Dodaj do ulubionych

Przyjaźń, która umarła...

31.08.06, 10:06
Bedzie długie, niestety...

Kilka lat temu przeniosłam się do nowego miasta, z moim meżczyzną
zaczynaliśmy wszystko od początku. Nowe otoczenie, znajomi. Bliżej
zaprzyjaźniłam się z dziewczyną jego kolegi, bratnie dusze. Mogłyśmy gadać
godzinami, na gg, przy piwku. Odwiedziny, wspolne wyjścia itp.
Przyjaciółka uświadomiła mi, że źle dzieje się w moim związku i
wspierała. Mój chłopak poczuł w niej zagroźenie, starał się nas rozdzielić.
Zaprzestał kontaktów ze swoim kolegą, ale my kontaktowałyśmy się.

Jakiś czas temu rozstałam się z tym chłopakiem, w dość burzliwy sposób.
Przyjaciółka wspierała mnie, niestety jej mężczyzna sprzyjał mojemu byłemu.
Po jakimś czasie przyjaciółka oznajmiła mi, że nie będzie się już mieszać w
nasze sprawy (moje i byłego) bo kłóci się przez to ze swoim męzczyzną.
Powiedziałam ok., temat zamknięty.
Niestety, przyjaźń też zaczęła zanikać. Nagle przestała mieć dla mnie czas,
odwoływała spotkania, unikała na gg. Bolało mnie to bardzo. Próbowałam pytać
o powód, mówiła, ze jest bardzo zajęta. Od marca tego roku kontakt nasz był
wręcz znikomy. Mimochodem na gg wspomniała mi o tym, że jest w ciąży i
wychodzi za mąż. Powiedziała, że na jej ślubie będzie mój były ( przyjaciel
męża) choć zarzekała się, że nie chce go znać. Dla mnie siłą rzeczy miejsca
nie przewidziała.
Zabolało. Bardzo zabolało. Zamieniła naszą przyjaźń na kontakty z moim byłym
( nieuczciwym człowiekiem). Przesłałam jej życzenia ślubne, spytałam o
samopoczucie, o dziecko. Odpowiedziała zdawkowo, za życzenia nawet nie
podziękowała.
Jest mi bardzo smutno, bardzo źle. Pięć lat przyjaźni i tak się skończyło.
Czy walczyć, zabiegać? Czy pozwolić jej umrzeć, skoro ona wybrała ( a w
zasadzie ona i jej mąż)
Mój M twierdzi, że nie warto. Nic nie warta jest taka przyjaźń, która wybiera
tą osobę, z przyjaźni z którą skorzysta ( w tym wypadku mój były)

Jeśli ktoś dotrawał, to proszę o kilka słów.
W zasadzie, to tak chciałam się wygadać.
Obserwuj wątek
    • sinaan Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:14
      nie wydaje mi się, żeby ona wybrała osobę, z której przyjaxni skorzysta, ona
      tylko wybrała swojego faceta, wybrała między Toba a nim, przykre to dla Ciebie,
      ale tu raczej miłość przegrała z przyjaźnią, na Twoim miejscu bym nie
      rezygnowała, tzn. nie nakręcaj się na nie, może spróbuj delikatnie po pewnym
      czasie szukać kontaktu, może sie okazać, że ta więź między Wami nie zaniknie
      tylko dlatego, że sie teraz nie kontaktujecie, a czas może przewartościować to
      co dla niej ważne,
    • mysliwy.z.kijem Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:23
      To nie bylo takie dlugie znowusz....Czegos tu nie rozumiem. Twoj chlopak poczul
      w nie jzagrozenie, bo co? bys poszla z nia do lozka? Dlatego Wasi faceci
      przestali sie kontaktowac?
      Apropo slubu, zawsze bedzie ktos zawiedziony, ze nie zostal zaproszony na slub,
      albo wesele. Ostatecznie na ten slub jakby Ci sie chialo moglas przyjsc tak bez
      zaproszenia, stanac w kruchcie i popatrzec na pare mloda.
      • la.mi.la Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:34
        mysliwy.z.kijem napisał:

        > To nie bylo takie dlugie znowusz....Czegos tu nie rozumiem. Twoj chlopak
        poczul
        > w nie jzagrozenie, bo co? bys poszla z nia do lozka? Dlatego Wasi faceci
        > przestali sie kontaktowac?

        Nie, zaczął obawiać sie, że mnie buntuje, że miesza mi w głowie, że chce nas
        rozdzielić itp. Tak naprawdę otworzyła mi oczy, na to co się dzieje. Jestem jej
        za to bardzo wdzięczna.
        To mój facet stwierdził, że nie chce się z nimi widywac, aby ona nie rozmawiała
        ze mną.


        > Apropo slubu, zawsze bedzie ktos zawiedziony, ze nie zostal zaproszony na
        slub,
        > albo wesele. Ostatecznie na ten slub jakby Ci sie chialo moglas przyjsc tak
        bez
        > zaproszenia, stanac w kruchcie i popatrzec na pare mloda.

        Tak, masz rację. Mogłam pojśc, ale... Wiesz, jak ktoś na wstepie zaznacza, że
        chciałabym abyś przyszła, ale bedzie on. Nie zastanawiała sie nawet. Z góry
        określiła, wiedząc, ze nie przyjade, bo bedzie on.
        Nie mam żalu o ten ślub. Absolutnie. Mam żal, że nie dała szansy naszej
        znajomości.
        Powiedzialam od razu, że przykro mi, ale nie bedę. Złożyłam życzenia, itp.

        A moze to coś złego? Tylko złożylam życzenia a nie interesowałam się, gdzie,
        co, jak? Uznałam, że nie warto, bo moje pytanie czy ma juz wybraną sukienkę
        zignorowała.
        Na pytanie po ślubie - jak się czuje młoda męzatka, odpowiedziała tylko -
        normalnie.
        • mysliwy.z.kijem Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:39

          >
          > A moze to coś złego? Tylko złożylam życzenia a nie interesowałam się, gdzie,
          > co, jak? Uznałam, że nie warto, bo moje pytanie czy ma juz wybraną sukienkę
          > zignorowała.
          >
          >
          >
          Mysle, ze zrobilbym podobnie jak Ty, tez zlozyl zyczenia i krzyz na droge:)
    • nikitka78 Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:26
      Nie dziwię się, że jest Ci przykro. Ja kiedys miałam 3 przyjaciółki i było
      super, ale potem z jedną z nich stosunki się oziębiły (poszło o faceta, który
      był jej kolegą a został moim mężem )i dwie pozostałe wybrały tamtą. Było mi
      bardzo przykro, ale jakoś przeżyłam i Ty też dasz sobie radę. Oczywiście teraz
      boli i pewnie będziesz bardziej ostrożna używając słowa "przyjaciel" ale
      jeszcze znajdziesz "pokrewną duszę". Trzymam kciuki i pozdrawiam
    • la.mi.la Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:26
      Też tak sobie to tłumaczyłam, że wybrała milośc i spokój w swoim związku.
      Nie do konca jednak. Wiem, że utrzymuje kontakty z mom byłym i jego nową
      dziewczyną, coś na zasadzie jak my wcześniej, czyli spotkania, wyjścia.
      Moj były okazał się podłym czlowiekiem, zrobił wiele złego, ona wie o tym.
      Niestety, utrzymuje kontakty z nim, bo to im sie bardziej opłaca ( były jest
      dość majętny,jest informatykiem, pomaga im w sprawach kompa itp)

      Pal licho, to że woli spotkania z nimi. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego takie
      zero kontaktów? Dzień dobry, co słychac, jak weekend? Takie nasze rozmowy były,
      zawsze, pomimo natłoku pracy znalazłysmy czas dla siebie, aby choć pare słow
      powiedziec. To ja mogę nie mieć czasu, bo pracuję a ona jest w domu...
      Wiem, że brak czasu to wymówka. Tylko bardzo marna. Wolałabym uczciwe - wiesz,
      nie kontaktujmy się juz, niż kręcenie, że nie ma czasu.
      • sinaan Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:29
        la.mi.la napisała:

        > Też tak sobie to tłumaczyłam, że wybrała milośc i spokój w swoim związku.
        > Nie do konca jednak. Wiem, że utrzymuje kontakty z mom byłym i jego nową
        > dziewczyną, coś na zasadzie jak my wcześniej, czyli spotkania, wyjścia.
        > Moj były okazał się podłym czlowiekiem, zrobił wiele złego, ona wie o tym.
        > Niestety, utrzymuje kontakty z nim, bo to im sie bardziej opłaca ( były jest
        > dość majętny,jest informatykiem, pomaga im w sprawach kompa itp)
        >
        > Pal licho, to że woli spotkania z nimi. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego
        takie
        > zero kontaktów? Dzień dobry, co słychac, jak weekend? Takie nasze rozmowy
        były,
        >
        > zawsze, pomimo natłoku pracy znalazłysmy czas dla siebie, aby choć pare słow
        > powiedziec. To ja mogę nie mieć czasu, bo pracuję a ona jest w domu...
        > Wiem, że brak czasu to wymówka. Tylko bardzo marna. Wolałabym uczciwe -
        wiesz,
        > nie kontaktujmy się juz, niż kręcenie, że nie ma czasu.
        >
        A to teraz troche wygląda inaczej, hmmm może lepiej że sie w ogóle nie odzywa?
        na co Ci te rozmowy, mało szczere?
      • mysliwy.z.kijem Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:32
        la.mi.la napisała:

        > Też tak sobie to tłumaczyłam, że wybrała milośc i spokój w swoim związku.
        > Nie do konca jednak. Wiem, że utrzymuje kontakty z mom byłym i jego nową
        > dziewczyną, coś na zasadzie jak my wcześniej, czyli spotkania, wyjścia.
        > Moj były okazał się podłym czlowiekiem, zrobił wiele złego, ona wie o tym.
        > Niestety, utrzymuje kontakty z nim, bo to im sie bardziej opłaca ( były jest
        > dość majętny,jest informatykiem, pomaga im w sprawach kompa itp)
        >
        > Pal licho, to że woli spotkania z nimi. Ale nie mogę zrozumieć, dlaczego takie
        > zero kontaktów? Dzień dobry, co słychac, jak weekend? Takie nasze rozmowy były,
        >
        > zawsze, pomimo natłoku pracy znalazłysmy czas dla siebie, aby choć pare słow
        > powiedziec. To ja mogę nie mieć czasu, bo pracuję a ona jest w domu...
        > Wiem, że brak czasu to wymówka. Tylko bardzo marna. Wolałabym uczciwe - wiesz,
        > nie kontaktujmy się juz, niż kręcenie, że nie ma czasu.
        >
        Rozumiem, ze moze Ci byc przykro. Tacy sa ludzie, rozni. Kolezanka wybrala
        innych, jest dorosla, ma wolna wole i wybrala jak wybrala. Sprobuj byc ponad
        tym. Wierze, ze jeszcze kogos poznasz, na kim sobie nie polamiesz zymbow:)
      • horpyna4 Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 10:43
        Prawdopodobnie czuje się wobec Ciebie niezupełnie w porządku. Twój widok
        przypomina jej o tym, więc unika kontaktu. Nie staraj się z nią widywać, bo po
        co. Być może za kilka lat wyjaśnicie sobie wszystko, jak opadną emocje. A może
        nie. Na razie unikaj z nią kontaktu, ale jeżeli mimo wszystko nie chcesz jej
        skreślać, to pozostaje Ci czekać na okazję. Nie przyspieszaj, to ona musi do
        wszystkiego dojrzeć.
    • la.mi.la Re: Przyjaźń, która umarła... 31.08.06, 11:00
      Dziękuje za rady. Czekam. Nie potrafię jej zupełnie skreślić.
      Smutne jest to, że wiem, że jest obecna i ma czas dla innych, tylko nie dla
      mnie. Codziennie widzę, że jest dostępna na gg, zmienia opisy w zależności od
      nastroju, sytuacji. Stąd wiem, co się dzieje. Pomimo, że obie jesteśmy "obecne"
      nie ma kontaktu. Nie ma wcześniejszego uśmiechu na dzień dobry, nie ma tekstów
      typu - nic mi się nie chce, lub co tu na obiad. :-))
      czasem wkurza mnie to i ukrywam swój status.
      Brak czasu... ktoś, kto ciągle siedzi przed kompem...
      Dać jej czas. dam, oczywiście.
      To nie jest tak, że nie mam nic innego w życiu, że tylko ona, nie. mam swoje
      sprawy, swoją miłość, swoje radości i smutki. Tylko boli, że juz ona w nich nie
      uczestniczy, a ja w jej. Takie jest życie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka