Dodaj do ulubionych

Apetyt na linię, czyli ..

    • okragla 42- Hurra! Chudnę! Bez obłoków 01.08.07, 23:04
      Hurra! Chudnę! Bez obłoków
      Wreszcie się waga ruszyła. W ostatni miesiącu przez te dwa wesela trudno mi było
      opanować dietę. Zauważyłam, że jak sobie podjem, to potem mam większe możliwości
      i bardziej mi się chce jeść. Jak przeszłam na chrupki, soki warzywne i zero
      słodkości, waga się uśmiecha do mnie mniejszymi cyferkami na wyświetlaczu. To
      jest miłe i dopingujące.

      Łykam znów chrom i znów mam ochotę na seks! Cholerny popęd, wyskakuje nie w tym
      momencie, kiedy jest potrzebny ;)

      A, z ostatnią znajomością- zakochaniem, mi nie wyszło. Do końca nie wiem, czy mi
      nie wyszło, czy takie są koleje losu. Zwyczajnie nie przetrwało. Szkoda, bo...
      to był numer czwarty.

      Wtedy, to byłam zakorkowana na jedzenie, prawie nic mi nie było potrzebne. Jak
      jest bez wzlotów, to i jeść się chce. Wychodzi na to, że powinnam być
      notorycznie zakochana, zadurzona i bujać w obłokach. Schodzenie potem na ziemię
      mi nie służy. Nie dość, że dołek pofacetowy pogrąża psychicznie, to i
      rekonwalescencja jest bolesna. Każdy mężczyzna, który coś znaczył w moim życiu,
      czyli więcej niż liczba jeden, kosztował mnie dłuższe bądź głębsze stany
      depresyjne. Naliczyłam, że tych facetów powyżej liczby jeden było w moim życiu
      czterech.

      To chyba nie jest tak dużo jak na babkę przed 40-stką?

      Okragła
    • okragla 43- Magiczne Maroko 16.08.07, 10:29
      Magiczne Maroko

      Zdrowe jedzenie, fajny nastrój i piękny zakątek Ziemi, który udało mi się
      zobaczyć. Polecam Maroko jako miejsce na urlop- pełno egzotyki orientu, ale
      podanej w sposób cywilizowany. Nie było tego podczas wcześniejszych moich
      wyjazdów do Egiptu czy Tunezji. Maroko na każdym kroku pozytywnie zaskakiwało.
      Jednak wszystko co dobre, szybko się kończy. Tak też było i z moim urlopem,
      który był bardzo udany. Od strony mojego chudnięcia także. Żywiłam się zdrowo,
      same oliwki, ryby i owoce morza. Z płynów woda, świeżo wyciskane soki
      pomarańczowe (w wielkiej ilości) i miętowa słodka jak ulepek (a co mi tam!)
      herbatka.

      Przed wyjazdem martwiłam się bólem żołądka, który mnie gnębił kilka dni, ale
      widać marokańskie jedzenie i picie zrobiły swoje. Jadłam też inne smakowitości,
      jak ślimaki gotowane w sosie pieprzowym, rekinka, gotowaną głowę baranią. Te
      specjały można kupić w baśniowym Marrakeszu na słynnym Placu Jemma el Fna.
      Styragany z jedzeniem obok zaklinaczy kobr, kuglarzy i akrobatów. Do tego pełno
      dymu, zapachy przygotowywanego jedzenia, dźwięki berberyjskiej muzyki sprawiły,
      że miejsce jak z bajki tysiąca i jednej nocy. To nic, że zatkałam się pierwszą
      szklanką soku, był gęsty i zimny, ale potem wypiłam go chyba ze trzy litry.
      Zawsze staram się sprawdzić nowe smaki, potrawy, nie umiem sobie odmówić tego
      podczas moich podróży. Tak samo jak codziennych obiadków w porcie nad
      Atlantykiem. Smażalnia wyglądem odstraszała, warunki higieniczne także, ale
      żadnych rewolucji żołądkowych nie mieliśmy. Mały przeważnie jadł merlina i solę,
      ja zajadałam się kalmarami, krewetkami podgryzając zielonymi oliwkami.

      Widać mojemu organizmowi tez służył marokański klimat, bo po powrocie okazało
      się, że waga znów poleciała w dół. Jest minus 33 kilogramy :)



      Okrągła
    • okragla 44- Nadal w rozmiarze G 21.08.07, 12:23
      Ostatniego dnia pobytu w Maroku wykąpałam się w basenie z ziiiiimna woda i...
      teraz prycham i kaszlę. Trochę jestem widać hipochondryczką, bo już widzę sie
      obłożnie chorą. Faktem jest jednak, że wczorajszej nocy nie mogłam zasnąć przez
      męczący kaszel. Trzeba sie przejść do lekarza na jakieś badania.

      Inne niepojące objawy, to ulewanie sie po posiłkach, tak jak niemowlakom po
      karmieniu. Jak coś zjem mam wrażenie, że wszystko stoi w miejscu, nic nie idzie
      do żołądka. Muszę pozbyć sie nadmiaru śliny i dopiero wtedy jako tako coś
      przechodzi. Nie wiem od czego to zależy, ale czasami zatykam się nawet dwoma
      łyżkami samego rosołu. Wczoraj kupiłam dwa kebaby, kawałki mięska maczane w
      sosie jadłam przez... dwie i pół godziny. Oczywiście nie zjadłam całego, może z
      połowę. To był główny posiłek dnia, czyli obiadek.

      Zaczęłam łykać chrom, bo koniec cyklu oznacza wielka ochotę na słodkości a
      chciałabym tego uniknąć. Oczywiście znów pojawił się efekt uboczny przyjmowania
      chromu- wzmożony popęd płciowy ;) Ostatnio objawia sie on u mnie tym, że
      zakładam buty na wysokim obcasie, dopasowane ubrania z dużym dekoltem i kuszę...
      kuszę płeć brzydką na wszelkie sposoby ;) sprawia mi to dużą radość, że
      mężczyźni mnie zauważają. Podczas wylegiwania się na plaży w Maroku mały miał
      dość spojrzeń tubylców skierowanych na.. mój biust. Złościł sie jak zazdrosny
      małżonek i prosił, abym opalała się ..w ubraniu ;) co ja zrobię, że cała chudnę
      ładnie a biust jak miałam w rozmiarze G, tak mało co się zmniejszył :(



      Okrągła
      • baba67 Re: 44- Nadal w rozmiarze G 21.08.07, 15:31
        Wygladasz juz swietnie, ale zainwestuj w dobry stanik. Ubywa optycznie z 5
        kilo, wiem cos o tym :-)
        • effi23 Re: 44- Nadal w rozmiarze G 21.08.07, 16:08
          Naprawde niesamowita zmiana, porownalam Twoje zdjecie z USA z tym z
          Maroka i wygladasz juz zupelnie normalnie i ładnie:) Gratuluje
          charakteru, optymizmu i fajnego, lekkiego pióra. Trzymaj sie
          ciepło:)
          • okragla Re: 44- Nadal w rozmiarze G 21.08.07, 18:18
            Dzieki :)

            Samna widze roznice najbardziej w.. kolanach. Nie mam pojecia, gdzie ja
            pomiescilam te 33 torebki z cukrem na sobie ;)
            Jest mi teraz duzzzzzzo lzej, nie mam zadyszki przy wchodzeniu na 2 pietro,
            gdzie rok temu musialam robic przystanek na srodpietrze ;)
        • okragla Re: 44- Nadal w rozmiarze G 21.08.07, 18:15
          baba67 napisała:

          > Wygladasz juz swietnie, ale zainwestuj w dobry stanik. Ubywa optycznie z 5
          > kilo, wiem cos o tym :-)

