06.02, 22:27
                och, to wyobrazam sobie twoje podniecenie:)))) ja po spotkaniach polonii jezdem
                w 7 niebie:)))) nie ma jak polskie sznycle i piwo:))))
                kolega pawik ma taki gust wiecej kartoflany?:)))
                w innym watku napisalam ze jadem 28 (!) i juz mnie sie juz nie chce pracowac
                ani ani:(
    • Gość: Kapral Re: Czy kobiety lubią/muszą być zdobywane ? IP: 212.76.35.* 15.06.02, 20:12
      Szkodza zdrowia i czasu na zdobywanie kobiet. Nachodzi się facet, nabiega ,
      nazałatwia i czesto nic. Lepiej sie wziąść ostro do roboty. Szef zrozumie
      zaangażowanie,da podwyżkę, czasami awansuje, a kobieta - to wielki znak
      zapytania.Nie warto się angazować. Lepiej się pooglądać za szarymi myszkami.
      One zadbają najlepiej o faceta. Wszelkiego rodzaju damy mają trudny charakter,
      i są nadzwyczaj kosztowne w utrzymaniu. Wielkie damy to wielkie
      niebezpieczeństwo dla facetów, zmysły nasze oszukują.. Facet poszukuje
      ciepłej , rozsądnej kobiety, a nie rozkapryszonej feministki. Jeden z moich
      kumpli tak długo zdobywał pewną kobietę, że na samym końcu po mnóstwie
      wyrzeczeń zrezygnował. Dopiero przejrzał na oczy i zobaczyłb, że zostałby
      pantoflem.
      Zaznaczam, że jak sam zmieniłem stan cywilny z szarą myszką, która mnie
      wynalazła jestem szczęśliwy. I Podzieliłem się obowiązkami, praniem, gotowaniem
      sprzataniem, oddaję 30 % zarobków jej i jesteśmy szczęśliwy. A na zdobywanie
      nie mam chęci. Ja chcę spokoju już, a nie ciągłej walki...
      • Gość: liloom kapralu IP: *.11.vie.surfer.at 15.06.02, 22:05
        i rozkazujesz jej?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka