taka_jestem_ja
21.11.05, 19:54
Możecie mi wierzyć lub nie, ale idąc na studia nawet nie przeszło mi przez
myśl, żeby wykorzystać ten czas na szukanie sobie męża. Owszem powszechnie
panuje taka opinia, że dziewczyna na studiach powinna znaleźć męża, bo jak
nie teraz,to kiedy. Mnie ten pogląd wydawał się co najmiej śmieszny i byłam (
i chyba nadal po trochu jestem) zwolenniczką zasady: najpierw kariera, potem
rodzina. Owszem na studiach zawsze miałam i mam wielu kolegów, ale nie
chciałam się angażować.Chyba bałam się zbyt wielkich słów, zbyt poważnych
deklaracji. I tak będąc na piątym roku studiów jestem sama.
I właściwe nigdy mi nie przeszkadzało, że jestem wolnym strzelcem. Do
niedawna. Bo teraz na każdym kroku słyszę o planach matrymonialnych moich
koleżanek, które za kilka miesięcy ( najczęściej na najbliższych wakacjach)
wychodzą za mąż. Są szczęsliwe, planują przyszłość ze swoim ukochanym, a ja
nic. Niedługo kończę 23 lata i chyba zaczynam się starzeć. Boję się, że jak
wpadnę w wir pracy, już nikogo nie spotkam. Już teraz większość
interesujących facetów w moim przedziale wiekowym jest zajęta.
Bo prawda jest taka, że najlepiej wyszły te dziewczyny, które potraktowały
studia jako dobry wybieg potencjalnych partnerów.
A może to tylko jesienna depresja?