Dodaj do ulubionych

Kiedy facet ma dość...???

10.06.06, 12:00
Powiedzcie mi, czy to normalne ze dorosly facet znika na kilka dni bo rzekomo
potrzebuje czasu dla siebie? Tzn. wiem o tym ze wyjezdza ale np. nie wiem juz
ze przedluza sobie pobyt. I potrafi rozlaczyc sie kiedy przez telefon go
wypytuje dlaczego tak robi?
Nasze malzenstwo jest ostatnimi miesiacami dosc nerwowe, mamy problemy
finansowe i w pracy. Coraz czesciej klocimy sie i wrzeszczymy na siebie
zamiast spokojnie rozmawiac. Zasadniczo jest tak, ze to ja jestem ta dobra a
maz ten zly. Fakty sa takie, ze to ja jestem bardziej odpowiedzialna, mam
lepsze wyksztalcenie, prace, jestem lepiej zorganizowana. Moj maz jest zawsze
o krok ode mnie nizej. Nigdy mi to nie przeszkadzalo, dopoki calkiem sie nie
rozleniwil, teraz nie pomaga mi nawet w domu juz w niczym, nigdzie nie
wychodzimy, on nie ma czasu dla mnie z ato na piwo z kolegami czy wyjazdy do
swojego rodzinnego miasta zawsze znajdzie czas. Polozyl na sobie krzyzyk jesli
chodzi o nauke i prace, stoi w miejscu i nie rozwija sie.
O sobie moge powiedziec z czystym sumieniem, ze jestem w porzadku jako zona. I
kiedys nie bylo tak, ze caly czas mu gledzilam i maltretowalam rozmowami na
nasze tematy - staralam sie rozmawiac spokojnie chociaz ciezko jest bo
strasznie mnie drazni jego biernosc. On jednak zaczal sie ode mnie odcinac,
ostatnio stwietrdzil, ze jestem jak jego matka ze tylko mu ciagle pier... i
mecze go, ze ma dosc. Widze, ze robi sie coraz bardziej obcy wobec mnie i
zamkniety w sobie. Teraz tez wyjechal na weekend i rozmawia ze mna przez
telefon jak z obca osoba, zdawkowo-tak, nie, na kazde pytanie co sie dzieje
mowi, ze znow go mecze... OPczywiscie to ja do niego dzwonie.Co robic? Kto
jest winien? Czy ja naprawde przesadzam?

Ps. Wiem na 100% ze nei chodzi o inna kobiete
Obserwuj wątek
    • fragile_f Re: Kiedy facet ma dość...??? 10.06.06, 15:19
      Narkotyki...?
      Alkohol...?
      Ma kompleks nizszosci, bo gorzej zarabia, ma gorsze wykształcenie i w ten sposob
      sie na tobie odgrywa..?


      Powodów znikania moze byc wiele...
      • skorpionica11 Re: Kiedy facet ma dość...??? 10.06.06, 15:36
        raczej ma kompleksy
        a ty powinnas sie cieszyc ze macie prace w dzisiejszej dobie duzego bezrobocia
        bo wydaje mi sie ze traktujesz swojego meza jak dziecko
        • wojtek_blankietowy Re: Kiedy facet ma dość...??? 10.06.06, 15:43
          skorpionica11 napisała:
          > raczej ma kompleksy
          > a ty powinnas sie cieszyc ze macie prace w dzisiejszej dobie duzego bezrobocia
          > bo wydaje mi sie ze traktujesz swojego meza jak dziecko

          oczywiscie ze ma kopleksy dzieki kochanej zonie, a zona niech sie nie cieszy
          jak sugerujesz ze ma prace bo zaraz moze nie miec meza.
          zawsze powtarzam ze nie tylko kobiety potrzebuja zrozumienia ale faceci tez.
          jakby mnie tak kobieta traktowala jak autorka podziekowalbym jej serdecznie
          facect musi czuc sie facetem, jesli ty mu to droga autorko odbierasz bedzie
          musial albo jakos sobie to wynagrodzic gdzie indziej (np. zdrada) albo wpadnie
          w dol (np. akohol). pieknie go wpychasz w problemy podkreslajac jaka ty dobra
          wyksztalcona i wspaniala jak go pouczasz jak matka (najgorsze co moze byc).
          Daj mu szanse byc facetem. Pokaz ze mimo rzeczywistych porazek imponuje ci ze
          jest meski cudowny wspanialy madry. Pokaz ze sobie nie radzisz ze go
          potrzebujesz. Daj mu objac ster.
          Tylko jak znam zycie i kobiety bedzie tak ze powiesz mu dwa komplementy po czym
          przypomnisz mu nazajutrz ze gorzej zarabia lub cos.
          Lepiej idz do adwokata po rozwod.
          • landsend Re: Kiedy facet ma dość...??? 10.06.06, 16:00
            To nie jest tak, ze ja podkreslam swoja 'wyzszosc' i go doluje. Nie. Jestesmy 5
            lat razem, 2 po slubie i tego typu problemy nie byly obecne od zawsze, zaczelo
            sie to jakies rok temu. Zawsze staralam sie byc wyrozumiala dla niego, wspierac
            go az zaczelam miec wrazenie, ze on to wykorzystuje. Kiedy przekonalam sie po
            raz kolejny ze np. olewa szkole, bierze wolne, nie pomaga mi w domu bo twierdzi
            ze jest zmeczony i ma dola, bo nie daje rady, a mimo to wychodzi sie spotkac z
            kolegami i coraz wiecej pic (niestety!)to zaczelo mnie to wkurzac. I dopiero
            wtedy moze zaczelam byc bardziej 'ostra' w tych naszych rozmowach zeby go jakos
            otrzezwic.

            Ale moze to byla zla taktyka.

            Nigdy nie dalabym mojemu mezowi odczuc, ze jest gorszy, bo uwazam ze nie jest.
            Ma mnostww zalet, dzieki ktrym go pokochalam, jest inteligentny, zabawny, kiedys
            byl bardzo czuly i oddany... teraz to zanika.
            Niemniej fakty sa takie, ze ma kiepska prace na wlasne zyczenie bo moglby
            poszukac lepszej i pewnie by ja znalazl (mieszkamy w Warszawie). Co wicej jemu
            samemu doskiera to, ze nie ma dobrego zajecia. Z jego mozliwosciami
            intelektualnymi i finansowymi sprzed kilku lat mogl tez skonczyc studia a tego
            nie zrobil. Uwazam, ze nie mozna mylic wyrozumialosci z poblazliwoscia i byciem
            slepym na to, ze ktos po prostu dal ciala.
            Ale nie w tym rzecz. Nie chce sie wybielac, wiem, ze moze w tym wszystkim byc
            sporo mojej winy, chcialam tylko napisac, z czego moje ostatnie ostre 'zale'
            mogly wynikac. Ja tez mam swoje problemy a jednak jakos sobie radze, nie majac w
            ogole wsparcia psychicznego z jego strony. Zastanawiam sie tylko jak nam pomoc.
            Moj maz jest introwertykiem i nie wiem jak do niego dotrzec bo zawsze ciezko mu
            bylo rozmawiac o swoich trudnociach i kompleksach, a teraz to juz w ogole.
            Wszystko ucina tekstem zebym go nie meczyla, ze ma dosc, ze mu sie nie chce...
            Zastanawiam sie, czy to nie jakas depresja i czy nie powinien poradzic sie
            psychologa.
            Wbrew temu co sugerujesz bardzo kocham mojego meza i chce rartowac nasz zwiazek.
            • nikosik Re: Kiedy facet ma dość...??? 10.06.06, 17:18
              to nie naciskaj badz z nim, mow tak ogolnie, a nie mow konkretnie.

              wiesz wiele rzeczy sie wyczuwa i wtedy male slowo twoje moze mu pomoc:)

              • wojtek_blankietowy Re: Kiedy facet ma dość...??? 11.06.06, 11:25
                He he dobre jest to ze autorka pisze ze nie daje po sobie odczuc wyzszosci,
                tymczasem po jednym poscie ja ta wyszosc odczuelem mocno i zdecydowanie. Jesli
                po paru zdaniach czuc to wyzszosc w stosunku do meza to co w zyciu na codzien
                nie czuc? Pewnie ze czuc.
                Pamietasz co przysiegalas na oltarzu. Na dobre i na zle. Macie teraz gorsze
                musisz mu pomoc ale nie opier.... lecz umiejetnie odbudowujac jego meskie ego.
                • horpyna4 Re: Kiedy facet ma dość...??? 11.06.06, 11:59
                  Landsend, mąż daje Ci po prostu znać, że jesteś upierdliwa. Zejdź trochę z
                  piedestału własnej doskonałości i postaraj zrozumieć, że nie zawsze masz rację.
                  Niekoniecznie odnośnie meritum spraw, ale na pewno co do taktyki. Facet nie lubi
                  być musztrowany, przemyśl to.
                • yvonne75 Re: Kiedy facet ma dość...??? 11.06.06, 12:00
                  oj oj oj ...umiejetnie odbudowac jego meskie ego....ciekawe w jaki
                  sposob ,jesli facet sie rozleniwil na dobre ,nie daje tym bardziej powodow do
                  odbudowania jego ego...jak niby ona mialaby to zrobic?podchodzac partnera jak
                  dzieciaka w przedszkolu?zreszta czasem w jednym to nawet prawda...niektorzy
                  faceci na nic wiecej nie zasluguja...bo zachowuja sie jak dzieci.szkoda tylko
                  ze dzieje sie to w takich chwilach,kiedy najbardziej potrzebuje sie ich meskiej
                  postawy...
                  • wojtek_blankietowy Re: Kiedy facet ma dość...??? 11.06.06, 12:30
                    yvonne75 napisała:
                    > oj oj oj ...umiejetnie odbudowac jego meskie ego....ciekawe w jaki
                    > sposob ,jesli facet sie rozleniwil na dobre ,nie daje tym bardziej powodow do
                    > odbudowania jego ego...jak niby ona mialaby to zrobic?podchodzac partnera jak
                    > dzieciaka w przedszkolu?zreszta czasem w jednym to nawet prawda...niektorzy
                    > faceci na nic wiecej nie zasluguja...bo zachowuja sie jak dzieci.szkoda tylko
                    >ze dzieje sie to w takich chwilach,kiedy najbardziej potrzebuje sie ich meskiej
                    > postawy...

                    jest rownouprawnienie. rozumiem ze mowiac o meskiej postawie mialas na mysli
                    twardosc i walecznosc ale dzis tego samemgo mozna oczekiwac od kobiety jest
                    rownouprawnienie.
                    ciekawe jestem czy gdyby byl watek w stylu: "moja zona sie roztyla i jest gruba
                    i ma dola a ja ją opierda...." to czy tez bys chwalila autora watku i mowila ze
                    zona zachowuje sie jak dziecko.
                    moim zdaiem kazdy potrzebuje wsparcia w trudnych chwilach i kobieta i faect a
                    postawa autorki musi jej meza tylko dobijac
                    • landsend Re: Kiedy facet ma dość...??? 11.06.06, 13:35
                      Staralam sie opisac sprawe obiektywnie. Moze dlatego wyszlo tak surowo.
                      Czy naprawde tak trudno to wyczutac z moich postow - ze maz DAWAL mi powody do
                      tego by stracic cierpliwosc?
                      Ja bylam wyrozumiala, wspierajaca... dlugo, az zobaczylam, ze to nic nie daje, a
                      on zamiast jakos wziac sie za siebie, podejmowac chocby jakies minimalne kroki w
                      kierunku poprawy swej sytuacji - coraz bardziej sie rozleniwia. Moze bylam nawet
                      zbyt wyrozumiala. I potem chyba przesadzilam w druga strone.
                      Ja naprawde nie oczekuje od niego cudow. chce tylko zeby sie zdecydowal na jakas
                      sciezke zycia i byl konsekwentny. Dla mnie moze cale zycie zarabiac 1000 zl i
                      poprzestac na srednim wyksztalceniu, tylko niech to bedzie do cholery pewne
                      tysiac zlotych i niech swoja postawa pokaze, ze ja moge liczyc na jakas
                      stabilnosc z jego strony. Niech traktuje prace powaznie a jak mu nie odpowiada,
                      to niech szuka nowej. On nawet CV sam nigdzie nie wysle, zawsze ja mu pomagam.
                      I OK, od tego jest zona by pomagac, ale chcialabym po prostu kiedys liczyc na
                      jakas inicjatywe z jego strony, na jakas samodzielnosc.
                      Nie wiem. Czuje, ze faktycznie bylam wobec niego zbyt radykalna ostatnio - moze
                      zbyt czesto zmuszalam go do walkowania tych wszystkich problemow. Mogl sie
                      poczuc osaczony i maksymalnie niedoceniony. Ale z czegos to wynikalo.
                      Coz, ja popracuje nad tym by dac mu troche oddechu, by dowartosciowac go w tym
                      zakresie w jakim moge. Ale on tez musi pokazac, ze mu zalezy, musi cos zaczac z
                      siebie dawac. Zrobie pierwszy krok, postawie na spokoj, na dobra atmosfere
                      miedzy nami, bede sie starala wiecej go sluchac zamiast sama mowic i robic
                      wyrzuty. Zobaczymy co to da.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka