zielony.motylek
27.07.06, 01:03
wiem ze nikt mi nie pomoże i sama muszę to przejsć ale chciałam się chociaż
wygadać... To był związek skazany na niepowodzenie, zaczęty w wieku kiedy nie
powinno się bawić w "miłość"... potem sprzeczki,nieporozumienia,(kiedyś już o
tym napisałam...)takie kompletne dno...on się powoli staczał, a ja
cierpiałam.jednak coś nas ciągle ciągnęło do siebie.Potem pół roku
przerwy,chociaż rzuciłam się w wir nowych zdarzeń nie dało się zapomnieć...
powrót był niespodziewany, ale jakże szczęśliwy:) problemy nie zniknęły, ale
uczyliśmy się je rozwiazywać.On się zmienił-dla mnie, zrezygnował ze swojego
dotychczasowego życia, byliśmy całkiem różni i nie pasowaliśmy do siebie,
jednak chcieliśmy być razem.Sielanka trwała ponad rok, potem znowu odezwała
się jego natura, zaczęły wracać dawne problemy... Kryzys się pogłębiał, ale
nikt nie umiał tego przerwać.Kłamstwa, nieodmówienia, zarzuty, rozstania i
powroty... Wykańczałam się powoli, jednak wystarczyło jedno przytulenie żebym
czuła się najszczęśliwsza na świecie.A teraz to juz koniec.Kłótnia o nic, on
mówi że już nie chce tak żyć... żyć ze mną:( to były w sumie 3 lata... trudno
to przekreślić, zapomnieć... Włożyłam w ten związek całe serce, walczyłam o
niego do końca...teraz jest mi tak pusto, niewiem co mam ze sobą zrobić :(