          Kurcze, od wielu wielu lat z upodobaniem nosze gorsety i to jednej firmy
          Triumph. Na zdjeciu tez mialam taki, ale masz racje, musze juz kupic mniejszy
          rozmiar ;)
          • baba67 Re: 44- Nadal w rozmiarze G 21.08.07, 21:18
            Odwiedz forum biusciastych i dowiedz sie jakie sa najlepsze firmy produkujace
            glownie dla pan z duzym przedsiewzieciem.
            Triumf nie jest zla firma ale target na tradycyjny-sama wiele lat nosilam
            dorinke C teraz D(ciut przymaly, ale dobrze pomniejsza optycznie) jednak inny
            model DD(moj wlasciwy rozmiar) to niestety nie jest juz to niestety.
    • merediith Re: Apetyt na linię, czyli .. 21.08.07, 21:28
      Czytając Twój post miałam wrażenie,że nie jest niczym innym jak reklamą.
      Nie pisze,że nią jest.Chociaż kto tak naprawdę może to wiedzieć -poza Tobą.
      • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 22.08.07, 01:42
        merediith napisała:

        > Czytając Twój post miałam wrażenie,że nie jest niczym innym jak reklamą.
        > Nie pisze,że nią jest.Chociaż kto tak naprawdę może to wiedzieć -poza Tobą.
        >

        Reklama czego?
        Opaski, czy odchudzania?
        Zapewniam Cie, ze nie jestem lekarzem a reklamie mam szczatkowe pojecie. :)
      • baba67 Re: Apetyt na linię, czyli .. 22.08.07, 09:41
        Uwazasz ze jestem pracownikiem firmy triumf ?
        I namawiam kobiete na rozejrzenie sie po innych firmach ?
        MASZ RACJE !!! poklocilam sie z szefem i oto moja krwawa zemsta!
        Zamierzam na Forum kuchnia podzielic sie dobrymi doswiadczeniami w stosowaniu
        sosu sojowego. Dlaczego ? Odpowiedz jest prosta-przechodze do firmy TAO TAO, hehe
    • okragla 45- Kanikuły się skończyły 15.09.07, 19:59
      Wszystko co dobre, zbyt szybko się kończy. Tak samo jest z urlopem i wakacjami.
      Kiedy trwały, chciało mi się do pracy, kiedy się skończyły, marzy mi sie ich
      ciepło i odprężenie. Dziwny jest ten świat.

      Skończyły się nagle, rozpoczęciem roku szkolnego, kiedy powiało chłodem
      jesiennym. Już nie można biegać w różowych letnich sandałkach i cienkich
      fatałaszkach. Zawsze mi szkoda lata, mimo, że jesień też jest piękną porą roku.
      Wakacje tego roku były spokojne, jednak nie takie, jak planowałam. zabrakło w
      nich... ciepła przy serduchu i wyjazdu na bliskie Mazury. Zakładając kolorowe
      szpiczaste buty przypominam sobie słoneczne i barwne Maroko. Wchodząc do dużego
      pokoju uderza mnie zapach orientalny, wspomnienie pobytu w Szkocji. Zdjęcia
      wakacyjne, okruchy wspominek jeszcze są w komputerze, jak zwykle mam opóźnienia
      w pracach na wczoraj. I jak zwykle o tej porze roku łapię sie na tym, że nie
      jestem przygotowana do nadchodzącej pory roku. Szafa pełna letnich ubrań, butów
      i gdy za oknem pada deszcz staję przed dylematem ubraniowym. Po ubraniach
      właśnie najlepiej czuję, ze się zmniejszam. Ze starej garderoby zostały mi tylko
      jedne spodnie, ulubione, z którymi żal mi sie było rozstawać i krawcowa je
      umiejętnie zmniejszyła o kilka rozmiarów. Nosze teraz rozmiar 48 lub 50 i o
      wiele łatwiej mi coś fajnego kupić.

      Rewolucje przeszłam po edukacji, jaką mi zadały koleżanki z forum dla
      biuściastych. Okazało się, że nosiłam źle dobrane biustonosze. Zamiast 95 G
      powinnam nosić 85 H lub nawet 80 JJ, czyli ściślejsze pod biustem. Idąc za ich
      rada zakupiłam sobie pierwszy w nowej numeracji i... całkiem fajnie te moje
      bimbały w nim sie prezentują. O tyle fajnie, że bezwstydnie pokazywałam
      koleżankom w pracy swój najnowszy zakup ;)

      Oczywiście zamówiłam sobie różne kolory, fasony i czekam na dostawę. Stwierdzam
      tez, ze nie jest prawda, że duże piersi nie mogą być ładnie i kolorowo
      opakowane. Przez wiele lat nosiłam gorsety, bo trzymały wszystko w kupie, ale
      teraz może sie przekonam do kolorowych i fikuśnych staników, kto wie.

      Okragła w czarnym panache 85 H
    • okragla 46- I lato też juz odchodzi 23.09.07, 07:48

      Koniec lata. Dziś parę minut przed południem rozpocznie się astronomiczna jesień.
      Niestety oznacza to, że dni będą coraz krótsze i zimniejsze, zniknie moje
      ulubione ciepło. U niektórych może pojawić się jesienna depresja. Związana jest
      ona między innymi z brakiem odpowiedniej ilości światła słonecznego, a objawiać
      się może uczuciem zmęczenia, brakiem chęci do pracy i sennością. Specjaliści
      radzą, aby korzystać z ostatnich słonecznych dni i przebywać jak najwięcej na
      słonku a kiedy jego zabraknie "doświetlać" sie specjalnymi lampami. Poprawić
      nastrój może też czekolada i inne słodycze. W moim przypadku pewnie będą to
      cukierki kukułki, na które ostatnio mam ogromną chęć. Zjadam całą paczkę
      wieczorem, potem mam wyrzuty sumienia, obiecuję sobie poprawę a na drugi dzień
      wracając z pracy znów je kupuję. Błędne koło. Ciekawe, co będzie, kiedy tego
      słońca naprawdę zabraknie...

      Wczoraj sympatyczni panowie kończyli mi wymieniać mi marokańskie okna. Zrobił
      sie sam z siebie niezły bałagan, wszystkie meble zakurzone, białe podłogi. Po
      ich wyjściu wzięłam się za sprzątanie, zapału starczyło mi tylko na moją
      sypialnię. W dużym pokoju chyba trzeba będzie pomalować ściany, tylko to znów
      kilka dni życia na kartonach. Jak zwykle na jesieni ogarnął mnie zapał do
      poprawy wyglądu swojego mieszkania. Okna, które miałam wymienić w wakacje a
      wolałam pojechać do Maroka, nowe firanki, kolorowe rolety. Szykuję sobie gawrę
      na zimę.

      Okragła
    • okragla 47- Remontowy sajgon 30.09.07, 08:54
      Remontowy sajgon

      Wiedziałam, wiedziałam, że na wymianie okien się nie skończy!

      Po pomalowaniu ścian obok wymienionych marokańskich okien reszta pokoju tak się
      różniła, że trzeba było go odświeżyć. Wszystkie klamoty z segmentu, kwiaty i
      tysiąc pamiątek z podróży pozawieszanych na ścianach znalazło na ten tydzień
      miejsce w innych częściach mojego mieszkania. Niekoniecznie znanych mi w trakcie
      tego czasu. Na szczęście nie są to rzeczy potrzebne mi do życia codziennego,
      znajdę je przy ustawianiu w wyremontowanym pokoju. Nie wiedziałam, że mam
      poupychane tyle pościeli, nowych ręczników i najprzeróżniejszych "przydasiów".
      Najwięcej jednak kłopotów było z książkami i przewodnikami, chyba połowę wywiozę
      do rodziców.

      Ściany pomalował mały, ja potem wykańczałam rogi i trudniejsze miejsca, do
      których nie można było dotrzeć wałkiem. Najwięcej pracy i ból rąk
      nieprzyzwyczajonych do fizycznej pracy, czekał mnie przy myciu z farby podłogi i
      listew przypodłogowych. Dlatego nie lubię remontów, za ich bałagan i późniejsze
      sprzątanie. Troszkę przy pomocy kolegi przemeblowałam ustawienia głównych
      gratów, lubię zmiany.

      Zamówiłam już bambusowe żaluzje, na razie nie będzie firanek, za dużo w tym
      miesiącu wydałam na chałupkę, zresztą rolety bardzo pasują do afrykańskiego
      stylu pokoju.

      Moja suczka Kaza ma szczenięta, urodziła sześć, ale w ciągu dwóch dni zostało
      tylko trzy. Małe mają już cztery tygodnie i są coraz rozumniejsze. Chcą
      wychodzić z kojca, warczą na siebie, zaczynają się tarmośić i bawić. Czasami
      pakuję je w plecak i jadę w odwiedziny do rodziców, ich rodzony ojciec zmyka
      wtedy wystraszony w najdalszy kąt- ech ci faceci...

      Ostatnio podczas takiej wizyty u rodziców przeżyłam niezły szok. Moja mama,
      która jest zazwyczaj bardzo skąpa w pochwałach i wyrażaniu swoich emocji
      stwierdziła, że robię się laska! Nie wiedziałam, co się stało, chyba musi być
      naprawdę dobrze, skoro mi coś takiego powiedziała. Nie ukrywam, że było mi miło
      cały dzień. Tak samo jak w ubiegłą sobotę, podczas festynu, kiedy koleżanka z
      pracy, którą ostatnio widuję sporadycznie, bo mamy różne zmiany w tym roku,
      rzuciła mi komplement, że się bardzo wyciągam. Brzmiał mi on w uszach jak muzyka
      przez następnych kilka godzin. Czemu komplementy z ust kobiet wydają się
      najprawdziwsze?

      Nie mam pojęcia, ile teraz ważę, waga w remontowym sajgonie ukryła się
      skutecznie gdzieś w ciemnym miejscu. W tamtym tygodniu dzień w dzień jadłam
      paczkę kukułek, to chyba lepsze niż czekolada? Teraz popyt na słodycze się
      uspokoił, tak jest co miesiąc. Babska fizjonomia.

      Okrągła
    • okragla 48- Zaraz rok z opaską 01.10.07, 11:15
      Zaraz rok z opaską
      Rok temu, 11 października miałam operację założenia opaski na żołądek. Na kilka
      dni przed wyjazdem do Łodzi byłam na weselu koleżanki z pracy, ależ ja wtedy się
      "nażarłam"! Jadłam chyba podświadomie na zapas i pamiętam uczucie, którego
      teraz już na szczęście nie doświadczam- zbyt pełnego żołądka i wyrzutów
      sumienia, że nie umiem się opanować przed jedzeniem w ogromnych ilościach.

      Pamiętam pobyt w szpitalu, ostatni posiłek bez ograniczeń, to była wielka
      wuzetka w przyszpitalnym sklepiku. Poszłyśmy tam razem z inną pacjentką do
      podobnej operacji. Potem długo nie jadłam ciasta, teraz lubię zjeść kawałek,
      najlepiej mokrego. Sam pobyt w szpitalu wspominam bardzo sympatycznie,
      wiedziałam co mnie czeka, personel był kompetentny, nastrój ogólny dobry.

      Po operacji pierwsze co zapamiętałam to płacz. Obudziłam się z narkozy płacząc,
      że teraz już nie będę gruba, płacz ze szczęścia. Dwa dni na wodzie, jak mi się
      wtedy chciało zjeść coś konkretnego! Ulitowały się nade mną panie z pokoju i
      jedna dała mi kawałek skórki do pociumkania, bałam się jak diabli, że co ś sie
      przez to "wykroczenie" stanie z moim nowym żołądkiem. Pierwszy posiłek- owsianka
      na mleku- pyszna jak najwykwintniejsze danie w sheratonie- do dziś pamiętam jej
      smak! Po dwóch dniach do domu, potem dwa tygodnie na zwolnieniu i do pracy.
      Przed pierwszym zaciśnięciem opaski aż tak mocno nie odczuwałam, że mam ją
      założoną. Dopiero po miesiącu, kiedy mnie doktor ścisnął się zaczęła jazda i
      trwa do dziś.

      Jem bardzo powoli, dokładnie wszystko gryzę. Staram się nie pić zimnych napojów,
      bo i tak skończą w wc. Nauczyłam się jak mam jeść bez komplikacji, jednak
      czasami są problemy, ale tak musi być. Wolę te odbijania, ulewania i wymioty,
      niż bycie oposem!

      Odbieram fakt poddania się operacji chirurgicznego zmniejszenia otyłości jako
      jedną z najlepszych moich życiowych decyzji. Wiele dobrego mnie przez ten rok
      spotkało, czuję coraz normalniej. Bez zadyszki i sapania wchodzę na swoje drugie
      piętro, gdzie rok temu musiałam robić przystanki na półpiętrach, bo zwyczajnie
      nie miałam siły. Do dużo mniejszych porcji jedzenia już się przyzwyczaiłam.
      Robię też mniejsze zakupy, mogę wybierać coś, co naprawdę chcę zjeść a nie się
      zapchać i zapełnić jak wtedy, wielki żołądek.

      Zmieniły mi się trochę preferencje jedzeniowe, najbardziej ubolewam, że nie mogę
      zjeść całego jabłka. Bardzo boję się jeść grzyby, ograniczam je tylko do
      pieczarek. Po ostatnim obiedzie u rodziców bałam się zasnąć, bo ciągle myślałam,
      że wśród tych maślaków w śmietanie mógł się trafić jakiś trujący żwirek czy
      muchomorek. Nie mogę mieć przecież płukania żołądka, to by mnie zabiło, podobnie
      jak napoje gazowane.

      Nawet koszmary mam inne. Ostatnio śniło mi się, że na jakiejś imprezie wypiłam
      szklankę coca coli a potem umierałam w męczarniach z rozerwanym żołądkiem.
      Paranoja jakaś, jednak wole mieć takie schizy, niż te sprzed roku.

      Zmieniło się też moje podejście do wielu spraw, także do płci przeciwnej.

      Okrągła
      • kitty4 Bardzo Cię podziwiam....i .... 01.10.07, 13:44
        Ty moja kochana okrągła. uwielbiam czytać twoje opisy o tym jak
        zmagasz się ze swim ciałem, czasami z psychiką, ale jednak zawsze
        wygrywasz. Czasami Twoje opowieści traktuję jak czytanie o sobie.
        mogę się trochę powywnętrzać w Twoim wątku ?
        w tym roku, 9 stycznia waga pokazała 94 kg. Wiem , ze to
        mniej od twojej wagi wyjściowej, ale jednak dla mnie cały ogrom
        kilogramów. Dziś - 1 października - waga pokazała 62,5 kg. Z czego
        jestem bardzo dumna. ile mnie to kosztowało , wiem tylko ja. Przez
        te miesiące bardzo dużo zmieniło się w moim życiu. Zdecydowanie -
        tak jak i Ty - duzo lepiej się czuję, niesamowitą frajdą - dotąd dla
        mnie niedostępną - jest poproszenie ekspedientkę w sklepie z
        ubraniami o ciuch w mniejszym rozmiarze. Dla samego tego uczucia
        warto było to zrobić. No i oczywiście mój kręgoslup jest mi za to
        wdzięczny. Poprzednio żyłam z nieustannym bólem kręgosłupa,
        towarzyszył mi wszędzie tak samo jak powietrze.
        Również inaczej wyglądam, po raz pierwszy od baaardzo
        dawna mężczyźni znowu się za mną oglądają. Podjęłam bardzo ważną
        decyzję mojeg życia - że jednak chcę rozwodu, że nie chcę z nim być,
        ze należy mi się lepsze życie, że jednak jestem tego warta.
        Że koniec oszczędzania na sobie, bo wyglądając jak wieloryb
        wkładałam na siebie byle co, byle się ukryć i nie być zauważoną.
        Zmianiam całe swoje życie- i myślę że tą siłę właśnie dało mi
        schudnięcie. Coś na zasadzie - że jeśli potrafiłam tego dokonać - to
        i inne rzeczy mi się udadzą. Zaczynam wierzyć w siebie. I podjęłam
        również inną ważną dla mnie decyję- chcę iść na studia podyplomowe-
        i będzie to moj wymarzony wydział cybernetyki na Wojskowej Akademii
        technicznej. I jedno wiem : już nigdy nie dopuszczę do tak totalnego
        zaniedbania siebie.
        Droga Okrągła, wierzę w Ciebie, tak samo jak zaczynam wierzyć
        w siebie. Poradzimy sobie ze wszystkim, ponieważ my kobiety ,
        jesteśmy silne. Pisz o swoich sukcesach, również o porażkach ,
        trzymam bardzo, bardzo mocno kciuki za Ciebie i wierzę w
        Ciebie. ...będziemy laski.......
        • simon_r Re: Bardzo Cię podziwiam....i .... 30.01.08, 08:29
          hej dziewczyny!!... a może chcecie się trochę pochwalić tym na moim portaliku o
          odchudzaniu, który właśnie uruchamiam??
          Przyda mi się tam trochę "success stories" :)).. wystarczy sie zarejestrować i
          można prowadzić własnego bloga, napisać artykulik z poradą a co najważniejsze
          zrobić swój własny wykres wagi!!...
          adres: www.chudszy.simons.pl

          -------------------
          SuDoKu... wciąga :)
          Trochę myślenia
    • modliszka24 Re: Apetyt na linię, czyli .. 01.10.07, 14:19
      sila walki wytrwanie to jest tez w tym wazne
    • okragla 49- Trzech na jedną 04.10.07, 22:05
      Trzech na jedną

      Miałam dziś dziwny dzień. Chyba jest jakaś pełnia, albo niektórzy faceci czują
      już wiosnę. Pierwszy, twierdził, że musi ze mną porozmawiać i był bardzo
      stanowczy w zapewnieniach. Dopytywał się pół dnia, kiedy już będę mogła. Akurat
      trafił na mój nawał pracy i udało mi się jakoś odwlec tę rozmówkę o... no
      ciekawe o czym?

      Drugi przysłał sms, że ma ochotę na seks, jakbym to ja była dziura do seksu i
      tym podobnych. Znów byłam zajęta i nawet nie mogłam celnie odpowiedzieć. Gdy
      zadzwoniłam już wolniejsza, okazało się, że czekając na sygnał ode mnie się ...
      ululał w barze. Wysłałam go do domu.

      Trzeci... hm... najtrudniejszy przypadek, czekał na mnie pod domem. Chyba do
      końca sam nie wie, czego chce, albo ma obawy przed zmianami w swoim życiu. Do
      tego też jak numer drugi był po piwie, a na mnie działa to jak płachta na byka.
      Kiedy ja jestem trzeźwa, źle mi sie współpracuje z osobą podchmieloną.

      Najciekawsze na końcu- ci trzej sympatyczni panowie mają wiele zalet, są
      przystojni i fajni. Każdy w swoim rodzaju jest ok, ale niestety łączy ich jeden
      mianownik- są żonaci lub dzieciaci. A do mnie doszło wyraźnie i mocno- nie mam
      ochoty na żadne romanse i trójkąty.

      Mając do wyboru spotkanie z obawą, że wpadnie rozjuszona żonka, wybieram święty
      spokój.

      Ależ jestem wściekła na siebie, facetów i pół świata.

      Okrągła
    • okragla 50- Okrągły roczek i 37 kg mniej 11.10.07, 14:09
      Okrągły roczek i 37 kg mniej

      Dziś minął równo rok od założenia opaski.

      Waga wczoraj się znalazła po remontowych porządkach i przestawieniach, ale nie
      ważyłam się specjalnie od razu wieczorem. Rano, jak mam w zwyczaju, z obawą
      weszłam na nią- pokazała 103 kg, czyli 37 kg mniej niż rok temu. Nie mogę sie
      powstrzymać przed porównaniem tych 37 kilogramów do 37 torebek cukru- gdzie mi
      się to wszystko pomieściło?

      Moje 37 kilogramów mniej, to chyba dobry wynik, bo rozkładając go statystycznie
      na miesiące, wyszło średnio po 3 kilogramy. Lekarz na którymś zaciśnięciu opaski
      tłumaczył mi, że lepiej chudnąć wolno, niż szybko, tak zdrowiej dla organizmu.
      Zresztą, sadełko zbierałam przez kilkanaście lat, nie oczekuję, że go zgubię
      przez kilka miesięcy. Ciekawe, z jakim wynikiem przywitam następną rocznicę?
      teraz chudnę wolniej, ale i nie robię z mojego odchudzania jakiegoś specjalnego
      hallo. Wczoraj na szkoleniu koleżanka zdziwiła się widząc mnie w ręku z kit
      katem- czasami pozwalam sobie na słodkości, życie ma być piękne a nie tylko
      kolczaste :)

      Jest dobrze! Jeszcze tak z 30 kg i będzie rychtyk ;)

      Na dzisiejszy wieczór przygotowałam małą kameralną imprezę. Będzie grzane wino i
      słodycze, a co... na wagę jutro nie wejdę ;)

      Okrągła, co ma roczek
    • okragla 51- Różą bez kolców jestem? 15.10.07, 17:08
      Różą bez kolców jestem?

      Od pewnego czasu dotykają mnie ręce, które sprawiają, że mam gładką skórę, ciało
      zgrabne i ponętne. Nigdy czegoś takiego wcześniej nie doświadczałam. Banalny ból
      stóp po wieczorze z tańcami nie jest już wielkim problemem i nie muszę długo
      prosić o ich masaż- jakie to miłe.

      Oprócz rąk oglądają mnie oczy, które się uśmiechają. Widzę w nich akceptację
      swoich wad i niedoskonałości, taką codzienną siebie bez wciągania brzucha i
      grania kogoś innego, siebie.

      Są też usta, które kiedy całują przenoszą mnie na letnią łąkę z motylami i ich
      delikatnymi barwnymi skrzydłami.

      Ramiona, które dają mi obok siebie opiekuńczą poduszkę, bezpieczeństwo, nawet
      jak są dalej.... Może jest ziarno prawdy w powiedzeniu, że róża rozkwita w
      rękach dobrego ogrodnika? Różą nie jestem, ale czuję sie ładniejsza,
      atrakcyjniejsza, pożądana i lepsza.

      Co ciekawsze, wszystko to spadło na mnie z niespodziewanej strony, bo zaczęło
      się od.. comiesięcznej potrzeby zjadania czegoś słodkiego w dużych ilościach- od
      kukułek i sklepu spożywczego. Teraz jest tak jakoś naturalnie, normalnie, jak
      twierdzi moja przyjaciółka- tak jak być powinno w związku kobiety i mężczyzny.
      Nie ma fajerwerków, wody sodowej, ale jest spokój i zainteresowanie.

      Dla mnie taka sytuacja jest dziwna, bo nie zamartwiam się, nie cierpię, nie
      płaczę- znów przysłowiowa róża, tym razem bez kolców?

      Okrągła
    • okragla 52- Czas się zabrać za kilogramy! 24.10.07, 07:24
      Czas się zabrać za kilogramy!

      Minął rok i 37 kg mniej. Do dwucyfrowej liczby na wyświetlaczu mojej wagi
      brakuje niewiele, bo tylko 4 kilogramy. Do końca roku zostały dwa miesiące, więc
      patrząc na średnią ubytku w ciągu roku powinnam Nowy Rok przywitać z liczbą
      dwucyfrową. Chudnę teraz wolniej niż na początku walki o linię. Jest to jednak
      chudnięcie "mimo woli", czyli tak gdzieś wkomponowane naturalnie w moje życie,
      bez większych wyrzeczeń i specjalnych zabiegów. Przyzwyczaiłam się do dużo
      mniejszych ilości jedzenia. Prawda, czasami mogę zjeść nawet sporo (np. dwie
      kanapki za jednym godzinnym posiedzeniem), ale zazwyczaj szkoda mi czasu na
      modły przy jedzeniu i z lenistwa zadowalam się mniejszą ilością pokarmu. Co jak
      widać jest akurat dobre.

      Od wiosny nie mogę się zmobilizować do ćwiczeń fizycznych, zawsze coś
      "ważniejszego" mi akurat w dany wieczór wypada. Ech to moje lenistwo, goni mnie
      w wielu dziedzinach życia codziennego. Postanowienia swoje, praktyka swoje, umrę
      jako leń ;)

      Ostatnio mniej wymiotuję, nie jem zimnych pokarmów, ograniczyłam zimne napoje i
      jest dobrze. Dwa razy męczyłam się z bólem żołądka, ale lekarka zdiagnozowała to
      jako grypę żołądkową i zaleciła dietę, która rzeczywiście pomogła.

      Na początku zmagań z kilogramami liczyłam kalorie, mam nawet specjalny program,
      tzw. dietetyka domowego. Teraz niczego nie liczę, czasami skuszę się na słodką
      czekoladkę czy jakiegoś batona. Pewnie gdyby nie te słodkie podjadania waga
      spadałaby mi szybciej, ale co mi tam, lekarz nie kazał szybko chudnąć. Właśnie,
      lekarz... prosił, abym przyjechała na kontrolę. Ostatnio widział mnie na wiosnę,
      przydałoby się popatrzeć, co mi tam w środku piszczy przy opasce. Muszę pojechać
      do Łodzi w któryś wtorek.

      Na razie duchowo biorę się za te kilka kilogramów, aby je stracić do Sylwestra!

      Okrągła 104
    • okragla 53- Jazda bez trzymanki 02.11.07, 10:15
      Jazda bez trzymanki

      Dlaczego niektórym ludziom co chwilę przytrafiają się pożary, potknięcia i
      zagrożenia życia?

      W ubiegłą niedzielę było u mnie pogotowie, wczoraj wieczorem spalił się na
      parapecie lampion i zajmowała bambusowa żaluzja. Kilka tygodni temu miałam pożar
      na klatce z wyciem syreny i szybką akcją strażaków. Przed chwila mój dom
      opuściło stado przystojnych pachnących ogniem strażaków. Od początku....

      Pożar na klatce schodowej odkryłam ja, bo jako jedyna nie mam grubych fabrycznie
      drzwi, tylko misternie robione drewniane i pierwsza zauważyłam wciskający się
      wszędzie biały gęsty dym. Paliła sie wycieraczka na parterze. Część sąsiadów już
      spała i dopiero syreny wozów strażackich oraz zamieszanie na dole uprzytomniły
      im, że jeszcze kilka chwil i musieliby skakać z okien, aby się wydostać na
      zewnątrz mieszkania.

      Wczoraj mały nagle się poderwał znad odrabianych lekcji- właśnie zaczynał sie
      palić parapet i drewniana żaluzja- od dyniowego lampionu ze złym wkładem. Ja
      zareagowałam spokojnie, to tylko "mały pożar" ;)

      Kilka kwadransów temu obudził mnie wielki huk. Pierwsza myśl- co z małym śpiącym
      w sąsiednim pokoju? Okazało się, że pod ciężarem sama spadła szafka kuchenna z
      suszarką i ciężkimi naczyniami. Dlatego zrobił się straszny hałas. Na podłodze w
      kuchni pełno potłuczonych kawałków talerzy, kubków i filiżanek. Straciłam moją
      ulubioną białą miseczkę, szklaneczkę z Maroka , ale dzielnie podtrzymywałam
      zwisającą na jednym haczyku szafkę. Mały w tym czasie wyjmował ocalałe naczynia.
      Dobrze, że w pewnej chwili zauważyłam zerwaną obudowę od włącznika światła-
      wyrwane z bebechami gniazdko iskrzyło i strzelało. A moje ramię było wcześniej
      tak blisko....

      Oczywiście jak przy pożarze na klatce z nerwów zapomniałam jaki jest numer do
      straży pożarnej! Panowie przystojniacy w liczbie trzech byli za 5 minut.
      Sprawnie zdjęli szafkę( my z małym mocowaliśmy się z nią kilka minut i nie
      daliśmy sobie rady) w sekundę, wyciągnęli korki, nastała ciemność.
      Pomajstrowali, pokręcili i gniazdko było zabezpieczone. Przyjechali tez panowie
      z pogotowia energetycznego, już nie tak przystojni jak strażacy ;)

      Całość zdarzenia skwitował mój syn- mamo, u nas to sie nie można nudzić- nigdy
      nie wie człowiek w jaki sposób zostanie obudzony, co będzie dane mu przeżywać.
      Tylko czemu ja częściej niż inni mam wkoło siebie takie przypadki?



      Okrągła z drżącymi łapkami
    • okragla 54- Pozdrowienia ze Szkocji! 07.11.07, 14:12
      Pozdrowienia ze Szkocji!

      W grobowym nastroju wyjeżdżałam z kraju... ciągle siedziały mi informacje z
      pracy i dziwne pechowe sploty okoliczności poprzedzające podróż. W dzień przed
      wyjazdem byłam tak rozkojarzona i skołowana, że w pewnym momencie stojąc
      wieczorem pod wejściem do metra łzy same nagle poleciały, ramiona opadły do dołu.

      Mój dobry duch i pokrewna dusza zdecydował, że musi odpocząć i odchodzi... do
      tego są chyba jakieś powiązania polityczne. W mojej psychice funkcjonują
      pewniki, których zmiana burzy cały świat. Takim pewnikiem i czymś stałym do
      końca świadomości była właśnie praca mojej szefowej. Nie wyobrażam sobie gazety
      bez Niej :(((( Różne uczucia siedziały mi w głowie, od niedowierzania, buntu po
      złość na brudnych polityków...

      Może i dobrze, że wyjechałam akurat w tym momencie, uchroniło to przed
      spontanicznym zachowaniem, niekoniecznie poprawnym... politycznie.

      Edynburg przywitał mnie ciepłą i słoneczną pogodą, zadziwiając mocno. Będąc tu w
      czerwcu wymarzłam bardzo, więc teraz ubrałam się jak na Syberię. Wczoraj
      wałęsając się po mieście widziałam ludzi chodzących w krótkim rękawku i z bosymi
      nogami. Podobno jest wyjątkowo ciepła jesień. Piękna do tego.. taka jak u nas
      jakieś dwa tygodnie temu. Żółta, pomarańczowa i czerwona- taka do spacerów we
      dwoje i zakochania. Do tego słonko, lekki ciepły wiatr i morze. Pojechałam nad
      morze, woda zawsze na mnie uspokajająco działała. Odwiedzałam znane mi z
      poprzedniego pobytu miejsca, zrobiłam kilka zdjęć. Potem powędrowałam do
      sklepów. To dobre lekarstwo na stresy, najważniejsze, że pomogło i już wieczorem
      kładłam się w lepszym nastroju.

      Dziś wybieram się na cmentarz, który mijam jadąc autobusem, zrobię kilka zdjęć.
      Pogoda dziś znów piękna, słonko i ciepło, może pech się ode mnie odwrócił?

      Okrągła szkocka
    • okragla 55- Trzydzieści majtek 08.11.07, 22:27
      Trzydzieści majtek

      Kilkudniowy odpoczynek skończył się zbyt szybko! Na szczęście pech towarzyszący
      mi przed wyjazdem minął jak ręką odjął z chwilą wejścia do samolotu i potem
      wszystko( prawie) było super.

      Widziałam piękne miejsca, zdecydowanie na spacery we dwójkę, nie samemu.
      Dotarłam nad brzeg Morza Północnego i wyspy połączonej z lądem groblą dostępną
      podczas odpływu. Widziałam to z samolotu i uparcie szukałam sposobu zobaczenia
      tego z ziemi. Udało się i wcale nie było zimno. Ogólnie pogoda mnie pozytywnie
      zaskoczyła, było koło 15 stopni i nawet słonecznie. Na drzewach jeszcze liście a
      w ogródkach kwitnące krzewy.

      Im bardziej poznawałam zakątki Edynburga, tym bardziej podoba mi się to miasto.
      Ma swój urok, klimat i szkocki charakter w omszałych zielonych kamiennych
      murach, licznych strzelistych budynkach i maciupkich domkach nad brzegiem morza.

      Urządziłam sobie też przy okazji istny maraton po sklepach i szaleństwo
      zakupowe. Nie mogłam się oprzeć i zaszalałam najbardziej w bieliźnie, bo inne
      części garderoby mogę kupić u nas. Bielizny jeszcze takiej ładnej nie mamy.
      Przymierzałam wiele staników, jednak dobre okazały się tylko dwa. Za to w dolnej
      bieliźnie popuściłam wodze fantazji i stanęło na liczbie ponad 30 różnych
      majtek. Mam teraz wg numeracji angielskiej rozmiar 16- 18 i w tamtejszych
      sklepach to jest typowy rozmiar, więc i ogromny wybór fasonów. A ja mam taaaką
      słabą wolę do ładnych ciuchów!

      Po bieliźnie rozmachałam się w odświeżaczach i herbatach. Lubię zapach
      świąteczny a tam są do wyboru różne wersje, od kominków, po takie czasowe na
      baterie. Kupiłam też herbatki smakowe i te normalne, będę miała zapas na kilka
      miesięcy.

      W szkockich sklepach już królują święta, gdybym miała i ja o tym myśleć, pewnie
      nie zabrałabym się na lot powrotny bez doczepianej do samolotu przyczepki na
      bagaż ;) I tak miałam tych kilogramów sporo, czułam to w ciężarze walizki.

      Efektem były małe problemy na lotnisku. Najpierw przy odprawie głównego bagażu-
      walizka ważyła o 8 kg za dużo i musiałam ja przepakować do bagażu podręcznego.
      Po kilkunastu minutach okazało się, że mogę mieć tylko jedną torbę podręczną a
      miałam ich trzy i dylemat, co zrobić. Poradziłam sobie i z tym problemem,
      obdarowując jedną z nich sympatycznego starszego pana poznanego w kolejce do
      odprawy. Resztę ścisnęłam w jedną dużą, którą i tak trzeba było wybebeszać przed
      rudą Szkotką, której nie podobało się coś w jej środku. Ostrożnie, jakby miała
      być tam co najmniej bomba wyjmowała moje ostatnie zakupy: fikuśne stringi,
      szufelkę w kolorze seledynowym do kuchni, wielki słoik masła orzechowego dla
      małego i kilka pudełek herbaty.

      Nie spodobało się jej tylko masło orzechowe, które skończyło swój żywot w
      przepastnym koszu obok celniczki.

      Polska przywitała mnie zimnem i wiatrem oraz gęstymi mlecznymi chmurami nad stolicą.

      Okrągła powyjazdowa
    • okragla 56- Co miesiąc choróbsko? 16.11.07, 16:42
      Co miesiąc choróbsko?

      Znów mnie łamie w kościach i czuję się nie w sosie. Wieczorem miałam męczący
      kaszel a dziś rano dołączył się ból głowy i śmieszna chrypka. Wygląda na to, że
      miesiąc po chorobie znów mnie zmogło. Łykam witaminy, ale jak widać to jest
      niewystarczające. Ubieram się też jak starsza pani, w gacie na wacie i ciepłe
      walonki a jednak...

      Zastanawia mnie to, że nawet kilkudniowa zmiana klimatu na morski nie wzmocniła
      mojej odporności. Zmianę zalecała moja lekarka, jak widać albo za krótko, albo
      nie ten klimat.

      Rozmawiałam dziś z lekarzem i ten stwierdził, że podczas odchudzania, a tym
      bardziej z tak dużym spadkiem wagi ciała jak u mnie, organizm jest jak po
      ciężkiej chorobie- wyjałowiony i bezbronny. Dlatego łapie każdy katar czy
      przeziębienie. Moja praca niestety polega na ciągłych kontaktach z dużą ilością
      ludzi, często smarczącymi i prychającymi.

      Lekarz zasugerował, abym najgorszy chorobowy czas przeczekała na zwolnieniu lub
      urlopie zdrowotnym, najlepiej w ciepłym klimacie. No weź człowieku tu teraz
      urlop zdrowotny, zakasaj kieckę i leć pod palmy!

      Nie mogę się chować pod kloszem, ale z drugiej strony wizja częstego chorowania
      i przyjmowania antybiotyków mnie przeraża na wstępie. Muszę podumać, co z tym
      zrobić.

      Okrągła usmarkana po pas z wizją palmy przed oczami
      • frutinka Re: 56- Co miesiąc choróbsko? 16.11.07, 17:40
        Cześć okrągła! Czytam Twoje posty od samego poczatku:) Bardzo sie cieszę z
        Twoich sukcesów i w ogóle lubię "Cie czytać":) Powodzenia Ci zyczę i unikaj
        antybiotyków! One jeszcze bardziej wyjałowią Twoj organizm. Cos o tym wiem -
        moja poprzednia pani doktor z beztroską przepisywała mi antybiotyki na każde
        przeziębienie. I długo potem odzyskiwałam naturalna odporność. No... to sie
        nawymądrzałam:) Powodzenia!!!!
        • okragla Re: 56- Co miesiąc choróbsko? 16.11.07, 20:07
          frutinka napisała:

          > Cześć okrągła! Czytam Twoje posty od samego poczatku:) Bardzo sie cieszę z
          > Twoich sukcesów i w ogóle lubię "Cie czytać":)

          Dziekuje :)

          >Powodzenia Ci zyczę i unikaj
          > antybiotyków! One jeszcze bardziej wyjałowią Twoj organizm. Cos o tym wiem -
          > moja poprzednia pani doktor z beztroską przepisywała mi antybiotyki na każde
          > przeziębienie. I długo potem odzyskiwałam naturalna odporność. No... to sie
          > nawymądrzałam:) Powodzenia!!!!

          No a jak inaczej mozna szybko(bo wiesz, praca, zobowiazania zawodowe itp.) sie
          wykurowac? :(
          • rosa_de_vratislavia Re: 56- Co miesiąc choróbsko? 16.11.07, 22:40
            okragla napisała:

            >> No a jak inaczej mozna szybko(bo wiesz, praca, zobowiazania
            zawodowe itp.) sie
            > wykurowac? :(

            Trudno...trzeba chodzić z bolącym gardłem, chrypką/katarem.
            Wiem coś o tym, bo często łapię infekcje..ale jak się zacznie brać
            antybiotyki, odporoność spada.
            Poproś lekarza o szczepionki - lizaty z najpopularniejszych w Polsce
            bakterii. Nie o preparaty wzmacniające (drenują kieszeń) ale o
            prawdzwiwą szczepionkę np Luivac, Polyvaccinum.
            Bierz tran - regularnie.
            Ja uznaję,że są 2 choroby do leczenia antybiotykami - angina(nie
            mylz wirusowym zap. gardła/krtani i tchwaicy,z kaszlem, chrypą etc.-
            angina to ropna historia) i zapalenie ucha.
            Wszelkie zap. tchawicy,oskrzeli etc. przeważnie są wirusowe i same
            mijają, choć rzeczywiście trochę to trwa(a ja na zwolnienia nie
            chodzę i łażę rozbita).
            Jednak od dwóch lat jestem bez antybiotyku i od wakacji nie
            byłam "poważnie" chora - lekkie chrypki i st.podgorączkowe.
            Powodzenia,
            >
            >
            >
            • okragla Re: 56- Co miesiąc choróbsko? 17.11.07, 13:51
              rosa_de_vratislavia napisała:


              > Poproś lekarza o szczepionki - lizaty z najpopularniejszych w Polsce
              > bakterii. Nie o preparaty wzmacniające (drenują kieszeń) ale o
              > prawdzwiwą szczepionkę np Luivac, Polyvaccinum.
              > Bierz tran - regularnie.
              > Ja uznaję,że są 2 choroby do leczenia antybiotykami - angina(nie
              > mylz wirusowym zap. gardła/krtani i tchwaicy,z kaszlem, chrypą etc.-
              > angina to ropna historia) i zapalenie ucha.
              > Wszelkie zap. tchawicy,oskrzeli etc. przeważnie są wirusowe i same
              > mijają, choć rzeczywiście trochę to trwa(a ja na zwolnienia nie
              > chodzę i łażę rozbita).
              > Jednak od dwóch lat jestem bez antybiotyku i od wakacji nie
              > byłam "poważnie" chora - lekkie chrypki i st.podgorączkowe.
              > Powodzenia,

              Dzieki za rady, w tygodniu przejde sie do lekarza od oddechu i poprosze o porade :)
    • okragla 57- Niska odporność 22.11.07, 11:42
      Jakoś udało mi się przemóc chorobę i obyło się bez kolejnego antybiotyku.
      Konsultacja lekarska przyniosła mi za to listę medykamentów. Kupiłam więc tran
      (dobrze, ze są to małe kapsułki, nie zatkają mi dziury), witaminy centrum dla
      dzieci (po co mi piórnik na biurko?), minerały koloidalne (musiałam na nie
      czekać pól dnia, bo to widać jakiś specyfik). Oprócz minerałów te wspomagacze
      przyjmuje od wczoraj też i mały, sama jak byłam dzieckiem musiałam łykać tran,
      teraz przynajmniej jego rybi smak jest zamknięty w bezwonnej kapsułce. Witaminki
      smaczniejsze od tych, które brałam do wczoraj. Za to minerały, a fujjjjj. Już w
      aptece przez butelkę czułam, że będą miały paskudny smak. Musze pić raz dziennie
      łyżeczkę, po której smak kwaśnej wody mam do końca dnia. Język robi się szorstki
      i zadziorny- uciekajcie moi przeciwnicy, będę bez serca ;)

      Mam czas do końca roku, aby poprawić swoją odporność. Jak się podkuruję teraz
      lepiej wezmę jeszcze dwie szczepionki- od grypy i menigokoków. Te ostatnie
      wywołują sepsę. Czytając kilka dni temu doniesienia o kolejnym zachorowaniu w
      niedalekiej okolicy wpadłam w panikę. Szczepionka jest kontrowersyjna, ale chyba
      lepiej być chronionym przed jednym z tych menigokoków niż przed żadnym.

      Zauważyłam, że tegorocznej jesieni jest mi o wiele zimniej, niż bywało
      poprzednimi latami. Zrobiłam się strasznym zmarźlakiem. Jeszcze nie ma metrowych
      zasp śniegu a ja już ubieram się jak na mróz. Ciągle mi zimno w nogi, głowę i
      ręce. Podpytam się swojego lekarza od opaski, czy nie jest to związane z
      odchudzaniem. Na razie opatulam się ciepło nawet w gorącej sypialni.

      Okrągła w ciepłych bamboszach
    • okragla 58- Zmiana image 04.12.07, 19:03
      Zrzuciłam te blisko 40 kilogramów i powoli zmieniam swój image.

      Najpierw ubiór- sprawiają mi frajdę ubrania dopasowane do ciała. Może nawet zbyt
      dopasowane, ale jakie to miłe uczucie wchodzić w większość ubrań, które mi się
      podobają. Kupuję teraz ciuszki w rozmiarze 46- 50, zależy która firma. Gdyby nie
      mój dość obfity biust (H), to byłoby jeszcze lepiej. Po rewolucji
      biustonoszowej, jaką przeszłam stanęło na tym, że na co dzień noszę jednak
      ulubione gorsety a po domu, w sytuacjach ten tego, staniki. Kupiłam kilka
      ślicznych, ale jeszcze troszkę za małych i leżą czekając na swój wymiar na moim
      ciele. Oczywiście wszystkie są w kolorze seledynowym- moim ulubionym :)

      W ostatnie weekendy intensywnie odświeżam znajomości telewizyjno- teatralne i
      "bywam" w tzw. wielkim świecie, który jest wielki tylko dla tych stojących z
      boku i podziwiających błyszczące światła. Miło po kilku latach niebytu
      towarzyskiego (unikałam wszelkich takich spotkań, bo zwyczajnie się wstydziłam
      swojego wyglądu) być znów rozpoznawaną i witaną buziakiem na oczach setek ludzi
      zapatrzonych w mistrza. Kiedyś ten właśnie facet pomógł mi stanąć na nogi po
      rozstaniu z mężem, dowartościował zainteresowaniem, uwagą, zawsze będzie dla
      mnie kimś wyjątkowym, szczególnym, taki rodzaj uwielbienia połączony z podziwem
      Jego twórczości i wyobraźni reżyserskiej.

      Bywanie "na salonach" ma swoje wymagania- zmieniłam fryzurę, buty na obcasie są
      na porządku dziennym, tak samo jak staranny makijaż.

      Fajnie jest być kobieta! :)

      Okrągła
    • okragla 59- Podstępne odswieżacze i Litwa 22.12.07, 09:57
      Kilkanaście ostatnich dni upłynęło mi na strachu o zdrowie syna, lenistwie, pomieszanym ze zrywną pracą na termin (oczywiście wykonywaną po terminie) i zbieraniem prezentów dla rodziny.

      Miałam trochę problemów ze zdrowiem syna, na szczęście wszystko skończyło się na twarzowych okularach i konieczności usunięcia wszystkich odświeżaczy z mojego domu. Prawdopodobnie od nich bardzo bolała go ostatnimi czasy głowa a jednego dnia dołączył ból karku. Oparło się na pogotowiu, pierwszej w jego życiu kroplówce, groźbie pobytu w szpitalu, konsultacjach neurologicznych i okulistycznych i tommografi głowy. Po wyłączeniu zapachów bóle stopniowo przeszły.

      Kiedy nie jestem w pracy leniuchuję i chodzę na zakupy. Na wagę nie wchodzę, bo kilogramy nie chcą znikać, więc po co się stresować. Tym bardziej, że podczas kompletowania prezentu dla mamy, często moja słaba wola wygrywała i któryś ze słodyczy kończył swój żywot w moim żołądku. Udało mi się jednak mimo tego uzbierać dużą torbę marcepanowych smakołyków, które tak lubi moja Mama.

      W ubiegły weekend byłam też jedną nogą na Białorusi. jedną nogą, bo najpierw zostałam wpuszczona a potem anulowano wjazd i trzeba było wracać. Był to wyjazd służbowy z harcerzami i zebranymi przez nich darami świątecznymi. Pojechaliśmy z tymi podarkami na Litwę, do dwóch miejsc, gdzie najliczniej mieszkają Polacy. Na Białorusi byłam kilkanaście lat temu i wracając wtedy z Grodna obiecałam sobie, ze więcej nie ruszę za wschodnią granicę a tym bardziej do Grodna. Jak widać dane słowo w połowie spełniłam. Na Litwie nie byłam a jestem po tym wyjeździe nią zachwycona. Krótki spacer po wieczornym Wilnie bardzo mnie poruszył. Wrócę tam z synem na kilka dni. Tak samo, jak wrażenie na mnie zrobił polski język w ustach Polaków z Litwy. Jest taki piękny, śpiewny, przyjemny dla ucha. Mijając szerokie stepy litewskie chcąc nie chcąc brzmiał mi w uszach fragment: "Litwo Ojczyzno moja...."

      Może ten wyjazd sprawił, że znów jakieś choróbsko mnie wzięło- boli gardło i węzły chłonne na szyi. Na razie kuruję się dostępnym,i bez recepty lekarstwami. Ta niemoc wcale mnie nie dziwi, odkąd pamiętam na święta jestem chora. Moja Mama się śmieje, że to z lenistwa na przedświąteczne porządki. Porządki mam zrobione, lenia mam, ciśnienia na święta od blisko 7 lat wcale.



      Okrągła z bólem gardła
    • okragla 60- Każdy ma marzenia 28.12.07, 00:42
      Dla jednego jest to domek na wsi otoczony z jednej strony lasem a z drugiej połaciami pól i żółtych zbóż. Dla drugiego są to szalone imprezy, wielki świat i modne ciuchy kupowane w najlepszych sklepach. Dla innego jest to tylko lub aż pełen portfel i zapewnienie godnego życia sobie i swoim bliskim.

      Dla mnie marzenia, oprócz tych standardowych o zdrowiu i szczęściu moich kochanych mają bardziej egoistyczny wymiar. Zawsze byłam większą egoistką niż moje koleżanki, ale wychodzę z założenia, że to moje życie, mój czas, moja świadomość.

      Marzę o podróżach. Często śnią mi się ciepłe plaże, jasna ciepła woda o wielu odcieniach niebieskiego i piękne niebo. Kiedy tylko mam okazję wyrywam się z domu, jednak chyba świat musi być tak niesprawiedliwie skonstruowany, że niewiele mogę.

      Od wielu lat "wybieramy" się z synem w podróż życia- do Polinezji Francuskiej. To nasze wspólne marzenie odległe o lata świetlne. Odległe, bo gdybym nie rozdrabniała się na bliższe wyjazdy, może by się udało je zrealizować. A tak, czas ucieka, życie też i trzeba tkwić w zimnie...

      Ale nie o tym dokładnie chciałam pisać. W przerwie świąteczno- noworocznej dużo czasu przeznaczyłam na oglądanie zaniedbanego kanału Travel. Bardzo podoba mi się szczególnie jedna z serii podróżniczych- "Odkrywcy z La Boudeuse". Załoga żaglowca podczas kilkuletniej podróży dookoła globu odwiedza różne kraje, wyspy i pyta ludzi o raj. Ostatnie odcinki, to akurat wspominana wcześniej Polinezja Francuska, widoki, które wyzwalają u mnie znaną mi tęsknotę...

      Widziałam już kilka odcinków tego cyklu i w każdym tubylcy zapewniają, że tu gdzie żyją, jest ich raj, że nie chcą tego zmieniać. Mimo, że mieszkają gdzieś na końcu świata, w odniesieniu do nas, to są szczęśliwi. Nie są to ludzie poza cywilizacją, mają telewizję, prąd, kontakt poprzez internet ze światem a jednak...

      Zadałam sobie to samo pytanie, czy jestem szczęśliwa żyjąc w Polsce?

      Nie jestem i nie uważam Polski za raj. Nie jestem patriotką?

      Okrągła, myślami po drugiej stronie ziemi
    • okragla 61- Realizacja ubiegłorocznych postanowień 19.01.08, 15:24
      Realizacja ubiegłorocznych postanowień

      Rok temu obiecałam sobie w ramach noworocznych postanowień, że schudnę te 30 kilogramów, pozbędę sie poduszek tłuszczu na nogach oraz będę regularnie chodzić na aerobic.

      Po świętach, które spędziłam bardzo mile w rodzinnej atmosferze nic nie schudłam, jak to było rok temu. Nie martwię się jednak tym aż tak bardzo, liczby nie są ważne i to nie jest wyścig. Nie objadałam się, ale też nie krygowałam przed jedzeniem tych różnych smakowitości mojej Mamy. Tym sposobem Nowy Rok przywitałam z wagą trzycyfrową, mówi sie trudno.

      Poduszek tłuszczu z nóg się częściowo pozbyłam, ale znikają one wraz z uciekającą wagą, więc mimowolnie.

      Ostatnie postanowienie nie zostało zupełnie zrealizowane, nie chodzę na ćwiczenia, lenistwo totalne. Właśnie, temat lenistwa przewijał się ostatnio w moim życiu i jest jednym z tegorocznych postanowień. Może z realizacją będzie lepiej w tym roku.... zobaczymy.

      Muszę się wziąć ostro do pracy, nie odkładać na potem ważnych spraw, bo tracę na tym najwięcej ja sama. Mam tego świadomość i to jest najgorsze.

      Drugie postanowienie, zaprzyjaźnić się z dentystą.

      Trzecie, częściej poświęcać wolne chwile najbliższym- synowi i rodzicom.

      Okrągła noworoczna
    • okragla 62- Jakoś leci 19.01.08, 15:27
      Jakoś leci

      Apetyt, z którym walczyłam na początku tego roku powoli mija, może dlatego, że zaczął się karnawał i czas cotygodniowych balów. Mam też trochę problemów z opaską. Nie wiem kiedy zechce łaskawie niczego nie przepuszczać i się uprze pozostawić mnie na wpół głodną.

      Tak było w ubiegłą sobotę na imprezie. Co zjadłam, czy wypiłam, mimo, że w małych ilościach i przykładnie ciepłe, uparła się i już. Musiałam zwrócić, dopiero trochę lepiej się czułam.

      Zauważyłam, że zasypiając na lewym boku mam kłopot z ciągłym odbijaniem. Po lewej stronie pod żebrami jest mikroport połączony z opaską. Muszę wtedy zmienić pozycję, bo nie dam rady zasnąć na lewym.

      Do tego bolało mnie w okolicy mikroportu potem cały tydzień. Możliwe, że to od tańców, które dość mocno uskuteczniałam na parkiecie, coś się poprzesuwało tam w środku. Z tańców nie mam zamiaru rezygnować, bo nie po to czekam cały rok na karnawał, szaleństwa na parkiecie, aby słuchać głupiej opaski!

      Kłopoty żołądkowe mają swoją dobrą stronę, już nie czuję się taka ociężała jak było po świętach i większej ilości jedzenia. Nie mam też ochoty na słodycze, przez co cera sie poprawia. No i luźniej w ubraniach się trochę robi, to miłe. Tak samo jak uwagi znajomych, których nie widziałam od czasu ubiegłorocznego karnawału i balów.

      Latam więc na wpół służbowo, na wpół korzystając z fajnej muzyki i parkietu i używam życia :)

      Zostały jeszcze dwa tygodnie i dwie imprezy... szkoda, że tegoroczny karnawał taki krótki.

      Waga dalej trzycyfrowa... trzy kilogramy, które "zdobyłam" przez ostatnie tygodnie powoli znikają. Ot, huśtawka!

      Okrągła karnawałowa
    • okragla 63- 21 stycznia 21.01.08, 12:32
      21 stycznia

      Poniedziałek. Moje imieniny. Pochmurny marny poranek.

      Rano wychodząc do pracy zauważyłam, że zgubiłam kółko od swojej pięknej nowej torebki. Wróciłam parę kroków, ale nie chcąc się spóźnić do pracy musiałam iść dalej. Akurat w słuchawkach leciała piosenka "Czemu nie lubię poniedziałku?" Zaklęłam głośno, że pięknie mi się dzień i cały tydzień zaczął.

      W pracy, po godzinie dowiedziałam się, że w sobotę zginął w wypadku mąż mojej koleżanki z sąsiedniego gabinetu. Koleżanka, która śniła mi się właśnie tej nocy. Śniła mi się, że zmarła nagle. W śnie szłam razem z nią, jej dziećmi i mężem na imprezę, przez kałuże i ciemne ulice. Potem ja się bawiłam. To była noc z soboty na niedzielę, wczoraj cały dzień chodziłam i myślałam o niej, czułam jakoś dziwnie.

      Wieczorem ona dzwoni. To sama strzałka. Wysłałam sms, aby na siebie uważała i nosiła ciepłe majtki, oddzwoniła, razem śmiałyśmy się z mojego snu. Pożegnałyśmy się do poniedziałkowego ranka, w pracy. Nie wiedziała wtedy, że jej mąż już nie żyje.

      Dziś, kiedy wpadła na chwilę do pracy, przepraszałam ją za ten sen, czuję się winna :(((

      W weekend zginął także brat drugiej mojej koleżanki z pracy, też w wypadku.

      Według obliczeń naukowców 21 stycznia, to najbardziej dołujący dzień w roku.

      Okrągła gdzieś
    • okragla Re: Apetyt na linię, czyli .. 29.01.08, 22:01
      Tamten poniedziałek był jednym z najgorszych dni a wczorajszy był bardzo udany. Dziwny jest ten świat, poskręcany, nieprzewidywalny.

      Wczoraj udało mi się upolować fajny urlop. Za tydzień lecę z synem do Indii na całe dwa tygodnie do ciepła... będziemy się byczyć na plażach Goa.

      Szperałam od kilkunastu dni w necie w poszukiwaniu jakiegoś sensownego wyjazdu w ciepłe rejony świata. Te bliższe zimniejsze już widzieliśmy w większości, te dalsze są droższe a zbieramy finanse na większą podróż. Polowałam i z marnym skutkiem. W niedzielę wpadłam przez przypadek na Indie i... w poniedziałkowy ranek w dwie godziny załatwiłam wszystko. Aż dziwiłam się potem, że wszystko poszło nadzwyczajnie łatwo, za łatwo? Wyrównanie? Góry i doły? Skrajności.

      Raz pod wozem, raz na wozie... tylko, co jest wozem?

      Wczoraj cieszyłam się jak dzieciak, piszczałam z radości przyjaciółce do słuchawki opowiadając o niedługim wyjeździe, kilka minut po dopięciu rezerwacji. Mama wcale nie była zdziwiona. Żegnając się po niedzielnym obiedzie napomknęłam, że tej zimy siedzimy grzecznie w domu. wczoraj powiedziała mi tylko jedno:

      Ot, wariatka, jak zawsze!

      Raz sie żyje! Prawda?

      Planuję oprócz wygrzewania starych kości na indyjskim słoneczku wyjazd do Bombaju. Chciałabym zobaczyć pomnik miłości, Tadż Mahal w Walentynki. Kilka lat temu akurat w Walentynki byłam w dżungli nad Orinoco,w prawdziwym zielonym piekle, może teraz będzie bez takich skrajnych emocji?

      Okrągła jeszcze bez wstecznego przedwyjazdowego
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka