Dodaj do ulubionych

Czy ja mam sie z nim rozstac?

IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.08.03, 20:52
Dziewczyny, poradźcie mi co mam zrobic.
Jestesmy razem 3 lata, dotychczas wszystko było b dobrze, praktycznie nigdy
sie nie kłócilismy, odpowiadamy sobie pod wieloma względami, pasujemy,
młodzi, wykształceni, z perspektywami, rodziny akceptują, no, słowem mucha
nie siada.
Mieszkalismy razem przez rok (za granicą), ale po powrocie kazde poszlo do
siebie - tzn ja do siebie, on do rodzicow. Mieszkamy blisko i mozemy sie
widywac czesto, ale to nie to samo, co mieszkanie razem.
Wiele razy mu mówiłam i żartem i serio, ze zapraszam, że możemy razem
zamieszkac, etc. On ciagle sie wymiguje, mowi, ze jestesmy za młodzi "zeby
sie tak wiązac", że jest czas. A mnie po prostu trafia jak spedzam kolejny
wieczor sama, jak sama musze siedziec przy stole, sama spac itp.
Jemu jest dobrze u mamy, ktora poda obiadek, sprzatnie, wypierze i uprasuje.
on tam nie musi robic NIC, po prostu moze sobie byc, a oprocz tego ma kawał
ogrodu, psa i różne atrakcje. Ja mam mieszkanie w bloku, ładne, no, ale to
blok. On jest 2 lata młodszy i wlasnie skonczyl studia. teoretycznie moglby
sie usamodzielnic, ale... chyba mu sie nie chce bo w domu wygodnie.
nie wiadomo, kiedy mu sie zachce i czy w ogole, w koncu mieszkanie w bloku
nijak sie ma do wygod wielkiego domu. no i ja nie bede kolo niego skakac i
uslugiwac.
No i co mam zrobic? nie wiem, czy on naprawde chce ze mna byc -
gadanie "kocham" nie poparte dzialaniami, po jakims czasie sie dewaluuje.
Zaczynam podejrzewac, ze po prostu bierze mnie na przeczekanie, ze bylam mu
potrzebna do konca studiow (wiecie, notatki, dobre rady, itp), a teraz w
zasadzie juz nie jestem.
Problem jest taki, ze ja naprawde i bardzo szczerze go pokochałam, wydawało
mi sie, ze on tez, ze jestesmy szczesliwi, bo sie tak dobralismy. No, ale jak
wytłumaczyc to, ze on przedklada rzeczy typu metraż domu, ogród i inne nad
bycie ze swoja (kochana?) dziewczyna?? Nie przeszkadza mu to, ze widzimy sie
po 2-3 godziny dziennie, ze nie spotykamy sie, nie wychodzimy. Niby teraz
jest zajety, bo pisze magisterke, ale u mnie ma takie same albo i lepsze
warunki (cisza, ktorej tam nie ma).
Brak seksu tez mu nie przeszkadza, on twierdzi ze zawsze moze i "zwala" na
mnie odpowiedzialnosc za dluzsze przestoje, ze niby to mnie sie nie chce. No,
a jak ma sie chciec, jak w gre wchodzi tylko 15 min sexik w ciagu dnia, bo
przeciez on musi do domu. Nie zostanie na noc, no bo co powie rodzina
(przypominam, ze mieszkalismy pod jednym dachem rok!).
Na romantyczna kolacje, swiece, wino i coś potem nie ma szans praktycznie, no
bo on nie ma czasu, jest zajety, chce odwalic te pracę itp.
Ja tez mam swoje sprawy, a mimo wszystko zawsze jestem gotowa sie z nim
spotkac, spedzic pol dnia albo i wiecej. na wszystkie proszone obiadki i inne
deserki do jego domu przychodze, ale jak mamy pojechac do moich rodzicow to
mowi, ze bedzie miał "dzien wyciety z zyciorysu" (moi rodzice mieszkaja w
odleglosci 100 km!).
Poza tym nie powie, co naprawde mysli i czuje, czy w ogóle chce byc ze mną.
niby mowi, ze mu zalezy, ale jakos tak moim zdaniem słabo to wyraża. Nie
mowi, ze nie chce, ale pytany o ewentualne zacieśnianie więzów mowi "nie
wiem". o slubie nawet nie wspominam, zreszta, czy w ogole to jest Mr Right?
A ja - chcialabym po prostu nie byc sama w duzym mieszkaniu, wracac do kogos
a nie do 4 scian. poza tym ile jeszcze mialabym czekac? takie "odwiedzanki"
nie sa dla mnie atrakcyjne, bo ja nie potrzebuje chłopca, który mnie
odprowadzi pod drzwi tylko faceta, ktory bedzie ze mna na dobre i na złe.
A moze ja powinnam sobie znalezc kogos innego? zazwyczaj nie miałam problemów
z zainteresowaniem facetow, tylko ze po 3 latach mogłam troche zapomniec, jak
to sie robi. Z jednej strony początki związku zawsze sa najbardziej
fascyjnujące i "chemiczne", a z drugiej nie wiem, czy mam siłę przechodzic
przez kolejne proby, rozczarowania, roznych popaprańców, ktorzy z kolei beda
ze mna dla kasy lub po to, zeby nie musiec wynajmowac mieszkania...
No, kocham go, ale ile jeszcze mam czekac az on dojrzeje? a jak za 3 lata mi
powie, ze to jednak nie "TO" i wtedy, będąc pod 30tke bede musiała zacząć
szukac kogos nowego? Nie chodzi o to, zebym sie bała staropanieństwa,
bardziej o to, ze miło jest dzielić z kims zycie, prawda? Owszem, mogę
zagryźć zeby, poświęcić sie pracy, robić karierę przez duże K i nie zajmować
sie takimi bzdurami jak faceci. Tylko, ze za pare lat bede pewnie
sfrustrowaną bogatą babą i po powrocie do domu nie bede miała do kogo sie
odezwac. a ja bym chciała miec wszystko w rownowadze, dom, rodzine, prace i
normalnie spokojnie sobie zyc.
No i co mi powiecie, koleżanki? Jak Wam podpowiada intuicja? Zostawiac,
czekac, ile czekac? Stawianie mu ultimatum nie bardzo mi odpowiada, bo nie
chcę, zeby potem wyszło, ze go zmusiłam do czegos, a on nigdy nie był
szczęśliwy. Jak rozwiązać to z godnością, zeby samej wobec siebie sie nie
wstydzic, ale tez zeby nie zaprzepascic związku do tej pory dobrego.
Nie wiem, czy byłabym w stanie ciągnąć to z zamiarem przeskoczenia na inny
kwiatek jak sie trafi. raczej nie, wole szczere układy. Przez te 3 lata nie
spojrzałam na żadnego innego faceta, bo myślałam, ze juz swoją połówkę
znalazłam.
Prosze, napiszcie, co myślicie, co mi radzicie. A jak Wasze doświadczenia?
Dzięki z góry, pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: joga Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.knc.pl 14.08.03, 22:20
      też mieszkałam ze swoim facetem za granicą pod jednym dachem, a po powrocie
      żadnemu z nas nawet przez mysl nie przemknęło, że moglibyśmy sie rozdzielić!
      Podobieństw na tym nie koniec między nami. Moje szczęście też ma rodziców z
      dużym domem;) Tyle, że to naprawde dojrzały facet, który dokładnie wiedział,
      czego chce - to on powiedział do mnie w pewnym momencie wprost: nie oczekuj,
      że sie zaangażuję, jeśli nie będę pewny, ze ty jesteś na 100% przekonana, że
      to jest to i nie powiesz mi za jakiś czas żegnaj. Krótka piłka, takiego faceta
      nie wodzi sie za nos. No i po wielu latach stwierdzam, że to jest naprawdę to!
      Żaden inny! Jest jak dobre wino: z czasem coraz lepszy. A wiesz, co jest
      najciekawsze? Miałam takie sytuacje w życiu, zanim jeszcze go poznałam, kiedy
      zastanawiałam sie zupełnie tak samo jak ty, czy inwestować czas i energię w
      taki sobie związek? Tak obiektywnie patrząc, był nawet pewien Mr Right, z
      którym pewnie udałoby mi sie założyć rodzinę i zyc "po bożemu";) Jak ja się
      cieszę, że potrafiłam sie wtedy wyrwać na wolność! Dzisiaj stwierdzam, że Mr
      Right to mało! Jestem z Prawdziwym Mężczyzną, dla którego jestem super-
      kochanką, ukochaną córeczką, doradcą życiowym i partnerem w jednym! Jestem
      pewna, że żyje na świecie taki facet, przy którym mogłabyć sie poczuć tak
      samo! To jest cudowne uczucie. Z tego, co opisujesz, to nie jest ten obecny.
      Moja teoria głosi, że Mr Right może mieć nawet 20-parę lat, ale Prawdziwi
      Mężczyźni są nieco starsi;)
      PS
      róznica wieku miedzy nami to 4 lata.













      • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.08.03, 22:55
        Dzięki, joga za odpowiedź. Pewna znajoma, nieco bardziej doświadczona życiowo
        kobieta, powiedziała mi kiedys na ucho, po spedzeniu kilku godzin w moim i jego
        towarzystwie, ze "jest na co czekac". Wydaje mi sie, ze on ma wiele zalet i
        cech, ktore w przyszlosci pawdopodobnie zrobią z niego superfaceta. Problem
        jednak pozostaje teraz... no bo ile mozna czekac? I nie mowie o rychlym slubie,
        zareczynach, dzieciach itp. Po prostu chce z nim mieszkac, zebysmy mogli sie
        dopasowac, poczuc, czy wlasnie ze soba chcemy spedzac reszte zycia. Hm, nie
        wiem, czy 23latek jest na tyle niedojrzaly, zeby nie moc sie wyprowadzic od
        rodzicow. gdyby naprawde mu zalezalo..
        • Gość: say Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.chello.pl 14.08.03, 23:16
          ja już mam spore doświadczenie w mieszkaniu z facetem bez ślubu i przyznam Ci
          się że nie było dobrym posunięciem to zamieszkanie razem, chyba że masz inny
          charakter niż ja i lubisz usługiwać facetowi, sprzątać jego brudne skarpetki z
          podłogi, zmywać wciąż po nim gary, oglądać to co on chce w tv, myć po nim
          łazienkę, itp. itd. ( i nie pomagają błagania, szantaż, awantury, czy spokojne
          upomnienia) jeszcze się nałykasz tego szczęścia, a póki co, ciesz się że
          wracasz do sprzątniętego domku, nikt Ci nie marudzi, nie bałagani...a jak masz
          ochotę porozmawiać, to zadzwoń po niego , niech przyjdzie, a potem spada :))
          • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.08.03, 23:28
            sęk w tym, ze ja nie chce, zeby on był u mnie na chwilkę. albo jestesmy razem
            na dobre i mniej dobre - czyli sprzątamy po sobie razem (i tak przychodzi Pani
            do pomocy, wiec nie chodzi o szorowanie wszystkiego, tylko o codzienne
            wstawienie po sobie kubeczka i talerzyka do zmywarki), załatwiamy rozne sprawy
            w banku urzędzie, poczcie na zmianę, robimy zakupy na zmianę itp, albo nie
            jestesmy razem, tylko SIĘ ODWIEDZAMY.
            Wiesz, pranie rzeczy faceta nie jest złe, jesli on to potem np rozwiesi
            (porzadnie :-) albo pozbiera jak wyschnie. czasami mu moge uprasowac koszule,
            on mnie tez moze cos pomoc.
            W zasadzie wydaje mi sie, ze stan idealny, ktory opisuje i sobie wyobrazam to
            takie NORMALNE ZYCIE. czy naprawde tak trudno o normalny zwiazek????
            • vaporetto Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 12:09
              Powiedz mi, czy się mylę,ale z Twoich postów wynika,że jesteś niezależna
              finansowo ( kilkakrotnie wspominasz nawet,że radzisz sobie w tej dziedzinie
              ponadprzeciętnie) ,a Twoja druga połowa jest wciąż zależna finansowo od
              rodziców ?
              • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 12:26
                tak, vaporetto, własnie tak. Zarobił juz troche kasy w zyciu, ale nie ma
                oszczędnosci, wiec jak mu sie konczy, to zyje z kaski od rodzicow. zreszta nie
                płaci im za wikt i opierunek, wiec teoretycznie nie ma wiele wydatków. na
                paliwo dostaje kasę. Teraz to sie pewnie zmieni jak pojdzie do pracy, no ale to
                jeszcze z miesiąc..
                • vaporetto Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 17.08.03, 11:47
                  A ma już tę pracę, czy liczysz ,że ją znajdzie w ciągu miesiąca ? Pytam
                  dlatego,że jeśli jest uzależniony finansowo od rodziców i ta sytuacja nie
                  zmieni się w najbliższym czasie ,to rozumiem,dlaczego nie chce z Tobą
                  zamieszkać.
                  • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.08.03, 15:21
                    Obecnie jest na etapie wysyłania cefałek i rozmów. Jezt niezły w te swoje
                    klocki, więc podejrzewam, że znajdzie. A że jest troche nieśmiały i nie ma
                    jakiejś wielkiej siły przebicia, to pewno portwa to z miesiąc.
                    • chlodny_ Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 19.08.03, 13:40
                      Gość portalu: Evita napisał(a):

                      > Obecnie jest na etapie wysyłania cefałek i rozmów. Jezt niezły w te swoje
                      > klocki, więc podejrzewam, że znajdzie. A że jest troche nieśmiały i nie ma
                      > jakiejś wielkiej siły przebicia, to pewno portwa to z miesiąc.

                      moze mc moze rok - zalezy od szczescia i znajomosci ;-)
                      wiem to z doswiadczenia bo sam szukalem dosc dlugo pracy
                      i mimo tego ze bylem dobry w "mojej klocki" to zabraklo smialosci i sily
                      przebicia - niewiele brakowalo a dostalbym sie do 2 duzych koncernow gdzie nie
                      zapraszaja ludzi z ulicy na rozmowy (trzeba sie czyms wykazac) i paru innych
                      duzych firm.... a o ile wiem sytuacja sie troche pogorszyla od zeszlego roku
                    • vaporetto Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 19.08.03, 16:19
                      Optymistka z Ciebie...
        • Gość: joga Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.knc.pl 15.08.03, 13:18
          Życie mnie nauczyło, żeby nie doradzać w sprawach sercowych, bo więcej z tego
          kłopotów niż pożytku. Pamiętam, jak sama sie radziłam i jakie były moje
          odczucia względem tego, co mi mówiono. Takie to wszystko było obok, nie to, o
          co rzeczywiście chodziło. Też sie zastanawiałam, no jak długo to jeszcze
          będzie trwało, i co z tego wyjdzie, bedzie dobrze, czy nie będzie? I tak
          codziennie. I w końcu złapałam się na tym: nie robię tego czy tego, bo mój
          zwiazek z facetem jest najważniejszy, poczekam, zobaczę, jak będzie, nie będę
          sie rzucać, nie wypada nalegać, stawiać sprawy na ostrzu noża itp. ucieszę sie
          z czegoś małego, ważne sprawy przecież muszą sie ułożyć, skoro jest tyle
          pomniejszych pozytywów. NIe wytrzymałam tego czekania i robienia z siebie
          grzecznej dziewczynki. Kariera jest b. fajnym rozwiązaniem. Zaczęłam skromnie -
          b. skromnie, dla mnie wtedy pracowanie i tak było lepsze niż czekanie, że mój
          zwiazek spełni moje oczekiwania - śmieszne jest to, że ja nawet wtedy nie
          zdawałam sobie dokładnie sprawy z tego, jakie mam oczekiwania! No być razem,
          tak, ale już dziecko nie, bo za młoda jeszcze byłam i w ogóle bez
          konkretniejszego pomysłu na życie. Trochę chyba z rozpaczy, ze w życiu
          osobistym mi sie nie układa tak, jakbym chciała, zrobiłam kilka b. odważnych
          ruchów w pracy zawodowej - na granicy szaleństwa. Wpadłam w wir - wyżywałam
          sie w robocie do upadłego, a do tego zaczęłam spotykać interesujących
          mężczyzn. Właśnie w pracy. Poczułam sie świetnie! Sukces uskrzydla! Mój dawny
          związek umarł śmiercią naturalną - chyba obydwoje tego nawet nie odczuliśmy
          jako jakąś katastrofę. Mojego obecnego faceta poznałam na takim etapie życia,
          kiedy wcale nie byłam zainteresowana stałym związkiem takim, na całe życie. Na
          dziecko też oczywiście nie był to ten najwłaściwszy moment, bo miałam ochotę
          osiągnąć następny szczebel w karierze zawodowej i to najbardziej zaprzątało
          moją uwagę. Oprócz tego - nie ma co owijać w bawełnę - podobało mi się, że
          jestem niezależna i że faceci na mnie lecą. No i wtedy on postawił to swoje
          ultimatum. Tyle tylko, że sytuacja kobiety w takich okolicznościach jest
          zdecydowanie inna niż sytuacja faceta. Kobieta równie dobrze może sie
          realizować w pracy zawodowej jak i poza nią (rodzina, macierzyństwo). Facet
          nie bardzo ma taką alternatywę - biologia po prostu i tyle. Uważam, że tak jak
          dla przeciętnej kobiety udany związek i rodzina to jednak najważniejszy
          warunek konieczny, aby mogła być szczęśliwa i spełniona, tak dla faceta
          kariera jest pierwszym i niezbędnym warunkiem tego samego. W przypadku twojego
          faceta nie chodzi tu nawet o karierę w sensie osiągnięcia nie wiadomo jak
          wysokiej pozycji zawodowej, tylko zwyczajnie znalezienia sobie
          satysfakcjonującego zajęcia zawodowego, które zapewni mu i ewentualnie jego
          rodzinie byt. On jest na samym początku swojej drogi zawodowej - dopiero w
          trakcie magisterki, a czytałam gdzieś, że w naszej kulturze tak przeciętnie
          gdzieś do 35 roku życia panowie przeżywają okres, w którym kariera zawodowa
          jest najważniejsza - chcą sie piąć w góre i osiągać sukcesy. POdobno jest to
          zdeterminowane ilością hormonów;) I to jest dla nich ważniejsze niz stały i
          udany zwiazek. Większe szanse na udane życie ma ten facio, który osiągnie
          sukces zawodowy przed 35 rokiem życia, niż ten który tego nie zrobi do tego
          czasu. Tu jest pewne podobieństwo do kobiet, bo dla nas 35 rok życia to taka
          dosyć poważna granica jeśli chodzi o mozliwości prokreacyjne. Nawet w
          obiegowej opinii ta, która nie urodzi tak do 30 albo 35, to już raczej nikt w
          niej nie postrzega mamuśki. Tak więc wracając do twojego facia, on jest teraz
          chyba dopiero na rozbiegu do tej swojej kariery. I to jest dla niego - być
          może - ważniejsze niż w pełni i pod każdym względem udany związek z tobą.
          Jeśli jest zaprogramowany na karierę, to nie będzie chciał tracić czasu na
          rzeczy, które mogą mu w tym przeszkodzić albo raczej nie pomogą - np.
          inwestowanie czasu w ciebie. Własna rodzina to nie jest teraz priorytet dla
          niego. Tak odczytuje jego zachowanie. Seksik oczywiście tak, nawet nie
          dlatego, że tylko jemu jest on potrzebny. Być moze on uważa, że w ten sposób
          podtrzymuje głębokie więzy z tobą, daje ci to, czego kobieta od faceta może
          oczekiwać. Ale on teraz nie moze sobie pozwolić na to, żeby ofiarować ci swój
          czas, który jest mu potrzebny do czego innego. Twoja znajoma, która twierdzi
          że będzie z niego naprawdę wartościowy mężczyzna, pewnie ma rację. On - być
          może - dąży w tym kierunku. W tym celu musi sie zrealizować zawodowo. A to
          wymaga czasu, energii i poświęcenia. Często zaspokojenie potrzeb kobiety i
          godzenie tego z intensywnym rozwojem zawodowym jest po prostu nie do
          pogodzenia.
          No i tu masz ciężki orzech do zgryzienia: poczekasz, aż on zaspokoi swoje
          potrzeby zawodowe i zobaczysz, jak wtedy ułoży sie wasze życie osobiste, czy
          zabierasz sie do szukania osobnika, który nie przedłoży kariery nad twoje
          potrzeby. I tu ci nikt nic nie doradzi. Powiem więcej, czasami wydaje mi się,
          że w niektórych naszych zyciowych wyborach równie dobrym rozwiązaniem jak
          długotrwałe rozmyślania i radzenie się byłoby po prostu rzucenie monetą i
          zdanie sie na ślepy los. Ale tego ostatniego nie doradzam ci już choćby z tego
          powodu, że nigdy tak naprawdę nie wprowadziłam w życie;)
          Powodzenia!
    • moniorek1 Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 14.08.03, 23:23
      Mi sie wydaje ,ze dla twojego chlopaka jestes troche jak mamusia,z ktora on
      moze sypiac ale ,ktora za duzo od niego nie wymaga.Moim zdaniem to jeszcze
      gowniarz. Nie czekaj za dlugo az sie przeksztalci w tego super faceta ,bo
      wtedy moze sie zdarzyc ,ze sprzatnie ci go sprzed nosa mlodsza panienka,ktora
      nie bedzie od niego wymagala zadnych powazniejszych deklaracji.
      Zreszta rady radami ,a ty sama powinnas zdac sie na swoja intuicje.Sama
      widzisz ,ze cos nie gra i to ty powinnas podjac decyzje. W innym watku ktos
      radzil dziewczynie, zeby spojrzala na swoj zwiazek tak jakby patrzyla na
      zwiazek swojej najlepszej przyjaciolki.Zrob to samo.
    • Gość: czapski Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: utp.:* / 10.10.9.* 14.08.03, 23:49
      dziewczyno on ma 23 lata, w XXI wieku normalne jest ze nie chce tak predko
      zakladac wlasnego domu, ma prawo poczekac
      • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 14.08.03, 23:52
        tak, wiem, ale mnie nie chodzi o zakładanie rodziny. po prostu o bycie ze sobą.
        jak nie bedzie grało, to przeciez moze sie wyprowadzic, nie chce go trzymac
        siła, ale chce po prostu wiedziec, na czym stoje. czy to sie bedzie rozwijało,
        czy nie. czy on w ogole ma szanse dojrzec do bycia ze mna, czy bedzie
        preferował bycie synkiem mamusi do 40tki?
        • Gość: As Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.a2000.nl 15.08.03, 00:08
          A mowilas mu o tym co myslisz?? Moze powinnas mu prosto z mostu powiedziec co
          myslisz, bo wiem z doswiadczenia, ze owijanie w bawelne niebardzo do panow
          dociera.
          Moze on sie czegos obawia, moze to meska ambicja mu podpowiada, ze jak sie do
          CIEBIE wprowadzi, to bedzie od ciebie zalezny.Lepiej by sie czul, gdyby
          sytuacja byla odwrotna, gdybys to ty miala sie wprowadzic do jego mieszkania.
          A poza tym to faktycznie, majac 23 lata to on moze jeszcze nie myslec jak
          dorosly facet.

          • ja_nek Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 01:03
            Chłopak jest młody i zwyczajnie nie dorósł jeszcze do wspólnego zamieszkania.
            Przywykł do wygodnego życia u matki, więc będzie się trzymał tej opcji rękami
            i nogami.
            Poza tym: ma Ciebie na wyciągnicie ręki, nie musi się starać, bo czujesz
            mocniej niż on, to go rozleniwia (klasyczny przypadek: jedno czuje mocniej,
            drugie - letnio). On ma nad Tobą emocjonalną przewagę.
            Dziwi mnie ten seks. Akceptujesz te 15 minut i on to czuje.
            Myslę, że jemu się odechciało związku z Tobą, minęła fascynacja.
            Seks jest najlepszym barometrem.

            Ja w takim wypadku odsunąłbym się. Nie to nie.
            Ale najpierw bym wyłożył kawę na ławę i poweidział, co mnie boli.
            Powiedziałbym też, że nie wyobrażam sobie pewnych rzeczy w obecnym stanie.

            Pozdrawiam
            janek
    • Gość: Ju Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.acn.pl 15.08.03, 02:22
      Ja mam 23, a on 22. Mieszkamy razem od 2 lat. To nie kwestia wieku, tylko
      uczuc. Przykro mi, ale uwazam, ze powinnas nastepnym razem nie wpuscic do
      mieszkania. Drastyczne metody sa skuteczne: albo sam bedzie prosil, zeby mogl z
      toba zamieszkac, albo machnie reka. Wtedy ty tez machnij:)
      • robertoniro Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 07:02
        Gość portalu: Ju napisał(a):

        > Ja mam 23, a on 22. Mieszkamy razem od 2 lat. To nie kwestia wieku, tylko
        > uczuc. Przykro mi, ale uwazam, ze powinnas nastepnym razem nie wpuscic do
        > mieszkania. Drastyczne metody sa skuteczne: albo sam bedzie prosil, zeby mogl
        z
        >
        > toba zamieszkac, albo machnie reka. Wtedy ty tez machnij:)

        1. Nie pisz takich przedlugachnych watkow bo mozna zwariowac!
        2. jemu na Tobie nie zalezy i kropka. Moze dostal seks i tyle tylko chcial?
        Ty nawet gotowa jestes przystac na mieszkanie razem przed slubem. Jaki facet by
        nie podskoczyl??? Pokaz dume, cen siebie i zostaw maminsynka.
      • moboj Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 17.08.03, 08:17
        Gość portalu: Ju napisał(a):

        > Ja mam 23, a on 22. Mieszkamy razem od 2 lat. To nie kwestia wieku, tylko
        > uczuc. Przykro mi, ale uwazam, ze powinnas nastepnym razem nie wpuscic do
        > mieszkania. Drastyczne metody sa skuteczne: albo sam bedzie prosil, zeby
        mogl z
        >
        > toba zamieszkac, albo machnie reka. Wtedy ty tez machnij:)

        to prawda, ze to kwestia uczuć, a nie wieku. jestem z moim facetem od 8 lat.
        zamieszkalismy ze sobą po niecałych dwoch latach związku: ja miałam wtedy 19
        lat, on 20.
    • matrek Podoba mi sie Twoj sposob myslenia 15.08.03, 07:27
      Nie sadze, aby dobrym rozwiazaniem bylo stawianie mu ultimatum - z powodow
      oczywistych, jeszcze gorszym - beznadziejnym - rozwiazaniem byloby moim zdaniem
      uniesienie sie honorem, bo zakładam ze sie kochacie.

