beata2802
20.11.07, 21:42
...a rodzenie w domu uważam za cudowny przejaw wilczej natury i
jestem z siebie dumna, że się zdecydowałam. Jeśli nie będzie żadnych
powikłań, to żadna siła nie wyciągnie mnie w czasie porodu z domu.
Wiele osób dziwi się i pyta się, czy się nie boję (bokiem mi już to
wychodzi), a ja tak naprawdę, to się boję... ale szpitala, tj. tego,
co w szpitalu dzieje się zazwyczaj.
Takich dzikich matek jest więcej, jest całe forum o tym, co mnie
bardzo cieszy:
forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45447
Dziewczyny, które tam piszą nie czytały Biegnącej, nie zastanawiają
się nad baśniami, ale uważam je wszystkie za wspaniałe Wilczyce.
Jest tam zwykły opis porodu, z którego jednak gdzieś między
wierszami tchnie niezwykła siła:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45447&w=65249919&a=65249919
fragment: "Rodziłam kucająco- klęcząco, na ręczniku, który wczesniej
sobie przygotowałam, podobnie jak nozyczki i zaciski na pepowine,
pieluszki itp... (Łazienke wybrałam jako miejsce porodu juz
wczesniej, ze względu na bliskosc sanitariatów i łatwośc
uporządkowania... ;)
Nigdy tego nie zapomnę, ta siła którą czułam i duma, taka pierwotna
siła kobiety bliskiej naturze.
Nikt mi nic nie kazał, nie prowadził, ciało samo wie co ma robić, ja
byłam w zasadzie tylko obserwatorem.
Już przed porodem miałam przeczucie, że cos takiego może się zdarzyć
i omówiłyśmy szczegółowo z Ireną jak mam urodzić sama, dzięki temu
nie czułam żadnego lęku, wiedziałam jakie sa fazy wygladu noworodka,
że może przybrac fioletową barwę itd... to niesamowite
doświadczenie, że natura sama za mnie pcha syna na zewnątrz, jak on
sam obraca się we mnie i przybiera właściwą pozycję wychodząc,
jak układa się na mych dłoniach, które podłożyłam, by go przyjąć,
myślę, że nawet z położną jednak troszkę by mnie to ominęło, a tak
ja, moje ciało i dziecko byliśmy tylko my, maksymalnie skupieni. Ból
w trakcie wczesniejszych skurczów mijał mi niezauważalnie, bo byłam
zajęta krzatanina przygotowań do porodu, zaś skurcze parte, to był w
zasadzie jeden potęzny skurcz, przy którym nieco jęknęłam z wysiłku
i który płynnie wypchnął mego synka na świat. "