Dodaj do ulubionych

nieustanna KRYTYKA ze strony męża!

IP: 217.97.220.* 22.08.03, 23:46
Jesteśmy małżeństwem ponad 15 lat. Od początku mąż nie znosił rozmów
dotyczących zachowań ludzkich, psychiki itd. Gdy czasami było mi smutno,
czułam, że jestem "w dołku" prosiłam, aby mi pomógł. Chciałam porozmawiać o
tym co czuję, co mnie gnębi. Nie było mowy. Miał stałą odpowiedź: masz
problemy ze swoją psychiką to idź do psychiatry. Powtarzał to ilekroć
kierowałam rozmowę na tematy nie związane ze sprawami materialnymi. W końcu
było tak źle, że przez jakiś czas czułam się nikim. Byłam potwornie
zakompleksiona, wierzyłam nawet, że wymagam faktycznie leczenia
psychiatrycznego - skoro ciągle mnie o tym przekonywał. Niekiedy była w jego
oczach miłość a niekiedy pogarda i zniecierpliwienie. Nie znosił i nie znosi
słabości. Dla niego czarne to czarne a białe to białe. Nie ma kolorów
pośrednich nie ma doszukiwania się we wszystkim jakiejś głębi. To według
niego czyste zawracanie głowy. Myślę, że jest największym sztywniakiem
jakiego w życiu spotkałam. Oczywiście nie jest potworem i ma też wiele
zalet. Czuję, że mnie kocha i nasze dzieteczki. Ale jest tak bardzo
uzależniony od pewnych zasad, norm, które sam sobie narzucił. Nie potrafi
być swobodny, wyluzować się. Jest i był zawsze bardzo zasadniczy. Nie było
mowy nigdy o objęciu mnie w miejscu publicznym ani nawet o wypiciu kawy w
kawiarni. Pierwszy raz zgodził się tam iść po 10 latach! Miałam i mam
wrażenie że urodził się "40-latkiem" i takim pozostał. Nie miałam ojca i
potrzewbowałam właśnie kogoś tak poważnego. Kochałam go i nadal bardzo
kocham, ale niekiedy pewne zachowania są nie do zniesienia. Gdy proszę, aby
ze mną porozmawiał, po paru minutach przestaje mnie słuchać. Dziś poprosiłam
męża, aby nie krytykował mnie tak bezustannie (kilka razy dziennie słyszę
uwagi typu: nieciekawie wyglądasz w tej bluzce, uczesz włosy, zmęczona
jesteś-tak blado wyglądasz... ; nie ma pochwał albo jest ich bardzo
niewiele - zwróciły na to uwagę także moje dzieci!) Więc, gdy powiedziałam
dziś, że naprawdę jest mi przykro, z powodu tych nieustannych krytycznych
słów pod moim adresem - dowiedziałam się, że to dewiacja z mojej strony i że
powinnam z tym walczyć. I jak tu przekonać kogoś, kogo się kocha, że
chciałoby się czasem usłyszeć coś miłego.... Czy macie jakiś pomysł? U
nas w domu jest wszystko OK tylko wtedy, gdy nie ośmielę się zwrócić mężowi
na cokolwiek uwagę, gdy go chwalę itp. Nie mam prawa źle się czuć, jestm
poważnie chora i czasem bardzo cierpię ale boję się o tym wspomnieć bo wiem,
że popatrzy wzrokiem zniecierpliwionym i się nie odezwie, albo szybko zmieni
temat! Smutno mi. USKA
Obserwuj wątek
    • moniorek1 Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! 23.08.03, 00:23
      No i czego ty od nas kobieto oczekujesz? Twierdzisz ,ze zawsze byl taki i
      jeszcze go za to kochasz wiec o co ci chodzi? Gdyby moj maz tak ciagle mnie
      krytykowal to postawilabym przed nim lustro i nie zostawilabym na nim suchej
      nitki,ale moja rada ci sie nie przyda bo mam wrazenie ,ze za taka akcje
      dostalabys po buzi od swojego meza.
    • oberver Twój mąż to typowy mizogin !!! 23.08.03, 00:35
      i niestety twoje problemy zdrowotne mają podłoże psychiczne.
      Przeczytaj książkę :Dlaczego on nie kocha, a ona za nim szaleje.
      To było tez o moim meżu.
      Jak przeczytasz, to idź do psychologa po pomoc.
    • szalona_mela Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! 23.08.03, 15:34
      Ja o mało za takiego nie wyszłam.... I choćgo kochałam, to chyba nie mogłaby,
      spędzićreszty życia u boku faceta, który twierdzi, że mnie kocha, ale nigdy
      nie powie błahego zdania "kochanie, ślicznie wyglądasz; cośCięsmuci? opowiedz
      mi o tym". Prosiłam go by chociaż spróbował, ale nic z tego. Dlatego się z nim
      rozstałam. Nie żałuję... Dziśjestem szczęśliwa u boku faceta, który chce
      zrozumieć moje uczucia...
      WspółczujęCi bardzo. Ale nie ma rady- może psycholog będzie w stanie Wam
      pomóc, tylko, że Twój mąż też musi się do niego wybrać... A to zapewne będzie
      dość skąplikowane. Szkoda, że nie odeszłaś zanim za niego wyszłaś... Ten
      związek jest chyba dość destrukcyjny dla Ciebie...

      Pozdrawiam, mam nadzieję, że stanie się cud, a Twój facet nagle się zmieni...
    • melitele Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! 23.08.03, 15:42
      Męża jux nie zmienisz, nie ma się co oszukiwać. myślę, że powinnaś
      więcej bywać wśród ludzi, wśród przyjaciół. A może jakiś fajny
      adorator się trafi? Nic tak dobrze nie robi na wiarę w siebie, jak taki
      satelita, co to i zapyta o samopoczucie, i bluzeczkę pochwali...
    • zalotnica Re:" podziwiam"... 23.08.03, 15:50
      Gość portalu: uska napisał(a):

      > Jesteśmy małżeństwem ponad 15 lat. Od początku mąż nie znosił rozmów
      > dotyczących zachowań ludzkich, psychiki itd. ...
      > Kochałam go i nadal bardzo kocham...
      > U nas w domu jest wszystko OK tylko wtedy, gdy nie ośmielę się zwrócić mężowi
      > na cokolwiek uwagę, gdy go chwalę itp. Nie mam prawa źle się czuć, jestm
      > poważnie chora i czasem bardzo cierpię ale boję się o tym wspomnieć bo wiem,
      > że popatrzy wzrokiem zniecierpliwionym i się nie odezwie, albo szybko zmieni
      > temat! Smutno mi. USKA


      Czy "milosc" moze byc az tak slepa ...?

      • mamosz Re:' podziwiam'... 24.08.03, 17:17

        Sorry,ale dla mnie to typowy toksyczny zwiazek z facetem majacym problemy
        emocjonalne.Pomyśl co będzie jak dzieci odejdą z domu,a ty zostaniesz z nim zam
        na sam,Współczuję.Trudno coś radzić bo facet wydaje sie niereformowalny.
    • Gość: loko Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.08.03, 15:52
      Jesteś typową kretynką. Po kiego za niego wychodziłaś? Dla pieniędzy? Nikt inny
      cię nie chciał?
      • szalona_mela Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! 24.08.03, 14:35
        Hej to nie fair... Czasem aż do ślubu nie można poznać dokładnie partnera.
        Dziewczyna nie miała szczęścia, to fakt, ale nie trzeba jej obrażać...
        Przecież zapytała nas o radę. Chyba nie oczekiwała takich niemiłych słów.
        Szkoda kobiety, bo kiedyś wkońcu miłość zacznie znikać z takiego związaku...no
        przynajmniej z jej strony, bo on to chyba wogóle nie kocha, skoro taki jest.
      • hal9000 Czyżbyś to ty loko był mężem USKI? 24.08.03, 23:28
        Gość portalu: loko napisał(a):

        > Jesteś typową kretynką. Po kiego za niego wychodziłaś? Dla pieniędzy?
        > Nikt inny cię nie chciał?

        Twoje odzywki pasują jak ulał do tego co opisywała UŚKA... :)))))
    • Gość: smutna Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.dip.t-dialin.net 24.08.03, 16:52
      Gość portalu: uska napisał(a):

      > Jesteśmy małżeństwem ponad 15 lat. Od początku mąż nie znosił rozmów
      > dotyczących zachowań ludzkich, psychiki itd. Gdy czasami było mi smutno,
      > czułam, że jestem "w dołku" prosiłam, aby mi pomógł. Chciałam porozmawiać o
      > tym co czuję, co mnie gnębi. Nie było mowy. Miał stałą odpowiedź: masz
      > problemy ze swoją psychiką to idź do psychiatry. Powtarzał to ilekroć
      > kierowałam rozmowę na tematy nie związane ze sprawami materialnymi. W końcu
      > było tak źle, że przez jakiś czas czułam się nikim. Byłam potwornie
      > zakompleksiona, wierzyłam nawet, że wymagam faktycznie leczenia
      > psychiatrycznego - skoro ciągle mnie o tym przekonywał. Niekiedy była w jego
      > oczach miłość a niekiedy pogarda i zniecierpliwienie. Nie znosił i nie znosi
      > słabości. Dla niego czarne to czarne a białe to białe. Nie ma kolorów
      > pośrednich nie ma doszukiwania się we wszystkim jakiejś głębi. To według
      > niego czyste zawracanie głowy. Myślę, że jest największym sztywniakiem
      > jakiego w życiu spotkałam. Oczywiście nie jest potworem i ma też wiele
      > zalet. Czuję, że mnie kocha i nasze dzieteczki. Ale jest tak bardzo
      > uzależniony od pewnych zasad, norm, które sam sobie narzucił. Nie potrafi
      > być swobodny, wyluzować się. Jest i był zawsze bardzo zasadniczy. Nie było
      > mowy nigdy o objęciu mnie w miejscu publicznym ani nawet o wypiciu kawy w
      > kawiarni. Pierwszy raz zgodził się tam iść po 10 latach! Miałam i mam
      > wrażenie że urodził się "40-latkiem" i takim pozostał. Nie miałam ojca i
      > potrzewbowałam właśnie kogoś tak poważnego. Kochałam go i nadal bardzo
      > kocham, ale niekiedy pewne zachowania są nie do zniesienia. Gdy proszę, aby
      > ze mną porozmawiał, po paru minutach przestaje mnie słuchać. Dziś poprosiłam
      > męża, aby nie krytykował mnie tak bezustannie (kilka razy dziennie słyszę
      > uwagi typu: nieciekawie wyglądasz w tej bluzce, uczesz włosy, zmęczona
      > jesteś-tak blado wyglądasz... ; nie ma pochwał albo jest ich bardzo
      > niewiele - zwróciły na to uwagę także moje dzieci!) Więc, gdy powiedziałam
      > dziś, że naprawdę jest mi przykro, z powodu tych nieustannych krytycznych
      > słów pod moim adresem - dowiedziałam się, że to dewiacja z mojej strony i że
      > powinnam z tym walczyć. I jak tu przekonać kogoś, kogo się kocha, że
      > chciałoby się czasem usłyszeć coś miłego.... Czy macie jakiś pomysł? U
      > nas w domu jest wszystko OK tylko wtedy, gdy nie ośmielę się zwrócić mężowi
      > na cokolwiek uwagę, gdy go chwalę itp. Nie mam prawa źle się czuć, jestm
      > poważnie chora i czasem bardzo cierpię ale boję się o tym wspomnieć bo wiem,
      > że popatrzy wzrokiem zniecierpliwionym i się nie odezwie, albo szybko zmieni
      > temat! Smutno mi. USKA

      Usko !!
      Czytam i az poskakuje na stolku !! Dokladnie jakbys opisywala mojego partnera,
      z ktorym jestem od 3 lat i zyjemy pod jednym dachem. Nie pamietam kiedy mnie
      pochwalil, natomiast krytykuje regularnie. A jak cos zrobie nie tak powie "no,
      wiedzialem, to bylo do przewidzenia", wczoraj wlasnie mu powiedzialam, ze jest
      czlowiekiem technicznym a ja dusza asrtystyczna, ze ja lubie dlugie nocne
      dyskusje o zyciu, uczuciach, o wszystkim a on nie widzi powodu rozwazania nad
      czyms takim. Jest materialista, czlowiek rzeczowy, konkretny. Myslalam na
      poczatku, ze to dobrze, ze sie bedziemy uzupelniac. Ale po woli czuje ze sie
      spalam, ze szukam w innych ludziach tego czego nie daje mi on. bliskosci,
      cieplych gestow, glebszego porozumienia. Poza tym czuje, ze nie jestem juz
      soba. Ze zawsze jest tak po jego stronie. On jest madry i stapa twardo po
      ziemi, wiec on ma monopol na prawde. Moje przekonywanie nie dociera. Tez
      wychowalam sie bez ojca i w kiepskiej rodzinie, a on nade mna sie roztkliwial,
      opiekowal, tyle tylko, ze ta opieka przerodzila sie w jakies zdominowanie mnie.
      Teraz tkwie w tym zwiazku, mam dach nad glowa, opieke, wiernego partnera a
      jednoczesnie czuje, ze sie nie spelnie w zyciu, ze robie wszystko pod jego
      katem. Nie moge zostawic za dlugo naczyc w zlewie bo jestem balaganiara, jak
      posprzatam mieszkanie nie uslysze, ze jestem kochana, ale uslysze "o tak
      powinno wygladac u nas codziennie". A ja bym chciala aby wracajac do domu obial
      mnie, abysmy troche razem usiedli, przytulili sie i porozmawiali o naszym
      samopoczuciu, jak minal dzien. Nie raz probowalam, ale jego odpowiedzi to
      zwykle "a jak mialo byc, normalnie, to co zwykle". To ja mam dusze artystki, ze
      opiewam kwiaty w doniczce i rozkoszuje sie dniem, noca, smacznym posilkiem,
      ladna muzyka. On tego nigdy nie zrozumie, ale za to ma sporo innych zalet. I
      boje sie samotnosci, tego, ze nie trafi mi sie w przyszlosci ktos wierny i
      odpowiedzialny, bo obserwuje ten swiat, mezczyzn, jacy sa wyrachowani,
      erotomani, jak zdradzaja, albo sa niezaradnymi mamisynkami, tak wiec tkwie w
      tym zwiazku, wmawiam sobie, ze lepsze to niz byc na starosc samej. Jednoczesnie
      marzy mi sie po cichu ktos o pokrewnej duszy, ktory by mnie akceptowala taka
      jaka jestem, nie wazne czy nakrusze jedzac kanapke czy zostawie szklanki w
      zlewie, ktory pozwolilby mi spelniac moje marzenia a nie ograniczal. Na razie
      to tylko marzenia a czas pokaze co bedzie dalej..
      • Gość: smutna USKO !! IP: *.dip.t-dialin.net 24.08.03, 17:08
        jeszcze chcialam dodac, ze trzymam kciuki i nie wypal sie do konca ! moze jakos
        wypelnisz te luki budujac nowe przyjazni czy majac nowe cele, hobby. Wiem, ze
        to nie to, ale zawsze jakies to wypelnienie. Wiem, bo sama tak sie oszukuje.
        Duchem jestem z Toba i zycze wszystkiego naj naj !! Jak bedziesz potrzebowala,
        pisz do mnie: kodak1@tlen.pl
        • moniorek1 Re: USKO !! 24.08.03, 17:53
          Obydwie panicznie boicie sie zycia,i dlatego ono wyglada jak wyglada.Takim jak
          wy nie mozna poradzic bo uczepilyscie sie jednego balwana i bedziecie sobie do
          konca zycia wmawiac ,ze na nic lepszego was nie stac.
          • Gość: Teresa do uski i smutnej IP: *.devs.ac-net.pl 24.08.03, 21:24
            niestety duzo w tym racji;
            ja jednak jestem przekonana, ze lepiej juz byc 'samotna', kiedy jest sie
            rzeczywiscie samemu, niz 'samotna w zwiazku', bo to duzo gorszy rodzaj
            samotnosci, poza tym bedac uwiklana w taki beznadziejny zwiazek mozna przeoczyc
            prawdziwa milosc- te swoja druga polowe.
            Nie marnujcie zycia, tylko zdobadzcie sie na odwage, by zaczac zyc!
            Nawet jesli przez jakis czas w pojedynke, to przynajmniej z godnoscia i
            poczuciem wlasnej wartosci
            Pozdrawiam, wiem, ze nie jest latwo, ale czy latwo jest zyc w takiej atmosferze
            z tak niezaspokojonymi podstawowymi potrzebami ?
      • oralhella [...] 25.08.03, 01:28
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • Gość: .................. Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.dialup.sprint-canada.net 25.08.03, 04:30
          Mnie tez takie doradzania, tresci zostaw go, lepiej byc samej niz
          z nim, poprostu dziwia. Jak mozna komus cos podobnego doradzac?
          Raczej robi to osoba, ktora nie ma, albo ma minimum szacunku do
          autorki tego watku. Przeciez dziewczyna nie jest glupia i nie pyta
          tutaj czy ma zostawic swojego chlopa czy nie, lecz pyta zupelnie o
          cos innego. Nikt nie jest doskonalym. Zmieniac mezczyzn zawsze mozna,
          podobnie jak i dla drugiej strony -kobiety. Ten obecny np. nie
          pochwali, ale ten nastepny moze akurat bedzie wychwalal, ale chleba
          do domu nie zawsze bedzie w stanie wystarczajaco przyniesc. I co jest
          (czy bedzie) lepsze? Tu chodzi o to, zeby wytworzyc "sily" w
          malzenstwie, ktore mialyby wplyw na chlopa, poprzez ktore sam
          dobrowolnie chcialby sie zmienic dla niej na lepsze i byc naprawde
          kochanym mezulkiem. To wlasnie powinno jakos dotrzec do jego glowy,
          tzw. zrozumienie jej. Jezeli ktoras zna wlasciwe kroki by te jego
          wade naprawic, niech doradzi dziewczynie. Pisanie o pozostawieniu go,
          wydaje sie zbedne. Czasem mysle, ze takie rady moga wyjsc wlasnie
          od samotnej kobiety, ktora byc moze taka pomylke (a moze niepomylke)
          zrobila, i chce ja "sprzedac" dla innych. Samotnych jest wiele kobiet.
          Nie kazdej samotnosc jednak pasuje. Lesbijka zazwyczaj tez podobna
          rade udzieli, bo wg. niej kobieta z chlopem to tragedia.
          • natayama Re: Uska, 25.08.03, 06:01
            az musialam sie uszczypnac czytajac twoj post. Toz ten twoj slubny to
            zwierciadlane odbicie mojego .... bylego. Ten sam oziebly charakter,
            sztywnosc, kompletny brak empatii dla osob nawet najblizszych. Slowem
            NIEDOROZWOJ EMOCJONALNY!!!

            Ty masz problem ale on ma jeszcze wiekszy - swego rodzaju ubostwo psychiczne,
            emocjonalny potwor. On NIGDY sie do tego nie przyzna bo on tego braku nie
            rejestruje. W jego przekonaniu on jest jak najbardziej normalny. Nie licz na
            zmiane!!!!

            Mojego nic nie zmienilo, nawet wspolne sesje w gabinecie psychologicznym.
            Wedle niego CI WSZYSCY PSYCHOLODZY I PSYCHIATRZY TO BANDA WYDRWIGROSZY... to
            tylko jeden z jego komentarzy. On przeciez nie mial problemu....
            Co moje to i jego , co jego to nie dotykaj. Moi znajomi to dorobkiewicze,
            banda kmiotkow itd., - co oczywiscie nie bylo prawda ale z drugiej strony nie
            przeszkadzalo mu by bawic sie za ich ciezko zapracowane pieniadze.

            Jak wygladala moja podroz na "druga strone"? Zaczelelo sie od milosci potem
            nastapila stopniowa degradacja ktora przyniosla zwatpienie w siebie i depresje.
            Uwierzylam w pewnym momencie, ze z moja glowa jest cos nie tak i poszlam do
            psychologa. Chcial czy nie chcial, slubny tez musial sie stawic, zaczely sie
            rozmowy i pranie brudow. Czy cos to przynioslo? NIC jesli chodzi o niego. Dla
            mnie natomiast staly sie przebudzeniem z letargu. W pewnym momencie zawzielam
            sie w sobie i calkowicie zmienilam postepowanie i wyglad.

            Obcielam wlosy na krociutko i zmienilam kolor, zaczelam ubierac sie w to co JA
            UWAZALAM za stosowne. Jakby nie bylo pracowalam i zarabialam na siebie i
            niego - moje dochody byly wieksze niz jego.
            Calkowicie zaniechalam robienia czegokolwiek dla mojego 'pana i wladcy'. Po
            tygodniu zauwazyl, ze nie mial czystych majtek ani skarpetek... ha, ha, ha.
            Nie wspomne o przygotowywaniu obiadkow - polecilam mu jego matke.
            Chcial zrobic awanture to ja wyszlam i wrocilam po trzech dniach jak go nie
            bylo w mieszkaniu. Spakowalem jego manele i wystawilam na klatke schodowa.
            Przez moment nawet nosilam sie z zamiarem ich podpalenia na smietniku ale mi
            odradzono - niszczenie czyjegos mienia, czy cos takiego. Sasiad pomogl mi
            zmienic zamek.

            Rozwod byl slodki. Po dwoch latach spotkalam rozwodnika, ktory jest zupelnym
            przeciwienstwem mojego bylego. Jestesmy juz 15 lat w szczesliwym zwiazku.






          • Gość: Teresa Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.devs.ac-net.pl 25.08.03, 11:30
            Gosciu, to ty bredzisz. Zwiazek dwojga ludzi ma byc przede wszystkim wspolnota
            psychiczna, emocjonalna - jedno nastawione na drugie, na dawanie i to wlasnie
            uczuciowe. Ten facet nie kocha, ignoruje jej potrzeby, albo w najlepszym razie
            ich nie dostrzega. Nie o to w malzenstwie/zwiazku chodzi. To ma byc z zalozenia
            bezpieczne miejsce, moze jedyne przyjazne, gdzie bedziemy sie czuc dobrze.
            On nie chce wspolpracowac, nie chce sie zmienic, a ona najwyrazniej juz tego
            nie moze zniesc
    • pulcheriaa Podstawa to chronić siebie. 25.08.03, 08:48
      Był kiedyś taki artykuł w Twoim Stylu pt "Zyje z potworem" czy coś takiego.
      Opisywano tam sytuację taka jak Twoja. Diagnoza była nastepująca : wiać, jak
      się może albo zmienić nastawienie do samej siebie. W takim związku przede
      wszystkim należy chronić własne zdrowie psychiczne, a nie próbować zmienić
      zachowanie partnera. Trzeba odbudować poczucie własnej wartości, żeby w
      odpowiednim momencie powiedzieć sobie : to nie prawda, co On mówi, wcale nie
      jestem taka żałosna i beznadziejna. Inaczej pogłębiająca się frustracja i
      poczucie krzywdy na dobre odbiorą chęć życia. Partner często jest typowym
      przykładem kogoś, kogo w dzieciństwie poddawano surowemu, bezuczuciowemu (bez
      czułości, pochwał) wychowaniu i teraz wdraża podobne zasady. Podłożem takiego
      zachowania nierzadko są kompleksy i chęć odwetu za własne niepowodzenia.
      Rodzina jest najbliżej, a żone zawsze "można" skrytykować.
      Moim zdaniem powinnaś uwierzyć w siebie. To bardzo trudne, ale uda Ci się.
      Znajdź przede wszystkim czas dla siebie. I wiedz, że mąż nie ma racji. To on
      powinien iść do psychiatry, bo jest ułomny emocjonalnie, choć pewnie według
      niego "nie jest mazgajem i jest twardy"..

      Powodzenia!
    • basia_niechcic Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! 25.08.03, 08:52
      mysle, ze popelnilas duzy blad zwierzajac sie ze swoich bardzo osobistych
      problemow na forum publicznym. Odpowiedz sobie na pytanie czy w swiecie
      niewirtualnym powierzylabys swoje, tak intymne, przezycia osobom o psychice
      agresywnego, debilnego 15-latka? Tutaj wlasnie az roi sie od tego typu postaci,
      nie potrafiacych uporac sie ze swoimi problemami i przelewajacych
      frustracje,lek,agresje na inne osoby. Pisze o tym dlatego, bo wiem, ze po
      przeczytaniu co niektorych postow nie czujesz sie najlepiej.
      Co do meritum sprawy; no coz informacji jest nie za wiele, zeby w miare
      obiektywnie ocenic cala sytuacje. na pewno nie opisalas sytuacji obiektywnie,co
      nie jest jednoznaczne z faktem, ze Ty wlasnie tak, a nie inaczej ja
      spostrzegasz. Ale sprobuj zastanowic sie nad swoja samoocena, z ktora, jak sie
      domyslam, miewasz problemy. Jesli zgodzisz sie ze mna, to zastanow sie co jest
      zrodlem niskiej samooceny, byc moze Twoja sytuacja z dziecinstwa?? Jesli
      dojdziesz do zrodla problemu, to potem automatycznie zaczniesz pracowac nad jej
      zmiana. Przeciez, zeby czuc sie ze soba dobrze, nie potrzebujesz stalego
      potwierdzania swojej atrakcyjnosci w oczach meza. Sam fakt, ze jest z Toba od
      15 lat mowi za siebie, to wlasnie Ciebie wybral sposrod wielu i to jest
      najlepszy dowod, na to,ze dla niego jestes atrakcyjna kobieta. Pomysl tez czy
      Twoje oczekiwania wobec partnera, zeby adorowal Cie jak w okresie
      narzeczenstwa, sa zgola nierealne. Malzenstwo monogamiczne rzadzi sie swoimi
      prawami, czy chcemy tego czy tez nie. na pewno Ty, i Twoj maz, jestescie teraz
      ludzmi znacznie bardziej dojrzalymi, odpowiedzialnymi, z zupelnie innym
      spojrzeniem na swiat, niz w beztroskim okresie narzeczenstwa. Na pewno zdajesz
      sobie z tego sprawe, ze od czasu do czasu w dlugoletnim zwiazku maja miejsce
      kryzysy, i pewnie taki teraz przezywacie (moze na skutek pogorszenia sie
      sytuacji ekon, moze na skutek jakiegos problemu z dziecmi??), a wtedy nasza
      percepcja rzeczy wyczula sie, ostrzej reagujemy na tolerowane do tej pory
      niedoskonalosci partnera. Najwazniejsze, co chcialabym Ci przekazac, to to, ze
      Ty w zyciu znalazlas swoj cel, to Twoja rodzina, i walka o jej dobro na pewno
      daje Ci caly zasob sil, musisz jedynie zdac sobie z tego sprawe. A przeciez nie
      walczysz sama, masz w tym boju jedynego i wiernego sojusznika, wlasnie Twojego
      Meza.
      Ja szczerze doradzalabym Ci terapie, najlepiej pary. Z roznych watkow na tym
      Forum GW b. wysoko cenie sobie posty "seksuologa", wrzuc go na wyszukiwarke i
      napisz o swoim problemie na priva, na pewno profesjonalnie wskaze Ci jakies
      rozwiazanie.
      Bardzo cieplo pozdrawiam, i nie pisz nic, bowiem mam zasade, ze nie zagladam
      juz do watkow, w ktorych wyrazilam opinie, bo nie mam najmniejszej potrzeby
      tracic czasu na czytanie sadystycznych i przyglupiastych polemik.
    • Gość: Anton Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.acn.waw.pl 25.08.03, 10:40
      "jest tak bardzo uzależniony od pewnych zasad, norm, które sam sobie narzucił.
      Nie potrafi być swobodny, wyluzować się. Jest i był zawsze bardzo zasadniczy."

      Wygląda na to, że (w dzieciństwie?) uznał, że taki styl życia jest słuszny, a
      ujawnianie, albo nawet samo przeżywanie uczuć jest mazgajstwem. Przypuszczam,
      że ma wielką energię życiową i dość dużą inteligencję: inteligencja pozwala mu
      rozpoznać zawiązki uczuć, a energia - stłumić najwcześniejsze ich objawy. To
      się da wyleczyć, ale problem w tym, że zapewne on myśli, że to co robi jest
      dobre.

      Czy on ma jakieś tiki nerwowe?

      Czy on jeździ na urlopy? Z Tobą? Takie zwykłe wakacje, w czasie których nic nie
      robisz tylko spokojnie próżnujesz?
      • Gość: pulcheriaa Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.szczecin.pl 25.08.03, 11:45
        > Wygląda na to, że (w dzieciństwie?) uznał, że taki styl życia jest słuszny, a
        > ujawnianie, albo nawet samo przeżywanie uczuć jest mazgajstwem.(...) To
        > się da wyleczyć, ale problem w tym, że zapewne on myśli, że to co robi jest
        > dobre.

        Zgadzam się z Toba, ale znasz jakąś receptę? Zmienić jego zasady nie wywracając
        całego porządku swiata, który sobie ustalił? Zwłaszcza, że nie widzi nic złego
        w swoim postepowaniu. Pytam serio.
        • Gość: Anton Re: nieustanna KRYTYKA ze strony męża! IP: *.acn.waw.pl 25.08.03, 12:22
          Gość portalu: pulcheriaa napisał(a):

          > Zgadzam się z Toba, ale znasz jakąś receptę? Zmienić jego zasady nie
          > wywracając całego porządku swiata, który sobie ustalił?

          Widzisz, nie jestem psychiatrą/psychologiem zawodowcem, a tu - może się okazać -
          taki jest potrzebny. Tego się nie da zdiagnozować na odległość, ale wygląda to
          jak jakaś represja, czyli stłumienie uczuć - w tym wypadku raczej energią niż
          lękiem. To się da robić jakiś czas, potem człowieka od środka rozsadza i
          świruje. Recepty nie znam, ale pewnie dobrze by mu zrobiła sytuacja, w której
          ta jego energia jest osłabiona i nie może panować nad emocjami. Dobrze też by
          mu zrobiła rozmowa z mądrym człowiekiem, najlepiej zawodowym terapeutą
          (rozumiem, że nie jest czymś takim zainteresowany). Może podstępem -
          powiedzieć "Ja wariuję, zaprowadź mnie do psychiatry, koniecznie musisz być ze
          mną bo moje wariactwo to nasz wspólny problem". Zresztą, jak znam życie, nie
          będzie to dalekie od prawdy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka