rea1
05.01.08, 00:42
Może mi poradzicie. To był mój pierwszy facet, a ja b.młoda.Wielka
miłość,bla, bla.On był w trakcie rozwodu ( od 3 lat z żoną w
separacji, ona miała kochanka ale już potem jak się
odseparowali).Pobraliśmy się, mimo sprzeciwu moich rodziców (tata
stwierdził, że "on mi dobrego życia nie zapewni"- tak na nos go
wyczuł).Potem było niby świetnie- imprezy,znajomi, tzw.powinowactwo
dusz:on artysta, ja artystka. Ja pracowałam, on różnie (albo miał
natchnienie i coś planował, zlecenia odbębiał niechętnie, albo miał
depresję i leżał odłogiem). Rodzice kupili nam mieszkanie.
Zaczeliśmy zalegać z opłatami- moja pensja nie starczała na wszystko
a on, jeśli już coś zarobił- traktował to jak kieszonkowe: na
przyjemności (rachunki? przecież to twoje mieszkanie).Mój ojciec,
dowiedział się o długach, pospłacał je ale wziął nas na "dywanik"-
wyjaśnił na czym polega spirala długów, jak powinniśmy się rządzić
kasą itd.Ja ciągle byłam bardzo młoda ale zaczęłam dojrzewać
emocjonalnie. Mój mąż- niestety nie. No i pił. Dużo.Jak to artysta.
A ja z nim, ale nie aż tak. Chcieliśmy mieć dziecko (a może tylko
ja?).Nie wychodziło. Po badaniach okazało się, że on nie może, ale
może się leczyć. Zapłaciłam za jego kurację hormonalną- pochodził
trochę- potem mu się znudziło ,bo nie dawała efektów
(tłumaczyłam ,że leczenie musi potrwać 2 lata a nie kilka miesięcy-
dopiero później są efekty). No nic, niby było fajnie ale zaczął
wieszać psy na moich rodzicach ( którzy mieli do niego pretensje, że
nic nie robi i muszę go utrzymywać).Nie mogłam znieść opluwania
moich staruszków- mówiłam mu, że go zostawię jeśli dalej będzie ich
obrażał. Tymczasem "artysta" wybłagał u mojego taty kupno drogiego
sprzętu do pracy (no teraz to on rozwinie skrzydła i zacznie
tworzyć).Guzik.Nie miał natchnienia.
Byłam bardzo lojalna ( jak na całe życie to na dobre i złe) ale w
końcu po 12 latach pękło. Pracowałam po 14 godzin, dojeżdżałam do
innego miasta, a po powrocie zastawałam: rady jak mam sobie
organizować pracę, inwektywy pod adresem moich rodziców i pety w
lodówce( bo mu się pomyliło po pijaku i zamiast schować ser schował
niedopałki). Kogoś poznałam i wreszcie odetchnęłam. Mam faceta,
który mnie szanuje a nie traktuje jako skarbonkę i worek bokserski.
Rozwód dostałam po totalnych przejściach. Chciałam bez winy a mąż
domagał się rozwodu z mojej winy ( chciał ,żebym płaciła mu
alimenty),wzywał jakiś świadków, wziął adwokata ( mnie nie było na
niego stać).Sędzia sama dała mu do zrozumienia, że to bez sensu-bo
wina napewno nie będzie po jednej stronie.Cóż, minęło 1,5
roku.Wyjechałam do innego miasta, pare razy musiałam zmienić adres,
numer telefonu, pracę. I tak mnie znajduje:wyzwiska, roszczenia
finansowe, jakieś filmy wysyłane do moich znajomych ( nakręcił
prywatną kłótnię domową- ale nikt nie chce ,żeby jego osobiste
sprawy oglądali postronni ludzie ).Straszy ,że mi założy cywilną
sprawę o alimenty, bo nie ma pracy ( facet- silny jak byk, z
wykształceniem podobnym do mojego, starszy ode mnie o 5 lat). Zabrał
sprzęt, kupiony przez moich rodziców- więc ma na czym pracować( a
był to zakup na moje nazwisko- pomyślałam: będzie miał wędkę więc
sobie poradzi). Znowu wie gdzie mieszkam i straszy ( albo pisze
maile, że b.kocha). Boję się, że mnie kiedyś zabije. Jak się bronić?
W Ameryce można uzyskać zakaz zbliżania się, u nas niestety nie.