kokieteryjna
07.12.07, 04:25
Dobiegam 30-stki i chociaz wiekszosc kumpelek i znajomych z mojego
rocznika ma juz dzieci, u mnie zero checi na macierzynstwo.
Wrecz dzieci dzialaja mi na nerwy.
Wkurza mnie tylko, gdy od 10-ciu lat slysze wciaz to samo:
Zobaczysz, przyjdzie czas i na ciebie. Zobaczysz, jeszcze bedziesz
pragnela miec dzieci.
Nie! Nie bede pragnela!
Po co ludzie chca uszczesliwiac innych na sile?
Juz sam widok sliniacych sie, brudzacych czy wrzeszczacych dzieci
dziala na mnie jak plachta na byka. Widze tez wokolo mnie wiele
dzieciakow, ktore sa najzwyczajniej rozpieszczone. Kiedy jakis
dzieciak w sklepie drze sie w nieboglosy, bo koniecznie chce
batonika, mam ochote cos powiedziec takim rodzicom.
Wkurzaja mnie tez matki z wozkami, ktore z racji pchania wozka
mysla, ze im wszystko wolno. Nie raz taki wozek wjedzie mi na piety.
Ale kolejka z tego tytulu nie bedzie krotsza, miejsca tez nie
wyczaruje.
Ostatnio w samolocie podczas 3 godzinnego lotu pewien okropnie
wychowany dzieciak caly czas kopal w oparcie mojego siedzenia.
Rodzice zwracali uwage pare razy od niechcenia, dzieciak nic. W tym
wypadku znow mam zal do rodzicow, a nie do dziecka. Powinni to
dziecko czyms zajac, malowanki jakies, wierszyki, zagadki, gry czy
muzyka. Ale nie! Oczekuja, ze sie dzieciak cudem nie bedzie nudzil a
mnie spojrzeniem potraktowano niczym wiedzme, ktora ma czelnosc nie
lubic zachowania ich pociechy.
Nie lubie dzieci i nie lubie rodzicow z dziecmi. Jak jade na urlop,
nigdy nie wybieram hotelu rodzinnego. Po co sie denerwowac?
Ciekawi mnie, czy sa jeszcze inne kobiety, ktore nie przepadaja za
dziecmi i ktore znalazly inny sposob na zycie, niz rola matki.
;)