Dodaj do ulubionych

Historia bez happy endu (?)

10.08.08, 14:40
Cóż, zacznijmy od tego, że po prostu muszę się wygadać. A może przy okazji przeczytam jaką sensowną radę, jakąś pocieszającą myśl?... Tak więc od początku.

Sprawy formalne: mam nieznacznie ponad 30 lat, jestem samotny, mieszkam w jednym z największych miast naszego pięknego kraju.

Poznałem ich jakieś 4 lata temu. Od pierwszej chwili wiedziałem, że to jest Ona, właśnie ta, na którą warto czekać całe życie. Niestety była z nim więc nie pozostało mi nic poza cichym wzdychaniem do Niej. Nie miałem intencji rozbijania tego, co było między nimi. Myślałem, że pewnie są szczęsliwi więc byłem dla nich obojga zwykłym kolegą. Nie podejmowałem żadnych prób.

Z czasem dowiedziałem się, że ich związek nie jest szczególnie udany a Ona czuje się zaniedbywana, niepotrzebna swojemu narzeczonemu. Po kilkunastu latach związku (byli ze sobą od czasów szkoły średniej!) nie było w nim niczego poza rutyną, przyzwyczajeniem i obowiązkami.

W miedzyczasie moja relacja z Nią bardzo się zacieśniła. O ile jego po prostu znałem (nawet nie byliśmy kolegami) to ja i Ona stworzyliśmy parę najlepszych przyjaciół.

W końcu ja powiedziałem Jej co do Niej czuję a Ona przyznała, że gdyby jego nie było...

Jednak po jakimś czasie, mimo, że on wciąż był, wszedłem w rolę "tego trzeciego". Oni wciąż byli ze sobą, mieszkali razem a ja... ja poświęcałem Jej każdą chwilę, której on Jej (nam) nie zabierał. Spotykaliśmy się na spacerach, rozmawialiśmy godzinami, przytulaliśmy się, itd... Ze mną spędzała więcej czasu niż z nim, nie mówiąc już o ilości rozmów. Podobno wcześniej nie doznała takiej bliskości, nie wiedziała jak kojące może być przytulić się do kogoś, kto naprawdę kocha i szanuje.

Prosiłem by go zostawiła. Na próżno - byłem "najważniejszy" a on "nic nie znaczył" ale nie była w stanie podjąć takiej decyzji. Bała się utraty przyjaciół, reakcji rodziców, nie umiała zrobić tego komuś, z kim była już ponad 10 lat. Całe dorosłe życie. Mówiła, że on o Nią nie dba ale Ją kocha i będzie cierpiał.

I tak to trwało. Byliśmy coraz bliżej ale bez szans na ten decydujący krok. W końcu doszło do sytuacji, gdy nasza bliskość była tak wielka, że trzeba było coś z tym zrobić. Ona to rozumiała - teraz trzeba było albo zerwać z nim, albo zabić naszą miłość. Wybrała oddalenie ode mnie i próbę naprawy wraku ich narzeczeństwa. "To nie twoja wina, moje uczucia się nie zmieniły ale nie umiem tak dłużej" - powiedziała. Złamała mi serce. Lepiej nie pisać jakie wtedy mnie nachodziły mysli - dość powiedzieć, że było ciężko.

Oddaliła się uczuciowo, zrezygnowała z jakichkolwiek oznak czułości, bliskości. Widziałem, że inwestuje uczucia w niego.

Ale wciąż się widywaliśmy, często i długo. Ale na stopie przyjacielskiej. Oczywiście starałem się przekonywać Ją, że to błąd, że po kilkunastu latach nie wykrzesze z niego czegoś, czego nigdy w nim nie było. Jednak była nieugięta - poza krótkimi chwilami słabości, gdy widziałem, że za krótkim, zdecydowanym i okrótnym "nie" kłebią się wątpliwości wydawała się twarda, zdecydowana i zdeterminowana do pozostania z nim na zawsze.

Czas mijał a Jej i jemu coraz mniej wychodziło staranie się i naprawianie związku. W końcu, w dramatycznych okolicznościach (chciałem zerwać całkowicie znajomość by nie cierpieć więcej - wpadła w panikę - "nie chcę być sama, z kim będę spędzać cały ten czas, kto będzie moim przyjacielem?") wróciliśmy do siebie. Znaczy Ona, ja i, niestety, wciąż on.

Znowu byliśmy blisko, bliżej niż poprzednio. Nie wiedziałem, że to możliwe ale tak było. I znowu prosiłem by go zostawiła. Znowu bez skutku. Tak jak wcześniej spędzaliśmy ze sobą całe dnie, których on nie mógł (po części nie mógł, po częsci nie chciał) Jej poświęcać.

W końcu osiągnęliśmy taką bliskość, jakiej, jak sądzę, w niejednym związku nigdy nie było i... kilka dni temu decyzja - "nie umiem tak żyć, to nie twoja wina, musimy to skończyć, najlepiej będzie gdy mnie znienawidzisz".

Tym razem Ona nie chce już mnie widywać, koniec z relacją przyjacielską, traktuje mnie chłodno, czasem z wrogością. Łudzę się, że to nie są jej prawdziwe uczucia bo nie można tak w ciągu 2 tygodni przejść od miłości do zupełnego chłodu.

Widzę, że on znowu się stara, Ona też. Jak kilka miesięcy wcześniej.

Wiem, że my mężczyźni jesteśmy tak głupi, że często nie zdajemy sobie sprawy a tego, że coś zepsuliśmy, że zrobilismy jakąś straszną rzecz, o którą kobieta ma do nas słuszną pretensję. Ale tym razem na pewno tak nie było. Nie stało się między nami nic takiego - po prostu w chwili największego szczęscia (jakiego mogliśmy dostąpić w sytuacji bycia w trójkącie a nie normalnie, "legalnie" we dwójkę) nastąpiło szybkie cięcie - "koniec, tak się nie da"...

Teraz cierpię, nie wiem co robić i co o tym myśleć. Nie mogę, tak jak poprzednio, być blisko Niej i próbować zmienić Jej decyzjęponieważ Ona (wiedząc, że to właśnie bym robił) mnie odpycha, ogranicza konatakty do "cześć, cześć".

Cóż, tracę wiarę w to, że istnieje coś takiego jak miłość. Skoro można mówić komuś, że jest jedyny a po tygodniu, bez powodu traktować go jak obcego lub wręcz wroga... :-(

Myślałem, że spotkało mnie szczęscie jakie trafia się jednemu człowiekowi na milion. I że potem będzie jeszcze bardziej wspaniale bo nie ma siły, która mogłaby pokonać taką miłość, że na pewno będziemy kiedyś razem... Dziś z myśli o tym szczęsciu nie zostało już nic. Jest ból, rozpacz i straszna wyrwa w sercu.

Wątpię bym jeszcze kiedyś komuś uwierzył...

Może któraś z pań, piszących na forum była/jest w sytuacji podobnej do owej Niej z mojego opowiadania? Może potrafi mi wytłumaczyć co Ona czuje i dlaczego robi to, co robi? I jak to się skończy? :-(
Obserwuj wątek
    • aleksandra.maria_1 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 14:50
      Moim zdaniem ona sama nie wie, czego chce i ma co jakiś czas kryzysy
      w związku, a wtedy potrzebuje adoratora i kogoś, kto poświęci jej
      czas. Wpada w panikę, że gdy się rozejdą, to nikt jej nie zechce,
      więc musi mieć kogoś "na zapas". Gdy coś jej się nie układa -
      biegnie do Ciebie. Gdy mąż jej da, czego ona oczekuje - woli udawać,
      że Ciebie nie zna.
      To nie kwestia zaufania do kobiet, po prostu ładowanie się w związki
      jest z góry skazane na przegraną. Skoro ona postanowiła sie z nim
      związać, wyjść za niego, to przecież znaczy, że to z nim chce być.
      Czasami się wciąż waha, czasami żałuje, może on ma jakiś problem, z
      którym dziewczyna sobie nie radzi i co jakiś czas on wychodzi? Gdy
      jest źle - ona rozpacza i uważa, że to koniec i jest tego pewna.
      Wpada ze skrajności w skrajność. Musi mieć jakieś problemy, których
      nie znasz... Ty znajdź sobie wolną, fajną dziewczynę, którą
      pokochasz i która pokocha Ciebie. a niezrównoważone mężatki muszą
      radzić sobie same:-) powodzenia
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:29
        Wiesz,
        w chwilach złości (tak to bywa w takich sytaucjach) myślę tak samo. Niestety na razie (?) dominujące jednak są inne mysli.

        PS. Oni nie są małżeństwem.
        • aleksandra.maria_1 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:49
          a, to przepraszam, myślałam, że są. Chyba trochę nieuważnie
          przeczytałam post..:/ Ja wiem, jakie to trudne, wiem, że o niej nie
          zapomniesz szybko, ale ona może Cię tylko bardziej skrzywdzić, a
          wiele wspaniałych kobiet czeka na Takiego fajnego faceta jak Ty!
          Powodzenia
    • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 14:57
      Ja znajdowałam sie 2 razy w takiej sytuacji, jak Twoja Ukochana.
      Nadal jestem z moim poczatkowym partnerem. Sam wyciagnij wnioski.
      • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:05
        nelly87 napisała:

        > Ja znajdowałam sie 2 razy w takiej sytuacji, jak Twoja Ukochana.
        > Nadal jestem z moim poczatkowym partnerem. Sam wyciagnij wnioski.

        ciekawe czy twoj partner wie ze mu rogi przyprawilas? Bo wg mnie to
        sie nazywa zdrada psychiczna.
        • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:07
          Nie pisalam tego po to, zeby zaczac roztrzasac moje prywatne sprawy,
          nie takie bylo zalozenie watku
          • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:09
            nelly87 napisała:

            > Nie pisalam tego po to, zeby zaczac roztrzasac moje prywatne
            sprawy,
            > nie takie bylo zalozenie watku


            co nie zmienia faktow.
            • dzikoozka Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 08:52
              ale ona nie prosiła nikogo o ocenę swojej osoby.
    • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 14:58
      rozumiem, ze jestes rozczarowany, rozzalony i zawiedziony.
      Ale od samego poczatku wiedziales, ze ona jest zajeta.
      A ona, no coz chyba nie przewidziala takiego obrotu sytuacji, nie
      wziela pod uwage Twoich uczuc, tego ze spotykajac sie z Toba robi Ci
      zludna nadzieje.Nie rozumiem czemu ona tkwi w takim zwiazku gdzie
      kroluje rutyna, przyzwyczajenie a nie uczucie-ale wiele osob tak
      zyje, bo boja sie zmian, boja sie podjac decyzje, boja sie wywroci
      swoje zycie do gory nogami.

      Nie mierz innych kobiet jej miara bo mozesz naprawde przegapic
      kobiete swojego zycia-wiem, ze teraz to co napisalam jest dla Ciebie
      bzdura, bo jestes na etapie gdy istnieje dla Ciebie tylko ona.Ale
      naprawde na niej swiat sie konczy, w tym kraju jest 5 mln singli! I
      jest wiele kobiet w Twoim wieku bez zobowiazan.Ale najpierw musisz
      wyleczyc rany, calkowite zerwanie kontaktu z nia to jedyna metoda
      zeby sie z tego uczucia wyleczyc i...czas, potrzebujesz sporo czasu
      zeby zapomniec.
      TRzymam kciuki i zycze Ci abys spotkal milosc swojego zycia.
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:35
        Tak, masz rację kiedy piszesz, że w tej chwili myśl o innych kobietach to dla mnie abstrakcja.

        Co do leczenia ran i zrywania kontaktu to też pewnie prawda...

        Niestety (!) wciąż mam i jeszcze długo będę miał nadzieję, że Ona w końcu zrozumie. A dopóki nie porzucę tej nadziei całkowitego zerwania (zero kontaktu) chyba nie będę umiał przeprowadzić.

        Ale powiem, że jest coś znaczącego w tym, że przynajmniej na razie 100% wypowiedzi jest tak jednoznacznie po stronie "zapomnij" a nie "walcz, próbuj"...
        • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:43
          widzisz ,z ta walka to jest tak, ze jesli walczy tylko jedna strona
          to taka wojna z gory jest skazana na porazke.Wg mnie Ty walczyles
          wystarczajaco dlugo i chwala Ci za to, skoro ona jest za slaba by
          odejsc i zmienic cos w swoim zyciu to dalsze proby beda strata
          czasu.Zycie jest naprawde zbyt krotkie by latami walczyc o mrzonki.
          Twoje nadzieje sa bezpodstawne, im predzej je odrzucisz tym lepiej
          dla Ciebie.
          • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:56
            iberia.pl napisała:

            > widzisz ,z ta walka to jest tak, ze jesli walczy tylko jedna
            > strona to taka wojna z gory jest skazana na porazke.

            To prawda. Problem w tym by przekonać samego siebie, że po drugiej stronie już nic nie ma. Trudno w to uwierzyć gdy zmiana, tak drastyczna, następuje dosłownie na przestrzeni kilkunastu dni.

            Myślę, że to wszytsko jeszcze za nowe jest. Pewnie lepiej mi będzie to ocenić za miesiąc, dwa...
          • calineczka200 Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 20:45
            nie zgadzam się. Trzeba walczyć o marzenia, a czasami także i o innych. Nie
            każdemu w życiu wszystko wychodzi samo.
            Jednak w tym przypadku Ty walczysz o nią, a ona o niego. To chyba tak nie działa.
    • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 14:58
      tak sie zastanawiam gdzie sa tacy faceci jak Ty.....
      • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:03
        Tzn jacy?
        • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:06
          nelly87 napisała:

          > Tzn jacy?

          zakladam, ze zainteresowany wie, a ty wiedziec nie musisz, tym
          bardziej jak wynika z twojego wczesniejszego postu bawisz sie ludzmi.
          • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:08
            Sama sobie odpowiedzialam, naiwny i frajer :)
            • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:09
              Nie szanuję facetów, którzy sami siebie nie szanują
              • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:10
                nelly87 napisała:

                > Nie szanuję facetów, którzy sami siebie nie szanują


                jasne, napisala to krysztalowa pannica....dla mnie jestes zwykla
                (taki kawalek materialu, ktorym zmywa sie podloge).
                • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:11
                  Pozdrawiam :)
                  • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:13
                    nelly87 napisała:

                    > Pozdrawiam :)

                    wyrzadzone zlo wraca z podwojna sila...sama sie kiedys o tym
                    przekonasz...
                    • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:14
                      A gdzie tak jest napisane?
                      • marek_2nd Nelly 10.08.08, 15:21
                        Po co to? Naprawdę zachowując się w ten sposób najbardziej ranisz siebie - możesz tego nie czuć ale każdy złośliwy, agresywny tekst jaki wypowiadamy bez zastanowienia zostaje w nas samych.
                        • nelly87 Re: Nelly 10.08.08, 15:23
                          Mówię tylko to, co myślę. Daj sobie spokój z tą kobietą, NIC z tego
                          nie będzie
                          • marek_2nd Re: Nelly 10.08.08, 15:26
                            Dziękuję ci za twój pierwszy wpis, w którym napisałaś coś, co na pewno daje do myślenia (o tym, że byłaś 2 razy w podobnej sytuacji i co z tego wynikło - czy raczej nie wynikło).

                            Być może nasz rację. :-(
                      • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 15:28
                        nelly87 napisała:

                        > A gdzie tak jest napisane?

                        dziecinko takie jest zycie po prostu,a po twoich wypowiedziach
                        widac,ze jeszcze porzadnie od zycia w doopke nie dostalas-wszystko
                        przed toba.
                        • nelly87 Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 16:00
                          Nie mów do mnie dziecinko.
                          Poza tym, nie znasz mojego zycia i bardzo bys sie zdziwila, wiedzac
                          co zdazylam juz przezyc...Jestes tendencyjna i nieinteligentna.
                          • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 16:03
                            nelly87 napisała:

                            > Nie mów do mnie dziecinko.
                            > Poza tym, nie znasz mojego zycia i bardzo bys sie zdziwila,
                            wiedzac co zdazylam juz przezyc...Jestes tendencyjna i
                            nieinteligentna.


                            ciezko uwierzyc, by ktos kto podobno dostal kopa od zycia tak
                            przedmiotowo traktowal innych luzi.Najwazniejsze, ze ty jestes SUPER
                            ęteligetna i nietendencyjna :-DDDD

                            Pamietaj : nie rob drugiemu co tobie niemile.
      • marek_2nd ;-) 10.08.08, 15:36
        > tak sie zastanawiam gdzie sa tacy faceci jak Ty.....

        W przeciwieństwie do Nelly potraktuję to jak komplement i podziękuję. :-)
      • pasta_party Re: Historia bez happy endu (?)-P.S. 10.08.08, 23:24
        iberia.pl napisała:

        > tak sie zastanawiam gdzie sa tacy faceci jak Ty.....

        Podejrzewam, że wielu spotkasz w gabinetach terapeutów
    • marek_2nd sorry 10.08.08, 15:22
      Przepraszam za koszmarny bład w tekście - oczywiście pisze się "okrutny" ;-)
    • nas-daq Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:26
      Niestety muszę przytaknąć, naiwny i frajer, dziewczyna to niezła
      manipulantka, bawi sie uczuciami, a Ty zachowujesz się jak mięczk,
      dajesz sobą pomiatać. A w ogóle co to za bliskość piszesz, nie
      możesz po prostu napisać, że się przespaliście ze sobą i było
      świetnie? Po co ta egzaltacja? Kobiety pożądaja mężczyzn którzy mają
      charakter, a tych którzy dają sobą tak pomiatać tylko lubią. Postaw
      się jej i podyktuj swoje warunki, może wtedy zyskasz w jej oczach,
      bo z Twojego postu wynika że bawi się Tobą jak marionetką.
      • mijo81 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:37
        No właśnie, jeżeli a takiej sytuacji mamy kobietę to już nie
        nazywacie jej frajerką lecz jej współczujecie
        • nas-daq Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:40
          Pomiędzy kobietą a mężczyzną jest ogromna różnica płci, nie widzisz
          tego? Facet musi mieć charakter i nie dać sobą pomiatać żeby kobieta
          go pożądała.
          • marek_2nd Uwierz, że... 10.08.08, 15:44
            ... nie ma czegoś takiego jak Kobieta i Mężczyzna. Są kobiety i mężczyźni. Różni. Każda/y inna/y. Jedna lubi dostawać kwiaty a druga skarpety do cerowania. Więc powinnaś mówić we własnym imieniu a nie połowy ludzkości.
            • nas-daq Re: Uwierz, że... 10.08.08, 15:54
              To Ty nie rozumiesz, że kobieta której ulegasz szybko się Tobą
              znudzi, jeśli dajesz się wcisnąć pod pantofel to jesteś przegrany.
              Zresztą niech Ci to wyjaśnią faceci z forum, wielu z nich z
              niejednego pieca jadło chleb.
              • winomusujace Re: Uwierz, że... 10.08.08, 23:13
                ble ble ble, kolejne mądrości z poradnika internetowych ekspertów :)
          • mijo81 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:47
            Jasne, jasne, co za bzdury. Myślisz że wszystkie kobiety pożądają
            tylko maczo i już? :)
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 15:39
        > A w ogóle co to za bliskość piszesz, nie
        > możesz po prostu napisać, że się przespaliście ze sobą i było
        > świetnie?

        Nie. Nie mogę tak napisać bo:

        1. to nie twoja sprawa
        2. niekoniecznie musi to być prawdą - nie wszyscy są tak prości w obsłudze jak ty...
      • marek_2nd PS. 10.08.08, 15:40
        Naprawdę współczuję ci, że nie wiesz co to znaczy bliskość.
        • nas-daq Re: PS. 10.08.08, 15:44
          Nie współczuj, zresztą jestem kobietą, nie wiem czy wywnioskowałeś
          to z mojego postu, i oceniam tę sytuacje jak kobieta. Jeśli się
          obraziłeś to sorki, ale lepiej spójrz prawdzie w oczy teraz niż za
          kilka zmarnowanych lat. Ona i tak wybierze tego drugiego a Ty
          będziesz wielkim przegranym. Znajdź sobie lepij inną dziewczynę i
          ucz się jak postępować z kobietą od początku.
          • nas-daq Re: PS. 10.08.08, 15:46
            P.S. A jeśli jeszcze z nią nie spałeś, to tym bardziej nie masz u
            niej na co liczyć.
            • marek_2nd Re: PS. 10.08.08, 15:51
              > P.S. A jeśli jeszcze z nią nie spałeś, to tym bardziej nie masz u
              > niej na co liczyć.

              Nie chciałbym żeby to był temat, który byłby tutaj poruszany - i w ten sposób należy rozumieć to, co napisałem. Moja odpowiedź na takie pytanie brzmiała i brzmi: brak odpowiedzi, są pewne granice.
              • stedo Re: PS. 10.08.08, 16:54
                Wiesz, Marku, z Twoich postów wynika że jesteś absolutnie nietuzinkowym facetem,
                niedzisiejszym, nie przystającym do obecnych czasów i reguł nimi rządzących.I to
                wykorzystuje ta jakaś Ona. A to zwykła manipulantka, która bawi się Twoimi
                uczuciami i gdy już ma dosyć tego swojego narzeczonego, to robi się bardziej
                słodka dla Ciebie, byś był takim plaSTREM NA ZRANIONE JEJ EGO.gDY tWOJE UCZUCIA
                DO NIEJ POPRAWIą JEJ SAMOPOCZUCIE WRACA EMOCJONALNIE DO SWEGO OFICJALNEGO
                PARTNERA, w którym pozostaje w toksycznym związku, z którego nie potrafi się
                wyzwolić.Ona Ciebie nie kocha.Jesteś tylko taką odskocznią i azylem.Może zresztą
                ona sama nie zdaje sobie sprawy co do Ciebie czuje, bo jesteś na każde jej
                skinienie i nigdy nie pozwoliłeś jej odczuć braku siebie. Moim zdaniem
                powinieneś zdecydowanie zerwać kontakt, nawet telefoniczny czy internetowy. To
                jej pozwoli zdać sobie sprawę z uczuć jakie do Ciebie żywi.I nie pozwól jej
                wrócić do Ciebie dopóki nie zdecyduje się zostawić tamtego.Dość już masz
                upokorzeń i cierpień.Trwanie w takiej sytuacji tylko to wzmaga a nie przynosi
                żadnych efektów. Odetnij się, a jej powiedz że może się do Ciebie odezwać jak
                będzie wolna. To jedyna dla Ciebie szansa.Trzymaj się chłopaku nie z tej
                epoki.Powodzenia.:))
                • marek_2nd Re: PS. 10.08.08, 17:21
                  > niedzisiejszym, nie przystającym do obecnych czasów

                  Oj, ile ja już to w swoim życiu razy słyszałem ;-)

                  Co do reszty. Masz całkowitą rację. Wiem o tym. Ale cięzko tak...

                  Dzięki.
                  • stedo Re: PS. 10.08.08, 19:06
                    No pewnie że "tak", to ciężko.Będzie Ci lżej, za jakiś czas, gdy zerwiesz
                    kontakt. A jeśli ona do czasu aż Ci nie przejdzie, nie przyjdzie do Ciebie, cóż
                    jej strata, a Twoja wygrana, bo już będziesz wyleczony:))Pozdrawiam.
                    • marek_2nd Re: PS. 11.08.08, 08:21
                      > A jeśli ona do czasu aż Ci nie przejdzie, nie przyjdzie do Ciebie,
                      > cóż jej strata,

                      Hm :-/

                      Najgorsze chyba jest to, że ja wiem, że za jakiś czas Ona przyjdzie. Gdybym wiedział, że tak nie będzie łatwiej by mi było pewnie zapomnieć.
          • marek_2nd Re: PS. 10.08.08, 15:53
            nas-daq napisała:

            > Nie współczuj, zresztą jestem kobietą, nie wiem czy wywnioskowałeś

            Tak. Wiem, że jesteś kobietą choć w pierwszej chwili myślałem inaczej. Przepraszam. ;-)

            Oczywiście dziękuję za twoje wnioski. Myślę, że też są na swój sposób wartościowe.
            • nas-daq Re: PS. 10.08.08, 15:57
              Słuchaj Marek, ja nie mam intencji Ciebie obrażać, może zbyt
              dosadnie napisałam parę słów, ale tak to już jest w życiu, że lepiej
              w porę zrezygnowac z nieudanego związku niż potem pluć sobie w brodę
              i żałować zmarnowanego czasu. Pozdrawiam i życzę trafnej decyzji.
              • marek_2nd Re: PS. 10.08.08, 15:58
                > Pozdrawiam i życzę trafnej decyzji.

                Dzięki. ;-)
      • bcde Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 02:42
        Nas-daq ma sporo racji. Styl pisania autora wątku wskazuje na miękki
        charakter i pewną, nazwijmy to delikatnie "sentymentalność".
        Moja rada jest jednak trochę inna, bo wiem, że kochanej kobiecie
        trudno dyktować warunki.
        Nie musisz stawiać jej warunków i zrywać kontaktu. Spróbuj podejść
        do sytuacji bardziej na luzie i na zasadzie "co ma być to będzie".
        Nie bądź na każde jej zawołanie, nie dawaj jej odczuć, że ci zależy.
        Jeśli już dojdzie do "bliskości", to ją przeleć, spraw by było jej
        dobrze w łóżku i sam miej też coś z tego.
        Pamiętaj, że towar mniej dostępny jawi się jako bardziej
        wartościowy. Bądź mniej dostępny, a kiedy ona ma akurat doła, to jej
        nie pocieszaj, tylko sam bądź wesoły.
        Rozejrzyj się za innymi dziewczynami i spróbuj się poumawiać.
        Więcej luzu - do miłości i tak jej nie zmusisz, ani jej nie kupisz,
        ale jeśli zmienisz podejście, to kto wie czy nie zechce być z tobą.
        • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 08:33
          > Nas-daq ma sporo racji.

          Do pewnego stopnia tak. Ale nie do końca - zgadzam się z tym, że mężczyzna powinien być silny, zdecydowany, itd. Z tym, że jest dla mnie nieporozumieniem uznanie, że tej siły powinien dowodzić wobec kobiety. Owszem, powinien ją chronić i otaczac opieką ale nie powinien jej (kobiety) ową siłą traktować. Nie mam na myśli wyłącznie siły fizycznej.

          A reszta tego o czym piszecie - zgoda.
          I nawet mnie to dziwi ale przeczytanie po raz 10ty tego samego (mniej więcej) pomaga.
    • baba_krk Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 16:13
      Jeżeli nawet dziewczyna Cię kocha, ale nie umie walczyć o Waszą
      miłość, to nic z tego nie będzie. Na zmiany nigdy nie jest za późno,
      no ale trzeba mieć odwagę walczyć, postawić się, a nie przejmować
      się tym, co powie rodzina czy wspólni znajomi. Widać niektórzy
      kierują się w życiu wygodnictwem i wolą przyzwyczajenie, no a tego
      sam nie zmienisz... Jej strata. Pozostaje mi życzyć Ci, żebyś poznał
      jakąś wartościową kobietę, dzięki której zapomnisz o tamtej.
      • iberia.pl Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 19:19
        baba_krk napisała:

        >Pozostaje mi życzyć Ci, żebyś poznał
        > jakąś wartościową kobietę, dzięki której zapomnisz o tamtej.


        nie do konca tak, niech najpierw zapomni a potem znajdzie te
        jedyna:-)
        • baba_krk Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 20:05
          Racja. Zatem życzę, żeby zapomnienie szybko przyszło i żeby chwilę
          po tym na Kolegi drodze pojawiła się ta jedyna :)
    • eastindia Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 18:51
      odpowiedz na twoje pytanie: owszem bedzie bez happy endu.
      trzymaj sie i powodzenia w zaczynaniu nowego zycia za jakis czas.
      • adela38 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 19:04
        A czy jej narzeczony wie o waszej przyjazni?...Jesli nie to moze powinien sie
        dowiedziec...moze to by pomoglo podjac decyzje- jesli nie jej to jemu?..
        • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 08:42
          adela38 napisała:

          > A czy jej narzeczony wie o waszej przyjazni?...

          To zależy co masz na myśli.
          Jeśli chodzi o sam fakt bliskiej znajomości to oczywiście wie.
          Jeśli zaś masz na myśli to, co poza ową znajmość wychodzi to nie wie (chyba, że coś się zmieniło w ostatnich dniach ale szczerze wątpię).

          > Jesli nie to moze powinien sie dowiedziec...

          Moim zdaniem powinien. Bo budować na kłamstwie, przynajmniej wg mnie, nie należy. Więc jeśli Ona chce coś budowac z nim to powinna być z nim szczera.

          > moze to by pomoglo podjac decyzje- jesli nie jej to jemu?..

          Cóż, jak znam życie (i jego) to to akurat pewnie decyzję bardzo by mu ułatwiło. ;-) Ale niestety mam zasady - takich rzeczy się nie robi. Jeśli ktoś ci ufa (Ona mi zaufała) to się tego zaufania nie zdradza. Niestety... Bycie łajdakiem bardzo upraszcza życie.
          • dafos Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 08:51
            wysłałam maila
            • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 10:46
              > wysłałam maila

              Dzięki. Odpowiedziałem.
    • figgin1 Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 23:18
      Ta babka to kompletna kretynka. Daj sobie z nią spokój.
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 08:46
        > Ta babka to kompletna kretynka. Daj sobie z nią spokój.

        Nie mogę tego zostawić bez komentarza.

        Mimo, że sprawiła mi zawód i że nie czuję się z tym dobrze to nigdy bym tak o Niej nie powiedział.

        Ona jest bardzo inteligentną, ambitną i odnoszącą duże sukcesy zawodowe kobietą. Ponadto ma naprawdę dobre serce. Tylko niestety jakiś mętlik w głowie i problem z podejmowaniem decyzji, które mogłybyt sprawić, że ludzie przestaliby patrzeć na nią pozytywnie.
        • figgin1 Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 11:08
          Ma bardzo dobre serce. Wali w rogi dwóch facetów i sama nie wie czego chce. Ot,
          przykład mądrej, dobrej kobiety. Koleś, ty masz klapki na oczach.
          • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 11:24
            > Ma bardzo dobre serce. Wali w rogi dwóch facetów i sama nie wie
            > czego chce. Ot, przykład mądrej, dobrej kobiety. Koleś, ty masz
            > klapki na oczach.

            Cóż, może mam. Ale życie nie jest takie dwubarwne jak byś chciała.
            • figgin1 Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 10:11
              marek_2nd napisał:

              > > Ma bardzo dobre serce. Wali w rogi dwóch facetów i sama nie wie
              > > czego chce. Ot, przykład mądrej, dobrej kobiety. Koleś, ty masz
              > > klapki na oczach.
              >
              > Cóż, może mam. Ale życie nie jest takie dwubarwne jak byś chciała.

              Wiesz co? Chyba jesteście oboje siebie warci.
              • shics Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 19:27
                co to za mezczyzna, ktory toleruje sytuacje w ktorej jego panienke posuwa inny fagas
    • elizja Re: Historia bez happy endu (?) 10.08.08, 23:36
      Jak myślisz, dlaczego im się nie układa?
      Odpowiedź jest bardzo prosta: bo ona go zdradza.
      Jak byś się czuł, jakby dziewczyna cię zdradzała?
      Ale widocznie ją kocha, skoro o nią walczy.
      Nie tylko faceci lubią chodzić na boki. Są kobiety, które też to
      lubią.
      1. Zostaw ją, bo dla niej jesteś tylko zabawką (może nie pierwszą)
      2. Nawet jeśli zostawi go i zdecyduje się być z tobą, to jaką masz
      gwarancję, że cię nie będzie zdradzać? Facetowi też można wcisnąć
      kit: on mnie nie kocha, nie rozumie, jestem taka biedna, pociesz
      mnie.
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 08:54
        > Jak myślisz, dlaczego im się nie układa?
        > Odpowiedź jest bardzo prosta: bo ona go zdradza.

        Nie. To nie ten przypadek. Zapytasz skąd wiem. Ano wiem i już.
        Nie będę wchodził w szczegóły bo te są tylko Jej i moje i nikt ich nie powinien znać ale wierz mi, że źle ją oceniasz (choć rozumiem skąd takie twoje przypuszczenia).

        Problemy między nimi zaczęły się na długo zanim pojawił się ktokolwiek trzeci (czyli ja) i tkwiły wewnątrz związku a nie przyszły z zewnątrz.

        > Jak byś się czuł, jakby dziewczyna cię zdradzała?
        > Ale widocznie ją kocha, skoro o nią walczy.

        Nie wiem. Z całej trójki najtrudniej oceniać mi jego uczucia bo tak naprawdę znam go bardzo powierzchownie. Może to miłość a może zwykły instynkt posiadania (jesteś moja i tyle).

        > 2. Nawet jeśli zostawi go i zdecyduje się być z tobą, to jaką masz
        > gwarancję, że cię nie będzie zdradzać?

        Gwarancji nigdy nie ma. Tylko, że gdyby tak myśleć to trzeba by było wykluczyć wchodzenie w jakikolwiek związek.
    • tengoku77 Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 00:05
      Rany! Ależ się rozpisałeś.. Dobrnęłam do końca;):)
      Cóż mam Tobie napisać? Całkiem możliwe, że Ona tak naprawdę nie
      myśli o Tobie źle, nie uważa, że zrobiłeś coś nie tak, co mogłoby w
      Niej wywołać taką reakcję.. ale.. nie chce, żebyś tracił czas na coś
      co nie ma przyszłości.. bo bycie w trojkącie męczy i Ciebie i Ją..
      On jest nieświadomy, czyli jest w najlepszej sytuacji.. Coś mi się
      widzi, że Ona wciela w zycie to co napisałeś (a co Ona Tobie
      powiedziala).. że byłoby lepiej, gdybyś Ją znienawidził..

      Nie uważasz, że lepiej odsunąć się, odpuścić? Czy jest sens tak
      kurczowo trzymać się kobiety, która nie opuści swojego
      chłopaka/narzeczonego??
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 09:01
        > Rany! Ależ się rozpisałeś.. Dobrnęłam do końca;):)

        ;-)

        > On jest nieświadomy, czyli jest w najlepszej sytuacji..

        Hm, wiele razy myślałem co by było gdyby kiedyś się przypadkiem dowiedział. Niestety przypadek nie nastąpił więc się nie dowiem. :-/

        > Coś mi się widzi, że Ona wciela w zycie to co napisałeś (a co Ona
        > Tobie powiedziala).. że byłoby lepiej, gdybyś Ją znienawidził..

        Niestety wiem o tym. A to chyba źle - gdybym nie wiedział to chyba byłoby mi łatwiej Ją znienawidzić sądząc, że po prostu taka jest...

        > Nie uważasz, że lepiej odsunąć się, odpuścić? Czy jest sens tak
        > kurczowo trzymać się kobiety, która nie opuści swojego
        > chłopaka/narzeczonego??

        Wiem jedno - gdyby jeszcze kiedyś pojawiła się szansa nr 3 to na innych zasadach: "ok, ale bez niego w tle, uczciwie i w pełni jawnie".

        PS. Dzięki za opinię.
        • tengoku77 Re: Historia bez happy endu (?) 12.08.08, 22:46
          marek_2nd napisał:
          > Hm, wiele razy myślałem co by było gdyby kiedyś się przypadkiem
          dowiedział. Nie
          > stety przypadek nie nastąpił więc się nie dowiem. :-/

          Zawsze mógłbyś pomóc przypadkowi.. tylko.. czy warto?

          > > Coś mi się widzi, że Ona wciela w zycie to co napisałeś (a co
          Ona
          > > Tobie powiedziala).. że byłoby lepiej, gdybyś Ją znienawidził..
          >
          > Niestety wiem o tym. A to chyba źle - gdybym nie wiedział to chyba
          byłoby mi ła
          > twiej Ją znienawidzić sądząc, że po prostu taka jest...

          A może taka jest? Może wykorzystywała Ciebie? Może chciała sprawdzić
          jak to jest mieć kogoś na boku?

          > > Nie uważasz, że lepiej odsunąć się, odpuścić? Czy jest sens tak
          > > kurczowo trzymać się kobiety, która nie opuści swojego
          > > chłopaka/narzeczonego??
          >
          > Wiem jedno - gdyby jeszcze kiedyś pojawiła się szansa nr 3 to na
          innych zasadac
          > h: "ok, ale bez niego w tle, uczciwie i w pełni jawnie".

          Naprawdę chciałbyś tego Marku? Mam na myśli kolejną szansę..
          Przepraszam, nie przeczytałam wszystkiego.. ale.. napisz mi proszę
          co postanowiłeś.. Z góry dziękuję..

          > PS. Dzięki za opinię.
          :))
          • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 17:11
            > Naprawdę chciałbyś tego Marku? Mam na myśli kolejną szansę..
            > Przepraszam, nie przeczytałam wszystkiego.. ale.. napisz mi proszę
            > co postanowiłeś.. Z góry dziękuję..

            Nic nie postanowiłem. Czekam na rozwoj wypadków.
            • tengoku77 Re: Historia bez happy endu (?) 14.08.08, 21:36
              marek_2nd napisał:
              > Nic nie postanowiłem. Czekam na rozwoj wypadków.

              Nic nie postanowiłeś? Łudzisz się, że coś.. jakoś..?
              A zastanawiałeś się nad tym wszystkim, co ludzie tutaj Tobie
              napisali?
    • hell Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 09:27
      Powiem tak, wszyscy (no prawie) użalaja sie nad Twoja osoba a tak
      naprawde poszkodowanym jest tez narzeczony (zaznaczam narzeczony a
      nie jej chlopak). To On jest ,,robiony w konia" i oszukiwany,
      nastapiła tu zdrada psychiczna i Ty doskonale o tym wiesz. Co do
      dziewczyny jest dla mnie obrzydliwa manipulantką, trzymającą dwie
      sroki za ogon. Wciska ci głodne kawałki a ty je łykasz jak ,,indyk
      kluski", przykro mi to mówić ale sądze że nigdy nie bedzie miedzy
      wami happy endu bo Ona poprostu tego niechce, jest w konfortowej
      stytuacji ma 2 facetów na raz jednego do życia realnego a drugiego
      do wzdychania o romantycznej miłości.
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 11:01
        hell napisała:

        > Powiem tak, wszyscy (no prawie) użalaja sie nad Twoja osoba a tak
        > naprawde poszkodowanym jest tez narzeczony (zaznaczam narzeczony a
        > nie jej chlopak).

        Cóż. Czasem można sobie zasłużyć na pewne sprawy. Nie będę wchodził w szczegóły. Poza tym... jego uczucia mnie obchodzą tyle co zeszłoroczny śnieg.
    • reniatoja Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 09:27
      Wspolczuje Ci, bo jestes cholernie wrazliwym czlowiekiem, dajesz
      wszystko z siebie w zwiazku i takich ludzi, nawet podswiadomie,
      druga strona wykorzystuje, az sie o to prosza. Przydalby Ci sie
      absolutny koniec tej znajomosci - odleglosc, zerwanie kontaktow. W
      ten sposob, jak jest teraz, watpie, by ona kiedykolwiek zostawila
      swojego stalego partnera dla Ciebie (pewnie poza opinia i innymi
      powodami, ktore podales, jest w Tobie , bądź tez własnie nie ma w
      Tobie pewnych cech, których ona szuka u meżczyzny na życie - moze
      jest to sprawa finansowa, może jakaś inna cecha Twojego charakteru
      bądź wyglądu, nie wiem, ale pewnie tak do końca jej nie odpowiadasz,
      skoro nie zostawia tamtego, tylko jestes dla niej, powiedzmy sobie
      szczerze, milym, kochanym, romantycznym, slodkim, dodatkiem do jej
      codziennego zycia. No, ale moze zdarzy sie cud i kiedys sie
      zejdziecie na dobre i na zle, nie wiem... wątpię.

      Zastanawiam sie, jak meżczyzna znosi fakt, że ukochana kobieta wraca
      co noc do innego - nawet jeśli nie sypiają ze sobą, nie wiem, jak
      można dzielić się ukochanym z innym facetem, godzić się na to,
      podziwiam Twoją święta cierpliwość. Ja bym oszalała, gdybym była w
      takiej sytuacji. Bo to nie jest taki zwykły trójkąt seksualny, tylko
      Ty ja kochasz naprawdę. A ona? No niby też ale.... utrata
      przyjaciół, opinia jakichś tam ciotek są dla niej ważniejsze niz
      bycie z Tobą. Ja jej nie potępiam za to, dla kazdego coś jest
      najważniejsze, ale zastanów się, na którym miejscu wobec tego, w jej
      życiu jesteś Ty. Ty byś zrobił dla niej wszystko, przypuszczam, że
      na koniec świata byś za nią poszedł, a co dopiero przejmował się
      jakimiś kolegami czy co powiedzą ciocie. A ona? Nie ruszy palcem w
      swoim życiu, nic nie zmieni dla Ciebie. Wiec nie łudź sie, ze to
      jest miłość. Nie wiem co ona czuje do narzeczonego, ale wiem, ze to,
      co czuje do ciebie to nie jest prawdziwa miłość.
      Pewnie moje słowa Ciè kilkakrotnie zabolaly o zywego, przepraszam,
      ale pisze co mysle. Bylam kiedys w takiej podobnej sytuacji, troche
      innej, ale mozna je porownac. Strasznie sie cierpi. tylko ja akurta
      mialam to szczescie, ze zostalam porzucona raz a dobrze, zadnych
      poworotow juz nie bylo, rowniez ze wzgledu na duza odleglosc, wiec
      rany mialy szanse sie zagoic i zabliznic, u Ciebie to bedzie ciagle
      powracalo wszystko od poczatku. I znowu bedzie pieknie, a potem
      znowu bedziesz cierpial, gdy ona sie zorientuje, ze juz sie zaczyna
      robic niebezpiecznie, zbyt goraco i trzeba sie ponownie wycofac.

      Jesteś na przegranej pozycji Marku.
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 11:06
        > Zastanawiam sie, jak meżczyzna znosi fakt, że ukochana kobieta
        > wraca co noc do innego

        Źle. :-/

        > Pewnie moje słowa Ciè kilkakrotnie zabolaly o zywego, przepraszam,
        > ale pisze co mysle.

        Wcale nie. Wiem, że można i tak na to patrzeć. I nie potrafię ze 100% pewnością powiedzieć "nie masz racji"...
    • anula.em ... 11.08.08, 11:10
      Po przeanalizowaniu tego co napisales stwierdzam:

      -pojawiles sie w ICH zyciu kiedy oni byli juz parą
      -gdyby ich zwiazek nie byl udany i szczesliwy-nie byliby razem
      -wykorzystales sytuacje i ujawniles sie jej ze swoimi uczuciami-ona nie
      wykorzystala tego jako powodu by zerwac z dotychczasowym partnerem i budowac
      czegos wspolnie z Toba.Dlaczego?powodow moze byc wiele(troska o faceta,jak
      zareaguje,czy sie pogodzi z jej decyzja,niechec do zmiany czegokolwiek,obawa
      przed reakcja znajomych rodziny itp)
      -posunales sie nawet dalej i "prosiles"ja by go zostawila-brak reakcji z jej
      strony,najwyrazniej NIE CHCIALA tego uczynic
      -bycie z kims ponad 10lat-to zaden argument.
      Wnisoek jest jeden:NIE JESTES DLA NIEJ TYM JEDYNYM, nie jestes numerem
      1.Traktuje Cie jako zwykla ODSKOCZNIE od codziennosci.I zawsze bedzie Cie tak
      traktowała(o ile jej pozwolisz na to by tak Cie traktowała).
      Ja osobiscie na Twoim miejscu WYCOFALABYM sie.Definitywnie.Skoro nie umie
      wybrac,ani zdecydowac to nie przeszkadzaj jej.Niech zyje sobie w swoim
      dotychczasowym zyciu, z tamtym mezczyzna.A Ty zacznij zyc swoim zyciem.Jestes
      juz po 30tce,czas pomyslec o sobie.
      • marek_2nd Re: ... 11.08.08, 11:28
        > -pojawiles sie w ICH zyciu kiedy oni byli juz parą

        Tak, od prawie 10 lat.

        > -gdyby ich zwiazek nie byl udany i szczesliwy-nie byliby razem

        Niezupełnie. Są tysiące nieudanych związków, które trwają.

        Z resztą trudno dyskutować. Pewnie patrząc na to na zimno, z boku tak właśnie można wnioskować. :-(
        • anula.em Re: ... 11.08.08, 11:34
          Te ktore sa nieudane a trwaja okresla sie mianem na ogol toksycznych
          zwiazkow.Skoro nie sa małzenstwem to w czym problem by zwiazek
          zakonczyc?(rozumiem,ze gdy jest wspolnota malzenska,sa dzieci a co za tym idzie
          rozne zobowiazania), nie wspomne juz o rodzinie...

          Jesli mozesz i chcesz to odpowiedz mi na jedno pytanie na co Ty wlasciwie
          LICZYSZ???(szczerze i wprost)
          • marek_2nd Re: ... 11.08.08, 13:06
            > Te ktore sa nieudane a trwaja okresla sie mianem na ogol
            > toksycznych zwiazkow.

            Moim zdaniem takim jest. No ale cóż, akurat w tym przypadku to nie moja opinia jest najwazniejsza.

            > Skoro nie sa małzenstwem to w czym problem by zwiazek
            > zakonczyc?

            Kiedyś mieli być. Ale termin został odwołany.
            Parę lat temu. Z jego inicjatywy i z idiotycznego powodu.

            > Jesli mozesz i chcesz to odpowiedz mi na jedno pytanie na
            > co Ty wlasciwie LICZYSZ???(szczerze i wprost)

            Ha! Dobre pytanie. Pewnie najważniejsze.
            Szczerze? Wstyd przyznać bo to głupie ale... zresztą już sama wiesz :-/
            • anula.em Re: ... 11.08.08, 13:15
              ja sie moge tylko domyslac na co liczysz(zawsze moge sie mylic)stad bylo moje
              pytanie.odpowiesz?
              • marek_2nd Re: ... 11.08.08, 13:26
                > odpowiesz?

                Że jednak za parę miesięcy dojdzie do przełomu i będziemy razem.

                To oczywiście tylko marzenie. Realna ocena sytucji to już inna sprawa.
                • anula.em Re: ... 11.08.08, 13:40
                  Jesli nie jest Ci szkoda czasu-oczekiwac na cos co, jak sam twierdzisz jest
                  czyms niepewnym to juz Twoj wybór.Pomysl tylko co bedzie jesli uplynie te pare
                  miesiecy a Twoja sytuacja w zaden sposob nie ulegnie zmianie.Jak dlugo mozna na
                  cos czekac???Zdajesz sobie sprawe jak wiele rzeczy przez ten czas i ludzi moze
                  przemknac obk Ciebie nie zauwazonych?Zastanawia mnie tylko jedno,czy sam siebie
                  karmisz ta nadzieja na poprawe,zmiane sytuacji czy ta kobieta tak Cie mami,
                  takimi sformulowaniami.
    • mrsnice Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 11:40
      gdyby to napisała kobieta, to zbeształy byście ją z błotem. Że to ta
      trzecia, że rozbija związek, że rozwiązła itp. A tu patrzcie, biedny
      misio. Pcha się na trzeciego a wszystkie go żałują. Zaraz się
      rozpłaczę...
      • miarka71 Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 20:38
        chciałam to samo napisac:)))) co do ciebie kolego to my kobiety
        (niektóre) marzymy o takich facetach jak ty ale nigdy nie chcemy z
        takimi być:))) Z historii juz wiadomo że kobiety zawsze na boku mają
        zakochanego w sobie jelenia , który prawi nam komplementy, jest
        przynies ,wynieś ,pozamiataj itd. Ona cie nie kocha tylko bawi się
        tobą, jestes dla niej kolorkiem na szarą codziennosć, sorki za
        chamstwo ale takie jest życie.
    • cioccolato_bianco Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 11:42
      moim zdaniem sprawa jest ptosta. ona cie nie kocha, najwyzej byla
      zauroczona. wypelniales jej czas i pustke, na tym twoja rola sie
      konczy. nie masz co szukac winy i przyczyny. nawet jesli nie uda jej
      sie z narzeczonym to jasno dwa razy dala ci do zrozumienia, zez toba
      byc nie chce.
    • kaktusik0 Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 14:34
      moim zdaniem wcale tak do końca się Tobą nie bawiła. Albo raczej
      bawiła się ale nie do końca świadomie.

      Nie jest łatwo zostawiać kogoś z kim się było praktycznie ZAWSZE.
      Wiem o tym. Człowiek (szczególnie chyba gdy jest kobietą) próbuje
      ratować związek do końca, dopóki jest jeszcze co składać, a często
      nawet jeszcze dłużej. Pozostaje potem jeszcze strach - a co jeśli
      ten nowy związek też się popsuje? To że teraz jest dobrze nie znaczy
      że tak będzie zawsze?

      Tylko, że przy tych wszystkich wątpliwościach i obawach powinien
      nastąpić moment podjęcia decyzji. Takiej konkretnej i
      nieodwracalnej. Jeśli zdecydowałaby się go zostawić to byłoby jak
      skok na głęboką wodę. W jednej chwili staje się zupełnie innym
      człowiekiem. Tak jakby zaczynała życie na nowo. Wszystko to co znała
      zostałoby tylko wspomnieniem, do którego w dodatku niechętnie
      chciałaby wracać.
      Z jednej strony ma wybór - to co było, co zna, to co nie jest
      idealne, ale może da się jeszcze naprawić (ach te złudzenia!); z
      drugiej - totalny chaos, zupełna zmiana, z szansą (ale tylko szansą)
      na coś lepszego niż do tej pory.
      Decyzja żeby odejść od kogoś z kim się było od szkoły średniej
      wymaga sporej odwagi.
      Szkoda, że Ona stchórzyła.

      Bardzo niefajne było to, że potrafiła zdradzać narzeczonego (nawet
      jeśli to tylko zdrada psychiczna). Nie lubię i nie szanuję takich
      ludzi. Bo to nie jest fair wobec nikogo.

      Poza tym moim zdaniem jest po prostu słaba.
      W życiu trzeba umieć postawić na jedną kartę (wiem, że brzmi to jak
      marny slogan ;)).

      Myślę że wbrew pozorom to Ona, a nie Ty gorzej na tym wyjdzie. Ty
      sobie poradzisz. Znajdziesz kogoś, zapomnisz. A Ona pewnie zostanie
      z Nim i za parę lat stwierdzi, że rzeczywiście to jest zły związek i
      będzie żyła ze świadomością, że mogła wybrać inaczej, że mogło być
      lepiej, że po prostu straciła swoją szansę.
      • marek_2nd Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 15:04
        > Nie jest łatwo (...)

        Hm, jakbym Ją słyszał. Myslę, że dobrze oddałaś Jej sposób myślenia o tej sprawie. Wręcz idealnie.

        I muszę ci powiedzieć, że ja to rozumiem. Niestety. Czasem łatwiej nie mieć zrozumienia i po prostu się wściec.
    • winomusujace Re: Historia bez happy endu (?) 11.08.08, 21:04
      Wydaje się że nie chcesz żadnej innej opini niż taka, że wszystko
      jest ok, że nikogo nie krzywdzicie i że będzie dobrze.


      Powiem tak, nie wchodząc w szczegóły, ja z moim mężem mieliśmy
      częściowo podobną sytuację, byliśmy w długoletnich związkach kiedy
      się poznaliśmy, ale właśnie dlatego bo czuliśmy że jesteśmy dla
      siebie wyjątkowi, że nie możemy tego przegapić bo takie porozumienie
      zdarza się raz na tysiąc lat :), nie bylimy w stanie tkwić w takim
      stanie zbyt długo, zakochaliśmy się w sobie i nie liczyło się dla
      nas to że zostawiamy po sobie zgliszcza, nie było tam miejsca na
      kalkulacje i co pomyślą inni, szczęśliwie jesteśmy mał już kilka lat
      i jest nam dobrze..

      z rozmów z różnymi osobami, które mają za sobą doświadczenie zdrady
      etc wyłania mi się jeden pogląd na sprawę: jeżeli początkowe
      uderzenie nie jest dość silne by zmusić którąś ze stron do wycofania
      się ze stałego bezpiecznego związku, czas powoduje tylko to że
      odejść jest trudniej, bo mózg coraz więcej pracuje, dlatego właśnie
      gdy na tym forum wątek zaklada jakaś kobieta i pisze dajmy na to "
      łączy mnie z kimś coś wyjątkowego, on ma żone, to trwa 2 lata czy on
      odejdzie od żony" słyszy od nas zazwyczaj odpowiedź: nie, uciekaj
      szkoda czasu, Tobie również radzę to samo, chyba że wolisz taką
      sytuacje jaką jest, mieć ją ale tylko częściowo, mieć ją ale nie do
      końca ..bo w końcu i tak zawsze wraca do niego.


      pozdrawiam i powodzenia.
      • granatowa-only Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 11:14
        Uff, przeczytałam wszystkie opinie i doszłam do wniosku, że sprawa jest patowa.
        Czas ponoć leczy rany i jakoś się wyliżesz, ale nie łudź się, że będzie lepiej.
    • juliadruzylla Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 12:22
      Nie chce się bawić w psychologa internetowego ale wg mnie dziewczyna
      jest uzależniona od bycia z kimś. Znam taką osobę w realu, myśl że
      mogłaby być sama wywołuje w niej autentyczną panikę, wystarczy
      zwykła kłótnia z chłopakiem a ona natychmiast loguje się na portalu
      randkowym. Wracając do Twojej ukochanej. Moim zdaniem kocha swojego
      narzeczonego i to z nim chce spędzić życie. Wiele razy słowem i
      czynem dała tego dowód. Argumenty o przyzwyczejeniu rodziny do
      chłopaka, zmianach w życiu itp sa po prostu śmieszne. Nie są
      małżeństwem, nie mają dzieci. ONA CHCE Z NIM SPĘDZIĆ ŻYCIE. Ale..coś
      w jego stosunku do niej sprawia że dziewczyna nie jest pewna czy ma
      go na zawsze, czy ma gwarancję że zawsze będą razem. Ty
      jesteś "kołem zapasowym", kiedy oni się kłócą ona pewnie
      myśli: "jeśli dojdzie do najgorszego nie zostanę przynajmniej na
      lodzie, jest przecież Marek". Podsumowując, szkoda mi i Ciebie, i
      jej narzeczonego i jej. Tu nie będzie happy endu. Ułóż sobie życie
      póki nie jest za poźno
      • agaoki Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 17:23
        Ty dajesz jej coś, czego nie daje jej narzeczony, ale wszystko inne oprócz tego
        czegoś znajduje u niego.

        On może nie jest idealny, ale jest sprawdzony, a z Tobą to tak nie wiadomo jak
        się ułoży...

        Moim zdaniem jej się nic nie odwidzi, ale jak chcesz, to czekaj.

    • shics gdzie sa ci mezczyzni? 13.08.08, 19:17
      Mlody Marku bez happy endu!

      Z wielka troska przeczytalem 2 lub 3 pierwsze akapity, bo wiecej nie moglem tego
      czytac.

      Jakos inaczej wyobrazam sobie mezczyzne w twoim wieku.
      Przypuszczam, ze inne dziewczatka rownie krytycznie na to patrza.
      Mezczyzna ma byc silny, ma zdobywac kobiete, ma jej zapewnic bezpieczenstwo i
      otaczac ramieniem w chwilach watpliwosci.

      Ty natomiast jeczysz nam tu i pytasz co ta twoja panienka mysli sobie o tobie?
      A ona sobie mysli tak - po co mam zmieniac korzystny ale bezpieczny zwiazek z
      zimym ale swoim mezem na dziecinnego choc milego faceta, ktory nie ma ani
      poczucia sily, ani zdecydowania ani nawet wlasnego zdania.

      A teraz rada:

      Jest tylko jednak metoda wyrwania babki w takim trojkacie.
      Trzeba ja po prostu porwac i zajac na stale. Nie pozwalac na zadne powroty do
      domu. Najlepiej pod nieobecnosc meza spakowac komisyjnie jej rzeczy do walizki i
      wyrzucic jej klucze do smieci.

      Wtedy ewentualnie masz szanse.
      Ale czy ty biedactwo masz na to sile?





      • stedo Re: gdzie sa ci mezczyzni? 13.08.08, 19:49
        Ona nie jest żoną tamtego!Szkoda że nie przeczytałeś uważnie zanim nie dałeś
        głosu;))
        • winomusujace Re: gdzie sa ci mezczyzni? 13.08.08, 23:37
          a jakie ma znaczenie czy formalnie jest żoną czy nie?
      • tommy_man Re: gdzie sa ci mezczyzni? 13.08.08, 23:40
        Rada jak najbardziej trafna, brawo:)

        Co do wczesniejszych wywodow pozwole sobie sie nie zgodzic. Wy same
        nie wiecie czego chcecie i po prostu podejmujecie decyzje, ktora
        jest latwiejsza do podjecia. Ot i cala filozofia. To jest nauczka
        dla nas, ze owszem, jako trzeci mozna wejsc, ale tylko po to, zeby
        sie pobawic. Kazdy inny cel jest z gory skazany na niepowodzenie.

        Pozdrawiam!
    • tommy_man Re: Historia bez happy endu (?) 13.08.08, 23:33
      've been there, done that..

      To, co mowi tutaj wiekszosc, to prawda. Ale prawda jest tez taka, ze
      mimo, iz sam wiesz, ze nic z tego nie bedzie, to szukasz jednego,
      chocby najdrobniejszego szczegoliku, ktory pokaze, ze moze jednak...

      Ten, kto znajdzie odpowiedz na Twoje pytania o powody, ktore kieruja
      kobietami dostaje pokojowego Nobla. Na dzisiaj odpowiedz jest taka,
      ze baby po prostu takie sa.

      Jednego dnia mowia, ze jest pieknie, ze ach i och.. a Ty wierzysz,
      no bo czemu mialbys nie wierzyc.. Poza tym wydaje Ci sie, ze
      widzisz, ze to jest prawda co mowi, ze nie klamie. Ale fakty
      swiadcza inaczej, bo ciagle jest z tamtym. Dla nich uczucia niestety
      nie sa najwazniejsze. Najwazniejsze, to swiety spokoj, nawet jesli
      sa w zwiazku z kims, kto nie jest facetem ich zycia. Bo po co sie
      wyprowadzic, bo po co sie maja rodzice dowiedziec, po co dzielic ten
      telewizor i blender co to go razem kupili..?

      Dla nas niestety wazne sa inne rzeczy i przez to pozniej boli, jak
      okazuje sie, ze to ogromna naiwnosc jest.

      Sam to wszystko przezylem i wiem jedno: czas leczy rany. Na poczatku
      jest hardkor, ale pozniej przechodzi. A paradoksalnie jak sie
      wylizesz z takich ran, to tez inaczej spojrzysz na sprawy damsko-
      meskie i przewartosciujesz pewnie swoje postepowanie w stosunku do
      kobiet. I dobrze.

      Pozdrawiam i wiem, ze niedlugo bedzie lepiej:)
      • stedo Re: Historia bez happy endu (?) 14.08.08, 00:52
        A w analogicznej sytuacji tylko odwrotnej, to jak jest niby,? Tak
        samo, identycznie! Taki los tych drugich czy trzecich, zależy kogo
        do teamu się liczymy.;((
    • pepsic Re: Historia bez happy endu (?) 14.08.08, 15:31
      Przyznaję, że dość pobieżnie przeczytałam wątek. Wywnioskowłam, że
      Twoja luba jak i inne kobiety lubi mieć przy sobie rycerza, dostawać
      miłe sms-iki i trzymać się za ręce z kimś, kto kocha bez granic. W
      chwilach, gdy budzi się w niej sumienie (bo jest przecież z innym)
      próbuje to przerwać. Po rozstaniu i braku kontaktu (zero smsów, e-
      maili) zaczyna tęskić za tym, co straciła i wraca. I tak to sie
      toczy w koło Wojtek. Napewno sytuacja jest zwłaszcza dla niej (!)
      toksyczna, wszak zdradza, ale chyba większymi uczuciami darzy jednak
      stałego narzeczonego. Ty po prostu jej się trafiłeś i jest od Ciebie
      uzależniona, ale jej uczucia dzielicie we dwaj.
      Sam musisz sobie poradzić, ja tylko przedstawiłam, jak to widzę.
    • saturday_morning Re: Historia bez happy endu (?) 14.08.08, 15:48
      Drogi Marku, myśle że sprawa nie jest tak czarno biała jak wygląda.
      wcale nie jest powiedziane że na Cie nie kocha lub nie kochała. może
      bardzo cięzko jest jej odejśc od tego faceta bo łączy ją z nim
      praktycznie wszystko. takie związki od liceum nie zawsze są dobre,
      czasem sie po prostu przegrzewają ale zostaje przyzwyczajenie. wiem
      co mówie, byłam w identycznej sytuacji, wyrzuty sumienia, rozterki
      trwało to pół roku, nie zdobyłam sie na żadną decyzję bo nie
      chciałam zranic nikogo(paradoks-wiem) i w końcu ten trzeci podjął
      decyzje-odszedł a w moim życiu wciąż jest wszystko po staremu tyle
      że juz nie chce mi sie życ bo pozwoliłam mu odejsc i zranilam przy
      tym bardzo bo on odszedł bez pożegnania w przekonaniu ze był tylko
      zabawką. teraz żałuje tego wszystkiego. nie oceniaj Swojej wubranki
      tak surowo, niektóre kobiety to słabe istoty
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka