aga1980
24.03.06, 18:38
mam 26 lat i zamiast żyć pełna piersią poprostu wegetuję. moje życie to pasmo
porażek, gdzie jedna goni drugą. mam mało momentów kiedy byłam zadowolona, o
szczęściu nie wspominam. z dzieciństwa pamiętam wieczne awantury w domu. w
szkole byłam dobra uczennica, bylam lubiana przez kolezanki co bylo
odskocznia od sytuacji domowej. liceum to najlepszy okres mojego życia,jednak
przez 4 lata nie mialam zadnego chlopaka. mimo ze adoratorzy jacys byli, to
jednak rezygnowalam z nich ze wzgledu na sytuacje w domu. poprostu wstydzilam
sie tego.samotnosc zagluszalam imprezami, szkola, spotkaniami ze
znajomymi.mielismy wtedy zgrana paczke. potem studia, ktore mam juz za soba.
studiowalam zaocznie i nie pracowalam (poczatkowo nie chcialam, potem
szukalam czegos ambitnego, a potem czegokolwiek, ale nie udalo mi sie
znalezc pracy). pojawil sie "on", ale tak szybko jak sie pojawil tak smao sie
ulotnil. jedyne co po nim mialam poza zlymi wspomnieniami to depresja. po
kilku miesiacach zaczelam z niej wychodzic, znalazlam prace, czulam ze w
koncu zaczyna sie ukladac. odzyskalam radosc zycia. okres pracy to najlepszy
czas w ostatnich latach. po roku praca sie skonczyla. znow ktos zagoscil w
moim sercu,rozbudzil nadzieje, dal wiare w drugiego czlowieka,wiare w
milosc,ale szybkoa ja odebral.poprostu odszedl. a ja znow zostalam sama, bez
pracy, z rana w sercu. znajomi tez sie porozchodzili, kazdy ma swoje zycie.
coz, ze mam kolezanki, znajome? ona maja swoje zycie, dzieci, mezow,prace. a
ja? z wesolej niegdys (mimo sytuacji domowej) dziewczyny stalam sie smutna
istota,ktora wiecznie na cos czeka. nie zyje korzystajac z kazdego dnia aby
go przezyc w pelni, tylko modle sie aby kazdy dzien mijal jak najszybciej.
mam wrazenie ze zycie mnie boli. od 2 miesiecy szukam pracy bezskutecznie,
staram sie zpaomniec o "nim", staram sie zapalniac sobie czas (silownia,
spacery, jezyk),ale i tak czuje sie strasznie samotna, zagubiona,
nieszczesliwa. nikt nie przypuszcza nawet, ze ta ladna, inteligentna, mila
dziewczyna jest jednym chodzacym nieszczesciem. przestalam wierzyc juz w
milosc, w to ze zdobede dobra prace, w lepsze jutro. zostalam jedynym singlem
wsrod wszystkich znajomych jakich mam, to boli. tak bardzo potrzebuje kogos,
kto przytuli, kto pocieszy, kto wezmie w ramiona i w ciezkiej chwili otrze
lze. tak bardzo potzebuje pracy,ale glowa muru nie przebije. na ile moge na
tyle szukam, ale co z tego ze mam checi? mam z kim pogadac, mam kilka
kolezanek,ale kazdy wieczor spedzam samotnie,kazdy weekend spedzam samotnie i
czuje ze juz zawsze tak bedzie. wyc mi sie chce.
poradzice jak zaczac zyc, nie chce tak wegetowac, chce zyc usmiechajac sie,
chce uwierzyc ze swiat potrafi byc piekny i ze w moim zyciu zaswieci jeszcze
slonce.