sabriel Re: podziwiam zdradzone .... 04.07.08, 17:32 Nie podziwiam, bo niby za co? Za to,że robią dobrą minę do złej gry, oszukują nie tylko otoczenie ale i siebie? Odpowiedz Link Zgłoś
midorina Z autopsji 04.07.08, 19:11 Ja jestem zdradzoną i zdradzającą. Niestety, zaczęłam ja, przez półtora roku oszukiwałam mojego męża, miałam (bardzo intensywnie) inną "miłość" na boku (gdy teraz o tym myślę, wprost nie wierzę, jak mogłam być tak głupia i tak podła). Gdy mąż dowiedział się o tym, zaczął walczyć o mnie, nawet spotykał się z tym trzecim, żeby mnie zostawił, w ogóle był super. Niestety, ja tego nie doceniłam (teraz wiem, że zamiast starań powinno się mnie było palnąć w ten głupi łeb - oczywiście w przenośni), bo, jak mi się zdawało wtedy, "odkochałam się" w mężu całkowicie i chciałam tylko tego nowego faceta. Po paru miesiącach zapały męża osłabły - jak się okazało, nie bez przyczyny - jako człowiek w nieszczęściu stanowił łatwy kąsek i też znalazł sobie kochankę. Myślałby ktoś - sprawa się rozwiązała - ja mam kogoś, on ma kogoś, sprawa prosta. Niestety, prosta jest tylko dla ludzi zupełnie bez odpowiedzialności za rodzinę. Tak, my, na szczęście (oczywiście po bardzo wielu walkach i perturbacjach) oprzytomnieliśmy i zostaliśmy razem ze względu na dzieci. Ale nie, jak to się wielu osobom wydaje, żeby udawać, ale naprawdę żeby było tak, jak dawniej, tzn w prawdziwej miłości wspólnie (często się słyszy, jakoby jedyną alternatywą było albo rozstanie, albo "życie w obłudzie"). Postanowiliśmy pracować nad naszym małżeństwem, robić to, co powinniśmy robić wcześniej, skorzystaliśmy z terapii, wspólnego wyjazdu etc. I to chociaż na początku "strasznie" byliśmy zakochani w tych trzecich i razem byliśmy tylko "z rozsądku". Powoli, stopniowo, nasza miłość odżyła i odżywa nadal. Kosztuje nas to wiele wysiłku, ale warto. Jesteśmy w trakcie tej drogi, ale staramy się i już nigdy, nigdy nie chcemy dopuścić do sytuacji, gdy nasze małżeństwo przez naszą głupotę i lenistwo będzie znowu zagrożone. Dlatego chcę powiedzieć wszystkim zdradzonym żonom i mężom - tak, zostańcie, wytrwajcie, nie rezygnujcie. Ale nie po to, by, jak sugerują niektórzy, żyć w udawaniu i kłamstwie, tylko właśnie dla dobra dzieci i swojego ODNAWIAJCIE Waszą miłość. W prawdziwy, cierpliwy sposób odbudowujcie Wasze małżeństwo. Powodzenia na tej drodze życzę Wam i sobie. midorina Odpowiedz Link Zgłoś
bszalacha Re: podziwiam zdradzone .... 05.07.08, 21:04 Smuci mnie twoja potrzeba "zobaczenia na własne oczy"jak bardzo jest nieraz trudno.Jestem jedną z tych zdradzonych kobiet,które nagle stały sie centrum zainteresowania podobnych hien. Hieny mają wielką potrzebę załatwić swoje problemy poprzez oglądanie cierpienia innych.Gdy nie ma możliwości skorzystania z usług,rozlatują się na kawałki.Dopiero wtedy świat normalnieje i można sobie pozwolić na otwartość. Odpowiedz Link Zgłoś
vapi70 Re: podziwiam zdradzone .... 05.07.08, 23:49 Witam, chcialam sie wypowiedziec na poruszony temat, znam osobiscie kobiete ktora jest zdradzana zona... nie raz nie dwa, a kilka razy...dowiedzialam sie od niej w zeszlym roku o tym co wyrabial jej maz przez wiele lat,ogolnie bylam w szku i nie dlatego ze maz ja zdradzal tylko tym ze Ona nic nie zrobila przez te lata zeby uniknac dalszych jego zdrad.Wiem napewno co trzymalo ja przy nim: napewno dzieci i zapewnienie im dobrego zycia,ale jest tez druga strona,kto by ja utrzymal, kupowal drogie prezenty, zapewnial bardzo wysoka stope zyciowa, samochod , wycieczki zagraniczne, zakupy w drogich sklepach, pelne konto,super dom.....ale czy ona potrafila dac mu milosc,czulosc, cieplo,dlaczego zaczal uciekac w ramiona kochanki , jednej czy drugiej?? takie postepowanie mezczyzny nie bierze sie znikad, zawsze musi byc przyczyna.Nie umialam jej wspolczuc,bo widzialam przez lata jak sie zachowywali, Ona udawala cudowna zone, on wspanialego meza...a w srodku byl wielki problem, ktorego dorosli ludzie nie umieli rozwiazac...czysty egozim obojga,On ma kochanki Ona dobre zycie. I kto jest winien? zona bo nie daje mezowi tego co powinna,maz bo szuka milosci u innej kobiety, kochanka bo umie podarowac mezczyznie to co nie da zona.... Ogolnie nie mam zdania, ale .....nie pozwolilabym sie zdradzic, czulabym sie niepelnowartosciowa kobieta, ktora nie potrafi przy sobie zatrzymnac mezczyzny,a na tym polega sztuka zeby od dnia slubu byc zona i kochanka,zawsze piekna , namietna i czula. Tak na marginesie, jestem po slubie kilkanascie lat i mezczyzna ktorego poslubilam jest dla mnie najwazniejszy, chociaz mysle ze bardzo go lubie, cenie i szanuje, a milosc hmmm dawne lata.. Odpowiedz Link Zgłoś
mi.ka.n Re: podziwiam zdradzone .... 06.07.08, 11:35 Vapi daj ci Boże tak odwzajemnionej miłosci nie kilkanascie lat ale aż do smierci.Historia znajomej którą nam opowiedziałas dla mnie jest jakaś dziwna.Wynika to chyba z sytuacji że oboje są egoistami i potrafą udawać.Zaintrygowalo mnie też to,ze ty nie dałabys się zdradzić.Ja tez myslałam,ze mnie to nigdy nie spotka.Byliśmy najnormalniejszym małżenstwem,nikt od nikogo niezależny bo wykonywalismy te same zawody.Starałam sie byc dobrą żona ,matką,kochankąi pełnić reszte domowych obowiązków ,Bylam dośc energiczna i wszystkiemu podołałam.Aha tylko mielismy różne charaktery.Mąż typowy egoista ja altruistka.I to chyba zaważylo,że po prawie 30 latach małżeństwa pierwsza nadarzajaca sie okazja w sanatorium do ktorego mąż pojechał skusiła go.Jaki mogłam mieć na to wpływ? z dala od domu i kusząca kur(w)acjuszka,która zamiast myślec o leczeniu myślała o złapaniu chłopa na sex.Reszte masz w mojej historii. Odpowiedz Link Zgłoś
guido_contini Re: podziwiam zdradzone .... 06.07.08, 23:28 Coz to za melodramat? Zdradzane zony. Przeciez to dziala w obie strony. Sa tez zdradzani mezowie. Nalezy zapytac sie wlasciwie co jest przyczyna takich a nie innych postepowan. Wedlug mnie zwiazek dwojga ludzi to partnerstwo, a nie uzaleznienie niewolnicze. Religijne nakazy jak i wstecznotradycjonale spojrzenie na malzenstwo, plus nieudalone panstwo powoduje ze kobieta w Polsce spostrzegana jest w roli cierpiacej ofiary niewyzytego seksualnie faceta. Wydaje mi sie tez, ze to wlasnie kobiety uzywaja seksu jako broni na zdobycie partnera, a kto jaka bronia wojuje od takiej broni ginie. Na pewno jest to generalizowanie problemu z mojej strony i wcale nie musis dotyczyc osob, ktore zabieraly tutaj glos. Odpowiedz Link Zgłoś
ksk77 nie milczę, nie wyrabiam................... 07.07.08, 00:41 nie milczę bo dla mnie to za duży cios,jak 1 raz się dowiedziałam w ciągu 2 dni wylądowałam na silnych prochach (zdradzal już z 8 miesięcy,dziecko miało ponad rok,jak się o tym dowiedziałam,zaczął jak miało 5-6 mcy...).i nie wytrzymałam......po kilku miesiącach odstawilam,wzięlam sie za siebie raz z nim raz bez teraz jestem na skraju wyczerpania psychicznego-w życiu bym nie pomyślała,ze zgodzę się na toś takiego! to co czuję i jak się czuję jest nie do opisania......jestem wykańczana psychicznie codziennie ,zgadzałam się,ufałam,wierzyłam,nie wytrzymam już dłużej nawet dla małego dziecka-teraz ma 4,5 roku,bo będzie to kosztem nie tylko dziecka ale i mnie. odbiło się to na mnie psychicznie i fizycznie w strasznym stopniu tak,to na moje własne życzenie.......... teraz już dość,po 2 zdradach po 4 miesiące i jednej rocznej! na zmianę ze mną,po pół roku prób- wysiadłam.musze przeżyć jeszcze kilka dni jego łażenia za mną ,gadania non stop,wszędzie....gadania na mnie przy dziecku....nie jestem w stanie z nim być. pomijając juz różne cechy charakteru... chcę już być sama z dzieckiem, chcę żyć,nie wegetować,normalnie rano wstawać,wykonywac normalne obowiązki a nie uważać je za wielki wysiłek,chcę jeść,śmiac się ,nie chcę bólu serca,nie chcę krzyczącego zagubionego w chorym domu dziecka długo dawałam sobie wmówić,ze moja wina byla taka i taka,ze teraz skazuje dziecko na zycie bez ojca,jaka to nie jestem,DOŚĆ. to nie ja i to nie jest normalne......to niewyobrażalne:( a spacerki,sex,życie codzienne? wielkie G. nie umiem,nie zapomnę Odpowiedz Link Zgłoś
kora3 trzymaj się ... 07.07.08, 07:49 i przestań się ciągle obwiniać! Obwinialaś się za ejgo zdrady, teraz za to, ze usiłowalas mu wybaczyć - już dosc. Usiłowalas, bo tak chcialaś, tak myślałaś i już, a teraz zmieniłąś zdanie - masz prawo. Zbeirz się do kupy, zycie nei kończy sie na tym facecie. Boli, wiem. Boli jego zdrada, boli poczucie własnej godnosci, duma, stracone złudzenia, ale poboli i przestanie. Postaraj sie uregulowac sqwoje życie, najlepiej, zeby się wyprowadził. Nie dyskutuj z nim o tym wszystkim, to nic nie da, tylko Cie zdolujke. Zamknij ten rozdzial życia. Trzymaj się!!! A ja trzymam kciuki Odpowiedz Link Zgłoś
marouder.eu O matko! 07.07.08, 08:36 A ci, no zdradzani mezczyzni cierpiacy w milczeniu, a dzieci w roznym wielu, gdy znaja prawde? A tak w ogole to komu z nich co przyjdzie z twojego podziwu? Trenujesz zdradzona, czy zdradzanie? Odpowiedz Link Zgłoś
zezez do autorki 07.07.08, 19:26 Dobre małzeństwa nie rozpadają sie po tym, jak facet wydupczy jakąs panienkę. Żona w pysk powinna dać qrwiszonowi, który rozkładał nogi przed jej mężem. Zdrada ma dobroczynny wpływ na małzeństwo, bo skruszony mąż bardzo się stara, jest potulny , uległy, chojny, pracowity. Żona, która opisałaś ma klasę w przeciwieństwie do dupodajki. Odpowiedz Link Zgłoś
sabriel Re: do autorki 07.07.08, 21:20 W dobrych małżeństwach facet nie dupczy żadnej panienki, jest wierny. Jeśli komuś zdradzona żona powinna dać w pysk to jedynie mężowi, bo to on jest qu..szonem i się łajdaczy.W drugiej kolejności powinna wystawić takiemu panu walizki. Odpowiedz Link Zgłoś
aga7890 Re: do autorki 08.07.08, 21:09 Bo do tanga trzeba dwojga............................. Odpowiedz Link Zgłoś
anu-lla Re: do autorki 08.07.08, 21:44 w drugą strone tez mozna "Jak pies nie bedzie chcial to s.. nie da" paskudne i wulgarne jest to powiedzenie ale musialam je napisac. No ale najlepiej wine zwalic tylko na kobiete. A prawda jest taka, ze winni są OBOJE. i sobie to facet wbij do tej małej główeczki:) Odpowiedz Link Zgłoś
atlantis75 Nie ma czego podziwiać... 08.07.08, 20:22 ...tylko współczuć i uczyć się na cudzych błędach. Twoja znajoma tłumi w sobie bardzo silne uczucia - gniew, odrazę, upokorzenie, złość, żal, smutek, strach. Nic dobrego z tego nie wyniknie zarówno dla jej zdrowia psychicznego i fizycznego. Moze za jakiś czas wpadnie w depresję, albo się rozchoruje na serce. Emocje trzeba z siebie wyrzucić, trzeba się oczyścić, żeby przejść pzrez wszystkie etapy zdrady męża - najpierw jest niedowierzanie i wściekłość, potem upokorzenie i utrata własnej wartości, następnie smutek i strach. Gdzieś pomiędzy przecinkami w poprzednim zdaniu powinna znaleźć się rozmowa z mężem. Najpierw pewnie wykrzyczana, potem już spokojniej. Po przejściu tych etapów można podjąć decyzję o rozstaniu lub ratowaniu małżeństwa. Wyparcie zdrady bliskiej osoby, to jak zatrzymanie się w pół drogi. Niestety czas nie stoi w bmiejscu razem z Twoją znajomą, pewne toczą się nawet wtedy, gdy udajemy, ze nic złego się nie dzieje. Dlatego nie podziwiam takich kobiet. Same sobie szkodzą. Odpowiedz Link Zgłoś