kamichoco
05.12.06, 13:03
Hmmm, piszę tu bo wiem że na tym forum znajdę opinię i damską i męską,
przyznam szczerze że bardziej zależy mi na opini facetów, bo być może
zrozumiem wtedy swojego męża. Ale wszystkie wpisy są mile widziane.
Mój problem polega na mężu. Ale od początku. Gdy go poznałam byłam zaręczona,
jednak od pierwszej chwili wiedziałam że to co czuję do obecnego narzeczonego
to nic w porównaniu z nowym rodzącym się uczuciem. Miałam rację, przez rok
czasu byliśmy świetną parą, wpatrzoną w siebie jak w obraz. Postanowiliśmy
zamieszkać razem, nadal było fajnie lecz zaczeła pojawiać sioę rutyna. Nie
przeszkadzało nam to zbytnio. Dogadywaliśmy sie, rozumieliśmy, kochaliśmy. I
tak nam minął koley rok. Pewnego dnia moj gin postawił diagnoze, albo w ciągu
najbliższychkilku miesięcy zajdę w ciązę , albo już nigdy nie będę miała
dzieci. Dlugo sie nie zastanawialiśmy, chcieliśmy być razem i dziecko, czy
teraz czy później było w naszych planach. I nagle wszystko zaczęlo wyglądać
inaczej. Gdy pojawiły sie dwie krski na teście, zadzwoniłam do niego, był na
siłowni. Spodziewałam się że jak usłyszy tą wiadomość to wróci szybk do domu,
lecz nie, powiedział "to fajnie" i sie rozłączył. Do domu też wrócił póżniej
niż zwykle. Moja ciąża była zagrożona, siedziałam w domu, miałam zakaz
robienia cięższych prac, o seksie też nie było mowy. On chodził do pracy, po
pracy do rodziców, przyjaciela, kumpli. Siedziałam sama w dzeiń i w nocy. gdy
próbowałam z nim rozmawiać słyszalam że przesadzam, że on mnie w domu nie
zamyka że mogę sobie iść do koleżanek. Nie chcieliśmy brać ślubu tylko dlatego
że jest dziecko. Ale rodzice się uparli, dali kasę. Więc ja, w 7 miesiącu
ciąży miałam 2 tygodnie na zorganizowanie ślubu i wesela. On nie pomagał, bo
pracował. Rodzice nie pomagali bo to nasz ślub i mamy go urządzić jak chcemy.
Zostałam z tym sama. Na tydzień przed slubem przyszly teść na forum rodzinnym
powiedział do mnie tak "wiesz, ale pierscionka zaręczynowego nie dostaniesz",
poczułam jakbym dostała w twarz, on zaczął się śmiać a ja spróbowałam obrócić
wzystko w żart.Starałam się o tym zapomnieć i choć nie mieliśmy za dużo kasy
po cichu liczyłam na malutki, symboliczny dowód tego że to jest jego wybór a
nie roddziców któży dali kasę. Nie doczekałam sie. Po ślubie okazało się że
musimy zamieszkać z teściami. Z apodyktyczną teściową i teściem który był
zupełnie zdominowany przez żonę oraz z bratem mojego męza, 20 latkiem którego
swiat kręcił się wokół własnej osoby. Dwa tyg były ok. potem zaczeły się
niedomówienia, oskarżenia, nieprawdziwe historie gadane do teścia. Doszło do
tego że bałam się wychylić nos z pokoju by nie narazać się na jakiekolwiek
zaczepki. Mąz nie reagowal, bo jak twierdził "po co wywoływać wojnę". urdził
się mały. super. Mąż był przy mnie ale nie pomagał, krzyczał tylko na mnie a
to że nie oddycham, a to że panikuję że dziecko uduszę itp. Siedziałam z
dzieckiem w domu, słuchając wiecznie od teściowej że jestem złą matką że ona
30 lat temu robiła coś inaczej, żadne argumenty do niej nie docierały, do
mojego męża też nie. Byłam tak zastraszona i zestresowana że bałam się nawet
wyjść do lazienki. O chrzcie małefgo też zadecydowała teściowa. Trwało to do
lipca tego roku. Dodam ze przez ten czas nie było mowy o seksie bo następnego
dnia po naszym "łózkowym szalenstwie" teściowa wypowiadała się dobitnie na ten
temat. Sluch to ona ma absolutny. W lipcu brat mojego męża po imprezie
zakrapianej alkoholem i prochami zucił się na mnie z pięściami i wyzwiskami.
Małego też dosięgnął. Wyprowadziłam sie tego samego dnai so siostry. Mialam
żal do męża że nie zrobił nic by temu wszystkiemu zapobiec, nie potrafiliśmy
zamienić zdania bez wzajemnych pretensji. Ja zarzucałam mu to że nie pomaga
przy dziecku, że musze wszystkie decyzje podejmować za nas oboje, że nie miał
tyle odwagi by postawić sprawę jasno przed matką, że mnie nie docenia, że nie
dotrzymuje słowa, że nie liczy sie z moim zdaniem. On miał dwa zarzuty, że nie
potrafię wybaczyć jego mamie i że nie chodzę z nim do łózka. Kocham meża, mamy
cudownego synka, postanowiłam walczyć. Znalazłam mieszkanie, zorganizowałam
przeprowadzkę, remont itp. Przestalam mu zarzucać, zaczełam jedynie wymagać
pewnych obowiązków w domu. Tzn. miał robić 1 posiłek dzdiennie (kolacja) i raz
dziennie miał zmywać po naszej trójce (po kolacji przeważnie) oprócz tego
postarałam się by nawiązał kontakt z synem. Jednak ciągle słyszałam "jesteś
głupia, wstrentna, bałaganiara, nieoszczedna" Głupia-zajmuję się jego firmą,
prowadzę oszczędności i wykopuję różne rzeczy spod ziemi byle jego interes się
kręcił. Wstrentna-bo poprosiłam by prosto półkę przywiesił. Bałaganiara- bo
jak w nocy wstaję by dziecku mleko zrobić to czassami trochę mleka mi się
rozsypie. Nieoszczedna-naprawdę nie wiem skad mu sie to wzieło. Dodam że dbam
o niego jak umiem, gotuję jego ulubione potrawy, w domu jest czysto, ubrania
zawsze na miejscu, kupuję mu różne rzeczy żeby mu sprawić choć te drobne
przyjemności. Nie mam ochoty na seks, chyba wszystkie kobiety się ze mną
zgodzą że jak kobieta nie czuje tyego ze jest doceniana i kochana nie pójdzie
do łozka. Ja tego nie czuję, słyszę wyzwiska, oskarżenia zupełnie
bezpodstawnie. Nie pamiętam kiedy mąż powiedział ze jestem ładna (choć dbam o
siebie), ie pamiętam kiedy kupił mi kwiatka, nie pamiętam kiedy powiedział że
mnie docenia, że dziekuje. Próbowałam się przełamać, próbowałam pójść z nim
do łóżka bo wiem że jest tylko facetem i ma swoje potrzeby. Nic z tego nie
wyszło, ale nie dlatego że nie mogłam, ale dlatego że nie porafił sprawić bym
się rozgrzała. Dążył tylko do wlasnej przyjemności, zupełnie zapominając że ja
też jestem obok. Następnego dnia wziełam go na szczerą rozmowę powiedziałam
czego oczekuje (wiem ze nie da to efektu bo już tyle się nagadałam) i
zapytałam czego on chce, on tylko tyle "chce mieć żonę z którą pójdę do łożka".
Boże, czy naprawdę dla facetów wszystko jest nie ważne z wyjątkiem seksu. JA
już naprawdę nie wiem co robić. Z trudem podniosłam się z nerwicy w jaką
wpędziła mnie teściowa. Staram się być dobrą żaoną i matką, ale ja już nie
mogę, już nie potrafię go zrozumieć. NIe wiem co robić.
Przepraszam, trochę dłługie wyszło, mam nadzieję że jakoś mi pomożecie.