aleks321
08.11.07, 20:54
Tydzień temu umarł mój Tata. Moj mąż przebywa na delegacji w Irlandii, nie
mógł niestety byc nawet na pogrzebie, wraca dopiero za parę dni. Początkowo
mnie wspierał, telefonicznie i sms-ami mnie pocieszał, jednak wczoraj
usłyszałam coś co mnie zaszokowało i zastanawiam się z kim ja wzięłam ślub.
Otóż moj mężuś stwierdził że go wkur..... tym że płaczę, że życie toczy się
dalej itp. Byłam z ojcem bardzo związana, Tata zmarł nagle na zawał w wieku 47
lat. nie umiem się z tym pogodzic, nie umiem normalnie funkcjonowac, caly czas
mysle tylko o nim. na nogach trzyma mnie tylko roczny synek bo inaczej calkiem
bym sie zalamala. jestem sama w tak trudnych chwilach, na powrot meza czekalam
jak na ''boskie zmilowanie'', liczylam ze pomoze mi sie uporac z bolem. a
wychodzi na to ze nawet plakac przy nim nie bede mogla, bo go to wkur.... czy
on jest normalny?? zaczynam sie zastanawiac co bedzie gdy np zachoruję, wtedy
mnie pewnie zostawi. nie wiem czy jest wogole sens byc dalej z takim
czlowiekiem, z ktorym jest dobrze tylko wtedy gdy wszystko sie uklada,
natomiast gdy zaczynaja sie problemy i potrzebuje wsparcia to go nie
otrzymuję. rozumiem gdyby mi tak powiedzial np po roku, ale nie tydzien po
smierci Taty, jak mozna nie pozwolic drugiemu czlowiekowi wyrazic swojego bolu????