Dodaj do ulubionych

Chory związek...

01.06.06, 19:37
Ja nie wiem dlaczego ona taka ślepa jest!
Z kolażanką próbowałyśmy ją przekonać kogo sobie bierze za męża ale do niej to
jak do cielęcia...
Nasza wspólna koleżanka jest zaręczona i za niedługo (bo w październiku)
będzie brała ślub. Ma 22 lata a on 27. Niby facet starszy to poważniejszy...
Gó.no prawda!!!
Może zaczne od początku.
Poznali się z 4 miesiące temu i po tych 4 miesiącach on jej się oświadczył. No
dobra może być i po tych 4 miesiącach znam przypadki że i po 2 tygodniach już
się chajtają. Mniejsza o to. Ale prawda jest taka że ona go wcale nie zna.
Facet (nie dość że brzydki) jest po prostu głupii. Od początku jak się tylko
poznali on zawsze do niej dzwoni...i to jest minus powiecie? Tak i to wielki
bo dzwoni co 5 minut a rozmowa trwa co najmniej 2h jak nie więcej... No dobra
może ją kocha "może" ale czy to jest normalne żeby on ją sprawdzał na każdym
kroku. Nawet jak ma wykłady na uczelni to dzwoni i ona centralnie musi
wychodzić z nich bo jak nie odbierze to on się obrazi "że go nie kocha". No
ludzie... Jest na każde jego zawołanie. Jak dzwoni musi mu wszystko mówić
gdzie idzie, po co i dlaczego. Nie daj boże żeby powiedziała że idzie z nami
to kawiarenki to wtedy bedzie dzwonił co 5 minut czy aby czasem kogoś tam nie
poznała. My nawet nie możemy z nią porozmawiać bo On ciągle dzwoni.
Spytacie czemu nie wyłaczy telefonu i mu nie powie że np. bateria padnie. No
bo nie może go oszukać - kapnął by się (taaaaaaa jasne). Tylko że on nieźle ją
oszukuje, ale ona tego nie może zrozumieć - jest centralnie zaślepiona. Ale
także nie może mu się sprzeciwić bo nie potrafi i tyle. Być może jest to
spowodowane faktem że to jej pierwszy chłopak no ale mieć takiego pierwszego
chłopaka ?!?
Niestety nigdzie z nami nie wychodzi bo po prostu nie może przez niego ale jak
on sobie zrobił ognisko z kolegami i się narabał a ona potem specjalnie
przyjechała i wszystkich odwoziła to było fer co?
Twierdzi że wcześniej dziewczyna go skrzywdziła i taki jest. Między nami to
ona chyba zobaczyła kim on jest i dała nogę ;)
Co do ślubu... Chłopak widocznie zobaczył jaka nasza koleżanka jest i mu się
spodobało jak nią może kierować... Gdyby to na mnie trafiło to nie wiem czy by
coś z niego zostało...
Ale dlaczego tak mu się z tym .ślubem śpieszy?
Bo nasza koleżanka nie jest wcale biedną dziewczynką o nie wręcz przeciwnie
bardzo majętną. A zaraz po slubie on przeprowadza się do niej. Na jej miejscu
podpisała bym intercyze ale co tu mówić... do niej nie dociera.
Ja wiem że miłość jest ślepa ale bez przesady. To będzie jej życiowu błąd.
Jego statni tekst: Aleś przytyła... Po prostu kochany chłopak.
Dodam że Ona kończy studia a on robi zacznie Liceum... mniejsza o to
wykształcenie ale on jako facet to kąpletna świnia. Wiadomo że nie każdy taki
jest ale ten to chyba najgorszy przypadek.
Ja już nie wiem jakich słów używać z jednej strony nie chce robić jej
przykrości ale ona pakóje się w wielkie szambo...

I co wy na to?
Obserwuj wątek
    • cweka Re: Chory związek... 01.06.06, 19:58
      Kiedy moja przyjaciółka wychodziła za mąż serce bolało mnie miesiąc. Nic nie
      powiedziałam. Kiedy powiedziała, że się rozwodzi, bo mąż pewnego dnia sie
      spakował i odszedł, a potem opowiadala jakim człowiekiem się okazał i ile
      rzeczy przede mną ukryła bolało jeszcze dłużej. Trzymałam ją za ręke na sprawie
      rozwodowej, byłam jej "ramieniem" przez długie miesiące po zakończeniu tego
      związku. Po dwu latach, kiedy zaczęła odbudowywać swe życie i spokałyśmy się,
      aby uczcić kolejny sukces na naszej drodze życia, po drugim kieliszku wina moja
      przyjaciółka powiedziała, że ma do siebie żal, że za mało walczyła o swoje
      małżeństwo. Zagryzłam zęby i przed oczami stanął mi obraz jej upokorzenia i
      cierpienia jakiego zaznała w trakcie trwania tego związku.

      Nic nie powiedziałam, jestem przy niej, ale jej życia za nią nie przeżyję i
      myśle, że dlatego jestem jeszcze jej przyjaciółką.

      Nie sądzę, żeby kolezanka was posłuchała, możecie ją natomiast stracić.
      • hieroglif1 Re: Chory związek... 14.07.06, 12:51
        serce jak serca, gorzej z bolączkami serca. skoro serce rozbolało cię z powodu
        wychodzącej za mąż przyjaciółki. rany, czy ty ściągasz opisy z wielce
        szanujących się hareluqinów? wolę chyba przeczytać wywiad z Kayah niż umawiać
        się na kieliszek i zagryzać nad nimi zęby.Tobie przeciwbolacemu sercu i
        zagryzaniu zębów radzę to samo :)
        A dlaczego nie przezyjesz za nią zycia, wejdź w jej skórą, skoro w emocjonalny
        sposób aż tak reagujesz na przyapdek jej małżeństwa.
        • twojahanus Nie ma co doradzać 15.07.06, 19:54
          ani mówić i tłumaczyć. Zrobi po swojemu. A jak jej będziesz coś gadać ,to nic
          nie bedzie mówić i tyle, jeszcze wroga w Tobie będzie widziała.
          Moja przyjaciółka jest w podbnej sytuacji, tylko, ze jej facet przy wszystkich
          ją olewa i ma ja w du-ie. Widzi to, wie, ale go kocha.
          Może pomoże rozmowa z jej z mamą. Mamy zawsze mają rację
    • nutopia Re: Chory związek... 01.06.06, 21:19
      sol230 napisała:

      > Tak i to wielki
      > bo dzwoni co 5 minut a rozmowa trwa co najmniej 2h jak nie więcej...

      Błagam wytłumacz mi to! To jest możliwe?
      • nombrilek Re: Chory związek... 01.06.06, 21:34
        no wiesz co w tym trudnego do zrozumienia, gada 2h i dzwoni za kolejne 5 minut
        na kolejne 2h. Za trudne do zrozumienia???
        • nutopia Re: Chory związek... 01.06.06, 21:45
          brawo nombrilek. Dziękuję, że mi to wyjaśnilaś. Od razu przypomina mi się
          dowcip:
          - kochanie - mówi żona do męża - ja wychodzę na parę minut a ty w tym czasie co
          godzinę zamieszaj zupę

          nombrilek nie próbuj zrozumieć
          • nombrilek Re: Chory związek... 01.06.06, 21:49
            Ja tylko nie lubie ironicznych komentarzy :)
          • hieroglif1 Re: Chory związek... 14.07.06, 12:54
            kiepski dowcip, humor przewidywalny.
            przep. za najście w tym wątku ale jakoś sam nie powiesił się na pierwszej
            stronie, zatem tłumaczę, że miałam w tym swój niejaki udział:).
      • hieroglif1 Re: Chory związek... 14.07.06, 12:53
        ja moge wytłumaczyć. po prostu nie wazne ile trwa, wazne żeby jeszcze raz
        zadzwonił i żeby rozmowa trwała dłużej niż poprzednio, a najlepiej zeby nie
        dzwonił w ogółle, bo wiadomo że i tak zadzwoni i nie.
    • nombrilek Re: Chory związek... 01.06.06, 21:33
      A co ona nie ma rodziców??? Wiesz takie koleżanki co to chcą odradzic i wogole,
      to zazwyczaj sie mysli (zwłaszcza ta której odradzaja) że napewno zazdrość im
      d..e sciska, więc wasze gadanie mysle ze na nic sie zda a wrecz moze miec
      przeciwny efekt, to rodzice powinni przekonac ze poco sie spieszyc zeby sie
      lepiej poznali a nie kolezanki
      • aureliana Re: Chory związek... 01.06.06, 21:36
        a ja mysle, ze czaszebys zajela sie swoim zyciem. czlowiek musi uczyc sie na
        wlasnych bledach i nic nie dadza twoje uwagi na temat tego faceta, bo ona jest
        zakochana i tyle. poza tym nie zawsze obserwatorzy maja racje. bylam kiedys z
        chlopakiem;dosc specyficznym, ktorego cale moje towarzystwo nie znosilo i nie
        moglo do nich dojsc, ze tak naprawde jst fantastycznym czlowiekiem, niezwykle
        inteligentnym. wiec daj moze zyc koelzance wlasnym zyciem i pomagaj jej tylko
        wtedy gdy ciebie o to poprosi. jej zycie= jej decyzje a nie twoje. to pcozatek
        zwiazku, chca spedzac full czasu razem, moze facet troche egzaltowany, ale co ci
        do tego...
        • nombrilek Re: Chory związek... 01.06.06, 21:39
          Zgadzam sie, zwłaszcza na poczatku, najchetniej nie odstepowaloby sie na krok
          kogos kogo sie kocha, a twoje uwagi byc moze sa tak jak napisalam wczesniej
          naprawde zazdroscia...
      • sol230 Re: Chory związek... 02.06.06, 12:47
        Rodzice nic nie wytłumaczą bo matki nie ma gdyż jest za granicą i to już 8 rok.
        A ojciec... Powiedz mi co może ojciec doradzić dziewczynie?

        Nie ma kto jej doradzić...
    • deodyma Re: Chory związek... 01.06.06, 22:06
      piszesz, ze facet jest brzydki. a co? chyba tobie nie musi sie podobac? a
      dlaczego glupi? bo ciagle do niej dzwoni??? a nawet jesli tak, to i co z tego?
      gdy zaczelam chodzic przed kilkoma laty z moim mezem, on caly czas do mnie
      wydzwanial. piszesz, ze ja oszukuje. w jaki sposob?
      • lekarstewko Re: Chory związek... 14.07.06, 16:47
        a czy tobie na nim nie zależy tak ogromnie przeżywasz jej błąd ?nie wtrącaj się
        rada dla ciebie.
    • dzika.limetka Re: Chory związek... 02.06.06, 01:07
      > Facet (nie dość że brzydki) jest po prostu głupii. Od początku jak się tylko
      > poznali on zawsze do niej dzwoni...i to jest minus powiecie? Tak i to wielki
      > bo dzwoni co 5 minut a rozmowa trwa co najmniej 2h jak nie więcej...


      to dzwoni co 2 godz i 5 min :)
    • saskiaplus1 Re: Chory związek... 02.06.06, 08:17
      Po poprawieniu błędów i drobnej redakcji ten tekst byłby niezłym początkiem
      opowiadania. Do autora: mogę wykorzystać jako inspirację?
    • kryzolia Re: Chory związek... 02.06.06, 08:25
      Przeczytaam i nie dowiedziałam sie na czym polega ten wg ciebie chory związek.
      Czy na tym , że facet stale dzwoni? A może koleżanka go o to prosi , bo tak
      tęskni? Czy może na tym , że facet kończy liceum zdaje się że zaocznie? TO chyba
      dobrze ze się uczy, lepiej późno niz wcale. Czy może na tym , że nie ma dla was
      czasu na każde wasze zawołanie? Czy może na tym , ze się zakochała nie pytajac
      was o zgodę? Bez względu na to czy ten związek będzie dobry czy zły : to nie
      wasza sprawa, to nie jest wasz związek.
    • alicja_wk Re: Chory związek... 02.06.06, 09:57
      Wbrew panującym w tym wątku opiniom, uważam, że słusznie sie martwicie o
      koleżankę, bo jesli ten post nie jest żadna podpuchą, to macie ku temu
      podstawy. Nie wydaje mi się, że powodem waszych obaw jest zazdrość, bo skoro
      masz takie zdanie o tym facecie, to niby czego miałabys zazdrościc. Wiem z
      własnego doswiadczenia, że będąc zakochanym jest sie często tez zaslepionym i
      nie potrafi sie obiektywnie spojrzec na całą sytuację. A moim zdaniem, juz to,
      co opisujesz w tych kilku zdaniach jest sygnałem, jak to nazwałas, "chorego
      związku", a ściślej chorobliwej, urojonej zazdrości. Być może ktoś uzna to za
      zbyt pochopne wnioski, ale gdy samemu miało sie do czynienia z taką sytuacją,
      to juz na podstawie tych kilku faktów można to stwierdzić. Gdy ja zaczęłam sie
      spotykać z moim, teraz już byłym, mężem,wszyscy, oprócz mnie zauważali to, że
      coś jest nie tak, choc nie znali szczegółów, bo nigdy z nikim o tym nie
      rozmawiałam. Wystarczyło im to, że go poznali, zamienili z nim kilka zdań, to,
      że widzieli jak ja się zmieniłam pod jego wpływem, to jak mna manipuluje.
      Tylko, że wtedy nikt, oprócz moich koleżanek, od których i tak po niedługim
      czasie musiałam sie odciąć, nie miał odwagi mi o tym powiedzieć. Własnie
      dlatego, że wiedzieli, iż zrobie tak jak bede chciała i ich gadanie nic tu nie
      pomoże.
      Jesli Twoja koleżanka jest tak zakochana, że nie zauważa niepokojących
      sygnałów, to nawet jesli nie chce konczyc tej znajomosci, to niech przynajmniej
      wstrzyma się jeszcze ze slubem, bo okres 4 m-cy to zbyt mało, aby móc spojrzec
      na pewne sprawy obiektywnie. Wiem sama po sobie, że dla mnie przez długi czas
      takie zachowanie mojego faceta nie wydawało sie niczym dziwnym, a gdy już
      zaczęłam się w tym związku męczyć, to było za pozno, żeby się uwolnić.
      Wiem, że cięzko komuś, kto jest zakochany wyperswadować i przetłumaczyc pewne
      rzeczy, dlatego najlepiej dla niej by było, gdyby sobie porozmawiała z kimś,
      kto miał do czynienia z takim przypadkiem, bo moze pozniej załowac, że w pore
      sie nie wycofała.
      • kryzolia Re: Chory związek... 02.06.06, 11:39
        no i co z tego, sama piszesz że nikt nie mial wpływu na CIebie gdy byłaś
        zakochana. Wiec chyba nie sadzisz że w tym przypadku bedzie inaczej i panna sie
        wzruszy i posłucha sie osób z forum i nie wyjdzie za mąż.
        Właśnie o to mi chodziło - że nie można nic zrobić.
    • samoistny Re: Chory związek... 02.06.06, 11:29
      sol230 napisała:

      > Ja nie wiem dlaczego ona taka ślepa jest!
      > Z kolażanką próbowałyśmy ją przekonać kogo sobie bierze za męża ale do niej to
      > jak do cielęcia...
      > [... ciach ...]

      Najlepsza moim zdaniem postawa, to "Obawiam się, że facet Cię skrzywdzi, ale to
      Twoje życie. Pamiętaj, że masz we mnie przyjaciółkę - nie wahaj się w razie
      czego dzwonić." Pamięć o takiej deklaracji bardzo pomaga jak już dziewczyna
      zorientuje się że jest w związku z palantem.
      A jeśli się nie zorientuje? To już trudno, nic nie poradzisz. Może to nie taka
      świnia jak się wydaje...
      • sol230 Re: Chory związek... 02.06.06, 13:13
        Przykład: Facet gmyrał sobie w jej komórce i znalazł w książce faceta (choć nic
        ich nie łączyło), kazał jej go wykasować . Ok zrobiła tak. Ale i on ma na
        komórce jedną taką z którą był. Nie dość że puszcza mu sygnały to ma jej zdjęcie
        w telefonie i jest git.

        Powiedzcie mi czego mam zazdrościć?
        Martwimy się o nią. Ale tak jak napisano w cześniejszych komentarzach nic się
        nie poradzi.
        Bywa że narzeka na niego ale to jest chwilowe.
        Już 2 razy zrobił jej przykrość ale co tu mówić kocha go i mu wybacza.

        Co do jego wyglądu. Nie jest za piękny ale na początku myślałam że spodobał jej
        się w inny sposób. Bo niektorzy sa piękni jak bogowie a w głowie maja siano.

        Któraś napisała że Ona nam nie poświęca czasu i dlatego jesteśmy zazdrosne.
        Kobieto my jej wiecznie pomagałyśmy kiedy miała problemy. Zawsze mogła na nas
        liczyć. Gdy widziałysmy że ją coś trapi zabierałyśmy ją do kawiarenki czy gdzieś
        indziej żeby się zrelaksowała a teraz nawet jakby chciała to nie może.

        Ok jej życie jej wybór.
        Ale jeśli ją skrzywdzi to nakopie mu do dupy!!!
        • kryzolia Re: Chory związek... 02.06.06, 14:01
          chodzi o to , że nie jesteście w stanie nic zrobić, i już , sama musi się
          przekonać na własnej skórze. Mialam koleżanke , która po latach dopiero widziała
          swoją sutyację taką jaką ona była naprawdę, choć wszyscy jej mówili, łącznie z
          tym że mąż ja zdradza, choć mogła to łatwo sprawdzić bo prawie mieszkał u tej
          dziewczyny i na koniec mial z tamta dziecko - ona twierdzi że to do niej wcale
          nie docierało.......
          • sol230 Re: Chory związek... 02.06.06, 14:15
            Nic nie da się zrobić...
        • deodyma Re: Chory związek... 02.06.06, 20:20
          jesli twoja przyjaciolka jest rzeczywiscie nim zaslepiona, nic nie wskoracie.
          nie mozecie nic zrobic a jesli bedziecie na niego gadac, ze niedobry, ze nie
          dla niej, wtedy ona calkowicie sie od was odsunie i ja stracicie. zostawcie to
          wlasnemu biegowi. moze przyjdzie taki dzien, ze zmadrzeje i przestanie patrzec
          na niego przez rozowe okulary.
        • mozambique Re: Chory związek... 14.07.06, 15:35
          "Ale jeśli ją skrzywdzi to nakopie mu do dupy!!!'

          tylko nie zapomnij mu wcześniej pogmyrać
    • hieroglif1 Re: Chory związek... 14.07.06, 12:47
      dobrze że jej nie kopjóje. wtedy to byłby dopiero dramat.
    • mmajja Dla mnie straszny KLOPS 15.07.06, 12:30
      • midli1 Tarara 15.07.06, 12:40
        Ty jeszcze nie widziałaś chyba chorego związku... ja to dopiero mam przykłąd,
        ale nie mam czasu ani chęci tego opisywać...
    • monieka.15 Re: Chory związek... 15.07.06, 21:14
      Ja miałam podobną sytuacje z moim byłym facetem. dzwonił bardzo często, zawsze
      musiałam mówić co robie, gdzie jestem z kim i w ogóle. Kiedy był u mnie to mi
      sprawdził komórke,musiałam mu mówic kto do mnie pisze, co pisze, nie mogłam w
      swoim własnym domu iść na neta sprawdzić poczte, bo on tu jest. Non stop
      kontrolował moje wydatki, mówił co kupowac a czego nie, z kolei ja nie mogłam go
      w zaden sposób skrytykować. non stop robiłam coś zle, cos zle mówiła, jak
      przyszło co do czego to on mi zwracał uwage, ze to żle czy tamto, a wsumie
      wszystko był z mojej strony zle, to ja byłam wszystkiemu winna i to ja zawsze
      musiałam prepraszac. Efektem tego była nerwica żoładka i zerrwanie z nim. I
      jestem bardzo zadowolona, ze sie go pozbyłąm, a ta koleżanka to moze jeszcze
      tego żałować. Na razie jest za bardzo zakochana zeby to widzieć. Mimo wszystko
      życze powodzenia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka