vika411
25.02.03, 20:20
Spotyka sie czesto przypadki walki w sadach miedzy rodzicami o dzieci.Zwykle
przepychanki miedzy rodzicami toczy sie przy okazji spraw alimentacyjnych ,na
ktorych okresla sie tez inne obowiazki i prawa rodzicow.Zwykle jest tak,ze
dzieci pozostaja pod opieka matek bez wzgledu na to czy na to zasluguja i czy
spelniaja wlasciwie swa role a ojcom przypada w udziale placenie alimentow i
widzenia z dziecmi na warunkach okreslanych przez sad.Czesto dzieje sie
tak,ze matki zabraniaja widzen z dziecmi,kpiac sobie z postanowien sadowych
li tylko na zlosc ojcom.Wykorzystuja pozniej sytuacje gdy ojciec rezygnuje z
kontaktow z dziecmi,zmeczony sprawami sadowymi.Zakladaja korone meczenstwa
pod tytulem"samotne macierzynstwo"i chodza w aureoli swietych heroin,gdy
tymczasem zrobily z siebie meczennice aby osiagac coraz to nowe korzysci
materialne (podwyzki alimentow,swiadczenia socjalne itp) i upodlic czesto
bogu ducha winnego ojca dzieci.Znamy takich przykladow sporo z zycia.Nie
chodzi mi tu o ojcow nic nie wartych tylko tych,ktorzy mimo rozstania z matka
dziecka chca uczestniczyc w jego zyciu i wychowaniu ale ich byle zony im to
uniemozliwiaja dla wlasnych celow.Czesto zlosliwie.i tu stawiam pytanie:
DLACZEGO TO ROBIA?KTORA CZESC KOBIECEJ NATURY UNIEMOZLIWIA IM MYSLENIE NIE
TYLKO O ZASPOKOJENIU WLASNYCH AMBICJI?DLACZEGO NIE SZANUJA UCZUC SWOICH
DZIECI, KTORE CZESTO ZA OJCAMI TESKNIA A NIE MAJA NIC DO GADANIA W WOJNIE
MIEDZY RODZICAMI?