24.09.07, 15:58
Witam,
Mam problem z internetowym znajomym i jego dziewczyną (według mojej
wiedzy to była jego ekspartnerka).
Dla tego mężczyzny byłam tylko narzędziem w grze między nim a jego
partnerką.

Znajomość opierała się głownie na rozmowach przez skype - całymi
wieczorami. Spotkaliśmy się kilka razy.

Mieliśmy spędzić razem tydzień wakacji, on uciekł po jednym dniu
zostawiając mnie w niesamowicie niezręcznej sytuacji. Zdezerterował
do swojej eks(?)kobiety właśnie (powrót z powodu szantażu - jak mnie
nie chcesz, będę z inną).Ponieważ dał swojej tej kobiecie mój numer
telefonu, wdałam się w smsową pyskówkę. Po kilku dniach dałam sobie
spokój, natomiast ta kobieta nadal mnie obrażała (z pomocą swojego
chłopaka). Miesiąc temu zmieniłam nr telefonu. Myślałam, że jest już
ok.

Wczoraj dostałam maila, że mam oddać mojemu znajomemu pewną kwotę,
którą mi rzekomo pożyczył na urlop. W rzeczywistości zapłacił on
swoją część za nasz wspólny wyjazd. Jeśli nie dam mu pieniędzy
powiadomią mojego szefa i współpracowników, o tym jaka jestem
nieuczciwa i o innych kompromitujących mnie informacjach. Ponieważ
ta osoba ma bardzo dużo informacji o mnie, może teraz napisac i
uwiarygodnić każdą bzdure na mój temat. Oni mieszkaja zagranica, w
dodatku ona nie jest Polką, ja natomiast funkcjonuję w niewielkiej
miejscowści, gdzie plotka może zaszkodzić.
Co powinnam robić? Czy mam reagować? Zapłacić haracz? Czy trafiłam
na osoby chore psychicznie?


Obserwuj wątek
    • shangri.la Re: szantaż 25.09.07, 07:52
      Moim zdaniem trafiłaś na parę wytrawnych naciągaczy, którzy niejedą kobietę już tak wyrolowali.
      Zgłoś sprawę na policję i to natychmiast.
      Może się okazać, że są już im znani.
      Nie dawaj im pieniędzy, bo to się nigdy nie skończy(!)
      • maszax Re: szantaż 25.09.07, 09:51
        To nie są naciągacze. On zrezygnował z urlopu, ale zapłacił za cały
        swój pobyt. Wczoraj dostałam mail (ta kobieta nie jest Poką,
        pisownia oryginalna):
        "Czesc,
        Napewno bym sie odezlala na twojim miejscu...
        Wysli kase! Dlugo nie bedziemy czekac!"

        Chce konfrontacji, skoro olałam smsy przechodzi idzie dalej. Nie
        napisała, jak miałabym przesłać te pieniądze zagranicę. Ta kobieta
        chce się na mnie odegrać, bo na mnie skupia wszystkie negatywne
        emocje związane z tą sytuacją (na pewno teraz brak zaufania w ich
        związku). Ja przestałam już myśleć o całej tej historii - bo i nie
        ma o czym. Było minęło. Po tych mailach zastanawiam się do czego
        mogą się posunąć ci ludzie, zwłaszcza że nie wydają się być zupełnie
        zdrowi na umyśle. Na razie nie będę reagować, czuję jednak że
        prędzej czy później będę musiała zgłosić to na policję.
        • zyg_zyg_zyg Re: szantaż 25.09.07, 09:54
          nie kasuj tych maili i sms-ów
          • shangri.la Re: szantaż 25.09.07, 18:58
            zyg_zyg_zyg napisała:

            > nie kasuj tych maili i sms-ów

            W przypadku sms-ów to nie możliwe, ale tak jak i skasowane maile z dysku, można je odzyskać z karty sim:)
    • pawel.drozdziak Re: szantaż 25.09.07, 12:01
      Witam,

      Pisze Pani:

      > Mieliśmy spędzić razem tydzień wakacji, on uciekł po jednym dniu
      > zostawiając mnie w niesamowicie niezręcznej sytuacji

      i dalej:
      > Wczoraj dostałam maila, że mam oddać mojemu znajomemu pewną kwotę,
      > którą mi rzekomo pożyczył na urlop. W rzeczywistości zapłacił on
      > swoją część za nasz wspólny wyjazd.

      Zanim mozna bedzie sie ustosunkowac do calosci, nalezaloby
      doprecyzowac pewne fakty. Mozliwy jest na przyklad taki scenariusz,
      ze on dal Pani pieniadze gotowka do zaplacenia za wspolny wyjazd,
      Pani tych pieniedzy nie wplacila, on znikl, Pani zostala z
      pieniedzmi, po czym on po jakims czasie zwraca sie o ich zwrot.
      Gdyby tak bylo, zadanie zwrotu da sie sensownie uzasadnic.

      Inna wersja jest taka, ze on wplacil pieniadze za wspolny wyjazd,
      nie wyjechal po czym zada zwrotu szantazujac Pania. No i w takim
      wypadku jego zadania oczywiscie sensownie uzasadniac nie mozna.
      Pytanie, z ktora wersja mamy tu do czynienia. Czy moze Pani te
      sytuacje z pieniedzmi opowiedziec dokladniej?

      • maszax Re: szantaż 25.09.07, 17:29
        To ten drugi scenariusz. Był tam ze mną jeden dzień, ja zostałam na
        planowany tydzień. Dla niego to pusty wydatek, ale tak się
        umawialiśmy. Przyznaję, że głupio się zachowałam w ogóle tam jadąc,
        bo już wcześniej wiedziałam, co może się wydarzyć. Popełniłam szereg
        błędów.
        Teraz jestem celem ataków zgodnie z zasadą "wpólny wróg jednoczy".
        Nawet po miesiącu od zerwania kontaktów.
        Wszystkie maile i smsy pochodzą od niej, ale w nich zawarte
        informacje od niego. Chciałabym zakończyć tą sprawę pokojowo.
        • pawel.drozdziak Re: szantaż 25.09.07, 17:57
          Warto wiec jeszcze ustalic w jakim kontekscie padly slowa o
          ujawnieniu informacji na Pani temat. Czy bardziej w
          kontekscie "dowiedza sie jaka jestes nieuczciwa w stosunku do
          kobiet ktorym odbijasz partnerow" czy bardziej w
          kontekscie "dowedza sie o tobie pewnych rzeczy jak nie wplacisz nam
          pieniedzy".

          No i czy to bardziej sa ostrzezenia w rodzaju:

          "jak nie oddasz pieniedzy to sie wszyscy w pracy i wszedzie
          dowiedza jaka jestes nieuczciwa"

          czy bardziej:

          "mamy konkretne informacje i materialy ktore moga cie
          skompromitowac. Jesli nie wplacisz okreslonej sumy, to ujawnimy je
          w twojej pracy i srodowisku"

          Miedzy tymi komunikatami jest spora roznica. Pani pisze na ten
          temat rozne rzeczy, ktore sie wzajemnie troche wykluczaja:

          - ze sa to osoby chore psychicznie
          - ze sa to naciagacze i szantazysci
          - ze ma Pani do czynienia z przejawem zazdrosci i proba lepienia
          swojego zwiazku Pani kosztem

          Raczej nie jest "i tak i tak" tylko "albo tak, albo tak". Dzialania
          beda rozne w zaleznosci od tego, jak rozpoznamy sytuacje, warto
          wiec sobie ja dokladnie opisac, zeby zrozumiec.
          • maszax Re: szantaż 25.09.07, 19:09
            Wysłałam Panu na priv pierwszego maila. Dla mnie to "proba lepienia
            swojego zwiazku moim kosztem". Mogę spróbowac opisać całą tę
            znajomość, jeśli to pomoże ocenić obecną sytuację.
            • pawel.drozdziak Re: szantaż 26.09.07, 09:02
              Niestety nie korzystam z adresu e-mail Gazety. Proponuje
              umieszczenie na forum tych informacji, ktore moze Pani umiescic.
              Chyba, ze samo doprecyzowanie problemu w poprzednich postach juz cos
              wyjasnia. Bo rozumiem, ze Pani sama przeanalizowala fakty i sama
              doszla do wniosku, ze to ani psychiczna choroba, ani zawodowi
              szantazysci tylko poklocona para, ktora potrafi sie pogodzic tylko
              wtedy kiedy Pani bedzie "ta niedobra". Jesli rzeczywiscie tak jest,
              najprostszym wyjsciem wydaje mi sie wyjecie z telefonu karty pin i
              wlozenie karty z usluga typu Pop albo Tak-Tak. Taka karte mozna
              kupic w kazdym kiosku za 5 zlotych. Standardowo doradzam wmontowanie
              jej na 3 miesiace, poniewaz jednak jest to blisko okresu swiat i
              Nowego Roku, a w tym okresie wiele emocjonalnych zawirowan i
              niezalatwionych spraw wychodzi z ludzi intensywniej, mozna swoja
              stara karte Pin wlozyc w telefon 3 stycznia. Jesli tylko tej karty
              nie wlozy Pani wczesniej, problem zniknie sam.
              • maszax Re: szantaż 26.09.07, 12:03
                Może nie będę cytować tego maila. Czytam go na chlodno - to raczej
                prowokacja. Na szczęscie jakos udalo mi sie nie zareagowac
                natychmiast i na ostro (bo przecież o to tym ludziom chodzi).
                Nie kontakuję się z nimi, on milczy, ona jest aktywna. Zmieniłam
                miesiąc temu numer telefonu ze względu na tą kobietę.

                Oni nie są wobec siebie uczciwi, dużo wiedziałam przed wyjazdem na
                urlop - to ma na pewno ogromne znaczenie. W czerwcu dowiedziałam
                się, że oszukuje nas obie, że usiłuje wrócić do niej. Ona miała
                hasła do jego skrzynki, jemu zalezalo na niej - wiec dal jej nawet
                telefon do mnie. Skontaktowala sie ze mna. Niestety zamiast nie była
                wobec mnie szczera - juz wtedy bylam tą złą. Okłamała mnie w pewnej
                waznej dla mnie sprawie, czasem naiwnie naginala fakty, po to zebym
                zakonczyla znajomosc z jej facetem. Tak jakby bardziej chodzilo o to
                zebym ja sie z nim nie spotykala, niz zeby wyjasnic sytuacje (wtedy
                wystarczylaby szczerosc). Ja bylam wobec niej szczera. On milczal.

                Po krotkim czasie wznowilam kontakty z nim, tlumaczylam sobie, ze
                chce wyjasnic to cale zamieszanie, ale tak naprawde brakowalo mi go.
                Nie zaangazowalam sie uczuciowo po raz drugi - potrzebowalam jednak
                rozmow i wsparcia, mialam akurat pewne problemy. I potrzebowalam
                czulosci. Czasem rozmowy z nim pomagaly mi rozwiazac problem. Poza
                sfera uczuc byl dla mnie wiarygodną, konkretną osobą. Bardzo nalegal
                na wspolny urlop - zgodzilam sie z powodow przyziemnych - milej
                spedzic urlop z mezczyna niz solo (kilka dni niezobowiazujacej
                fizycznej przyjemnosci).
                Niby mowilismy sobie, ze po urlopie bedziemy myslec, czy byc razem.
                Niestety nie wyobrazalam sobie tego "razem". Tak jaby te rozmowy na
                ten temat nie byly na serio.
                Nie potrafie sie odniesc do tego co mi sie zdawalo dwa miesiace
                temu - na pewno relacje miedzy nami były miłe i przyjazne, dużo
                rozmawialismy o sprawach intymnych, ale po jego ucieczce z urlopu
                nie bylo mi przykro dlatego ze opuscil mnie "ukochany".
                Staralam sie byc szczera - on mowil:"kocham cie" - ja: "nie ufam
                ci". Bo tak czulam. Jadac na urlop czulam ciezar ryzyka.

                Urlop byl w poblizu jego rodzinnej miejscowosci w Polsce - namawial
                mnie zeby jednen dzien poswiecic na zobaczenie dzialki budowlanej
                ktora chce kupic i na wizyte u jego rodziny. Dzien przed wyjazdem
                zadzwonila do mnie ona - z informacja ze on zadzwonil do niej z
                lotniska mowiac ze jedzie na urlop ze mna ale moze sie wycofac jesli
                moze wrocic do niej.

                I ze ona zrezygnowala z niego, zeby nie psuc mi urlopu (ha ha ha) -
                zostawia mnie z ta wiedza. On powiedzial, ze nie wie jak ona sie
                dowiedziala, powiedziala mu ze to ja pochwalilam jej sie wspolnym
                urlopem, ale byc moze wlamala sie do jego skrzynki. I ze zadzwonila
                do niego z pretensjami - dlaczego to jej nie zaprosil na urlop.

                Glupota bylo ze pojechalam, ale stwierdzilam, ze wczesniej
                wiedzialam, ze jade na urlop z kretaczem i nie przeszkadzalo mi to,
                wiec moze nic sie nie wydarzy.

                Przez jeden dzien on mial wylaczony telefon, ale ona napisala do
                mnie, ze on nie odbiera a ona chce sie z nim spotkac, ze jest na
                lotnisku. Nie uwierzylam w lotnisko, juz wiedzialam ze obydwoje sa
                manipulantami. Przekazalam mu wiadomosc -chcialam byc uczciwa. On
                wyjechal, dostalam sms od niej - "przepraszam, myslalam ze jestescie
                razem".

                I popelnilam najwazniejszy blad, bo napisalam jej ze bylismy razem.
                Pozniej sie potoczylo jak napisalam.

                Tymczasem powinnam byc juz zupelnie poza ta sytuacja, z dala od tych
                ludzi, ktorych zycie mnie nie obchodzi. Z informacji ktore mam
                wynika, ze obydwoje kłamią, manipulują, zaczepiają się nawzajem -
                taki już jest ich związek. Wczoraj sprawdzilam miejsca w internecie,
                w ktorych znajomy sie porusza - jego kontakty w pewnym serwisie,
                jego status na gg - wszystko mowi, ze dalej romansuje przez
                internet. Nie wiem, czy to efekt czy przyczyna problemow w ich
                zwiazku. Myslalam o tym, zeby napisac do tej kobiety i ja
                uswiadomic. Jesli to on jest tym zlym - lepiej zeby nie marnowala
                sobie zycia i zdrowia psychicznego w zwiazku znim.

                Ale ona odbierze to jako atak, przeciez solidarnosc kobieca nie
                istnieje.

                Wiec zgodnie z regułami milczę.

                Jesli moglby Pan sie odniesc do tego co napisze:
                czulam sie slaba,bylam niesamodzielna, on dawal mi wsparcie, stad
                cala ta historia. Urlop bez niego byl udany, rozwiazuje sama
                problemy, niczego mi nie brakuje (poza zwiazkiem). Czy wyleczylam
                sie z bycia ofiara?

                Dziekuje za pomoc i pozdrawiam.
                • pawel.drozdziak Re: szantaż 26.09.07, 13:25
                  Mysle, ze zagadnienia ktore Pani porusza daleko wykraczaja poza
                  kwestie bezpieczenstwa kobiet. W tym sensie, ze emocjonalne
                  bezpieczenstwo w zwiazkach, rozstaniach, zdradach, zmianach
                  partnerow, powrotach, zaangazowaniach trafnych i nietrafnych itd. to
                  troszke cos innego niz relacja kat - ofiara albo napastnik -
                  broniaca sie i ze dotyczy to kazdego niezaleznie od plci.

                  Pani jest prawdopodobnie mocno rozczarowana i nietrudno to
                  zrozumiec. Mysle jednak, ze nie kazde rozczarowanie w zwiazku
                  powinno byc sprowadzane do schematu myslenia ktory stosuje sie w
                  mysleniu o przemocy. Istnieja takie klucze myslowe ktore otwieraja
                  wszystkie drzwi. Model myslenia o uzaleznieniach, model myslenia o
                  przemocy, model myslenia w kategoriach marksistowskiej walki klas
                  itd. Jesli sie ktorys z tych sposobow zacznie myslec o swoich
                  przezyciach kazde da sie w takim opisie zamknac, ale sporo wtedy
                  faktow ucieka, ktore do tego nie pasuja. Byc moze nie tyle jest Pani
                  ofiara przemocy (sugeruje to Pani w pytaniu czy wyleczyla sie z
                  bycia ofiara) ile sie Pani zwyczajnie zawiodla w uczuciach.
                  Prywatnie wspolczuje, ale od tych spraw nie czuje sie ekspertem. W
                  kazdym razie pozdrawiam i zycze kolejnych zwiazkow bardziej udanych
                  niz ten ostatni. To na pewno mozliwe i chyba zwykle latwiejsze niz
                  sie sadzi.
                  • anikasia Re: szantaż 26.09.07, 17:47
                    Panie Pawle, niezmiennie dostarcza Pan wielu przyjemności i satysfakcji z
                    czytania Pańskich tekstów, niezależnie od schematów-kluczy, w jakich zamyka Pan
                    przedstawiane Panu sytuacje, ignorując - rozumiem, że z konieczności stosowania
                    metod - wiele faktów.

                    Zazdroszę osobom, które mogą otrzymać tu od Pana proste, chociaż nie zawsze
                    wygodne do zastosowania, porady, oraz jasne i przejrzyste odpowiedzi.



                    Nie czekając na Boże Narodzenie serdecznie pozdrawiam

                    - JaKasia
              • your_vengeance Re: szantaż 28.09.07, 13:19
                "Jesli rzeczywiscie tak jest,
                najprostszym wyjsciem wydaje mi sie wyjecie z telefonu karty pin i
                wlozenie karty z usluga typu Pop albo Tak-Tak. Taka karte mozna
                kupic w kazdym kiosku za 5 zlotych. Standardowo doradzam wmontowanie
                jej na 3 miesiace"

                I wszystko pięknie ładnie, o ile samemu się nie poda numeru osobie, której
                rzekomo chce się pozbyć. Ciekawe, że najprostsze i najbardziej oczywiste rady są
                takie trudne do zastosowania. Ale może i na to jest jest równie prosta odpowiedź.

                Może każda z nas lubi swojego nękacza, bo czuje się ważna, może nie chce się go
                tak naprawdę pozbywać, by mu jeszcze coś udowodnić, by postawić na swoim. Może
                chce mieć z nim kontakt na wszelki wypadek, by móc jeszcze kiedyś kopnąć. Może
                zasłania się szlachenymi pobudkami, swą niezaradnością, brakiem innych wyjść
                (chłe chłe), a tak naprawdę gdzieś w środku chce kontrolować nękacza, jak nękacz
                kontroluje ją. Bo gdy nękacz sobie pójdzie, to trzeba będzie pomyśleć naprawdę o
                sobie i nie będzie czarnego charakteru, żeby na niego zwalić, bo nie będzie
                nikogo, kto by się nami interesował w "specjalny sposób".

                A nękacz siedzi i śmieje się w kułak, pociągając za sznureczki.
                Pacynki.
                Skaczące jak się za sznurki pociągnie, kukiełki bez swojego ja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka