Dodaj do ulubionych

UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ

IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 25.06.02, 22:52
Widziałam Go dzisiaj po drugiej stronie ulicy. I wszystko odżyło. Tydzien temu
pożegnaliśmy się przed wakacjami, rozstaliśmy się "pokojowo", poprawnie,
po "dorosłemu", tekstem pt. "do zobaczenia KIEDYŚ". A wiecie co? Mi chciało się
1. ryczeć, 2. rzucić Mu na szyję i powiedzieć "Bądź ze mną". Beznadziejne, no
nie? Historia wygląda mniej wiecej tak: poznaliśmy się przypadkiem, zaczęliśmy
się spotykać, ja się zakochałam, wiedziałam, że to TEN po jakiś trzech
spotkaniach, On trzymal dystans, ale też prowokował kontakt. Ale coś mi nie
pasowało........Zaczęłam się miotać, trwało to 3 miesiące i w końcu zadałam Mu
mało romantyczne pytanie: jak z nami jest i czy w ogole mogę mówić "my".
On.......cóż, był "zszokowany" i w końcu wyciągnęłam z Niego, że traktuje mnie
jak przyjaciółkę. Strasznie zabolało. Poprosiłam o to, żeby kontakt ograniczyć
do niezbędnego i koniecznego minimum (było coś takiego). On stwierdził, że
uszanuje moją decyzję, ale....znów zaczął przychodzić jako "przyjaciel", bo
mnie "lubi". A ja......Po każdym spotkaniu ryczałam jak bóbr, a jednocześnie
chciałam Go widzieć. Neuroza totalna. Teraz jestem psychcznym wrakiem
(dosłownie!), a gdy dzisiaj Go zobaczyłam chciałam do Niego podbiec i
powiedzieć:KOCHAM CIĘ. Bezsens. Chyba nie ma dla mnie ratunku. Dlaczego???????


--------------------------------------------------------------------------------


Obserwuj wątek
    • Gość: Gloria Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 26.06.02, 03:44
      Sorry dziewczyno, wiem jak bardzo to moze bolec. A moze zaryzykuj i zrob to o
      czym piszesz, wiele nie ryzykujesz. Najwyzej jak nie bedzie zadowolony z tego
      powiesz mu ze to byl tylko taki zart z twojej strony. To moze troche ugodzic w
      jego dume, a moze cos w nim przy okazji drgnie?. Pozdrawiam
    • Gość: hcraLehT Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: 168.143.113.* 26.06.02, 05:55
      Jestem w dokładnie symetrycznej sytuacji. Ja poprostu
      nie mialem sił dłużej tego ciągnąć nie widząc żadnej
      nadziei, choć z drugiej strony wiem, że straciłem
      najwspanialszą dziewczynę na świecie .... Nie wiem czy
      warto spróbować, ale z drugiej strony co masz do stracenia.
    • kini Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 09:05
      Trzymaj się twardo i powiedz mu, żeby w ogóle do ciebie nie przychodził i się z
      tobą nie kontaktował, nawet jako przyjaciel. Wytłumacz, dlaczego. Tylko to ci
      pomoże, gwarantuję.
      • Gość: Belle Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 26.06.02, 09:17
        On wie, że się w Nim zakochałam, dwa miesiące temu po długim okresie mojego
        miotania się w końcu z siebie to wydusiłam, a On...........właśnie,
        był "zszokowany" i stwierdzil, że skoro nie chcę Go widzieć, to to uszanuje. I
        mimo moich uników po jakiś 4 tygodniach znów się pojawił, bynajmniej nie po to,
        żeby powiedzieć: "ja też".........A beznadziejna prawda jest taka, że żyć mi
        się odechciewa, gdy pomyślę, że nie zobaczę Go przez 3 miesiące wakacji (oboje
        studiujemy). Beznadzieja, no nie?
        • kini Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 09:25
          Beznadzieja, ale naprawdę warto zrobić ten krok i odciąć się całkowicie od
          kontaktów z nim. To jest jak zerwanie plastra - lepiej zrobić to szybko, a nie
          po milimetrze. Chociaż to bardzo boli. Ale za to o wiele krócej.
          • Gość: Belle Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 26.06.02, 09:44
            Dziękuję wszystkim, którzy czytają te chaotyczne wypociny, ale zostałam z
            problemem sama, żyję jak robot, ryczę cały czas, nie chce mi się żyć, bo On
            jest naprawdę bardzo wartościowym i dobrym człowiekiem i mam cholerne poczucie
            straty. I cały czas jeszcze zadaję sobie pytanie: dlaczego?????? Kobieta z
            reguły wie, któremu facetowi się podoba, a któremu nie, a mnie chyba zawiódł
            ten wewnętrzny głos....A poza tym: dlaczego On nie może zrozumieć, że ja Go nie
            moge widywać jako "przyjaciółka"? Dlaczego, gdy ostatnio powiedziałam Mu, że
            nie widzę sensu w tym, żeby znajomość kontynuować po wakacjach (teraz
            oczywiście masochistycznie tego żałuję), On był bardzo zdziwiony (znów!) i
            stwierdził, że Go to zabolało (sic!). Przeciez to się kupy nie trzyma! Może nie
            domyśla się nawet, że u mnie to tak poważnie..............
            • kini Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 10:07
              Skoro nie może tego zrozumieć, to wytłumacz mu to jeszcze raz. Jak jest
              inteligentny, to będzie musiał w końcu zrozumieć.
    • tribeca Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 09:17
      przechodzę przez to samo, tyle, ze w moim przypadku cała sprawa ciągnęła się
      przez 8 miesięcy - niedawno po raz trzeci rostaliśmy się w przyjaźni i mam
      nadzieję, ze tym razem ostatecznie, bo zbyt wiele mnie to kosztowało. To on do
      mnie zawsze wracał, mówił, że chce znowu spróbować, że mnie potrzebuje, kiedy
      ja go zaczynałam potrzebować, uciekał, bał się zobowiązań, w końcu powiedział,
      ze ma inne plany - czułam się jak słodka idiotka zabiegająca o jego względy.
      Wczoraj dojrzałam do tego, żeby przyznać sama przed sobą, ze nie było warto -
      pewnie, ze było mnóstwo miłych zdarzeń i chcę je pamiętac, ale już nie chcę
      czekac na jego telefony, maile, sms-y, chcę pozanć normalnego faceta, ktory nie
      ma selektywnej pamięci i nie wyrzuca z niej tak łatwo tego, że jeszcze niedawno
      snul plany na wspólną przyszłość
      zastanów się, czy warto się tak meczyć, jak długo chcesz jeszcze znosić takie
      huśtawki emocjonalne, ale zrob wszytsko, żeby przekonać się, czy coś z tego
      moze być, czy będzie owo "my" - bo jeśli tego nie zrobisz, będziesz żałowała:)
      powodzenia!
      • 29m Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 10:56
        tribeca napisał(a):

        > przechodzę przez to samo, tyle, ze w moim przypadku cała sprawa ciągnęła się
        > przez 8 miesięcy -

        przeczytałem te wszystkie słowa i śmiało mogę powiedzieć, ze ja też przechodzę
        przez to samo, tyle tylko, że u mnie trwa to jeszcze dłużej. znam Ją ponad 1,5
        roku i też już parę razy usłyszałem, że Ona tak naprawdę to nie wie co do mnie
        czuje tzn. jest jej dobrze kiedy jest przy mnie, czuje się kochana i bezpiecznie,
        ale... no właśnie ona nie jest do końca pewna co do mnie czuje, mówi że są takie
        dni kiedy jestem dla niej wyjątkowy, ważny i kiedy wie, że mnie kocha a są też
        dni, kiedy potrafi nie dzwonić do mnie a w rozmowie wręcz wykrzyczeć, że dużo mi
        do "prawdziwego" faceta, później przeprasza i mówi że jest jej głupio, iż
        traktuje w ten sposób mnie, który Ją tak bardzo kocha... Wie doskonale co do niej
        czuję, mówi wręcz, że moja miłość to jest jedna z niewielu rzeczy których jestt
        pewna w życiu
        Na dodatek w moim przypadku sytuację komplikuje nieco jej były, odnoszę wrażenie
        że Ona chyba go jeszcze kocha, a może to tylko tęsknota za tym co było kiedyś.
        Niekiedy odnoszę wrażenie, że jestem wręcz na drugim miejscu po nim...
        Jakiś czas temu rozpisywałem się zresztą na tym forum na temat moich problemów.
        Dzisiaj rano rozmawialiśmy przez telefon, po tej rozmowie, wysłałem Jej e-maila w
        którym napisałem, że wypalam się i mam już dosyć takiego traktowania, i że
        najlepiej jeśli zostaniemy przyjaciółmi. Teraz zaczynam żałować, tego co
        napisałem, minęły już 2 godziny a Ona, ani nie dzwoni, ani nie odpowiada na
        mojego e-maila. Jestem wściekły na siebie, że uniosłem się honorem, najchętniej
        przytuliłbym Ją, pocałował... Zerwałbym się teraz z pracy i jechał przez pół
        Warszawy aby zobaczyć Ją chociaż na chwilę.

        Wiesz Tribeco, zazdroszczę Ci, że masz na tyle siły w sobie aby myśleć, że możesz
        być szczęśliwa z kimś innym...
        ja stary, 29 letni facet, nie potrafię nawet dopuścić do siebie cienia myśli, że
        mógłbym być szczęśliwy z kimś innym, niż z moim Słoneczkiem...

        Jestem załamany i ... czuję się bezradny jak dziecko w tej sytuacji. za chwilę
        idę na ważne służbowe spotkanie i nie wiem jak skupię się na rozmowie, ale może
        chociaż na chwilę oderwę się od tych myśli o Niej...

        pozdrawiam wszystkich, którzy są w podobnej sytuacji co ja, trzymajcie się
        • 29m Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEJ !!!! 26.06.02, 11:05
          Boże, Ona przed chwilą zadzwoniła, musiałem o tym komuś powiedzieć...
          czułem się przez ten moment taki szcześliwy; była taka miła, wiem że to jest
          może chwilowe, ale....

          Muszę coś z tym zrobić nie można przecież dalej tak żyć.

          pozdrawiam
          • kini Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEJ !!!! 26.06.02, 11:28
            29m napisał(a):

            > Boże, Ona przed chwilą zadzwoniła, musiałem o tym komuś powiedzieć...
            > czułem się przez ten moment taki szcześliwy; była taka miła, wiem że to jest
            > może chwilowe, ale....
            >
            > Muszę coś z tym zrobić nie można przecież dalej tak żyć.
            >
            > pozdrawiam

            Owszem, powinienieś coś z tym zrobić. Nie rób z siebie człowieka bez wartości.
        • Gość: wu Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.acn.waw.pl 26.06.02, 11:11
          No właśnie. Ciągnięcie tego w nieskończoność pogarsza sprawę. "Bo najgorszy
          jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz". A skoro tak nie jest... Im dłużej
          utrzymujecie taki stan rzeczy, tym trudniej Wam będzie po definitywnym
          rozstaniu. Poza tym własna duma też ma znaczenie. Nikt nie wspomina z
          przyjemnością własnych upokorzeń i bezskutecznych zabiegów o względy. Nie
          będzie Wam z tym łatwo. Wycofajcie się z tych bezsensownych układów. Idą
          wakacje. To czas sprzyjający nowym znajomościom. Wykorzystajcie to.
          • Gość: Belle Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 26.06.02, 11:23
            Zgadza się, nie chcę tu usprawiedliwiać swojej neurozy, ale w moim przypadku do
            dziś wcale nie jestem pewna, czy Jemu o nic nie chodziło......Oczywiście jestem
            nieobiektywna. Z wlasnego doświadczenia wiem, że gdy jakiś facet zaczął sie
            angażować, a ja zupełnie nic nie czułam, to 1. mówiłam o tym od razu, 2. sama
            zrywałam wszelkie kontakty. Co do dumy......hmmm.....chyba nie ma już czegoś
            takiego, jeśli człowiek naprawdę się zaangażował......I to m.in. tak bardzo
            boli, to,że właściwie jesteśmy "karani" za coś z definicji dobrego, czystego.
            Właśnie......
            • tribeca Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 11:32
              Bell, na pewno mu o coś chodziło - coś niewątpliwie mu się w Tobie podobało,
              coś przyciągało - wiele bym dała, zeby się dowiedzieć, jak to się dzieje, ze to
              się nagle zmienia, powraca i tak w kółko
              dobrym lekarstwem jest znalezienie kogoś, kto będzie bardziej zdecydowany; ten
              mój facet oburzał się, kiedy mówiłam, ze nie wie, czego chce - moze i wiedział,
              ale nie był na tyle odważny, żeby to z siebie wydusić, dobrze, ze mnei odwagi
              nie zabrakło i to skończyłam
              trzymaj się!
              T
        • tribeca Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 11:24
          sama nie wiem, czy naprawdę mam tyle siły, może to się wzięło stąd, że w
          międzyczasie wplątałam się w inny układ, w który nie angażuję się za bardzo
          emocjonalnie, choć bardzo tego człowieka lubię i cenię - ale tu reguły były
          jasno określone od samego początku - i o dziwo z nim miałam bardziaj
          przyjacielskie, ciepłe układy, to on był zawsze bardziej serdeczny i wspierał,
          kiedy przeżywałam kolejne rozstania z tym "ważniejszym". Może pomógł mi też
          zimny prysznic w postaci obaw o to, że jestem z nim w ciąży - a on woli robić
          karierę (ja też do cholery chcę robić karierę, ale są sprawy ważne i
          ważniejsze), cóż, trzeba się było z tego otrząsnąć i wbić sobie do głowy, ze to
          nie ten, choć cholernie boli takie rozczarowanie. Naprawdę nie ma sensu męczyć
          się z takimi emocjonalnymi popaprańcami - raz jest cudownie, za chwilę dół, z
          dołu wyciągał mnie tylko telefon od niego - tak, jakbym nie miała własnego
          życia i istniałby tylko on. Nie było łatwo z tym skończyć, ale teraz się
          cieszę, ze tak się stało - zaledwie od wczoraj czuję się wolna, wykasowałam
          jego numer z telefonu, choć szczerze mówiąc zachowałam gdzieś tam jego
          wizytówkę:) tak na wszelki wypadek, może kiedyś... ale to głupie... ale już nie
          pozwolę mu tak sobą manipulować
          trzymaj się i Ty też się nie daj!
          pozdrawiam
          T
        • wacek32 Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 11:52
          29m napisał(a):

          > tribeca napisał(a):
          >
          > > przechodzę przez to samo, tyle, ze w moim przypadku cała sprawa ciągnęła s
          > ię
          > > przez 8 miesięcy -
          >
          > przeczytałem te wszystkie słowa i śmiało mogę powiedzieć, ze ja też przechodzę
          > przez to samo, tyle tylko, że u mnie trwa to jeszcze dłużej. znam Ją ponad 1,5
          > roku i też już parę razy usłyszałem, że Ona tak naprawdę to nie wie co do mnie
          > czuje tzn.
          Daj sobie z nią spokój, znasz już ją wystarczająco długo, że powinna wiedzieć co
          do Ciebie czuje, a jak się rozmyśli to do Ciebie wróci - ale ona a nie Ty, ty już
          jej wszystko powiedziałeś, teraz ona musi podjąć decyzję
          > jest jej dobrze kiedy jest przy mnie, czuje się kochana i bezpieczni
          > e,
          > ale... no właśnie ona nie jest do końca pewna co do mnie czuje, mówi że są taki
          > e
          > dni kiedy jestem dla niej wyjątkowy, ważny i kiedy wie, że mnie kocha a są też
          > dni, kiedy potrafi nie dzwonić do mnie a w rozmowie wręcz wykrzyczeć, że dużo m
          > i
          > do "prawdziwego" faceta, później przeprasza i mówi że jest jej głupio, iż
          > traktuje w ten sposób mnie, który Ją tak bardzo kocha...
          Nie pozwól się traktować w ten sposób, zachowaj godność, skoro Cię nie kocha to
          odejdź
          Wie doskonale co do ni
          > ej
          > czuję, mówi wręcz, że moja miłość to jest jedna z niewielu rzeczy których jestt
          >
          > pewna w życiu
          Przede wszystkim powinna Ci zakomunikować co ona do Ciebie czuje, ale bez
          wykrętów i ściemniania
          > Na dodatek w moim przypadku sytuację komplikuje nieco jej były, odnoszę wrażeni
          > e
          > że Ona chyba go jeszcze kocha, a może to tylko tęsknota za tym co było kiedyś.
          > Niekiedy odnoszę wrażenie, że jestem wręcz na drugim miejscu po nim...
          > Jakiś czas temu rozpisywałem się zresztą na tym forum na temat moich problemów.
          > Dzisiaj rano rozmawialiśmy przez telefon, po tej rozmowie, wysłałem Jej e-maila
          > w
          > którym napisałem, że wypalam się i mam już dosyć takiego traktowania, i że
          > najlepiej jeśli zostaniemy przyjaciółmi. Teraz zaczynam żałować, tego co
          > napisałem, minęły już 2 godziny a Ona, ani nie dzwoni, ani nie odpowiada na
          > mojego e-maila.
          Bardzo dobrze zrobiłeś, nie rozumiesz, że jak się nie odezwie, to znaczy, że nie
          zależy jej na tobie. Nie odzywa się, bo nie ma Ci nic do powiedzenia. Dla niej
          wygodna jest ta sytuacja, że to ty inicjujesz kontakty, bo to zupełnie
          niezobowiązujące z jej strony. Nawet jak się odezwie, nie przystawaj na
          poprzednią sytuację, bo to do niczego nie prowadzi. Stracisz następne półtora
          albo 3 lata , znałem już taki związek.
          > Jestem wściekły na siebie, że uniosłem się honorem, najchętniej
          >
          > przytuliłbym Ją, pocałował... Zerwałbym się teraz z pracy i jechał przez pół
          > Warszawy aby zobaczyć Ją chociaż na chwilę.
          >
          > Wiesz Tribeco, zazdroszczę Ci, że masz na tyle siły w sobie aby myśleć, że może
          > sz
          > być szczęśliwa z kimś innym...
          > ja stary, 29 letni facet, nie potrafię nawet dopuścić do siebie cienia myśli, ż
          > e
          > mógłbym być szczęśliwy z kimś innym, niż z moim Słoneczkiem...
          >
          > Jestem załamany i ... czuję się bezradny jak dziecko w tej sytuacji. za chwilę
          > idę na ważne służbowe spotkanie i nie wiem jak skupię się na rozmowie, ale może
          >
          > chociaż na chwilę oderwę się od tych myśli o Niej...
          >
          > pozdrawiam wszystkich, którzy są w podobnej sytuacji co ja, trzymajcie się

          Człowieku, na niej się świat nie kończy, będziesz sobie bez niej dobrze radził w
          pracy a może i lepiej. Nie trać następnych lat na bezproduktywny związek. Pora
          założyć rodzinę, czy wyobrażasz sobie, że stworzycie razem szczęśliwą rodzinę, z
          dziećmi itp. ? Na pocieszenie powiem Ci, że nigdy nie wiadomo, jak już pisałem,
          wierzę, że w tych sprawach rządzi przeznaczenie, znam też szczęścliwe związki,
          które miały, powiedzmy kręte życiorysy, ale to co piszę to tzw. interpretacja
          logiczna i zdroworozsądkowa.
          Powodzenia, głowa do góry
    • wacek32 Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ 26.06.02, 11:37
      Gość portalu: Belle napisał(a):

      > Widziałam Go dzisiaj po drugiej stronie ulicy. I wszystko odżyło. Tydzien temu
      > pożegnaliśmy się przed wakacjami, rozstaliśmy się "pokojowo", poprawnie,
      > po "dorosłemu", tekstem pt. "do zobaczenia KIEDYŚ". A wiecie co? Mi chciało się
      >
      > 1. ryczeć, 2. rzucić Mu na szyję i powiedzieć "Bądź ze mną". Beznadziejne, no
      > nie? Historia wygląda mniej wiecej tak: poznaliśmy się przypadkiem, zaczęliśmy
      > się spotykać, ja się zakochałam, wiedziałam, że to TEN po jakiś trzech
      > spotkaniach, On trzymal dystans, ale też prowokował kontakt. Ale coś mi nie
      > pasowało........Zaczęłam się miotać, trwało to 3 miesiące i w końcu zadałam Mu
      > mało romantyczne pytanie: jak z nami jest i czy w ogole mogę mówić "my".
      > On.......cóż, był "zszokowany" i w końcu wyciągnęłam z Niego, że traktuje mnie
      > jak przyjaciółkę. Strasznie zabolało. Poprosiłam o to, żeby kontakt ograniczyć
      > do niezbędnego i koniecznego minimum (było coś takiego). On stwierdził, że
      > uszanuje moją decyzję, ale....znów zaczął przychodzić jako "przyjaciel", bo
      > mnie "lubi". A ja......Po każdym spotkaniu ryczałam jak bóbr, a jednocześnie
      > chciałam Go widzieć. Neuroza totalna. Teraz jestem psychcznym wrakiem
      > (dosłownie!), a gdy dzisiaj Go zobaczyłam chciałam do Niego podbiec i
      > powiedzieć:KOCHAM CIĘ. Bezsens. Chyba nie ma dla mnie ratunku. Dlaczego???????
      >
      Wdaje mi się, że powinnaś dać sobie z nim spokój. Skoro nie chce to nie. Inna
      sprawa, że jest jeszcze niedojrzały emocjonalnie i w ogóle, tudzież nie wie czego
      chce. Mówią mu po polsku żeby nie przychodził a przychodzi i zawraca gitarę a
      dziewczyna po tym nie może normalnie funkcjonować. Moja rada: jak przyjdzie
      powiedz mu , że nie masz czasu z nim rozmawiać, bo np. musisz się czegoś
      pouczyć, zaraz wychodzisz i w żadnym wypadku nie chcesz żeby Cię odprowadzał itp.
      Po paru razach załapie i przestanie przychodzić. Albo przyjdzie w końcu z czymś
      konkretnym. Jak tylko jako przyjaciel - to niech spada na drzewo.

      >
      > -------------------------------------------------------------------------------
      > -
      >
      >

    • Gość: ludzik Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: 217.97.164.* 26.06.02, 11:52
      Wielki kop w d gwałtowny i natychmiastowy jest może bardziej bolesny niż małe
      klapsy ale szybciej można zapomniec o bólu, a więc skończ z masochistycznym
      spotykaniem się z nim, ogranicz kontakty do absolutnego minimum. Przecież skoro
      on wie o twoim uczuciu i nadal nic to chyba raczej marne sa szanse zebyscie
      byli razem. Może powiedz mu wyraźnie jeszcze jeden raz o swoich uczuciach (mów
      o uczuciach!!! to działa, ale bez przesadyzmu i desperacji) i jeśli jest
      inteligentny to to uszanuje.
      A poza tym tego kwiata to pół świata :)
    • Gość: u-nia Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.inet.pl 26.06.02, 15:44
      widze ze umierasz na romantice, na kobiecie... gdzie jeszce???

      • Gość: Miecio Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 26.06.02, 18:05
        Jak umiera to na całego:)))
        • Gość: Vika Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO-lekarstwo mojego ta IP: *.ewave.at 26.06.02, 19:48
          Naprawde bardzo skuteczne.
          Bylo tak:mialam wtedy 16 lat a on 20.Przyjechal na wakacje do hotelu,ktory
          prowadzil moj tatus.Rzecz miala miejsce na Mazurach.ON byl TAAAAAAAAAAAAAKI
          sliczny,ze juz wiecej sie nie dalo(Adas,rzecz jasna.Nie tatus.No,cholerka,tatus
          tez ale nie o tatusiu mowie).No i zaczelo sie...chodzenie za
          raczke,kawiarenka,dyskoteka,kajaczkiem po jeziorze,romantyczne wieczory przy
          ksiezycu...No a potem byl koniec wakacji i moj najukochanszy musial jechac do
          domu.Cale trzy dni ryczalam tatusiowi w kamizelke,a ze zadne tlumaczenia na
          rozum nie pomagaly to tatus powiedzial tak:
          -A przyjrzelas ty mu sie dobrze?!Przeciez to taka sobie dupa wolowa!Idz do
          kuchni i powiedz szefowi,ze ma ci dac bulke z maslem(tylko grubo masla) i z
          szynka -tez ma byc grubo.I masz to zjesc.Napewno ci przejdzie!!!
          FAKTYCZNIE,PRZESZLO JAK REKA ODJAL!!!!!!!!!!!!:-)Wyproboj:-)
      • Gość: Belle Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 26.06.02, 21:20
        A czy to ma jakieś znaczenie? Nie miałam o tym z kim porozmawiać, więc można to
        potraktować jako akt desperacji (i ogólnej egzaltacji). Pozdrawiam
        • Gość: Belle Re: UMIERAM Z MIŁOŚCI DO NIEGO.........NAPRAWDĘ IP: *.ds16.agh.edu.pl / 192.168.16.* 26.06.02, 21:21
          upss, to a propos umierania na romantice
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka