kristy23
28.09.05, 18:46
Witajcie.. Przyszlam na forum bo potrzebuje porady, obiektywnej oceny
sytuacji, sugestii, ale tez..zwyczajnie sie wygadac..
No wiec, chodzi o mezczyzne, a raczej chlopaka..mojego bylego.. Poznalismy
sie przez net (na czacie) kilka miesiecy temu ( w marcu). Troche
mailowalismy, potem smsy, az w koncu spotkalismy sie.. Pierwsze spotkanie
niczym eksplozja, bomba, iskrzylo sie niesamowicie, oboje stwierdzilismy ze
byla tp jedna z "naj" nocy w naszym zyciu.. Drugie spotkanie podobne, trzecie
tez pelne iskier, czulosci, po prostu od poczatku bylo niesamowicie! On byl
taki czuly, niesmialy, dobry..wszystko co tylko chcialam- dawal mi (nie w
sensie materialnym..).. Bylo nam ze soba bardzo dobrze, ale oboje
wiedzielismy, ze to nie milosc (jeszcze nie?)..
On w styczniu (2 miesiace przed poznaniem mnie), rozstal sie z dziewczyna,
ktora bardzo kochal (ona go rzucila..). Twierdzil ze ona byla pierwsza
dziewczyna w ktorej byl naprawde zakochany.. Bardzo cierpial, jeszcze jak sie
poznalismy leczyl rany, chyba troche sobie wmawiajac, ze juz nic do niej nie
czuje.. No i wtedy poznal mnie.. Opisalam juz jak bylo dobrze od poczatku,
bez krepowania opowiedzielismy sobie o naszych bylych, on powiedzial mi tez o
niej,podkreslajac, ze to juz poza nim, ze teraz ma mnie... Mowil o wspolnych
planch, ze zrobimy to i tamto, ze zabierze mnie w wyjatkowe miejsce w
nastepnego sylwestra, ze juz teraz tak latwo sie go nie pozbede..itp..
No i w pewnym momencie zaczal mnie zawodzic.. Nie przyjezdzal juz tak czesto,
jak zwykle (choc wciaz zapewnial jak strasznie teskni i nie moze sie doczekac
spotkania..).Nie mialam powodu mu nie wierzyc, wszyscy jego znajomi (moi
tez!) mowili mi, ze nie nie moga juz patrzec na te jego zamroczone oczy, ze
on jest we mnie wpatrzony jak w obrazek itp.. Zreszta, ja sama czulam to z
jego strony..
No i zaczely pojawiac sie takie pojedyncze sytuacje, ze nie mogl przyjechac..
W koncu raz , jednego wieczora (tydzien przed zerwaniem) znow wypadlo mu cos-
tym razem spotkanie z kolega ktorego nie widzial 7 miesiecy.. Ok, kolejny raz
przymknelam oko.. Ale z czasem zaczelam coraz bardziej denerwowac sie na te
jego niedotrzymywanie slowa, zwyczajnie widzialam ze juz nie jest taki jaki
byl (przyjezdzal chocby na 10 min zeby tylko mnie pocalowac...)..
No i z czasem porozmawialismy i doszedl do wniosku ze jesli dalej bedziemy
razem, to wciaz bedzie mnie dolowal (brak pracy, brak kasy zeby do mnie
przyjezdzac-tak mowil).. No i zerwalismy.. Potem przyslal mi smsa ze jednak
czuje ze popelnil wielki blad itp.. Ale juz bylo za pozno, juz nie chcialam..
Rozmawialismy jakies 3 tyg po rozstaniu, rozmowa zeszla na temat
seksu.zapytalam czy ma kogos, powiedzial ze spal z kims kilka razy, ale ze
to "tylko" byl seks i , cytuje, "wcale mu sie nie podobalo".. No
nic..spytalam z kim.. Powiedzial ze z jedna z bylych dziewczyn, ktora poznal
kiedys w Grecji.. Pytam wiec :" aha, z ta twoja ex Miloscia ?"(bo wiem ze ta
byla poznal w Grecji!), a on na to, ze nie, ze z inna byla,
ktora ..hmm.. "tez poznal w Grecji ale innego lata"... Nie uwierzylam , ale
zostawilam , nie moja juz sprawa..
Az w koncu niedawno zaczelam troszke o tym myslec i.. wszystko wskazuje ze
znow spotkal ta swoja byla Milosc, po ktorej nie mogl sie wyleczyc.. Tamto
spotkanie z "kolega" po 7 miesiacach.. Od stycznia do sierpnia bylo dokladnie
7 miesiecy, a w styczniu byla go rzucila.. A potem ta Grecja i niby jakas
inna ex..
Wiem ze dlugi ten post, coz, chcialam przedstawic oglad sytuacji.. Czy
myslicie, ze jak byl ze mna, nagle spotkal swoja byla i stwierdzil ze wciaz
ja kocha, ze ona zaczela go zwodzic?...