panileonowa
24.03.08, 13:57
sptykam się z gościem, który generlanie ma zasadę, że nie płaci za
kobietę (wprost mi powiedział, że nienawidzi jak się faceci dają
wykorzystywać i sponsorują laski). W pełni się zgadzam z tym, że
sama idea samodzielności i liczenia wyłacznie na siebie jest dobra,
aczkolwiek z drugiej strony nie sądzę by zapłacenie za kino czy lody
raz w tygodniu powinno stanowić jakikolwiek problem - nikt od tego
nie zbankrutował. Tak czy owak, ma facet zasady i nic mi do nich.
Pogodziłam się z nimi. Pieniądze mam, pracę mam, więc mogę bez
problemu płacić za siebie. Dodam, że znamy się prawie dwa miesiące,
znajmość ciągle raczkuje, nie ma obściskiwania się i takich tam,
choć czasem mnie obejmie, ale bardzo grzecznie. I teraz do sedna
sprawy: złożyłam w pracy wypowiedzenie, mam bardzo ciężki egzamin
przed sobą i potrzebuję czasu na naukę. Konkretnie 4 miesiące. I
kasy nie będzie. Na ostatnim spotkaniu facet puścił mowę o tym, jak
to gardzi gościami, którzy płaca za laski. I właśnie do mnie to
dociera: jak będę chciała z nim wyjśc do kina, to będę musiała chyba
prosić tatusia o 30 zł, bo idę na "randkę". Co wy na to? Zastanawiam
się czy może nie poruszyć z nim tego tematu i wprost nie zapytać jak
on to widzi. Ale to by było najbardziej poniżające doświadczenie
mojego zycia (prosić faceta żeby nie skąpił na kino). Już sam fakt,
że on tego nie lubi i nie robi odbiera mi wszelką ochotę na jedzenie
lodów na jego koszt, jeszcze by mi w gardle stanęły, tak bym się
stresowała, że cała randka byłaby wielkim koszmarem.. jest też inne
wyjście - przestanę chodzić do fyzjera, nie kupię sobie letnich
butów , a na rankach będę za siebie płacić ;) normalnie załamka. Co
wy na to? Gadać z nim teraz? czekać do czasu gdy już będzie jasne,
że kasy na koncie nie ma i że na kolejne kino nie starczy? Czy może
zmusić tatusia, żeby swojej 26-letniej córce sponsorował randki? ;)