bestshow
26.08.07, 12:04
Witam. Byłem z dziewczyną poltora roku. To bylo wspaniale poltora
roku i dla mnie i dla niej. Bardzo się kochaliśmy. Spotykaliśmy się
codziennie mimo że ona mieszkala z rodzicami i nie bylo to przez jej
rodzinę akceptowane w 100% kiedy wychodziła prawie codziennie z
domu. Jesli chodzi o mnie w tym zwiazku to bylem dosc apodyktyczny.
Chciałem narzucać swoje zdanie w wielu sprawach. Ale gdy
poklocilismy sie o to tak ze ona chciala juz sie rozstac obiecalem
ze sie nad tym zastanowie czy jestem w stanie sie zmienic tak zeby
zaakceptowac ją w 100% bo tego ode mnie oczekiwala ze bede kochał ją
taką jaka jest w 100%. Rozstalismy sie na tydzien. Gdy wrocilem
znowu bylo extra doszedlem do wniosku ze potrafie i bardzo chcę z
nią być. Udało się. W koncu zmienilem swoje nastawienie i ogolną
postawę zyciową. Wszystko zaczelo mi sie podobac. Ona tez zauwazyla
zmianę .. ale okreslila to ze to jest poprostu cos normalnego, ze
tak wlasnie powinienem sie zachowywac. Wszystko zaczelo byc extra.
Chociaz znowu poklocilismy sie o glupią sprawe. Ale udalo nam sie
jeszcze to przezwyciezyc. Poprosila mnie o troche oddechu.. ze chce
isc sama na pielgrzymkę a jak wroci to wszystko powinno byc ok... Po
10 dniach wrocila i ... Powiedziala ze nie chce juz mnie widziec,
wszystko skonczone i tak bedzie lepiej ... ze nic do mnie nie
czuje... Prosilem ją błagalem zeby dala mi jeszcze jedną szanse ze
bardzo mi na niej zalezy. Niestety nie potrafila mi zaufac. Ale dala
mi taka niklą nadzieje... skoro nie mozna bylo juz wrocic z dnia na
dzien do siebie to poprosilem ją zebysmy mogli zaczac cos nowego ..
Powiedziala ze bez rozstania nie ma szans zeby to wyszlo ( no i przy
okazji ze i tak nie wie czy bedzie chciala nawet po tym rozstaniu).
Rozstalismy się teraz na dwa tygodnie .. jestemy bez zadnego
kontaktu pierwszy raz od poltora roku... Bardzo za nią tesknie i
kocham bardzo mocno.. Przez caly okres jak sie spotykalismy bylem
dla niej bardzo opiekunczy troskliwy.. mzoe wlasnie za bardzo
staralem sie byc dla niej jak starszy brat, i poczula ze nie
traktuje jej do konca jak doroslą osobę. Wierzę ze ona tez mimo
tego co powiedziala... kocha mnie. Ale nie odzywa się ja tez boję
się do niej odezwac. Do tej pory wszystko udawalo nam sie pokonac.
Mowila ze nic nas nie rozlaczy skoro takie trudne chwile potrafimy
pokonywac. Bardzo duzo nas laczylo kazdy dzien przez poltora roku
spedzialismy razem. Razem tez studiujemy. Nigdy nie potrafilem sobie
wyobrazic ze mozemy byc osobno... Teraz gdy pojawilo sie takie
widmo rozstania ciezko mi w to uwierzyc. Chcialbym uslyszec od niej
jakies cieple slowo zobaczyc ją... Czuje ze ona stara sie o mnie
zapomniec ale jest jej bardzo ciezko bo bardzo mnie kochala mimo ze
czasami nam nie wychodzilo. Chcialbym bardzo zebysmy wrocili do
siebie... bylismy razem bardzo szczesliwi. Dzwonilem do niej
kilkanascie razy dziennie a teraz boje sie wziac do reki telefon.
Tak bardzo chcialbym zeby dala mi szanse .. zebysmy dali sobie
szanse. I nie stracili tych cudownych chwil. Zostal mi jeszcze
tydzien.. i chyba bedzie lepiej jak nie bede sie do niej odzywal.
Caly czas mam w glowie tamto rozstanie na tydzien... bo kiedy
wrocilem nic sie nie liczylo... pierwsza wiadomosc od niej byla taka
ze nie wazne co napisalem jaka podjalem decyzje bo ze wszystkim
sobie poradzimy. Tak bardzo chcialbym zeby teraz moglo byc tak samo.
Mimo tego rozstania ktorego sama chciala.. powiedziala mi ze jesli z
kims bedzie kiedys to tylko ze mną, ale nie teraz... Chcialbym zeby
sama za ten tydzien do mnie zadzwonila z propozycją spotkania bo nie
chcialbym i nikomu nie zycze zeby musial sluchac tego co ja od
osoby z ktora chce sie spedzic reszte zycia.