zona_matka_polka
10.09.02, 02:43
Jestem kobieta szczęśliwa. Rano wstaje razem z moim mężem i gdy on goli się w
łazience, przygotowuje mu pożywne kanapki do pracy. Potem, gdy całuje mnie w
czoło i wychodzi, budzę nasza piątkę dzieciaczków, jedno po drugim, robię im
zdrowe śniadanie i głaszcząc po główkach zegnam w progu, gdy idą do szkoły.
Zaczynam sprzątanie. Odkurzam, podlewam kwiatki, nucąc wesołe piosenki. Piorę
skarpetki i gatki mojego męża w najlepszym proszku, na który stać nas dzięki
pracy mojego męża, i rozwieszam je na sznurku na balkonie. W międzyczasie
dzwoni często mamusia mojego męża i pyta o zdrowie swojego dziubdziusia.
Teściowa jest kobieta pobożną i katoliczka, znalazłyśmy wiec wspólny punkt
widzenia. Po milej rozmowie, jeśli już skończyłam pranie i sprzątanie, które
dają mi tyle radości i poczucie spełnienia się w obowiązkach, idę do kuchni i
przygotowuje smaczny obiad dla naszego pracującego męża i ojca, który jest
podpora naszej rodziny, i dla naszych pięciu pociech. Kiedy już garnki wesoło
pyrkoczą na gazie, a mieszkanie jest czyste, pozwalam sobie na chwile relaksu
przy płycie z Ojcem Świętym i robię na drutach sweterek i śpioszki dla naszej
szóstej pociechy, która jest już w drodze, a która Pan Bóg pobłogosławił nas
mimo przestrzeganego kalendarzyka, co jest jawnym znakiem Jego woli. Nie
włączam
telewizji, ponieważ płynący z niej jad i bezeceństwo mogłyby zatruć wspaniała
atmosferę naszej katolickiej rodziny. Czasami haftuje, tak, jak nauczyłam się
z kolorowego pisma dla katolickich pan domu, albowiem kobieta nie umiejąca
haftować nie może się w pełni spełnić życiowo. Kiedy moje dzieci wracają ze
szkoły radośnie świergocząc, wysłuchuje z uśmiechem, czego dziś nauczyły się
w szkole. Opowiadają mi o lekcjach przygotowania do życia w rodzinie, których
udziela im bardzo mila pani z przykościelnego kółka różańcowego. Córeczki
proszą, abym nauczyła je szyć, ponieważ chcą być prawdziwymi kobietami, nie
zaś wynaturzonymi grzesznicami z okładek magazynów, chłopcy natomiast szepczą
na ucho, ze na pewno nigdy nie popełnia tego strasznego grzechu, który polega
na dotykaniu samych siebie, ani nie będą oglądać zdjęć podsuniętych przez
samego Szatana. Karcę ich lekko za wspominanie o rzeczach obrzydliwych, lecz
jestem szczęśliwa, ze wczesne ostrzeżenie uchroni moich dzielnych chłopców
przed zboczeniem i abominacja. Mój mąż wraca z pracy po południu. Witamy go
wszyscy w progu, po czym myje on ręce i zasiada do posiłku, a ja podsuwam mu
najlepsze kaski, aby zachował siłę do pracy. Potem mój mąż włącza telewizor i
zasiada przed nim w poszukiwaniu relaksu, a ja zmywam talerze i garnki i
zabieram jego skarpetki do cerowania, słuchając z uśmiechem odgłosów meczu
sportowego w telewizji. Wieczorem kapie nasze pociechy i kładę je spać. Kiedy
wykapiemy się wszyscy, mój mąż szybko spełnia obowiązek małżeński, ja zaś
przeczekuje to w milczeniu, ze spokojem i godnością prawdziwej katoliczki,
modląc się w myśli o zbawienie tych nieszczęsnych istot, które urodziły się
kobietami, ale którym lubieżność Szatana rzuciła się na mózg i które w
obowiązku szukają wstrętnych i grzesznych przyjemności. Zasypiam po długiej
modlitwie i tak mija kolejny szczęśliwy dzień mojego życia."
Szczęśliwa Kobieta
P.S. Dzis po modlitwie nie zasnełam, za to mam wolny czas i moge wykorzystac
go na pozyteczne ewangelizacyjne wykorzystanie internetu - wszak internet
niekoniecznie jest narzedziem w rekach szatana, o ile potrafimy z niego
rozumnie i w duchu wiary katolickiej korzystac.