elsbieta
25.09.06, 06:36
Chyba oczywiste jest, ze malzenstwa nie konczy sie z tych samym powodow, co
innego zwiazku. W malzenstwie nie mowimy nagle "dosc" tylko dlatego, ze druga
osoba zaczela nas po prostu draznic. A moze komus z Was to wystarczylo?
Mysle, ze glownie zdrada jest powodem rozwodu.
Okropne jest to gdy ludzie sie ze soba mecza latami, ale sa razem ze wzgledu
na dzieci, czesto poczete przed slubem. Trzeba bylo poczekac z romnazaniem
sie az beda pewni, ze jest mi razem dobrze we dwojge.
A co z innymi zwiazkami? Znam mezczyzn, ktorzy byli z kobieta, bo nie bylo
nikogo lepszego (lepszego w ich pojeciu). Nie chcieli byc sami, na pewno tez
odpowiadal im regularny seks (wygodnictwo). Gdy pojawila sie ta lepsza szybko
zakonczyli zwiazek.
Inny powod zerwania: faceta draznilo, ze kobieta jest wedlug niego niezbyt
inteligentna (bo nie uwaza za smieszne to, co on i ma inne zainteresowania,
wedlug niego glupie) i nie stac jej na drogie ciuchy. Mowil, ze nie wyobraza
sobie takiej zony. Jak by sie z nia pokazal w towarzystwie? Trzymal go seks,
a ona biedna myslala, ze ja kocha.
Jaki wniosek? Czekac z seksem tak dlugo az bedziemy pewni, ze lacza nas inne
rzeczy. Przykro dowiadywac sie, ze ktos nas nie kocha i w ogole ma o nas
niskie zdanie i lozko bylo jedyna rzecza, ktora ta osobe przy nas trzymala.
Tzn. to jest przykre odkrycie dla kobiety, bo nie sadze, ze istnieje
mezczyzna, ktory czul sie zle z tym, ze byl dla kobiety tylko obiektem
seksualnym.