trufii
23.09.07, 19:29
Witam Was...
historia jest dlluga ale tak po krotce opisze moje rosterki i
watpliwosci, proszac Was o rady.
Obecnie zyje w stalym zwiazku, juz 7 lat, mamy 5 letnie dziecko,
jest nam ze soba dobrze, nasze zycie jest ok i w sumie nie ma sie
czego czepiac. Nasza milosc zaczela sie przypadkiem, on byl wolny i
wykazal zainteresowanie moja osoba a ja wtedy bylam zakochana -
platonicznie w innym, ktory domyslal sie moich uczuc do niego ale
nigdy nie rozmawialismy o tym, zylismy na stopie kolezenskiej. On w
tym czasie zwiazal sie z inna dziewczyna wiec ja troche na zlosc tez
sie zakochalam.Potem byly liczne sytuacje wskazujace na to ze ja
jemu tez nie jestem obojetna ale jakos nie umielismy o tym SZCZERZE
porozmiawiac, przyznac sie do swoich uczuc i trwalismy w
dotychczasowych zwiazkach. Pozniej u mnie pojawilo sie dziecko,
zaczelam studia w innym miescie, daleko on dawnej milosci i nasz
kontakt troche sie urwal.Ale zawsze serdeczni znajomi przekazywali
cieple pozdrowienia itd.
Niedawno wrocilam do swojego, naszego rodzinnego miasta, w zwiazku z
siedmioletnim stazem i z dzieckiem.
Spotkalam sie z nim, niby przypadkiem, pogadalismy jak za dawnych
czasow, moje uczucia do niego odzyly, zreszta nigdy o nim nie
zapomnialam, majac nadzieje ze moze kiedys jeszcze bedziemy razem,
choc zdawalam i zdaje sobie sprawe ze w obecnej sytuacji to nie
latwe. Spotkanie bylo bardzo przyjemne, targaly mna uczucia czy aby
nie powiedziec mu ze nidy nie byl mi obojetny, ze jest dla mnie
bliska osoba, bliska memu sercu ale nie mialam odwagi jak i przed
laty. Nie powiedzialam nic.
I tak caly czas zastanawiam sie czy jest w ogole sens mowic o tym?
czy nie lepiej trzymac ta milosc dla siebie?
A dzis zobaczylam go na naukach przedmalzenskich.....i juz teraz
zagubilam sie...i zastanawiam sie czy wlasnie to jest dobry moment
aby wyrzucic to z siebie, czy aby nie zrobie jakiejs glupoty, czy
moj zwiazek przypadkiem nie ucierpi na tym? bo nie ludze sie aby w
jego zyciu to cos zmienilo ale......