Dodaj do ulubionych

1 listopada.

IP: *.dip.t-dialin.net 31.10.02, 12:52
Czy ktos z Was myslal kiedys jak to jest po smierci?
Ja wiele razy probowalem i nie potrafie sobie tego "nic" wyobrazic.
To przeciez nie jest jak sen.To jest po prostu nic.Naprawde nie wiem jak moze
wygladac "nic".
Obserwuj wątek
    • agick prbowałam o tym myśleć.. 31.10.02, 12:59
      i prawdę mówiąc nie jestem przekonana, że tam nic nie ma...
      sądzę, że tam jest "coś" - i właśnie to coś ciężko mi sobie wyobrazić..
      i myślę sobie, że to "coś" do niczego inne nie jest podobne... że to inny stan,
      stan bez konca, bez namacalnych kształtów...
    • vika411 Re: 1 listopada. 31.10.02, 13:00
      Dwa razy przezylam smierc kliniczna.Umieranie jest bardzo przyjemnym uczuciem.A
      po tamtej stronie nie jest "nic"...Wiem to napewno.I TAM Tym co odeszli jest
      lepiej.Istnieje jednak solidna bariera zabraniajaca we WSZYSTKICH religiach
      swiata samobojstwa.Nie wolno tego robic bo wtedy nastepuje to "nic".Potwierdzi
      to kazdy kto tam jedna noga byl.
    • rzulw Re: 1 listopada. 31.10.02, 13:24
      Jak byłem mały i powiedziano mi, że każdy kiedyś umrze, to się poryczałem i tak
      dwa dni ryczałem. Aż mi wszyscy obiecali, że mnie nie zostawią.......
      Jutro jadę do Ojca....do raportu....
      .....może On mi powie....
      • agick Re: 1 listopada. 31.10.02, 13:46
        mnie moja Babcia powiedziała... po jej śmierci nie mogłam do siebie dojść....
        ale od początku:
        kochałam ją najmocniej ze wszystkich - umierała w lipcu ileś lat temu.. w
        szpitalu, miała raka... tej nocy jak umierała przyśniła mi się - że jestem u
        niej w domu i pijemy herbatkę... pytała o anusię (moja sister) mamę...
        powiedziała, że od teraz muszę się mamą bardzo opiekować... potem odprowadzła
        mnie do windy, wsiadłyśmy do niej i zaczęłyśmy jechać w dół - w penym momencie
        Babcia zatrzymała windę, otworzyłą drzwi i powiedziałą "Gusiu, musisz już tutaj
        wysiąść.."powiedziałąm, że nie chcę, że skoro ona jeszcze gdzieś jedzie, ja
        jadę razem z nią.. Babcia powiedziałą, że tam dokąd jedzie ja nie mogę z nią
        pojechać.. pocałowała mnie, powiedziała - pamiętaj o mamie, zamknęła drzwi i
        pojechała..
        Dziś wiem, że Ona się ze mną w nocy pożegnała... umarła nad ranem... wcześniej
        leżała podłączona do miliona rurek, respiratora...codzień do Niej przychodziłam
        i rozmawiałam z Nią - wierzę, że mnie słyszała....
        Pogrzeb.... nie chcę pamiętać.
        Po pogrzebie nie mogłam dojść do siebie... miałam chęć skończyć ze sobą i pójść
        do niej - wierzcie lub nie ale Babcia była mi cenniejsza niż Mama...
        Tak czy siak - przyśniła mi się... stałą koło grobu z Dziadkiem.. trzymali w
        ręku dsłoneczniki.. i wyglądali bardzo zdrowo oboje... Dziadek obejmował
        Babcię.. Babcia powiedziała "Dziewczynki, nie płaczcie po nas... Nam jest
        nbardzo ciężko jak płaczacie - nie płaczcie.. Módlcie się ale nie płaczcie.. W
        tym grobie nas nie ma - to tylko iejsce gdzie leżą ciałą... My jesteśmy gdzie
        indziej - jesteśmy szcęśliwi" Odwrócili się i odeszli....
        Jest życie po śmierci - śmierć nie jest końcem a początkiem...

        Jutro zmierzę się z Jej grobem - jak co roku ze zciśniętym gardłem zadam
        pytanie Dlaczego tak szybko?

        Nawet teraz mam łzy pod powiekami - nie chcę płakać bo wiem, że Ją tu
        przyciągam ale nie umiem się pogodzić z jej śmiercią. Miała tylko 64 lata.. ale
        kiedyś Ją spotkam i powiem Jej, że bardzo za Nią tęskniłam - chociaż Ona pewnie
        o tym wie.
        Załuję jednej rzeczy - nie zdążyłam Jej przed śmiercią powiedzieć, jak bardzo
        Ją kocham. I tego sobie nie umiem wybaczyć.

        • viola2 Re: 1 listopada. 31.10.02, 14:10
          bardzo wzruszyła mnie Twoja opowieść. Ja też, kilka lat temu, strasznie
          przeżyłam śmierć swojej Babci. Nie zdażyłam sie z nią pożegnać, bo... miałam
          egzamin. Wracam z egzaminu i myśle sobie: jutro pojade do Babci i powiem, ze
          zdałam kolejny . Na pewno bardzo sie ucieszy. Zawsze się martwiła o swoje
          wszystkie wnuki. Była taka kochana. Weszłam do domu, był tylko brat, co było
          dziwne, bo o tej godzinie zawsze rodzice byli. Brat nie musiał już nic mówić.
          To było koszmarne. Nie bede dalej pisała, bo to chce mi sie płakać. Ale wierze,
          ze teraz jest szczęsliwa razem z dziadkiem, który zmarł o 10 lat wcześniej niz
          Babcia.

          A co do tematu, to wierze, ze tam coś jest ale nie wiem oczywiście co. Czasami
          mysle, ze to moze podobnie jak śpie i potem nie wiem co mi się śniło. Ale to
          chyba śmieszne, sama nie wiem...
          • agick Re: 1 listopada. 31.10.02, 14:17
            to nie banał - śpieszmy się kochać ludzi... tak szybko odchodzą...
            viola, nie płacz... Jej tam ciężko jak płaczesz...

            pozdrawiam,
    • Gość: grogreg Re: 1 listopada. IP: proxy / 212.160.165.* 31.10.02, 13:28
      Po co zastanawiac sie nad czyms co i tak jest unieniknione?
    • lastka Re: mhmm, bardzo często... 31.10.02, 13:34
      o tym myślę, i myślę, że tam jednak jest "coś". Wiem to bo kiedy w ubiegłym
      roku zmarł mój kuzyn, przez pierwszy miesiąc prawie codziennie mi śnił. Na
      początku widziałam go bardzo smutnego ale potem był coraz bardziej
      uśmiechnięty, wesoły. Potem dłuuuugo mi się nie śnił i kiedy w końcu znów
      miałam z nim sen to zapytałam go gdzie tak długo był dlaczego do mnie nie
      przychodził to powiedział, że właśnie wrócił z dalekiej podróży.
      Ale jakiś czas temu, pamiętam to bardzo dokładnie miałam jakiś taki dołek, to
      przyszedł do mnie i powiedział, że jak tylko będę chciała to mnie tam do siebie
      zabierze. Bo tam jest dobrze i spokojnie...ale odmówiłam i może wyda Wam się to
      smieszne pojechałam na jego frób zapliłam mu światełko i powiedziałam że
      jeszcze nie chcę.
    • Gość: Kami Re: 1 listopada. IP: 213.17.164.* 31.10.02, 13:40
      Zawsze kiedy o tym "nic" myślę, ogarnia mnie paniczne przerażenie, nie jestem w
      stanie wyobrazić sobie co będzie jak mnie nie będzie, gdzie ja będę i jak to,
      świat się dla mnie skończy?
      Na szczęście nieczęsto mi się to zdarza, odganiam takie myśli żeby nie
      zwariować.
      Życie jest takie krótkie, że szkoda je marnować na rozmyślania co będzie jak
      nie będzie.
      • lastka Re: 1 listopada. 31.10.02, 13:46
        Gość portalu: Kami napisał(a):

        > Zawsze kiedy o tym "nic" myślę, ogarnia mnie paniczne przerażenie, nie jestem
        w
        >
        > stanie wyobrazić sobie co będzie jak mnie nie będzie, gdzie ja będę i jak to,
        > świat się dla mnie skończy?
        > Na szczęście nieczęsto mi się to zdarza, odganiam takie myśli żeby nie
        > zwariować.
        > Życie jest takie krótkie, że szkoda je marnować na rozmyślania co będzie jak
        > nie będzie.

        A ja przeciwnie, powiem nawet że cęsto myślę o tym jak tam jest śmierci się nie
        boję bo czytałam książki i oglądałam reportaże w których ludzie którzy już raz
        byli jedną nogą tam, chcą tam wrócić...więc chyba nie ma sięczego bać. Jedyne
        czego się boję umierać na jakąś ciężką chorobę, boję się bólu.
      • marucha1 Re: 1 listopada. 31.10.02, 15:06
        Gość portalu: Kami napisał(a):

        > Zawsze kiedy o tym "nic" myślę, ogarnia mnie paniczne przerażenie, nie jestem
        w
        >
        > stanie wyobrazić sobie co będzie jak mnie nie będzie, gdzie ja będę i jak to,
        > świat się dla mnie skończy?
        > Na szczęście nieczęsto mi się to zdarza, odganiam takie myśli żeby nie
        > zwariować.
        > Życie jest takie krótkie, że szkoda je marnować na rozmyślania co będzie jak
        > nie będzie.

        Mysle,ze wlasnie trzeba o tym myslec aby byc lepszym.Trzeba czasem przystanac
        i zastanowic sie nad przemijajacym czasem.Gubimy czasem tyle czasu na
        niepotrzebna swady,zlosliwosci i przykrosci wyrzadzane innym.Tego czasu juz
        nikt nam nie odda.Gonimy za zluda i oddajemy czesc zlotemu cielcowi a te
        naprawde wazne mija niepostrzezenie obok nas.Po przeczytaniu Waszych postow mam
        wiecej wiary,ze jednak nie jest tak zle.Dzieki za nadzieje.
        • vika411 Re: 1 listopada. 31.10.02, 15:25
          marucha1 napisał(a):

          > Gość portalu: Kami napisał(a):
          >
          > > Zawsze kiedy o tym "nic" myślę, ogarnia mnie paniczne przerażenie, nie jes
          > tem
          > w
          > >
          > > stanie wyobrazić sobie co będzie jak mnie nie będzie, gdzie ja będę i jak
          > to,
          > > świat się dla mnie skończy?
          > > Na szczęście nieczęsto mi się to zdarza, odganiam takie myśli żeby nie
          > > zwariować.
          > > Życie jest takie krótkie, że szkoda je marnować na rozmyślania co będzie j
          > ak
          > > nie będzie.
          >
          > Mysle,ze wlasnie trzeba o tym myslec aby byc lepszym.Trzeba czasem
          przystanac
          >
          > i zastanowic sie nad przemijajacym czasem.Gubimy czasem tyle czasu na
          > niepotrzebna swady,zlosliwosci i przykrosci wyrzadzane innym.Tego czasu juz
          > nikt nam nie odda.Gonimy za zluda i oddajemy czesc zlotemu cielcowi a te
          > naprawde wazne mija niepostrzezenie obok nas.Po przeczytaniu Waszych postow
          mam
          >
          > wiecej wiary,ze jednak nie jest tak zle.Dzieki za nadzieje.
          Najgorzej jest z ta pogonia za materialnym bytem.A przeciez zabieramy z
          soba "TAM"tylko to co mysla o nas inni.Tego sie kupic nie da za
          pieniadze.Sercem tak:-)
          • Gość: Mrufka Re: 1 listopada. IP: *.abo.wanadoo.fr 31.10.02, 15:57
            Kiedys z siostra mojego meza gadalysmy o zyciu po smierci i ona mi powiedziala,
            ze nie wierzy by tam bylo cokolwiek. Kiedy spytalam, co wiec wedlug niej stanie
            sie po smierci z jej dusza/umyslem/etc. odpowiedzila , ze po prostu przestanie
            istniec. A wtedy ja: "To po co tu zyjesz, po co starasz sie o rozne rzeczy?
            Tylko dla terazniejszosci?" Odpowiedziala, ze tak.
            I wtedy pomyslalam sobie, ze takie rozumowanie musi wywolywac okropny smutek.
            To przeswiadczenie, ta jej pewnosc, ze po smierci nie ma juz niczego.

            Mrufka.
            • vika411 Re: 1 listopada. 31.10.02, 16:00
              Gość portalu: Mrufka napisał(a):

              > Kiedys z siostra mojego meza gadalysmy o zyciu po smierci i ona mi
              powiedziala,
              >
              > ze nie wierzy by tam bylo cokolwiek. Kiedy spytalam, co wiec wedlug niej
              stanie
              >
              > sie po smierci z jej dusza/umyslem/etc. odpowiedzila , ze po prostu
              przestanie
              > istniec. A wtedy ja: "To po co tu zyjesz, po co starasz sie o rozne rzeczy?
              > Tylko dla terazniejszosci?" Odpowiedziala, ze tak.
              > I wtedy pomyslalam sobie, ze takie rozumowanie musi wywolywac okropny smutek.
              > To przeswiadczenie, ta jej pewnosc, ze po smierci nie ma juz niczego.
              >
              > Mrufka
              Nic w przyrodzie nie ginie.Zmienia tylko postac:-)
              • Gość: Mrufka Czy istnieje pieklo? IP: *.abo.wanadoo.fr 31.10.02, 16:16
                A czy wierzycie w istnienie piekla?

                Ktos kiedys powiedzial, ze pieklo przezywamy tu na ziemi. I ja sie z tym
                zgadzam, chociaz wierze takze w pieklo po drugiej stronie. Jednak nie w to
                pieklo z diablami, widlami i smola, gotujaca sie w kotlach etc. Dla mnie to
                drugie pieklo jest po prostu odosobnionym miejscem a skazani jestesmy tam
                przede wszysykim na przerazajaca samotnosc. I nie wierze w kare wiecznej
                samotnosci. Przeciez Bog jest milosierny.

                Mrufka.
    • fe_male A ja myślę o jeszcze jednej... 31.10.02, 16:05
      rzeczy. Kiedy człowiek odchodzi zostawia po sobie tyle przedmiotów. Świstek z
      namazanymi życzeniami od "pierwszej wielkiej miłości" schowany gdzieś głęboko w
      kalendarzu zaczyna być zwykłym kawałkiem papieru, ulubiona bluzka - jakimś
      ciuchem, który trzeba uprzątnąć. Rodzina rozpacza. Ale później nawet oni
      dochodzą do siebie. A świat? Świat sobie dalej funkcjonuje, słońce świeci,
      ludzie żartują na ulicach. I nic się nie zawaliło i każdego ranka wstaje
      kolejny, normalny dzień.

      A nam czasami się wydaje, że świat się zawali jak nie pójdziemy do pracy, nie
      zrobimy zakupów, nie zdamy egzaminów...

      Refleksyjne Pa.
      • Gość: renia Re: A ja myślę o jeszcze jednej... IP: proxy / *.pir3.nas.panafonet.gr 01.11.02, 09:28
        Ale watek, pierwszolistopadowy. A ja oczywiscie mysle o Mamie, pojde na
        cmentarz zapale swieczki na jakichs zapomnianych grobach, za Jej pamiec i tych,
        co juz o nich zapomniano. Smutno mi sie zrobilo, nie potrafie sie pogodzic ze
        smiercia mojej Mamy, czy jest na to jakis sposob? Uwazam, ze to bylo
        niesprawiedliwe, niepotrzebne, nie wiem jak to okreslic. Moja mama wychowywala
        nie swoje dziecko, dala mu milosc, to dziecko nie ma matki ani ojca i jedyna
        osoba ktora je naprawde kochala byla moja mama. To dziecko zachorowalo na
        swinke, zarazilo moja Mame, no i komplikacje, sepsa, organ za organem , smierc.
        Czy to jest sprawiedliwe? Dziecko nie ma teraz tej jedynej Osoby, ktora je
        kochala, a w dodatku gdyby nie ono, to Mama pewnie by zyla. Nie potrafie tego
        sobie jakos logicznie wytlumaczyc. komu to bylo potrzebne czy nie mogla pozyc
        jeszcze chociaz 10 lat? Jeszcze taki moze glupi szczegol, ale tez mnie rozwala
        jak o tym mysle. Moja Mama cale zycie pracowala, msiala sama sobie zapewnic
        byt, zadbac o dochod, nie bylo jej latwo, a jednak zawsze potrafila znalezc
        takie czy inne zrodlo dochodu. Ostatnie lata rozpaczliwie zbierala praktycznie
        tyle, by zaplacic sobie zus i "dobic" do brzegu, czyli emerytury. Luty to mial
        byc pierwszy miesiac ulgi w tym poscigu - pierwsza emerytura, tak ciezko
        wypracowana. 7 lutego zmarla - nawet nie doczekala tej pierwszej emerytury. Nie
        zdazyla odpoczac, chociaz podobno teraz wypoczywa w lezaczku , na sloneczku, z
        drineczkiem z parasolka wachlowana przez dwoch Arabow... No podobno... Jakos
        mnie to nie pociesza jednak.
        • Gość: Vika Re: A ja myślę o dziadku,ktory nie wychowal... IP: *.ewave.at 01.11.02, 11:31
          Goscmi wsrod nas byli
          roznymi
          Albo intruzami
          Ich niebyt jak ciern
          bolii nas lub rani
          A oni sloncem
          i mgla
          Snujac sie daleko
          Za Styksem
          tez tesknia
          I sa niedaleko...
          Odszedl kiedy do konca spelnil swoje zyciowe zadania.Niektorzy mowia,ze
          roztrwonil zycie dbajac tylko o innych.Bede trwonic moje do konca,jak ON.Na
          Jego pamiatke.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka