Gość: J.S.
IP: *.tnt1.lafayette.in.da.uu.net
07.02.03, 03:13
Ostatnio duzo o smierci na roznych "forach". Pytania czy potrafilibysmy
umrzec za kogos bliskiego, przeplataja sie z obawa by smierci nie przezywac
wielokrotnie.
Ona na razie jest nieunikniona i wydaje sie jedyna sprawiedliwoscia wpisana w
ludzka egzystencje. Na pewno jest tez bardzo skondesowanym doswiadczeniem
zycia przez ktore kazdy z nas przejdzie.
Ale wyobrazmy sobie ze obdarowano nas darem niesmiertelnosci. W sensie
fizycznym. Abstrahuje od niesmiertelnej duszy, dziel wybitnych tworcow czy
tez innych "nirvan" w czwartym czy piatym wymiarze z dodatkowym trzecim okiem
u nasady nosa. Postawilem sobie pytanie - jak bym zareagowal na
taka "nowine". Po kilku sekundach euforii doszedlem do wniosku ze chce
umrzec. Musze do konca przejsc to co jest wpisane w moj (wasz) los. Poza tym
jesli to watpliwe szczescie, czyli niesmiertelnosc ciala spotkaloby mnie
tylko, lub waska grupe osob jakbysmy egzystowali za sto moze dwiescie lat.
Zupelnie wyalienowani. Z kolei gdyby ten dar byl dany calej ludzkosci, jak
bardzo musialaby sie ona zmienic. Cale domeny egzystencji np. macierzynstwo
musialyby ulec przewartosciowaniu, gdyz niesmiertelni nie mogliby pozwolic
sobie na potomstwo. Czyz nie lepiej umrzec z nadzieja lub bez niej?
J.S.