      Jedyna sensowna rzecz ktora przychodzi mi do glowy, to proba rzeczowej i
      konkretnej az do bolu rozmowy, w ktorej mozesz sprobowac powiedziec mu to samo
      co opublikowałas na forum. Niestety, wiem ze łatwo powiedziec "porozmawiaj" a
      jednoczesnie wiem jak trudne sa takie rozmowy i nie zawsze mozliwe w praktyce
      do przeprowadzenia. Jesli sprobujesz, byc moze uda Ci sie sklonic go do
      zastanowienia, a byc moze wydobyc od niego informacje o jego intencjach.
    • straw-berry Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 08:50
      Bardziej niepokojące jest to, że on chce mieszkać z rodzicami, niż to że nie
      chce mieszkać z Tobą. Gdyby mieszkał sam można by zrozumieć, że lubi swoją
      niezależność, ma zatem coś do stracenia, jednak słabość do mieszkania z mamusią
      w mojej skromenj opinii źle rokuje na przyszłość, facet po prostu jest
      niesamodzielny.
      Jeśli chodzi o Ciebie to rozsądniej by było nie zapraszać tak pochopnie
      lokatora do swojego mieszkania - oststnio słyszałam niezłe hasło wśród moich
      kolegów; mówią, ze nie szukają dziweczyn, tylko "mieszkań z wkładką" i jak
      babcie kocham realizują to swoje credo w praktyce, znam nawet jedno małżeństwo,
      w którym w trakcie narzeczeńskiego mieszkania tylko ona ze swoich pieniędzy
      płaciła czynsz i raty za mieszkanie i po ślubie nic się nie nie zmieniło -
      chata jej, więc ona płaci, on tylko mieszka. Podobnych przykładów kohabitacji
      nie brakuje. Są też inne sposoby finansowego i nie tylko
      wykorzystywania "współlokatora", idylla o której myślisz - ja piorę, ty
      prasujesz, rachunki płacimy razem, zdarza się owszem, jednak nie zawsze i nie
      każdemu. Czasy sa takie, że sępów i hien nie brakuje, a Ty masz własna chata,
      pieniądze, nawet panią do sprzatania (sic!) - uważaj. Szanuj się dziewczyno
      masz wszystko, jesteś młoda, pewnie ładna, nie wypada Ci nagabywać jakiegoś
      maminsynka żeby zechciał wziąć Twoje klucze. Moja rada - wyluzuj się z tymi
      oczekiwaniami współnego życia, może kotek lub pies byłby natenczas odpowiednim
      lokatorem? Naucz się nawiązywać luźne znajomości, któraś z nich okaże się
      poważna, a z dawaniem kluczy od mieszkania bądź ostrożna.
    • messja Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 11:20
      wyglada na to, ze on cie troche unika, skoro nie dazy do zaciesnienia wiezi i
      ma wiele powodow by skracac lub omijac wizyty u ciebie.

      odradzalaby szczera rozmowe, nie wydaje mi sie, ze jest nieswiadomy twoich
      oczekiwan - raczej, ze ma zupelnie inne niz ty.

      co zrobic? musisz zapytac siebie, a jak to nie wystarczy, to jego: czy miedzy
      wami moze sie cos jeszcze zmienic? jesli nie, to sama wiesz jak postapic...

      acha: odradzalbym dyskusji, czy listy pretensji. poprostu zapytaj jak on sobie
      wyobraza was zwiazek, za rok, dwa itp.
      • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 12:23
        Moi Drodzy Wszyscy,
        Dziękuje Wam za opinie, naprawde pomaga mi poznanie różnych punktów widzenia.
        Chciałabym uściślić kilka rzeczy: Ja_nek - własnie o to chodzi, ze ja nie
        akceptuje tych 15 min seksu. W rezultacie nie pamiętam kiedy ostatnio
        wylądowalismy razem w łózku, ale to pewnie było ze 2 miesiące temu jeszcze za
        granicą jak mieszkalismy w 1 mieszkaniu.
        Wnerwia mnie zwalanie na mnie odpowiedzialnosci tym stwierdzeniem, ze on to
        zawsze moze sie bzyknąć, wiec fakt, ze sie nie bzykamy zalezy ode mnie.
        przeciez do jasnej anielki od dwóch stron zależy nastrój, ochota itp, no nie?
        As, mówiłam mu co mysle. Wczorajszy wpis był wynikiem kolejnej rozmowy na ten
        temat, kolejnego mojego mowienia co ja czuje i czego oczekuje, co daje itp i
        jego milczenia od czasu do czasu tylko przerywanego tekstami w
        rodzaju "jestesmy za młodzi, zeby sie tak wiązac". JAK wiązac? To własnie nie
        byłoby wiązanie sie - tylko zobaczenie bez wiązania jak sie nam zyje razem.
        Wiązanie to zareczyny, slub, dzieci.
        Matrek, ja oczywiscie chetnie z nim rozmawiam i w zasadzie on wie to wszystko,
        co tu napisałam. Tylko, ze z tych rozmów, które w zasadzie sa w przewadze moimi
        monologami, niewiele wynika. odkładanie problemu na kiedy indziej.
        W zasadzie to mogłabym eksperymentalnie dac mu do przeczytania ten wątek i
        niechby zobaczył na własne oczy, ze w zasadzie powinnam sobie go odpuścić, bo
        jak tylko ja kocham i chce zaangazowania to za mało. A moze byłby na tyle
        odwazny, ze by dopisał swoj punkt widzenia na sprawę? Nie mowi do mnie o tym -
        generalnie jest małomówny i nie potrafi gadac o "niczym", konkret do bólu -
        wiec moze by napisał?
        Straw-berry, słusznie mowisz o tych facetach szukających mieszkania w wkładką.
        Własnie nie chciałabym, zebym po rozstaniu z nim wpadła w pułapkę zastawioną
        przez takiego poszukiwacza. W sumie obcego do domu bym nie zaprosiła nie mowiac
        juz o mieszkaniu razem, ale z czasem mogłabym uwierzyc, ze to miłosc i wtedy
        miałabym na karku taką hubę...
        Problem polega na tym, ze ten facet jest sprawdzony, wierny, lojalny,
        inteligentny, z perspektywami, zdrowy, dosc atrakcyjny. Wszystko inne poza
        aspektem, o ktorym jest ten wątek, jest super. No dobra, jeszcze sex mógłby byc
        lepszy. Jakos nie robie sie mokra na samą myśl...Ale bywa fajnie, gdy tylko
        jest więcej czasu, a nie szybki numerek. więc zakładam, ze gdybysmy mieli
        siebie na co dzien i nie byłoby kłopotu z zadnymi współlokatorami (za granicą
        byli takowi) to i sex by sie rozwinął w dobrą stronę.
        Uniesienie sie honorem i rzucenie go może mi sie odbić gorzką czkawką, bo po
        prostu mogę nie znależć faceta tak pasującego do mnie. Ja mam dosc duze
        wymagania, bo i sama mam sporo do zaoferowania (niematerialnie, zeby była
        jasnosc), wiec obawiam sie, ze poszukiwania byłyby długie, monotonne i pewnie
        niezbyt owocne. z byle kim nie chce byc.
        No wiec ten jest dobry, ale niedojrzały. Dawac mu szanse? Gdyby chciał dojrzec
        szybciej, to chyba mógłby, prawda?
        Pary, ktore mają dodatkowe motywatory do mieszkania razem (typu wynajem jednego
        a nie 2 mieszkan, zrzucenie sie na kupno własnego, etc) robią to nawet w młodym
        wieku z powodzeniem. My natomiast nie mamy motywacji ekonomicznej - kazdy ma
        wszystko, czego potrzebuje,kazdy moze na siebie zarobic (tzn jemu dają
        rodzice :-) wiec o checi bycia razem zadecyduje wyłącznie uczucie i potrzeba
        bliskosci.
        Dobrze, koncze juz ten wpis, tak, jak mi sugerował robertoniro.
        Czekam na dalsze opinie i rady
        • zmieszana Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 12:27
          Wygladasz na taka fajna babke. No widzisz jednak to jest maminsynek, nawet
          rodzice na niego zarabiaja. CZy WAsza relacja czasem nie jest troche
          mama-synek? uwazaj bo moglby za bardzo polegac na Tobie, a przeciez Tobie sie
          tez nalezy zycie.
        • Gość: Nina Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.toya.net.pl / 10.0.227.* 15.08.03, 12:58
          Ja mam wrazenie, ze po powrocie z zagranicy- gdzie jak sama piszesz wszystko
          bylo OK-w domu rodzicow dzien po dniu, w mniej lub bardziej zawoalowany sposob
          slyszy, ze ma jeszcze czas, ze mieszkac to mozna ze soba po slubie, ze dopiero
          studia skonczyl i musi troche "odzyc".Mysle, ze gdyby jego rodzice mieszkali w
          innej miejscowosci, to znalazl by sposob, zeby byc z Toba.
          To, co pisalas o akceptacji ze strony rodzicow moze byc prawda "na pokaz"-bo
          oni moga rzeczywiscie Ciebie akceptowac ale na swoich warunkach- tzn.zadne
          mieszkanie razem,zadne spedzanie wspolnych weekendow-ot, zwykle randko-
          spotkania i grzeczny powrot do domu.
          Poza tym jest jeszcze aspekt finansowy-moze chlopak sam zdaje sobie sprawe z
          tego, ze na razie nie jest w stanie dokladac sie do wspolnego zycia a moze tez
          rodzice postawili ultimatum- mozesz sie wyprowadzic ale wtedy od nas ani
          grosza nie dostaniesz.
          Mozliwe, ze uprawiam czranowidztwo, ale jakos dziwne mi sie wydaje, ze bedac w
          oddaleniu od rodzicow wszystko bylo dobrze i nagle po powrocie zaczyna sie
          sypac.W pierwszej kolejnosci tu bym szukala przyczyn. I zapewniam, ze presja
          wywierana przez rodzicieli potrafi byc wyjatkowo silna,co oczywiscie nie jest
          usprawiedliwieniem dla niezdecydowania faceta.
          Pozdrawiam
        • Gość: kaziqua Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: 148.228.174.* 15.08.03, 20:04
          sorry, chyba o tym pisalas- czy on ma juz prace? jesli nie to mysle, ze to dla
          niego jest najwazniejsze. moze ci o tym ni emowi ale moze to jest w tym momenci
          e dla niego duzym stresem, chociaz to nie wyklucza tego, ze moglby czasami
          zostac na noc. tu jest jakas dziwna sprawa, bo malo znam ludzi, ktorzy w wieku
          23/4 lat ze wzgledu na opinie rodziny nie zostaja na noc u swojej
          narzeczonej7narzeczonego.
    • Gość: Ryba Re: Rozstań się z nim.... IP: *.dialup.medianet.pl 15.08.03, 12:55
      Gość portalu: Evita napisał(a):

      > Dziewczyny, poradźcie mi co mam zrobic.
      > Jestesmy razem 3 lata, dotychczas wszystko było b dobrze, praktycznie nigdy
      > sie nie kłócilismy, odpowiadamy sobie pod wieloma względami, pasujemy,
      > młodzi, wykształceni, z perspektywami, rodziny akceptują, no, słowem mucha
      > nie siada.
      > Mieszkalismy razem przez rok (za granicą), ale po powrocie kazde poszlo do
      > siebie - tzn ja do siebie, on do rodzicow. Mieszkamy blisko i mozemy sie
      > widywac czesto, ale to nie to samo, co mieszkanie razem.
      > Wiele razy mu mówiłam i żartem i serio, ze zapraszam, że możemy razem
      > zamieszkac, etc. On ciagle sie wymiguje, mowi, ze jestesmy za młodzi "zeby
      > sie tak wiązac", że jest czas. A mnie po prostu trafia jak spedzam kolejny
      > wieczor sama, jak sama musze siedziec przy stole, sama spac itp.
      > Jemu jest dobrze u mamy, ktora poda obiadek, sprzatnie, wypierze i uprasuje.
      > on tam nie musi robic NIC, po prostu moze sobie byc, a oprocz tego ma kawał
      > ogrodu, psa i różne atrakcje. Ja mam mieszkanie w bloku, ładne, no, ale to
      > blok. On jest 2 lata młodszy i wlasnie skonczyl studia. teoretycznie moglby
      > sie usamodzielnic, ale... chyba mu sie nie chce bo w domu wygodnie.
      > nie wiadomo, kiedy mu sie zachce i czy w ogole, w koncu mieszkanie w bloku
      > nijak sie ma do wygod wielkiego domu. no i ja nie bede kolo niego skakac i
      > uslugiwac.
      > No i co mam zrobic? nie wiem, czy on naprawde chce ze mna byc -
      > gadanie "kocham" nie poparte dzialaniami, po jakims czasie sie dewaluuje.
      > Zaczynam podejrzewac, ze po prostu bierze mnie na przeczekanie, ze bylam mu
      > potrzebna do konca studiow (wiecie, notatki, dobre rady, itp), a teraz w
      > zasadzie juz nie jestem.
      > Problem jest taki, ze ja naprawde i bardzo szczerze go pokochałam, wydawało
      > mi sie, ze on tez, ze jestesmy szczesliwi, bo sie tak dobralismy. No, ale jak
      > wytłumaczyc to, ze on przedklada rzeczy typu metraż domu, ogród i inne nad
      > bycie ze swoja (kochana?) dziewczyna?? Nie przeszkadza mu to, ze widzimy sie
      > po 2-3 godziny dziennie, ze nie spotykamy sie, nie wychodzimy. Niby teraz
      > jest zajety, bo pisze magisterke, ale u mnie ma takie same albo i lepsze
      > warunki (cisza, ktorej tam nie ma).
      > Brak seksu tez mu nie przeszkadza, on twierdzi ze zawsze moze i "zwala" na
      > mnie odpowiedzialnosc za dluzsze przestoje, ze niby to mnie sie nie chce. No,
      > a jak ma sie chciec, jak w gre wchodzi tylko 15 min sexik w ciagu dnia, bo
      > przeciez on musi do domu. Nie zostanie na noc, no bo co powie rodzina
      > (przypominam, ze mieszkalismy pod jednym dachem rok!).
      > Na romantyczna kolacje, swiece, wino i coś potem nie ma szans praktycznie, no
      > bo on nie ma czasu, jest zajety, chce odwalic te pracę itp.
      > Ja tez mam swoje sprawy, a mimo wszystko zawsze jestem gotowa sie z nim
      > spotkac, spedzic pol dnia albo i wiecej. na wszystkie proszone obiadki i inne
      > deserki do jego domu przychodze, ale jak mamy pojechac do moich rodzicow to
      > mowi, ze bedzie miał "dzien wyciety z zyciorysu" (moi rodzice mieszkaja w
      > odleglosci 100 km!).
      > Poza tym nie powie, co naprawde mysli i czuje, czy w ogóle chce byc ze mną.
      > niby mowi, ze mu zalezy, ale jakos tak moim zdaniem słabo to wyraża. Nie
      > mowi, ze nie chce, ale pytany o ewentualne zacieśnianie więzów mowi "nie
      > wiem". o slubie nawet nie wspominam, zreszta, czy w ogole to jest Mr Right?
      > A ja - chcialabym po prostu nie byc sama w duzym mieszkaniu, wracac do kogos
      > a nie do 4 scian. poza tym ile jeszcze mialabym czekac? takie "odwiedzanki"
      > nie sa dla mnie atrakcyjne, bo ja nie potrzebuje chłopca, który mnie
      > odprowadzi pod drzwi tylko faceta, ktory bedzie ze mna na dobre i na złe.
      > A moze ja powinnam sobie znalezc kogos innego? zazwyczaj nie miałam problemów
      > z zainteresowaniem facetow, tylko ze po 3 latach mogłam troche zapomniec, jak
      > to sie robi. Z jednej strony początki związku zawsze sa najbardziej
      > fascyjnujące i "chemiczne", a z drugiej nie wiem, czy mam siłę przechodzic
      > przez kolejne proby, rozczarowania, roznych popaprańców, ktorzy z kolei beda
      > ze mna dla kasy lub po to, zeby nie musiec wynajmowac mieszkania...
      > No, kocham go, ale ile jeszcze mam czekac az on dojrzeje? a jak za 3 lata mi
      > powie, ze to jednak nie "TO" i wtedy, będąc pod 30tke bede musiała zacząć
      > szukac kogos nowego? Nie chodzi o to, zebym sie bała staropanieństwa,
      > bardziej o to, ze miło jest dzielić z kims zycie, prawda? Owszem, mogę
      > zagryźć zeby, poświęcić sie pracy, robić karierę przez duże K i nie zajmować
      > sie takimi bzdurami jak faceci. Tylko, ze za pare lat bede pewnie
      > sfrustrowaną bogatą babą i po powrocie do domu nie bede miała do kogo sie
      > odezwac. a ja bym chciała miec wszystko w rownowadze, dom, rodzine, prace i
      > normalnie spokojnie sobie zyc.
      > No i co mi powiecie, koleżanki? Jak Wam podpowiada intuicja? Zostawiac,
      > czekac, ile czekac? Stawianie mu ultimatum nie bardzo mi odpowiada, bo nie
      > chcę, zeby potem wyszło, ze go zmusiłam do czegos, a on nigdy nie był
      > szczęśliwy. Jak rozwiązać to z godnością, zeby samej wobec siebie sie nie
      > wstydzic, ale tez zeby nie zaprzepascic związku do tej pory dobrego.
      > Nie wiem, czy byłabym w stanie ciągnąć to z zamiarem przeskoczenia na inny
      > kwiatek jak sie trafi. raczej nie, wole szczere układy. Przez te 3 lata nie
      > spojrzałam na żadnego innego faceta, bo myślałam, ze juz swoją połówkę
      > znalazłam.
      > Prosze, napiszcie, co myślicie, co mi radzicie. A jak Wasze doświadczenia?
      > Dzięki z góry, pozdrawiam


      Trochę jesteś śmieszna. Jak lubisz młodszych chłopców, to musisz zaakceptować
      fakt, że są młodsi, nie tylko fizycznie .

      A dwa: te twoje obawy, że inni będą z tobą aby nie wynajmować mieszkania.
      Polskie kobiety są zbyt materialistyczne i egoistyczne. Nie przykładaj do
      innych swoich własnych kryteriów.

      Tak samo ja mogę powiedzieć, że wezmę tylko dziewczynę z mieszkaniem, bo wtedy
      będę wiedział, że ona nie leci na moje mieszkanie.

      A z MR. Right jest tak samo jak z Miss Right - to się wie, bo człowiek czuje
      się szczęśliwszy w obecności i wie, że zruzumienie obopólne jest czymś
      naturalnym. ;-)


    • gertruda_makuch Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 15.08.03, 13:03
      Czy moglabys napisac to jeszcze raz, ale krocej?
      • Gość: Evita Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 15:09
        Wiesz, Gertruda, chyba bym nie mogła z prostego powodu - dla mnie to i tak jest
        wersja skrócona na potrzeby tego forum. Wiesz - o sobie mozna mnostwo opowiadac
        i ciagle sa elementy do dodania, ktore moga byc istotne dla oceny sprawy przez
        innych.
        Ryba pisze, ze jestem smieszna, no bo skoro lubie mlodszych facetow to powinnam
        zaakceptowac niedojrzałość. Ryba, zawsze było tak, ze spotykałam sie z facetami
        starszymi ode mnie, czasami nawet sporo. Kiedys było tak, ze nie spotykałam sie
        przez dłuższy czas z nikim i wtedy wlasnie ten, o ktorym tu rozmawiamy,
        postanowil dac o sobie znac. znalismy sie wczesniej, ale sie nie zauwazalismy
        jakos (tzn ja go nie zauwazalam, traktowałam jak szczypiorka itp). No i kiedys
        kilka wieczorow spedzonych na pogaduszkach w internecie (ze swiadomoscia ze
        rozmawiamy ze soba), okazalo sie ze mlody, ale nie glupiutki. Jedno spotkanie,
        drugie, przestrogi rodziny, zeby dac spokoj, bo moge skrzywidzic młodziaka, on
        taki niedoswiadczony, idealista itp.
        wyjechałam za granice na urlop, zeby odsapnąć, przemyslec sama na spokojnie.
        za 3 dni przyjechał on - nic mi nie mówiac, po prostu sie pojawił tam. a
        wiedział gdzie, bo oglądał przeciez folder z biura podrozy. wtedy było
        wspaniale, ale faktem jest ze nie zdążyłam niczego przemyslec. On po prostu
        podjął decyzję "za mnie". Zachował sie tak, jak zachowują sie dojrzali faceci -
        wie czego chce i nie ma problemu z wydaniem kupy forsy na to, by w ciagu 2 dni
        znalezc sie koło TEJ kobiety. to mnie ujęło, zwłaszcza, ze on wtedy miał 22
        lata i naprawde był dużo bardziej szczypiorkowaty od tego, co mamy teraz.

        Rodzice akceptowali pomału, najpierw skandalem odbijały sie pojedyncze noce
        które spedzał u mnie, pozniej jakos przywykli, pozniej ja zaczelam nocowac u
        nich, z czasem nawet w jego lozku. pozniej jakos przezyli to, ze to ja go
        wyciagnelam za granice. on na poczatku nie chcial, zostawial sobie furtke do
        powrotu, teraz uwaza, ze wyjazd byl doskonala sprawa. na miejscu ani przez
        chwile nie narzekal, ze wyjechał.
        teraz i rodzice pewnie sie ciesza, ze chlopak pobyl za granica, otrzaskał sie
        troche, jezyka sie nauczyl, wydoroslał.
        moze rzeczywiscie to jest tak na pokaz, ze mnie akceptują, ale jesli tak to
        powinni dostac oskara - rodzice plus niezliczone tabuny rodziny odwiedzającej,
        wszyscy wydają sie mnie bardzo lubic.
        Sami widzicie, ze sporo jest do stracenia. Miła, rodzinna atmosfera, porzadny
        dom, bez zadnych patologii, spokoj, dostatek, wzajemne wspieranie itp.
        moja rodzina jest taka sama, znają sie z jego rodzicami, mile sie spedza czas.
        harmonia, jakich mało.
        nie wiem, czy warto stawiac wszystko na ostrzu noza. staram sie o jakiś
        kompromis, nie MUSZĘ postawic na swoim, nie chce ultimatum. wole załatwic
        sprawę spokojnie, ale tez na tyle skutecznie, zeby za 2-3 lata nie powiedzial
        mi, ze znalazł sobie jakąś inną i teraz to juz na pewno sie nie wprowadzi.
        No to na razie, zajrzę za parę godzin.

        • Gość: Evita zapomnialam dodac.. IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 18:09
          ... ze wnerwia mnie to, ze od wczoraj nie daje znaku zycia. liczy, ze
          przeczeka, a ja pozniej odpuszcze sobie i znowu odsuniemy problem w czasie?
          co gorsza jutro mamy sie wspolnie zaprezentowac na pewnej szykownej imprezie i
          na mysl, ze bede musiala udawac, ze wszyściutko jest okej miedzy nami az mnie
          skręca. No, ale nie mogę zachowac sie inaczej wsrod ludzi przeciez. musze z
          godnoscia odwalic ten dzien, a w drodze na impreze i z powrotem nie musze
          przeciez nic mowic.
          :-/
          • moniorek1 Re: zapomnialam dodac.. 15.08.03, 18:40
            Uczepilas sie go jak jakas sfrustrowana stara panna. Daj sobie spokoj. Zamiast
            wkurzac sie na niego i czekac wyjdz gdzies ze znajomymi.Nie powinno byc tak,ze
            to kobieta zabiega o mezczyzne tylko na odwrot. Faceci nie lubia jak kobieta
            za nimi lata, bo wtedy nie czuja sie jak lowcy tylko jak zwierzyna lowna.
            • Gość: ru Re: zapomnialam dodac.. IP: *.chello.pl 15.08.03, 19:12
              moniorek1 napisała:

              > Uczepilas sie go jak jakas sfrustrowana stara panna. Daj sobie spokoj.
              Zamiast
              > wkurzac sie na niego i czekac wyjdz gdzies ze znajomymi.Nie powinno byc
              tak,ze
              > to kobieta zabiega o mezczyzne tylko na odwrot. Faceci nie lubia jak
              kobieta
              > za nimi lata, bo wtedy nie czuja sie jak lowcy tylko jak zwierzyna lowna.

              Wybacz ale to schemat i stereotyp. dobre sobie:-)
              • moniorek1 Re: zapomnialam dodac.. 15.08.03, 19:23
                Gość portalu: ru napisał(a):

                > Wybacz ale to schemat i stereotyp. dobre sobie:-)

                Czyzby??? To przeczytaj jeszcze raz uwaznie jej posty to moze
                wyciagniesz wnioski.
                W czasie gdy nie brala go na powaznie jakos potrafil wydac kupe kasy
                i przyjechac za nia za granice.Teraz role sie odwrocily. To ona za
                nim lata, zada deklaracji ,a on ma to gdzies.
            • Gość: Pio Re: zapomnialam dodac.. IP: *.crowley.pl 16.08.03, 19:14
              moniorek1 napisała:

              > Uczepilas sie go jak jakas sfrustrowana stara panna. Daj sobie spokoj.
              Zamiast
              > wkurzac sie na niego i czekac wyjdz gdzies ze znajomymi.Nie powinno byc
              tak,ze
              > to kobieta zabiega o mezczyzne tylko na odwrot. Faceci nie lubia jak kobieta
              > za nimi lata, bo wtedy nie czuja sie jak lowcy tylko jak zwierzyna lowna.
              ````````````````````````````````````````````````

              Co racj to racja... jesli poznal Cie tak jak mowisz, to na pewno nie wsmak mu
              Twoje zabiegi, prawdopodobnie chcialby sam troche podecydowac. Pamietaj, ze
              brak decyzji tez jest decyzja.
              Poza tym faceci (niektorzy:)) juz tak maja, ze podswiadomie lub swiadomie
              extrapoluja obecne zachowanie dziewczyny na przyszle lata i ta projekcja nie
              zawsze musi sie podobac...

              hej, glowa do gory, masz jesli dobrze zrozumialem ok.25 lat - przestan sie
              rozczulac nad soba i znajdz troche zycia poza nim.

              pozdrawiam,
              Pio
            • pulcheriaa Re: zapomnialam dodac.. 18.08.03, 12:02
              Zgadzam się z Moniorek. Chcąc nie chcąc trzeba sobie powiedzieć, że dla
              większości mężczyzn bardziej atrakcyjna jest samodzielna (prawie
              samowystarczalna) kobieta niż taka, która jest na pozycji oczekującej i zawsze
              gotowa. Niestety ja sama mentalnie jestem kobietą-bluszczem i trudnością wielką
              była zmiana przyzwyczajeń i zachowań. Dodam, że na tej zmianie nie straciłam, a
              wręcz zyskałam. Zajęłam się własnym życiem, ponieważ sądze, że każde z nas
              powinno je mieć.
          • Gość: elvira Re: zapomnialam dodac.. IP: 132.198.175.* 15.08.03, 18:41
            zaslepia cie milosc do niego, nie widzisz jego wad, caly czas piszesz ze jest
            taki idealny, a gdyby byo to by tego postu nie bylo, prawda?
            Zainiteresuj sie kims innym, miej porownanie jacy sa inni mezczyzni.

            Piszesz ze bylo wam dobrze razem za granica : a ile tam byliscie
            Piszesz ze jestescie 3 lata razem : czy wiekszosc tego czasu byla tam? A moze
            sie tam poznaliscie?
            Kto placil za mieszkanie? czy jesli byscie mieszkali osobno to kosztowaloby to
            o wiele wiecej? jesli tak to moze to wasze mieszkanie razem bylo tylko z
            oszczednosci (z jego strony) no a seks? ktoz sie oprze jak ma na miejscu i pod
            reka.

            A te 15 min seksu? tez mam watpliwosci bo raz piszesz ze bylofajnie za granica
            a drugi raz ze ostatni raz wogole to wlasnie za granica i to te 15 minut.
            A jesli to w ciebie w mieszkaniu to jak mieszkasz sama to przed czym ucieka?
            przed rozmowa z toba?
            15 minut? - to nawet z prostytutka trwa chyba dluzej

            ja przepraszam ze takich porownan uzywam ale otwoz prosze oczy
            ty sie przyzwyczailas do niego i nie widzisz jego wad.

            • Gość: Evita dalszy ciąg historyjki IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 20:05
              Moniorek, dosc brutalnie, ale chyba mnie ściągnęłaś na ziemię. Masz rację,
              dawniej bardziej się troszczył i starał. Rok temu dostałam super-piękną suknie
              za kupę szmalu (ja bym sobie jej nie kupiła na pewno, nawet dzisiaj, bo uwazam,
              ze nie mam na to kasy), a miesiąc później pasujący do niej naszyjnik
              Svarowskiego - tez pewnie drogi. Prezent na ostatnią moją okazję? Nie pytajcie,
              spóźniony ze 2 tygodnie, poza tym wyszło dziwnie, bo to ja za niego zrobiłam
              przelew, bo on akurat nie miał kasy. Chyba wcześniej tego nie dostrzegałam i
              byłam za dobra, taka troche starsza siostra. Pomoże, wybaczy, doradzi.
              To moze tez tłumaczyc to ze od strony fizycznej jakoś marnie sie układa.

              Elvira - za granicą bylismy przez ostatni rok, wrocilismy z miesiąc temu.
              poznalismy sie w Polsce. za mieszkanie płacilismy raz on raz ja, generalnie
              kosztami wszelkimi - jedzenie, mieszkanie, samochod, przyjemnosci dzielilismy
              sie po równo mniej wiecej, bez drobiazgowych wyliczen.
              ja mieszkalismy tam, to bywało fajnie, bo było więcej czasu i on nie musiał isc
              do domu. było kiedy sie poprzytulac, było "normalnie" jak między dwójką
              zakochanych ludzi.
              Moze sie jakoś zle wyraziłam, ale te 15minutowki to raczej są związane z
              mieszkaniem w Polsce - przed wyjazdem tak bywało, ze nie chciał zostawac, wiec
              jak ja nie chciałam na szybko w ciagu dnia, to nie było nic. Za granicą ze
              względu na to, ze mielismy więcej czasu dla siebie, było lepiej.
              a teraz wcale no bo taki zajęty.

              tak, tak, zaczyna sie wszystko układac w całość. teraz widzę, ze to, co sie
              dzieje, to nie przypadek. że, tak, jak mowi Moniorek, on ma to gdzieś.

              Dobra, otrząsam sie. Jestem silną kobietą, nie dam sie! (już kiedys po zerwaniu
              z ex wyłam kilka tygodni, było mi potwornie ciężko, ale sie udało. Uda sie i
              teraz, chociaz na samą myśl łzy mi lecą.)

              Postawię sprawę jasno, uzbrojona w argumenty, które mi podsuwacie powiem mu
              jutro, ze ZROZUMIAŁAM co jest nie tak, zrozumiałam, ze on nie chce tego ciągnąć
              i w sumie to też uważam, ze lepiej skończyć ten związek.
              było pięknie, ale BYŁO. juz nie jest. najpierw sex przestał byc taki 'jak
              dawniej', potem inne rzeczy, coraz mniej czasu, drobne wyrzuty o to i tamto.

              Kurczę, czuję sie fatalnie. znowu będę wyła z bólu i leżała w letargu na mojej
              pięknej kremowej sofie w moim wypielęgnowanym mieszkaniu. Będę sama, SAMA! A z
              moją nieufnością i wymaganiami to na pewno potrwa. Najpierw odświeżę kontakty z
              najbliższymi przyjaciółkami, poźniej pewnie zacznę być jak bluszcz i oplatać je
              swoimi wynurzeniami...
              jak sobie o tym myślę, to ogarnia mnie tchórzostwo i mysle, ze moze jeszcze
              nie.., ze jeszcze sie da naprawic.

              Dopiero teraz doceniam terapeutyczną moc tego forum. I to, ze ktoś mi wreszcie
              otworzył oczy.
              bę dę sil na, bę dę sil na - moja mantra na najbliższe miesiące.

              zaciskam zęby i zabieram sie do pracy. w koncu odkładam ją dzisiaj cały dzień.
              Aha, przeczytałam od wczoraj "nie wiem, jak ona to robi" Allison Pearson i ta
              książka pewnie też nie pozostała bez wpływu na moj nastrój. Ale dobra,
              zwłaszcza, jak sie przeczyta bardzo szybko.

              Na razie, dzieki za rady, docenię kolejne.
              A może któraś z Was wie, jak szybko, sprawnie i z klasą przeprowadzić TĘ
              rozmowe z nim?


              • Gość: kaziqua Re: dalszy ciąg historyjki IP: 148.228.174.* 15.08.03, 20:10
                moze po prostu nie rozmawiaj z nim, nie odzywaja sie do niego, teraz ty zacznij
                stawiac warunki- zobaczysz co sie zmieni. czasami tylko wydaje sie, ze facetom
                nie zalezy- tak naprawde oni lubie te gre, lubia kiedy wokol nich sie skacze.
                moze koles sie otrzasnie i sam zacznie sie bardziej starac, a teraz ty udawaj,
                ze ci powiewa.
              • uzywaj-kruszyw-amfibolitowych KOBIETO ! 18.08.03, 00:40
                > Kurczę, czuję sie fatalnie. znowu będę wyła z bólu i leżała
                > w letargu na mojej pięknej kremowej sofie w moim wypielęgnowanym
                > mieszkaniu. Będę sama, SAMA! A z moją nieufnością i wymaganiami
                > to na pewno potrwa.

                Kobieto, a to nie przypadkiem ty szukasz "wkladki do mieszkania", o
                przepraszam, do swojego "wypielegnowanego mieszkania"!? Meskiego eksponatu
                na "piekna kremowa sofe"!?
                • Gość: Evita Re: KOBIETO ! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.08.03, 12:03
                  ee, nie, on mi tam pasuje, w koncu razem wybieralismy to mieszkanie i te sofe :)
                  nie chodzi mi o tzw. wkładkę do mieszkania tylko o normalnego faceta, z którym
                  będę miała ochotę sie podzielic tym, co mam.
                  No, ale nie będę przeciez od jutra szukac w internecie, zwłaszcza, ze mam sporo
                  innych spraw i moze chwilowo "ucieknę w karierę"?
      • Gość: Ryba Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.dialup.medianet.pl 15.08.03, 22:00
        gertruda_makuch napisała:

        > Czy moglabys napisac to jeszcze raz, ale krocej?

        No wiesz, jeśli jesteś tak głupia, że nie potrafisz przeczytać zdania do końca,
        to nie bardzo wiem, cóż jeszcze można dla ciebie zrobić?? Narysować ci
        schemat???
    • Gość: A [...] IP: *.pl-net.pl 15.08.03, 15:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: lolyta Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.mia.bellsouth.net 15.08.03, 19:43
      Przeczytaj uwaznie to, co sama napisalas:

      "Ja tez mam swoje sprawy, a mimo wszystko zawsze jestem gotowa sie z nim
         spotkac, spedzic pol dnia albo i wiecej. na wszystkie proszone obiadki i
      inne
         deserki do jego domu przychodze, ale jak mamy pojechac do moich rodzicow to
         mowi, ze bedzie miał "dzien wyciety z zyciorysu" (moi rodzice mieszkaja w
         odleglosci 100 km!)."

      Jarzysz? Dzien spedzony z Toba, na sprawach dla Ciebie waznych, to dla niego
      dzien wyjety z zyciorysu. Znaczy, jego zycie swoja droga, a Ty swoja. NIE
      JESTES CZESCIA JEGO ZYCIORYSU. Tylko dodatkiem. Jesli, oczywiscie, to, co
      napisalas, oddaje stan faktyczny.

      Poza tym nie marz o tym, ze wydoresleje. faceci sie az tak nie zmieniaja. Jesli
      jest przyzwyczajony do obslugi, to tak zostanie. Prawdopodobnie ten pobyt za
      granica mu to uswiadomil - ze od Ciebie nie dostanie tego, czego od mamusi.
      "Zaledwie" 23 lata? Moj ojciec w tym wieku mial zone i dwojke dzieci. Moj luby
      ma 24 lata, od dwoch lat jest odpowiedzialnym ojcem i mezem, naprawde wiek nie
      ma tu nic do rzeczy. Jesli facet ma byc materialem na meza i partnera, to widac
      to juz kiedy jest nastolatkiem.
      • Gość: kaziqua Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: 148.228.174.* 15.08.03, 19:54
        lolyta, a ile Ty masz lat?? chyba podchodzisz pod trzydziestke, o ile sie nie
        myle. Twoj maz jest mlodszy od Ciebie o pare lat??
        • Gość: elvita a jak ma 60 to co? :-D IP: 132.198.175.* 15.08.03, 20:00
          moze uzywa eliksiru mlodosci ale ma poukladane w glowie i to sie liczy
          • Gość: kaziqua nic, pytalam z IP: 148.228.174.* 15.08.03, 20:05
            czystej ciekawosci, bo loltya urzeduje na tym forum od jakiegos czasu, wiec
            tylko dlatego.;)
            • Gość: lolyta Re: nic, pytalam z IP: *.mia.bellsouth.net 15.08.03, 20:07
              jestem po trzydziestce :)
              • Gość: kaziqua Re: nic, pytalam z IP: 148.228.174.* 15.08.03, 20:11
                naprawde zadziwiasz mnie i jeszcze ten seks w trojkacie;):)
                • Gość: elvira dop[iero wtedy kobieta rozkwita :D IP: *.wnskvtao.sover.net 17.08.03, 03:29
            • Gość: Beatka Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 15.08.03, 20:09
              A ja widzę to tak.
              Jesteś dojrzałą kobietą (emocj., psychicznie), wiesz czego chcesz, stoisz
              twardo na gruncie.
              On niedojrzały jeszcze chłoptaś, bojący się podejmowania ważnych decyzji.

              Owszem, wyjechał za tobą za granicę, chciał pobyć z tobą, tam nie było rodziny,
              nie musiał nikomu się tłumaczyć i na nikogo zwracać uwagi. Tu, (jak ktoś
              wspomniał), może matka stosuje wobec niego szantaż emocjonalny. Być może rolę
              odgrywają finanse, przecież on nie jest samodzielny finansowo.

              Jedno jest pewne, on bardzo boi się związać - on to tak widzi, mieszkanie razem
              to już jakieś obowiązki. To jest związek, nawet luźny, ale jest. Co innego za
              granicą, chyba bardziej na luzie to widział. Zabawy, brak obowiązków, inne
              otoczenie. A tu się przeraził, nawet jeśli mamusia nie maczała w tym rączek to
              sam się przestraszył codzienności. Z drugiej strony normalna matka, jeśli
              naprawdę widziałaby w tobie odpowiednią partnerkę dla swojego syna, sama by go
              namawiała do waszego wspólnego zamieszkania, do tego by jak najszybciej znalazł
              pracę, zasmakował samodzielnego życia. I by furtkę mu zostawiła otwartą: jak ci
              coś synu nie wyjdzie zawsze możesz wrócić. Ale chyba jej nie na rękę by synuś
              odszedł. Czy on jest jedynakiem?

              To, co powoduje, że o nim negatywnie myślę, to jego świadomość, że wie czego
              oczekujesz, rozmawiasz przecież z nim szczerze. Udaje jedynie, że nie słyszy.

              Zanim dojrzeje może minąć jeszcze kilka długaśnych lat, ile można czekać? Może
              nigdy nie dojrzeje do decyzji mieszkania bez mamusi, z kobietą?... już nie

              wspomnę o poważniejszych decyzjach...

              Poza tym nie chce odwiedzać twojej rodziny, boi się konfrontacji, pytań typu:
              co dalej, co planujecie, kim dla siebie jesteście. Bo on nic nie planuje. NIC.
              Jemu jest bardzo wygodnie. I jeszcze widzę, że on jest przyzwyczajony do wygód.
              Dom, ogród, piesio, obsługa-w postaci mamusi, i to wszystko za friko. Któż by z
              tego rezygnował?

              Tak biorę na "chłopski" a raczej babski rozum: Gdyby chłopakowi zależało na
              tobie, to starałby się być z tobą. Te odwiedziny to przecież nie jest bycie
              razem, tylko obok, czasami. Przecież bałby się, że zamieszkasz z kimś innym,
              wie jak bardzo czujesz się samotna w swoich 4 ścianach. Chcesz kogoś na dobre i
              na złe. A wszelkie pytania co będzie za rok czy dwa tylko go wyprowadzają z
              równowagi, przecież on unika wszelkich deklaracji.

              I nie bój się, że w razie rozstania nie znajdziesz nikogo odpowiedniego.
              Znajdziesz, lepszego od niego. I nie kieruj się jego rodziną, najgorsze jest
              przyzwyczajenie do rodziny właśnie (nierzadko uroczej na pokaz), której potem
              żal...

              Takie jest moje zdanie.
              pozdrawiam i pisz jak wam idzie
              • ja_nek Re: 15.08.03, 20:32
                Evita, jak ma dostaje pieniądze od bogatych rodziców, to jaki problem zrobić
                wrażenie na dziewczynie i pojechać za Nią? Poprosił rodziców, dali mu.
                A ten przelew za własna kolię... Niezły prezent Ci „zrobił”, szkoda, że z
                Twojego konta.

                A te 15 minut seksu. Bierze co chce i ma Twoje potrzeby gdzieś. On nie
                wydoroślał.
                Naprawdę go idealizowałaś.
                Jak coś się źle dzieje, to najszybciej widać to w sypialni

                Może to i wymarzona partia, ale...... czy dla Ciebie?
                Bo Ty jesteś zaangażowana, a on – letni

                Pozdrawiam
                janek
                • Gość: kaziqua Re: IP: 148.228.174.* 15.08.03, 20:35

                  > A ten przelew za własna kolię... Niezły prezent Ci „zrobił”, szkoda
                  > , że z
                  > Twojego konta.

                  tak, to bylo bardzo ostre przegiecie. ja po tym chyba bym jednak zerwala.
                • Gość: Evita to nie było tak! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 20:44
                  Ja_nek, to nie tak, ze kolię sfinansował moją kartą! tego bym nie darowała tak
                  łatwo. Kolia była rok temu. A prezent ostatni ze 3 tygodnie temu. NIe, nie
                  ubiegłoroczne prezenty były za jego kaskę.
                  Tzn ja zaproponowałam, ze zapłacę za ten prezent (kupowałam dla swojej Mamy na
                  urodziny cos w tym samym sklepie tego dnia), bo on nie miał gotówki, a tam kart
                  nie przyjmowali. Wiec ja powiedziałam, ze zrobię z banku przelew na wszystko.
                  • Gość: kaziqua Re: to nie było tak! IP: 148.228.174.* 15.08.03, 20:48
                    >Wiec ja powiedziałam, ze zrobię z banku przelew na wszystko.
                    a on nie mogl zrobic przelewu z banku, ja tego nie rozumiem.
                    • Gość: ev Re: to nie było tak! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 20:51
                      Gość portalu: kaziqua napisał(a):

                      > >Wiec ja powiedziałam, ze zrobię z banku przelew na wszystko.
                      > a on nie mogl zrobic przelewu z banku, ja tego nie rozumiem.
                      • Gość: Evita Re: to nie było tak! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 20:52
                        no, w sumie mógłby zrobić przelew na moje konto, prawda, skoro ja zapłaciłam za
                        swój prezent :)
                        • Gość: kaziqua Re: to nie było tak! IP: 148.228.174.* 15.08.03, 21:04
                          Gość portalu: Evita napisał(a):

                          > no, w sumie mógłby zrobić przelew na moje konto, prawda, skoro ja zapłaciłam
                          za
                          >
                          > swój prezent :)

                          o ile dobrze rozumiem nazywasz placenie karta kredytowa w sklepie przelewem z
                          banku, czy tak?
                          • Gość: Evita Re: to nie było tak! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 21:08
                            nie. tam nie przyjmowali kart. wiec powiedziałam, ze zrobię przelew jak tylko
                            dotrę do domu - przelew z banku internetowego. JA tak powiedziałam pani
                            sprzedawczyni i pozniej wykonałam ten przelew. Kart tam nie przyjmowali.
                            Teraz chciałam powiedziec, ze on mógłby ze swojego konta w banku wykonać
                            przelew na moje konto w wysokości odpowiadającej wartości prezentu, który był
                            dla mnie.
                            Mam nadzieję, ze jasne.
                  • Gość: Evita Re: to nie było tak! IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 20:50
                    no, ale przyznaję, że to nie jest romantyczny sposób na dostawanie prezentu.
                    co prawda mówił mi wczesniej, ze podstawowy plan był taki, ze jak przyjadę od
                    Rodzicow do domu to prezent bedzie juz stał u mnie w mieszkaniu (on ma awaryjny
                    trzeci zestaw kluczy do mnie na wypadek gdyby mi sie cos stało no i w ogóle na
                    wypadek. poza tym jak wyjazdzalismy to jego Mama podlewała u mnie kwiatki), ale
                    mu sie nie udało zrealizowac tego planu.
                    A ja, jak zwykle, zrozumiałam, byłam dobra dla niego i nie obrażałam sie
                    o "takie pierdółki"
                    • moniorek1 Zerwanie 15.08.03, 23:43
                      Kazqua ma racje. Nie mow mu ,ze zrywasz i takie tam inne bzdety bo to
                      niepotrzebne. Poprostu zacznij go tak samo olewac. Jak bedzie chcial do ciebie
                      przyjsc to powiedz mu ,ze nie masz wlasnie dla niego czasu,jak przyjdzie
                      niezapowiedziany to udawaj ,ze nie ma cie w domu. Ogolnie sprawiaj wrazenie
                      bardzo zajetej. Jesli mu na tobie zlezy to wkrotce zacznie za toba biegac jak
                      piesek. Moze sie rowniez zdarzyc tak ,ze bedzie mu to na reke ,bo moze on chce
                      zerwac z toba od dluzszego czasu tylko nie ma odwagi i w zasadzie robi
                      wszystko zebys ty miala tego dosc i zakonczyla zwiazek.

                      Ps.Bardzo mi sie nie spodobalo to ,ze nie chce jechac do twoich rodzicow.Nie
                      wiem czy ich w koncu poznal ,ale moj ojciec zawsze mi powtarzal,ze
                      chlopak ,ktory nie ma ochoty poznawac rodzicow swojej dziewczyny nie ma
                      wzgeldem niej powaznych zamiarow.
                      To na tyle i trzymaj sie. Badz silna i nie rozczulaj sie za bardzo nad soba.
                      Gdy konczyly sie moje zwiazki to bylam wsciekla i to mi pomagalo przetrwac te
                      trudne chwile. Jesli zwiazek sie zakonczy to powinnas byc szczesliwa ,ze koles
                      nie zmarnowal ci nastepnych kilku lat zycia.
                      • Gość: Evita Re: Zerwanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 23:54
                        Dzięki Moniorek! On zna moich rodzicow, bylismy nawet kiedys na wspolnych
                        wakacjach i bylo super. Moi rodzice bardzo go lubia, moj ojciec zaakceptował go
                        chociaz wszystkich ex-ów nie tolerował.
                        W zasadzie wszyscy sobie wyobrażają, ze bedziemy juz na zawsze razem.
                        Myśle, ze on nie jest taki z gruntu zły, tylko okropnie wygodnicki. i traktuje
                        wszystkie rzeczy, ktore wypada zrobic (typu odwiedziny u rodzicow) jako nudny
                        obowiązek. juz dawno przeszkadzało mi to, ze on chyba nie za bardzo lubi moich
                        rodzicow, chociaz z drugiej strony na poczatku jest troche niesmialy, wiec moze
                        fakt, ze nie mowi wiele nie oznacza niechęci.
                        Też tak sobie myślę, ze nie ma sensu mówienie "ZRYWAM" ani inne takie. to musi
                        sie odbyc z czasem. mamy mnostwo swoich rzeczy (łącznie z awaryjnymi ciuchami
                        na wypadek zarwania nocki), musimy na spokojnie sobie pooddawac wszystko.
                        wydaje mi się, ze najlepiej będzie własnie tak podejść do sprawy - mieć mało
                        czasu, nie opowiadać, co sie robiło (a zawsze sobie opowiadamy), nie zagadywac
                        na GG, no i ogólnie odciąć go.
                        Jak mu zależy to bedzie potrafił zawalczyc o mnie, prawda?
                        W końcu nie zostawiam go z powodu innego faceta.
                        Na razie mój dołek psychiczny sie pogłebia, wszystko mi o nim przypomina, nawet
                        maskotka, w którą bym sie mogła wypłakać jest od niego.
                        Wiem, ze jeżeli ten scenariusz, ktory sie poskładał na tym forum jest prawdziwy
                        i on rzeczywiscie nie ma chęci być ze mną, to powinnismy sie jak najszybciej
                        rozstac. Ale ciągle coś we mnie ma nadzieję, ze to wszystko to jakieś tragiczne
                        nieporozumienie.... :-(((
                        • Gość: Evita Re: Zerwanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.08.03, 23:58
                          aha, w ramach rozeznawania sie w facetach (bo może tych wspaniałych jest
                          wszędzie pełno, tylko ja nie zauważałam) zwiedziłam strony randkowe w gazecie,
                          wp i onecie.
                          Hmmm, przykro powiedzieć, ale po tym, co przeczytałam u wyszukanych wg klucza
                          kandydatów, wnoszę, ze ten moj potencjalnie ex jest jednak wyjątkowy.
                          • Gość: Martyna Re: Zerwanie IP: *.proxy.aol.com 16.08.03, 01:12
                            Gość portalu: Evita napisał(a):

                            > aha, w ramach rozeznawania sie w facetach (bo może tych wspaniałych jest
                            > wszędzie pełno, tylko ja nie zauważałam) zwiedziłam strony randkowe w
                            gazecie,
                            > wp i onecie.
                            > Hmmm, przykro powiedzieć, ale po tym, co przeczytałam u wyszukanych wg klucza
                            > kandydatów, wnoszę, ze ten moj potencjalnie ex jest jednak wyjątkowy.

                            A czemu on jest taki wyjatkowy?

                            Mi wydaje sie , ze w wieku 23 lat to jescze za wczesnie na zobowiazania i
                            powazne zwiazki ale ja wogole uwazam, ze najlepiej nie zenic sie przed 30 stka.
                            Facet ma 23 lata miszka z mamusia i z Twojego opisu wydaje mi sie , ze on nie
                            jest jeszcze dojrzaly do mieszkania razem. To nie chodzi o sprzatanie , zakupy
                            itp ale moze bardziej emocjonalnie i psychicznie .

                            Ty z kolei masz 25 lat wiec szukasz kogos kto jest gotowy zamieszkac z Toba i
                            zaangazowac sie na 100 procent.

                            Albo zaakceptujesz jego takim jaki jest i to, ze on nie jest jeszcze gotowy do
                            zamieszkania albo poszukaj kogos innego jesli jest to czego szukasz.

                            Wyczytalam miedzy wierszami, ze Ty jakby zawiesilas swoje zycie na zewnatrz
                            tego zwiazku. Z tego co napisalas on wracaniu do pustego domu i byciu
                            sfustrowna.

                            Czy masz jakijes zainteresowania ? czy pielegnujesz przyjaznie ? ciagle masz
                            marzenia? zycie moze byc pelne nawet bez faceta .

                            A ztym seksem to ja nie rozumiem, nawet jesli on nie zostaje na noc, to
                            przeciez w soboty i niedziele macie cale dnie aby spedzic w lozku - jesli tego
                            chcecie czy nawet 2czy 3 godziny wieczorem?

                            Troche nie bardzo rozumiem ten brak czasu.
                            • delicatesca Re: Zerwanie 16.08.03, 01:28
                              Tak wszyscy spekuluja co siedzi w jego glowie, tyle pisania, myslenia, a nie
                              lepiej spytac jego wprost i potem komentowac co Evita ma dalej robic?

                              I Evito, jezeli lubisz chodzic kolo mezczyzny, matkowac mu to wszystko gra.
                              Mi by to nie odpowiadalo. Wole na odwrot
                              Ale nie kazdy lubi to samo.
                          • Gość: Zdzichu Re: Zerwanie IP: *.acn.pl 16.08.03, 01:33
                            Gość portalu: Evita napisał(a):

                            > aha, w ramach rozeznawania sie w facetach (bo może tych wspaniałych jest
                            > wszędzie pełno, tylko ja nie zauważałam) zwiedziłam strony randkowe w
                            gazecie,
                            > wp i onecie.
                            > Hmmm, przykro powiedzieć, ale po tym, co przeczytałam u wyszukanych wg klucza
                            > kandydatów, wnoszę, ze ten moj potencjalnie ex jest jednak wyjątkowy.

                            Trochę przesadziłaś. To tak jakby wyrokować o jakości kobiet w Polsce, po tym
                            jakie "towary" ogłaszają się na portalach randkowych. To jest specyficzny sort
                            ludzi, a właściwie kilka specyficznych sortów, które nijak się mają do tego co
                            mija nas na ulicy. Chyba rzeczywiście za bardzo wyalienowałaś się od życia
                            towarzyskiego...

                            PS> Na mężczyźnie napisałem ci trochę dłużej na główny temat
                            • kobbieta Re: Zerwanie 16.08.03, 01:38
                              gdzie Forum mezczyzna? dzieki
                          • kobbieta Re: Zerwanie 16.08.03, 01:34
                            Gość portalu: Evita napisał(a):

                            > aha, w ramach rozeznawania sie w facetach (bo może tych wspaniałych jest
                            > wszędzie pełno, tylko ja nie zauważałam) zwiedziłam strony randkowe w
                            gazecie,
                            > wp i onecie.
                            > Hmmm, przykro powiedzieć, ale po tym, co przeczytałam u wyszukanych wg klucza
                            > kandydatów, wnoszę, ze ten moj potencjalnie ex jest jednak wyjątkowy.

                            A teraz Ty sie wydajerz wielce niedojrzala!
                            Ze zdjecia i opisu wywnioskowalas ze sa do luftu???
                            • Gość: Evita Re: Zerwanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.08.03, 10:20
                              no tak, wiem, ze faceci z portali randkowych nie są reprezentatywni.
                              Chyba sobie podświadomie szukam powodów, dla których nie powinnam sie z nim
                              rozstawac.
                              Wiecie, to nie jest takie hop siup - zerwac.
                              Problem polega na tym, ze ja nadal go kocham. Próbowałam przestac, ale jakoś mi
                              nie wychodzi. Łatwiej by było, gdyby on zrobił mi jakieś mega-świństwo.
                              A tak? Nie odezwalismy sie od czwartku wieczorem. Jak wychodził, mówił coś o
                              tym, żebym zaczekała aż skończy tę magisterkę.
                              • kawal Re: Zerwanie 16.08.03, 11:37
                                Gość portalu: Evita napisał(a):

                                >
                                > nie wychodzi. Łatwiej by było, gdyby on zrobił mi jakieś mega-świństwo.

                                A to ze zaplacilas za prezent od niego to nie jest MEGA swinstwo?
                          • Gość: elvira JESTES NIEULECZALNIE CHORA IP: *.wnskvtao.sover.net 17.08.03, 03:36
                          • serendepity Re: Zerwanie 18.08.03, 11:06
                            Gość portalu: Evita napisał(a):
                            > Hmmm, przykro powiedzieć, ale po tym, co przeczytałam u wyszukanych wg klucza
                            > kandydatów, wnoszę, ze ten moj potencjalnie ex jest jednak wyjątkowy.

                            Szukalabys faceta przez serwisy randkowe??? Chyba bardzo jestes zdesperowana.
                            Ja nie szukalam faceta, zupelnie przypadkiem porozmawialam z kolega z pracy
                            idac w strone przystanku i jakos tak wyszlo, ze odkrylismy po krotkim czasie ze
                            jestesmy dla siebie stworzeni. Mialam tego kolege obok siebie jakies 3 lata i
                            nigdy wczesniej nie patrzylismy na siebie inaczej niz sluzbowo.
                            Czasami wlasciwy mezczyzna moze byc obok Ciebie tylko nie zdajesz sobie sprawy.
                            Szukanie faceta na sile moze byc za to rozczarowujace.

                            Serendepity.
                        • Gość: czapski Re: Zerwanie IP: utp.:* / 10.10.9.* 16.08.03, 10:32
                          z calym szacunkiem, nei wiem czy powinnas w takim stopniu kierowac sie radami
                          innych osob, ktroe tak naprawde nic nie wiedza o twoim zyciu. zastanow sie czy
                          ten zwiazek nie jest dla ciebie duza wartoscia, moze nie warto ryzykowac
                          • Gość: Evita Re: Zerwanie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 16.08.03, 11:42
                            Widzisz, czapski, jest dużą wartością. Nie chciałabym sie rozstac a pozniej
                            załowac do końca zycia.
                            rzeczywiscie musze mu pokazac jak wygląda zycie w wersji chłodnej, czyli nie
                            bede juz taka dobra i słodka jak dawniej. Nagle zobaczy, ze nie jest
                            najwazniejszy. Jezeli zrozumie to dobrze. Moze rzeczywiscie było mu za
                            wygodnie. Kiedys powiedział: "wolę sie zmieniać z tobą niz nie zmieniać bez
                            ciebie" - a było to przy okazji rozmowy o jego i moich potrzebach.
                            Wiadomo, ze głosy z forum nie postanowią za mnie, ale pomogły mi otworzyć oczy
                            na różne sprawy.
                            Dzięki wielkie wszystkim, którzy poświęcają czas na podpowiadanie mi, jak
                            wybrnąć z tej sytuacji.
                            • Gość: Yahu Re: Zerwanie IP: *.sk2.am.poznan.pl 16.08.03, 21:33
                              Krótka rada: Przyhamuj kobieto, daj mu trochę luzu i przestań tyle analizować i
                              (koniecznie) tak rozwlekle mówić/pisać.
                              Jestes młoda, po prostu żyj pełnią życia i zostaw sprawy swojemu biegowi.
                              Zacznij się umawiać z przyjaciółmi i nie zabiegaj o spotkania z nim, a
                              tymbardziej o seks (żenada).
                              To najlepsze co możesz zrobić, "żeby mu się chciało chcieć". Powodzenia!
                              • Gość: mia Re: Zerwanie IP: *.local.pl / 192.168.1.* 16.08.03, 22:37
                                tez tak mysle
                                najpierw przestan o niego zabiegac
                                nich chlopak pokaze, na co go stac
                                jesli okaze sie, ze na nic
                                wtedy odpusc go sobie
                                daj mu tyle czasu, ile jestes w stanie wytrzymac ;-)
                                pamietaj - rozmowy sa podstawa, ale nic na sile!
                                • Gość: Evita własnie zaczęłam wprowadzac to w zycie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.08.03, 13:40
                                  Czesc wszystkim! Własnie zaczynam pokazywac, ze mam inne sprawy i nie zabiegam,
                                  nie usmiecham sie tak jak danwniej.
                                  Zjedlismy razem sniadanie, bo został u mnie po wczorajszej imprezie, na ktorej
                                  musielismy sie stawic we 2. został - na swoją prośbę. spał koło mnie, głaskał
                                  mnie i próbował sie przytulac, ale to nie byłam JA. zrobilismy sniadanie, nawet
                                  mi pomógł wkładać do zmywarki :)
                                  Chciał, zebym pojechała do niego, powiedziałam, ze nie, dziekuje.
                                  teraz zostałam sama (no, z jego zegarkiem, ktorego nie wiem, czy nie zapomniał
                                  specjalnie) i z jednej strony jest mi przykro - no bo w końcu trudno się
                                  cieszyc, gdy sie okazuje chłód ukochanej osobie. ale z drugiej mam poczucie
                                  słusznosci działania, wiec zaciskam zeby i czekam, co będzie.
                                  Trzymajcie moi drodzy za mnie kciuki, zebym wytrwała. :)
                                  Dziękuję wszystkim za rady, a zwłaszcza chłopakom za to, ze nie idealizują
                                  swojego przedstawiciela i pomagają mi zrozumieć tajniki męskiej duszy.
                                  czy to nie jest trochę tak, ze im gorsza dla Was dziewczyna, to tym Wy lepsi
                                  dla niej?
                                  Kolejne opinie mile widziane.
                                  Pozdrawiam
                                  • sunday Re: własnie zaczęłam wprowadzac to w zycie 18.08.03, 00:19
                                    > Trzymajcie moi drodzy za mnie kciuki, zebym wytrwała. :)

                                    Powodzenia - i zeby sie okazalo, ze slusznie robisz.

                                    > czy to nie jest trochę tak, ze im gorsza dla Was dziewczyna,
                                    > to tym Wy lepsi dla niej?

                                    Hmm, calkiem prawdopodobne. W kazdym razie w druga strone to na pewno tak
                                    dziala. :)

                                    pozdrawiam, Luki
    • psotusia Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 17.08.03, 14:27
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=16&w=7431716
    • mirek6918 Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 17.08.03, 14:31
      Witaj
      Przeczytałem,pomyślałem i..... ktoś dobrze napisał że masz tu relację mama-
      synek tylko że seks wchodzi w grę. Pamietaj o jednym że każdy facet może się
      zmienić ale tylko trochę ,a mam nadzieję że trochę w twoim przypadku to za mało.
      Jeżeli ty go kochasz jak piszesz a on ciebie to skąd tyle niejasnośći, odp
      bardzo prosta jesteś dodatkiem do czegoś , wybacz ze tak piszę. Jezeli nie
      jesteś dla niego tą najważniejszą teraz to czy będziesz póżniej, nie tylko
      będzie gorzej .
      Jeszcze jednopiszesz ze nie chcesz jeszcze raz przechodzić przez spotkania i
      rozczarowania z jakimiś popaprancami, rozumiem ale pierwsze pytanie czy takim
      popaprańcem nie jest właśnie twój obecny z całym szacunkiem dla
      jego "osobowości" . Odp jest prosta , a normalnych facetów na tym świecie jest
      mnóstwo tylko hahaha no są niezauważani chyba. I jeszcze jedno , zapomnij o
      micie męskiej solidarności to jest wymysł kobiet, coś takiego nie istnieje,
      kobiety myslą ze jak 2 facetów sie spotka to od razu jeden staje za drugim w
      sprawach damsko męskich...... kpina z tematu , mit do potęgi !
      Pozdrawiam i mam nadzieję że nie będziesz walczyc tylko poznasz jakiegoś faceta
      a nie chłopca i nie mówie tu o gabarytach i będziesz szczęśliwa , tak jak on
      kiedy będzie mógł co noc zasypiać obok ciebie i budzić się o poranku z myślą
      jakim jest szczęśliwcem że może to czynić u twego boku
      Mirek
    • Gość: Evita ciekawostka IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.08.03, 18:25
      Wiecie co? Zazwyczaj nie wierzę w horoskopy ani biorytmy, ale dzisiaj w ramach
      ciekawostki sprawdzilam sobie, co bylo tego dnia, gdy zaczelam ten wątek. Otóż
      miałam wtedy biorytm emocjonalny na poziomie -100! Hmm. dzis mam -99 :-) Może
      zaczekam z decyzującymi posunięciami? W końcu za tydzień to on bedzie miał -100
      emocjonalny. ;-)
    • Gość: loko Po prostu Cię nie kocha IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.03, 19:06
      A umiesz Ty chociaż gotować i prać? Po co facet ma się wiązać z babą, która mu
      nie ugotuje obiadu?
      • Gość: Evita Re: Po prostu Cię nie kocha IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 17.08.03, 21:08
        a umiem. co nie oznacza, ze bede kucharzyc i robic przepierki non stop.
        sprzątac tez umiem, ale potrafie tez wiele innych rzeczy i szkoda mojego czasu
        na takie proste czynnosci. wole - robiac to co lubie - zarobic na pania do
        sprzatania.
        • ja_nek Re: Po prostu Cię nie kocha 17.08.03, 22:10
          Evita, Ty chyba chciałaś, aby Twój facet wyszedł znów jako wyjątkowy, czego
          można się dowiedzieć o człowieku z anonsów, z czego większość dotyczy szukania
          przygody?

          Pozdrawiam
          janek
          • ja_nek Re: Po prostu Cię nie kocha 17.08.03, 22:18
            Jeszcze jedno: pisanie pracy nie jest znowu tak pochłaniającą czynnością, żeby
            nie móc pielęgnować swojej relacji z kobietą.
            On po prostu spoczął na laurach. Dostał Ciebie w prezencie od losu i nie
            bardzo potrafi to docenić. A te jego 23 lata to dla mężczyzny zwykle sporo za
            mało, by budować trwałą, stałą relację.
            Niech on za Toba pochodzi i postara się.

            Pozdrawiam
            janek
    • Gość: Edytka Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.icpnet.pl 18.08.03, 13:31
      Tak.
      • marebo Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? 18.08.03, 14:37
        Tak, rozstań się z nim.
        Byłam w podobnej sytuacji.
        Ja - 26 lat, on o trzy lata młodszy. Trzy lata razem. I nic - z jego strony
        wielka, deklaratywna miłość i zero decyzji, przy rodzicach najlepiej. Było z
        nami dokładnie tak jak z Wami - obiadki, deserki, z nocami gorzej, bo jego
        rodzice itd.
        Rozstaliśmy się.
        Dziś jestem z mądrym, odpowiedzialnym mężczyzną. Jestem naprawdę - na dobre i
        na złe. Wkrótce bierzemy ślub. Jestem szczęśliwa, bo wiem, że On jest ze mną
        naprawdę.
    • Gość: minerva Re: Czy ja mam sie z nim rozstac? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.03, 18:46
      Evita, jesteś ciepłą i dojrzałą emocjonalnie kobietą i chyba właśnie ta Twoja
      dojrzałość w zestawieniu z jego nie-dojrzałością jest między wami barierą nie
      do przeskoczenia. Zabawy w "przetrzymywanie" się nawzajem i nie okazywanie
      prawdziwych uczuć są dobre dla małolatów. Jasne,że trochę niepewności i
      potrzeby zdobywania dobrze robi każdemu związkowi, bez względu na staż, ale w
      sprawach naprawdę ważnych taka taktyka się nie sprawdza.
      Jeśli jednak postanowiłaś w to zagrać, to zastosuj wersję bardziej
      wyrafinowaną:
      Zostaw "pałeczkę" po jego stronie i daj mu więcej swobody. Ale gdy już
      jesteście razem (z jego inicjatywy), bądź sobą, nie dąsaj się i nie graj
      zimnej ryby, bo zrobi się z tego błędne koło. Bądź przyjacielska i broń Boże
      nie wyskakuj z tematem "deklaracja". Nie unikaj seksu, wręcz przeciwnie-
      zaskocz go w łóżku czymś zupełnie nowym (w sobotę mieliście ku temu super
      okazję...)i obdarz go niewymuszonym komplementem. Jednym słowem: jak on nie
      chce, to nie, a jak chce, to ma kobietę idealną i to bez żadnych zobowiązań.
      Oczywiście musi poczuć, że masz własne życie towarzyskie, od czasu do
      czasu "srasznie ci przykro, ale akurat dzisiaj nie dasz rady się
      spotkać".Zaciśnij zęby i wytrzymaj w ten sposób jakiś miesiąc. Jeśli facet nie
      pęknie i sam nie zacznie zabiegać o częstsze i dłuższe spotkania, to
      rzeczywiście odpuść go sobie.
      Trzymam kciuki!
      Minerva
      • Gość: Evita Dzięki wszystkim za rady i uwagi IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.08.03, 23:44
        No i tu mi dziewczyny dałyscie do myslenia. Dwa ostatnie wpisy, czyli marebo i
        minervy sugerują ciekawe rozwiązania. Hmm, gdybym była na tyle silna, zeby
        sobie przetłumaczyc, ze nie ma co bawic sie z nim w ciuciubabke i ze skoro nie
        chce sie deklarowac powazniej to pewnie nic z tego nie bedzie za rok i dluzej,
        to pewnie bym własnie probowała rozluznic kontakty i gdzies głęboko w głowie
        (sercu?) darowała sobie go.

        Ale to nie jest takie łatwe, bo w końcu go kocham i nie mogę wyobrazic sobie,
        ze on jest taki zły dla mnie.
        Postanowiłam, ze dam mu jeszcze pol roku.
        Dlaczego akurat tyle? bo w ciągu tego pół roku sporo sie zmieni - on sie
        powinien jakos usamodzielnic przynajmniej finansowo, pewnie zobaczy, ze nie
        widujemy sie juz tak czesto i moze zacznie mu tego brakowac, jak pojdzie do
        pracy to moze troche psychicznie "podrośnie" i zdecyduje sie w koncu odciąć
        pępowinę... Ja w ciągu tego czasu będę trochę bardziej oszczędna w emocjach i
        na pewno bede miała mniej czasu dla niego (własnie zmieniam pracę, a w nowej
        bedzie wiecej obowiazkow).
        Nie umiem go skreslic tak od razu. mysle, ze te pół roku pozwoli mi troche sie
        zdystansowac, uswiadomic mu, ze nie konczy sie na nim swiat, przyjrzec sie temu
        zwiazkowi i szansom na udaną przyszłość.
        ale tak czy siak zapamiętam sobie mocno radę marebo i wszystkich tych osob,
        które radziły sie rozstac.
        Dziękuję Wam wszystkim za wpisy, śledziłam Wasze wypowiedzi z dużą uwagą i
        doceniam poświęcony mi czas.
        Jeżeli jestescie ciekawi, jak dalej bedzie sie to toczyło i co w końcu
        wyniknie, to mogę co jakis czas pisac o naszych wzlotach i upadkach.
        No, a za około pół roku mogę Wam powiedzieć, co wyszło i co postanowiłam.

        Tymczasem pozdrawiam, trzymajcie sie ciepło

      • maniia Ewito 19.08.03, 00:53
        Jestes stara?
        ulomna?
        gruba?
        w wozku inwalidzkim?
        brzydka?
        nieciekawa? bez dobrej pracy, nielubiana?

        Az wstyd za Ciebie - jest tyle kobiet w takiej sytuacji, a Ty (niby nie)
        uczepilas sie go jak rzep psiego ogona.

        Jezeli nie masz powyzszych cech, to masz inna nieatrakcyjna, ktora powoduje ze
        jestes totalna desperatka. Przeciez on nawet Ciebie nie pozada, jak na to
        wyglada? Ale ty NIE, nadal go chcesz i JUz! wstydz sie.
        • Gość: Evita Re: Ewito IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.08.03, 11:57
          wstydze sie. ale nie potrafie zwiazku, ktory trwał 3 lata i był naprawde udany
          skreslic dlatego, ze z dnia na dzień zaczelam oczekiwac jego dojrzałości.
          musze mu dać tę chwilę - pół roku - żeby zdążył dojrzeć jesli chce (w mocno
          przyspieszonym tempie, ale tak) i zeby móc później sporzeć sobie w lustrze w
          oczy.
          Może trochę sie "zapuścił" w adoracjach mojej osoby, zwróciłam mu na to uwage w
          kilkugodzinnej dyskusji o nas, troche zaniedbał. On ciągle powtarza, ze jak
          tylko za tydzien skonczy te magisterke to bedzie mógł poswiecic duzo wiecej
          czasu na nas i ze on po prostu nie umie wymyslac prezentow, ale bedzie sie
          starał i ogólnie bedzie pracował nad sobą byle tylko mnie nie stracic. zarzeka
          sie ze lubi moich rodzicow i ze ten tekst o dniu wycietym z zyciorysu był
          przesadą i ze to nie jest tak. no i skoro on sie tak zarzeka i obiecuje to mam
          mu nie dac szansy? pół roku to nie jest duzo. a jak w tym czasie nic sie nie
          zmieni to: "adios!"
          wstydze sie.
          • marebo Re: Ewito 19.08.03, 13:19
            Myślę, że te pół roku to rozsądna decyzja.
            Życzę szczęścia.
            • Gość: Beatka Re: pół roku to ok :) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.08.03, 18:28
              marebo napisał:

              > Myślę, że te pół roku to rozsądna decyzja.
              > Życzę szczęścia.


              Ja też tak uważam, rozsądna decyzja.
              Nie postąpiłaś pochopnie, z dnia na dzień, więc nie będziesz żałować.

              Chętnie posłuchamy dalszych przygód.
            • Gość: Elvira wiecie co? mnie sie wydaje ze to jest podpucha.... IP: 132.198.175.* 19.08.03, 20:37
              .... tak sobie czytam te posty E. i czytam i dochodze do wnoisku ze tak w zyciu
              nie ma. Cos w tych postach jest nie tak. nie bardzo umiem to okreslic ale tak
              juz raz tu bylo ze redaktorka ktoregos pisma taka bajede wyssala z palca zekom
              w celach "naukowych"
              I to mi zakrawa na podobny schemat.
              Moze sie myle - wtedy autorke przepraszam, ale ......
              .... te szczegoliki sa takie jak z taniej powiesci Harlequina,
              no i te zmiany raz ze jest dobrze z tym seksem a raz ze nie raz rodzice fajni a
              raz ze trzymaja go . Ja nie umiem wyraznie powiedziec co ale COS jest nie tak
              • Gość: Edytka Re: wiecie co? mnie sie wydaje ze to jest podpuch IP: *.icpnet.pl 19.08.03, 21:13
                Elviro... masz rację! powiem więcej ONI też ją mają!
              • Gość: Evita samo życie IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.08.03, 21:39
                Elviro, to nie jest niestety podpucha :) Tak to własnie w zyciu jest - nigdy
                biało i czarno, tylko zawsze szaro. Nie ma bohaterów skrajnie negatywnych i
                pozytywnych.
                W kwestii Twoich watpliwosci:
                jego rodzice sa dla mnie mili i wydaje mi sie, ze mnie zaakceptowali, ale w tym
                samym czasie chcą zatrzymac syna przy sobie, zwłaszcza, ze to jedynak, a oni są
                mocno starsi jak na rodzicow osoby w tym wieku. Nie widzę tu sprzecznosci.
                Lubią mnie - do granic, które sami chcą wyznaczac. Jakbym im "porwała" synka,
                to by pewnie lubili mniej.
                druga sprawa z tym seksem - napisałam, ze jak mamy czas i jak on sie
                odpowiednio "przyłoży" do rzeczy (mam tu na mysli nastrój, jakiś masażyk na
                wstępie itp) to jest przyjemnie. Ale 15minutowe sesyjki służące zaspokojeniu
                popędu mi nie odpowiadają. On twierdzi, ze lubi i tak i tak. A ja nie.
                też nie widzę sprzecznosci.
                Czy masz jeszcze jakies wątpliwosci, czy jestem prawdziwa?

                Pozdrawiam
                • Gość: elvira Re: same watpliwosci IP: 132.198.175.* 20.08.03, 16:57
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka