Gość: a.lojewska
IP: *.bracz.edu.pl
21.12.02, 14:04
Mam fatalne doświadczenia związane z "pomocą" instytucjonalną. / jestem bohaterska artykułu p. Surmiak -
Domańskiej "Zawziętus"/. Wolę dawać osobom prywatnym niż instytucjom, nawet tym, które głoszą
najbardziej
szczytne cele. Wiem z autopsji, że kilkadziesiąt procent naszych pieniędzy i zaufania jest w tych
instytucjach roztrwanianych na inne cele, np. na obsługę biura i etaty administracyjne, a nie na
zapobieganie problemom, które są sygnalizowane w misji organizacji. Nawet tak medialne akcje, jak pomoc
ofiarom ataku na WTC spotkały się z krytyką, bo organizacje,
które zbierały na ten cel pieniądze sporą ich pulę przeznaczaly na potrzeby bieżace. Jeżeli chcemy
dawać dla
organizacji nasze ciężko wypracowane "wdowie" grosiki, to domagajmy się i odpowiedniej kontroli
merytorycznej
poczynań tych organizacji, a tej narazie nie ma. Szerzej piszę o tym na forum dyskusyjnym nt artykułu
poświęconego
mnie. /Anna Łojewska/. Pamiętajmy też bez obłudy, że dając czujemy się lepsi i ubogacamy i rozwijamy
przede
wszystkim siebie. Obdarowywani są traktowani często przez nas, jako poletka doświadczalne do
naszej
wspaniałomyślności.Oczywiście, mam za soba przebogate doświadczenia w pracy charytatywnej o d
nauki mniej zdolnych osobistych braci / rodzice nie płacili mi za to, a wymagali wyników/ po bycie drużynową,
komendantką szczepu, etc w harcerstwie, tzw. "Nieprzetartym Szlaku"- czyli szkolnictwie specjalnym. Teraz
prowadzę własną firmę fundraisingową i też mam moralne dyleematy, czy przyjmować wszystkich klientów, czy
tylko tych,pod których poczynaniami mogę podpisać się
Pozdrawiam wszystkich dyskutantów Bożonarodzeniowo.
Anna Łojewska