Dodaj do ulubionych

Chciałbym Umrzeć....

15.05.05, 12:44
prosze o rozsadne komentarze bez żadbych złosliwości,chamski docinków i ironi
interesuje mnie wasze powazne zdanie.
jestem męzczyzną mam 23 lata i znałem sie z moja zoną 8 lat .
Po niecałych 2 latach małżeństwa wyprowadziłem sie z domu (pare dni temu)na
prosbę mojej żony.Mieszkalismy z tesciami ,mamy 1,5 rocznego synka i od
pewnego czasu sie miedzy nami nie układa są cały czas ogromne kłotnie a mimo
wszystko czuje że oboje sie jeszcze Kochamy.

Moja zona wiele razy mówiła mi zebym sie mi wyprowadził im bardziej strałem
sie tym częciej przy każdej nawet banalnej sprawie słyszałem "wyprowadz sie ,
wynoś sie itd" Czułem od pewnego czasu że to ja utrzymuje to małżeństwo przy
zyciu i to ja tylko "walczę" a przy każdej sprawie czułem zniechęceni mojej
żony i tylko jedną odpowiedz zebym sie wyprowadził.

mineły 3 dni od kiedy jestem sam i spotykamy sie tylko po to zebym zajął sie
synkiem a ja już nie mogę wytrzymać tej samotności,bólu i poczucia winy że to
ja nie potrafiłem ją zrozumieć i to ja zniszczyłem jej zycie...

Nie chodzi o to że nie potrafię być sam bo potrafię ale czuje ze umiera we
mnie w środku jakaś część ,że straciłem PRZYJACIELA i OSOBĘ KTÓRA KOCHAM ...
Czuje piętno obowiazku wychowania syna i wiem że to bedzie egoistyczne ale
czy w takiej sytuacji nie lepsza jest śmierć??
Po co mAM ŁUDZIĆ SIE ŻE KIEDYŚ BEDZIEMY JAK JUŻ MOŻE NIGDY NIE BEDZIEMY
razem? A jezeli bedziemy to to już nogdy moze nie być to samo...
NIKT MI JEJ nie zastąpi i to wiem na pewno?
Prosze o poważne komentarze bo nie jestem frustratem tylko osobą która nie ma
już sensu zycia i zastanawia sie nad śmiercią.
Obserwuj wątek
    • ho8 Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 12:47
      z góry przepraszam za błedy i litrówki
    • aasiula1 Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 12:49
      Proszę Cię bardzo żebyś się trochę uspokoił. To pierwsze dni po waszym
      rozstaniu i dlatego tak Ci z tym ciężko. Za jakiś czas popatrzysz no to
      wszystko zupełnie inaczej. Jesteś młody, całe życie jeszcze przed tobą, a wcale
      nie jest powiedziane, że nie wrócicie do siebie jeszcze. I nawet nie myśl o
      śmierci. Masz dziecko i dla jesteś mu potrzebny, nie zapominaj o tym...
      Pozdrawiam, trzymaj się
    • magdzie Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 12:51
      -wyobraz sobie HO8, jakie konsekwencje moglaby przyniesc Twoja smierc-przede
      wszystkim dla Twojego synka, ktory pozbawiony ojcowskiej milości w dorosłym
      życiu moze mieć problemy jakich nigdy byś sie nie spodziewal. to nie tylko
      zniszczyloby jego dziecinstwo, ale odcisneloby pietno na jego pozniejszym zyciu
      -nie trac nadziei, daj odpoczac od siebie Twojej zonie, jesli Cie kocha-zateskni
      i pozwoli ponownie Ci sie do niej zblizyc
      -glowa i uszy do gory
      -walcz o to co wydaje Ci sie, ze juz jest stracone. z pewnoscia nie postawiono
      jeszcze kropki nad 'i' w tej sytuacji.
      -powalczysz?
    • 205ka Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 13:05
      Czesc,
      Nie bardzo chce mi sie wierzyc, ze mozliwe sa tak czeste klotnie ludzi, ktorzy
      sie naprawde kochaja. Milosc to zaufanie ale i szacunek. Wierze, ze kochasz
      swoja zone,ale czy jestes do konca pewien, ze ona kocha Ciebie? Pamietaj,ze do
      milosci nie da sie nikogo zmusic. Co jest powodem tego, ze zona mowi do Ciebie
      "wynoś sie" bo nie bardzo chce mi sie wierzyć, że mowi tak bez powodu. Czy
      rozmawiales z nią tak bardzo ale to bardzo szczerze? Mimo iz, jestem od Ciebie
      dobre kilka lat starsza nie jestem w stalym zwiazku. Ale pamietam dobrze, co to
      uczucie, co to milosc, szczerosc i pamietam tez jak jest jak tego zabraknie. Co
      moge Ci poradzic,
      ucieczka jest chyba najlatwiejszym wyjsciem, ale i najpodlejszym. A czy
      odpowiada Ci taki zwiazek z wiecznymi klotniami? Z osoba, ktora po prostu nie
      chce z Toba byc? Wybacz, ale zycie bywa brutalne. Smialo powiem, ze 50 % z nas
      przezylo kiedys rozstanie, z tego przynajmniej polowa czula to co Ty ( jestem
      jedna z nich) Tylko, ze to nie jest takie proste. Nie zyjemy tylko dla jednej
      osoby, ktora zreszta spotykamy w pewnym momencie naszego zycia, czy naprawde nie
      masz nikogo bliskiego, kto zaplacze kiedy Ciebie nie bedzie? masz racje,
      odejscie jest egoistyczne, jesli nie dla niej to dla tej malej istotki. Idz do
      niego, stan popatrz mu w oczy i zastanow sie czy to jest pietno czy milosc.
      Ps. Jak teraz mysle, ze kidys mialam podobne mysli do Twoich, to wstyd mi,
      dziekuje Bogu, i tym co mi pomogli, ze nie wybralam tak glupio.
      Trzymaj sie i wiedz, ze jestesmy silniejsi niz nam sie wydaje :)
      • speer Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 13:18
        Musisz jej dac troche czasu, (pare dni) i jestem przekonany, ze bedzie chciala bys wrocil. Ale wymaga to od Ciebie troche stanowczosci - nie dzwon do niej, przestan tam przychodzic. Po paru dniach ona sie zastanowi i bedzie chciala, bys wrocil. Prawie pewne jak w banku :-)

        Zamiast myslec o smierci, lepiej wykorzystaj ten czas - spotkaj sie z kumplami itd.

        Nie martw sie, masz dopiero 23 lata i takie rzeczy sie zdarzaja. Na pewno nie jest to powod do smierci!!! Zaluje Cie, ze tak sie zle czujesz, jak mialem pierwszy zwiazek i cos podobnego sie dzialo, tez chcialem umrzec, przy drugim zwiazku juz sie tak bardzo zle nie czulem, przy koncu trzeciego zwiazku zal i bol trwal tylko tydzien.

        Ale wy macie dziecko, a ona z pewnoscia po zastanowieniu sie bedzie chciala bys wrocil, wiec daj jej tylko te pare dni samotonosci do namylsu i zobaczysz ,ze wszystko sie ulozy.
      • ho8 Re: Chciałbym Umrzeć.... 16.05.05, 00:14
        chciałbym napisac że sie z tobą zgadzam ale niestety nie mogę .
        Czemu tak trudno zrozumieć że ktoś może swiadomie wybrac drogę śmierci?
        Bo to głupie naiwne egoistyczne etc co jeszcze??

        Ja mam swoistą filozofie zycia uważam że przyjażn powinna trwać przez całe
        zycie a jezeli sie kończy to kończy ją smierć .wiem jak pewnie zareagujesz
        pomyslisz sobie "idealista sie znalazał" wiem że życie jest brutalne ale
        naprawde nie jestem osobą która uciekała przed zyciem bała sie tego zycia ale
        teraz chce śmierci ( pomyslisz frustrat i zdołowany idelaista po rozstaniu z
        żoną :) ) bo tak naprawdę wolę nie widzieć nawet w porzadku relacji ja-żona-syn
        kiedy to mam wyglądać tak że "kochani rodzice" mieszkaja w dwóch miejscach i
        spotykaja sie tylko po to żeby wspolnie ustalać czy kupić trampki i do jakiego
        przedszkola wysłać dziecko. Nie ! nawet gdyby to sie odbywało kulturalnie i bez
        odbijania sie na synku to nie nie chce tego!
        Zangazowałem część siebie w To małzeństwo i teraz dobrowlnie chce aby ta częśc
        siebie umarła = chciałbym umrzeć bo nie bede mogł patrzeć jak z moich marzeń o
        wspólnym szczęsliwym życiu rodzinnym powstał hipokryzja "wspolnego" wychowania
        prze dwoje nie umiejących sie porozumieć rodziców.
        Dziekuje za Twoją wypowiedz ale spróbuj zrozumieć tak na "chłodno" też mnie .

        "Nie tylko delfiny potrzebują miłości"-"Wielki Błękit"
    • qui_pro_quo Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 13:37
      Jeśli jesteś dla niej ogólnie dobry, to nie mogę tego zrozumieć jej zachowania.
      Wyrzuca z domu męża, ojca własnego dziecka? Nie potrafię jej nie obwiniać. Musi
      być co najmniej niezrównoważona i prędzej czy później będzie tego żałować. Żyj
      chociażby po to, żeby sie o tym przekonać. Nie mówiąc już o dziecku, które
      aktualnie i jeszcze długo będzie potrzebowało twojej opieki, a później i przez
      całe życie - świadomości, że ma tatę. Znajdź w sobie siłę, żeby to przetrwać.
      Jeśli nie jesteś winny całej sytuacji, powiedz to sobie. I taka banalna prawda -
      czas leczy rany, wkrótce będziesz to widział inaczej, później przestanie
      boleć... i może się jeszcze zdarzyć wiele dobrego, w tym związku i w ogólnie w
      twoim życiu.
    • mary_an Re: Chciałbym Umrzeć.... 15.05.05, 14:34
      Ja mysle, ze w dzisiejszych czasach ludzie dojrzewaja pozniej do powaznych
      zwiazkow. Moja babcia wziela slub w wieku 18 lat, jej dzieci w wieku 24, teraz
      czesto ludzie biora slub w wieku lat 30. Mysle, ze wiek to jest naprawde wazna
      sprawa, szczegolnie, ze mam podobna historie do Twojej w najblizszej rodzinie.
      Nie powiem, ze to byl blad, bo kto o tym mysli, jak jestescie zakochani, to
      wszystko jest piekne i swiat ma rozowe barwy, ale niestety, po slubie wiele sie
      zmienia. Ja znam taka wlasnie pare, tez znali sie cale zycie, tez bylo
      cudownie, prowadzili szalencze i romantyczne zycie. A potem slub, dzieci (od
      razu wiecej) i teraz pytanie, co robic? Na razie nie wiedza, kloca sie, zaluja
      bledow mlodosci, a z kazdym dniem jest coraz trudniej...

      Aha, na pewno znadziesz kogos, kto ja zastapi, tylko ze teraz, z takim pietnem
      moze dojrzalej i rozwazniej podejmiesz taka powazna decyzje. Popatrz na to z
      pozytywnej strony i wykorzystaj swoje doswiadczenia, zeby zbudowac silny i
      dojrzaly zwiazek w przyszlosci. Masz dopiero 23 lata, wiekszosc moich znajomych
      facetow lat ok. 27 jeszcze nawet nie zaczyna myslec o zwiazkach na stale!!
    • rogeria jeszcze zdążysz... 15.05.05, 14:36
      Trudno coś napisać, kiedy nie wiem czego oczekujesz... Czy chcesz pocieszenia,
      wsparcia, rady? Mało piszesz o tym, co tak naprawdę dzieje się między Wami.
      Często sie kłóciliście i jedno jest pewne, Wasze małżeństwo jest w poważnym
      kryzysie. Ale co się w nim dzieje - nie wiadomo. Skoro ona wyprosiła Cię z
      domu, to pewnie nie dostaje tego w małżeństwie, czego potrzebuje, oczekuje.
      Chyba najsensowniejszą radą będzia rada banalna - warto, abyś zastanowił się co
      w ogóle dzieje się w Twoim życiu i w Twoim małżeństwie. A przez Internet tego
      nie zrobisz. Szczerze polecam Ci wybranie się do dobrego terapeuty. Zwłaszcza
      jeżeli poważnie myslisz o śmierci, to warto powalczyć - przede wszystkim o
      siebie, potem o małżeństwo i o syna. Wiem, że psychoterapeuta brzmi dla wielu
      osób jak lekarz od psychicznych, ale wierz mi, pomaga on różnym ludziom, i tym
      z powaznymi problemami, i tym, którzy chca po prostu lepiej, bardziej świadomie
      żyć. Jeżeli nie wiesz jak znaleźć dobrego terapeutę, napisz do mnie na maila,
      może będę potrafiła Ci pomóc.

      Kryzys małżeński i rozstanie to bardzo trudna sytuacja, ja też, kiedy zostawił
      mnie facet po kilku latach bycia razem ("zakochałęm się, odchodzę") myslałam,
      że świat się kończy, i że nikt inny... Po pół roku wiedziałam, że dobrze się
      stało, bo czas leczy rany, uspokaja i pozwala na dystans. I potem byłam
      wdzięczna, że się zakochał, i że mnie zostawił, bo być może ja sama nie
      miałabym nigdy odwagi. Teraz mam męża z którym rozumiem się 100 razy lepiej, a
      gdybym się nie rozstała, nigdy bym tego nie doświadczyła. Skoro jesteś z żoną
      od 8 lat, to znaczy, że to jedyny poważny związek, dorosły, jaki przeżyłeś.
      Może to ten jedyny, a może wcale nie.

      Powalcz o siebie! Bo umrzeć zawsze zdążysz. I dbaj o synka, dla niego to bardzo
      ciężkie przeżycia, zostawiają ślad czasem na całe życie. Nie jestem fanką
      rozwodów, ale wiem, że dziecku lepiej kiedy rodzice sa szczęścliwi, nawet
      osobno, niz kiedy są razem, ale źle się dzieje między nimi.

      Trzymam za Ciebie kciuki, żebyś odnalazł w sobie siłę.

      Rogeria.
      • ho8 Re: jeszcze zdążysz... 15.05.05, 23:56
        to nie jest mój jedyny dojrzały związek nie napisałem że "jestesmy Razem od
        8lat" tylko że "znamy się" od 8 lat ...... To jest dosc skomplikowana sytuacja
        nie jestem typem który rozmawia na forum o swojej prywatnosci i nie o to mi
        chodziło .... Myslałem że może choć jedna osoba napisze ze jest w stanie mnie
        rozumieć i trudno napisać "szanować" ale zakceptować taka decyzje takie uczucie
        że chciałoby sie umrzeć...
        nie sądzę że tu może pomóc jakis terapeuta bo z własnego przykładu wiem że
        byłem i mi nic to nie dało a problem i tak pokonałem sam i sam odnalazłem droge
        a nie poszedłem tą którą pokierował mnie psycholog.
        Czemu wszyscy uwazają że to coś złego owszem osierocę zonę i synka i troche
        rodziny bedzie żal i ból ale to minie i może tym osobą ułozy sie zycie lepiej
        bezemnie? kto to wie?
        W dużej ilości listów było napisane takie zdnie mniej wiecej " nie załamu j sie
        masz dopiero 23 lata całe życie przed Tobą musisz walczyć" czy wiek tu naprawe
        odgrywa rolę?? tak mam 23 lata lae życie doświadczylo mnie już bardzo różnymi
        sytuacjami i często ludzie znajomi którzy mają około np. 40 -tki nie mieli tylu
        przeżyć id oswiadczeń co ja .Nie chodzi o jakieś bałwochwalstwo w tej chwili
        ale naprawde nie jestem osobą zagubioną i "młodziutką" która biedna
        pisze "pomóżcie bo rozstałem sie z żoną". Napisałem mało bo szczerze mówiać to
        trudno opisąc cos co trwa od roku (klótnie) w klilku zdaniach na forum
        internetowym .mimo że ta odpowiedz jest głownie do Ciebie to przy okazji pragnę
        podziekowąc wszystkim którzy sie wypowiedzieli na temat mojego wątku.Dzieki za
        wsparcie ale ja naprawe nie potrzebuje wsparcia .
        Weim co bezie jak to zrobię wiem ze skrzywdzę moja żone i synka ale może to
        jedyne wyjscie żeby nie zniszczyć im zycia teraz do reszty i moze pojakimś
        czasie mimo wszystko zyli szczęsliwsi .nie wiem .

        • agusja Re: jeszcze zdążysz... 16.05.05, 00:04
          > Czemu wszyscy uwazają że to coś złego owszem osierocę zonę i synka i troche
          > rodziny bedzie żal i ból ale to minie i może tym osobą ułozy sie zycie lepiej
          > bezemnie? kto to wie?

          Nie trzeba umierac zeby cos zmienic w swoim zyciu czy innych.Teraz moze ci sie
          ten problem wydawac duzy i wart straty zycia,ale za pare lat zyjac innym zyciem
          kotre sobie mozesz wybrac,mozesz myslec juz inczej.A jak nie to wtedy mozesz
          sie zabic;)na to zawsze czas ;)
          zycie to sztuka wyboru.Moze jestes masochista skoro zyjesz od roku z zona i sie
          z nia klucisz.
          Nie wiem jak twojej rodzinie ma pomoc to ze umrzesz.Przeciez mozesz ich poprstu
          zostawic skoro nie chces z znimi zyc.
          • ho8 Re: jeszcze zdążysz... 16.05.05, 00:24
            nie jestem masochistą:) starałem sie przez prawie rok zażegnywać spory i nie
            dopuścić do tego aby stracić moją zonę i synka czy to tak trudno zrozumieć?może
            teraz nie straciłemich na zawsze ? może to kiedys dałoby sie jeszcze naprawić
            ale ja już nie mam siły żyć? rozumiesz ?
            Czy Ty nigdy nie czułaś że za coś w Twoim zyciu warto oddać życie? wiem to za
            brzmi dziwnie ale tak naprawe teraz nie mam siły juz walczyć starać sie
            przepraszać i zacząźć poraz 100-tny od poczatku. Chciałbym śmierci bo czy to
            coś złego że jezeli sie ma marzenia i sie przgra to coś złego że po takiej
            stracie nie chce sie zyć? wiem że napisze coś w stylu "trzeba umieć
            przegrywać":) ale ja nie potrafie już jestem osobą dynamiczną przedsiebiorcżą
            końcże studia pracuje wiem że bym sobie poradził bez problemu w zyciu ale juz
            nie chce zyć.
            zrouzum jezli nie iwdziałaś to obejrz film "W stronę morza" ...
            Nie mówię że to co robię jest super i nie jest egostyczne bo jest ale myslimy
            innym kategoriami
            • lena_zet Re: jeszcze zdążysz... 16.05.05, 00:31
              kochany, pomyśl o innych ludziach-chorych, bez szans na normalne a tak
              upragnione życie.Pomyśl o tych wszystkich, którym nie będzie dane dożyć wieku,
              w którym znajdujesz się ty-tu i teraz.Czy warto pdbierać sobie coś, co drugi
              raz nie będzie nam dane?nie warto!też wielokrotnie miałam myśli samobójcze.Do
              życia przywróciła mnie dopiero choroba...jest mi wstyd za to, że niewiele
              brakowało a nie byłoby mnie tutaj....teraz wiem, że mam dla kogo żyć-jeśli
              rozejdę się z mężem (nigdy nic nie wiadomo) to pozostaje mi coś wspaniałego-
              moja siedmioletnia córka.
            • agusja Re: jeszcze zdążysz... 16.05.05, 01:09
              Rozumiem ze nie masz sily zyc bo klucisz sie z zoną (bo chyba nie jest tego
              powodem dziecko).Moja recepta jest taka zeby zrezygnowac z tego co nie przynosi
              zadnej satysfakcji,radosci,tylko cierpienie i bół.Bo co to za sens?Zycie jest
              jedno i trzeba z niego korzystać.Jesli chcesz to sie zabij,nie zabronie ci
              przeciez,ale ja poprostu nie wiem jak wybor smierci w twoim wypadku ma byc
              lepszy od zostawienia zony.Nie chce ci sie zyc no rozumiem...ale zakladam ze
              jakbys rozstal sie z powodem nieszczescia to by i chec smierci ci minela.Nie
              mzoesz tego najpierw sprawdzic?:)
              Co do oddawania zycia za jakas sprawe to hmm,jasne,oddalabym jesli to mialo
              by coś zmienic albo mi sprawic radosc.Ja mam lat 24 i tez musze wszystystko po
              100 razy zaczynac i tak ciagle,ale takie jest zycie,przyzywczailam sie i juz mi
              sie nie chce umierac (az tak;)).Traktuje zycie z przymrozeniem oka i staram sie
              sprawiac sobie przyjemnosc (nawet malymi sprawami).Zdazylam juz zauwazyc ze nie
              jest ono uslane rozami no ale nie bede sie zabijala bo to nic nie zmieni a ja
              tu mam rozne rzeczy do zrobienia i przetestowania;)Wiem tez ze porazki i
              zalamania sercowe ciezko sie przezywa ale czas leczy rany.
              Nie mozesz sie od zony wyprowadzic czy cos?;)

              Piszesz ze jestes przedsiembiorczy,masz prace,mieszkanie,studiujesz.Wiesz ile
              ludzi o tym marzy?Moze poprostu nie masz powodu zeby zyc.Nie marnuj tego co
              masz.
        • rogeria Re: jeszcze zdążysz... 16.05.05, 01:18
          Jeżeli chcesz usłyszeć "no to się zabij, to dobry pomysł", ode mnie tego nie
          usłyszysz. Sorry. I nie wiem, czy jest ktoś, kto Ci tak napiszę. A zrobisz jak
          zechcesz, tylko jak tak czyta, Twoje słowa, to wydaje mi się, że niewiele
          obchodzi Cię żona i syn, obchodzi Cię Twoje cierpienie only. Ja wierzę w to, że
          póki widzimy jakąś wartość w swoim życiu, żyjemy. A tę wartość musisz znaleźć
          sam, bo nikt za Ciebie tego nie zrobi... Miałam kiedyś kolegę, którego ojciec
          popełnił samobójstwo, zostawiając trójkę dzieci. Żadne nie radziło sobie z
          życiu. On brał heroinę. Był na kilku odwykach. Nie wiem, co z nim teraz. Dzieci
          bardzo potrzebują ojca. Zresztą, chyba nie masz ochoty przyjmować argumentów
          innych niż poparcie dla Twojego pomysłu.

        • mxp4 Re: jeszcze zdążysz... 18.05.05, 03:49
          ho8 napisał:

          > to nie jest mój jedyny dojrzały związek nie napisałem że "jestesmy Razem od
          > 8lat" tylko że "znamy się" od 8 lat ...... To jest dosc skomplikowana
          sytuacja
          >
          > nie jestem typem który rozmawia na forum o swojej prywatnosci i nie o to mi
          > chodziło .... Myslałem że może choć jedna osoba napisze ze jest w stanie mnie
          > rozumieć i trudno napisać "szanować" ale zakceptować taka decyzje takie
          uczucie
          >
          > że chciałoby sie umrzeć...
          > nie sądzę że tu może pomóc jakis terapeuta bo z własnego przykładu wiem że
          > byłem i mi nic to nie dało a problem i tak pokonałem sam i sam odnalazłem
          droge
          >
          > a nie poszedłem tą którą pokierował mnie psycholog.
          > Czemu wszyscy uwazają że to coś złego owszem osierocę zonę i synka i troche
          > rodziny bedzie żal i ból ale to minie i może tym osobą ułozy sie zycie lepiej
          > bezemnie? kto to wie?
          > W dużej ilości listów było napisane takie zdnie mniej wiecej " nie załamu j
          sie
          >
          > masz dopiero 23 lata całe życie przed Tobą musisz walczyć" czy wiek tu
          naprawe
          > odgrywa rolę?? tak mam 23 lata lae życie doświadczylo mnie już bardzo różnymi
          > sytuacjami i często ludzie znajomi którzy mają około np. 40 -tki nie mieli
          tylu
          >
          > przeżyć id oswiadczeń co ja .Nie chodzi o jakieś bałwochwalstwo w tej chwili
          > ale naprawde nie jestem osobą zagubioną i "młodziutką" która biedna
          > pisze "pomóżcie bo rozstałem sie z żoną". Napisałem mało bo szczerze mówiać
          to
          >
          > trudno opisąc cos co trwa od roku (klótnie) w klilku zdaniach na forum
          > internetowym .mimo że ta odpowiedz jest głownie do Ciebie to przy okazji
          pragnę
          >
          > podziekowąc wszystkim którzy sie wypowiedzieli na temat mojego wątku.Dzieki
          za
          > wsparcie ale ja naprawe nie potrzebuje wsparcia .
          > Weim co bezie jak to zrobię wiem ze skrzywdzę moja żone i synka ale może to
          > jedyne wyjscie żeby nie zniszczyć im zycia teraz do reszty i moze pojakimś
          > czasie mimo wszystko zyli szczęsliwsi .nie wiem .
          >



          Nie rozczulaj sie nad soba tylko mysl o dziecku ktoremu dales zycie a bez ojca
          bedzie cale zycie sierota. On nigdy nie zapomni i nie oswoi sie z sytuacja, ze
          nie ma ojca. Zona wezmie sobie jakiegos innego chlopa i skad wiesz, ze nie
          bedzie sie nad twoim synem znecal. Myslales o tym? A moze chcesz zrobic swojej
          zonie pokazowke tym samobojstwem lub proba. To ci powiem mnie kiedys moj
          chlopak z ktorym zerwalam tez straszyl, ze sie zabije. Momentalnie poczulam do
          niego wstret i trwa to do dzisiaj. To takie niemeskie. Mezczyzna to twardziel,
          tkich kochamy i szanujemy a nie mazepa. Nie mazgaj sie tylko bierz sie w garsc,
          pokaz swojej zonie ze jestes mezczyzna, zaimponuj jej. Ona potrzebuje
          prawdziwego mezczyzny a nie baby rozmazanej.
    • lena_zet Re: Chciałbym Umrzeć.... 16.05.05, 00:32
      słuchaj, a czy próbowałeś porozmawiać z żoną o wyprowadzce?o zamieszkaniu
      osobno?być może wspólne życie z teściami ma taki fatalny wpływ na wasze relacje?
      • wielo-kropek Re: Chciałbym Umrzeć.... 16.05.05, 02:03
        Piszesz o klotniach. Moze czas je zakonczyc? Zastanawia mnie dlaczego
        twoja zona nalega bys sie wyprowadzil? Z pewnoscia ma jakies tam swoje
        podastwy ku temu, swoje "racje". Jestes w koncu dorosly, jesli uwazasz
        ze ona nie ma racji, wiec powinienes jej to wytlumaczyc. Jezeli nie
        chce sluchac, wiec w takim przypadku nie masz czego zbytnio zalowac -ona
        nie jest ciebie warta, ani tez twojej milosci. Jesli sie z nia
        klocisz, nie majac racji (i wiesz o tym), to przestan to robic -
        zaczniej sluchac zone i zyc z jej pogladami. Smierc? Coz, ona zawsze
        sama przychodzi. Dziwne ze ty ja sam sobie chcesz sprokurowac.
        Pamietaj, z tym sie nie spiesz. Zycia juz przywrocic sie nie da, jesli
        je raz sie sobie zabierze. Zostaw sprawe dla Tego ktory jest wladca
        zycia i smierci -ktos w ciebie je bez pytania sie ciebie wetchnal, niech
        tez i na swoje (nie twoje) zyczenie) je zabierze w nieznanym ci czasie.
        W innym przypadku smierc bedzie robota diabla.
    • kasiulek1980 Re: Chciałbym Umrzeć.... 16.05.05, 06:58
      Witaj,
      wszystkie odpowiedzi są bardzo mądre, jednak dodam coś od siebie.
      Mój chłopak, z którym jestem już od jakiegoś czasu, mieszkamy razem, żejemy, i
      jesteśmy szczęśliwi, jest rozwodnikiem z 2 letnim synkiem. Jego małżeństwo
      trwało 6 lat, o 3 za długo... Poznałam go na 2 miesiące przed ostatnią sprawą
      rozwodową...a zaczeliśmy się spotykać po jego rozwodzie. U niego była podobna
      sytuacja, z tym, że on się nie wyprowadził, bo mieszkanie kupili jego rodzice.
      Też się kłócili, też on próbował (z tym, że ona ma teraz 31 lat, on 27), ona
      nie chciała. Dziecko było przypadkiem...chwilą, która na zawsze zmieniła jego
      życie. Nie jest pewny,czy to jego,ale nauczył się je kochać. Już zanim się
      dowiedział wniósł pozew o rozwód, później go wycofał, bo miał nadzieję, że
      jednak rodzina się poukłada...Tak nie było, nawet jeszcze gorzej. Więc teraz
      się rozwiódł, cierpiał strasznie, czasami teraz jeszcze jest mu ciężko - ja to
      widzę. Kocha syna, bardzo za nim tęskni, mimo tego iż widzi się z nim
      conajmniej 2 razy w tygodniu...Wie, jak bardzo brakuje mu ojca na codzień,
      widzi, jak z każdym dniem on rośnie, zmienia się, i mimo, że jeszcze nic nie
      rozumie, to mały jest smutny jak on weychodzi...ale cóż, lepiej czasami się
      rozstrać, nić mają być kłótnie...dziecko bardzo to przeżywa, dorośli nie zdają
      sobie nawet z tego sprawy...I teraz mój ukochany jest ze mną. Nigdy nie
      przypuszczałabym, że rozwodnik może dać mi szczęście...a on tak pragną
      bliskości, miłości i akceptacji. U mnie ma to wszystko, choć czasami myślę, ze
      nie dam rady (była żona, syn), ale ja zaakceptowałam to dziecko, takie
      bezbronne.
      Wiem, że gdyby kłótnie między wami trwały nadal, to syn by strasznie cierpiał.
      Nie wiem, czy ona Cię kocha, ale zrozum, ona to nie cały świat. Masz SYNA,
      pierworodnego, dla którego warto jest stawiać kolejne kroki, patrzeć, jak on
      rośnie, dorasta, zaczyna mówić, biegać, grać w piłkę... Mój mężczyzna bardzo
      Kocha dziecko, jednak stwierdził, ze też ma prawo do szczęścia, i znalazł je ze
      mną. Razem chodzimy z synem na spacery, bawimy się znim, żyjemy. Ty też tak
      będziesz. Tylko czasu potrzebujesz.
      Dam Ci jedną radę: daj sobie czas, ponieważ zawsze tak jest, że osoba, która
      odchodzi chce po jakimś czasie wrócić - ZAWSZE! tylko nie jest powiedziane, czy
      Ty będziesz chciał wrócić do niej...
      Powodzenia. Każdy zasługuje na szacunek drugiej osoby i szczęście.
      Kate
      • ho8 Re: Chciałbym Umrzeć.... 17.05.05, 10:46
        Dzieki za twój głos w mojej sprawie. Wszystko co napisałaś jest niby oczywiste
        i proste problem w tym że ja chyba nie potrafię zyć bez mojej zony i nie mogę
        wytrzymać psychicznie tego że mój syn bedzie miał rozbitą rodzinę.
        Gdybym nie miał synka to wygladałoby inaczej ale mam go i chciałem mu stworzyć
        normalne warunki do życia i chciałem żeby się wychowywał w normalnej rodzinie
        która sie szanuje i w której panuje zrozumienie ,w której rodzice mieszkają
        Razem i się kochają.
        Teraz nie wiem jak to bedzie z jednej strony to chciałbym to naprawić wszystko
        z drugiej nie chce , nie mam już siły aby męczyć sie z kolejnym dniem nie ma
        siły żyć kiedy przez prawie rok walki o nasze małżeństwo i tak wszytsko sie
        teraz rozpada
    • kobieta_na_pasach Re: Chciałbym Umrzeć.... 16.05.05, 13:28
      na pewno to wiadomo tylko, ze kazdy z nas umrze. byliscie dzieciakami, kiedy
      sie poznaliscie, bedac dalej dziecmi splodziliscie dziecko i teraz tez
      zachowujecie sie jak dzieci. moze czas, aby jedno z was wreszcie wzielo
      odpowiedzialnosc za to 1,5 roczne, niczemu winne, stworzonko?
      zeby nier niszczyc zycia kolejnemu czlowiekowi, dla jego dobra rozstancie sie.
      lepeij to zrobic teraz, kiedy ma sie jeszcze sily na budowanie niczego, niz za
      pare lat, kiedy dziecko bedzie juz znerwicowane, a wy bedziecie wykonczeni
      wzajmna wojna. ale mozna tez puknac sie porzadnie w glowe i zaczac wszystko
      razem od nowa. tak sie zazwyczaj koncza wczesnie zawarte zwiazki.
    • krysica Re: Chciałbym Umrzeć.... 17.05.05, 11:47
      Po pierwsze współczuję Ci tego, ze straciłeś kobietę którą kochasz....ale
      uważam, ze zbyt emocjonalnie do tego podchodzisz....zważ na to, że już nie dla
      siebie zyjesz tylko dla swojego dziecka....jesteś przeciez taki młody
      człowieku...weź się w garćś....jak można mówić, że nie ma się sensu zycia będąc
      ojcem....
    • biankha Re: Chciałbym Umrzeć.... 17.05.05, 16:17
      hej,
      Nie moge ci pwiedziec ze wiem dokladnie co teraz czujesz, ale w pewnym sensie
      cie rozumiem. Strata kogos bliskiego bardzo boli i czasem bardzi ciezko sobie z
      nia poradzic.
      Mam za soba powazny zwiazek ktory kosztowal mnie kilka lat wycietych z
      zyciorysu. Po rozstaniu nie moglam sie pozbierac, nikogo zaakceptowac. Czulam
      ze zycie nie do konca ma dla mnie sens. Spotkalam kogos, kto mi bardzo pomogl,
      kto sie mna bardzo zaapiekowal, dal mi dokladnie to czego potrzebowalam.
      Byl/jest to bardzo trudny zwiazek, ale bylam szczesliwa i pelna nadziei na
      przyszlosc, ale............jak przeczytasz, znajdziesz moj watek to moze
      zrozumiesz forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=150&w=23743002
      tez sie czuje jakby czesc mnie umierala, w szczegolnosci ze moja wizja rodziny
      i cala zwiazana z tym nadzieja zostala doszczetnie zniszczona.
      Trzymam sie dzieki jednej mysli, ze kiedys los sie odwroci i bede szczesliwa.
      Musze byc szczesliwa dla mojego dziecka. Mimo wszystko mysle ze stworze mojemu
      dziecku dom pelen milosci i dam rade. Ty tez sobie poradzisz i tak jak slusznie
      tu kilkakrotnie pisano....pomysl o swoim dziecku, zapomnij na chwile o sobie i
      zajmij sie dzieckiem, skup na nim cala swoja uwage. Ono cie bedzie teraz bardzo
      potrzebowalo, bo ty jestes dorosly i bedziesz w stanie sobie z emocjami
      poradzic, a ono jest bezbronne i przed niektorymi konsekwencjami decyzji o
      waszym rozstaniu tylko ty bedziesz w stanie je uchronic.

      trzymaj sie cieplo, mam nadzieje, ze odzyskasz sily,

      zycze powodzenia.
      B.
      • wielo-kropek Re: Chciałbym Umrzeć.... 18.05.05, 02:15
        Wydaje mi sie, ze kobieta ciebie juz nie kocha. Byc moze ona ciebie
        nigdy nie kochala, a tobie sie tylko tak wydawalo. Jezeli by ciebie
        kochala, to widzac twoja walke o nia i rodzine sprawy zostalyby
        naprawione. Ona nie chce ich naprawiac, a ty w takiej sytuacji
        niczego nie zdzialasz. Wypadaloby na twoim miejscu podziekowac Bogu ze
        jasno przejrzales na oczy, ze nie ta kobieta jest dla ciebie do
        zycia itd. Jestem pewien, ze kiedy z nia zakonczysz, znajdziesz sobie
        (albo ona ciebie znajdzie) inna ktora bedzie ciebie kochala a ty ja.
        Znalazles sie pod wozem. Raz na wozie, raz pod wozem -jak to sie
        czasem w zyciu zdarza. Synek? Rozumiem, on sie na swiat nie prosil.
        Jemu trzeba tez zyc, dorastac itp. Zrozum czlowieku, ze dla twojego
        synka bedzie lepiej miec ojca "na odleglosc" niz nie miec go wcale.
        Synek kiedy dorosnie i sie dowie ze ojciec popelnil samobojstwo, z
        pewnoscia bedzie sie ciebie wstydzil. A tak -wszystko przed wami. Musisz
        tylko spod tego woza sie wydostac.
    • songs1 Re: Chciałbym Umrzeć.... 18.05.05, 11:07
      ho8 ale ty nawet jednym slowem nie powiedziales co zrobiles, skad te klotnie,
      czy ja zdradziles i teraz chcesz wszystko naprawic czy klotnie biora sie z
      nikad bo twojej zonie w glowie sie miesza? :/ z twojego postu nie wynika nic
      konkretnego , tyle ze zona nie wiadomo czemu wszczyna jakies klotnie do
      kochajacego i bogu ducha winnego meza, kaze nie wiadomo czemu mu sie wynosic i
      dlatego on chce popelnic samobojstwo, no bezsens jakis.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka