Dodaj do ulubionych

Rozbilam malzenstwo mojego meza i ..............

13.01.02, 10:07
.......jestemszczesliwa. A byla zona mojego meza jeszcze bardziej, choc to byl
dla niej cios.
Poznalam tego mezczyzne i cos sie stalo. Oboje bylismy w srednim wieku, oboje
mielismy rodziny i dorastajace dzieci. Oboje wiedzielismy, ze to nie sa zarty.
Po krotkim czasie postanowilismy powiedzic naszym wspolmalzonkom. Rozmowy nie
byly latwe. Byl placz, przeklenstwa i wyzwiska. Przeprowadzilismy dwa rozwody
potem jeden slub. Mielismy chwile zalaman i rozterek. Czasem bylo badzo ciezko.
Moj maz zabezpieczyl finansowo swoje byla zone i dzieci. Zostawil jej caly
majatek. Na dzieci nie tylko placil regularnie, ale ma zywy kontakt z nimi do
dzis. Ja odeszlam od meza zostwiajac dzieci na poczatek w staym srodowisku z
ojcem. Z biegiem czasu dzieci przniosly siedo nas, co bylo ich wyborem.
Wszystko bylo bardzo trudne. Ale jeszcze zanim sie pobralismy bylya zona mojego
meza poznala innego mezczyzne. Dzis sa po slubie. Kochaja sie bardzo, maja male
dziecko. I ona sama mowi, z to bylo najwieksze szczesliwe nieszczescie w jej
zyciu. Moj byly maz tez znalazl pania z ktora sie swietnie rozumie i ktora do
niego o wiele lepiej pasuje jak ja. I dzis wszyscy jestesmy zadowoleni. A ma z
moim mezem zostalismy jakby wynagrodzeni za uczciwosc wtedy, za jasne
postawienie sprawy, za wytrwalosc i wiare. I dlatego czasem warto isc w zyciu
do celu. tylko treba byc o slusznosci tej drogi bardzo przekonanym.
Obserwuj wątek
    • oyama Ale... 13.01.02, 15:27
      No dobra, ale o co chodzi?
      • .klamka. Re: Ale... 13.01.02, 19:04
        oyama napisał(a):

        > No dobra, ale o co chodzi?

        to chyba kiepska proba usprawiedliwienia sie

        p.s. w koncu sie odnalazles!:)
      • Gość: pan laga Bo szczęście trzeba rwać, jak młode wiśnie ! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 21:38
        oyama napisał(a):

        > No dobra, ale o co chodzi?

        Pewno o to, byśmy wszyscy powiedzieli : tej, szczęsliwa, jakaś ty szczęsliwa i
        mądra, że wiedziałaś komu i kiedy rozbić, by miał lepiej.
        Dzięki szczęśliwej bowiem tamta znalazła tamtego i jest szczęsliwa, tamten
        znalazł tamtą i też wyje ze szczęscia, a i dzieciaki bardzo się cieszą i
        szczęściem wprost dławią, bo jedne mogą spozierać do woli na szczęście
        szczęśliwej, to nic, ze bez ojca, a drugie, też bez ojca, mogą patrzeć na
        szczęście matki czyli ex-żony męża szczęśliwej , i popatrywać jak matka orgazmuje
        raz po raz ciesząc się najnowszym dzieckiem ze związku z nowym mężem.Na dodatek
        stary mąż, jak donosi szczęśliwa, NIE TYLKO zabezpieczył poprzednią starą
        finansowo i nie wyniósł nic z domu, ale też nawet buli na małe regularnie, a
        NAWET widuje się z nimi. Ale szczęście, kurwa jego mać !!!!
        Fajno jest.
        amen
        pan laga
    • Gość: luizka Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 13.01.02, 19:34
      A jak dlugo to trwalo mozesz opisac...jestem w podobnej sytuacji i nie iwem czy
      doczekam konca, HELP!
      • szczesliwa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 13.01.02, 21:19
        Odpowiem ci, ale najpierw po kolei. Po co to opowiedzialam? Bo czytalam tu
        gdzies o "kurwach" ktore rozbijaja malzenstwa. Ja rozbilam dwa. Dwie rodziny,
        ktore niby byly normalne na zewnatrz. Czworo dorastajacych dzieci, ktore
        powinny byc nieszczesliwe a nie sa. I zdradzona zona, ktora pewnie nie inaczj o
        mnie myslala a dzis jest szczesliwa. Po to to opowiedzialam, zeby nie walic w
        te "trzecie" kamieniami i wyzwiskami. Zycie bywa rozne.
        A jak dlugo to trwalo? Nasz romasn byl krotki i juz po kilku miesiacach
        zdecydowalismy sie na bycie razem. Potem byly rozmowy, rozmowy, rozmowy. I
        oczywiscie placz wszystkich zainteresowanych. Rozmowy z dziecmi, rozmowy z
        malzonkami i nasze rozmowy. Od samego poczatku stawialismy sprawe jasno. Od
        momentu ujawnienia do naszego slubu minely trzy lata. Byla zona mego meza
        wyszla ponownie za maz troche wczesniej. Najgorsza i najbolesniejsza byla
        sprawa moich dzieci. Byly mlodsze niz jego. Po dlugich rozmowach zdecydowalismy
        z moim bylym mezem zostawic je tam gdzi byly. W ich domu. Ze wzgledu na
        srodowisko, ze wzgledu na szkoly i kolegow. Ustalilismy takze, ze jesli zechca,
        to do nastepnych szkol pojda juz w poblizu mojego miejsca zamieszkania. I tak
        tez sie stalo. Do tego czasu bywaly u nas i ja u nich najczesciej jak tylko sie
        dalo. Mialy od samego poczatu u mnie swoj pokoj. Wizyty w moim bylym domu
        staralam sie organizowac tak, zeby nie miec specjalnego kontaktu z ich ojcem.
        Do czasu rozwodu stosunki byly napiete i nie ma sie czemu dziwic. Byla zona
        mojego meza pogodzila sie z sytuacja o wiele predzej. Los jej pomogl.
        Udalo nam sie doprowadzic sprawe do szczesliwego konca. Nie bylo latwo, ale
        wiedzielismy od poczatku na co sie porywamy i czego chcemy. I dlaczego tez
        wiedzielismy. Zdaje sobie sprawe, ze w oczach niejednej swiatobliwej zony
        zaluguje na miano "kurwa" w ich mniemaniu. Ale nie zaluje. Wlasciwie dzis nie
        zaluje nikt ze wszystkich zainteresowanych.
        • Gość: Emma Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 13.01.02, 21:25
          Och ,chyba sie poplacze. Takie to wzruszajace.
        • Gość: Melba .....i dzieci mają fajnie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 14.01.02, 00:25
          Dwie mamy , dwóch ojców i ośmioro dziadków!Plus dwójka nowego rodzeństwa, a
          wczesniej każde miało po jednym. Po prostu wszyscy są szczęśliwi. Aha,
          zapomniałam o tym trzecim nowym bobo. To to ma dopiero rodzinkę !
        • Gość: tazoo Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.talnet.pl 16.01.02, 09:36
          Czy dzieci są szczęśliwe okaże się, gdy założą swoje rodziny. To, co dostały w
          dzieciństwie oddadzą w dorosłym życiu.
          • Gość: iopp Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: 195.117.174.* 16.01.02, 09:58
            Dokładnie, tazoo
          • Gość: leslawc Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.uk.neceur.com 29.01.02, 13:11
            Gość portalu: tazoo napisał(a):

            > Czy dzieci są szczęśliwe okaże się, gdy założą swoje rodziny. To, co dostały w
            > dzieciństwie oddadzą w dorosłym życiu.

            A co myslisz ze jak wyrastaja w tak zwanej normalnej rodzinie gdzie nie ma
            milosci i wzajemnego szacunku. Myslisz ze w takiej rodzinie dzieci poznaja co to
            cieplo rodzinny i jako dorosle juz osoby sa w stanie stworzyc funkcjonujaca
            normalna rodznie? Istnieja granice i musza byc spelnione pewne warunki aby
            malzenstwo funkcjonowalo w miare normalnie. Jesli wzajemna obojetnosc jestjedyna
            platforma porozumienia to moim zdaniem nie jest to dla dzieci odpowiednie
            srodowiska dla ksztaltownaia ich sfery emocjonalnej. Zyjemy w czasach gdzie
            zaleznosc materialna zony od meza i vice versa nie musi byc jedynym czynnikiem
            utrzymujacym zwiazek malzenski przy zyciu.
            Zycie jest jedno i nalezy je przezyc tak aby innym i sobie zadac jak najmniej
            bolu. W watku tym mozna jedynie pozazdrosci odwagi autorce i cieszyc sie wspolnie
            z takiego a nie innego przebiegu zdarzen

            pozdrowienia

            leslawc
    • Gość: Ola Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 14.01.02, 03:04
      Szczesliwa nikt nie bedzie ci ublizal, bo nikt nie ma do tego prawa. Napisalas
      aby nam pokazac, ze nawet takie trudne sytuacje, moga zakonczyc sie dobrze, ale
      czy jestes tego pewna? Z twojego punktu widzenia osiagnelas co chcialas, ale z
      punktu widzenia innych osob to nie wyglada juz tak cudownie. Ty chyba nie
      moglas o tym wiedziec co bedzie jak postanowilas zycie wszystkich
      zainteresowanych przestawic do gory nogami. Jak sie ma dzis twoj ex maz? A
      dzieci ?Stracily bezpowrotnie swoje prawdziwe, domy z mama i tata, tego nigdy
      juz nie zmienisz to pozostanie z toba do konca, a co najgorsze pozostanie z
      nimi do konca ich dni. Czy naprawde warto bylo budowac swoje szczescie na
      nieszczesciu innych, szczegolnie dzieci???
      • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 14.01.02, 03:48
        A czy ktos Cie prosil o ta pomoc? Jak Ty mozesz mowic o
        czyims szczesciu kiedy ogolnie jest trudno cos wiedziec o
        swoim wlasnym?
        • Gość: noe Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.szcz.gazeta.pl 15.01.02, 15:38
          W życiu bywa bardzo różnie i nikt nie jest w stanie przewidzieć na ile zmieni
          sie jego życie w ciągu roku lub nawet miesiąca. Bardzo dziwią mnie deklaracje
          ludzi i ich zapewnienia co do pewnych zachowań. Ten kto jest pewny swoich
          reakcji w ekstremalnych sytuacjach, ten albo nie myśli (przepraszam) albo nigdy
          nie był w takiej sytuacji. Bardzo łatwo jest oceniać innych, ale zapewniam Was,
          ze nawet nasze opinie weryfikuja się w miarę upływu naszego życia i w miarę
          wzrostu doświadczeń.
          Kiedyś sama byłam bardzo jednostronna i zaborcza w swoich opiniach, wydawało mi
          sie, że jestem w stanie przewidzieć swoje wszystkie reakcje np na ból -
          pierwsze rozczarowanie.
          Byłam pewna, że nigdy, przenigdy nie spojrzę na żonatego mężczyznę, nie mówiac
          o romansie z takowym - nie udało się.
          Byłam pewna wychodząc za mąż(tak jak większość kobiet), ze to ten jeden na całe
          życie - porażka.
          Teraz jestem w takiej sytuacji jak autorka tego tematu, teraz jestem
          szczęśliwa, kocham i jestem kochana, mimo, ze po drodze były ofiary - ale
          powiedzcie mi gdzie ich nie ma? Kazdy człowiek kocha przede wszystkim siebie,
          potem są inni. I naprawdę dobrze jest jeżeli dla innych też mamy miejsce w
          sercu, mimo, że musimy dla siebie samych określić rzeczy od ważnych do tych
          mniej ważnych.
          • szczesliwa Re: do Noe 15.01.02, 19:15
            Masz racje, nikte nie jest w stanie przewidziec co mu zycie przyniesie. Ja tez
            niczego nie planowalam i do glowy mi nie przyszlo, ze tak sie moze kiedys stac.
            Ale stalo sie. I co mielismy do wyboru? Zostawic wszystko tak jak jest i byc
            nieszczesliwym, albo postawic sprawe jasno i walczyc o swoje. I jak czytam te
            powazne wypowiedzi podszyte kpina i pelne troski o dobro dzieci, to smiac mi
            sie chce. Jesli czytalas te posty wczesniej, to wiesz o czym mowie. Naprawde
            nie bylo nam latwo. Ale czy gdybysmy zostwili wszystko tak jak bylo, czy
            wszyscy byliby szczesliwi? Jakie bylyby nasze rodziny??? Czy nasi malzonkowie
            byliby z nami szczesliwi? A dzieci? I kto ma prawo mowic co jest dla naszych
            dzieci najwazniejsze? I kpic? Wiesz Noe, najwazniejsze w zyciu jest miec kogos
            do kochania i byc kochanym. Tak kochanym, ze czasem az sie boisz tego szczesia.
            I dla tego szczescia warto bylo zrobic to wszystko. Pozdrawiam cie.
            • Gość: Sylwia Re: do szczęśliwej IP: *.gazeta.pl 15.01.02, 19:28

              Nie krytykuję, nie oceniam, może nawet podziwiam za odwage ???

              Jednej rzeczy tylko nie zrozumiałam w tej całej historii !!!
              Piszerz: jak dobrze kochać i być kochanym, i teraz to masz !!!
              A czy te dzieci z poprzedniego związku nie zrodziły się z MIŁOSCI ???
              • Gość: ........ Re: do szczęśliwej IP: *.sympatico.ca 15.01.02, 19:56
                No wlasnie, czy te dzieciaki zrodzily sie same? Ty
                "szczesliwa" jestes ogolnie o zlej psychologii, moze tej
                wygodnej chwilowo dla siebie i nawet innych ale ona nie
                nadaje sie na dluzsza mete w zyciu. Sama uparcie twierdzisz
                ze trudno przewidziec co nas czeka jutro i w tym masz
                zupelna racje. Piszesz tez o szczesciu ktore nastapilo w
                nieszczesciu. A tak naprawde to ja mysle ze Ty nie wiesz
                co szczescie oznacza, jak i gdzie go szukac. Skad mozesz
                wiedziec ze dwojga ludzi o Twojej psychologii "szczesliwych"
                dzisiaj beda szczesliwi jutro? Moze znowu ich "szczescie"
                bedziesz rozwalac dla kolejnego swojego i czyjegos szczescia?
                Moze to bedziesz robic tak bez konca, tak dla swojej
                przyjemnosci wmawiajac sobie ze tworzysz szczescie i dobro
                sobie i komus? Ty nie powinnas nazywac siebie szczesliwa
                gdyz tak naprawde to Twoje szczescie jest zludne ( ja tak to
                widze). Popracuj raczej nad soba. Ludziom oczywiscie trzeba
                pomagac ale madrze. Zawsze istnieje ta najmniejsza nawet szansa
                by utrzymac malzenstwo, gdy sie chce. Mysle tez ze kazde
                malzenstwo powinno same decydowac o swoim zwiazku jak tez i
                jego rozpadzie. Podlewasz benzynke do ognia zamiast wody. Wlazisz
                ogolnie w nieswoje sprawy ( oczywiscie pewnie teraz myslisz ze
                to nie ja, to on do mnie przyszedl, kochal, bla, bla bla itd.)
                Winnych zawsze mozna znalezc, i nie tylko.
                • szczesliwa Re: do ................ 15.01.02, 21:24
                  Czy ty myslisz, ze ja przyszlam do cudzego domu, siadlam na wersalce i
                  powiedzialm: szanowna pani, niech sie pani zgodzi na rozwod, bo terz na mnie
                  kolej? Glupio myslisz. Oczywiscie, kazde malzenstwo decyduje samo o sobie. Czy
                  wogole mozna inaczej? I bzdura jest ratowanie kazdego malzenstwa. Popatrze ile
                  tu jest postow od maltretowanych psychicznie, poprzez bite az do zdradzanych.
                  Maja siebie ratowac, czy malzenstwo? I ja w dniu slubu nie myslalam, ze mnie
                  cos takiego spotka. Przyznaje, poczucie winy mialam dlugo. I zapewniam cie, ze
                  gdyby moj dzisiejszy maz chcial zostac ze swoja owczesn zona, to by zostal. Ale
                  nie chcial.I mam jedno pytanie, czy wszystkie dzieci dzieci rodza sie tylko z
                  milosci? i wszystkie malzenstwa zawarte z milosci trwaja po grob?? Tak chce
                  kazdy w dniu slubu. Ale tak ,niestety, nie jest w zyciu.
                  • Gość: Ewka Re: do Szczesliwej IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 15.01.02, 21:29
                    Ja Cie doskonale rozumiem i pozdrawiam ,Szczesliwa.
                  • Gość: ........ Re: do ................ IP: *.sympatico.ca 15.01.02, 23:05
                    szczesliwa napisał(a):

                    > Czy ty myslisz, ze ja przyszlam do cudzego domu, siadlam na wersalce i
                    > powiedzialm: szanowna pani, niech sie pani zgodzi na rozwod, bo terz na mnie
                    > kolej? Glupio myslisz. Oczywiscie, kazde malzenstwo decyduje samo o sobie. Czy
                    > wogole mozna inaczej? I bzdura jest ratowanie kazdego malzenstwa. Popatrze ile
                    > tu jest postow od maltretowanych psychicznie, poprzez bite az do zdradzanych.
                    > Maja siebie ratowac, czy malzenstwo? I ja w dniu slubu nie myslalam, ze mnie
                    > cos takiego spotka. Przyznaje, poczucie winy mialam dlugo. I zapewniam cie, ze
                    > gdyby moj dzisiejszy maz chcial zostac ze swoja owczesn zona, to by zostal. Ale
                    >
                    > nie chcial.I mam jedno pytanie, czy wszystkie dzieci dzieci rodza sie tylko z
                    > milosci? i wszystkie malzenstwa zawarte z milosci trwaja po grob?? Tak chce
                    > kazdy w dniu slubu. Ale tak ,niestety, nie jest w zyciu.
                    * Tak nie jest w zyciu gdyz jestesmy ludzmi wygody z
                    nalecialoscia wlasnego egoizmu do ktorego tak nam trudno sie
                    przyznac. Przyznaj sie lepiej ze rozbilas to malzenstwo z racji
                    korzysci dla siebie.Gdyby tej korzysci nie bylo pewnie g....o
                    Cie ich sprawy by obchodzily. Kazde malzenstwo ma swoje dobre
                    czasy jak tez i zle. Sa w nich wzloty i upadki. Kazdy
                    szanujacy sie partner powinien raczej o tym wiedziec jak tez
                    byc przygotowanym na wybrniecie z tego najgorszego kryzysu. To
                    zazwyczaj osoby postronne jak Ty wiedza najlepiej co maja
                    zrobic w takiej sytuacji, a najlepszym wg. nich rozwiazaniem
                    jest rozbicie danego malzenstwa. To jest cos podobnego jakgdyby
                    mocno chory czy ranny i w bolu prosil by go zabic. Czy tez
                    go bys "uszczesliwila" i siebie zarazem wypelniajac te
                    przysluge?. Raz jeszcze pisze ze nie zgadzam sie z Twoja
                    psychologia. Dwoje doroslych ludzi zchodzi sie razem, dwoje tez
                    powinno (jezeli) sie rozchodzic. To oni powinni decydowac czy te
                    ostatnia swoja szanse i nadzieje wykorzystac lub zaprzepascic, nie
                    Ty. Znasz powiedzonko: gdzie sie dwoch bije to trzeci
                    korzysta. Jestes ta trzecia. Ja rozumiem dlaczego nia jestes -
                    dla wlasnej wygody i korzysci. Pisanie ze oni byli ze soba
                    nieszczesliwi itd. jest bardzo pesymistyczne. To ze byli
                    nieszczesliwi w jakims czasie swojego zwiazku wcale nie oznacza
                    ze w przyszlosci nie mogliby byc szczesliwi. To Ty nadajes
                    sobie prawa by o czyims szczesciu i nieszczesciu decydowac.
                    Zajmij sie raczej swoim szczesciem SZCZESLIWA.
                    • Gość: Ola Re: do przedmowczyni IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.01.02, 01:42
                      Pieknie to ujelas. Podpisuje sie dwiema rekami pod twoimi postami. Ze swojej
                      strony powtorze tylko, ze nikt nie wroci dzieciom ich pelnych, domow
                      rodzinnych. Beda czuc sie zawsze odstawione na bok, w szczegolnosci w sytuacji
                      kiedy rodzice buduja od razu drugie ,pelne rodziny. Co do tych nieszczesliwych,
                      zdradzanych na forum o ktorych pisala Szczesliwa to wlasnie takie osoby jak ona
                      sa zrodlem tych rozwodow i nieszczesc.
                • Gość: tazoo Re: do szczęśliwej IP: *.talnet.pl 16.01.02, 09:51
                  Nie jestem szczęśliwa w związku, ale widzę, jak moje dziecko kocha ojca i
                  cieszy się, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Mam mu to odebrać dla własnego
                  szczęścia? Należy mu się to, bo nie prosił się na świat.
                  • optymistka Re: do tazoo 16.01.02, 10:03
                    Gość portalu: tazoo napisał(a):
                    > Nie jestem szczęśliwa w związku, ale widzę, jak moje dziecko kocha ojca i
                    > cieszy się, kiedy jesteśmy wszyscy razem. Mam mu to odebrać dla własnego
                    > szczęścia? Należy mu się to, bo nie prosił się na świat.>


                    Tazoo, jesteś mądra kobitka.

                  • magda_z Re: do tazoo 16.01.02, 12:11
                    No tak, ty jesteś nieszczęśliwa w związku i należy brać z ciebie przykład bo to
                    JEDYNA SŁUSZNA DROGA, a kobiety z innym podejściem to wredne egoistki. A z
                    kolei dzeci są takie naiwne i głupie, że na pewno nie zauważą żę między mamusią
                    i tatusiem się nie układa, no bo PRZECIEZ SĄ RAZEM. Zapewniam cię, że może
                    2letnie dziecko nie zauważy, ale 5 letnie tak. No i czy budowanie szczęścia
                    rodzinnego dla dobra dzieci polega na fizycznym byciu razem, tj. wspólnym
                    mieszkaniu i wspólnych spacerach, czy też chodzi o cos więcej, "wspólnotę
                    duchową"? DZIECI NIE SĄ GŁUPIE, w pewnym wieku zauważą że mama nie jest z tatą
                    szczęśliwa i męczy się dla nich.
                    No, ale niektórzy i tak pozostaną w przekonaniu, ze maja monopol na przyzwoite
                    zachowanie...
                    • Gość: Noe Re: DO MAGDY IP: *.szcz.gazeta.pl 16.01.02, 12:29
                      Dodałaś to o czym ja zapomniałam, dzięki!
                      Dzieci kiedyś odejda z domu, założą swoje rodziny i to od naszych decyzji teraz
                      zależy przyszłe zachowanie naszych dzieci. To czy będa potrafiły zadbać o
                      siebie, o swoje szczęście, czy poddadzą sie fali dziedzictwa i bycia z kimś dla
                      czegoś innego niż zwykła miłość. Poza tym nie wiem czy nieszcześliwa kobieta
                      jest w stanie dać szczęście innym, m.in. swoim dzieciom.
                      Pozdrawiam
                    • Gość: Emilia Re: do tazoo IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.01.02, 21:49
                      Magda, jesli ktos kogos kocha to chce byc z ta osoba i psychicznie i fizycznie,
                      prawda? Chce wiec miec i te spacery i ten kosciolek i fizyczna, stala
                      obecnosc. Dzieci nie roznia sie w tej mierze od nas. Dlaczego uwazasz, ze
                      powinna im wystarczyc tylko ta psychiczna strona medalu? Nie jestem za tym aby
                      trzymac dzieci na sile w zwiazku w ktorym jest przemoc fizyczna. To
                      rzeczywiscie nie najlepsza sytuacja dla nich. Z cala pewnoscia nie nalezy
                      trzymac dzieci rowniez w zwiazku w ktorym sa molestowane fizycznie badz
                      seksualnie .Ale to chyba nie mialo miejsca w przypadku Szczesliwej.Dlaczego
                      dzieci musza sie uczyc jak dbac o siebie z rozwodu rodzicow. Nie lepiej pokazac
                      im jak dokonac dobrego wyboru i jak codziennie dbac o trwalosc tego zwiazku. Ja
                      mysle, ze ona nie miala szczescia trafic na jakas energiczna kobitke ktora nie
                      pozwolilaby jej tak przyjsc do wlasnego domu i w glorii wyjsc. Moze wtedy i ten
                      obiekt jej szczescia zmienilby kat widzenia. Dzieci nie sa glupie czuja i
                      widza , ale rowniez maja nadzieje ze rodzice potrafia przetwac kryzys i czuc
                      sie znowu szczesliwi razem. Najwiekszym marzeniem dzieci rozwiedzionych
                      rodzicow jest ponowne sie ich zejscie.
                      • Gość: Emilia Re: DO MAGDY IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.01.02, 21:51
                        Powyzszy tekst jest do Magdy.
                      • Gość: magda Re: do Emilii IP: *.chello.pl 17.01.02, 11:21
                        Oczywiście, masz rację. Takie sprawy jak ta są tak złożone i trudne, że w
                        każdym poscie tutaj jest trochę racji (nawet gdy kobitki się spierają, bo
                        patrzą na sprawę np. z pkt. widzenia własnych doświadczeń).
                        Wiadomo, żę idealnie byłoby zapewnić szczęście i bezpieczeństwo i dzieciom, i
                        sobie, i parterowi, no ale życie jest życiem...
                        PS. w moim poście NIE twierdziłam, że tylko psychiczna więź się liczy, a
                        fizyczna obecność nie.
                        • Gość: MAMA UWAZAM.............. IP: *.daewoo.com.pl 23.01.02, 09:32
                          Moim zdaniem kazdy zyje jak mu wygodnie. Ludzie generalnie nie lubia
                          kompromisow. Nie chca sie poswiecac komus, czemus.
                          Rodzina-komorka stworzona z wlasnej nieprzymuszonej woli, malzenstwo-tez wolny
                          wybor, ale to sa 2 najwieksze wartosci jakie istnieja. NAJWIEKSZE. Dlatego
                          jezeli swiadomie zaklada sie rodzine nalezy walczyc o to by zyla i rozwijala
                          sie prawidlowo. Najprosciej jest to rozwalic, zbeszczescic, zdradzic,
                          olac.........szukac innego zycia.
                          POTEPIAM WSZYSTKICH KTORZY NIE POTRAFIA UTRZYMAC SWOJEJ RODZINY I ROBIC
                          WSZYSTKIEGO BY JEDNAK PRZETRWALA. NALEZY UMIEC WYBACZAC, PRZEPROSIC A PRZEDE
                          WSZYSTKIM KOCHAC /NIE EGOISTYCZNIE,MYSLAC TYLKO O WLASNEJ DUPIE/ ALE TAK
                          DOJRZALE I ODPOWIEDZIALNIE.

                          Ps. Wyjatki ciezko patologiczne nie biore pod uwage, moja wypowiedz kierowana
                          jest do inteligentnych
              • optymistka Re: do szczęśliwej 16.01.02, 08:59

                Zapytano czy twoje dzieci były poczęte z miłości ?

                Ty mówisz: " czy wszystkie dzieci rodzą sie tylko z miłości"

                Mowa jest o twoich, nie o wszystkich.

                Niedobrze mi sie robi, czytając twoją opowieść. Przez takich jak
                ty jest tyle zła i cierpień na świecie. Jesteś niedojrzałą,
                nieodpowiedzialną kobita.

                Brzydziłabym się takiej matki !!!!
                • Gość: Sylwia Re: do szczęśliwej IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 16.01.02, 15:15

                  Ty stale się usprawiedliwiasz !!!
                  Dlatego podajesz patalogiczne przykłady, które ciebie przecież nie
                  tyczą, zamiast pisać (jesli już) tylko o swojej sytuacji.
                  Mów o sobie, nie uogólniaj.
                  Wątpię, by któraś z nas ( nie pochwalajaca twej decyzji)
                  zazdrościła Ci. To Tobie sie tak wydaje.
                  Nie myśl, że tylko Tobie jednej cos tak "cudownego" się przytrafiło.
                  Zdarzały się "pokusy" na drodze swego życia, oj zdarzały.
                  Los lubi być przewrotny.
                  Właśnie ze względu na dzieci, które kochały mnie jak i ojca swego
                  a męża mojego, trzeba było się tym "pokusom" oprzeć.
                  Jakby w nagrodę od losu, moje życie z mężem uległo ogromnej,
                  cudownej przemianie. Miłość rozkwitła ponownie; ale jakoś tak pełniej,
                  cieplej, dojrzalej. I dziękuję Opatrzności za to.
                  I ja to mogę powiedzieć : Jestem Szczęśliwa.


                • Gość: leslawc Re: do szczęśliwej IP: *.uk.neceur.com 29.01.02, 13:23
                  optymistka napisał(a):

                  >
                  > Zapytano czy twoje dzieci były poczęte z miłości ?
                  >
                  > Ty mówisz: " czy wszystkie dzieci rodzą sie tylko z miłości"
                  >
                  > Mowa jest o twoich, nie o wszystkich.
                  >
                  > Niedobrze mi sie robi, czytając twoją opowieść. Przez takich jak
                  > ty jest tyle zła i cierpień na świecie. Jesteś niedojrzałą,
                  > nieodpowiedzialną kobita.
                  >
                  > Brzydziłabym się takiej matki !!!!

                  a ja sie dlawie twoim optymizmem optymistko !!!!


            • Gość: Tazoo Re: do Noe IP: *.talnet.pl 16.01.02, 09:48
              szczesliwa napisał(a):

              > Masz racje, nikte nie jest w stanie przewidziec co mu zycie przyniesie. Ja tez
              > niczego nie planowalam i do glowy mi nie przyszlo, ze tak sie moze kiedys stac.
              >
              > Ale stalo sie. I co mielismy do wyboru? Zostawic wszystko tak jak jest i byc
              > nieszczesliwym, albo postawic sprawe jasno i walczyc o swoje. I jak czytam te
              > powazne wypowiedzi podszyte kpina i pelne troski o dobro dzieci, to smiac mi
              > sie chce. Jesli czytalas te posty wczesniej, to wiesz o czym mowie. Naprawde
              > nie bylo nam latwo. Ale czy gdybysmy zostwili wszystko tak jak bylo, czy
              > wszyscy byliby szczesliwi? Jakie bylyby nasze rodziny??? Czy nasi malzonkowie
              > byliby z nami szczesliwi? A dzieci? I kto ma prawo mowic co jest dla naszych
              > dzieci najwazniejsze? I kpic? Wiesz Noe, najwazniejsze w zyciu jest miec kogos
              > do kochania i byc kochanym. Tak kochanym, ze czasem az sie boisz tego szczesia.
              >
              > I dla tego szczescia warto bylo zrobic to wszystko. Pozdrawiam cie.

              A co z przysięgą: "...i nie opuszczę cię aż do śmierci"? Jakie mają dla ciebie
              znaczenie te słowa i jakie będą miały dla Twoich dzieci?
              I nie ow, że piszą tu "świątobliwe", bo do takich się nie zaliczam.

              • Gość: Noe Re IP: *.szcz.gazeta.pl 16.01.02, 11:13
                Dlaczego tyle kamieni leci w stronę Szczęśliwej? Czyżbyście leczyły przez to
                swoje niedoskonałości? Czy potraficie powstrzymać się od moralizowania i
                potępień? Przypominacie mi swoimi wypowiedziami wiejskie dewotki - obłudne,
                zawistne, mierzące wszystko i wszystkich swoją miarką, a kryjące się pod maską
                kobiet z zasadami moralnymi. Nikogo i niczego nie można uogólniać i zamykać w
                jeden szablon. Dlaczego uważacie,że wszystkiemu winna jest kobieta, ze to ona
                rozbiła małżeństwo, że to dzięki niej nie udało sie skleić "rozbitego lub
                nadtłuczonego dzbanka". Dlaczego traktujecie mężczyzn jak bezrozumne istoty?
                Szkoda, bo wydaje mi sie, ze oni też mają coś do powiedzenia i do decydowania o
                sobie. Każdy, nie ważne czy to mężczyzna, czy kobieta, odpowiada sam za siebie.
                Jeżeli Szcześliwa chciała odejść od pierwszego męża - to odeszła i nikomu nic
                do tego, tak samo jest z mężczyzną - jeśli chce odejść to odchodzi i nie
                rozumiem obwiniania za to drugiej kobiety.
                Nie macie pojęcia co dzieje sie w duszy i głowie "nielojalnego" partnera,
                łatwiej o oskarżenia i szukanie winnego.
                Pamiętajcie w życiu bywa różnie i całkiem być może znajdziecie się kiedyś w
                podobnej sytuacji.........
                • Gość: tazoo Re: Re IP: *.talnet.pl 16.01.02, 12:25
                  Gość portalu: Noe napisał(a):

                  > Dlaczego tyle kamieni leci w stronę Szczęśliwej? Czyżbyście leczyły przez to
                  > swoje niedoskonałości? Czy potraficie powstrzymać się od moralizowania i
                  > potępień? Przypominacie mi swoimi wypowiedziami wiejskie dewotki - obłudne,
                  > zawistne, mierzące wszystko i wszystkich swoją miarką, a kryjące się pod maską
                  > kobiet z zasadami moralnymi. Nikogo i niczego nie można uogólniać i zamykać w
                  > jeden szablon. Dlaczego uważacie,że wszystkiemu winna jest kobieta, ze to ona
                  > rozbiła małżeństwo, że to dzięki niej nie udało sie skleić "rozbitego lub
                  > nadtłuczonego dzbanka".

                  - To trzeba z tym "dzbanem" obchodzić się delikatnie.

                  Dlaczego traktujecie mężczyzn jak bezrozumne istoty?

                  - Kto to powiedział, bo na pewno nie ja!

                  > Szkoda, bo wydaje mi sie, ze oni też mają coś do powiedzenia i do decydowania o
                  > sobie.


                  Każdy, nie ważne czy to mężczyzna, czy kobieta, odpowiada sam za siebie.

                  - Za siebie? A co z uczuciami dzieci?

                  > Jeżeli Szcześliwa chciała odejść od pierwszego męża - to odeszła i nikomu nic
                  > do tego, tak samo jest z mężczyzną - jeśli chce odejść to odchodzi i nie
                  > rozumiem obwiniania za to drugiej kobiety.

                  - Typowy przejaw skrajnego egoizmu. Robię w życiu to, co jest dla mnie najlepsze !

                  > Nie macie pojęcia co dzieje sie w duszy i głowie "nielojalnego" partnera,
                  > łatwiej o oskarżenia i szukanie winnego.

                  - Ale piszesz do mnie, albo do wszystkich. Jeżeli do wszystkich to nie wcinaj się
                  w mój post.

                  > Pamiętajcie w życiu bywa różnie i całkiem być może znajdziecie się kiedyś w
                  > podobnej sytuacji.........

                  - Dziękuję za radę. Ja bym jeszcze dodała: "Jak sobie pościelesz tak się wyśpisz".
                  • Gość: Noe Re: Re IP: *.szcz.gazeta.pl 16.01.02, 12:40
                    No właśnie, jak sobie pościelesz tak się wyśpisz!!!!!
                    Nic dodać, nic ująć!
                    Szczęśliwa pościeliła sobie tak, że jest jej dobrze, a Ty?
                    Jaka Ty będziesz, gdy Twoje dzieci odejdą z domu? Będziesz żyła ich życiem, ich
                    problemami i radościami, będziesz zabierała ich tlen?
                    Teraz Twoje dzieci potrzebują stałej opieki i troski - i pewnie to mają i będą
                    miały cokolwiek się stanie z Twoim małżeństwem, ale gdy będą dorosłe bedą
                    potrzebowały szczęśliwej matki, takiej z której powodu nie mają wyrzutów
                    sumienia i poczucia obowiązku, która oprócz tego, że cały czas stoi gdzieś
                    obok, jest spełniona i ma też swoje życie, które kocha.
                    • szczesliwa Re: Odpowiadam.... 16.01.02, 14:15
                      ktos tu napisal, ze sie brzydzi taka matka jak ja. Wielkie slowa!!! A
                      dlaczego?? Bo nie poswiecilam sie na oltarzu macierzynstwa?? I napewno dzieci
                      sie beda mniej brzydzily, czy wzgardzaly, matka, ktora na ich oczach pijany
                      tatus po pysku pral, ale od niego nie odeszla, niz mna. I na pewno dzieci w
                      rodzinie w ktorej panuje wzajemna nienawisc i jedno praktycznie czeka n smiec
                      drugiego nabiora wiecej szaunku do partnera w zyciu niz moje. I na pewno w
                      takiej rodzinie, gdzie matka zostaje z ojcem tylko dla niedzielnych spacerow,
                      albo dlatego, ze dziecko kocha ojca dzieci czuja sie bezpieczniej niz moje. Po
                      pierwsze nikt zadnym dzieciom ani mamy , ani taty nie odebral. Dla dzieci
                      wlasnie po dlugich rozmowach zdecydowalismy sie z moim bylym mezem pozostwaic
                      je w ich domu. W ich srodowisku. I co im odeblalam? Bylam na kazdy ich
                      potrzeba, pralam i sprawdzalam zadanie. Nie mieszkalam tylko z nimi. Nie
                      mieszkalam z ich ojcem. Nie padlo ani jedno zle slowo na tate ani na mame. My
                      jestesmy RODZICAMI oboje. Tamci tak samo. I tego nie zmieni nikt na swiecie.A
                      nasze dzieci moze naucza sie byc uczciwym w zyciu, bo ani ich ani siebie ni
                      oklamywalismy. Nigdy. No ale pewnie lepiej jest, jak dziecko sie tylko domysla,
                      ze cos sie niedobego dzieje i rosnie w tym strachu. To jest o wiele lepiej,
                      kiedy dziecko idzie w niedziele z tatusiem i mamusia do koscoilka a poza tym
                      mama placze a tatus kurwuje. I na pewno to jest lepiej wyrastac w domu gdzie
                      rodzice nie maja sobie nic do powiedzenia, ale sa razem, niz miec praktycznie
                      dwa domy w ktorych panuje smiech, radosc i milosc. O wzajemnym szcunku juz nie
                      wspomne. I wy macie racje, wszystkie moje drogie przeciwniczki. Ale nawet
                      gdybym byla sama jedna , ktora tak mysli ZROBILBYM TO JESZCZE RAZ!!! A tak
                      naprawde, to powinnam byc ukamieniowana a nie mowic o szczesciu, prawda?? A czy
                      was przypadkiem nie boli cos innego? Czy nie jedna z pan z postow wyzje, tez by
                      juz dawno odeszl od meza, ale brak jej odwagi? He?? A jakie ja mialam korzysci?
                      Materialnych, zadnych. I ja i moj obecny maz prawie wszystko zostawilismy tam
                      gdzie bylo. Ja zabralam kilka moich ulubionych drobiazgow. I znowu dlatego,
                      zeby dzieci nie za bardzo wielkie zmiany odczuwaly i jeszce dlatego, ze
                      chcielismy zaczac od poczatku ze soba, bez bagazu (doslownie) z poprzednich
                      zwiazkow. Ale niewatpliwie wygralam na tym wiele. I nie tylko ja. Byla zona
                      mojego meza tez wygrala. A przede wszystkim wygralam szacunek do ukochnego
                      czlowieka, tegoz czlowieka i cos, czego sie opisac nie da. Milosc.
                      • Gość: ........ Re: Odpowiadam.... IP: *.sympatico.ca 16.01.02, 16:24
                        szczesliwa napisał(a):

                        > ktos tu napisal, ze sie brzydzi taka matka jak ja. Wielkie slowa!!! A
                        > dlaczego?? Bo nie poswiecilam sie na oltarzu macierzynstwa?? I napewno dzieci
                        > sie beda mniej brzydzily, czy wzgardzaly, matka, ktora na ich oczach pijany
                        > tatus po pysku pral, ale od niego nie odeszla, niz mna. I na pewno dzieci w
                        > rodzinie w ktorej panuje wzajemna nienawisc i jedno praktycznie czeka n smiec
                        > drugiego nabiora wiecej szaunku do partnera w zyciu niz moje. I na pewno w
                        > takiej rodzinie, gdzie matka zostaje z ojcem tylko dla niedzielnych spacerow,
                        > albo dlatego, ze dziecko kocha ojca dzieci czuja sie bezpieczniej niz moje. Po
                        > pierwsze nikt zadnym dzieciom ani mamy , ani taty nie odebral. Dla dzieci
                        > wlasnie po dlugich rozmowach zdecydowalismy sie z moim bylym mezem pozostwaic
                        > je w ich domu. W ich srodowisku. I co im odeblalam? Bylam na kazdy ich
                        > potrzeba, pralam i sprawdzalam zadanie. Nie mieszkalam tylko z nimi. Nie
                        > mieszkalam z ich ojcem. Nie padlo ani jedno zle slowo na tate ani na mame. My
                        > jestesmy RODZICAMI oboje. Tamci tak samo. I tego nie zmieni nikt na swiecie.A
                        > nasze dzieci moze naucza sie byc uczciwym w zyciu, bo ani ich ani siebie ni
                        > oklamywalismy. Nigdy. No ale pewnie lepiej jest, jak dziecko sie tylko domysla,
                        >
                        > ze cos sie niedobego dzieje i rosnie w tym strachu. To jest o wiele lepiej,
                        > kiedy dziecko idzie w niedziele z tatusiem i mamusia do koscoilka a poza tym
                        > mama placze a tatus kurwuje. I na pewno to jest lepiej wyrastac w domu gdzie
                        > rodzice nie maja sobie nic do powiedzenia, ale sa razem, niz miec praktycznie
                        > dwa domy w ktorych panuje smiech, radosc i milosc. O wzajemnym szcunku juz nie
                        > wspomne. I wy macie racje, wszystkie moje drogie przeciwniczki. Ale nawet
                        > gdybym byla sama jedna , ktora tak mysli ZROBILBYM TO JESZCZE RAZ!!! A tak
                        > naprawde, to powinnam byc ukamieniowana a nie mowic o szczesciu, prawda?? A czy
                        >
                        > was przypadkiem nie boli cos innego? Czy nie jedna z pan z postow wyzje, tez by
                        >
                        > juz dawno odeszl od meza, ale brak jej odwagi? He?? A jakie ja mialam korzysci?
                        >
                        > Materialnych, zadnych. I ja i moj obecny maz prawie wszystko zostawilismy tam
                        > gdzie bylo. Ja zabralam kilka moich ulubionych drobiazgow. I znowu dlatego,
                        > zeby dzieci nie za bardzo wielkie zmiany odczuwaly i jeszce dlatego, ze
                        > chcielismy zaczac od poczatku ze soba, bez bagazu (doslownie) z poprzednich
                        > zwiazkow. Ale niewatpliwie wygralam na tym wiele. I nie tylko ja. Byla zona
                        > mojego meza tez wygrala. A przede wszystkim wygralam szacunek do ukochnego
                        > czlowieka, tegoz czlowieka i cos, czego sie opisac nie da. Milosc.

                        * Zaczelas opisywac jakie to tragizmy bywaja w malzenstwach itd.
                        Zyjemy chyba na ziemi i kazdy o tym wie lub przynajmniej
                        slyszal. Masz tutaj zupelna racje w swoim opisie. Pamietaj ze
                        nie Ty bylas przyczyna ich zwiazku, nie Ty go blogoslawilas,
                        nie Ty wyrazalas zgode na jego zawarcie, nie Ty dzielilas ich
                        zycie (wlazlas sama w ich zycie).............. Nie Tobie tez
                        bylo go rozbijac. Ta Twoja "pomoc" niestety ale w moich
                        oczach jest obrzydliwa. Duzo ladniej by wygladalo gdybys pozostala
                        na boku i pozwolila im samym zadecydowac o przyszlosci swojego
                        zwiazku ( w jedna strone czy druga). Oni przeciez tez byli
                        dorosli.
                      • Gość: Melba Re: Odpowiadam.... IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.02, 18:36
                        Dlaczego wciąż porównujesz swoje zycie do skrajności - "kurew, prania po pysku"?
                        Mnie jest żal tych dzieci - Was, dorosłych, mi nie zal. Macie, co chcieliście,
                        żyjecie wg swojej moralności i fajnie, że jesteście szczęśliwi wszyscy czworo,
                        czy też sześcioro (pogubiłam się w ilości tych związków). Ale Wy mieliście
                        wybór. Dzieci go nie miały.
                    • Gość: tazoo Re: Re IP: *.talnet.pl 16.01.02, 14:45
                      Gość portalu: Noe napisał(a):

                      > No właśnie, jak sobie pościelesz tak się wyśpisz!!!!!
                      > Nic dodać, nic ująć!
                      > Szczęśliwa pościeliła sobie tak, że jest jej dobrze, a Ty?
                      > Jaka Ty będziesz, gdy Twoje dzieci odejdą z domu? Będziesz żyła ich życiem, ich
                      >
                      > problemami i radościami, będziesz zabierała ich tlen?
                      > Teraz Twoje dzieci potrzebują stałej opieki i troski - i pewnie to mają i będą
                      > miały cokolwiek się stanie z Twoim małżeństwem, ale gdy będą dorosłe bedą
                      > potrzebowały szczęśliwej matki, takiej z której powodu nie mają wyrzutów
                      > sumienia i poczucia obowiązku, która oprócz tego, że cały czas stoi gdzieś
                      > obok, jest spełniona i ma też swoje życie, które kocha.

                      Wszystko to wiem. Ale wcale nie muszę mieć przy sobie faceta na starość żeby czuć
                      się szczęśliwa. I to jeszcze zdobytego takim wysiłkiem!
                      Znam lepsze formy uszczęśliwiania się.

                • Gość: ........ Re: Re IP: *.sympatico.ca 16.01.02, 16:06
                  Gość portalu: Noe napisał(a):

                  > Dlaczego tyle kamieni leci w stronę Szczęśliwej? Czyżbyście leczyły przez to
                  > swoje niedoskonałości? Czy potraficie powstrzymać się od moralizowania i
                  > potępień? Przypominacie mi swoimi wypowiedziami wiejskie dewotki - obłudne,
                  > zawistne, mierzące wszystko i wszystkich swoją miarką, a kryjące się pod maską
                  > kobiet z zasadami moralnymi. Nikogo i niczego nie można uogólniać i zamykać w
                  > jeden szablon. Dlaczego uważacie,że wszystkiemu winna jest kobieta, ze to ona
                  > rozbiła małżeństwo, że to dzięki niej nie udało sie skleić "rozbitego lub
                  > nadtłuczonego dzbanka". Dlaczego traktujecie mężczyzn jak bezrozumne istoty?
                  > Szkoda, bo wydaje mi sie, ze oni też mają coś do powiedzenia i do decydowania o
                  >
                  > sobie. Każdy, nie ważne czy to mężczyzna, czy kobieta, odpowiada sam za siebie.
                  >
                  > Jeżeli Szcześliwa chciała odejść od pierwszego męża - to odeszła i nikomu nic
                  > do tego, tak samo jest z mężczyzną - jeśli chce odejść to odchodzi i nie
                  > rozumiem obwiniania za to drugiej kobiety.
                  > Nie macie pojęcia co dzieje sie w duszy i głowie "nielojalnego" partnera,
                  > łatwiej o oskarżenia i szukanie winnego.
                  > Pamiętajcie w życiu bywa różnie i całkiem być może znajdziecie się kiedyś w
                  > podobnej sytuacji.........

                  * Malzenstwo jest zwiazkiem dwojga ludzi i to oni decyduja czy
                  maja byc ze soba czy tez nie. Szczesliwe niech nie wlaza w
                  czyjes sprawy.
            • Gość: Sisters Re: do Noe IP: *.cab.pl / 10.10.10.* 07.03.02, 12:11
              Do szczęśliwej
              W pełni Cię popieram. I nie przejmuj się tym co piszą inni. Nie życzę im, aby
              znaleźli się w podobnej sytuacji.
              Pamiętajcie mamy tylko jedno życie.
              Pozdrawiam
    • Gość: zulugula Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.01.02, 17:15
      Szczęśliwa,
      myślę że zrobiłaś dokładnie tak jak zrobiła by większość kobiet, tylko jak sama
      zauważyłaś nie mają na to odwagi.
      A poza tym, to chciałam zauważyć, że to nie było jednostronne rozbijanie
      rodziny. Oni mimo posiadania żon i mężów (no właśnie czy można kogoś posiąść na
      wieki wieków?) pokochali się i nie potrafili żyć bez siebie. Szczęśliwa nie
      rozbijała małżeństwa swojego obecnego męża ono się samo rozpadło, bo skoro
      oboje znaleźli siebie to niechybnie musieli się szukać. No właśnie....
      A czy dzieci są nieszczęśliwe... myślę, że stwarzanie pozorów że wszystko jest
      w porządku w domu gdy tak naprawdę wcale nie jest, to nie jest żadne wyjście.
      Potem dzieci nie potrafią stworzyć szczęśliwych związków, bo wynoszą z domu
      wzór małżeństwa swoich rodziców, udanego z pozoru.
      A poza tym, dlaczego ktokolwiek ma zabronić mi szczęścia... Kiedy mój mąż
      powiedział, chcę odejść ... zakochałem sie w innej... oczywiście były łzy i
      płacz (nota bene z mojej strony), ale powiedziałam "dobrze, jeśli tego właśnie
      chcesz" - to nie było łatwe i przyszło dopiero po paru tygodniach... "dobrze,
      idź jeśli będziesz z nią szczęsliwszy niż ze mną, idź może to jest Twoje
      przeznaczenie, może to jest miłość Twojego życia" Odszedł. Ja jestem dziś
      szczęsliwa nad życie a on ... układa sobie szczęście z kolejną kobietą... tamta
      widocznie nie okazał się "jego przeznaczeniem". Czy mam pretensję o to że
      rozbiła moje małżęństwo? Kiedyś miałam, dziś nie. CZasem chce mi się do niej
      zadzwonić i podziękować, bo za jej pomocą jestem jeszcze szczęśliwsza,
      szczęsliwa jak nigdy. I co mi tam przysięgi "i nie opuszczę Cię aż do śmierci".
      Jeśli Pan Bóg nie chciał bym kochała to nie postawił by przede mną tego
      cudownego człowieka, z którym dzielę swój los. A dzieci... nie mam dzieci, ale
      wiem że jeśli moja decyzja o rozstaniu nie zmieniłaby drastycznie ich sytuacji
      materialnej, jeśli nadal mogliby żyć na porównywalnym poziomie, uczyć w
      odpowiednich szkołach, roziwjać się to nie zastanawiałabym się ani minuty. Bo
      szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.

      I jeszcze jedno, nie rzucajcie kamieniami w te trzecie, czwarte i piąte, bo
      życie płata figle i może wkrótce i wy będziecie w podobnej sytuacji, sytuacji
      osób, dla których ludzie porzucają swoje "Slubnie przyrzeczone" połowice. W
      życiu nic nie jest czarne albo białe.
      Kiedyś mówiłam - nigdy nie wybaczę zdrady. Dziś - nie wiem, bo kocham tak
      bardzo, że wiele jestem w stanie znieśćw imię miłości. Ale jeśli on powie chcę
      być szczęsliwy z kim innym, jak mogę mu tego zabronić, przecież każdy ma prawo
      do swojego własnego życia, każdy ma prawo żyć tak jak chce. Wiem, że będzie
      bolało, ale czy wszystko musi być słodkie i miękkie.

      Pozdrawiam.
      • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 16.01.02, 18:53
        Gość portalu: zulugula napisał(a):

        > Szczęśliwa,
        > myślę że zrobiłaś dokładnie tak jak zrobiła by większość kobiet, tylko jak sama
        >
        > zauważyłaś nie mają na to odwagi.
        > A poza tym, to chciałam zauważyć, że to nie było jednostronne rozbijanie
        > rodziny. Oni mimo posiadania żon i mężów (no właśnie czy można kogoś posiąść na
        >
        > wieki wieków?) pokochali się i nie potrafili żyć bez siebie. Szczęśliwa nie
        > rozbijała małżeństwa swojego obecnego męża ono się samo rozpadło, bo skoro
        > oboje znaleźli siebie to niechybnie musieli się szukać. No właśnie....
        > A czy dzieci są nieszczęśliwe... myślę, że stwarzanie pozorów że wszystko jest
        > w porządku w domu gdy tak naprawdę wcale nie jest, to nie jest żadne wyjście.
        > Potem dzieci nie potrafią stworzyć szczęśliwych związków, bo wynoszą z domu
        > wzór małżeństwa swoich rodziców, udanego z pozoru.
        > A poza tym, dlaczego ktokolwiek ma zabronić mi szczęścia... Kiedy mój mąż
        > powiedział, chcę odejść ... zakochałem sie w innej... oczywiście były łzy i
        > płacz (nota bene z mojej strony), ale powiedziałam "dobrze, jeśli tego właśnie
        > chcesz" - to nie było łatwe i przyszło dopiero po paru tygodniach... "dobrze,
        > idź jeśli będziesz z nią szczęsliwszy niż ze mną, idź może to jest Twoje
        > przeznaczenie, może to jest miłość Twojego życia" Odszedł. Ja jestem dziś
        > szczęsliwa nad życie a on ... układa sobie szczęście z kolejną kobietą... tamta
        >
        > widocznie nie okazał się "jego przeznaczeniem". Czy mam pretensję o to że
        > rozbiła moje małżęństwo? Kiedyś miałam, dziś nie. CZasem chce mi się do niej
        > zadzwonić i podziękować, bo za jej pomocą jestem jeszcze szczęśliwsza,
        > szczęsliwa jak nigdy. I co mi tam przysięgi "i nie opuszczę Cię aż do śmierci".
        >
        > Jeśli Pan Bóg nie chciał bym kochała to nie postawił by przede mną tego
        > cudownego człowieka, z którym dzielę swój los. A dzieci... nie mam dzieci, ale
        > wiem że jeśli moja decyzja o rozstaniu nie zmieniłaby drastycznie ich sytuacji
        > materialnej, jeśli nadal mogliby żyć na porównywalnym poziomie, uczyć w
        > odpowiednich szkołach, roziwjać się to nie zastanawiałabym się ani minuty. Bo
        > szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
        >
        > I jeszcze jedno, nie rzucajcie kamieniami w te trzecie, czwarte i piąte, bo
        > życie płata figle i może wkrótce i wy będziecie w podobnej sytuacji, sytuacji
        > osób, dla których ludzie porzucają swoje "Slubnie przyrzeczone" połowice. W
        > życiu nic nie jest czarne albo białe.
        > Kiedyś mówiłam - nigdy nie wybaczę zdrady. Dziś - nie wiem, bo kocham tak
        > bardzo, że wiele jestem w stanie znieśćw imię miłości. Ale jeśli on powie chcę
        > być szczęsliwy z kim innym, jak mogę mu tego zabronić, przecież każdy ma prawo
        > do swojego własnego życia, każdy ma prawo żyć tak jak chce. Wiem, że będzie
        > bolało, ale czy wszystko musi być słodkie i miękkie.
        >
        > Pozdrawiam.
        * Tutaj widze roznice miedzy Toba a szczesliwa. Ty z mezem
        zalatwiliscie to ze soba, on chcial odejc - odszedl, odpuscilas
        go i po sprawie. Ta kobieta z ktora on (Twoj X) jest byla na
        tyle madra ze zostawila sprawe Wam do rozwiazania, nie bylo
        przychodzenia jej do Ciebie i wygadywania : zobacz, on Cie nie
        kocha, on kocha mnie itp. (czy cos w tym sensie), co Tobie
        zaoszczedzilo niepotrzebnego bolu. Szczesliwa podlozyna niepotrzebnie
        noge kiedy ktos juz pada i to jest wlasnie nieladnie z jej
        strony. Ladniej by to wszystko wygladalo gdyby ktos juz upadl
        a dopiero pozniej mozna mu podac reke. Masz racje zupelna co
        do gwarancji malzenstwa. Nikt jej nie ma! A Ci co dzisiaj
        mowia ze ja maja sa naiwni gdyz moga sie mocno rozczarowac w
        przyszlosci. Znamy rozpady rodzin po tygodniu, kilku latach, a
        nawet po 50 latach tez bywaja przypadki. Sprawa jest w tym,
        ze postepujac tak jak postapila Szczesliwa jest nieslusznoscia.
        Czy ona ma dzisiaj gwarancje ze jej malzenstwo przetrwa i
        dzieci w nim beda szczesliwe? Mysle ze chyba tez jej nie ma.
        Dlaczego wiec tak postapila? Pewnie dlatego ze w danym
        momencie widziala to szczescie w swojej "usludze". A przeciez
        ta para ktora rozbila napewno tez w jakims okresie swojego
        zycia tez byla szczesliwa, ale ona o tym nie chciala myslec
        gdyz co bylo ja zupelnie nie interesowalo tylko to co jest,
        co widzi. Czasami w normalnych, bez wiekszych problemow
        malzenstwach zdarzaja sie tez zle dni. Wystarczy ze w takim
        dniu przyjdzie taka Szczesliwa w wilczej skorze i moze
        doprowadzic nawet do jego rozpadu. Jezeli bedziemy interesowac
        sie czyims malzenstwem ( dosc czesto niepotrzebnie lub dla wlasnej
        wygody) musimy tez zdawac sprawe z tego ze narazamy swoje
        wlasne na niepowodzenie. Czy Szczesliwa ma dzisiaj gwarancje ze
        jej maz nie kocha innej? A moze z czasem niespodziewanie
        przyjdzie do niej jakas kobieta i powie............. podobnie to
        samo co ona kiedys powiedziala. Jak sie Szczesliwa poczuje w
        takiej sytuacji? Moze lepiej byloby zeby niektorzy wcale sie
        nie zenili i zamaz nie wychodzily gdyz ironicznie i "chwilowo"
        traktowac te cale zwiazki chyba mija sie z celem. Pozdrawiam
        • szczesliwa Re: .............. 16.01.02, 22:20
          Ja staram sie widziec roznice i jakos jedyne co widze to, to, ze ja nie bylam
          porzucona, ja porzucilam(!) i dla mnie porzucono. Poza tym nikt za mnie nic nie
          zlatwil, to ja zalatwilam sprawe we wlasnym domu i moj maz we wlasnym. I tamta
          zona tez powiedziala, skoro bedziesz szczesliwy, idz. I tez byly lzy i wyzwiska
          i szok. Trzeba bylo duzo czasu i cierpliwosci poswiecic. I co ty myslisz, ze ja
          robilam licytacje? ona cie nie kocha, ja cie kocham? Kto da wiecej? Nie moja
          droga, tak nie bylo. I skad ci to przyszlo do glowy?? Caly czas mowie, ze nie
          bylo nam latwo, bo nie bylo. Ale rozumiem twoja filozofie. Zona, od ktorej maz
          odszedl i ktora sobie zycie ulozyla po tym wszystkim jest w porzadku. Ta, dla
          ktorej maz odszedl nie. Przemawia przez ciebie jakas gorycz. Moze masz jakies
          przykre doswiadczenie? Ale widzisz i ja dzis zrobilabym tez tak, gdyby moj maz
          pokochal kogos innego. Powiedzialbym idz, skoro bedziesz szczesliwszy. Myslalam
          i o tym wczesniej. Gwarancji nie mam zadnej na milosc. Nikt nie ma. Pomimo
          przysiegi. Ja sie po prostu kierowalam wlasnym uczuciem, wlasnym sumieniem i
          wlasnym rozumem. I udalo mi sie. Zaryzykowalm wiele. Ale wiele tez mialam do
          wygrania. I jak sie ma dzieci, to juz nie jest sie czlowiekiem? Oczywiscie,
          trzeba o nich bardzo myslec i starac sie, zeby nie cierpialy. Dzieci maja prawo
          do milosci ale nie do poswiecen. I dzieci maja miec szczesliwych rodzicow. Nie
          zgorzkniala matke i milczacego ojca, wiecznie poza domem. A po naszych
          dzieciach jakos nie widac, zeby byly nieszczesliwe.Normalne, zdrowe nastolatki,
          ktore za niedlugo wyfruna z domu. A my zostaniemy.
          • Gość: ........ Re: .............. IP: *.sympatico.ca 16.01.02, 23:11
            szczesliwa napisał(a):

            > Ja staram sie widziec roznice i jakos jedyne co widze to, to, ze ja nie bylam
            > porzucona, ja porzucilam(!) i dla mnie porzucono. Poza tym nikt za mnie nic nie
            >
            > zlatwil, to ja zalatwilam sprawe we wlasnym domu i moj maz we wlasnym. I tamta
            > zona tez powiedziala, skoro bedziesz szczesliwy, idz. I tez byly lzy i wyzwiska
            >
            > i szok. Trzeba bylo duzo czasu i cierpliwosci poswiecic. I co ty myslisz, ze ja
            >
            > robilam licytacje? ona cie nie kocha, ja cie kocham? Kto da wiecej? Nie moja
            > droga, tak nie bylo. I skad ci to przyszlo do glowy?? Caly czas mowie, ze nie
            > bylo nam latwo, bo nie bylo. Ale rozumiem twoja filozofie. Zona, od ktorej maz
            > odszedl i ktora sobie zycie ulozyla po tym wszystkim jest w porzadku. Ta, dla
            > ktorej maz odszedl nie. Przemawia przez ciebie jakas gorycz. Moze masz jakies
            >
            > przykre doswiadczenie? Ale widzisz i ja dzis zrobilabym tez tak, gdyby moj maz
            > pokochal kogos innego. Powiedzialbym idz, skoro bedziesz szczesliwszy. Myslalam
            >
            > i o tym wczesniej. Gwarancji nie mam zadnej na milosc. Nikt nie ma. Pomimo
            > przysiegi. Ja sie po prostu kierowalam wlasnym uczuciem, wlasnym sumieniem i
            > wlasnym rozumem. I udalo mi sie. Zaryzykowalm wiele. Ale wiele tez mialam do
            > wygrania. I jak sie ma dzieci, to juz nie jest sie czlowiekiem? Oczywiscie,
            > trzeba o nich bardzo myslec i starac sie, zeby nie cierpialy. Dzieci maja prawo
            >
            > do milosci ale nie do poswiecen. I dzieci maja miec szczesliwych rodzicow. Nie
            > zgorzkniala matke i milczacego ojca, wiecznie poza domem. A po naszych
            > dzieciach jakos nie widac, zeby byly nieszczesliwe.Normalne, zdrowe nastolatki,
            >
            > ktore za niedlugo wyfruna z domu. A my zostaniemy.

            * Dlaczego wiec piszesz "rozbilam malzenstwo"? Pewnie dlatego ze
            czujesz sie winna. To ze Ty porzucilas meza wcale mnie nie
            dziwi. Dbasz o swoja wygode. Pewnie gdy kolejna lepsza szansa
            Ci sie trafi na "szczescie" porzucisz tego ktorego masz teraz i
            powiesz mu ze robie to dlatego by byc bardziej szczesliwa.
            Skad wiesz ze Twoje dzieci sa szczesliwe? A nie przyszlo Ci
            do glowy ze mozesz mocno sie mylic? Co powiesz gdy Twoje
            obecne malzenstwo sie rozpadnie? Czy powiesz ciagle ze to co
            zrobilas i czym sie nawet obecnie chwalisz ze zrobilas dobrze,
            dalej bedziesz twierdzic ze postapilas slusznie kiedy wszystkie
            fakty beda przemawiac ze nie. Zyjesz impulsem chwili i nic
            dziwnego ze kierujesz sie instynktem ( moze czesciowo uczuciem)
            wtedy kiedy wymagany jest bardziej rozum.
            • Gość: magda Re: ..............i inni umoralniający IP: *.chello.pl 17.01.02, 11:17
              ........, od tego gadania starej piernackiej to się flaki przewracają. Już
              nawet moja superkonserwatywna babcia bardziej niż Ty rozumie, że w życiu
              nieuchronne są zmiany: czasem na lepsze, czasem na gorsze.
              Być może akurat ten temat jest dla ciebie drażliwy z racji własnych
              doświadczeń, serdecznie Ci współczuję, nie zmienia to jednak faktu, że:
              1. W ŻYCIU NIC NIE JEST DANE RAZ NA ZAWSZE
              2. W ŻYCIU NIE MA 100%GWARANCJI - NA SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO, NA UDANE POŻYCIE
              ITD., MOŻNA TYLKO WIERZYC I SIĘ Z CAŁEJ SIŁY STARAĆ, ŻEBY BYŁO DOBRZE. Inaczej
              trzeba by każdą sprawę sprowadzić do absurdu - nie będę mieć dzieci, bo a nuż
              rozstanę się z ich ojcem, nie zmienię pracy, bo co prawda nowa propozycja
              wygląda interesująco, ale może jednak okazać się gorsza itd. ...
              3. W ŻYCIU NIE ZAWSZE JEST KOLOROWO, JASNE, ŻE TRZEBA SIĘ STARAĆ, PIELĘGNOWAĆ,
              ALE MIMO NAJSZCZERSZYCH WYSIŁKÓW SIĘ CZASEM NIE UKŁADA.
              • Gość: ........ Re: ..............i inni umoralniający IP: *.sympatico.ca 17.01.02, 20:26
                Gość portalu: magda napisał(a):

                > ........, od tego gadania starej piernackiej to się flaki przewracają. Już
                > nawet moja superkonserwatywna babcia bardziej niż Ty rozumie, że w życiu
                > nieuchronne są zmiany: czasem na lepsze, czasem na gorsze.
                > Być może akurat ten temat jest dla ciebie drażliwy z racji własnych
                > doświadczeń, serdecznie Ci współczuję, nie zmienia to jednak faktu, że:
                > 1. W ŻYCIU NIC NIE JEST DANE RAZ NA ZAWSZE
                > 2. W ŻYCIU NIE MA 100%GWARANCJI - NA SZCZĘŚLIWE DZIECIŃSTWO, NA UDANE POŻYCIE
                > ITD., MOŻNA TYLKO WIERZYC I SIĘ Z CAŁEJ SIŁY STARAĆ, ŻEBY BYŁO DOBRZE. Inaczej
                > trzeba by każdą sprawę sprowadzić do absurdu - nie będę mieć dzieci, bo a nuż
                > rozstanę się z ich ojcem, nie zmienię pracy, bo co prawda nowa propozycja
                > wygląda interesująco, ale może jednak okazać się gorsza itd. ...
                > 3. W ŻYCIU NIE ZAWSZE JEST KOLOROWO, JASNE, ŻE TRZEBA SIĘ STARAĆ, PIELĘGNOWAĆ,
                > ALE MIMO NAJSZCZERSZYCH WYSIŁKÓW SIĘ CZASEM NIE UKŁADA.
                * I po co to Twoje pisanie? Przeciez kazdy o tym wie, pouczenie
                bylo raczej zbyteczne, przynajmniej dla mnie. Zapomnialas napisac
                ze zycie jest kazdemu dane z osobna i kazdy o swoim zyciu
                powinien decydowac sam. Podobnie jest z malzenstwami - one dane
                dwojgu ludziom i oni powinni o nim decydowac. Wszystkie
                "szczesliwe" o tym niestety nie wiedza, wiedza zas ze to one
                sa najmadrzejsze dlatego tez czynia te swoje amoralnosci
                rozbijajac je.
      • Gość: Emilia Re: DO ZULUGULI I SZCZESLIWEJ IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 16.01.02, 22:11
        Zulugula nie piszesz co bylo u podstaw rozpadu waszego zwiazku. Brak dzieci to
        duzy problem dla niektorych. Nie pisze, ze tak bylo w twoim przypadku, ale
        moglo byc. To dobrze, ze jestes szczesliwa. A na przykladzie twojego ex widac,
        ze te drugie zwiazki moga byc nawet mniej trwale niz pierwsze, chyba ze kobitka
        od razu je przypieczetuje nowym dzieckiem, wtedy zwieksza swoje szanse
        znacznie. Widzisz ja nigdy nie pozwolilabym przekroczyc progu mojego domu tej
        trzeciej. Dom rodzinny to nie jest miejsce do wizyt dla kochanek rozbijajacych
        malzenstwo . Kobitka musialaby w locie nauczyc sie fruwac. Szczesliwa ty
        naprawde mialas szczescie, ze nie natrafilas na mnie. Ale ciesz sie swoim
        szczesciem poki co bo wkrotce i twoj zwiazek moze przechodzic kryzys i nie daj
        boze zebys zostala uszczesliwiona przez druga taka jeszcze bardziej szczesliwa.
      • misiaczek31 Do Zuluguli 19.01.02, 11:18
        Pieknie i madrze. Mysle tak samo w 100% i nie potrafilabym tego lepiej napisac.
        Pzdr :)
      • Gość: Biala Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.qc.sympatico.ca 19.01.02, 19:25
        Gość portalu: zulugula napisał(a):

        > Szczęśliwa,
        > myślę że zrobiłaś dokładnie tak jak zrobiła by większość kobiet, tylko jak sama
        >
        > zauważyłaś nie mają na to odwagi.
        > A poza tym, to chciałam zauważyć, że to nie było jednostronne rozbijanie
        > rodziny. Oni mimo posiadania żon i mężów (no właśnie czy można kogoś posiąść na
        >
        > wieki wieków?) pokochali się i nie potrafili żyć bez siebie. Szczęśliwa nie
        > rozbijała małżeństwa swojego obecnego męża ono się samo rozpadło, bo skoro
        > oboje znaleźli siebie to niechybnie musieli się szukać. No właśnie....
        > A czy dzieci są nieszczęśliwe... myślę, że stwarzanie pozorów że wszystko jest
        > w porządku w domu gdy tak naprawdę wcale nie jest, to nie jest żadne wyjście.
        > Potem dzieci nie potrafią stworzyć szczęśliwych związków, bo wynoszą z domu
        > wzór małżeństwa swoich rodziców, udanego z pozoru.
        > A poza tym, dlaczego ktokolwiek ma zabronić mi szczęścia... Kiedy mój mąż
        > powiedział, chcę odejść ... zakochałem sie w innej... oczywiście były łzy i
        > płacz (nota bene z mojej strony), ale powiedziałam "dobrze, jeśli tego właśnie
        > chcesz" - to nie było łatwe i przyszło dopiero po paru tygodniach... "dobrze,
        > idź jeśli będziesz z nią szczęsliwszy niż ze mną, idź może to jest Twoje
        > przeznaczenie, może to jest miłość Twojego życia" Odszedł. Ja jestem dziś
        > szczęsliwa nad życie a on ... układa sobie szczęście z kolejną kobietą... tamta
        >
        > widocznie nie okazał się "jego przeznaczeniem". Czy mam pretensję o to że
        > rozbiła moje małżęństwo? Kiedyś miałam, dziś nie. CZasem chce mi się do niej
        > zadzwonić i podziękować, bo za jej pomocą jestem jeszcze szczęśliwsza,
        > szczęsliwa jak nigdy. I co mi tam przysięgi "i nie opuszczę Cię aż do śmierci".
        >
        > Jeśli Pan Bóg nie chciał bym kochała to nie postawił by przede mną tego
        > cudownego człowieka, z którym dzielę swój los. A dzieci... nie mam dzieci, ale
        > wiem że jeśli moja decyzja o rozstaniu nie zmieniłaby drastycznie ich sytuacji
        > materialnej, jeśli nadal mogliby żyć na porównywalnym poziomie, uczyć w
        > odpowiednich szkołach, roziwjać się to nie zastanawiałabym się ani minuty. Bo
        > szczęśliwa mama to szczęśliwe dzieci.
        >
        > I jeszcze jedno, nie rzucajcie kamieniami w te trzecie, czwarte i piąte, bo
        > życie płata figle i może wkrótce i wy będziecie w podobnej sytuacji, sytuacji
        > osób, dla których ludzie porzucają swoje "Slubnie przyrzeczone" połowice. W
        > życiu nic nie jest czarne albo białe.
        > Kiedyś mówiłam - nigdy nie wybaczę zdrady. Dziś - nie wiem, bo kocham tak
        > bardzo, że wiele jestem w stanie znieśćw imię miłości. Ale jeśli on powie chcę
        > być szczęsliwy z kim innym, jak mogę mu tego zabronić, przecież każdy ma prawo
        > do swojego własnego życia, każdy ma prawo żyć tak jak chce. Wiem, że będzie
        > bolało, ale czy wszystko musi być słodkie i miękkie.
        >
        > Pozdrawiam.

        Przeczytalam powyzsze i juz kilka razy chcialam cos napisac ... Zatrzymuje sie
        jednak przy Twoim poscie bo jest w nim troche sprzecznosci.
        1. Mysle, ze wiekszosc polskich kobiet wlasnie nie postapilaby tak jak szczesliwa
        (wylaczajac przypadki drastyczne)
        2.Szczesliwa i jej maz "odnalezli sie" bo nie wkladali serc w swoje poprzednie
        zwiazki
        3.W malzenstwie raz na wozie, raz pod - jak ze wszystkim w zyciu. Ale kazdy z nas
        ma swoj rozum i powinien z niego korzystac (nie tylko dla dobra siebie)
        4.Pamietasz jak sie czulas po odejsciu meza? Tak samo czula sie kobieta, ktora
        opuscil obecny maz szczesliwej. Nie zyczylabys jej takiego przezycia, prawda?
        5.Ty jestes szczesliwa, Twoj maz nie (to jest moje zalozenie). I tu wlasnie "lezy
        pies pogrzebany". Tobie wyrzadzono krzywde. Teraz zycie wynagradza Ci to. Twoj
        maz moze juz nigdy nie zaznac tego co przezyl bedac z Toba. To jest jego "kara"
        Zasada jest prosta: ty ranisz kogos, potem ktos rani ciebie :( - wczesniej czy
        pozniej. Niestety
        5.Nie masz pretensji do "tamtej", ze rozbila Twoje malzenstwo bo jestes
        szczesliwa a on nie odnalazl sie. Inne uczucia targalyby Toba gdybys byla w
        odmiennej sytuacji
        6.Jak zauwazylas kazdy ma prawo do do tego by zyc jak chce, ale nikt nie ma prawa
        do tego zeby krzywdzic innych
        7.Osobiscie nie interesuja mnie zonaci mezczyzni. Znajomosc urywam jezeli tylko
        zauwazam jakiekolwiek oznaki zainteresowania poza kolezenskiego. Przyjelam taka
        zasade w zyciu bo oczyma wyobrazni widze rozpacz zony i nieszczescie dzieci. I
        nigdy sie jeszcze nie pomylilam w swoich ocenach. Amen

        P.S. Zdrady nigdy bym nie wybaczyla, taka juz moja natura. Od partena wymagam
        tego samego co sama daje w zwiazku
        Pozdr.
    • Gość: Sylwia Re: zulugula IP: *.gazeta.pl 16.01.02, 19:55
      ale Ty nie miałas dzieci, jak sama przyznajesz.
      A to juz jest zupełnie inna sytuacja.
      • Gość: zulugula Re: zulugula IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 08:33
        Tak, nie miałam dzieci. Ale to niczego nie zmienia. I mogę otwarcie powiedzić,
        że jeśli miałabym być nieszczęśliwa w małżeństwie a szczęśliwa poza nim to nie
        wahałabym się, bo dzieci wbrew pozorom bardzo wiele rozumieją. Wiedzą, kiedy
        rodzice są szczęśliwi kiedy nie. Ja ze swojego dzieciństwa pamiętam tyle, że
        pragnęłam najbardziej na świecie by mój ojcies sobie poszedł i nigdy już do nas
        nie wracał. Kocham go, ale wiele wyrządził złego. Nie odszedł, moja mama jest z
        nim nadal. Dzieci nie ma już w domu,a ona cierpi... bardzo mi jej żal, ale tylo
        tyle mogę zrobić. Naprawdę mogła go zostawić, ale ona mówiła dla dorba
        dzieci... Dzieci nie odwiedzają rodziców, ... Przykre...

        Co do tej trzeciej, no to niestety nie obeszło się bez tych przykrych słów. Ta
        trzecia telefonowała do mnie i mówiła mi jak bardzo kocha mojego męża jak on
        kocha ją i żebym nie przeszkadzała jej szczęściu, żebym zostawiła ich w spokoju
        bo mój czas już minął. Mało tego, jak mówiłam mojemu mężowi (wtedy jeszcze
        mężowi), że nie życzęsobie by ta gówniara do mnie dzwoniła, on potrafił
        powiedzieć - ona napewno nie dzwoniła do Ciebie to Ty dzwoniłaś do niej, mówiła
        mi, że nie dajesz jej spokoju... Rzeczywiście, jeśli takie mamy zaufanie do
        siebie, jeśli wierzymy innym to ile dla siebie znaczymy...

        Problem mojego małżeństwa to całkiem inna historia... ale nie był to problem
        leżący w dzieciach...

        Dziś, czasami nachodzi mnie ochota by zadzwonić do tej małolaty i podziękować,
        bo dostałam od losu szansę która pewnie ominęłaby mnie, gdybym była niczego
        nieśwaidomą żonką.

        Szczęśliwa, korzystaj z dnia. Mamy jedno życie i należ się nim cieszyć, bo nikt
        nam nie da drugiej szansy. Chyba że jest w nas wiara w rejnkarnację.

        Pozdrawiam
        • Gość: frisky2 Re: zulugula IP: *.devs.futuro.pl 17.01.02, 10:30
          Jasne, nikt nie ma recepty na trwalosc zwiazku. Ale jedne zwiazki trwaja i sa
          szczesliwe, a inne nie. Zastanawiam sie dlaczego? Czy sa jakies roznice miedzy
          ludzmi? Dlaczego jest wielu tych, ktorzy mieli nieudany pierwszy zwiazek, a
          maja udany drugi? Dlaczego od razu nie udalo im sie trafic na te wlasciwa
          osobe? Niedojrzalosc? Brak doswiadczenia? Czy cos innego?
        • optymistka Re: do poczytania 17.01.02, 10:51
          Gość portalu: zulugula napisał(a):
          > Szczęśliwa, korzystaj z dnia. >


          Tak, bo za jakiś czas (rok, dwa, pięc może 10lat) przyjdzie bardziej
          cwana od ciebie i powie: kocha mnie ty juz się nie liczysz.

          A żebys wiedziała, że w społeczeństwie bardziej szanowane są kobiety
          maltretowane, bite. Im mozna pomóc, bo takim jak ty juz nie.

          Lecz my tu nie rozmawiamy o środowiskach marginalnych, lecz o Tobie
          i Twojej decyzji. To Ty podjęłaś temat, więc musiałas liczyc sie
          z krytyką.

          I proszę nam nie mówić, że jestesmy dewotkami, bo nie zgadzamy się
          na taki rodzaj "szczęścia". My tez jestesmy kobietami, mamy mozliwość
          spotykania różnych mężczyzn, lecz sztuką jest obronić sie przed
          takimi "pokusami" losu. Szczególnie wowczas gdy są dzieci, które kochaja
          oboje rodziców.
          Na ogół bierzemy ślub, ponieważ połączyła nas własnie miłość, ale
          nikt nie dał nam gwarancji, że ona będzie zawsze.
          Trzeba umieć ją pielęgnować, a wierzcie, że warto.


          • Gość: Noe Re: do poczytania IP: *.szcz.gazeta.pl 17.01.02, 11:09
            Oczywiście, kazdy ma prawo do swojego zdania, ma prawo napisać, ze nie zgadza
            sie z tym lub tamtym, ze postąpiłby inaczej. Ale nie ma prawa ubliżania
            komukolwiek. Na decyzje ludzkie wpływaja różne czynniki - wychowanie,
            środowisko, kościół, tolerancja jaką w sobie nosi, doświadczenia, próg
            wrażliwości i chyba najważniejsze - kategorie jakimi sie w zyciu kieruje.
            Każdy z nas ( prawie każdy) zaczynając nowy związek ma nadzieje ze to bedzie
            ten najbardziej udany i na całe życie, ale niestety jestesmy tylko ludzmi i
            podejmujemy rózne decyzje , a potem czas pokaże, czy dobre....
            • Gość: frisky2 Re: do poczytania IP: *.devs.futuro.pl 17.01.02, 11:12
              Gość portalu: Noe napisał(a):

              > Oczywiście, kazdy ma prawo do swojego zdania, ma prawo napisać, ze nie zgadza
              > sie z tym lub tamtym, ze postąpiłby inaczej. Ale nie ma prawa ubliżania
              > komukolwiek. Na decyzje ludzkie wpływaja różne czynniki - wychowanie,
              > środowisko, kościół, tolerancja jaką w sobie nosi, doświadczenia, próg
              > wrażliwości i chyba najważniejsze - kategorie jakimi sie w zyciu kieruje.
              > Każdy z nas ( prawie każdy) zaczynając nowy związek ma nadzieje ze to bedzie
              > ten najbardziej udany i na całe życie, ale niestety jestesmy tylko ludzmi i
              > podejmujemy rózne decyzje , a potem czas pokaże, czy dobre....


              Nie wystarczy czekac na to, co pokaze czas. Wypadaloby pamietac, ze te decyzje,
              tkore podejmujemy niosa ze soba jakies konsekwencje na przyszlosc i ze nie
              dzialamy w prozni: skutki naszych decyzji odczuwac bedzie jeszcze wiele innych
              osob. Wiec przydaloby sie wiecej rozsadku w podejmowaniu decyzji i wiecej
              odpowiedzialnosci za to co sie robi
          • Gość: zulugula Re: do poczytania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 11:11
            To tak, szczęścliwa jest winna bo rozbiła małżeństwo, a jej obecny mąż to
            niewinniątko? On też jest winnien. Wogóle to wszyscy są winni bo nie potrafili
            pielęgnować uczucia, które kiedyś zakwitło, rozwinęło a potem nie wiadomo kiedy
            zaczęło więdnąć i nikt nie pomyślał by się nim zaopiekować. Oczwiście, wszyscy
            są winni. Może gdyby szczęsliwa nie pojawiła się na horyzoncie, to jej obecny
            mąż próbowałby ratować swoje małżęństwo... może... ale jaka jest gwarancja, że
            nie znalazłaby się inna, która by rozbiła małżeństwo tego nieszczęsnika, tak
            jak przyczyniła się do tego Szczęsliwa...
            A poza tym, to każdy z nas ma prawo do szczęścia. Jeśli cała czwórka jest
            szczęsliwa to o co chodzi. A do tego jeszcze i dzieciaki nie mogą narzekać
            (przynajmniej tak twierdzi Szczęśliwa). Naprawdę, trzymanie małżonka pod
            kluczem tylko dlatego, że kiedyś nam przysięgał wierność i miłość do grobowej
            deski, to nie jest żadne wyjście. Ważne jest by kochać. Jeśli on kochałby swoją
            poprzednią żonę, to nie zwracałby uwagi na Szczęsliwą, która mogłaby być i miss
            Świata. Bo kochałby ... A czy kochał...

            No tak, ale dlaczego były łzy? Dlaczego był smutek i żal? Bo przykro jest
            rezygnować ze stabilizacji, bo trzeba zacząć wszystko od nowa, bo nasze
            poukładane życie nale wywraca się do góry nogami... a może dlatego, że
            kochaliśmy... a jeśli kochaliśmy tak bardzo, to dlaczego tak łatwo przyszło nam
            ułożenie sobie życia od nowa?... dlaczego teraz jesteśmy szczęsliwi z kimś
            innym, szczęśliwsi niż dotychczas...? ... a może potrzebowaliśmy od losu
            takiego kopniaka by dojrzeć w sobie dojrzałą, odpowiedzialną za siebie
            osobę, ...

            Oczywiście, że trzeba pielęgnować uczucie, ale trzeba to robić od samego
            początku. Bo jeśli robimy to wtedy gdy nasza miłość wygląda jak suchy badyl, to
            pewnie nie da się jej odratować. Tak więc rada na przyszłość SZczęśliwa,
            pielęgnuj waszą miłość by za 5 lat jakaś inna nie odciągnęła uwagi Twojego męża
            a on nie powiedział, już Cię nie kocham ,kocham teraz ją, bo ja już tak mam...

            • optymistka Re: do poczytania 17.01.02, 12:11
              Któraś z piszących pyta "dlaczego uważamy, że wszystkiemu winna
              jest kobieta".

              A czyż nie znasz takiego brzydkiego powiedzenia " jak suka nie da
              to pies nie weźmie"

              Szczególnie od kobiety zależy jaki klimat w jej domu panuje.
              Nie trzymamy naszych mężów pod kloszem.
              Jedynie umiemy tak czynić, by chetnie wracali do swoich domów,
              dzieci, żon.
              Wiemy, że los lubi płatać figle, lecz wiemy przedewszytkim o tym,
              że nikogo krzywdzić nie można. I tu nas los nagrodzi.

              Ktoś wspomniał o starości. Hihihi, ja myslę, że takie "szczęśliwe"
              zostana własnie same, porzucone, zgorzkniałe na starość.
              Jak se pościelesz tak sie wyspisz.
              • Gość: zulugula Re: do suzane IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 12:38
                No tak, to tylko trzebabyłoby się zastanowić, czemu chcemy być z tymi kruchymi
                stworzonkami, którymi są Ci nasi faceci. Jacy oni są biedni, bezradni, nie
                wiedzą co robią i tak naprawdę to my, suki jesteśmy wszystkiemu winne...

                No cóż Suzane, skoro jesteś kobietą to też jesteś suką. Ja się za sukę nie
                uważam, jedynie za samicę gatunku ludzkiego.

                I wiesz co Suzane, jak ja mam całe życie prać, sprzątać i dbać o mojego faceta,
                tylko po to by ustrzec się przed porzuceniem mnie dla innej samicy to wybacz,
                to niech już dziś idzie. Facet nie jest bezmózgowcem, wie co robi i nie róbmy z
                nich ofiar losu.

                Acha i jeszcze jedno, Ci którzy mają za dobrze też odchodzą...
                • Gość: zulugula do optymistki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 12:40
                  sorrki, ten post powyżej to do optymistki nie suzane!
              • Gość: Noe Re: do poczytania IP: *.szcz.gazeta.pl 17.01.02, 15:07
                Obrzydliwe jest twierdzenie : jak suka nie da - pies nie ruszy, pani optymistko-
                Dulska. Wstyd mi za takie kobiety jak ty.
    • kathy do Szczęśliwej 17.01.02, 11:59
      Twoja postawa wobec małżeństwa przypomina mi kupowanie wciąż nowych roślinek do
      swojego domu-poprzednie zwiędły, bo nikt nie zatroszczył się o dbanie o ich
      rozwój. Miłość ( zakładając, że miłość, a nie zauroczenie połączyła dwoje
      ludzi),która powoduje, że ludzie się pobierają nie jest dana na zawsze i nie
      może przetrwać w pierwotnej formie- analogia z roślinką, która może albo
      rozwijać się przy właściwych zabiegach pielęgnacyjnych, bądź uschnąć, bo ich
      zabrakło. Przypominasz mi nieudolnego hodowcę, który nie dbał o roślinkę, aż
      zaczęła więdnąć, wobec czego kupił sobie nową. No cóż może nauczony
      doświadczeniem, o tę będzie już dbał? Tyle, że tu potrzeba zgodnej wspólpracy
      dwóch ogrodników. Przepraszam za te ogrodnicze analogie. Ale są takie
      obrazowe...
      • optymistka Re: do kathy 17.01.02, 12:15

        Dzieki, ślicznie to napisałaś.
        • Gość: ewa Re: do kathy IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 13:13
          Po pierwsze - jestem dzieckiem rozwiedzionej pary - bardzo zaluje ze
          rozwod ...nie nastapil wczesniej.Od tej pory zrobilo sie spokojniej. Dopoki
          moja matka utrzymywala malzenstwo dla mojego dobra(??????????????????????),
          ciagle chorowalam, mialam ciezka nerwice, bo atmosfera byla tragiczna, przede
          wszystkim potworny falsz i pod jego duszna maska - poczatkowy brak wspolnoty
          przeradzajacy sie w niechec, a potem nienawisc.Takie pieklo zrobila mi mamusia
          z powodu chorej odpowiedzialnosci.Z tej wlasnej historii nauczylam sie jednego -
          zadnego falszu, zadnego udawania , najgorsza prawda jest lepsza od
          najslodszego klamstwa.
          A tak a propos - co to jest to dobro dziecka ? Naprawde szanowne panie uwazaja
          dzieci za debili, ktorzy nie widza, ze starzy sie nie kochaja? Oj widza, tylko
          przejete wlasnym poswieceniem mamusie nie maja juz czasu aby zauwazyc, ze te
          dzieci jakos na przesadnie szczesliwe nie wygladaja.No i NIE MOGA zauwazyc, bo
          przeciez wtedy musialyby sie zastanowic nad tym co robia, a po co? Jeszcze by
          wyszlo, ze nie sa takie madre i wspaniale, za jakie sie uwazaja, ze moze boja
          sie zmiany - problemy z kasa, mieszkaniem, utrata towarzystwa( mezatki unikaja
          samotnych kobiet), poczuciem odpowiedzialnosci, to juz chyba dosyc konkretnych
          korzysci kobiety pozostajacej w nie udanym zwiazku dla dobra czy raczej wygody -
          jej samej.
          I jeszcze jedno - darujcie sobie, moje panie, definiowanie szczescia wlasnego
          dziecka, jesli nie potraficie zadbac o wlasne. To nie prawda, ze malzenstwo
          rozpada sie z powodu chwilowego kaprysu - to tylko kobiety tak uwazaja, bo w
          ten sposob chronia wlasne ego i poczucie, ze wszystko byloby w porzadku gdyby
          nie ta trzecia - dzieki temu nie musza myslec o tej pierwszej czyli sobie , z
          definicji w porzadku.
          A jesli chodzi o te pania od suki i psa, to nie wnikajac czy nie polecialby za
          inna i to z miejsca, musze wyjasnic - nie chce by moj maz zostal ze mna
          dlatego, ze od innej nie dostal - jestem przekonana ze zasluguje na milosc, a
          nie na jej nedzna parodie. I tez mam dziecko.Ale uwazam, ze rola matki to
          nauczyc dziecko radzic sobie z cierpieniem, a nie je negowac.Bo tak naprawde,
          gdy moja matka zaczela poswiecac sie dla mojego dobra - zakazala mi cierpiec i
          widziec ta parodie malzenstwa - bo to zaprzeczyloby jej wysilkom - jedno
          klamstwo rodzi kolejne.
          Nawiasem mowiac, mam w rodzinie pare malzenstw dla dobra dzieci - dzieci co
          prawda maja ciezkie nerwice, jedno chleje , inne sie puszcza, ale to na pewno
          dlatego, ze im za dobrze.
          • kathy Re: do ewy 17.01.02, 13:26
            Ewo, przeczytaj uważnie mój post, bo chyba nie znajdziesz w nim nic o
            utrzymywaniu małżeństwa ze względu na dobro dzieci, nic o udawaniu miłości,
            której już nie ma, nic o niemoralnym byciu razem bez miłości. Znajdziesz tam
            jedynie przypowiastkę o roślince, którą należy pielęgnować, by mogła się
            rozwijać, gdyz inaczej uschnie. Zakładam oczywiście, że roślinka jest roślinką
            z korzeniami, a nie gałązką wetniętą w wazonik, gdyż w takim przypadku nie na
            wiele zda się pielęgnacja...
            Innymi słowy, nie pisałam o trwaniu na siłę w związku gdzie miłość umarła a o
            niedopuszczaniu do tego by umarła i szukaniu nowej, o którą też trzeba zadbać,
            bo inaczej stanie sie tak samo.
            Czy zatem twój atak miał uzasadnienie w treści mego postu?
        • kathy Re: do optymistki 17.01.02, 13:33
          Widzisz, ja też jestem optymistką. Uważam, że miłość i dobra wola wystarczą.
    • Gość: zuza Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.talnet.pl 17.01.02, 12:59
      Ja też byłabym szczęśliwa, gdyby któraś wreszcie zainteresowała się moim mężem.
      Bo sam jakoś nie może się ode mnie odczepić. Takich kobiet, jak "Szczęśliwa"
      powinno być na świecie więcej - niosącym ulgę wykończonym nerwowo przez swych
      niedojarzałych mężów, żonom.
      Wyrazy szacunku dla pełnej poświęcenia Szczęśliwej.
      • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 17.01.02, 20:47
        Gość portalu: zuza napisał(a):

        > Ja też byłabym szczęśliwa, gdyby któraś wreszcie zainteresowała się moim mężem.
        >
        > Bo sam jakoś nie może się ode mnie odczepić. Takich kobiet, jak "Szczęśliwa"
        > powinno być na świecie więcej - niosącym ulgę wykończonym nerwowo przez swych
        > niedojarzałych mężów, żonom.
        > Wyrazy szacunku dla pełnej poświęcenia Szczęśliwej.

        Ty jestes naprawde biedna kiedy nie potrafisz decydowac za
        siebie. Nie dziwie sie ze znalazlas sie w takiej sytuacji.
      • misiaczek31 Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 19.01.02, 11:30
        Gość portalu: zuza napisał(a):

        > Ja też byłabym szczęśliwa, gdyby któraś wreszcie zainteresowała się moim mężem.
        >
        > Bo sam jakoś nie może się ode mnie odczepić. Takich kobiet, jak "Szczęśliwa"
        > powinno być na świecie więcej - niosącym ulgę wykończonym nerwowo przez swych
        > niedojarzałych mężów, żonom.
        > Wyrazy szacunku dla pełnej poświęcenia Szczęśliwej.

        Tez na to czekam, tylko ta Szczesliwa dla mojego meza musialaby miec piekne
        mieszkanie i duzo zarabiac, bo inaczej moj slubny nie pojdzie.

    • optymistka Re: do zulugula.. 17.01.02, 13:04

      Zal mi cie !!!
      Albo jesteś bardzo młoda, albo .........
      • Gość: zulugula Re: do optymistki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 14:26
        To wszystko zależy kogo uważasz za bardzo młodą osobę.
        Fakt, na dzieci mam jeszcze czas, na razie ich jeszcze nie mam. Ale zegar tyka.
        Natomiast ja siebie postrzegam jako osobę młodą, choć za mną nieudany związek
        małżeński, rozwód, podział majątku i stawanie na nogach. Dziś mam u swego boku
        mężczyznę, którego postrzegam jako mój największy dar od Boga. Jesteśmy ze sobą
        szczęśliwi i dopóki tak będzie będziemy razem. Wierzę z całych sił, że będzie
        to trwało wiecznie, ale życie jest pokręcone i nieprzewidywalne. Kiedyś miałam
        bardzo radykalne poglądy, zasady których się trzymałam. Dlatego też jestem tu
        gdzie jestem.

        Powiedz mi proszę, dlaczego jest Ci mnie żal? Bo mam inne poglądy na życie niż
        Ty? A może jesteś szczęśliwą mężatką a uboku Twojego tkwi mężczyzna w którego
        nie wierzysz?

        Optymistko, bądź optymistką i wierz, że w życiu Twojego męża nie pojawi się
        inna kobieta. Drżyj nad nim, pierz, gotuj, sprzątaj, rodź mu dzieci i
        rozpieszczaj a jeśli pojawi się "suka" to ją pogryź. A czy uważasz że Twój
        mężczyzna będzie z Ciebie dumny, zostanie z Tobą bo ty będziesz o niego walczyć
        poniżając się? Nie, on ucieknie gdzie pieprz rośnie, bo facet który czuje się
        zbyt pewnie w swoim gniazdku, zaczyna wyglądać na zewnątrz. A na zewnątrz jest
        wiele atrakcyjnych kobiet o które może powalczyć. O Ciebie już nie musi, bo Ty
        mu pierzesz a jak pada ze zmęczenia to jeszcze umyjesz plecy. Myj, tylko nie za
        często bo będzie Cię używał stale jako szczotki do szorowania pięt.

        I dlaczego Ci jest mnie żal?
        • Gość: tazoo Do Zuluguli IP: *.talnet.pl 17.01.02, 14:41
          Bardzo mi się spodobał Twój post do Optymistki. Mam podobny pogląd, że
          mężczyźnie nie warto mościć zbyt wygodnego gniazdka, bo i tak będzie z niego
          wystawiał główkę na zewnątrz. Ale jestem jednocześnie zwolenniczką pracowania
          (obopólnego!) nad związkiem, gdy są dzieci i tego zdania nigdy nie zmienię
          (patrz: wcześniejsze posty).
          Serdecznie pozdrawiam
        • optymistka Re: do zulugula 17.01.02, 14:47

          Zal mi Cię, bo nie masz pojęcia czym jest małżenstwo.

          Piszerz o poniżaniu się, praniu i tego typu duperelach,
          więc nic dziwnego, że chłop juz jeden ci zwiał.

          Nie masz dzieci - jestes pewna, że będziesz je miec???

          Jestem szczęsliwą zoną i matką, chociaż nie padam ze zmęczenia.


          • Gość: tazoo Re: optymistka IP: *.talnet.pl 17.01.02, 14:55
            optymistka napisał(a):

            >
            > Zal mi Cię, bo nie masz pojęcia czym jest małżenstwo.
            >
            > Piszerz o poniżaniu się, praniu i tego typu duperelach,
            > więc nic dziwnego, że chłop juz jeden ci zwiał.
            >
            > Nie masz dzieci - jestes pewna, że będziesz je miec???
            >
            > Jestem szczęsliwą zoną i matką, chociaż nie padam ze zmęczenia.
            >
            >
            > Sorry, że się wtrącam: pisze się "piszesz".
            Pzdr

            • Gość: zulugula do tazoo IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 15:19
              Ja myślę, że Szczęśliwa, robiła wszystko by nie skrzywdzić dzieci. Tak
              naprawdę, w życiu ważne jest by zapewnić dzieciom bezpieczeństwo, ciepło i
              szczęście, ale nie wszyscy są w stanie to zrobić. Szczęśliwa, po odrzuceniu od
              siebie możliwości odejścia z ukochanym, nowym mężczyzną, mogłabybyć
              sfrustrowaną matką, nieszczęśliwą żoną i załamaną kobietą. Dzieci nie byłyby
              szczęśliwe, ona niebyłaby szczęsliwa...

              Wiesz tazoo, moja mama tkwi w chormy związku. Tak bardzo chciałam, by mój
              ojciec wyszedł i nigdy już nie wracał, cieszyłam się gdy wyjeżdżał, gdy miał
              zmianę wieczorną i wracał gdy byliśmy już w łózkach. Moje małżeństwo, zawarte w
              latach zbyt młodych, było chęcią ucieczki z tego chorego środowiska, nie miało
              sznas na przetrwanie, było zbyt kruche w podstawach. Mam nadzieję, ze jestem w
              stanie stowrzyć szczęśliwą rodzinę, ale przede wszystkim jako szczęśliwa
              kobieta, że biorąc przykład z mamy, którą bardzo kocham, nie popełnię tego
              błędu i nie będę tkwiła w związku ze względu na dzieci. Teraz, kiedy dzieci
              odeszły z domu, ona jest z nim sama... dzwonię a ona płacze... jest mi smutno,
              bo ona już go nie zostawi, bo już nie potrafi inaczej żyć... Ja naprawdę
              wolałabym by moja mam wychowywała nas sama, by nie było w moim życiu takich
              dni, jakie były, byłabym o wiele bardziej szczęśliwa. Dziś wiem, że mój ojciec
              jest toksycznym rodzicem i toksycznym mężem... no cóż, ale to był wybór moje
              mamy, jej życie...
            • optymistka Re: tazoo 17.01.02, 17:36
              Gość portalu: tazoo napisał(a):
              < Sorry, że się wtrącam: pisze się "piszesz".>
              > Pzdr >


              Jasne!!! Dzięki za uważne czytanie.

          • Gość: zulugula do optymistki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 15:04
            No i bardzo się cieszę, że jesteś szczęśliwą żoną i matką (czy kobietą też
            jesteś szczęśliwą?) i życzę Ci, byś całe życie była taka szczęśliwa jak teraz.
            Bo na tym świecie dużo jest bólu, żalu, cierpienia. Szczęśliwa też jest
            szczęsliwa, jej dzieci też są szczęśliwe, jej były mąż i była żona jej obecnego
            męża też jest szczęśliwa. Wszyscy są szczęsliwi. Mało tego ja również jestem
            szczęśliwa.

            Tak gwoli wyjaśnienia, to mnie nie jest siebie samej żal, bo każdy jest kowalem
            własnego losu i jak mój super ex powiedział że ma inną kobietę, to
            powiedziałam: wybrałeś, ja odchodzę. Ano właśnie, to nie od mi uciekł, to ja
            powiedziałam: nie będziesz mnie poniżał. Odeszłam, choć bolało ale jak zdradza
            raz to zdradzi i drugi a więc wolałam zapobiegać niż leczyć.

            A wiec optymistko, życzę Ci byś była nadal szczęśliwa, by Twoje dzieci były
            szczęśliwe z wami jako rodzicami, i aby Twój mąż był równie szczęśliwy w waszym
            małżeństwie jak Ty. By nie uciekł z tego szczęścia całego. Bo jak to w życiu
            dziwnie bywa, jak ludzie dostają papierek od urzędnika Stanu Cywilnego to
            wydaje im sie, że mają akt własności, a to wcale nie tak wygląda...

            Nie życzę Ci, byś kiedykolwiek musiała wybierać między szczęściem swoim, męża i
            dzieci.
            • frisky2 Re: do optymistki 17.01.02, 15:14
              Jak milo sie tu czyta posty: wszyscy, mimo ze sie kloca, zycza sobie wzajemnie
              szczescia i wszystkiego najlepszego.
              • Gość: zulugula do frisky2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 15:25
                Ależ frisky2, to jest tylko wymiana poglądów. Próbujemy sobie udowodnić, kto ma
                rację. A prawda jak zawsze leży po środku.

                A optymistka, no cóż nie przebiera w słowach. Jestem suką, gówniarą, która nie
                wie co to małżęństwo. A ja jej życzę, by ona skolei nie zaznała co to jest
                rozwód, podział majątku i rozgoryczenie, że mimo tego co nas łączył przez 10
                lat, nie udało się. No cóż ...
        • Gość: tiya Re: do optymistki IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 19.02.02, 15:52
          Gość portalu: zulugula napisał(a):

          > To wszystko zależy kogo uważasz za bardzo młodą osobę.
          > Fakt, na dzieci mam jeszcze czas, na razie ich jeszcze nie mam. Ale zegar tyka.
          >
          > Natomiast ja siebie postrzegam jako osobę młodą, choć za mną nieudany związek
          > małżeński, rozwód, podział majątku i stawanie na nogach. Dziś mam u swego boku
          > mężczyznę, którego postrzegam jako mój największy dar od Boga. Jesteśmy ze sobą
          >
          > szczęśliwi i dopóki tak będzie będziemy razem. Wierzę z całych sił, że będzie
          > to trwało wiecznie, ale życie jest pokręcone i nieprzewidywalne. Kiedyś miałam
          > bardzo radykalne poglądy, zasady których się trzymałam. Dlatego też jestem tu
          > gdzie jestem.
          >
          > Powiedz mi proszę, dlaczego jest Ci mnie żal? Bo mam inne poglądy na życie niż
          > Ty? A może jesteś szczęśliwą mężatką a uboku Twojego tkwi mężczyzna w którego
          > nie wierzysz?
          >
          > Optymistko, bądź optymistką i wierz, że w życiu Twojego męża nie pojawi się
          > inna kobieta. Drżyj nad nim, pierz, gotuj, sprzątaj, rodź mu dzieci i
          > rozpieszczaj a jeśli pojawi się "suka" to ją pogryź. A czy uważasz że Twój
          > mężczyzna będzie z Ciebie dumny, zostanie z Tobą bo ty będziesz o niego walczyć
          >
          > poniżając się? Nie, on ucieknie gdzie pieprz rośnie, bo facet który czuje się
          > zbyt pewnie w swoim gniazdku, zaczyna wyglądać na zewnątrz. A na zewnątrz jest
          > wiele atrakcyjnych kobiet o które może powalczyć. O Ciebie już nie musi, bo Ty
          > mu pierzesz a jak pada ze zmęczenia to jeszcze umyjesz plecy. Myj, tylko nie za
          >
          > często bo będzie Cię używał stale jako szczotki do szorowania pięt.
          >
          > I dlaczego Ci jest mnie żal?

          O w mordę !! Ileż w tym racji !! Pozdrawiam bardzo serdecznie.........

    • kwietenka Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 17.01.02, 14:19
      szczesliwa napisał(a):

      > .......jestemszczesliwa. A byla zona mojego meza jeszcze bardziej, choc to byl
      > dla niej cios.
      > Poznalam tego mezczyzne i cos sie stalo. Oboje bylismy w srednim wieku, oboje
      > mielismy rodziny i dorastajace dzieci. Oboje wiedzielismy, ze to nie sa zarty.
      > Po krotkim czasie postanowilismy powiedzic naszym wspolmalzonkom. Rozmowy nie
      > byly latwe. Byl placz, przeklenstwa i wyzwiska. Przeprowadzilismy dwa rozwody
      > potem jeden slub. Mielismy chwile zalaman i rozterek. Czasem bylo badzo ciezko.
      >
      > Moj maz zabezpieczyl finansowo swoje byla zone i dzieci. Zostawil jej caly
      > majatek. Na dzieci nie tylko placil regularnie, ale ma zywy kontakt z nimi do
      > dzis. Ja odeszlam od meza zostwiajac dzieci na poczatek w staym srodowisku z
      > ojcem. Z biegiem czasu dzieci przniosly siedo nas, co bylo ich wyborem.
      > Wszystko bylo bardzo trudne. Ale jeszcze zanim sie pobralismy bylya zona mojego
      >
      > meza poznala innego mezczyzne. Dzis sa po slubie. Kochaja sie bardzo, maja male
      >
      > dziecko. I ona sama mowi, z to bylo najwieksze szczesliwe nieszczescie w jej
      > zyciu. Moj byly maz tez znalazl pania z ktora sie swietnie rozumie i ktora do
      > niego o wiele lepiej pasuje jak ja. I dzis wszyscy jestesmy zadowoleni. A ma z
      > moim mezem zostalismy jakby wynagrodzeni za uczciwosc wtedy, za jasne
      > postawienie sprawy, za wytrwalosc i wiare. I dlatego czasem warto isc w zyciu
      > do celu. tylko treba byc o slusznosci tej drogi bardzo przekonanym.

      Chwalisz się, czy usprawiedliwiasz?
      • szczesliwa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 17.01.02, 14:56
        Nie chwale sie i juz na pewno sie nie usprawiedliwiam. Opowiedzialam moja
        historie, po prostu. Jak setki innych tutaj. I nie zaluje niczego. I nie
        dzwonilam do owczesnej zony mego meza, nie kazalam mu odejsc. Chcialam, zeby
        sam o tym byl przekonany. Ani moj obecny maz mnie do tego nie namawial. Po
        prostu nie stac nas bylo n oszukiwanie kogokolwek. Ani owczesnych malzonkow,
        ani siebie, ani dzieci. Kocham tego czlowieka ze wszystkim co ze soba
        przyniosl. I nie wiem co bedzie za kilka lat, ale tego nie wie nikt. Pielegnuje
        to uczucie jak umiem. Kocham jak tylko potrafie i jestem kochana z calych sil.
        Jestem po prostu szczsliwa.
        • renata21 Re:Do Szczesliwej.. 17.01.02, 15:32
          Popieram to co napisales, zazdroszcze Ci, ze jestes szczesliwa, pozdrwiam i
          zycze wiele wytrwalosci, moze kiedys tez bede szczesliwa...
          • Gość: tazoo Re:Do Szczesliwej.. IP: *.talnet.pl 18.01.02, 12:07
            renata21 napisał(a):

            > Popieram to co napisales, zazdroszcze Ci, ze jestes szczesliwa, pozdrwiam i
            > zycze wiele wytrwalosci, moze kiedys tez bede szczesliwa...

            Jeżeli myślisz o takim szczęściu, jak Szczęśliwej, to już teraz zacznij się
            rozglądać za potencjalnym związkiem, który możesz rozbić.
            Powodzenia!

    • kathy do Szczęśliwej 17.01.02, 15:23
      Twoja postawa wobec małżeństwa przypomina mi kupowanie wciąż nowych roślinek do
      swojego domu-poprzednie zwiędły, bo nikt nie zatroszczył się o dbanie o ich
      rozwój. Miłość ( zakładając, że miłość, a nie zauroczenie połączyła dwoje
      ludzi),która powoduje, że ludzie się pobierają nie jest dana na zawsze i nie
      może przetrwać w pierwotnej formie- analogia z roślinką, która może albo
      rozwijać się przy właściwych zabiegach pielęgnacyjnych, bądź uschnąć, bo ich
      zabrakło. Przypominasz mi nieudolnego hodowcę, który nie dbał o roślinkę, aż
      zaczęła więdnąć, wobec czego kupił sobie nową. No cóż może nauczony
      doświadczeniem, o tę będzie już dbał? Tyle, że tu potrzeba zgodnej wspólpracy
      dwóch ogrodników. Przepraszam za te ogrodnicze analogie. Ale są takie
      obrazowe...

      • Gość: Noe Re: do optymistki IP: *.szcz.gazeta.pl 17.01.02, 15:53
        Obrzydliwe jest twierdzenie : jak suka nie da - pies nie ruszy.
        Pani optymistko-Dulska - wstyd mi za takie jak ty
      • Gość: ewa Re: do Szczęśliwej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 16:00
        Sorry Kathy, pomylka w adresie, moj post byl do tych wszystkich zon i matek,
        ktore szczegolna niechecia darza inne kobiety, winia ja za rozbicie ich
        zwiazkowi posluguja sie wysublimowanymi mataforami majacemu na celu zdjac
        odpowiedzialnosc z ich mezow i ich samych.Do tych wszystkich kobiet ktore
        nagminnie wycieraja sobie buzie dobrem dzieci i chowaja za tym szczytnym haslem
        wlasne interesy.
        a jesli chodzi o dbanie o roslinki - ludzie pobieraja siez roznych powodow,
        ktore najczesciej chowaja za slowami wielka milosc.Nie zawsze maja ochote o te
        roslinki dbac, bo uwazaja ze powinny same rosnac, niekiedy dbaja po swojemu, na
        przyklad podlewajac roslinki ukropem(żeby sie nie przeziebily) albo nawozac co
        drugi dzien,a czasami sie okazuje, ze w poludniowym oknie roslinki nie rosna,
        bo warunki nie te, a nie wszyscy sa tacy bystrzy by wiedziec, co im szkodzi, a
        jak wiedza, to nowe lokum moze za drogo kosztowac.Czasem tez roslinka wyrosnie
        za duza i przestaje sie do mieszkania miescic.A przytnij taka palme - i co,
        ladna bedzie?
        Koniec malzenstwa to nie koniec swiata - madra kobieta wyjdzie z tego
        silniejsza i madrzejsza, a taka mniej madra, coz, na pocieche zawsze bedzie
        miala duzo do powiedzenia o dziwkach.
        Nawiasem mowiac, moja matka nigdy nie uwierzyla, ze ojciec zostawil ja, bo nie
        szlo z nia wytrzymac, caly czas wierzy ze byla ta trzecia. Nie mam z nim
        kontaktu od wielu lat, ale wiem ze jest sam - prawdopodobnie dlatego ze z nim
        rowniez ciezko wytrzymac.
        • frisky2 Do Zuluguli 17.01.02, 16:29
          Zgadzam sie z Toba, ze prawda lezy po srodku. Powiem jednak szczerze, ze
          blizsze mi sa wypowiedzi osob, ktore mowia o potrzebie pielegnowania milosci i
          w ten sposob zapobiegania tragedii w zwiazku (chyba kathy to pisala). Moze
          dlatego tak mysle, ze sam nie przezylem rozwodu, a moj zwiazek nie jest
          pomylka?
          Ale mysle tez, ze nawet gdyby byl pomylka, to teraz postepowalbym tak, zeby
          miec na wzgledzie przede wszystkim dobro dzieci. Nie zawsze jest tak, ze
          szczesliwa mama = szczesliwe dzieci. Bywa tak, ze dzieci wola byc z dwojgiem
          rodzicow, mimo, ze widza ze ci rodzice ze soba nie zyja dobrze. Ale zyja dobrze
          z dziecmi. Cos podobnego przezylem sam.

          A jesli chodzi o te wypowiedz z suka, to optymistka tylko przytoczyla jedno z
          porzekadel krazacych w spoleczenstwie, a nie wymyslila tego zwrotu sama. Wiec
          nie ma co jej winic za to, ze takie potoczne zwroty sa uzywane przez Polakow.
          • Gość: zulugula do frisky2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 16:43
            I bardzo dobrze, że zrobiłeś tak jak uważaleś za słuszne. Tak naprawdę każdy z
            nas ma inne podejście do życie, inne wartości którymi się w życiu kieruje.
            Wybrałeś bycie w związku z żoną dla dobra dzieci. Życzę Ci, by one to kiedyś
            docenią .. wiem, że wcale na to nie liczysz, bo nie liczy się na to zostając z
            drugą osobą... a może frisky2 poprostu nie spotkałeś na swojej drodze miłości,
            która uderza jak piorun, miłości która odbiera rozum, która zapiera dech w
            piersiach, miłości która przyćmiewa wszystko i nie można już bez niej żyć.

            Życzę Ci, byś nigdy nie musiał wybierać między szczęściem własnym a dzieci, byś
            po odejściu dzieci z rodzinnego domu znajdował szczęście z żoną, wspólne tematy
            do rozmów, przyjacielskie zwirzenia, wspólne pasje.

            Ja nigdy jednak nie zostałabym z mężem dla dobra dzieci, bo dzieci kiedyś
            odejdą z domu. Ja będę miała 50 lat i nie bedę mogła się dogadać z własnym
            mężem, który właśnie wtedy stwierdzi - no dobrze, dzieci odchowane to ja
            odchodzę. Zawsze chciałem odejść, ale byłem z Tobą ze względu na dzieci. Teraz
            nic już nas nie łączy, żegnaj. Uwierz mi, że wolałabym mieć 30 lat i wiele
            przed sobą. A dzieci można kochać w pojedynkę i na odległość.
            Chyba jestem egoistką... ale to wynik rozwodu, i wielu towarzyszących temu
            doświadczeń...

            Pozdrawiam

            A co do powiedzenia o suce, to jest to tak obrzydliwe powiedzenie, uderzające w
            kobiecą godność, że tak jak Noe wstydzę się, że wychodzi ono z ust kobiety,
            matki i żony, która pewnie też musiała dać skoro ma dzieci.
            • frisky2 Re: do frisky2 17.01.02, 16:55
              Nie zrozumialas mnie: ja mam udany zwiazek. Nie musialem sie rozwodzic, bo mi
              to do glowy nie przyszlo. Ale gdyby bylo inaczej - wybralbym dobro dzieci. Moze
              bym odszedl od zony, gdyby juz dzieci dorosly? Nie wiem. Wiem, ze skoro
              podjalem te odpowiedzialnosc i zdecydowalem sie na dzieci (a wiec wzialem je w
              opieke az dorosna) musz postepowac konsekwentnie. Poza tym nie chcialbym
              unieszczesliwiac kogos swoim "szczesciem" (zreszta czy mozna byc szczesliwym
              unieszczesliwiajac jednoczesnie inne osoby?)
              Dzieci mozna kochac w pojedynke, ale moze one wolalyby, zeby je kochano w
              parze?
              • Gość: zulugula Re: do frisky2 IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 17:06
                O dzieciach napisałeś pięknie, bo rzeczywiście powołuje się je na świat a potem
                trzeba podjąć za nie odpowiedzialność. One na świat się nie prosiły. Ale wierz
                mi, że życie ze sobą na siłe dla dobra dzieci nie zawsze tym dzieciom na dobre
                wychodzi. To tak po sobie i moich rodzicach.

                Cieszę się, że masz szczęśliwy związek i dobrze się w nim czujesz, i oby takich
                małżeństw było jak najwięcej.

                Ale nie trzeba niczego robić na siłe... Swoją drogą ciekawe co ja bym zrobiła,
                gdybym chciała odejść od męża a moje dzieci powiedziałyby - w takim razie
                zostajemy z ojcem? Ciekawe, czy moja miłość do nich byłaby silniejsza od
                miłości do siebie samej... A może tak jak Szczęśliwa pozwoliłabym by narazie
                mieszkały z ojcem ... nie wiem, ale myślę że miała wielkie szczęście, że jej
                były mąż był mężczyzną na poziomie i pod nieobecność matki nie nastawiał dzieci
                przeciwko niej...

                Pozdrawiam i życzę jak najwięcej szczęścia rodzinnego.
        • kathy Re do Ewy 18.01.02, 12:13
          Widzisz , ja miałam inne zyciowe doświadczenia. Moi rodzice się kochali, a
          chociaż ojciec już nie żyje, mama nie pomyślała o innym mężczyźnie. Wiem, bo
          czułam to dobrze, że bardzo się kochali, kochali mnie a ja czułam się
          bezpieczna i szczęśliwa w rodzinie. W ogóle mam wrażenie, że mam to w genach-
          moi dziadkowie także przeżyli ponad 50 lat i do końca się bardzo kochali, było
          to niesłychanie piękne, gdy dwoje prawie 80 latków pod rękę szło na spacer
          tylko we dwoje...
          Nie wiem, czy to ma wpływ na mój stosunek do instytucji małżeństwa- zawsze
          traktowałam je bardzo poważnie, zakładając, że pobierają się ludzie prawdziwie
          kochający się, obdarzeni dobrą wolą, którzy będą pielęgnowac swoje uczucie, tak
          by chociaż różne w różnym wieku, było ciągle żywe i piękne.
          Nie wiem, co przyniesie przyszłość, ale będę się starać ( i wiem, że mój mąż
          też) by zachować to, co nas połączyło. To prawda, że dzieci doskonale wiedzą,
          co łączy ich rodziców.Nie boję się ich osądu. I nie boję się Szczęśliwych- bo
          teraz nie zagrożą nam żadne.Serdecznie pozdrawiam
    • optymistka Re: do poczytania 17.01.02, 18:10

      W żadnym miejscu do nikogo nie zwróciłam sie z obraźliwymi słowami.

      Dziękuję "firsky 2" za zrozumienie tego brzydkiego powiedzenia.
      Tak też napisałam, że jest brzydkie, ale nadal aktualne.
      Nie wyszło z moich ust, tylko z klawiatury z której stukam.

      Ktoś tutaj mądrze powiedział, iż na to jak układa się nasze
      życie, miały wpływ domy w których się wychowaliśmy.

      Oboje z mężem mieliśmy cudownych rodziców; wyrośliśmy w domach
      skromnych, lecz pełnych ciepła i pogodnych.
      Być może to jest zasługą, że wychowano nas w poszanowaniu pewnych
      wartości, w poszanowaniu odmienności drugiego człowieka, że byliśmy
      dziećmi kochanymi.
      Nie znam recepty na szczęście. Jednak udało nam się ( mi i mojemu
      mądremu mężowi) stworzyć serdeczną atmosferę w naszym gniazdku,
      do którego wszyscy chętnie wracamy. Współczuję tym, którym ułożyło
      się inaczej niż by sobie życzyli, lecz nic samo nie przychodzi !!!
      Najpiękniejsze uczucia diabli wezmą, jesli nie zadbamy, by ten kwiat
      zwany miłością, był odpowiednio pielęgnowany.

      Nie rozumiem, jak kobieta może widzieć siebie tylko w roli
      służącej, obskakiwania swego pana. To jakaś pomyłka.

      Uważam, że oboje (i mąż, i żona) muszą mieć swoje prawa
      i obowiązki w domu, swoje zainteresowania, znajomych. Dobrze, jeśli
      oboje są czynni zawodowo. Przecież muszą byc jakieś tematy do rozmów,
      oprócz tematu "dzieci".
      Naturalnie, że nie wiem, co będzie za lat ileś tam, bo nikt
      z nas nie wie.
      Jednak staramy się (i ja i mąż), aby naszą rodzinę, którą
      z dobrej woli stworzyliśmy, nie zdmuchnął "jakiś większy wiatr".
      Nadal siebie potrzebujemy, tęsknimy za sobą, a dzieci tylko z tego
      korzystają. A nie pobraliśmy sie wczoraj, były pewne "wichury",
      z których wyszliśmy ocaleni, wzmocnieni i bardziej siebie spragnieni.
      Uważam, że więcej w tym zasługi mojego męża, jest facetem niebywale
      odpowiedzialnym. Dlatego lubię takich "facetów".



      • Gość: ewa Re: do poczytania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 18:33
        Ale cala masa ludzi nie ma madrych rodzicow i szczesliwych domow za
        soba.wszystkiego tego, co szczesliwcy wynosza z dom, musza sie uczyc sami i to
        w bardzo bolesny sposob.Nic dziwnego, ze czasem sie myla.
        Na pewno nie poswiecilabym sie tak jak moja matka - nie dosc, ze bylabym
        nieszczesliwa, to jeszcze jestem strasznie ciekawa, jak poczulby sie moj syn,
        gdybm rozwiodla sie po jego pelnoletnosci - przeciez bym go oszukiwala.W
        dodatku nie wiem, czy nie kazalabym sobie placic za to poswiecenie, przesadnie
        wtracajac sie w jego zycie.
        Tak czy inaczej, uwazam, ze nie ma co miotac przeklenstw na te trzecia czy tego
        trzeciego - gdyby wszystko bylo w porzadku, nie mieliby zadnych szans.A jesli
        jest kryzys i maz czy zona zdradzaja dla zemsty, to przepraszam bardzo, ale to
        swiadczy tylko o nich samych.
      • Gość: zulugula Re: do poczytania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 18:54
        Słuchaj, a może nie wszyscy mają takie szczęście jak Ty... może nie wszyscy
        spotykają na swojej drodze odpowiedzialnych facetów... może nie wszyscy mieli
        szczęśliwe domy i dlatego chcą, by ich rodzina miała właśnie taki dom i robią
        wszystko by to uczynić...

        Czy to że moje małżeństwo nie wyszło oznacza, że jestem gorsza od Ciebie, mniej
        odpowiedzialna? Czy to oznacza, że nie potrafiłam przy sobie utrzymać męża? A
        może to on nie chciał się utrzymać a swoją głupotę zorzumiał dużo za późno...
        Widzisz, podchodzisz do życia tak jakby tylko Twój wzór szczęścia był właściwy.
        A każdy z nas jest inny, inaczej postrzega szczęście. Widać miałaś wyjątkowe
        szczęście spotkać wyjątkowego człowieka. Moje pierwsze małżeństwo to porażka
        nie moja, to porażka moich rodziców, którzy najpierw doprowadzili do niego a
        potem je rozwalili uszczęśliwiając na siłę. Może gdyby mój mąż był bardziej
        odpowiedzialny, bardziej dojrzały do roli męża, dziś bylibyśmy razem.

        Widzisz optymistko, uogólniasz a na życie nie należy patrzeć ogólnie. Każdy ma
        prawo wyboru. Dziś powinniśmy cieszyć się szczęściem Szczęśliwej bo tak
        niewiele radości jest na tym świecie, tak wiele zła i bólu. Nie wiem czemu ją
        potępiasz, za to że jest szczęśliwa?

        A co do tego powiedzenia - to skoro nie przeszły Ci przez usta to napwno
        przeszły przez myśl, a czy to nie to samo. Nie wiem jak można tak myśleć... To
        takie ograniczone i zaściankowe powiedzenie, myślałbykto że wyszło z obiegu ale
        widać nie... Powiedz, czy przekażesz je swojej córce jak będzie szła na swoją
        pierwszą w życiu randkę? Pamiętaj córeczko "jak suka ..." bardzo milutkie.
        Mojej babci nigdy do głowy by nie przyszło, by powiedzieć takie słowa...
        dlaczego... bo jest kulturalną kobietą i nigdy kobieta nie kojarzyła się jej z
        suką... Dziwne, ale bardzo mnie poruszyło to powiedzenie,... a wiesz dlaczego,
        bo mój ojciec powtarzał te słowa za każdym razem gdy szłam na spotkanie z moim
        byłym jeszcze niedoszłym małżonkiem, tak bardzo bał się, żebym mu do domu
        dziecka nie przyniosła...

        Widzisz optymistko, czasami warto zastanowić się co tak naprawdę jest dla nas
        ważne a co jest ważne dla naszych dzieci.

        Pozdrawiam i życzę łatwych wyborów.
        • Gość: Sylwia Re: do poczytania IP: *.gazeta.pl 17.01.02, 20:04

          Przeczytałam wszystkie wypowiedzi tutaj napisane.
          Utworzyły się dwie grupy:
          1. popierająca "sczęśliwą" - panią, która zapoczątkowała ten temat,
          2. krytykująca jej zachowanie.
          Uważny czytelnik zrozumie; kto krytkuje a kto popiera.
          Ja dużo wyżej napisałam: nie krytykuję, nie oceniam, lecz i nie
          pochwalam. Może "szczęśliwa" nie dała sobie szans w I małżeństwie ???
          Ale też nie rozumiem ataków na optymistkę, widocznie wie jak
          postępować w związku z mężczyzną. Oby takich jak najwięcej.
          I też nie mogę się doszukać, gdzie optymistka mówi jak my mamy życ.
          Natomiast inne wypowiedzi są tego pełne.
          Forum jest to miejsce, gdzie każdy może wypowiedzieć swoje zdanie.
          Możemy się z nim zgadzać, lub nie. Ale próbujmy rozmawiać, a nie
          atakować się nawzajem.
          Pozdrawiam.

          • Gość: Magda Re: do poczytania IP: *.chello.pl 17.01.02, 20:09
            No i chyba ten wątek został już wyczerpany...
          • szczesliwa Re: do poczytania 17.01.02, 20:32
            Ja tez czytam wszystkie wypowiedzi. Budza szacunek wypowiedzi madre i wywazone
            i dziekuje za nie. Slowa o suce sa po prostu glupie. I tymbardziej, ze
            wypowiada (pisze) je kobieta, matka i zona. Ja nigdy tego "dawaniem" nie
            nazywalam. Nie kaze wszystkim robic tgo samego co ja zrobilam. jesli ktos
            zostaje w rodzinie dla dobra dzieci, prosze bardzo. Jeszcze inny ktos ma
            kochanke/kochanka i tez nie mozna go potepiac, bo takie jest jego zyciowe
            Credo. Mnie sie wydaje, ze jak dlugo kazdy postepuje w zgodzie z samym soba i
            nie narzuca swojej woli innym, jest wszystko OK. Gorzej jst, jesli slowy
            wypowiadane maja usprawiedliwic wlasne tchorzostwo lub brak wyboru. Kazdy moze
            zyc, jak tylko zechce. Szczesliwie, albo nie. Uczciwie, albo nie. I jak czesto
            troska o dzieci usprwiedliwia sie lasna slabosc. Moim dzieciom to nie
            zaszkoszilo. Choc musilam im wytlumaczyc dlaczego tak jest. Wyrosly, tamte
            rozmowy poszly w zapomnienie. Sa samodzielne, swietnie sie ucza i odkad maja
            swoje milosne klopoty sa z nami na kumplowskiej stopie. Mowimy im zawsze, jesli
            czegos bardzo chcesz, pomysl, przespij to a jesli w dalszym ciagu tego chcesz,
            pomysl, jak mozesz to osiagnac. Pozdrawiam moje madre rozmowczynie. A tym
            brdziej zacietym, zycze z calego serca, zeby ich maz nigdy nie spotkal na
            swojej drodze suki, co mu da... Ale to tym panom chyba nie grozi? "Dostaja" juz
            w domu. Mozne czasem w takiej sytuacji po prostu zpragna milosci.
            • Gość: ........ Re: do poczytania IP: *.sympatico.ca 17.01.02, 21:32
              szczesliwa napisał(a):

              > Ja tez czytam wszystkie wypowiedzi. Budza szacunek wypowiedzi madre i wywazone
              > i dziekuje za nie. Slowa o suce sa po prostu glupie. I tymbardziej, ze
              > wypowiada (pisze) je kobieta, matka i zona. Ja nigdy tego "dawaniem" nie
              > nazywalam. Nie kaze wszystkim robic tgo samego co ja zrobilam. jesli ktos
              > zostaje w rodzinie dla dobra dzieci, prosze bardzo. Jeszcze inny ktos ma
              > kochanke/kochanka i tez nie mozna go potepiac, bo takie jest jego zyciowe
              > Credo. Mnie sie wydaje, ze jak dlugo kazdy postepuje w zgodzie z samym soba i
              > nie narzuca swojej woli innym, jest wszystko OK. Gorzej jst, jesli slowy
              > wypowiadane maja usprawiedliwic wlasne tchorzostwo lub brak wyboru. Kazdy moze
              > zyc, jak tylko zechce. Szczesliwie, albo nie. Uczciwie, albo nie. I jak czesto
              > troska o dzieci usprwiedliwia sie lasna slabosc. Moim dzieciom to nie
              > zaszkoszilo. Choc musilam im wytlumaczyc dlaczego tak jest. Wyrosly, tamte
              > rozmowy poszly w zapomnienie. Sa samodzielne, swietnie sie ucza i odkad maja
              > swoje milosne klopoty sa z nami na kumplowskiej stopie. Mowimy im zawsze, jesli
              >
              > czegos bardzo chcesz, pomysl, przespij to a jesli w dalszym ciagu tego chcesz,
              >
              > pomysl, jak mozesz to osiagnac. Pozdrawiam moje madre rozmowczynie. A tym
              > brdziej zacietym, zycze z calego serca, zeby ich maz nigdy nie spotkal na
              > swojej drodze suki, co mu da... Ale to tym panom chyba nie grozi? "Dostaja" juz
              >
              > w domu. Mozne czasem w takiej sytuacji po prostu zpragna milosci.

              * Ty wlasnie narzucilas swoja wole innym, tylko nie potrafisz
              tego dostrzec, a moze nie chcesz. Czym wiec bylo Twoje
              przyjscie do obcej kobiety ze stwierdzeniem: nie masz sensu byc
              w tym zwiazku...... ( czy cos podobnego) stawiajac ja
              praktycznie bez prawa wyboru, jedynie moze z prawem obrony.
              Ktos tu wczesniej powiedzial ze w tej sprawie wszyscy sa winni
              ( a szczegolnie ci, ktorzy dopuscili sie zdrady malzenskiej).
              Pominelas poczatki swojego "sukcesu" ( wcale sie o nie nie
              dopytuje) ale moge myslec ze to Ty bylas w znacznym stopniu
              przyczyna rozpadu tego malzenstwa. Facet poprostu wyskoczyl sobie
              na bok, zona nic nie wiedziala a Ty zrobilas swoje by ja
              zastapic i w ostatecznym rozrachunku przyjsc i wytknac palcem
              mowiac im jak to oni biednie ze soba wygladaja. Dzisiaj wiem,
              ze jezeli jutro bedziesz mniej szczesliwa juz znasz wlasciwa
              droge jak osiagnac swoje kolejne szczescie gdy sie jedno traci.
              Chyba jestes na zlej drodze w szukaniu szczescia, mnie sie
              tak wydaje. Mysle ze nie chec uszczesliwiania innych Toba
              kieruje lecz raczej wlasny egoizm ktorego tez nie mozesz
              zauwazyc.
              • Gość: ewa Re: do poczytania IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 17.01.02, 21:54
                Przyczyna rozpadu malzenstwa zawsze lezy w malzenstwie czy raczej ludziach
                ktorzy je tworza.Tekst o facecie co poprostu se skoczyl na bok i jest
                O.K.uwazam za totalna brednie.
                Jesli ludzie sa szczesliwi, to sie nie rozgladaja na boki, a jesli sa
                nieszczesliwi to zalatwiaja jakos problem.Chyba ze sa niepowazni ( wtedy ida na
                bok) albo nie widza celu bo malzenstwo jest pomylka.Czasem sie zdarza wielka
                milosc.
                Rozumiem ze dla ciebie malzenstwo to swietosc,zle czy dobre, byle
                trwale.Ostatnio moja babcia tanczyla z radosci(mimo ze ma prawie 90 lat)jak
                dziadek dostal zawalu.Kiedys dla dobra dzieci nie odeszla z mezczyzna, ktorego
                kochala.
                Dla mnie nie jest to swietosc- jest tylko bardzo wazne, ale nie wazniejsze ode
                mnie.Zauwazylam jeszcze jedno - jest typ kobiet, do ktorych zaliczam i moja
                matke, ktore dostaja wysypki, gdy inne kobiety sa , jak to okreslaja -
                egoistyczne.Najczesciej sa po prostu odwazne i nie operuja sloganami
                typu "dobro dzieci".Moja matka nie chciala sie rozwiesc ze wzgledu na moje
                dobro, ale wrzeszczec ze jestem wrednym pomiotem mogla.Mogla mi tez mowic
                mnostwo innych podlych rzeczy.inna znajoma tez ze wzgledu na dobro dzieci sie
                nie rozwodzila, ale ponizac meza przy dzieciach nie omieszkala.A ostatnio
                spotkalam na weselu takie malzenstwo dla dobra dziecka - siedziala smutna
                kobita i gapila sie w jedna strone, obok przybity facet w druga, a po srodku
                siedzialo uszczesliwione dziecko z mina bedaca wypadkowa min rodzicow.Najlepsza
                reklama!Ile mozna zyc z obcym czlowiekiem, ktory zawiodl zaufanie, wiedzac,ze
                mysli o kims innym? Troche wyobrazni, drogie panie, to przeciez w katakumbach
                jest wiecej zycia, bo sa przynajmniej szczury!
                • Gość: ........ Re: do poczytania IP: *.sympatico.ca 17.01.02, 22:26
                  Oczywiscie ze przyczyna glowna rozpadu malzenstwa sa sami
                  malzonkowie gdyz w jakims stopniu dopuscili jego zaniedbanie, a
                  malzenstwo jak sama wiesz potrzebuje ciagle nowych drewienek by
                  ogien nie ugasal. To ze sa nieszczesliwe ( wg. mojej obserwacji)
                  malzenstwa o tym wiem gdyz nieraz je taksamo widze. Ciagle
                  chce powiedziec ze ten "przywilej" rozwiazania malzenstwa
                  niech nalezy do nich samych. Szczesliwe niech nie pomagaja
                  je rozwalac. Moga przyjsc juz po, podac reke
                  i.............chyba zawsze z nadzieja probowac zyc szczesliwie.
                  Widzisz, Twojej matce nikt nie "pomagal" gdyz nikt nie poczuwal
                  sie do obowiazku czynic cos, co pewnie uwazal/ uwazala za
                  niesluszne. A moze nawet i byly "szczesliwe" do pomocy, tylko
                  Ty o tym nie wiesz? Ona miala swoja wolna wole, mogla
                  zostawic meza itp., pomijajac wszystkie komplikacje i nielatwosci
                  tego. Trzeba szanowac jej decyzje. Osadzac po swojemu zawsze
                  mozna ale jest chyba wszystkim lepiej gdy sie pilnuje
                  swoich spraw a nie cudzych. Dzieci nie powinne sadzic
                  rodzicow za ich postepowanie czy zycie. Mysle tez ze decyzje
                  swojej matki tez nie powinnas sadzic gdyz kazdy z nas ma
                  swoja specyfike ( moralna, psychiczna, z wychowaniem nieraz nabyta,
                  oparta na godnosci wlasnej i obowiazkach dotrzymania obietnic
                  itp.) Z zycia widze ze dzisiaj bez wlasnej korzysci malo jest
                  chetnych do pomocy. A moze szczesliwa jest wyjatkiem?Pozdrawiam
                  • szczesliwa Re: do ........ 17.01.02, 23:10
                    Wiesz co, ty sie boisz!!! ty sie boisz!!! sam mysl, zemogla by przyjsc kobieta,
                    ktora twojego meza uszczesliwi bardziej od ciebie powoduje u ciebie chec ataku
                    na mnie. Pomysl sobie, przychodzi taka "szczesliwa" i rozbija twoje malzenstwo.
                    Mozesz to sobie wyobrazic? I jesli malzenstwo jest w porzadku, to moze przyjsc
                    i sto takich jak ja i nic nie wskora. A jesli nie jest w porzadku, to nic nie
                    pomoze zaklinanie i wyzwisla i dobro dzieci. Dzieci sa ludzmi, ale ja tez.
                    Dzieci pojda swoja droga a ja zostane. I jesli nie sprawa dzieci jest osadzanie
                    rodzicow, jak sam mowisz, to i nie jest sprawa dzieci osadzanie mojego
                    postpowania. Prawda??? Moje dzieci maja sie podporzadkoac i koniec, tak by
                    wygladalo. Mylisz sie kochana, dzieci mialy duzo do gadania. Ale nie do
                    decydowania. Uwzglednilismy dobro dzieci przede wszystkim. Ale nie
                    zrezygnowalismy z siebie. I ja moglam powiedziec: dzieci kochane, ja opuszczam
                    tate i wy idziecie ze mna. Wyprowadzamy sie. Nie zrobilam tego wlasnie ze
                    wzgledu na ICH dobro. Mialam prawo je ze soba zabrac. Zostawilam je w ich domu.
                    Uwazalam, ze trzeba im zaoszczedzic ile tylko sie da. Ale o poswieceniu sie dla
                    dzieci nie bylo mowy. Moj nowy dom, byl takze ich domem. Same mogly decydowac,
                    gdzie pojda do szkol ponadpodstawowych. I moja droga.............. jesli by
                    mnie tak potepialy, jak ty bys sobie tego zyczyla, to nie mieszkaly by dzisiaj
                    z nami. To ja cierpialam na poczatku , nie one. Nie mowiac juz o takich
                    oredowniczkach macierzynstwa jak ty, ktore mi utrudnialy zycie ile sie dalo.
                    Nie poddalam sie. Wiedzialam czego chce i do czego zmierzam. Chcialm dojsc do
                    tego miejsca gdzie jestem dzisiaj. I skad wszyscy wiedza, ze dzieci potrzebuja
                    rodziny za wszelka cene? Dzieci sie tu nie wypowiadaja, tylko ich rodzice,
                    ktorzy wiedza to o wiele lepiej. Skad? Czy ktos pytal dzieci? Skad do cholery
                    wszyscy wiedza, ze dzieci wola tate i mame za wszelka cene. A jak sie czuje
                    takie dziecko, dla ktorego rodzice sie poswiecili jako dorosly?? He?? jaka
                    odpowiedzialnosc spycha sie na dzieci? Jaki to musi byc szok, kiedy taki mlody
                    czlowiek odkrywa prawde. Tata i mama sie nie kochali, ale poswiecili sie dla
                    mnie? I czy dziecko ich o to prosilo??Nie!!! To oni wiedzieli lepiej co ono
                    potzrebuje. A potem jeszcze moze slyszy:ja sie dla ciebie poswiecilam, a ty
                    jestes taki niewdzieczny. Dziecko ma prawo do milosci obojga rodzicow o
                    poswiecenie sie dla niego sie nie prosilo. Tylko o tym sie nie mowi. Natomiast
                    mowi sie o tym, ze dziecko sie na swiat nie prosilo. Dziecko sie o nic nie
                    prosi. Dziecko potrzebuje milosci. Milosci obojga szczesliwych rodzicow.
                    Szanujacych sie rodzicow.
                    • Gość: ........ Re: do ........ IP: *.sympatico.ca 18.01.02, 00:05
                      szczesliwa napisał(a):

                      > Wiesz co, ty sie boisz!!! ty sie boisz!!! sam mysl, zemogla by przyjsc kobieta,
                      >
                      > ktora twojego meza uszczesliwi bardziej od ciebie powoduje u ciebie chec ataku
                      > na mnie. Pomysl sobie, przychodzi taka "szczesliwa" i rozbija twoje malzenstwo.
                      >
                      > Mozesz to sobie wyobrazic? I jesli malzenstwo jest w porzadku, to moze przyjsc
                      > i sto takich jak ja i nic nie wskora. A jesli nie jest w porzadku, to nic nie
                      > pomoze zaklinanie i wyzwisla i dobro dzieci. Dzieci sa ludzmi, ale ja tez.
                      > Dzieci pojda swoja droga a ja zostane. I jesli nie sprawa dzieci jest osadzanie
                      >
                      > rodzicow, jak sam mowisz, to i nie jest sprawa dzieci osadzanie mojego
                      > postpowania. Prawda??? Moje dzieci maja sie podporzadkoac i koniec, tak by
                      > wygladalo. Mylisz sie kochana, dzieci mialy duzo do gadania. Ale nie do
                      > decydowania. Uwzglednilismy dobro dzieci przede wszystkim. Ale nie
                      > zrezygnowalismy z siebie. I ja moglam powiedziec: dzieci kochane, ja opuszczam
                      > tate i wy idziecie ze mna. Wyprowadzamy sie. Nie zrobilam tego wlasnie ze
                      > wzgledu na ICH dobro. Mialam prawo je ze soba zabrac. Zostawilam je w ich domu.
                      >
                      > Uwazalam, ze trzeba im zaoszczedzic ile tylko sie da. Ale o poswieceniu sie dla
                      >
                      > dzieci nie bylo mowy. Moj nowy dom, byl takze ich domem. Same mogly decydowac,
                      > gdzie pojda do szkol ponadpodstawowych. I moja droga.............. jesli by
                      > mnie tak potepialy, jak ty bys sobie tego zyczyla, to nie mieszkaly by dzisiaj
                      > z nami. To ja cierpialam na poczatku , nie one. Nie mowiac juz o takich
                      > oredowniczkach macierzynstwa jak ty, ktore mi utrudnialy zycie ile sie dalo.
                      > Nie poddalam sie. Wiedzialam czego chce i do czego zmierzam. Chcialm dojsc do
                      > tego miejsca gdzie jestem dzisiaj. I skad wszyscy wiedza, ze dzieci potrzebuja
                      > rodziny za wszelka cene? Dzieci sie tu nie wypowiadaja, tylko ich rodzice,
                      > ktorzy wiedza to o wiele lepiej. Skad? Czy ktos pytal dzieci? Skad do cholery
                      > wszyscy wiedza, ze dzieci wola tate i mame za wszelka cene. A jak sie czuje
                      > takie dziecko, dla ktorego rodzice sie poswiecili jako dorosly?? He?? jaka
                      > odpowiedzialnosc spycha sie na dzieci? Jaki to musi byc szok, kiedy taki mlody
                      > czlowiek odkrywa prawde. Tata i mama sie nie kochali, ale poswiecili sie dla
                      > mnie? I czy dziecko ich o to prosilo??Nie!!! To oni wiedzieli lepiej co ono
                      > potzrebuje. A potem jeszcze moze slyszy:ja sie dla ciebie poswiecilam, a ty
                      > jestes taki niewdzieczny. Dziecko ma prawo do milosci obojga rodzicow o
                      > poswiecenie sie dla niego sie nie prosilo. Tylko o tym sie nie mowi. Natomiast
                      > mowi sie o tym, ze dziecko sie na swiat nie prosilo. Dziecko sie o nic nie
                      > prosi. Dziecko potrzebuje milosci. Milosci obojga szczesliwych rodzicow.
                      > Szanujacych sie rodzicow.
                      * Moze zaczne od tego ze jestem facetem, zonatym. Nie boje
                      sie niczego tak jak Ty to okreslasz. Gdybym sie bal, pewnie
                      bym sie nie zenil. Malzenstwo jest wciaz dla mnie czesciowa
                      niewiadoma gdyz nie stoi w miejscu, toczy sie i rozwija z
                      kazdym dniem z ktorym uplywa tez zycie. Moje (nasze) malzenstwo
                      wyglada dobrze, moge tylko powiedziec ze jest stabilne, oparte
                      na duchowej stronie, z miloscia wciaz zywa, jak tez poparte
                      zabezpieczeniem materialnym. Oczywiscie wszystko moze ulec zmianom
                      dlatego tez staram sie byc czujnym by Szczesliwe/ Szczesliwi
                      nie znachodzili w nim swojego ZERU. Sprawe dzieci zostawie
                      moze bez odpowiedzi. Powiem tylko ze to naszym obowiazkiem
                      jest tworzenie im dobra mozliwie najlepszego. Kazdy rodzic
                      podejmuje chyba najlepsze decyzje w odniesieniu do swoich
                      dzieci, a to ze z czasem one moga okazac sie nienajlepszymi,
                      coz, trudno jest wszystko przewidziec. Dlaczego tak bardzo nie
                      zgadzam sie z Toba? Juz o tym wczesniej pisalem. Nadalas
                      sobie prawo ingerowac w cudze nieszczescie, mozliwe nawet ze
                      bylas tez wielka przyczyna ich konca. Tobie i jak piszesz
                      reszcie "rozbitkow" ulozylo sie dobrze, co mnie ogolnie cieszy.
                      Chce powiedziec to, ze bazujac na Twoim postepowaniu i Twojej
                      psychologii idziemy w zlym kierunku. Mozna zawsze pomoc rozbic
                      czyjes niestabilne malzenstwo, tylko nie zawsze mozna byc pozniej
                      SZCZESLIWYM. A nieszczesliwe przypadki po czyjejs uprzedniej
                      "pomocy" niestety sa. Co powiedzialabys gdyby Tobie z tym nowym
                      po roku sie nie poszczescilo? Czy dalej bys twierdzila ze
                      rozbijac nieszczesliwe malzenstwa jest naszym swietym obowiazkiem?
                      Chyba raczej nie. Dlatego tez nie wlazmy w czyjes prywatne
                      sprawy jak podszyte wilki. Jezeli jestes wierzaca Biblia tez nam
                      mowi ze co Bog zlaczyl czlowiek niech nie rozlacza. Nie
                      Tobie wiec sie sztafirowac swoim popisem czy osiagnieciem nawet
                      piszac: "rozbilam czyjes malzenstwo i jestem szczesliwa" Ja
                      gdybym tak postapil raczej bym sie wstydzil swojego czynu.
                      Zdarzaja mi sie przypadki widziec upadajace malzenstwa, czasami
                      nawet same proszace o pomoc. Zawsze staram sie pomoc jak moge,
                      a szczegolnie dobra rada. Ostatnie mi jest w glowie zerowanie
                      na nich, chociaz to bardzo latwo mozna zrobic. Sprawa w tym,
                      ze trzeba chciec, no i miec ten...........charakter.
    • Gość: a psik Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: 192.168.1.* 17.01.02, 23:16
      jak by ten temat nie obracac zbudowals swoje zycie na czyims nieszczesciu.
      a ze im przeszlo..........wszystko mozna zniesc, zapomniec - czas leczy rany
      z wyrazami szacunku
      • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 10:36
        Bez przesady, ludzie, z ta swietoscia , moja matka tez budowala swoje
        zadowolenie na moim nieszczesciu i w dodatku je negowala - co uslyszalam - ze
        mi jej nie wolno osadzac, bo na pewno chciala dla mnie jak najlepiej!
        Ja jej nie osadzam, ja rozumem jej motywy, osadzam tylko to ze wmawiala mi ze
        to dla mojego dobra!A niech podejmuje decyzje jakie chce, ale bez pieprzenia o
        moim dobru! To bylo tylko i wylacznie jej dobro, ale ze wzgledu na katolickie
        wychowanie nie mogla sie z taka wizja wlasnej osoby pogodzic- takiej egoistki.
        a co do tych najlepszych checi rodzicow - znam zbyt wiele dzieci bitych,
        upokarzanych, wysmiewanych,jasne ze rodzicom sie nie podoba, jak ktos im mowi,
        ze naduzywaja wladzy zaslaniajac sie dobrem dziecka, czyli po prostu klamia.
        To bardzo koscielna mentalnosc, dzieci maja bc posluszne i nikt ich o zdanie
        nie pyta, bo rodzice wiedza lepiej co dla nich dobre.A jak gnojek osmieli sie
        powiedziec ze chora atmosfera w domu powoduje u niego mdlosci, to nie wolno mu
        osadzac i jest glupi i nie wdzieczny.Ludzie, odczepcie sie od dobra dzieci,
        albo chociaz zastanowcie sie, czy to ich rzekome dobro nie jest w istocie wam
        bardzo wygodne - bo nie trzeba podejmowac zadnych decyzji, tylko trwac, nie
        trzeba nic zmieniac, nie trzeba martwic sie o mieszkanie i kase, a do tego
        wszystkiego jest to podlane meczenskim sosem udekorowanym odpowiedzialnoscia.
        Ale to zdanie dziecka, co prawda zblizajacego sie do 30-tki, ale jednak
        glupiego dziecka, ktore nie rozumialo, dlaczego martwe wigilie maja byc
        przyjemne i radosne i ktoremu do dzis dzien brzmi w uszach "perlisty" smiech
        matki i milczenie ojca - nie wiem co bylo gorsze.
        Jezeli jest rzeczywiscie tak, jak szczesliwa napisala, to chyle czola przed jej
        odwaga i madroscia i zaluje, ze moi starzy nie dorosli jej nawet do piet.
        Bardzo mi sie podobalo to co pisalas o dzieciach, podjelas decyzje a im
        staralas sie ulatwic przytosowanie do niej.Mnie nic nie ulatwiano, oczekiwano,
        bym oslepla ogluchla i byla zachwycona ze mam "rodzine".
        I sorry, ale przejsciowe klopoty nie spowoduja rozbicia rodziny - to moze
        spowodowac tylko niechec do ich naprawiania.Nie ma sie co ludzic, co by bylo
        gdyby...wazne jest to co jest, a reszta to pobozne zyczenia.
        • Gość: zulugula Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.01.02, 11:02
          Ewa, zgadzam się z Tobą w 100% tach. Uszczęśliwianie dzieci na siłę nikomu nie
          służy. Dzieci są szczęsliwe, gdy szczęście jest wokół nich. A przecież one
          doskonale widzą i czują co się święci... czy w swoim dorosłym życiu bedą
          potrafiły stworzyć normalne rodziny, kiedy wyniosły z domu wzór poświęcenia dla
          dobra dziecka... Ja wiem jedno, nigdy nie poświęciłabym się dla dzieci, bo one
          są wtedy szczęśliwe gdy my dajemy im szczęście a jak możemy je dać jeśli nie ma
          go w nas.
          Pozdrawiam.
          • Gość: Noe Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.szcz.gazeta.pl 18.01.02, 11:17
            Zulugulko, pod Twoim listem podpisuję się obiema rękami i nogami.
            Pozdrowionka
            • zizzi Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 18.01.02, 12:20
              SZCZĘŚLIWA miała odwagę postawić na swoim, zrobiła to najlepiej jak
              umiała.Udało się.Dlaczego ją opluwacie.Krytykują ją chyba Ci którzy myślą że w
              życiu wszystko jest dane na stałe.A to nieprawda. Dziś mąż Cię kocha a jutro
              zafascynuje go inna.I co zrobisz-zamkniesz go w klatce bo przysięgał?.Będziesz
              cierpiała bo zdradził waszą miłość ? A gdy Ty oszalejesz na punkcie kogoś
              innego-i co-poświęcisz się dla domu, dzieci,a w nocy będziesz płakała,wyła z
              rozpaczy,w trakcie stosunku z mężem będziesz myślała o kochanku , będziesz
              chodziła rozdrażniona i swoją bezsilność i tak wyładujesz na dziecku, bogu
              ducha winnym mężu, ale tak jest lepiej uczciwiej, bo przysięgałaś.Takie rzeczy
              się zdarzają.Znajdz radę gdy Ciebie to spotka. Umiesz wyrawać niewłaściwe
              uczucia z własnej głowy.Łatwo krytykować gdy stoi się obok.Ale takie dylematy
              się zdarzają. Zaden normalny człowiek nie będzie chciał żyć z kimś, kto go już
              nie kocha, kto myślami i duchem jest poza.Postawienie uczciwie sprawy (tak jak
              zrobiła Szczęśliwa)partnerowi jest wyrazem szacunku dla niego. Czy obecność
              ciałem jest coś warta????W innych postach widać dramaty związków utrzymywanych
              na siłę, z tzw.wyższych celów ale ile w nich jest nieszczęścia i
              cierpienia.Szczęśliwa pisze o tym czego wielu ludziom jeszcze brak-starała się
              aby te wszystkie rozstania przebiegły bez nienawiści.Teraz musi pracować nad
              zdrowymi kontaktami z całą rodziną.Wg.mnie jest odważną i mądrą kobietą taką
              której nie jedna mogła by pozazdrośćić.Może być szczęśliwą matką,od której
              dzieci dostaną więcej niż gdyby dusiła się w nieudanym związku.Pozdrawiam Cię
              serdecznie.Wiem że wybrałaś jak umiałaś,życzę Ci wytrwałości,dobrych kontaktów
              z rodziną.Takie rzeczy się zdarzają i czsem nie mamy na to wpływu.Twój były mąż
              musi być dzielnym facetem.Jeśli możesz napisz do nmie zizzi@poczta.gazeta.pl
              miałabym do Ciebie kilka pytań,jeśli można oczywiście.
              • szczesliwa Re:Do moich wrogow i pzyjaciol............ 18.01.02, 15:07
                Przede wszystkim przepraszam cie ......, ze pomylilam sie co do twojej plci.
                twoje posty sa tak przepalnione feminizmem iz jakos mi widocznie umknelo, z
                jestes mezczyzna. Sorry!
                A taraz po koelei. Zaczne moze od tego "co Bog zlaczyl"...... Nie Bog laczy
                malzenstwa, tylk czlowiek w jego imieniu. I nawet instytucja kosc. kat. zna
                wyjtki od tego "ze cie nie opuszcze az do smierci". Nazywa si to wprawdzie
                uniewaznienim malzenstwa a nie rozwodem, ale w gruncie rzeczy jest niczym
                innym, jak rozwiazaniem tego co uprzednio niby Bog zlaczyl. I wystarczy tylko
                uzgodnic odpowiednie argumenty, uzbroic sie w cierpliwosc i miec troche forsy.
                I sam kosciol w imieniu tego samego Boga rozlaczy to, co uprzednio w imieniu
                tegoz Boga polaczyl. I moj drogi...., jesli juz powolujesz sie na Biblie, to
                tam nigdzie nie pisze, ze mamy ze soba zyc w nienawisci, milczeniu oczekujac ne
                naturalne zejscie z tegoz padolu znienawidzonego malzonka. "Idzcie i kochajcie
                sie" poucza nas pismo swiete. Nie jestem wierzaca i nie obchodzi mnie specjanie
                co mi nakazuje pismo swiete. Ale tyle wiem. Kochajcie sie.
                I ma racje Ewa, ktora opisuje swoja sytuacje w rodzinie, gdzie rodzice sie nie
                kochali. Nikt jej nie pytal, czy jej z tym dobrze. Ale wszyscy widza najlepiej,
                ze w pelnej rodzinie dziecko MUSI sie czuc najlepiej. Musi i koniec. I ma tez
                racje, ze wiele z takich niby poswiecen dla dzieci wywodzi sie z wlsnego
                tchorzostwa, ze strachu o wlasny tylek. Dzieci sa tu tylko usprawiedliwieniem.
                I dzieci nie sa nam na wiecznosc dane, dzieci sa pozyczone i kiedys pojda swoja
                droga. I to ja moge powieziec, ze ponioslam dla dobra moich i tamtych dzieci
                wiele poswiecen. Nigdy nie bylo tak, ktores nie moglo o ojca zadzwonic. Moj maz
                nigdy nie przestal byc ojcem swoich dzieci. I ja nigdy nie przestalam byc matka
                moich. Ja przelozylam ich dobro ponad moje, ale nie poswiecilam mojego
                szczescia. I oczywiscie nie moglam przewidziec, ze dla bylej zony mojego meza
                wszystko sie tak ulozy, jak sie ulozylo. I ona mi z pewnoscia tez w duchu
                dziekuje, ze wtedy pojawilam sie w ich zyciu. Moglismy wszyscy do smierci tkwic
                w tych ukladach jakie byly. Zburzylismy wszystko i zbudowalismy od nowa.
                Mielismy tyle odwagi, mielismy tyle sily i nie zalujemy, nic a nic. A
                pwolywanie sie na Boga, to tez jest pewna oznaa slabego charakteru. Bog tak
                chcial. Bog nas zlaczyl, to ja juz nie musze nic wiecej. Ale Bog dal mi moj
                wlasny rozum i moje wlasne serce.
                A pisac do mnie mozna. Moj adres jest wyswietlny. Pozdrawiam.
                • Gość: tazoo Re:Do moich wrogow i pzyjaciol............ IP: *.talnet.pl 18.01.02, 15:11
                  szczesliwa napisał(a):

                  > Przede wszystkim przepraszam cie ......, ze pomylilam sie co do twojej plci.
                  > twoje posty sa tak przepalnione feminizmem iz jakos mi widocznie umknelo, z
                  > jestes mezczyzna. Sorry!
                  > A taraz po koelei. Zaczne moze od tego "co Bog zlaczyl"...... Nie Bog laczy
                  > malzenstwa, tylk czlowiek w jego imieniu. I nawet instytucja kosc. kat. zna
                  > wyjtki od tego "ze cie nie opuszcze az do smierci". Nazywa si to wprawdzie
                  > uniewaznienim malzenstwa a nie rozwodem, ale w gruncie rzeczy jest niczym
                  > innym, jak rozwiazaniem tego co uprzednio niby Bog zlaczyl. I wystarczy tylko
                  > uzgodnic odpowiednie argumenty, uzbroic sie w cierpliwosc i miec troche forsy.
                  > I sam kosciol w imieniu tego samego Boga rozlaczy to, co uprzednio w imieniu
                  > tegoz Boga polaczyl. I moj drogi...., jesli juz powolujesz sie na Biblie, to
                  > tam nigdzie nie pisze, ze mamy ze soba zyc w nienawisci, milczeniu oczekujac ne
                  >
                  > naturalne zejscie z tegoz padolu znienawidzonego malzonka. "Idzcie i kochajcie
                  > sie" poucza nas pismo swiete. Nie jestem wierzaca i nie obchodzi mnie specjanie
                  >
                  > co mi nakazuje pismo swiete. Ale tyle wiem. Kochajcie sie.
                  > I ma racje Ewa, ktora opisuje swoja sytuacje w rodzinie, gdzie rodzice sie nie
                  > kochali. Nikt jej nie pytal, czy jej z tym dobrze. Ale wszyscy widza najlepiej,
                  >
                  > ze w pelnej rodzinie dziecko MUSI sie czuc najlepiej. Musi i koniec. I ma tez
                  > racje, ze wiele z takich niby poswiecen dla dzieci wywodzi sie z wlsnego
                  > tchorzostwa, ze strachu o wlasny tylek. Dzieci sa tu tylko usprawiedliwieniem.
                  > I dzieci nie sa nam na wiecznosc dane, dzieci sa pozyczone i kiedys pojda swoja
                  >
                  > droga. I to ja moge powieziec, ze ponioslam dla dobra moich i tamtych dzieci
                  > wiele poswiecen. Nigdy nie bylo tak, ktores nie moglo o ojca zadzwonic. Moj maz
                  >
                  > nigdy nie przestal byc ojcem swoich dzieci. I ja nigdy nie przestalam byc matka
                  >
                  > moich. Ja przelozylam ich dobro ponad moje, ale nie poswiecilam mojego
                  > szczescia. I oczywiscie nie moglam przewidziec, ze dla bylej zony mojego meza
                  > wszystko sie tak ulozy, jak sie ulozylo. I ona mi z pewnoscia tez w duchu
                  > dziekuje, ze wtedy pojawilam sie w ich zyciu. Moglismy wszyscy do smierci tkwic
                  >
                  > w tych ukladach jakie byly. Zburzylismy wszystko i zbudowalismy od nowa.
                  > Mielismy tyle odwagi, mielismy tyle sily i nie zalujemy, nic a nic. A
                  > pwolywanie sie na Boga, to tez jest pewna oznaa slabego charakteru. Bog tak
                  > chcial. Bog nas zlaczyl, to ja juz nie musze nic wiecej. Ale Bog dal mi moj
                  > wlasny rozum i moje wlasne serce.
                  > A pisac do mnie mozna. Moj adres jest wyswietlny. Pozdrawiam.

                  Chyba jestem głupia, bo nic z tego, co napisałaś nie zrozumiałam.

                  • Gość: ........ Re:Do moich wrogow i pzyjaciol............ IP: *.sympatico.ca 18.01.02, 19:52
                    Do Szczesliwej i tych popierajacych jej wyczyn moge powiedziec
                    ze nigdy nie chcialbym widziec siebie tak amoralnym. Slaby
                    charakter ma raczej Twoj obecny maz gdyz pozwolil Ci rozbic
                    swoje malzenstwo. Widzisz, mnie nikt nie pomagal i nie swatal.
                    Ozenilem sie sam. Gdy zaistnieje potrzeba skonczenia naszego
                    malzenstwa tez nie bede potrzebowal zadnej Szczesliwej by
                    rozmawiala z moja zona o tym. Zrobie to sam, mozliwie jak
                    najmniej bolesnie dla obu stron. Nie pisz tez ze to
                    malzenstwo ktore rozbilas bylo mocno nieszczesliwe. Mialo
                    napewno problem ale pewnie mozna bylo go naprawic gdybys nie
                    wsadzila swoich dwoch groszy. Gdyby ta kobieta byla ze swoim
                    mezem bardzo nieszczesliwa napewno by nie sprzeciwiala sie
                    Tobie i te rozmowy nie bylyby "nielatwe' ( jak piszesz) lecz
                    raczej bardzo latwe. Nie byloby tez z jej strony placzu i
                    gorzkich lez o ktorych tez wspominasz. Pewnie wolalas
                    rozmawiac z ta kobieta sama gdyz nie bylas pewna ze Twoj
                    obecny maz ( w tym czasie jej) skonczy to malzenstwo. Po rozmowie
                    mogliby sie przeciez dogadac w ta dobra dla nich strone.
                    Wlazac ze swoja osoba postawilas kobiete praktycznie bez
                    wyjscia. Ja gdybym byl na miejscu Twojego obecnego meza mocno
                    bym sie zastanawial czy mam z taka kobieta byc ( chodzi o
                    Ciebie a raczej nieproszona Twoja ingerencje). W moich oczach
                    bylabys jako kobieta pazerna, aferzystka, karierowiczka nawet
                    itp. A moze mi powiesz ze on Ciebie prosil o te pomoc?
                    Jezeli tak, to w moich oczach on jest frajer, oferma i
                    mezczyzna bez godnosci. Piszesz tez ze oni byliby wiecznie
                    nieszczesliwi, dzieci by cierpialy itd. A skad Ty to wiesz?
                    Kto Ci odkryl ich przyszlosc? Czyz nie znasz przypadkow ze
                    ludzie sie rozwodzili, pozniej znowu sie pobierali by
                    szczesliwie dalej zyc. Tutaj to nie nastapilo z racji
                    Ciebie. Ty te szanse i mozliwosc im zabralas, przekreslilas, a
                    moze raczej oni nie chcieli o nia walczyc widzac wroga i
                    pomocnika w Tobie. Nie pisz wiec o ludziach wg. Twojego
                    mniemania nieszczesliwych jak straconych czy cos w tym
                    rodzaju. Pewnie wiesz jak szybko milosc moze sie obrocic w
                    nieszczescie tak samo nieszczescie moze sie obrocic w
                    szczescie i milosc. Ty o tych sprawach nie powinnas decydowac
                    tylko oni, to bylo ich malzenstwo. Nie pisz tez ze ta
                    kobieta jest dzisiaj szczesliwa gdyz naprawde trudno Ci jest
                    o tym wiedziec. Moze ona przed Toba gra szczesliwa a tak
                    naprawde......... Nasza ludzka natura jest ukladac swoje zycie
                    jak najlepiej. Ludzie, tak bywa ze ze zgliszcz wychodza,
                    wydawaloby sie zupelnie stracency ale po latach znowu ich
                    mozna widziec w swoich domach z usmiechem na twarzy, ze
                    swoim szczesciem. Podobnie jest tez z naszym, ludzkim sercem,
                    nie wazne jak mocno bywa zbroczone, zawsze potrafi sie
                    odrodzic. Nie Tobie wiec bylo przejac czyjes karty w
                    nieszczesciu by nimi dzisiaj grac jak swoimi. Wg. mnie bardzo
                    nieladnie postapilas nie wazne ze opierasz to na checi
                    uszczesliwiania ludzi doroslych. Popieraja Ciebie tutaj kobiety
                    ktorych wypowiedzi mnie nawet szokuja w pewnym stopniu. Jedna
                    z nich pisze o mezczyznach by ich ponizyc : sprzataj mu,
                    pierz, rodz mu dzieci...... Kobieto! A czyz dziecko nie jest
                    tez Waszym kobiecym szczesciem. Pranie dzisiaj robia maszyny,
                    takze nie wiem skad masz ten problem. Co do sprawy dzieci
                    ktora tez zostala poruszona to sie zgadzam ze dosc czesto
                    sa krzywdzone ale czy to ma oznaczac ze one ( nawet te
                    nieletnie) maja decydowac o sobie i o nas? Pozdrawiam
                    • Gość: optymistka Re:Do moich wrogow i pzyjaciol............ IP: *.zamosc.sdi.tpnet.pl 19.01.02, 09:57
                      Gość portalu: ........ napisał(a):
                      > Do Szczesliwej i tych popierajacych jej wyczyn moge powiedziec
                      > ze nigdy nie chcialbym widziec siebie tak amoralnym.
                      > Slaby charakter ma raczej Twoj obecny maz gdyz pozwolil Ci
                      rozbic swoje malzenstwo.
                      > Nie pisz tez ze to malzenstwo ktore rozbilas bylo mocno
                      nieszczesliwe. Mialo napewno problem ale pewnie mozna bylo go
                      naprawic gdybys nie wsadzila swoich dwoch groszy.
                      > Gdyby ta kobieta byla ze swoim mezem bardzo nieszczesliwa
                      napewno by nie sprzeciwiala sie Tobie i te rozmowy nie
                      bylyby "nielatwe' ( jak piszesz) lecz raczej bardzo latwe.
                      Nie byloby tez z jej strony placzu i gorzkich lez
                      o ktorych tez wspominasz.
                      > Pewnie wolalas rozmawiac z ta kobieta sama gdyz nie bylas
                      pewna ze Twoj obecny maz ( w tym czasie jej) skonczy to malzenstwo.
                      Po rozmowie mogliby sie przeciez dogadac w ta dobra dla nich
                      strone.
                      > Wlazac ze swoja osoba postawilas kobiete praktycznie bez
                      wyjscia. Ja gdybym byl na miejscu Twojego obecnego meza mocno
                      > bym sie zastanawial czy mam z taka kobieta byc ( chodzi o
                      > Ciebie a raczej nieproszona Twoja ingerencje).
                      W moich oczach bylabys jako kobieta pazerna, aferzystka,
                      karierowiczka nawet itp.
                      A moze mi powiesz ze on Ciebie prosil o te pomoc?
                      > Jezeli tak, to w moich oczach on jest frajer, oferma i
                      > mezczyzna bez godnosci.
                      > Piszesz tez ze oni byliby wiecznie nieszczesliwi, dzieci by
                      cierpialy itd. A skad Ty to wiesz?
                      > Kto Ci odkryl ich przyszlosc? Czyz nie znasz przypadkow ze
                      > ludzie sie rozwodzili, pozniej znowu sie pobierali by
                      > szczesliwie dalej zyc. Tutaj to nie nastapilo z racji
                      > Ciebie. Ty te szanse i mozliwosc im zabralas, przekreslilas, a
                      > moze raczej oni nie chcieli o nia walczyc widzac wroga i
                      > pomocnika w Tobie. Nie pisz wiec o ludziach wg. Twojego
                      > mniemania nieszczesliwych jak straconych czy cos w tym
                      > rodzaju.
                      Pewnie wiesz jak szybko milosc moze sie obrocic w nieszczescie
                      tak samo nieszczescie moze sie obrocic w szczescie i milosc.
                      Ty o tych sprawach nie powinnas decydowac tylko oni, to bylo
                      ich malzenstwo. Nie pisz tez ze ta kobieta jest dzisiaj
                      szczesliwa gdyz naprawde trudno Ci jest o tym wiedziec.
                      Moze ona przed Toba gra szczesliwa a tak naprawde......... .
                      Ludzie, tak bywa ze ze zgliszcz wychodza, wydawaloby sie zupelnie
                      stracency ale po latach znowu ich mozna widziec w swoich
                      domach z usmiechem na twarzy, ze swoim szczesciem. Podobnie jest
                      tez z naszym, ludzkim sercem, nie wazne jak mocno bywa
                      zbroczone, zawsze potrafi sie odrodzic. Nie Tobie wiec bylo
                      przejac czyjes karty w nieszczesciu by nimi dzisiaj grac jak
                      swoimi. Wg. mnie bardzo nieladnie postapilas nie wazne ze
                      opierasz to na checi uszczesliwiania ludzi doroslych.

                      Popieraja Ciebie tutaj kobiety ktorych wypowiedzi mnie nawet
                      szokuja w pewnym stopniu.
                      Jedna z nich pisze o mezczyznach by ich ponizyc : sprzataj
                      mu, pierz, rodz mu dzieci...... Kobieto! A czyz dziecko nie
                      jest tez Waszym kobiecym szczesciem.
                      Pranie dzisiaj robia maszyny, takze nie wiem skad masz ten
                      problem.
                      Co do sprawy dzieci ktora tez zostala poruszona to sie
                      zgadzam ze dosc czesto sa krzywdzone ale czy to ma oznaczac
                      ze one ( nawet te nieletnie) maja decydowac o sobie i o nas?
                      ----------------------------------------------------------------------------------

                      Podpisuję pod tym co wyżej.
                      Ze swojej strony dodam, że niezrozumiałe jest dla mnie twierdzenie;
                      iż "dla dobra dzieci" odchodzi się z "chorego" związku dopiero
                      wówczas, kiedy spotyka się nowego partnera/partnerkę.
                      A wcześniej nie wiedziało się, że nasze pożycie jest destruktywne ?!

                      Żadna religia nie nakazuje "tkwienie" w czymś tak niszczącym, w źle
                      pojętym słowie: "dobro dzieci".
                      Nie mówimy tu o jakiś masochistycznych skłonnościach.

                      Lecz jesli dwoje zdrowych ludzi pobrało się z miłości, na świat
                      przyszły dzieci, spoczywa wówczas na nich niesamowicie ogromna
                      odpowiedzialność: za ich wychowanie, rozwój. Bo tylko zdrowe drzewo
                      wydaje dorodne owoce.
                      Każde małżeństwo przeżywa swoje wzloty i upadki, tak jak w życiu:
                      raz na wozie raz pod wozem.
                      Ale ponieważ "nie kopie sie lężącego"; takie "trzecie szczęsliwe",
                      nie pomagają powstać. A tu trzeba tylko czasu i troszeczkę dobrej
                      woli, a podniesie sie z upadku. Miłość pełniejsza, dojrzalsza wraca
                      ze zdwojoną siłą do takiego małżeństwa.

                      Więc: " nie czyń drugiemu co tobie niemiłe",
                      " nie buduj swego szczęścia na cudzym nieszczęściu"
                      " jaką bronią walczysz od takiej też giniesz"
                      Ale: " czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie będzie umiał".

                      Zastanawiające: skoro wierzysz w miłość w swoim związku, dlaczego
                      kwestionujesz Jej Istnienie w innych małżeństwach ??







                      • optymistka Re:Do moich wrogow i pzyjaciol............ 19.01.02, 10:12
                        Gość portalu: optymistka napisał(a):

                        > Ze swojej strony dodam, że niezrozumiałe jest dla mnie twierdzenie;
                        > iż "dla dobra dzieci" odchodzi się z "chorego" związku dopiero
                        > wówczas, kiedy spotyka się nowego partnera/partnerkę.
                        > A wcześniej nie wiedziało się, że nasze pożycie jest destruktywne ?!

                        > Żadna religia nie nakazuje "tkwienie" w czymś tak niszczącym, w źle
                        > pojętym słowie: "dobro dzieci".
                        > Nie mówimy tu o jakiś masochistycznych skłonnościach.

                        > Lecz jesli dwoje zdrowych ludzi pobrało się z miłości, na świat
                        > przyszły dzieci, spoczywa wówczas na nich niesamowicie ogromna
                        > odpowiedzialność: za ich wychowanie, rozwój. Bo tylko zdrowe drzewo
                        > wydaje dorodne owoce.
                        > Każde małżeństwo przeżywa swoje wzloty i upadki, tak jak w życiu:
                        > raz na wozie raz pod wozem.
                        > Ale ponieważ "nie kopie sie lężącego"; takie "trzecie szczęsliwe",
                        > nie pomagają powstać. A tu trzeba tylko czasu i troszeczkę dobrej
                        > woli, a podniesie sie z upadku. Miłość pełniejsza, dojrzalsza wraca
                        > ze zdwojoną siłą do takiego małżeństwa.

                        > Więc: " nie czyń drugiemu co tobie niemiłe",
                        > " nie buduj swego szczęścia na cudzym nieszczęściu"
                        > " jaką bronią walczysz od takiej też giniesz"
                        > Ale: " czego Jaś się nie nauczył tego Jan nie będzie umiał".
                        >
                        >
                        > Zastanawiające: skoro wierzysz w miłość w swoim związku, dlaczego
                        > kwestionujesz Jej Istnienie w innych małżeństwach ??






                        >
                        >

                    • Gość: Meeee Re:Do........ IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 20.01.02, 17:09
                      A on wciaz to samo, juz to jest nudne....
                      • Gość: ........ Re:Do........ IP: *.sympatico.ca 20.01.02, 19:06
                        Gość portalu: Meeee napisał(a):

                        > A on wciaz to samo, juz to jest nudne....

                        * Jak nie masz co powiedziec to sie lepiej nie odzywaj. Twoje
                        Meeee-czenie jest nudne marudo.
                        • Gość: Meeeee Re:Do........ IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.01.02, 16:33
                          Meeeeee ,meeeee , meeee. Nudna maruda meeee.
                          • Gość: ........ Re:Do........ IP: *.sympatico.ca 22.01.02, 20:44
                            Gość portalu: Meeeee napisał(a):

                            > Meeeeee ,meeeee , meeee. Nudna maruda meeee.

                            * .......ale z Ciebie.
    • sylia Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 19.01.02, 22:26
      Kiedy to wszystko czytam to az niedobrze mi sie robi. Skad mozesz kobieto
      wiedziec, co siedzi w glowach innych ludzi - np. ex-zony twojego obecnego meza?
      Kiedys taka jedna 'szczesliwa' usilowala rozbic moj zwiazek. I moze tu bylo
      duzo mojej winy, winy mojego meza, zbiegu okolicznosci. Ciezko wybaczyc zdrade,
      wiem, ze prawdopodopodobnie w jakis stopniu bedzie to stalo miedzy nami na
      zawsze. Ale... tamta historia to juz przeszlosc, wiele nauczylismy sie o samych
      sobie, staramy sie i moze chociaz nie bardzo sie udaje, jestesmy razem.
      Zapytacie skad czerpie sile. Moja niespelna 5-letnia corka jakis czas temu
      poprosila "Mamo, kochaj tate...". Ona jest moja sila, wierze, ze zasluzyla na
      pelny dom. wciaz kocham meza, on mnie tez. Nie wyglada to jednak jak sielanka,
      ale ciezka codzienna praca.
      Jestes pewna Szczesliwa, ze twojemu mezowi nie udaloby sie jedank odbudowac
      swojego malzenstwa. Ze jego dzieci nie chcialyby? A jego ex-malzonka? zaloze
      sie, sie cierpiala tak samo jak ja. Kto wie co czuje teraz.
      Chcialoby sie krzyczec do tych wszystkich, ktorzy staraja sie wedrzec w czyjes
      zycie - dajcie im samym zdecydowac, nie niszczcie czyjegos zycia. To zrobilas
      Ty Szczesliwa, chociaz myslisz, ze ocalilas swiat, Ty go po prostu zniszczylas.
      Egoizm.
      • kitek1 teraz kolejna szczesliwa, rozbije Twoje obecne.... 20.01.02, 08:54
        malzenstwo, i dalej bedzie pisac na tym watku,
        • szczesliwa Re: teraz kolejna szczesliwa, rozbije Twoje obecne.... 20.01.02, 11:01
          Moze i tak bedzie, nie wem. Ale dla takich spekulacji trzeba by bylo w ogole
          nie wychodzic z domu, bo moze przejedzie mnie auto? Ryzykuje i taka
          ewentualnosc, ze przyjdzie inna "szczesliwa". Ale nawet gdyby tak bylo, to
          warto bylo zaryzykowac. I dlaczego mialo by sie tak stac?? Bo mam byc ukarana?
          I za co? I jeszcze rz ci mowie.......(wielokropku), ze nie poszlam do domu
          mojego obecnego meza i nie usiadlm na kanapie. Nie rozmawialam z owczsna zona
          mego meza. To byla sprawa do ich decyzji, tak jak moja musialam rozwizac sama.
          Nikt, nikogo do niczego nie zmuszal. Nikt nikogo do niczego nie naklanial.Fakt,
          gdyby mnie nie bylo to moze oni by sie rozlecieli pozniej a moze zyli by obok
          siebie do grobowej deski. Ale tego nie wie nikt. Tak jak ty.....(wielokropku)
          nie masz pojecia co cie w zyciu jeszcze czeka. Bylo nam widoczni w naszych
          owczesnych zwiazkach nie tak, skoro zdecydowalismy sie wszystko zburzyc i zaczc
          od zera. I nie zalujemy. A skoro byla zona mojego meza mowi, ze jest
          szczesliwa, to dlaczego mamy jej nie wierzyc? Dlaczego mam sie gnebic wizja
          kobiety, ktora unieszczesliwilam, skoro widze zupelnie cos innego? A dlaczego
          byly lzy i wyzwiska? Bo stalo sie wypowiedziane, co do tego czasu kazdy
          wiedzial, ale nie chcial przyjac do wiadomosci. Strach przed przyszloscia,
          strach przed utrata rzeczy nabytych, strach przed utrata czlowieka, do ktorego
          sie przywyklo. I swiadomosc rzeczy wpowiedzianych. Ale wszystko sie uspokoilo,
          nikt nikogo nie puscil z torbami i jesli codzi o finansowa strone zagadnienia
          to my mamy najmniej, zaczynalismy prawie od zera. Na minusie nawet. Trzeba bylo
          dzieciom zapewnic dotychczasowy standart. Pracowalismy jak woly i pracujemy
          nadal. Mamy o wiele mniej niz mielismy z obytku ruchomego. O nieruchomosciach
          jeszcze raz, nawet nie myslimy. I co? I nic, nie zalujemy. Czasem nawet
          smiejemy sie z tego jacy bylismy dla siebie nawzajem cenni. Doslownie. Mamy
          cos, czego nie da sie kupic za zadne pieniadze. Pelne, radosne i szczesliwe
          zycie. Na jak dlugo? Nie wiem. I nawet jesli by to sie mialo jutro skonczyc,
          warto bylo!! To, co do tej pory dostalam i co daje, warte bylo najwiekszego
          ryzyka. I na razie jestem po wygranej stronie. Pozdrwiam.
          • kitek1 na razie!!!!! 20.01.02, 11:09
            powodzenia;)
            • szczesliwa Re: na razie!!!!! 20.01.02, 13:41
              Tak, narazie jestem szczesliwa. Ale lepiej byc szczeslwa choc narazie, niz
              tylko o tym marzyc. Na razie wygralam. Ale lepiej wygrac "narazie" niz w ogole
              nie walczyc. Cale zycie trwa "narazie" nic nie jest na wieki, wiekow. Narazie
              zyje a nie wegetuje i narazie nie zaluje. Narazie ciesze sie z tego co sie
              stalo i lepiej sie cieszyc narazie, niz nie cieszyc sie w ogole. I w ogole
              wszystko jest narazie. U ciebie nie?
              • kitek1 Re: na razie!!!!! 20.01.02, 13:58
                u mnie tez,
                ale nieznam do konca odczuc mojej eksiny i wybawcy, ktory mnie od niej uwolnil,
                ze wole mowic o swoich odczuciach, a nie innych,
                • Gość: zulugula Re: na razie!!!!! IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 16:11
                  Myślę, że ta dyskusja wogóle jest bez sensu.

                  Zawsze były i zawsze będą takie sytuacje jak powyższa i jedyne co możemy zrobić
                  to starać się by nasze związki z partnerami, mężami i żonami były pełne,
                  szczęśliwe, udane. Jeśli się coś psuje, starać się to naprawić. Obie strony
                  muszą tego jednak chcieć. Niestety nie można kogoś skłaniać na siłę do bycia ze
                  sobą, jeśli ta druga osoba nie chce z tego lub innego względu.

                  A więc żyjmy w szczęściu, kochajmy się i szanujmy i czyńmy szczęśliwymi nasze
                  rodziny. Wtedy będzie sielanka i idylla. Nie będzie wówczas potrzeby by szukać
                  pocieszenia w ramionach innych. Chyba że dany facet lub kobieta już tak jest
                  ukształtowana, że czuje potrzebę ciągłego dowartościowywania się poprzez liczne
                  zdrady.

                  I przestańmy mówić Szczęśliwej, że źle zrobiła bo ona jest przekonana że
                  dobrze. Tak naprawdę to tylko ona zna sytuację od początku do końca i wie w
                  jakim stopniu przyczyniła się rozbicia tego małżeństwa. Nie popieram
                  Szczęśliwej, sama nie rozbiłabym niczyjego małżeństwa, bo takimi zasadami się w
                  życiu kieruję, ale nie potępiam jej, bo każdy ma swoje zasady i swój wyznacznik
                  szczęścia. Ja nie potrafiłabym żyć ze świadomością, że jest na świecie
                  człowiek, który cierpiał przez mój egoizm. Wiem jak cierpiałam ja...

                  I mimo, ze wcześniej byłam po stronie "Szczęśliwej" to tylko i wyłącznie
                  dlatego, iż widziałam jak potrafiła zarządzić swoim życiem, potrafiła
                  powiedzieć koniec, zaczynam od nowa, chcę być szczęśliwa. Ale z kontekstu
                  wypowiedzi "Szczęśliwej" można wyczytać, że ona jest dumna, ona się chwali tym,
                  że rozwaliła to małżeństwo a tego popierać nie mogę. Bo jeśli tamto małżenśtwo
                  miało szansę przetrwania to ona ją zaprzepaściła poprzez własny egoizm.

                  Tak więc "Szczęsliwa" kobieto, przestań się przechwalać jak ty jesteś
                  wspaniałomyślna i dobroduszna, jak to uwolniłaś swojego męża od marnego życia
                  jakie mógł spędzić z Twoją poprzedniczką. Rozbiłaś małżeństwo, jesteś
                  szczęśliwa, chcesz się tym szczęściem dzielić, OK, ale nie przechwalaj się jaką
                  to niby Ty jesteś bohaterką, bo nią nie jesteś. A tak się właśnie zachowujesz.
                  • szczesliwa Re: na razie!!!!! 20.01.02, 16:32
                    Wybacz, nie przechwalam sie, nie zachecam nikogo do tego samego. Opowiedzialam
                    moja historie jak wszyscy inni tez. Musialam sie jakos bronic przed
                    napastliwymi. Jesli to wyszlo jak przechwalanie, to mi przykro i nie taki
                    mialam zamiar.Nie jestem ani dumna z tego co zrobilam, ani sie tego nie
                    wstydze. Nie dzialalam z wyrachowania, tak sie po prostu stalo. Nie bylam zadna
                    malolata, ktora sobie bogatego, zonatego upatrzyla, poderwala a potem sie jego
                    kosztem urzadzila. I zaplacilam swoja cene za stan dzisiejszy. Ja wlasciwie
                    tylko chcialam pokazac, ze to, co wygladalo jak tragedia dla wszystkich
                    zinteresowanych z czasem obrocilo sie na dobre. I nic wiecej.
          • Gość: ........ Re: teraz kolejna szczesliwa, rozbije Twoje obecne.... IP: *.sympatico.ca 20.01.02, 20:00
            szczesliwa napisał(a):

            > Moze i tak bedzie, nie wem. Ale dla takich spekulacji trzeba by bylo w ogole
            > nie wychodzic z domu, bo moze przejedzie mnie auto? Ryzykuje i taka
            > ewentualnosc, ze przyjdzie inna "szczesliwa". Ale nawet gdyby tak bylo, to
            > warto bylo zaryzykowac. I dlaczego mialo by sie tak stac?? Bo mam byc ukarana?
            > I za co? I jeszcze rz ci mowie.......(wielokropku), ze nie poszlam do domu
            > mojego obecnego meza i nie usiadlm na kanapie. Nie rozmawialam z owczsna zona
            > mego meza. To byla sprawa do ich decyzji, tak jak moja musialam rozwizac sama.
            > Nikt, nikogo do niczego nie zmuszal. Nikt nikogo do niczego nie naklanial.Fakt,
            >
            > gdyby mnie nie bylo to moze oni by sie rozlecieli pozniej a moze zyli by obok
            > siebie do grobowej deski. Ale tego nie wie nikt. Tak jak ty.....(wielokropku)
            > nie masz pojecia co cie w zyciu jeszcze czeka. Bylo nam widoczni w naszych
            > owczesnych zwiazkach nie tak, skoro zdecydowalismy sie wszystko zburzyc i zaczc
            >
            > od zera. I nie zalujemy. A skoro byla zona mojego meza mowi, ze jest
            > szczesliwa, to dlaczego mamy jej nie wierzyc? Dlaczego mam sie gnebic wizja
            > kobiety, ktora unieszczesliwilam, skoro widze zupelnie cos innego? A dlaczego
            > byly lzy i wyzwiska? Bo stalo sie wypowiedziane, co do tego czasu kazdy
            > wiedzial, ale nie chcial przyjac do wiadomosci. Strach przed przyszloscia,
            > strach przed utrata rzeczy nabytych, strach przed utrata czlowieka, do ktorego
            > sie przywyklo. I swiadomosc rzeczy wpowiedzianych. Ale wszystko sie uspokoilo,
            > nikt nikogo nie puscil z torbami i jesli codzi o finansowa strone zagadnienia
            > to my mamy najmniej, zaczynalismy prawie od zera. Na minusie nawet. Trzeba bylo
            >
            > dzieciom zapewnic dotychczasowy standart. Pracowalismy jak woly i pracujemy
            > nadal. Mamy o wiele mniej niz mielismy z obytku ruchomego. O nieruchomosciach
            > jeszcze raz, nawet nie myslimy. I co? I nic, nie zalujemy. Czasem nawet
            > smiejemy sie z tego jacy bylismy dla siebie nawzajem cenni. Doslownie. Mamy
            > cos, czego nie da sie kupic za zadne pieniadze. Pelne, radosne i szczesliwe
            > zycie. Na jak dlugo? Nie wiem. I nawet jesli by to sie mialo jutro skonczyc,
            > warto bylo!! To, co do tej pory dostalam i co daje, warte bylo najwiekszego
            > ryzyka. I na razie jestem po wygranej stronie. Pozdrwiam.

            * Teraz ja juz sam nie wiem. Z jednej strony piszesz ze
            rozbilas czyjes malzenstwo a teraz piszesz ze oni sami sie
            rozwiedli: " nikt nikogo do niczego nie naklanial". To zmienia
            postac sprawy jak tez i rozmowy. Jezeli poprostu wyszlas za
            maz za rozwodnika to juz Twoja sprawa i tyle. Mowisz do
            mnie, ze nie wiem co mnie w zyciu czeka. To samo sie
            tyczy Ciebie tez. W swoim pierwszym watku (tytulowym) piszesz ze
            to co zrobilas, czyli rozbijajac malzenstwa trzeba byc
            przekonanym co do slusznosci swojego postepowania, do slusznosci
            ze przyszlosc bedzie szczesliwa. I pomyslec ze mowi to kobieta
            ktorej juz raz w zyciu szczescie przeszlo obok. A czy
            pierwszy raz wychadzac za maz nie mialas nadziei na
            szczesliwa przyszlosc? I zobacz co z tej Twojej pewnosci
            wyszlo? Skad wiec ja teraz masz? Oczywiscie ze powinnas
            wierzyc tej drugiej kobiecie ze jest szczesliwa gdy Ci tak
            mowi ( ja wcale nie wykluczam ze ona nie jest, wcale tez nie
            mowie ze jest). Mozliwe tez ( a to jest taksamo prawdopodobne)
            ze ona mowi Ci ze jest szczesliwa gdyz chce pokazac ze
            wcale nie jest gorsza Ciebie ( ja mysle tez ze nie jest). Juz Ci
            pisalem ze zyjesz chwila zycia dlatego cel jak tez ogolna i
            chyba glowna wartosc zycia Ciebie zbytnio nie obchodzi. Wiekszosc
            z nas opiera swoje postepowanie na wartosciach chrzescijanskich.
            Ty jestes niewierzaca ale to tez Twoja sprawa i mnie nic do
            tego. Nie pisz tylko ( tak ja juz mnie napisalas) ze opierac sie
            na Bibli swiadczy o slabosci charakteru. Powiem Ci ze dla
            czlowieka wierzacego jest normalnoscia wzorowac sie i czerpac
            ukierunkowanie z Pisma Swietego tak jak dla marksisty z
            Marksa czy Lenina. Stac Ciebie tez dla tej niepewnej "chwili"
            isc po gruzach by osiagnac chwilowe szczescie ( nie wazne nawet
            gdyby ono trwalo az do smierci). Ida po gruzach ogolnie tylko
            egoisci gdyz ich i tylko ich dobro im jest najwazniejsze.
            Krzywdy innych ich nie obchodza. Jezeli myslisz i przekonana
            jestes ze rozbijac nieszczesliwe malzenstwa jest sluszne, dlaczego
            wiec sie nie poswiecisz temu celowi? Zacznij ludzi uszczesliwiac!
            A moze ja sie tutaj myle, moze to nie jest Twoj cel
            zupelnie - narazie jestes szczesliwa i nic Ciebie wiecej nie
            obchodzi. Sumienie jednak czasami sie odzywa i stad pewnie to
            pisanie na tym forum z nadzieja aprobaty za swoje czyny.
            Nie my bedziemy i nie sadzimy ( wydajemy tylko swoje opinie)
            Ciebie sadzic a raczej Twoje czyny - to juz masz pewne. Ja
            juz powiedzialem chyba wszystko na ten temat. Jednego Ci jednak
            nie zycze. Nie zycze Ci azeby w przyszlosci jakas Szczesliwa
            (wg. swojego upodobania) dopatrzyla sie w Twoim malzenstwie
            nieszczesliwosci i zaczela uszczesliwiac Ciebie droga Ci bardzo
            znana. Pozdrawiam i zycze szczescia.
    • Gość: pan laga Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 21:29
      szczesliwa napisał(a):

      > .......jestemszczesliwa. A byla zona mojego meza jeszcze bardziej, choc to byl
      > dla niej cios.
      > Poznalam tego mezczyzne i cos sie stalo. Oboje bylismy w srednim wieku, oboje
      > mielismy rodziny i dorastajace dzieci. Oboje wiedzielismy, ze to nie sa zarty.
      > Po krotkim czasie postanowilismy powiedzic naszym wspolmalzonkom. Rozmowy nie
      > byly latwe. Byl placz, przeklenstwa i wyzwiska. Przeprowadzilismy dwa rozwody
      > potem jeden slub. Mielismy chwile zalaman i rozterek. Czasem bylo badzo ciezko.
      >
      > Moj maz zabezpieczyl finansowo swoje byla zone i dzieci. Zostawil jej caly
      > majatek. Na dzieci nie tylko placil regularnie, ale ma zywy kontakt z nimi do
      > dzis. Ja odeszlam od meza zostwiajac dzieci na poczatek w staym srodowisku z
      > ojcem. Z biegiem czasu dzieci przniosly siedo nas, co bylo ich wyborem.
      > Wszystko bylo bardzo trudne. Ale jeszcze zanim sie pobralismy bylya zona mojego
      >
      > meza poznala innego mezczyzne. Dzis sa po slubie. Kochaja sie bardzo, maja male
      >
      > dziecko. I ona sama mowi, z to bylo najwieksze szczesliwe nieszczescie w jej
      > zyciu. Moj byly maz tez znalazl pania z ktora sie swietnie rozumie i ktora do
      > niego o wiele lepiej pasuje jak ja. I dzis wszyscy jestesmy zadowoleni. A ma z
      > moim mezem zostalismy jakby wynagrodzeni za uczciwosc wtedy, za jasne
      > postawienie sprawy, za wytrwalosc i wiare. I dlatego czasem warto isc w zyciu
      > do celu. tylko treba byc o slusznosci tej drogi bardzo przekonanym.

      No i stało się.
      Zrzygałem się.
      Oooo.
      Nadal rzygam.
      pan laga
      • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 13:35
        Ta reakcja to najbardziej okragle zero jakie widzialam, zero i jeszcze raz
        zero - szanowny pan z podstawowki, czy moze po starej maturze, bez umiejetnosci
        wyrazanie uczuc i przemyslen, a moze w ogole bez umiejetnosci myslenia?
        Pytanie do wielokropka - takis przekonany, ze potrafisz ukryc uczucia, zyc
        przez lata bez milosci i ciepla nie dziwaczejac i nie tracac zrozumienia?Masz
        sie za nadczlowieka? A moze po prostu nie wisz o czym mowisz?Byles w takiej
        sytuacji - jako maz czy dziecko? Opowiesci cudze sa cudze, to kogos boli, nie
        ciebie - latwo gledzic, gdy cos takiego cie nie dotyczy.Popatrz na kobiety
        ktore tu pisza, ze malzenstwo przetrwalo - bo obarczaja wina tamta, tylko tak
        moga znosic obecnosc meza ktory zawiodl, tworzac iluzje, ze to niebyla az taka
        jego wina, ze to tamta owamta...Czy one go naprawde kochaja?
        Jakie to wzruszjace, coreczka prosi zeby mama kochala tatusia.Jasne, bo dziecko
        jest male i wyobraza sobie, ze dorosli moga wszystko. Ale mamusia powinna
        wiedziec, czy kocha czy nie kocha, powiedziec prawde i pomoc dziecku z nia zyc,
        a nie tworzyc fikcje - kocham go dla dziecka. To brednia - albo kocha albo nie
        kocha. I bez obciazania dziecka taka odpowiedzialnoscia , ten cytat w ogole nie
        powinien pasc z ust doroslej kobiety.ale padl, bo jest tak wzruszjacy, ze
        zwalnia z myslenia - nareszcie mozna sie poswiecic.
        Ludzie dajcie spokoj dzieciom, prosze jeszcze raz, bajki to sie opowiada na
        dobranoc, a nie w dzien. Pytam - jestescie pewni, ze nie zazadacie zaplaty za
        swoje poswiecenia? Jestescie czy nie? Bo jesli nie, to nie podejmujcie sie
        zadan ktore was przerastaja.Ale wam to chyba nawet do glowy nie przychodzi, ze
        cos was przerasta.Podobnie jak waszym dzieciom - ale wy chyba powinniscie byc
        madrzejsi.
        A swoja droga, gdyby nie bylo problemow z mieszkaniami i utrzymaniem poziomu
        zycia, ciekawa jestem ile pan przeszloby z przekonania dla dobra dziecka tzreba
        zyc razem do Dla dobra dziecka najwazniejsza jest atmosfera milosci i szczescia?
        • Gość: itaka Do Szczęśliwej, Zuluguli, Ewy............. IP: *.acn.waw.pl 22.01.02, 19:47
          Ja wyszłam za mąż mając 25 lat, po 7 latach moje małżenstwo rozpadło się, dziś
          jestem już rozwiedziona, choć ostatnie 2 lata byliśmy z mężem bardziej jak
          znajomi, niż małżonkowie. Aż w końcu poprosiłam go, aby się wyprowadził. Równo
          po roku życia osobno wystąpiłam o rozwód. Dziś mieszkam i utrzymuję się sama.
          Sama naprawiam samochód, wiercę dziury w ścianach, wieszam obrazy. Przed
          wyprowadzeniem się męża poznałam innego mężczyznę. Żonatego, z 13- nastoletnim
          dzieckiem. Uciekałam od niego, jak najdalej. Ale on dzwonił, przyjeżdzał,
          dzwonił, przyjeżdzał. Nie odbierałam tygodniami telefonów: 20 SmS-ów. Nie
          prosiłam go, aby się rozwiódł i nie poproszę. Choć wiem, że nic go z żoną nie
          wiąże, oprócz dziecka. Właśnie, oprócz. On jest na punkcie dziecka zupełnie
          zwariowany, kocha je nad życie. Ale kwestii, że rodzice już od dawna się nie
          kochają ukryć przed dzieckiem się nie da: mają osobne sypialnie, telewizory,
          znajomych. Tylko święta i wakacje razem. Ale nawet w święta on się wymyka,
          telefonuje. Nie wiem, co on postanowi. Co ma być, będzie. Na pewno nie będzie z
          mojej strony walki, nie ma mężczyzny wartego, by o niego zabiegała kobieta.
          Wiem też, że on jest dobry dla żony, opiekuje się domem, zapewnia jej bardzo
          dostatnie życie - ona jest nauczycielką - a ona od lat ozięble odrzuca jego
          starania. Żeby sprawa była jasna: on jest zamożny, ale ja również, nie
          potrzebuję jego zasobów, potrzebuję jedynie uczucia.
          Jednak ja nie zrobię nic, nie poproszę. Być może przegrywając wszystko. Chyba
          niezbyt mądrze...
          • Gość: tazoo Re: Do Itaki IP: *.talnet.pl 23.01.02, 14:48
            I tak trzymaj! To on jest uwikłany w dwa związki i to on musi podjąć męską
            decyzję. Jego sylwetka przypomina mi trochę mojego męża (niestety, nie tak
            zamożnego). Powiedział, że w życiu mnie nie opuści, chociaż między nami jest
            coraz gorzej. Dla niego rodzina jest najważniejsza. Ale to nie zmienia faktu,
            że nie możemy się dogadać, w prawie już żadnej, kwestii.
            Przynajmniej nie będziesz miała "moralnego kaca", że świadomie odebrałaś
            dziecko ojcu. I to Ty właśnie będziesz miała prawo o sobie pisać "szczęśliwa",
            a nie osoba, która założyła ten wątek.
            Serdecznie Cię pozdrawiam
            • Gość: Itaka Do Tazoo IP: *.acn.waw.pl 23.01.02, 19:18
              Dziękuję za odpowiedź. To nawet nie było w ten sposób, że nie mogłam się
              dogadać z mężem: ja wcale z nim nie rozmawiałam. Przesiadywałam do 21 w pracy,
              pisałam karteczki na lodówce, on zostawiał swoje. W sobotę oświadczał, że
              idziemy do jego znajomych, bo dzwonili i już się umówił. Po wielu razach, gdy
              miałam swoje plany, np. wycieczka, a znowu realizowane były jego, powiedziałam,
              że nie idę. Skoro to on się umówił, to niech i on to realizuje. Zaczęłam powoli
              realizować swoje plany; muzea, wycieczki. Z czasem byłam coraz odważniejsza, bo
              nie byłam uzależniona. Wyjeżdzałam coraz dalej, 100, 200 km. W niedzielę rano z
              psem do lasu, nie obiad u teściowej i telewizor. Aż powiedział, że mogę sama
              coś w domu naprawić, bo byłam dobra z fizyki. Zrozumiałam, że ten facet, który
              śpi obok, któremu kupuję bułki i piekę ciasteczka może sobie je kupować sam,
              też jest w tym dobry.A jak nie, to czas na naukę. Dziś żałuję zmarnowanych
              ostatnich 2-3 lat, należało tak postąpić wcześniej. Nie niańczyć.
              Cudownym sposobem przybyło mi czasu i sił. Nie mam poczucia jakiegoś misyjnego
              poświęcenia: obiad, koszule, itd. Czy mężczyzni jadąc do domu po pracy myślą o
              kobiecych problemach: czy jest chleb, czy odebrać pranie z pralni? NIE.
              Są i oczywiście koszty: jesteś sama i tyle. Ale samotną kobietę mężczyżni jak
              sępy wyczuwają na milę. Po roku krąży ich tu z 10, czasami trudno wymyślić
              dobry wykręt, dlaczego nie mam ochoty z którymś wyjść do kina. Nie wypada
              przecież powiedzieć, że mi się nie podoba!
              Myślę, że warto jest walczyć, ale o siebie, o swoje spełnienie. Kobieta nie
              potrafi mówić JA CHCĘ w tak kategoryczny sposób,w jaki męski bobas lat dwa umie
              wspaniale. A powinnyśmy...
              Pozdrawiam wszystkie uczestniczki.
            • Gość: leslawc Do tazoo IP: *.uk.neceur.com 29.01.02, 14:52
              jestes bardzo sfrustrowanai i zawistna ze ktos moze chciec cos w swoim zyciu
              ze ma ta odwage ktorej tobie brakuje ktrorej ty nie masz za grosz ....smutne
              to...i chyba masz naprawde smutne zycie .....i nie pisze to zeby Tobie dolozyc
              tylko zebys sie troche nad tym wszystkim pozastanawiala

              pozdrawiam i zycze wiecej odwagi i optymizmu

              leslawc
        • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 22.01.02, 20:40
          Gość portalu: ewa napisał(a):

          > Ta reakcja to najbardziej okragle zero jakie widzialam, zero i jeszcze raz
          > zero - szanowny pan z podstawowki, czy moze po starej maturze, bez umiejetnosci
          >
          > wyrazanie uczuc i przemyslen, a moze w ogole bez umiejetnosci myslenia?
          > Pytanie do wielokropka - takis przekonany, ze potrafisz ukryc uczucia, zyc
          > przez lata bez milosci i ciepla nie dziwaczejac i nie tracac zrozumienia?Masz
          > sie za nadczlowieka? A moze po prostu nie wisz o czym mowisz?Byles w takiej
          > sytuacji - jako maz czy dziecko? Opowiesci cudze sa cudze, to kogos boli, nie
          > ciebie - latwo gledzic, gdy cos takiego cie nie dotyczy.Popatrz na kobiety
          > ktore tu pisza, ze malzenstwo przetrwalo - bo obarczaja wina tamta, tylko tak
          > moga znosic obecnosc meza ktory zawiodl, tworzac iluzje, ze to niebyla az taka
          > jego wina, ze to tamta owamta...Czy one go naprawde kochaja?
          > Jakie to wzruszjace, coreczka prosi zeby mama kochala tatusia.Jasne, bo dziecko
          >
          > jest male i wyobraza sobie, ze dorosli moga wszystko. Ale mamusia powinna
          > wiedziec, czy kocha czy nie kocha, powiedziec prawde i pomoc dziecku z nia zyc,
          >
          > a nie tworzyc fikcje - kocham go dla dziecka. To brednia - albo kocha albo nie
          > kocha. I bez obciazania dziecka taka odpowiedzialnoscia , ten cytat w ogole nie
          >
          > powinien pasc z ust doroslej kobiety.ale padl, bo jest tak wzruszjacy, ze
          > zwalnia z myslenia - nareszcie mozna sie poswiecic.
          > Ludzie dajcie spokoj dzieciom, prosze jeszcze raz, bajki to sie opowiada na
          > dobranoc, a nie w dzien. Pytam - jestescie pewni, ze nie zazadacie zaplaty za
          > swoje poswiecenia? Jestescie czy nie? Bo jesli nie, to nie podejmujcie sie
          > zadan ktore was przerastaja.Ale wam to chyba nawet do glowy nie przychodzi, ze
          > cos was przerasta.Podobnie jak waszym dzieciom - ale wy chyba powinniscie byc
          > madrzejsi.
          > A swoja droga, gdyby nie bylo problemow z mieszkaniami i utrzymaniem poziomu
          > zycia, ciekawa jestem ile pan przeszloby z przekonania dla dobra dziecka tzreba
          >
          > zyc razem do Dla dobra dziecka najwazniejsza jest atmosfera milosci i szczescia
          > ?

          * Ja uczuc wcale nie ukrywam, skad takie pomysly bezuczuciowe
          Ci do glowy przychodza? Jedno Ci powiem, nie wazne co mnie w
          zyciu czeka ale ja nigdy nie bede zabieral zony zadnemu
          facetowi gdy on z nia bedzie w oficjalnym zwiazku. Nie bede
          tez im pomagal by sie rozwiedli ( czyli rozbijal ich malzenstwo).
          Znowu sie rozpisalas na temat dzieci. Z Twojego pisania jedno
          tylko nasuwa sie na mysl. Wg. Ciebie rodzice powinni sluchac
          dzieci, innymi slowy dzieci powinne podejmowac wazne decyzje za
          rodzicow. Coz, sluchaj sie dzieci niedoroslych a napewno dobrze
          na tym wyjdziesz, a one pewnie jeszcze lepiej niz Ty sie
          sobie same posciela. Zycze szczescia i zmykam gdyz rozmowa prowadzi
          do obledu. Jestesmy innych pogladow i pewnie wartosci taksamo.
        • Gość: pan laga Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 04:36
          Gość portalu: ewa napisał(a):

          > Ta reakcja to najbardziej okragle zero jakie widzialam, zero i jeszcze raz
          > zero - szanowny pan z podstawowki, czy moze po starej maturze, bez umiejetnosci
          >
          > wyrazanie uczuc i przemyslen, a moze w ogole bez umiejetnosci myslenia?
          > Pytanie do wielokropka - takis przekonany, ze potrafisz ukryc uczucia, zyc
          > przez lata bez milosci i ciepla nie dziwaczejac i nie tracac zrozumienia?Masz
          > sie za nadczlowieka? A moze po prostu nie wisz o czym mowisz?Byles w takiej
          > sytuacji - jako maz czy dziecko? Opowiesci cudze sa cudze, to kogos boli, nie
          > ciebie - latwo gledzic, gdy cos takiego cie nie dotyczy.Popatrz na kobiety
          > ktore tu pisza, ze malzenstwo przetrwalo - bo obarczaja wina tamta, tylko tak
          > moga znosic obecnosc meza ktory zawiodl, tworzac iluzje, ze to niebyla az taka
          > jego wina, ze to tamta owamta...Czy one go naprawde kochaja?
          > Jakie to wzruszjace, coreczka prosi zeby mama kochala tatusia.Jasne, bo dziecko
          >
          > jest male i wyobraza sobie, ze dorosli moga wszystko. Ale mamusia powinna
          > wiedziec, czy kocha czy nie kocha, powiedziec prawde i pomoc dziecku z nia zyc,
          >
          > a nie tworzyc fikcje - kocham go dla dziecka. To brednia - albo kocha albo nie
          > kocha. I bez obciazania dziecka taka odpowiedzialnoscia , ten cytat w ogole nie
          >
          > powinien pasc z ust doroslej kobiety.ale padl, bo jest tak wzruszjacy, ze
          > zwalnia z myslenia - nareszcie mozna sie poswiecic.
          > Ludzie dajcie spokoj dzieciom, prosze jeszcze raz, bajki to sie opowiada na
          > dobranoc, a nie w dzien. Pytam - jestescie pewni, ze nie zazadacie zaplaty za
          > swoje poswiecenia? Jestescie czy nie? Bo jesli nie, to nie podejmujcie sie
          > zadan ktore was przerastaja.Ale wam to chyba nawet do glowy nie przychodzi, ze
          > cos was przerasta.Podobnie jak waszym dzieciom - ale wy chyba powinniscie byc
          > madrzejsi.
          > A swoja droga, gdyby nie bylo problemow z mieszkaniami i utrzymaniem poziomu
          > zycia, ciekawa jestem ile pan przeszloby z przekonania dla dobra dziecka tzreba
          >
          > zyc razem do Dla dobra dziecka najwazniejsza jest atmosfera milosci i szczescia
          > ?

          Mogę tylko powtórzyć to, co wyżej :

          oyama napisał(a):

          > No dobra, ale o co chodzi?

          Pewno o to, byśmy wszyscy powiedzieli : tej, szczęsliwa, jakaś ty szczęsliwa i
          mądra, że wiedziałaś komu i kiedy rozbić, by miał lepiej.
          Dzięki szczęśliwej bowiem tamta znalazła tamtego i jest szczęsliwa, tamten
          znalazł tamtą i też wyje ze szczęscia, a i dzieciaki bardzo się cieszą i
          szczęściem wprost dławią, bo jedne mogą spozierać do woli na szczęście
          szczęśliwej, to nic, ze bez ojca, a drugie, też bez ojca, mogą patrzeć na
          szczęście matki czyli ex-żony męża szczęśliwej , i popatrywać jak matka orgazmuje
          raz po raz ciesząc się najnowszym dzieckiem ze związku z nowym mężem.Na dodatek
          stary mąż, jak donosi szczęśliwa, NIE TYLKO zabezpieczył poprzednią starą
          finansowo i nie wyniósł nic z domu, ale też nawet buli na małe regularnie, a
          NAWET widuje się z nimi. Ale szczęście, kurwa jego mać !!!!
          Fajno jest.
          amen
          pan laga

          .......a następnie, na wspomnienie postu szczęsliwej, zrzygać się znów.
          Tak, tak , moja droga, ktoś obwieszcza sobie, ze jest szczęsliwy, jak cholera, że
          tam pozabierał ojca, tam znów dodał tatulka........
          Ja zaś mogę obwieścić, iż rzygam, gdy czytam takie doniesienia.
          Jak bedziesz grzeczna, to nawet opowiem czego resztkami rzygam...
          całuję mordą całą w woni kwachu żołądkowego
          amen
          pan laga
      • Gość: Anna Pan laga to niech spada na seksuologie. IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 22.01.02, 16:18
        bo tam jest najszczesliwszy !!!
        • Gość: frisky2 Do Ewy IP: 62.233.139.* 22.01.02, 17:01
          Ja tam nie wiem co myslaly i mysla dzieci szczesliwej. Wiem, ze sam bylem w
          podobnej sytuacji i gdy rodzice sie zastanawiali czy sie rozchodza czy nie, to
          bardzo tego nie chcialem, choc widzialem, ze miedzy nimi jest zle. Ale bylem
          tak skonstruowany, ze wierzylem, ze ta zla sytuacja moze sie zmienic. p[rzeciez
          tych ludzi cos laczylo wczesniej. Kryzys ich zwiazku nie oznaczal totalnego
          zanegowania drugiej osoby. Ich nadal cos laczylo, tylko nie potrafili sie
          porozumiec. Gdyby tylko chcieli oboje - mogliby przelamac te przeszkody.

          Nie wiem czy Szczesliwa byla naprawde zakochana w 1 mezu. Bo uwazam, ze
          niemozliwe jest zakochanie sie dwa razy. Mozliwe jest co najwyzej kilkukrotne
          zafascynowanie innymi osobami.

          (Szczesliwa, nie pomysl, ze cie atakuje. Zrobilas jak uwazalas za sluszne i
          szanuje Twoja decyzje. Nie chce Ci w zadnym wypadku potepiac czy sadzic. Ale po
          prostu odpowiadam na stwierdzenia, ze rzekomo dzieci wola zyc z kimkolwiek pod
          jednym dachem, byle ci ludzie byli szczesliwi i usmiechali sie do siebie. A tak
          wynika z kilku wypowiedzi na tym forum,)
          • Gość: mama Re: Do Ewy IP: *.daewoo.com.pl 23.01.02, 09:47
            Moim zdaniem kazdy zyje jak mu wygodnie. Ludzie generalnie nie lubia
            kompromisow. Nie chca sie poswiecac komus, czemus.
            Rodzina-komorka stworzona z wlasnej nieprzymuszonej woli, malzenstwo-tez wolny
            wybor, ale to sa 2 najwieksze wartosci jakie istnieja. NAJWIEKSZE. Dlatego
            jezeli swiadomie zaklada sie rodzine nalezy walczyc o to by zyla i rozwijala
            sie prawidlowo. Najprosciej jest to rozwalic, zbeszczescic, zdradzic,
            olac.........szukac innego zycia.
            POTEPIAM WSZYSTKICH KTORZY NIE POTRAFIA UTRZYMAC SWOJEJ RODZINY I ROBIC
            WSZYSTKIEGO BY JEDNAK PRZETRWALA. NALEZY UMIEC WYBACZAC, PRZEPROSIC A PRZEDE
            WSZYSTKIM KOCHAC /NIE EGOISTYCZNIE,MYSLAC TYLKO O WLASNEJ DUPIE/ ALE TAK
            DOJRZALE I ODPOWIEDZIALNIE.

            Ps. Wyjatki ciezko patologiczne nie biore pod uwage, moja wypowiedz kierowana
            jest do inteligentnych
        • Gość: pan laga Re: Pan laga to niech spada na seksuologie. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 04:40
          Gość portalu: Anna napisał(a):

          > bo tam jest najszczesliwszy !!!

          Mój Boże !
          A Tys , Aniuta, już w domu ?!
          Przeciez półpasca mialaś i wycinke hemoroidów ze szpary międzydupnej.......
          Nie siedź długo na stolcu, bo stolec twardy po wycince Ci zaszkodzi...Rany w
          szparze się odnowią. A jak już musisz, to poduchę na stolec pod dupine podłóż....
          I smaruj miejsca po hemoroidach tym żółtym, co Ci Helutka przyniosła.
          Jak wydobrzejesz - koniecznie lec do dentysty - ta ropka pod górną prawą
          czwóreczką bardzo już.....hm........wonieje, gyd mówisz cokolwiek.....Gnojem czy
          czym...
          \całuje
          pan laga
    • ry_benka Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 24.01.02, 12:58
      To moze i ja dołączę swój post...

      Jestem dzieckiem z rozbitego - nierozbitego małżeństwa, które wiele lat temu
      umarło, choć nie skończyło się rozwodem.

      Jestem dorosłym dzieckiem z tego niby małżeństwa, w którym od lat nikt ze sobą
      nie rozmawia, gdzie brak jakiegokolwiek dialogu, jakiegokolwiek ciepła...

      Jestem dorosłym dzieckiem, które za nic nie umie sobie ułożyć życia, bo nie ufa
      facetom, nie wierzy w miłość ani w to, ze ktokolwiek zostanie z nim na zawsze...

      Jestem dzieckiem, które tak panicznie boi się powtórzyć życie swojej matki, że
      gotowe jest nie angażować się w ogóle.

      Bo moja mama ma ponad 50 lat i "męża", który wciąż psychicznie ją poniewiera,
      choć od lat bywa w domu tylko czasami - mieszka w innym mieście...

      Bo moja mama sama - z moją pomocą utzymuje rodzinę i męża, bo przecież są
      małżeństwem...

      Bo moja mama wiele lat temu odkryła, ze mąż prowadzi podwójne życie...

      Bo moja mama dostała kilka lat temu pozew rozwodowy, w którym mąż zrzekał się
      praw do dzieci, a ją obciążał wszelkimi rzekomymi zaniedbaniami...

      Bo moja mama w kilka miesięcy po koszmarnej wstępnej sprawie rozwodowej
      dowiedziała się, ze jednak mąż się nie rozwiedzie - z nieformalnych źródeł wiem
      że ta "trzecia" go zostawiła i przestało mu się opłacać...

      Bo moja mama jest SAMOTNA...

      Bo moja mama czuje się niekochana.

      A teraz z mojej perspekytwy:

      Miałam 9 lat jak ojciec wyniósł się z domu - do pracy...

      Miałam 11 lat jak straciłam z nim relację...

      Miałam 12 lat jak zaczęłam go nienawidzieć za to jaki był dla mojej mamy...

      Miałam 13 lat jak dowiedziałam się że mój ojciec ma jakąś "trzecią" - dość
      brutalnie, bo "po prostu" porozmawiałam sobie z nią przez telefon i to jeszcze
      długo przed tym nim dowiedziała się moja mama - ja nie umiałam jej wtedy o tym
      powiedzieć.

      Miałam 16 lat, jak ojciec podstępem zabrał mnie i moje rodzeństwo na kolacje ze
      swoja "wybranką".

      Miałam 17 lat jak przypadkiem znalazłam zdjęcia jego i jego dziewczyny z
      romantycznego wypadu w góry.

      Miałam 17 lat gdy z całą mocą wszystko mu wygarnęłam...

      Od tamtej pory nie mam ŻADNEJ relacji z ojcem i zero pozytywnych uczuć,a także
      paniczny strach - o to, jak będzie wyglądało moje życie!?

      Moja mama znosi z pokorą to wszystko - choć z natury jest choleryczką i ma arcy
      silny charakter - tylko i wyłącznie dla dobra dzieci - na rozwód nigdy nie
      wyraziła zgody. Mam młodsze rodzeństwo i widzę, jak ono kocha ojca, jak za nim
      tęskni i jak cieszy się kiedy "tatuś" wraca do domu...

      Nie chcę takiego życia jakie ma moja mama, ale mimo to, jest ona dla mnie
      wzorem tak matki jak i zony...

      DO WSZYTSKICH TRZECICH:

      "Pomyślcie o dzieciach z rozbitych małżeństw za nim zdecydujecie się
      zaangażować w romans z żonatym człowiekiem - pomyślcie o ich dzieciństwie, ale
      i o ich przyszłości!"
      • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 22:46
        Dopoki twoja mama nie przestanie byc dla ciebie wzorem matki i zony, to nie
        wroze ci powrotu do zycia - bo to co ona proponuje to twoj koszmar.Szkoda, ze
        tego nie widzisz - Twoj ojciec narobil swinstw, a ona dba, by nie przestalo
        smierdziec.U mnie bylo tak samo, dopoki nie zwalilam obu balwanow z piedestalu -
        mam teraz fajna rodzine, a od nich trzymam sie z daleka - sa trujacy.
        Do wielokropka - pokaz mi jeden moj post, gdzie pisze, ze nalezy robic to czego
        chca dzieci - obawiam sie ze mozesz miec trudnosci.Ja tylko pisalam ze nalezy
        sluchac, co dzieci mowia, w skrocie - sluchac dzieci.Ale skoro tobie wszystko
        kojarzy sie z posluszenstwem...Ja pisze tylko o tym, zebyscie szanowni panstwo
        przestali tworzyc fikcje - a to twierdzac ze po rozwodzie dzieci traca ojca
        albo matke - nieprawda, to ze ktos mieszka razem nie znaczy, ze kocha, dba,
        zajmuje sie, a ten, kto kocha, nawet zmieniajac adres bedzie dbal i kochal,
        chyba ze swietobliwa zadna zemsty mamunia to uniemozliwi,a to ze rozwod to
        koniec normalnego zycia i szczescia - nie rozwod, ale sposob w jaki zostanie
        przeprowadzony, a to ze malzenstwo bylo dobre i nie wiedziec czemu szlag je
        trafil - a moze dlatego szlag je trafil, bo nie bylo dobre?a to wymyslajac
        winnych i winne rozpadu - oczywiscie cyfra 3, a to informujac wszystkich co wy
        myslicie o takich, co to nie potrafia utrzymac malzenstwa - co ma chyba tylko
        oznaczac, jacy to jestescie madrzy i etyczni.
        prosze o jedno - zanim zaczniecie krzyczec o dobru dzieci, spiszcie sobie na
        kartce wasze wlasne dobra, miedzy innymi poczucie bycia dobrym rodzicem,
        ktorego nie chcecie stracic i przypomnijcie sobie, ile dzieci i jak strasznie
        musialo zaplacic za owo samopoczucie, tak dla was cenne, że kompletnie
        gluchniecie i slepniecie.A moze nie slyszeliscie o takich dzieciach?Czy
        uwazacie, ze WAS to nie dotyczy?Coz, roznych ludzi nie dotycza rozne rzeczy,
        jedni sa pewni, ze nigdy sie nie rozwiada( a juz na pewno to nie bedzie ich
        wina), inni, że nie zlapia HIVa a jeszcze inni, ze im nie utna glowy.
        Naprawde to dobro dzieci was powstrzymuje a nie
        - kasa
        - mieszkanie
        - bezrobocie
        - samotnosc(odsuna sie znajome)
        - skonfrontowanie z wlasnym zyciem, podpisanie rachunku
        - skonfrontowanie z druga strona - moze prysnac mit swietnego meza albo zony,
        dosc istotny dla dobrego samopoczucia
        - rozpacz i strach wlasny i dziecka - nieumiejetnosc poradzenia sobie w
        diametralnie zmieniajacej sie sytuacji, stworzenia nowej wizji zycia
        - skonfrontowanie z opinia dziecka o sobie
        Lepiej milczec, patrzec sie w przestrzen, i twardo twierdzic, ze rodzina
        zostala uratowana.Ja to przezylam, od tej pory mam wstret do falszu i
        niedopowiedzen i faktycznie trudno mi sie dogadac z ludzmi, ktorzy twierdza, ze
        dla dobra maluczkich nalezy ich oszukiwac - czysty komunizm.

        • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 25.01.02, 23:41
          Ewa, mozliwe ze my sie zle rozumiemy. Pisalas wlasnie o
          tym, ze trzeba czasami sluchac co dzieci mowia czy czego
          one chca ( zrozumialem to w aspekcie dotyczacym dwojga
          doroslych ludzi bedacych malzenstwem jak i czy maja ze soba
          byc). Dla mnie jest to tak naturalne i normalne ze
          inaczej byc nie moze. Slucham dzieci i to nawet uwaznie.
          Sprawa jest ta, ze koncowe decyzje wydaje ja, lub zona,
          nie dzieci ( chociaz czesto bywa tak ze ich decyzje sa tylko
          akceptowane przez nas, ale nie zawsze).Pozdrawiam
          • Gość: elka Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: 213.25.67.* 26.01.02, 13:17
            Ja tak sie zastanawiam o co własciwie chodzi?jak ktos czegos chce to to
            robi...I tylko ta kochanka jest zła,niedobra..uuuu!!!A facet co?Samiec?lepiej
            oczywicie zdradzać i utrzymywac swoje małżeństwo w kłamstwie,prawda?
            ...Przecież wiekszosc ludzi,którzy zdradzają mieli dobre rodziny kochających
            rodziców,wiec skąd te wzorce?Ludzie...litosci...wiec moze przestańmy bic na
            alarm ,wyzywać wszystkich od drani i sukinsynów i kurew...tak sie dzieje jak
            swiat swiatem.I lepiej chyba uczciwie postawić sprawe niz oszukiwać sie w imie
            nie wiem czego tam.Czy lepiej zdradzac nic nie mówic i cieszyc sie ,ze
            utrzymuje sie małżeństwo...jakie małżeństwo?Jaki to związek?
            Bleeeeeeeee...........
            • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 26.01.02, 20:18
              Gość portalu: elka napisał(a):

              > Ja tak sie zastanawiam o co własciwie chodzi?jak ktos czegos chce to to
              > robi...I tylko ta kochanka jest zła,niedobra..uuuu!!!A facet co?Samiec?lepiej
              > oczywicie zdradzać i utrzymywac swoje małżeństwo w kłamstwie,prawda?
              > ...Przecież wiekszosc ludzi,którzy zdradzają mieli dobre rodziny kochających
              > rodziców,wiec skąd te wzorce?Ludzie...litosci...wiec moze przestańmy bic na
              > alarm ,wyzywać wszystkich od drani i sukinsynów i kurew...tak sie dzieje jak
              > swiat swiatem.I lepiej chyba uczciwie postawić sprawe niz oszukiwać sie w imie
              > nie wiem czego tam.Czy lepiej zdradzac nic nie mówic i cieszyc sie ,ze
              > utrzymuje sie małżeństwo...jakie małżeństwo?Jaki to związek?
              > Bleeeeeeeee...........

              * Ja tez nie bardzo wiem o co Ci chodzi. Nikt tutaj nie
              mowil o zdradzajacych facetach jako swietych. Facet, czy kobieta
              ktorzy zdradzali w swoich pierwszych malzenstwach prawdopodobnie
              beda to robic i w swoich nastepnych, kolejnych. Z Twojej
              wypowiedzi nasuwa mi sie mysl, ze zenic sie ( czy wychodzic za
              maz) nie ma sensu gdyz malzenstwo jest swoiego rodzaju fikcja
              lub oszukanstwem jednego malzonka przez drugiego. Temat raczej
              dotyczyl rozbijania malzenstw przez osoby obce. Niektorzy uwazaja
              ze slusznie jest rozwalac malzenstwa zgodnie ze swoim upodobaniem,
              niektorzy mowia ze jest to zle zadoscuczynienie, ktorego nikt
              nikomu nie powinien czynic. Twojej opinii nie znam na ten temat.
              • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 20:42
                A ja twierdze, ze trzecia czy trzeci nie da rady rozwalic malzenstwa bez
                przyzwolenia czy checi wspolmalzonka, czyli to oznacza dla mnie przynajmniej ze
                malzenstwo bylo fikcja.Facet czy kobita, ktorzy nie chca sie rozwodzic,staraja
                sie o swoj zwiazek i sie kochaja, sa dojrzali , nie zmienia zdania chocby stado
                miss czy supersamcow plasalo dookola. A jesli robia miejsce dla kogos innego,
                to znaczy ze malzenstwa nie ma i czesc, sa tylko pozory.
                Dla mnie malzenstwo to pelne zrozumenie, czeste rozmowy na najbolesniejsze
                nawet tematy, odpowiedzialnosc za slowa i czyny, chec dotarcia do prawdy,
                wstret do komunalow i bezmslnego odgrywania rol zony czy meza, umiejetnosc
                wysluchania drugiej osoby bez oceniania i ferowania wyrokow...bez tego nie ma
                malzenstwa, a jesli to jest, to zadna trzecia czy trzeci nie rozwali zwiazku,
                ci ludzie sami go ochronia lub zakoncza, jesli uznaja to za stosowne.
                • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 20:59
                  I jeszcze do Eli, co za pomysl, ze wiekszosc ludzi pochodzi z kochajacych sie
                  rodzin? Nie wnikam w procenty, ale zdecydowana wiekszosc ludzi, ktorzy maja
                  problemy w relacjach malzenskich, tych ktorych znam, pochodzi z rodzin, w
                  ktorych sie moze i kochano, (nie mnie to oceniac i sadzic), ale z cala
                  pewnoscia nie potrafiono kochac. Agresja czy to fizyczna (bicie) czy to
                  psychiczna ( ciagle krytykowanie, ponizanie, wysmiewanie, straszenie,
                  podwazanie osiagniec, nieumiejetnosc dawania, szantaz emocjonalny) panowaly
                  wolno i bez przeszkod, oczywiscie pod szyldem "dla dobra dziecka".Problem w tym
                  ze jak sie zyje w chorej atmosferze od urodzenia, to zaczyna sie to uwazac za
                  normalne. i zmienic to jest strasznie trudno, bo tak naprawde to jest to
                  wywrocenie swiata do gory nogami.Dlatego lepiej twierdzic, ze jak w naszym
                  zyciu jest kiepsko, to to wina kogos innego.I juz nic nie trzeba robic.
                • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 26.01.02, 23:56
                  Gość portalu: ewa napisał(a):

                  > A ja twierdze, ze trzecia czy trzeci nie da rady rozwalic malzenstwa bez
                  > przyzwolenia czy checi wspolmalzonka, czyli to oznacza dla mnie przynajmniej ze
                  >
                  > malzenstwo bylo fikcja.Facet czy kobita, ktorzy nie chca sie rozwodzic,staraja
                  > sie o swoj zwiazek i sie kochaja, sa dojrzali , nie zmienia zdania chocby stado
                  >
                  > miss czy supersamcow plasalo dookola. A jesli robia miejsce dla kogos innego,
                  > to znaczy ze malzenstwa nie ma i czesc, sa tylko pozory.
                  > Dla mnie malzenstwo to pelne zrozumenie, czeste rozmowy na najbolesniejsze
                  > nawet tematy, odpowiedzialnosc za slowa i czyny, chec dotarcia do prawdy,
                  > wstret do komunalow i bezmslnego odgrywania rol zony czy meza, umiejetnosc
                  > wysluchania drugiej osoby bez oceniania i ferowania wyrokow...bez tego nie ma
                  > malzenstwa, a jesli to jest, to zadna trzecia czy trzeci nie rozwali zwiazku,
                  > ci ludzie sami go ochronia lub zakoncza, jesli uznaja to za stosowne.

                  * Ewa, my to wiemy. Juz na ten temat tez wyzej sie
                  niektorzy wypowiedzieli. Oczywiscie ze zdrowego malzenstwa nikt
                  nie jest w stanie zniszczyc. Tu ciagle chodzi o te, ktorym
                  noga sie powinela, czy powija. Czy naszym obowiazkiem moralnym
                  jest je rozwalac (podstawiac noge), czy lepiej probowac pomagac (
                  podawac reke, nie z celem zdobycia partnera dla siebie).
                  Twojej opinii tez na ten temat nie znam. Ogolnie wypowiadalas
                  sie na temat rozwodow, czy raczej ich potrzeby w wielu
                  przypadkach z racji dzieci, co rozumiem i wcale nie zamierzam
                  z Toba sie na ten temat sprzeczac gdyz mam raczej podobne
                  zdanie. Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi chce mi sie powiedziec
                  ze Szczesliwa nie powinna pisac w ten sposob ze rozbila
                  czyjes malzenstwo gdyz jest to niemozliwe wg. Ciebie( ono samo
                  sie rozbilo). Czy ja mam tutaj racje? Dlaczego wiec tak napisala?
                  • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 00:36
                    Gość portalu: ........ napisał(a):

                    > i
                    >
                    > . Tu ciagle chodzi o te, ktorym
                    >
                    > noga sie powinela, czy powija. Czy naszym obowiazkiem moralnym
                    >
                    > jest je rozwalac (podstawiac noge), czy lepiej probowac pomagac (
                    >
                    > podawac reke, nie z celem zdobycia partnera dla siebie).
                    > Twojej opinii tez na ten temat nie znam. Ogolnie wypowiadalas
                    >
                    > sie na temat rozwodow, czy raczej ich potrzeby w wielu
                    > przypadkach z racji dzieci, co rozumiem i wcale nie zamierzam
                    >
                    > z Toba sie na ten temat sprzeczac gdyz mam raczej podobne
                    > zdanie. Po przeczytaniu Twojej wypowiedzi chce mi sie powiedziec
                    >
                    > ze Szczesliwa nie powinna pisac w ten sposob ze rozbila
                    > czyjes malzenstwo gdyz jest to niemozliwe wg. Ciebie( ono samo
                    > sie rozbilo). Czy ja mam tutaj racje? Dlaczego wiec tak napisa
                    > la?

                    Mozliwe ze dlatego ze jest taki zwiazek frazeologiczny....
                    Ale nie o tym chcialam. Po pierwsze je nie mam zadnych moralnych obowiazkow
                    wzgledem cudzych malzenstw. Co wiecej w ogole nie patrze w ten sposob nawet na
                    swoje. Jesli ludzie sie szarpia, to nie podjudzam, tylko staram sie dojsc o co im
                    chodzi. To ich sprawa, jesli poprosza o pomoc, powiem gdzie jest INTRA albo co
                    innego, pogadam...
                    Ono sie samo nie rozbilo - co najwyzej rozbili je tworzacy je ludzie.O tym ciagle
                    mowie.Albo nie potrafili sie kochac, albo przyznac sie, ze nie potrafia kochac,
                    albo...
                    Zreszta, kolejna moja uluiona opowiastka - do rebego przychodzi Mosze i mowi -
                    rebe, Izaak umarl z glodu!A rebe na to - niemozliwe!. No to mosze - ale on
                    naprawde umarl z glodu, wstydzil sie przyjsc poprosic o pomoc i umarl.A na to
                    rebe - no to on umarl z dumy a nie z glodu.
                    A wracajac do konkretnego przypadku, to w opowiesci szczesliwej nie ma slowa o
                    podstawianiu nogi - poznali sie i juz po trzech miesiacach zdecydowali na bycie
                    razem.Ona tez miala rodzine i dzieci.Nie mnie to oceniac, bo w nich nie
                    siedze.Ale chyle czolo przed uczciwoscia z jaka okreslili sytuacje, bez
                    wieloletniego udawania lepszych niz byli.Ona tam nie chodzila, byli sami ze
                    soba , najwyrazniej nie znalezli nic takiego, co by te rodzine moglo utrzymac.Nie
                    rozumiem, dlaczego osoba trzecia mialaby walczyc o malzenstwo, ktore nie chcialo
                    walczyc o siebie? Dlaczego osoba trzcia mialaby by byc madrzejsza od dwoch
                    doroslych i przytomnych osob i twierdzic, ze ona wie lepiej, ze to malzenstwo
                    warto ratowac, mimo ze oni najwyrazniej uwazali, ze nie warto? Skad to wiesz, bo
                    najwyrazniej masz pretensje do wiedzy, ze tamten zwiazek to mial tylko kryzys,
                    oni o tym nie wiedzieli, a ona wiedziala i mimo wszystko...
                    Ja ich podziwiam za podjecie decyzji i sposob zalatwiena sprawy.A co do tego jaka
                    to byla decyzja, nie bede od nich madrzejsza.Rownie dobrze mogli sie zdecydowac
                    na terapie malzenska.Ale jestem przeciwko tepemu trwaniu w poswietliwym nastroju
                    i udawaniu, ze nic sie nie stalo i kochamy sie dla dobra dzieci, dorabianiu
                    filozofii do nic nierobienia.


                    • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 27.01.02, 05:17
                      Gość portalu: ewa napisał(a):




                      > Mozliwe ze dlatego ze jest taki zwiazek frazeologiczny....
                      > Ale nie o tym chcialam. Po pierwsze je nie mam zadnych moralnych obowiazkow
                      > wzgledem cudzych malzenstw. Co wiecej w ogole nie patrze w ten sposob nawet na
                      > swoje. Jesli ludzie sie szarpia, to nie podjudzam, tylko staram sie dojsc o co
                      > im
                      > chodzi. To ich sprawa, jesli poprosza o pomoc, powiem gdzie jest INTRA albo co
                      > innego, pogadam...
                      > Ono sie samo nie rozbilo - co najwyzej rozbili je tworzacy je ludzie.O tym ciag
                      > le
                      > mowie.Albo nie potrafili sie kochac, albo przyznac sie, ze nie potrafia kochac,
                      >
                      > albo...
                      > Zreszta, kolejna moja uluiona opowiastka - do rebego przychodzi Mosze i mowi -
                      > rebe, Izaak umarl z glodu!A rebe na to - niemozliwe!. No to mosze - ale on
                      > naprawde umarl z glodu, wstydzil sie przyjsc poprosic o pomoc i umarl.A na to
                      > rebe - no to on umarl z dumy a nie z glodu.
                      > A wracajac do konkretnego przypadku, to w opowiesci szczesliwej nie ma slowa o
                      > podstawianiu nogi - poznali sie i juz po trzech miesiacach zdecydowali na bycie
                      >
                      > razem.Ona tez miala rodzine i dzieci.Nie mnie to oceniac, bo w nich nie
                      > siedze.Ale chyle czolo przed uczciwoscia z jaka okreslili sytuacje, bez
                      > wieloletniego udawania lepszych niz byli.Ona tam nie chodzila, byli sami ze
                      > soba , najwyrazniej nie znalezli nic takiego, co by te rodzine moglo utrzymac.N
                      > ie
                      > rozumiem, dlaczego osoba trzecia mialaby walczyc o malzenstwo, ktore nie chcial
                      > o
                      > walczyc o siebie? Dlaczego osoba trzcia mialaby by byc madrzejsza od dwoch
                      > doroslych i przytomnych osob i twierdzic, ze ona wie lepiej, ze to malzenstwo
                      > warto ratowac, mimo ze oni najwyrazniej uwazali, ze nie warto? Skad to wiesz, b
                      > o
                      > najwyrazniej masz pretensje do wiedzy, ze tamten zwiazek to mial tylko kryzys,
                      > oni o tym nie wiedzieli, a ona wiedziala i mimo wszystko...
                      > Ja ich podziwiam za podjecie decyzji i sposob zalatwiena sprawy.A co do tego ja
                      > ka
                      > to byla decyzja, nie bede od nich madrzejsza.Rownie dobrze mogli sie zdecydowac
                      >
                      > na terapie malzenska.Ale jestem przeciwko tepemu trwaniu w poswietliwym nastroj
                      > u
                      > i udawaniu, ze nic sie nie stalo i kochamy sie dla dobra dzieci, dorabianiu
                      > filozofii do nic nierobienia.
                      >
                      * A ja Szczesliwej i jej meza zupelnie nie podziwiam. Nie
                      mam za co ich podziwiac. To co zrobili, zrobili tylko i
                      wylacznie z wlasnej ( i dla wlasnej) wygody. Tak postepuja ludzie
                      ktorzy sa bliscy staniecia na cztery lapy. Osoby ktore im
                      kiedys byly bliskie staly sie nic nie warte. Gdybym wzorowal
                      sie na nich, to pewnie najwygodniej by bylo po kazdym
                      nieporozumieniu z zona, czy klotni z nia udac sie do pani
                      "X" ktora ma podobny problem z mezem, powiedziec jej ze zony
                      nie kocham, bla,,bla,,bla po czym rozkrecic romans z nowa
                      kobieta. Co za wygodne rozwiazanie sprawy, nieprawdaz? Widzisz,
                      Izaak umarl z dumy. Malzenstwa tez z niej umieraja gdyz
                      nikt nie chce odwazyc sie walczyc o nie z wlasnej pychy.
                      Jezeli faktycznie podziwiasz Szczesliwa i jej meza za to co
                      zrobili, to ja moge myslec ze kazdy/ kazda przy nieporozumieniu
                      ze swoim partnerem nie powinni szukac rozwiazania swojego
                      problemu lecz raczej szukac dogodnego sobie partnera w ktorym
                      tego problemu sie nie widzi. W praktycznym zyciowym przypadku
                      to mniej wiecej by wygladalo tak: jezeli facet nie jest w
                      stanie zarobic na utrzymanie rodziny, to trzeba zaczac rozgladac
                      sie za takim ktory ma pieniadze a pozniej zostawic meza. Jezeli
                      zona nie wywiazuje sie z tych czy innych obowiazkow to
                      najwygodniej poszukac takiej ktora bedzie sie wywiazywala. Dlatego
                      tez mamy cala mase rozwodow gdyz ciagle staramy sie
                      uszczesliwic dla samego siebie. Te osiagniecia sa ogolnie
                      krotkie, zludne i dosc czesto ci sami ludzie szukaja ciagle
                      sobie nowych partnerow gdyz nikt im z uplywem czasu nie
                      pasuje. Problem zas tkwi w nich samych.
    • szczesliwa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 27.01.02, 13:50
      Teraz ja cos powiem. Napisalam, ze rozbilam dwa malzenstwa, bo ani ja, ani moj
      obecny maz nie bylismy ani w separacji ani w trakcie rozwodu jak sie
      poznalismy. To byly dwa zwiazki malzenskie w ktorych malzonkowie funkcjonuja
      obok siebie. Spotkalismy sie wtedy i jasno nam sie zrobilo, czego nam w naszych
      zwiazkach brakuje i dlaczego. Oczywiscie, moglismy sie od siebie trzymac z
      daleka, nie wdawac sie w nic. Tylko jaka mielibysmy wtedy gwarancje, ze oba
      malzenstwa zostana? Jaka? I po co? Bo bralismy slub? Nie!!! Dla nas nasza
      znajomosc nie byla zartem, nie rozbilismy naszych malzenstw dla przelotnego
      flirtu. Jakie mielismy alternatywy? Odejsc od siebie, dla idei istniejacych juz
      zwiazkow. Ciagnac nasza milosc w tajemnicy przed malzonkami, albo postawic
      sprawe jasno. Gdybysmy z siebie zrezygnowali i zostali w starych zwiazkach,
      jakie byloby nasze zycie? Zycie pelne tesknoty do siebie, zalu do
      wspolmalzonkow, ze to dla ich dobra poswiecilismy wlasne szczescie a moze i
      zalu do dzieci, bo ze wzgledu na ich dobro.....jak by wygladalo to dalsze zycie
      pelne niewypowiedzianego zalu i milczenia? Szczesliwie? na pewno nie!!
      Ciagnac ten zwiazek w tajemnicy?? na to nas nie bylo stac. Ze wzgledu na
      szacunek do wspolmalzonkow, ze wzgledu na szacunek dla siebie nawzajem i do
      naszych dzieci. Bo co powiedzialy by nasze dzieci, gdyby kiedys to jednak
      wyszlo? Mielismy sie spotykac w tajemnicy? Szukac wykretow, klamst? kto by na
      tym zyskal a kto stracil? Czy moj maz bylby szczesliwy majc mnie w domu i
      domyslajac sie czegos? Zona mojego meza? pelna podejrzen, przeszukujaca
      kieszenie i numery w telefonie komorkowym? A my? Ile mielibysmy do siebie
      nawzajem zalu?? I to wszystko tylko po to, zeby nie zlamac przysiegi?
      Wybralismy to trzecie wyjscie. Wiedzielismy oboje i kazdy dla siebie, ze nasze
      aktualne zwiazki nie sa szczesliwe, ze my nie jestesmy w nich szczesliwi. I jak
      ty wielokropku myslisz, ze mysmy sie z myslami nie bili, nie walczyli, nie
      szukali, to sie mylisz. To nie byl latwy czas. I co ty myslisz, mialam odejsc i
      powiedziec: idz i ratuj swoje mazenstwo??? zartujesz chyba. Mielismy wrocic do
      swoich rodzin jakby nigdy nic??? Glupie gadanie, kiedy mysli i serce masz
      przepelnione kims innym. To byl naprawde ciezki okres. Pelen rozmow,szukania
      rozwiazan i walki z samym soba. Zdecydowalismy sie na odejscie. Kazdy we
      wlasnym zakresie. Ale najpierw musielismy byc o tym przekonani, jak wazni
      jestesmy dla siebie i co zrobic, zeby dzieci przeprowadzic przez to
      najnajoszczedniej. Z wielu materialnych dobr musialam zrezygnowac, ale zrobilam
      to wlasnie dla dobra dzieci. Nie poswiecilam siebie, poswiecilam rzeczy nabyte.
      To nie bylo i nie jest wazne. Wszystko mozna sobie kupic jeszcze raz, ale
      szacunku do siebie nie kupie nigdzie. I myslisz, ze mialabym szacunek zostajac
      z mezem a kochajac innego? Albo zdradzajac go pokatnie?? Nie, wielokropku, na
      to mnie nie bylo stac. I on na to nie zasluzyl. Tak mi sie zycie ulozylo, nie
      szukalam tego celowo. zycze ci z calego serca, zebys przezyl swoje zycie
      szczesliwe i jedna miloscia w sercu. Mnie sie nie udalo, pokochalam kogos
      innego i bylam o tej milosci przekonana. I ten ktos pokochal mnie majac inna
      kobiete za zone. I to jest prawda, co pisze Eva, jesli jest milosc, to zadna
      miss, ani supermann nie maja szans. W naszych owczesnych zwiazkach nie bylo juz
      milosci, bylo tylko przyzwyczajenie, kultura i szacunek. I w imie czego
      mielismy je ratowac??? I w imie czego poswiecic sie wzajemnie? Dzieci?? wybacz,
      ja tez jestem czlowiekiem. Dla dzieci zrobilismy wszystko co tylko mozna bylo,
      zeby bylo dobrze. Rozmawialismy z nimi (kazdy ze swoimi!!), tlumaczyli,
      przekonywali, ze kochamy je dalej i niezmiennie. Moje dzieci mialy do wyboru,
      czy chca zostac w starym domu, czy mieszkac ze mna. Wolaly zostac i zostaly.
      myslisz, ze to bylo latwo??? Tak to wszystko zorganizowac i tak to wszystko
      zgrac, zeby funkcjonowalo?? A moglam powiedziec, ze dzieci nie maja nic do
      gadania i ida ze mna. Prawo bylo po mojej stronie. Nie zrobilam tego wlasnie ze
      wzgledu na uczucia dzieci. Jedno wiedzialam, ja je i tak wygram i one sie do
      nas przeniosa. I tak sie stalo. Potrzebowaly troche wiecej czasu. A to, ze
      owczesna zona mojego meza znajdzie swoja wielka milosc i szczescie, tego nie
      wklakulowalismy, to po prostu tak wyszlo. I jesli o sprawy materialne chodzi,
      miala o wiele lepszy start niz my. Miala wszystko. I powiem ci, jestem naprawe
      zadowolona, ze jej sie tak ulozylo. Zycie biegnie czasem w tak nieprzewidzianym
      kierunku, ze trudno z gory zakladac, ze czegos sie nie zrobi. My w kazdym razie
      nie zalujemy niczego. Narazie- jak to ktos wyzej mi prorokuje. Ale to "narazie"
      dotyczy nie tylko mnie, dotyczy nas wszystkich. Wyrzutow sumienia nie mam
      zadnych. Nie rozbilam dwoch malzenstw dla zabawy. bylam o slusznosci tego co
      robie do ostatniej nitki przekonana. I dalej jestem. Pozdrawiam.
      • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 27.01.02, 17:19
        Rozumiem Szczesliwa Twoje wszystkie powody Twojego postepowania.
        Mysle tez ze z grubsza wszystkim one sa znane. Nie
        bardzo rozumiem to co napisalas o sobie, ze nie stac
        Ciebie bylo zdradzac meza pokatnie. Mysle, ze bylo Ciebie
        jednak na to stac tylko nie stac Ciebie nam o tym powiedziec
        ( pewnie robilas to do pewnego czasu ze swoim obecnym
        mezem, a pozniej kiedy juz bylas pewna ze z nim bedziesz
        zdecydowalas o tym powiedziec jego zonie i swojemu mezowi).
        Nie bede wiecej sie powtarzal ale jedno wiem. Zrobilas to (
        Twoj maz taksamo) dla wlasnej wygody bo tak Ci pasowalo.
        Nie pisz tez ze nie bylo sensu walczyc o swoje byle
        malzenstwo gdyz w nim nie bylo milosci. Troche mnie
        zadziwiasz. Z jednej strony jestes bardzo pesymistycznie
        nastawiona w zyciu ( sadzac po tym fakcie), z drugiej zas
        bardzo optymistyczna i przekonana co do swojego szczescia z
        nowym mezem, w ktorym jak wydaje sie ostatnio toniesz. Nie
        tylko Ty Szczesliwa dzisiaj tak postepujesz. Ja znam duzo
        facetow ktorzy az sie trzesa zeby wyrwac sie od swoich zon.
        Co wazne, znachodza tez sobie to czego szukaja. Niektorzy
        zostawiaja swoje rodziny i tworza tak jak Ty, inne. Niektorzy
        sa ciagle niepewni i jak dlugo moga zdradzaja swoje zony (
        pewnie to samo dotyczy tez kobiet). Widocznie ich chwila
        decyzji jeszcze nie dojrzala, tak jak nastapilo to u Ciebie.
        Przyczyna tego jest dosc czesto znuzenie soba. Na moje
        pytanie dlaczego tak postepuja dostaje dosc czesto zaskakujace
        odpowiedzi, np. jak dlugo mozna wytrzymac z jedna kobieta,
        ciagle to samo ( chodzi tutaj o seks) itp. Oczywiscie tych
        przyczyn jest wiecej ale one sa oparte ogolnie na zadbaniu
        o swoje wygodnictwo, czy szczescie jak Ty to okreslasz. Malo
        kto dzisiaj chce choc odrobine pocierpiec w zyciu dla
        jakiegos celu. Tu moge dostac mase pytan, dlaczego, dla kogo,
        za co itd? No wlasnie, tak to juz z nami jest. Jestesmy
        coraz blizej chodzenia na 4 nogach gdyz jestesmy coraz
        bardziej pusci, wyzuci strony duchowej a nasz cel zamyka
        sie dosc czesto w rzeczach widzialnych, dotykalnych, tych
        smacznych. Pozdrawiam
        • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 20:52
          To ze lubisz cierpiec i uwazasz ze to uszlacheetnia, to widac. Podobne poglady
          ma moja matka.Ale ja twierdze, ze najwieksze swinstwa zawsze robili mi ludzie
          lubiacy cierpiec dla wznioslego celu.Tylko ni cholery nie rozumiem dlaczego im
          tak potrzebne towarzystwo.Dostaja krecka, gdy ktos inny nie cierpi i jest
          zadowolony.Podle traktowala mnie gadajaca o wznioslym cierpieniu moja matka,
          podle - moj ekschlopak ktory wyglaszal teksty wypisz wymaluj to co
          zaprezentowales.
          Nie wiem co mnie bardziej zaskakuje - sila twoich fantazji, latwosc uogolniania
          czy zupelnie dla mnie niezrozumiala chec decydowania o czyims malzenstwie.
          Natomiast zupelnie nie wiem, czy sie smiac czy plakac, gdy twierdzisz ze rozwod
          jest wygodnictwem.Przepraszam, ale chyba cos ci zaszkodzilo.Nie spotkalam
          jeszcze radosnego rozwodnika. Sama po roku bycia z chlopakiem podjelam decyzje
          o rozstaniu i ciezko ja odchorowalam, mimo ze nie mieszkalismy razem, nie
          mielismy dzieci itd Moja znajoma nie wytrzymala presji w podobnej sytuacji,
          zlamala sie, wrocila do faceta, choc wiedziala ze robi blad, urodzila troje
          dzieci, facet puszczal ja kantem...I ty twierdzisz ze rozstanie jest latwe?
          Jest cholernie trudne i trzeba miec duzo sily i odwagi, zeby je zaryzykowac.Bo
          to oznacza cala robote od poczatku, a nawet gorzej, od minusa, bo zostaje rana.
          a co do twoich znajomych marzacych o uwolnieniu sie od zon - po pierwsze nie
          badz taki cholernie serio, ja sie rozwodze trzy razy w miesiacu jak dobrze
          pojdzie - to rodzaj odreagowania,na zasadzie nie musze byc z mezem, ale
          ostatecznie chce.Po drugie, porzucona zona nie musi byc od razu biedna ofiara,
          choc czesto taka poze przyjmuja - rownie dobrze moze to byc chimeryczne (jak
          ja) babsko, ktorego ofiara po latach manipulowania za pomoca poczucia winy i
          innych tego typu rzeczy, o ktorych chyba nie masz pojecia, wreszcie sie
          zbuntowala.
          I jeszcze jedno - z ludzmi jest tak, ze jak czegos chca to potrafia to sobie
          zalatwic.Nawet akoholik musi sam przyjsc do AA bo to jest pierwsza,
          najlatwiejsza proba.Ludzie ktorzy chca ratowac malzenstwo musza sami poprosic o
          pomoc i jesli chca to poprosza. Musza sami isc do malzonka i z nim razem zaczac
          walczyc.Jesli nie potrafia zrobic tego sami, lub jesli ich pragnienia tak latwo
          zmienic, to nie ma o czym gadac.Zreszta, posluchaj sobie Krzysztofa alkoholika .
          • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 27.01.02, 21:18
            Gość portalu: ewa napisał(a):

            > To ze lubisz cierpiec i uwazasz ze to uszlacheetnia, to widac. Podobne poglady
            > ma moja matka.Ale ja twierdze, ze najwieksze swinstwa zawsze robili mi ludzie
            > lubiacy cierpiec dla wznioslego celu.Tylko ni cholery nie rozumiem dlaczego im
            > tak potrzebne towarzystwo.Dostaja krecka, gdy ktos inny nie cierpi i jest
            > zadowolony.Podle traktowala mnie gadajaca o wznioslym cierpieniu moja matka,
            > podle - moj ekschlopak ktory wyglaszal teksty wypisz wymaluj to co
            > zaprezentowales.
            > Nie wiem co mnie bardziej zaskakuje - sila twoich fantazji, latwosc uogolniania
            > czy zupelnie dla mnie niezrozumiala chec decydowania o czyims malzenstwie.
            > Natomiast zupelnie nie wiem, czy sie smiac czy plakac, gdy twierdzisz ze rozwod
            >
            > jest wygodnictwem.Przepraszam, ale chyba cos ci zaszkodzilo.Nie spotkalam
            > jeszcze radosnego rozwodnika. Sama po roku bycia z chlopakiem podjelam decyzje
            > o rozstaniu i ciezko ja odchorowalam, mimo ze nie mieszkalismy razem, nie
            > mielismy dzieci itd Moja znajoma nie wytrzymala presji w podobnej sytuacji,
            > zlamala sie, wrocila do faceta, choc wiedziala ze robi blad, urodzila troje
            > dzieci, facet puszczal ja kantem...I ty twierdzisz ze rozstanie jest latwe?
            > Jest cholernie trudne i trzeba miec duzo sily i odwagi, zeby je zaryzykowac.Bo
            > to oznacza cala robote od poczatku, a nawet gorzej, od minusa, bo zostaje rana.
            > a co do twoich znajomych marzacych o uwolnieniu sie od zon - po pierwsze nie
            > badz taki cholernie serio, ja sie rozwodze trzy razy w miesiacu jak dobrze
            > pojdzie - to rodzaj odreagowania,na zasadzie nie musze byc z mezem, ale
            > ostatecznie chce.Po drugie, porzucona zona nie musi byc od razu biedna ofiara,
            > choc czesto taka poze przyjmuja - rownie dobrze moze to byc chimeryczne (jak
            > ja) babsko, ktorego ofiara po latach manipulowania za pomoca poczucia winy i
            > innych tego typu rzeczy, o ktorych chyba nie masz pojecia, wreszcie sie
            > zbuntowala.
            > I jeszcze jedno - z ludzmi jest tak, ze jak czegos chca to potrafia to sobie
            > zalatwic.Nawet akoholik musi sam przyjsc do AA bo to jest pierwsza,
            > najlatwiejsza proba.Ludzie ktorzy chca ratowac malzenstwo musza sami poprosic o
            >
            > pomoc i jesli chca to poprosza. Musza sami isc do malzonka i z nim razem zaczac
            >
            > walczyc.Jesli nie potrafia zrobic tego sami, lub jesli ich pragnienia tak latwo
            >
            > zmienic, to nie ma o czym gadac.Zreszta, posluchaj sobie Krzysztofa alkoholika
            > .
            * Nie twierdze ze rozwod jest wygodnictwem sam w sobie.
            Czesciowo, w tym dylemacie musi nim jednak byc. Inaczej nie
            byloby sensu sie rozwodzic gdyby rozwod nie odkrywal nowych
            drzwi i nadziei na lepsza przyszlosc. Nikt z nas chyba nie lubi
            cierpiec a napewno nigdy gdy sie nie widzi celu swojego
            cierpienia. Pamietaj ze nigdy nie bedziesz mogla nazwac siebie
            szczesliwa gdy cierpienie bedzie Ci nieznane. Tak wiec ja
            cierpien sie wcale nie boje w swoim zyciu. Mowie o stanie
            obecnym. Oczywiscie rozni ludzie maja rozne problemy a z tym
            i cierpienia, ktore sa dosc czesto nie w ich sile zniesc.
            Szukaja wiec rozwiazan, co jest w pelni zrozumiale. Gdy
            malzenstwo ma problem - szukaja rozwiazania w innych partnerach,
            dosc czesto azeby znowu znalezs sie w tej samej, lub nawet
            gorszej cierpiacej sytuacji za kilka lat. Czasami jest jednak
            warto troche pocierpiec by zrozumiec wiecej, by zrozumiec tez
            bardziej siebie, by sie zmienic na lepsze. Nie wszyscy jednak
            godza sie nawet na mala odrobine cierpien, stad ta ucieczka
            przed niewygodnym polozeniem, bladzenie, szukanie rozwiazan,
            podejrzliwosc w ludziach............ Pozdrawiam
            • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 27.01.02, 22:02
              Gość portalu: ........ napisał(a):
              > > > .
              > * Nie twierdze ze rozwod jest wygodnictwem sam w sobie.
              > Czesciowo, w tym dylemacie musi nim jednak byc. Inaczej nie
              > byloby sensu sie rozwodzic gdyby rozwod nie odkrywal nowych
              > drzwi i nadziei na lepsza przyszlosc.
              Jaki ty masz dylemat? Tyle dylematow, ile par. Jak ja nie znosze filozofowac.I
              jeszcze jedno - pewna madra kobieta powiedziala mi, ze zaden czlowiek nie ruszy
              palcem w bucie bez korzysci dla siebe. Tylko rozni ludzie roznie te korzysci
              rozumieja - dla jednych jest to spoleczna aprobata, dla innych niebo, jeszcze
              innych swiety spokoj, dla jeszcze innych szczerosc i brak niedopowiedzen, dla
              innych usmiech szczescia, a dla innych - poswiecenie dla idei. Kto wie moze ty
              tez jestes bardzo wygodnicki? Na swoj sposob.
              Nikt z nas chyba nie lubi
              >
              > cierpiec a napewno nigdy gdy sie nie widzi celu swojego
              > cierpienia.
              Oj lubi lubi cierpiec, bo masa osob czuje sie wtedy madrzejsza i wyzsza nad te
              prymitywy, co nie cierpia.Znam nawet takich co nie chca przestac cierpiec jak
              moga , bo to jest jedyna rzecz ktora faszeruje ich ego.Sam lubilam cierpiec przez
              cale lata.
              Pamietaj ze nigdy nie bedziesz mogla nazwac siebie
              >
              > szczesliwa gdy cierpienie bedzie Ci nieznane.

              Ja sie juz naprawde nacierpialam - tak bardzo ze chcialam umrzec. Ale wcale sie
              od tego nie zrobilam lepsza czy szczesliwsza. Stalam sie lepsza, jak mi sie
              wydaje, bo mniej zapatrzona w siebie, mniej ograniczona, dopiero, jak przestalam
              cierpiec, gdy zajelam sie soba. I to powoli, gdy budowalam, to co mi bylo
              potrzebne, wieksza ochote mialam i wyrozumialosc dla potrzeb innych, ale juz bez
              lazenia mi po glowie.
              Tak wiec ja
              > cierpien sie wcale nie boje w swoim zyciu.

              No coz, a ja sie troche boje, i mam tego swiadomosc, co pozwala mi sprawdzac czy
              czasem jakis ukryty lek nie wplywa na moje decyzje.Ja sie nie boje bac.
              Mowie o stanie
              >
              > obecnym. Oczywiscie rozni ludzie maja rozne problemy a z tym
              > i cierpienia, ktore sa dosc czesto nie w ich sile zniesc.
              >
              > Szukaja wiec rozwiazan, co jest w pelni zrozumiale. Gdy
              > malzenstwo ma problem - szukaja rozwiazania w innych partnerach,
              > dosc czesto azeby znowu znalezs sie w tej samej, lub nawet
              >
              > gorszej cierpiacej sytuacji za kilka lat.

              to cos nowego - zdecydowana wiekszosc drugich malzenstw ktore znam, jest bardzo
              udana i zdaje sie, ze to samo wynika ze statystyk.

              Czasami jest jednak
              > warto troche pocierpiec by zrozumiec wiecej, by zrozumiec tez
              >
              > bardziej siebie, by sie zmienic na lepsze. Nie wszyscy jednak
              >
              > godza sie nawet na mala odrobine cierpien, stad ta ucieczka
              > przed niewygodnym polozeniem, bladzenie, szukanie rozwiazan,
              > podejrzliwosc w ludziach............ Pozdrawiam


              Od cierpienia jeden zrozumie wiecej, a inny zglupieje do reszty - poniewaz nie
              jestem wszechwiedzaca, pozostawiam to do oceny samym zainteresowanym.
              Natomiast jest jeszcze cos co nazywam onanizowaniem sie cierpieniem, kiedy
              cierpiacy uwaza, ze go to rozwija - wreszcie znalazl sobie miejsce w
              spoleczenstwie na wyzszym poziomie.

              • misiaczek31 Re: Do Ewy 27.01.02, 23:02
                Chcialam tylko napisac, ze nic nie musze pisac, bo Ty piszesz to, co ja bym
                napisala :))))))))))
                Dzieki. M.
              • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 28.01.02, 02:18
                Piszac o dylemacie nie mialem siebie na mysli tylko
                malzenstwa ktore nie wiedza co ze soba zrobic, ktore
                rozwiazuja sprawe szukajac sobie nowych partnerow. Samo zas
                szukanie okreslilem wczesniej jako wygodnictwo ( moze, i chyba
                dosc czesto z koniecznosci). Co do cierpienia i jego
                "wyzszej roli w spoleczenstwie" powiem Ci tylko tyle ze
                jedynie idiota moze tak myslec. Niestety ale nie jestesmy
                idealni, nie mozemy sie porozumiec ( tez w swoich malzenstwach)
                i idiotycznie byloby wierzyc ze uniknie sie cierpienia. Kazde
                malzenstwo w mniejszym lub wiekszym stopniu cierpienia zaznaje.
                Na to kazdy madry czlowiek jest przygotowany, gotowy i umie
                wyciagnac ze swojego cierpienia nalezyte wnioski. Idioci
                staraja sie tego uniknac nie wiedzac o tym ze nie sa
                wlascicielami swojej przyszlosci. Nie moga zmienic swojej
                historii, nie moga tez byc pewni co do swojego jutra.
                Szukaja wiec szczescia z osobno, kazdy w swoich dosc czesto
                idiotycznych czynach. A swoje czyny kazdy idiota umie zawsze
                usprawiedliwic, nawet blasku im przydodac. Widze ze kochasz
                droge zycia szczesliwa. Ja ja tez lubie. Przyjmuje jednak
                szczescie jak i nieszczescie jako nierozlaczne wyniki swojego
                zycia. Przyjmuje dlatego ze jest we mnie zlo i slabosc,
                jak chyba w kazdym z nas, ale jest pewnie i dobro ktore
                nadaje sens zycia. Kazdy z nas ma swoj los, ktorego panem
                nie jest, a kto zbytnio chce wladac swoim szczesciem moze
                go nigdy nawet nie odczuc. Wazne jest to, zebysmy sobie
                nie przeszkadzali w swoich wyborach a moralnosc jak tez i
                swoje wartosci kazdy ( ten kto je ma, a kazdy ma swoje)
                powinien pielegnowac tak by jego system czlowieczy nie zostal
                naruszony czy zezwierzecial nawet. Mysle ze z grubsza
                rozumiesz o czym mowie. Chyba kazdemu byloby przyjemnie
                widziec i zbudowac swoje szczescie od podstaw niz je w
                jakis lichy sposob "nabyc". To jest cos podobnego do tego
                jak: chyba wolalabys zostac milionerka rozwijajac swoj biznes,
                dochadzac do sukcesu stopniowo anizeli wygrac miliona w 6/49(
                i pewnie nie wiedziec co z nim zrobic). Ja wole to
                pierwsze. Azeby to osiagnac trzeba byc do tego oczywiscie
                przygotowanym, na te szczegolnie zle okresy jak tez i na te
                dobre by zbytnio nimi sie nie zafascynowac i nie stracic tego
                co juz sie osiagnelo. Mowie tutaj o uczciwym biznesie. Mozna
                zawsze robic go idac po gruzach ale wtedy sa widoczne
                pewnie pieniedze bez ich blasku. Podobnie tez mozna zdobyc
                meza czy tez zone dla swojego szczescia. Mozna nawet nabyc
                za kase. Mozna duzo spraw robic, tylko czy one sa tym
                naszym prawdziwym celem w naszym krotkim zyciu? Czasami mysle
                ze jestesmy gorsi od zwierzat. Gorsi dlatego ze dany nam
                dar rozumu a im raczej zmyslu. Wyglada ze to wlasnie my(
                ludzie) zyjemy dzisiaj instynktem, nawet tym amoru.
                • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 28.01.02, 10:56
                  Gość portalu: ........ napisał(a):

                  > Piszac o dylemacie nie mialem siebie na mysli tylko
                  > malzenstwa ktore nie wiedza co ze soba zrobic, ktore
                  > rozwiazuja sprawe szukajac sobie nowych partnerow.

                  Wiec skoro to nie twoj dylemat, to niewiele o nim wiesz, a uogolnianie jest nie
                  na miejscu, bo diabli wiedza ile osob nim krzywdzisz, a ile zaszczycasz .Nie chce
                  mi sie roztrzasac wszystkich rozwodow, bo mowa byla tlko o szczesliwej i tym jak
                  sie potoczylo jej zycie.

                  Samo zas
                  > szukanie okreslilem wczesniej jako wygodnictwo ( moze, i chyba
                  > dosc czesto z koniecznosci).
                  Wygodnictwo z koniecznosci? Zastanow sie, co mowisz.Albo koniecznosc, albo
                  wygodnictwo.

                  Co do cierpienia i jego
                  > "wyzszej roli w spoleczenstwie" powiem Ci tylko tyle ze
                  > jedynie idiota moze tak myslec.
                  Nie rozumiem co masz na mysli mowiac "idiota". W terminologii medycznej oznacza
                  to osobnika o niskim ilorazie inteligencji, a raczej ponizej normy.Osobiscie znam
                  wielu wybitnie inteligentnch ludi, ktorzy tak mysla, bo w zyciu nic poza
                  cierpieniem nie zaznali, i w ten spsob bronia sie zeby nie zwariowac.A rany jakie
                  otrzymali sa tak glebokie ze nie potrafia juz i nie chca nic zmienic, bo nic
                  innego nie sa w stanie sobie wyobrazic.

                  Niestety ale nie jestesmy
                  > idealni, nie mozemy sie porozumiec ( tez w swoich malzenstwach)
                  > i idiotycznie byloby wierzyc ze uniknie sie cierpienia. Kazde
                  >
                  > malzenstwo w mniejszym lub wiekszym stopniu cierpienia zaznaje.
                  > Na to kazdy madry czlowiek jest przygotowany, gotowy i umie
                  > wyciagnac ze swojego cierpienia nalezyte wnioski. Idioci
                  > staraja sie tego uniknac nie wiedzac o tym ze nie sa
                  > wlascicielami swojej przyszlosci. Nie moga zmienic swojej
                  > historii, nie moga tez byc pewni co do swojego jutra.
                  > Szukaja wiec szczescia z osobno, kazdy w swoich dosc czesto
                  >
                  > idiotycznych czynach. A swoje czyny kazdy idiota umie zawsze
                  >
                  > usprawiedliwic, nawet blasku im przydodac.

                  Zdaje sie, ze ty naprawde uwazasz sie za madrego czlowieka.Tylko jak na takiego
                  madrego zbyt czesto uzywasz slowa idiota, co mnie do ciebie nieco zniecheca, bo
                  znalam paru madrych ludzi, ale nie slyszalam, aby o kimkolwiek mowili idiota.Co
                  najwyzej - ale awantura, ciekawe dlaczego.
                  Widze ze kochasz
                  > droge zycia szczesliwa. Ja ja tez lubie. Przyjmuje jednak
                  > szczescie jak i nieszczescie jako nierozlaczne wyniki swojego
                  > zycia. Przyjmuje dlatego ze jest we mnie zlo i slabosc,
                  > jak chyba w kazdym z nas, ale jest pewnie i dobro ktore
                  > nadaje sens zycia. Kazdy z nas ma swoj los, ktorego panem
                  > nie jest, a kto zbytnio chce wladac swoim szczesciem moze
                  > go nigdy nawet nie odczuc. Wazne jest to, zebysmy sobie
                  > nie przeszkadzali w swoich wyborach a moralnosc jak tez i
                  > swoje wartosci kazdy ( ten kto je ma, a kazdy ma swoje)
                  > powinien pielegnowac tak by jego system czlowieczy nie zostal
                  > naruszony czy zezwierzecial nawet. Mysle ze z grubsza
                  > rozumiesz o czym mowie. Chyba kazdemu byloby przyjemnie
                  > widziec i zbudowac swoje szczescie od podstaw niz je w
                  > jakis lichy sposob "nabyc". To jest cos podobnego do tego
                  > jak: chyba wolalabys zostac milionerka rozwijajac swoj biznes,
                  > dochadzac do sukcesu stopniowo anizeli wygrac miliona w 6/49(
                  > i pewnie nie wiedziec co z nim zrobic). Ja wole to
                  > pierwsze. Azeby to osiagnac trzeba byc do tego oczywiscie
                  > przygotowanym, na te szczegolnie zle okresy jak tez i na te
                  > dobre by zbytnio nimi sie nie zafascynowac i nie stracic tego
                  >
                  > co juz sie osiagnelo. Mowie tutaj o uczciwym biznesie. Mozna
                  > zawsze robic go idac po gruzach ale wtedy sa widoczne
                  > pewnie pieniedze bez ich blasku. Podobnie tez mozna zdobyc
                  > meza czy tez zone dla swojego szczescia. Mozna nawet nabyc
                  > za kase. Mozna duzo spraw robic, tylko czy one sa tym
                  > naszym prawdziwym celem w naszym krotkim zyciu? Czasami mysle
                  > ze jestesmy gorsi od zwierzat. Gorsi dlatego ze dany nam
                  > dar rozumu a im raczej zmyslu. Wyglada ze to wlasnie my(
                  > ludzie) zyjemy dzisiaj instynktem, nawet tym amoru.

                  Wiesz co , to istny monolog frustrata, wyglada to tak, jakbys sie sam chcial
                  przekonac, ze powinienes byc szczesliwy.Ale nie wydaje mi sie zebys byl.
                  Zaczynam wlasnie myslec, ze chyba jestem szczesliwa, bo takie mysli nie przchodza
                  mi do glowy juz od dawna.
                  Naprawde nie wiem co chcieliby inni i co by woleli, co wiecej srednio mnie to
                  obchodzi, bo jestem zajeta tym co ja chce.
                  Celow innych tez nie bede osadzac, bo do celow sie dorasta, nie powstaja ot tak,
                  wymyslam sobie cel na kanapie. W checi usprawiedliwienia wlasnego istnienia(
                  zwlaszcza gdy nigdy nie odczuli radosci rodzicow z wlasnego istnienia, tylko ich
                  ogromne poswiecenie) ludzie wymyslaja sobie wspaniale cele, jakby chcieli
                  powiedziec - mam takie wspaniale przezycia wewnetrzne, chce to i to, tak sie
                  doskonale,wszystko dla dobra calego swiata, ze mam prawo zyc.
                  A co do zwierzat - one przynajmniej, jak cie zabijaja, to nie gledza, ze to dla
                  twojego dobra - nie wiem, gdyby umialy mowic, moze byloby inaczej.Ta ludzkosc
                  bardzo czesto polega na tym, zeby do wlasnych korzysci dorobic filozofie - jak
                  sie kogos zabija, to bog tak chcial, jak sie komus zatruwa zycie wlasna
                  niemoznoscia zmiany sytuacji, to to jest poswiecenie...
                  Do cholery, czemu jest tak malo ludzi, ktorzy nie musza sie zaslaniac
                  moralnoscia, bogami, losem, i diabli wiedza czym jeszcze, ktorzy potrafia
                  powiedziec - ja tak chce, ja sie z tym czuje w porzadku . Wtedy mozna rozmawiac,
                  dyskutowac, zadne wielkie slowa nie paralizuja umyslu , duszy i serca, mozna sie
                  spokojnie zastanowic, bez poczucia winy, ze sie od tego dobra, od tych moralnych
                  czynow za zycia topi w bagienku.
                  Ale niektorzy strasznie lubia takie slowa, bo jak sie przeciwnika nimi
                  potraktuje, to glupieje , traci rezon , zaczyna myslec, ze jak on tak o tej
                  moralnosci i poswieceniu, to moze on ma racje, mimo ze skutki oplakane tej racji.
                  A wtedy wielbciel moralnosci i poswiecenia, gladko zalatwia sobie to o co mu
                  chodzi.Przede wszystkim znakomite samopoczucie wlasnej wyzszosci.
                  • Gość: e Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: 213.25.67.* 28.01.02, 19:13
                    Łzy, pytasz skąd te u mnie łzy
                    Niespełnione słodkie sny
                    W gorzki deszcz zmieniają się
                    Tak to juz jest

                    Łzy odpowiedzią smutną są
                    Fałsz się zakradł w każdy kąt
                    Radość odpłynęła stąd
                    I znalazła inny dom

                    Trzy ,świat nie dzieli sie przez trzy
                    Więc nie pytaj mnie o łzy
                    I jeśli rani prawda
                    wielkim grzechem jest

                    Gwiazd juz nad nami nie ma gwiazd
                    Otuliła ciemnośc nas
                    Myśli sto splątała noc
                    Kto zrobił błąd

                    Łzy w pereł sznur niech zmienią się
                    Raz niech będzie jak ja chcę...
                    Niech prowadzi mnie ich zimny blask.

                    Łzy niech wypłaczę wszystkie moje łzy
                    Niech wymodlę nimi nowe dni
                    W których znów nadzieja lśni

                    Trzy ,świat nie dzieli sie przez trzy
                    więc nie pytaj mnie skąd łzy
                    I jeśli rani prawda
                    wielkim grzechem jest

                    Gwiazd ,juz nad nami nie ma gwiazd
                    otuliła ciemność nas
                    Spektakl skończył sie bez braw
                    a mnie pozostały łzy,łzy,łzy....
                  • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 29.01.02, 00:38
                    Nie jest sluszne pisanie ze jezeli nie jest to moim dylematem
                    to nic o tym nie wiem. Kazdy dylemat jest inny i nawet
                    ci co przezyli rozwody nie sa specjalistami tego tematu. Ja
                    np. jestem zonaty ale wypowiadac sie na tematy malzenskie
                    zbytnio nie moge gdyz tego tematu znac nie moge. Moge
                    powiedziec np. cos o swoim malzenstwie co wcale nie oznacza
                    ze bedzie dotyczylo to np. Ciebie. Kazde malzenstwo jest
                    przeciez inne, z innymi cechami i wartosciami. Uzylem slowa
                    idiota dlatego ze jak inaczej mozna nazwac czlowieka
                    ktory swoje nieszczescie chwali, jest zadowolony z niego, a
                    tlumaczy to tym ze uszlachetnia siebie i uczy sie zycia.
                    Sadzac w ten sposob ( mysla idioty) to trzeba by bylo
                    zawsze szukac sobie problemow w zyciu by czegokolwiek sie
                    nauczyc i dowartosciowac. Madrzy ludzie czynia inaczej - staraja
                    sie swoje problemy rozwiazywac i uciekaja od nich. Z Toba
                    nie widze sensu prowadzenia dalszej rozmowy gdyz Ty myslisz
                    inaczej o wartosciach zycia. Masz na to pelne prawo.
                    Wyglada na to ze Twoje szczescie jest Ci bardzo wazne i
                    liczysz mocno na swoje sily osiagniecia go. Ja np. licze na
                    siebie taksamo ale nie tylko. Zyje w spoleczenstwie ktore
                    taksamo tworze, ktore mnie swoja droga formuje. Jestem wiec
                    zaleznym czlowiekiem. Nie moge byc w pelni szczesliwym gdy
                    otaczajacy mnie swiat zyje swoja rozterka. Nie jestem
                    naiwny, szczescia swojego nie zamierzam zaplanowac czy kupic
                    jak to niektorzy probuja robic. Ono samo musi wyjsc ze
                    mnie, z mojego serca w wartosci zgodnej z moim umyslem,
                    uczuciem i moralnoscia. Innej drogi zdobywania swojego
                    szczescia nie widze.
                    • Gość: ewa Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 10:45
                      Gość portalu: ........ napisał(a):

                      > Nie jest sluszne pisanie ze jezeli nie jest to moim dylematem
                      > to nic o tym nie wiem. Kazdy dylemat jest inny i nawet
                      > ci co przezyli rozwody nie sa specjalistami tego tematu Ja
                      > np. jestem zonaty ale wypowiadac sie na tematy malzenskie
                      > zbytnio nie moge gdyz tego tematu znac nie moge. Moge
                      > powiedziec np. cos o swoim malzenstwie co wcale nie oznacza
                      > ze bedzie dotyczylo to np. Ciebie. Kazde malzenstwo jest
                      > przeciez inne, z innymi cechami i wartosciami. Uzylem slowa
                      > idiota dlatego ze jak inaczej mozna nazwac czlowieka
                      > ktory swoje nieszczescie chwali, jest zadowolony z niego, a
                      > tlumaczy to tym ze uszlachetnia siebie i uczy sie zycia.
                      > Sadzac w ten sposob ( mysla idioty) to trzeba by bylo
                      > zawsze szukac sobie problemow w zyciu by czegokolwiek sie
                      > nauczyc i dowartosciowac. Madrzy ludzie czynia inaczej - staraja
                      > sie swoje problemy rozwiazywac i uciekaja od nich. Z Toba
                      > nie widze sensu prowadzenia dalszej rozmowy gdyz Ty myslisz
                      > inaczej o wartosciach zycia. Masz na to pelne prawo.
                      > Wyglada na to ze Twoje szczescie jest Ci bardzo wazne i
                      > liczysz mocno na swoje sily osiagniecia go. Ja np. licze na
                      > siebie taksamo ale nie tylko. Zyje w spoleczenstwie ktore
                      > taksamo tworze, ktore mnie swoja droga formuje. Jestem wiec
                      >
                      > zaleznym czlowiekiem. Nie moge byc w pelni szczesliwym gdy
                      > otaczajacy mnie swiat zyje swoja rozterka. Nie jestem
                      > naiwny, szczescia swojego nie zamierzam zaplanowac czy kupic
                      > jak to niektorzy probuja robic. Ono samo musi wyjsc ze
                      > mnie, z mojego serca w wartosci zgodnej z moim umyslem,
                      > uczuciem i moralnoscia. Innej drogi zdobywania swojego
                      > szczescia nie widze.

                      Nie walcze o szczescie, zalatwiam swoje sprawy, tak by to bylo dla mnie najlepiej
                      i nie krzywdzilo innych, jesli nie ma takiej koniecznosci.Nie musze tez wymyslac,
                      jak mam postepowac, by to szczescie osiagnac, a najwazniejsza rzecz, jakiej sie
                      ucze, to to by rozterki swiata mnie nie unieszczesliwialy.Owszem, czesto sie
                      wkurzam, szlag mnie trafia albo diabelski chichot, ale poczucie nieszczescia
                      pojawia sie tylko wtedy, gdy rozterka swiata to jakis moj wewnetrznie nie
                      rozwiazany problem, no i wtedy to juz nie jest rozterka swiata, tylko moja. A z
                      biegiem czasu jest ich coraz mniej, tzn. rzeczy, ktore wywoluja cierpienie.Gniew,
                      wscieklosc, zal,wspolczucie - owszem, tych ciagle duzo i bardzo dobrze.

                      A i jeszcze jedno - jak sie tak wypowiada o roznych naiwniakach ktorzy probuja
                      sobie cos tam kupic, to od razu mi sie przypomina tlusta i pryszczata dziewczyna,
                      ktora jadzila - ty, widzisz jak tylek pokazuje, zero elegancji, o jakiejs pannie
                      ze zgrabnymi nogami i baaardzo krotkiej mini.Tak samo z anemikami, ktorzy twardo
                      twierdza ze najwazniejsze sa wartosci wewnetrzne.Moze poczekaj, az bedziesz mial
                      80 lat i porownaj swoj wyraz twarzy i wyraz twarzy swojego otoczenia z tym tych
                      chetnych do kupowania naiwniakow.Do tego czasu sugerowalabym nieco
                      powsciagliwosci w szafowaniu naiwniakami i idiotami - zycie plata figle.Moze sie
                      zdarzyc,ze to oni ostatecznie beda mieli ten madry i lekko ironiczny, ale bardzo
                      sympatyczny usmiech czlowieka, ktory nie przegral zycia.

                      • Gość: ........ Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.sympatico.ca 29.01.02, 16:36
                        Gość portalu: ewa napisał(a):

                        > > Nie walcze o szczescie, zalatwiam swoje sprawy, tak by to bylo dla mnie
                        najlepi
                        > ej
                        > i nie krzywdzilo innych, jesli nie ma takiej koniecznosci.Nie musze tez wymysla
                        > c,
                        > jak mam postepowac, by to szczescie osiagnac, a najwazniejsza rzecz, jakiej sie
                        >
                        > ucze, to to by rozterki swiata mnie nie unieszczesliwialy.Owszem, czesto sie
                        > wkurzam, szlag mnie trafia albo diabelski chichot, ale poczucie nieszczescia
                        > pojawia sie tylko wtedy, gdy rozterka swiata to jakis moj wewnetrznie nie
                        > rozwiazany problem, no i wtedy to juz nie jest rozterka swiata, tylko moja. A z
                        >
                        > biegiem czasu jest ich coraz mniej, tzn. rzeczy, ktore wywoluja cierpienie.Gnie
                        > w,
                        > wscieklosc, zal,wspolczucie - owszem, tych ciagle duzo i bardzo dobrze.
                        >
                        > A i jeszcze jedno - jak sie tak wypowiada o roznych naiwniakach ktorzy probuja
                        > sobie cos tam kupic, to od razu mi sie przypomina tlusta i pryszczata dziewczyn
                        > a,
                        > ktora jadzila - ty, widzisz jak tylek pokazuje, zero elegancji, o jakiejs panni
                        > e
                        > ze zgrabnymi nogami i baaardzo krotkiej mini.Tak samo z anemikami, ktorzy tward
                        > o
                        > twierdza ze najwazniejsze sa wartosci wewnetrzne.Moze poczekaj, az bedziesz mia
                        > l
                        > 80 lat i porownaj swoj wyraz twarzy i wyraz twarzy swojego otoczenia z tym tych
                        >
                        > chetnych do kupowania naiwniakow.Do tego czasu sugerowalabym nieco
                        > powsciagliwosci w szafowaniu naiwniakami i idiotami - zycie plata figle.Moze si
                        > e
                        > zdarzyc,ze to oni ostatecznie beda mieli ten madry i lekko ironiczny, ale bardz
                        > o
                        > sympatyczny usmiech czlowieka, ktory nie przegral zycia.
                        >
                        * Tak, ucz sie dalej by rozterki swiata Ciebie nie
                        unieszczesliwialy. Ucz sie tej obojetnosci, dbaj tylko o siebie,
                        tak jak Szczesliwa. Inni przeciez sie nie licza, tylko Ty!
                        Bardzo ladnie. Nie zapominaj ze w tym swiecie zyjesz i nie
                        wazne jak mocno bys chciala zeby odizolowac sie od
                        spoleczenstwa to i tak nie bedziesz mogla tego zrobic. Z Twojego
                        pisania wyplywa duzo egoizmu. Dbasz o to juz wczesniej
                        wspomniane wygodnictwo, co wazne, ze dbasz o nie nie
                        zwracajac zbytnio uwagi na innych ( pisze o tym gdyz
                        postepowanie Szczesliwej popierasz, a tam wlasnie jest widoczne
                        to wlasne wygodnictwo) Napisalem wczesniej ze Szczesliwa zrobila
                        to dla wlasnej wygody (korzysci) pewnie z czesciowej koniecznosci.
                        Widze ze nie moglas zrozumiec tego. Kazda zdrowa kobieta
                        potrzebuje mezczyzne, i odwrotnie - tu jest ta koniecznosc przeze
                        mnie wspomniana. Nie oznacza to ze jezeli ja potrzebuje kobiete
                        to mam zabierac czyjas zone ( przynajmniej starac sie o to).
                        Szczesliwa jednak stac bylo na taki krok. Dlaczego tak
                        postapila? Dlatego ze jej tak bylo wygodnie( korzystnie).
                        Dlaczego teraz tak nie robi, jezeli tak mocno twierdzi ze jej
                        postepowanie bylo sluszne? Nie wiem o co Ci chodzi dokladnie
                        gdy piszesz o tych 80 latach. Mialo to dotyczyc naiwnosci? Ty
                        tez ich pewnie doczekasz i dalej bedziesz sliczna. Rozmawiamy
                        tutaj ogolnie o naszym postepowaniu a raczej jego slusznosci lub
                        nieslusznosci gdy chodzi o nasze czyny. Wiek z tym duzo nie
                        ma nic wspolnego. Zlodziej kradnie w wieku 10 lat, 80 tez.
                        Wartosci wewnetrzne czlowieka sa jedna z najwazniejszych jego
                        wartosci. Bez "wnetrza" mozesz byc tylko pusta lala. A co do
                        idiotow i naiwniakow wcale nie przecze ze oni sa, czy moga
                        byc szczesliwi. Szczescie przeciez w okresleniach czy nazwach nie
                        mieszka a raczej w dobrych sercach.
              • Gość: leslawc do ewy IP: *.uk.neceur.com 29.01.02, 15:19
                fajnie piszesz Ewo, to smutne ze jest tu tak wielu, ktorzy zazdroszcza
                szczesliwej odwagi podjecia tak trudnej decyzji. Ja moglbym spokojnie nalezec
                do tych co ja osadzaja bo moja zona mnie zostawila a teraz od 10 lat jestem
                sam, finansowo skonczony. I tylko mi zal ze moja ex nie miala tej odwagi co
                szczesliwa - tylko ukradkiem prowadzila podwojne zycie. Jak je odkrylem to
                tygdniami lezalem w lozku i zwijalem sie z bolu rzoladka. Nie moglem zrozumiec
                ze mnie takiego doskonalego tatusia i meza moglo cos takiego spotkac.Bylem
                bardzo prozny.... Potem byl rozwod. Ja przed pol rokiem poznalem dziewczyna z
                ktora moze uloze sobie zycie. Od czasu rozwodu uplynelo 9 lat.
                Tja.. cierpienie uszlachetnia wg. tej dewizy moglbym stwierdzic ze naleze do
                szlachetnych tego swiata ;))))
                Czas leczy wszelkie rany ja po 10 latach mam jeszcze takie co sie niezabliznily.
                Jak juz pisalem wiekszosc krytykow szczesliwej to tchorze ktorzy nie maja
                odwagi zmienic swojego smutnego hopeless zycia.

                pozdrawiam

                leslawc
      • Gość: alenka Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: 10.1.1.* 29.01.02, 14:29
        Wypowiadac na temat slusznosi Twojego postepowania mi sie nie chce, bo i tak
        kazdy ma swoje zdanie i przy nim bedzie trwal wiec po co tracic czas. Ale
        czytam ta dyskusje od samego poczatku i uderza mnie jedno - prawie w kazdym
        poscie podkreslasz ze zrezygnowalas z rzeczy materialnych, nic ze soba nie
        zabralas. Dlaczego ciagle o tym wspominasz? W sytuacji kiedy, jak Ci sie wydaje
        spotkalas milosc swojego zycia, rzeczy materialne nie powinny miec zadnego
        znaczenia!!! A dla Ciebie maja i to duze! Razem z cala reszta tym bardziej
        pogarsza to moje zdanie o Tobie.
    • eremka Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. 29.01.02, 12:14
      Powiem tylko, że wolałabym za sąsiada, brata, swata miec ... niż Ewę czy
      szczęśliwą. ostatnio mnie okradli i stąd przyszło mi do głowy, że lepiej miec
      obok siebie ludzi mniej skoncentrowanych na własnej osobie. Jest wtedy szansa,
      że może pomogą albo chociaż zadzwonią na policje, że jest włamanie. Juz widzę,
      jak zdumione/ni pukacie sie w czoło; o czym ona bredzi, przecież to nie na
      temat. Kochani, tylko pozornie! To, czy pochwalamy szczęśliwą i jej
      postepowanie, jest wypadkową naszej ogólnej linii postępowania. Tak jak
      napisała Ewa: żyje jak chcę i jeśli nie muszę, nie krzywdzę innych. A jesli
      muszę ... samo życie.
    • Gość: yoko Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.talnet.pl 29.01.02, 13:24
      To już 2 tygodnie zażartej dyskusji. Ale się porobiło!
      Myślę, że Pani Szczęśliwa jest szczęśliwa, że wywołała taaaaką burzę głosów.
      Ale czy powinna być szczęśliwa wybierając taki temat do dyskusji? Wątpię.
      Pzdr wszystkich za i przeciw.
    • Gość: leslawc do szczesliwej ;) IP: *.uk.neceur.com 29.01.02, 14:19
      przeczytalem twoj post i polowe a moze i wiecej do niego komentarzy.Moim
      zdaniem autorzy krytykujacych ciebie wypowiedzi siedza sami w nieszczesliwych
      zwiazkach i sa za wielkimi tchorzami zeby cokolwiek w swoim zyciu zmienic.
      Utrzymujac nieszczesliwe zwiazki na sile wmawiaja sobie ze robie to dla dzieci.
      Nie wykluczam, ze pewna llosc czyni to zeczywiscie dla dzieci i udaje im sie to
      bez szkody dla ich rozwoju. Wiekszosc z nich nie posiada jednak wystarczajacej
      odwagi aby podjac decyzje o roztaniu i ocenia Cie pod wzgledem moralnym a w
      rzeczywistosci probuja jedynie usprawiedliwic swoja wlasna wg. nich
      beznadziejna i bez wyjscia sytuacje. Popieram wypowiedzi tych ktorzy twierdza
      ze w zwiazach z nieszczsliwa mamusia czy tatusiem rozwoj emocjonalny dzieci
      bardzo cierpi i obecnosc fizyczna obojga nic im nie pomaze wrecz zaszkodzi. W
      wiekszosci przypadkow osobista porazka w zwiazku prznosi sie z doroslych na
      dzieci i one sa glownymi piorunochronami wszelich stresow doroslych.
      Absolutnie nie jestem za tym zeby o malzenstwo nie walczyc- trzeba walczyc i
      walczyc aby z powodu jakis blahostek nie uczynic dzieci polsierotami. Sa
      jednak granice i sa przgrane bitwy.
      Pisze o tym bo sam to przeszedlem i naleze w przeciwnosci do ciebie ta
      porzucona strona.
      Pozdrawiam i zycze Ci aby obecny zwiazek byl tym w ktorym pozostaniesz juz na
      zawsze

      Leslawc
      • Gość: ........ Re: do szczesliwej ;) IP: *.sympatico.ca 29.01.02, 16:47
        Gość portalu: leslawc napisał(a):

        > przeczytalem twoj post i polowe a moze i wiecej do niego komentarzy.Moim
        > zdaniem autorzy krytykujacych ciebie wypowiedzi siedza sami w nieszczesliwych
        > zwiazkach i sa za wielkimi tchorzami zeby cokolwiek w swoim zyciu zmienic.
        > Utrzymujac nieszczesliwe zwiazki na sile wmawiaja sobie ze robie to dla dzieci.
        >
        > Nie wykluczam, ze pewna llosc czyni to zeczywiscie dla dzieci i udaje im sie to
        >
        > bez szkody dla ich rozwoju. Wiekszosc z nich nie posiada jednak wystarczajacej
        > odwagi aby podjac decyzje o roztaniu i ocenia Cie pod wzgledem moralnym a w
        > rzeczywistosci probuja jedynie usprawiedliwic swoja wlasna wg. nich
        > beznadziejna i bez wyjscia sytuacje. Popieram wypowiedzi tych ktorzy twierdza
        > ze w zwiazach z nieszczsliwa mamusia czy tatusiem rozwoj emocjonalny dzieci
        > bardzo cierpi i obecnosc fizyczna obojga nic im nie pomaze wrecz zaszkodzi. W
        > wiekszosci przypadkow osobista porazka w zwiazku prznosi sie z doroslych na
        > dzieci i one sa glownymi piorunochronami wszelich stresow doroslych.
        > Absolutnie nie jestem za tym zeby o malzenstwo nie walczyc- trzeba walczyc i
        > walczyc aby z powodu jakis blahostek nie uczynic dzieci polsierotami. Sa
        > jednak granice i sa przgrane bitwy.
        > Pisze o tym bo sam to przeszedlem i naleze w przeciwnosci do ciebie ta
        > porzucona strona.
        > Pozdrawiam i zycze Ci aby obecny zwiazek byl tym w ktorym pozostaniesz juz na
        > zawsze
        >
        > Leslawc
        * Te swoje pochopne uwagi co do innych zachowaj raczej dla
        siebie gdyz tutaj nie jest najwazniejsza sprawa kto pisze, z
        jakiego zwiazku. Sam twierdzisz ze byles dobrym mezem i
        tatusiem, i co? Jakis SZCZESLIWY byl ( moze chwilowo) lepszy i
        tyle. A moze Twoja zona byla pusta, dbala tylko o siebie i
        gdy jej sie lepsza okazja trafila, zostawila Ciebie i
        poszla......... Dziwne jest to ze Ty to popierasz. Pozdrawiam
        • Gość: leslawc Re: do szczesliwej ;) IP: *.as.wcom.net 29.01.02, 23:15
          Gość portalu: ........ napisał(a):



          > * Te swoje pochopne uwagi co do innych zachowaj raczej dla
          >
          > siebie gdyz tutaj nie jest najwazniejsza sprawa kto pisze, z
          >
          > jakiego zwiazku. Sam twierdzisz ze byles dobrym mezem i
          > tatusiem, i co? Jakis SZCZESLIWY byl ( moze chwilowo) lepszy i
          > tyle. A moze Twoja zona byla pusta, dbala tylko o siebie i
          > gdy jej sie lepsza okazja trafila, zostawila Ciebie i
          > poszla......... Dziwne jest to ze Ty to popierasz. Pozdrawiam

          nigdzie nie napisalem ze bylem dobrym tatusie czy mezem napisalem co najwyzej ze
          sie za takiego uwazalem a jest to bardzo subiektywna ocena. Natomiast dziwisz sie
          ze ja Szczesliwa popieram . Tak popieram ja za szczerosc i odwage z jaka podeszla
          do zaistnialej sytuacji. Oczywiscie pierwsza zona jej obecnego malzonka mogla np.
          nie przezyc tej sytuacji i popolnic samobujstwo ....mogla. I jej pierwszy maz
          mogl zrobic jakies glupstwo. Co rusz czyta sie w gazetach o facetach co z
          zazdrosci zabijaja swoje dzieci a potem samych siebie zeby sie zemscic na zonie.
          Ale i w tym przypadku nie mialo to miejsca. Moze Szczesliwa prawidlowo ocenila
          sytuacje a moze miala poprostu szczescie. Nie mnie to oceniac. Ja juz napisalem
          za co ja ja cenie i dalej uwazam ze wiekszosc jej krytykow to tchorze bojace
          zakonczyc sie z tego czy innego powodu wlasne nieudane zwiazki.

          pozdrawiam i walczcie o malzenstwo ze wszystkich sil jesli istnieje nadzieja na
          jego uratowanie ale zakonczcie zwiazki w ktorych zamieniacie sie w bezuczuciowe
          trupy lub pelne nienawisci i znerwicowane klebki nerwow.

          leslawc


          • Gość: ........ Re: do szczesliwej ;) IP: *.sympatico.ca 29.01.02, 23:54
            Gość portalu: leslawc napisał(a):

            > nigdzie nie napisalem ze bylem dobrym tatusie czy mezem napisalem co najwyzej z
            > e
            > sie za takiego uwazalem a jest to bardzo subiektywna ocena. Natomiast dziwisz s
            > ie
            > ze ja Szczesliwa popieram . Tak popieram ja za szczerosc i odwage z jaka podesz
            > la
            > do zaistnialej sytuacji. Oczywiscie pierwsza zona jej obecnego malzonka mogla n
            > p.
            > nie przezyc tej sytuacji i popolnic samobujstwo ....mogla. I jej pierwszy maz
            > mogl zrobic jakies glupstwo. Co rusz czyta sie w gazetach o facetach co z
            > zazdrosci zabijaja swoje dzieci a potem samych siebie zeby sie zemscic na zonie
            > .
            > Ale i w tym przypadku nie mialo to miejsca. Moze Szczesliwa prawidlowo ocenila
            > sytuacje a moze miala poprostu szczescie. Nie mnie to oceniac. Ja juz napisalem
            >
            > za co ja ja cenie i dalej uwazam ze wiekszosc jej krytykow to tchorze bojace
            > zakonczyc sie z tego czy innego powodu wlasne nieudane zwiazki.
            >
            > pozdrawiam i walczcie o malzenstwo ze wszystkich sil jesli istnieje nadzieja na
            >
            > jego uratowanie ale zakonczcie zwiazki w ktorych zamieniacie sie w bezuczuciowe
            >
            > trupy lub pelne nienawisci i znerwicowane klebki nerwow.
            >
            > leslawc
            >
            >
            * Ja wcale nie mowie ze Szczesliwa nie jest szczera. Nie wiem
            nic na temat jej ogolnej szczerosci w zyciu i jaki z niej
            czlowiek, ale tutaj z nami jest szczera( na internecie przeciez
            nie trzeba sie czerwienic i niczego nie mozna stracic, zyskac
            raczej tez).
            Piszesz cos o samobojstwach. Nie wykluczam takiej mozliwosci w
            takich przypadkach. Sam wiec widzisz ze ludzie powinni ze soba
            te sprawy zalatwiac osobno, we dwoje i raczej delikatnie. Nie
            z zaskoczeniem dla jednej strony jak to nastapilo w wypadku
            Szczesliwej. Musze Ci powiedziec ze mam bardzo udany zwiazek,
            bardzo dobra, wyrozumiala zone. Napewno gdyby zaistniala potrzeba (
            koniecznosc) rozwodu tchurzem bym nie byl gdyz ogolnie nim nie
            jestem. Potrafie i lubie nawet podejmowac wazne decyzje. Kazdy
            zwiazek "bezuczuciowy" raczej wie co ze soba zrobic. Kazdy
            potrzebuje swojego czasu na ostateczna decyzje ktora tez moze
            nigdy nie nastapic z tych czy innych przyczyn lub bywa tez
            tak ze nieodwaga podjecia decyzji w danym momencie obrocic
            sie moze w ta korzystna strone ( znowu dalej sie kochaja i
            jest wszystko OK). Chodzi mi tutaj o to by Szczesliwe nie
            przyspieszaly lub decydowaly nawet o czyjejs decyzji. Wiesz o czym
            mowie. Powinne zostawic to dla danego malzenstwa. Nie jestem
            przeciwnikiem rozwodow ani tez ich zwolennikiem, kazdy wie co
            ma zrobic gdy zaistnieje dana koniecznosc. Niektorzy moze nie
            zupelnie wiedza co, ale ci z reguly sami wystepuja o porady.
            Czy prawidlowo Szczesliwa ocenila sytuacje czy tez nie, nie jest
            tutaj sprawa najwazniejsza. Ja uwazam ze nie ona powinna ja
            oceniac tylko ci, ktorzy w niej sie znalezli gdyz tak
            naprawde tylko oni ta sytuacje mogli dobrze znac, nikt inny.
            Szczesliwa mogla miec swoje zdanie, jak tez swoja ocene ale
            dla siebie i nie po to by na tym pozniej podejmowac czyjes
            decyzje dotyczace czyjegos rozwodu. Kazdy ma oczywiscie swoje
            poglady w tej kwestii. Ja juz swoje wyrazilem. Zycze Ci
            powodzenia no i dobrej kobiety gdyz wygladasz mi na dobrego
            faceta.
            • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 30.01.02, 09:15
              mylicie pojecia , drodzy panstwo - ja rzeczywiscie dbam o swoje, i staram sie
              nie pozwalac, aby ktokolwiek mi wmowil ze moim zadaniem jest dbanie o jego
              interesy.
              Ale jak widze bitego psa - interweniuje, jak widze bite dziecko - stawiam sie.
              Ale nie pozwalam sie poniesc emocjom - w lecie mialam bardzo przkra sytuacje -
              trafilam na maltretowane dziecko - sprawe zalatwilam nie pdnoszac glosu i to
              tak, ze kobieta, ktora chciala mne wyrzucic za drzwi, potem mi dziekowala.Gdy
              opowiadalam to znajomej, byla bardzo oburzona i oswiadczyla, ze ona by jej
              powiedziala do sluchu.Byla bardzo przekonana o slusznosci swych racji. Jasne,
              ze by powiedziala i moze by jeszcze dostala w pysk.A potem z uczuciem
              skrzywdzonej niewinnosci pogardy dla patologii, robilaby sobie dobrze cudzym
              kosztem.Mysle, ze pierwszy raz tamtej matce zdarzyl sie ktos, kto ja wysluchal
              i nie osadzal - poczula sie bezpieczna , nie musiala juz krzczec.Wszyscy na tym
              skorzystali.
              Tylko na chwile trzeba sie oderwac od wlasnych racji, schowac swoja moralna
              wyzszosc do kieszeni, wyrzec sie przekonania, ze ja bym tak w zyciu nie
              postapil, i wysluchac drugiego czlowieka, bardzo uwaznie i trzymajac twarz na
              klodke.I zastanowic sie, czy gdybym nie mial za soba tego co mam, tylko to co
              ma tamten czlowiek, tez moglbym z czystym sumieniem twierdzic ze w zyciu bym
              takiej podlosci nie zrobil.
              Prawde mowiac wielokropku watpie, czy ty umiesz sluchac - za szybko oceniasz i
              to ludzi ktorych nie znasz.Szczesliwa napisala kilkakrotnie , ze tamten facet i
              jego zona zalatwiali sprawe miedzy soba, kiedy ona zalatwiala ze swoim mezem.
              Jest ciekawe ze nie chcesz tego uslyszec, najwyrazniej jest ci to niewygodne,
              dlaczego, oto jest pytanie?
              a do Alenki - chyba jeszcze nie rozumiesz, jak wazne sa te wartosci materialne -
              dom to nie tylko kasa metrazu , meble, wazony, dywany, obrazy...to azyl,
              miejsce, gdzie nikt nie moze wejsc bez twojej zgody, te przedmioty tworza twoj
              swiat, znajomy, taki, w ktorym wszystko rozumiesz, bezpieczny.To miejsce, w
              ktorym w nocy idziesz nie zapalajac swiatla i nie przewracasz sie, nie
              uderzasz.Te pogardzane pieniadze, to twoja praca i wysilek, twoje
              bezpieczenstwo i poczucie stabilizacji.Ja szanuje swoja prace i wysilek , i
              pewnie dlatego z szacunkiem o forsie zaczelam myslec wtedy, gdy na wlasnej
              skorze odczulam, jak trudno ja zarobic.Dopoki tego nie wiedzialam, nie moglam
              zrozumiec, dlaczego inni tak sie o nia troszcza.To nie o forse, nie o te
              papierki, naprawde.
              Znam pare osob wyzszych nad sprawy materialne - jednej z nich starzy wybudowali
              domek i nadal utrzymuja i funduja rozrywki, mimo ze pracuje za nedzna kase, bo
              on jest wyzszy nad takie pospolite rzeczy , ale z rozrywek oczywiscie nie
              rezygnuje.A pare innych zyje na kredyt, nie obciaza sobie sumienia dlugami , bo
              zycie jest wazniejsze od pieniedzy, zwlaszcza cudzych. A pieniadze to nie
              papierki - to wysilek, praca.I chyba w takim kontekscie zasluguja na szacunek.

              Mam nadzieje, ze to do porzuconego meza, ze ci sie tym razem uda.Zauwaz, ze ty
              nie poinformowales nas o paskudnych cechach charakteru zony, zrobil
              to ...wielokropek. Niesamowity facet - zawsze znajdzie w kims zle strony,
              zawsze choc sprobuje je znalezc.Ja wole na odwrot.
              Juz czekam, az ktos wymysli, ze uwazam, ze zlodzejowi nalezy podac lom.Moze od
              razu wyjasnie, ze wtedy wzywam policje.
              • Gość: ........ Re: do szczesliwej ;) IP: *.sympatico.ca 30.01.02, 18:54
                Po pierwsze Ty nie przekrecaj czyichs wypowiedzi tak by opisac
                je sobie dopasowana mysla. Nie bluzgalem na kobiete ( byla zone
                leslawa). Nie wydalem o niej ani zlej ani tez dobrej opinii.
                Ja jej zupelnie nie znam, jak moglbym wiec to robic. Najpiew
                napisalem cos o niejakim, wcale mi nieznanym Szczesliwym a
                pozniej by wypowiedziec mysl, a raczej swoje przypuszczenie
                napisalem o niej. Piszac to, uzylem slowa MOZLIWE , ktore Ty
                widocznie nie chcialas przeczytac gdyz to slowo zmienia postac
                rzeczy. Tak wiec opinii tutaj o nikim nie wydaje twierdzacej,
                gdyz ze zrozumialych chyba wszystkim ( oprocz Ciebie) przyczyn,
                nie moge. Co wazne, on mi o tym nie napisal tylko Ty. Tak
                wiec widzisz, to Ty starasz sie szukac dziury wszedzie i
                dopatrujesz sie jak i gdzie tu mozna ugryzc. Ja Ciebie nie
                krytykowalem ( jezeli to Twoje wypowiedzi) i jaka kobieta jestes
                - NIE WIEM! A Ty juz zaczelas na mnie psy wieszc. Masz
                prawo, wcale Ci nie bronie. Pisz co Ci w tej glowce.........
                Szczesliwa tez sluchalem, w niektorych przypadkach na poczatku
                odebralem niektore wydarzenia inaczej co wcale nie zmienia faktu
                mojego pogladu na sprawe rozwalania malzenstw. O szczesliwej
                tez nie moge wydac swojej opinii gdyz naprawde nie wiem
                jaka jest kobieta. Wydalem swoja opinie o jej postepowaniu,
                nic wiecej, co tez wplywa na nia ( czesciowo przybliza mi kim,
                czy jaka kobieta jest czy moze byc). Pisanie o pomocy i
                obronie dzieci jak tez i kobiet jest moze mile, ale zyjemy
                chyba w krajach gdzie prawo istnieje ( tu gdzie mieszkam
                zabronione jest bicie dzieci, kobiet tez, a i psa krzywdzic
                taksamo nie wolno). Za takie postepowania karaja, nawet
                wiezieniem. Co wiecej, jaki to ma zwiazek ze sprawa
                rozbijania malzenstw przez osoby trzecie? Wszelkie Twoje opisy
                na temat spraw materialnych, ciepla domowego itd. zostawie
                bez komentarza. Jestesmy dorosli i kazdy zyje po swojemu,
                kazdy sobie tez swoje cieplo tworzy jak tez i szuka go w
                dosc czesto roznych okolicznosciach i wartosciach. Zycze szczescia
                we wszystkim
                • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: 217.99.1.* 30.01.02, 23:14
                  Gość portalu: ........ napisał(a):

                  > Po pierwsze Ty nie przekrecaj czyichs wypowiedzi tak by opisac
                  >
                  > je sobie dopasowana mysla. Nie bluzgalem
                  ( czy ja cos mowilam o bluzganiu - gdybys bluzgal, juz bym nie napisala)
                  na kobiete ( byla zone
                  > leslawa). Nie wydalem o niej ani zlej ani tez dobrej opinii.
                  > Ja jej zupelnie nie znam, jak moglbym wiec to robic. Najpiew
                  > napisalem cos o niejakim, wcale mi nieznanym Szczesliwym a
                  > pozniej by wypowiedziec mysl, a raczej swoje przypuszczenie
                  > napisalem o niej. Piszac to, uzylem slowa MOZLIWE , ktore Ty
                  > widocznie nie chcialas przeczytac gdyz to slowo zmienia postac

                  Sorry , zle sie wyrazilam, chodzilo mi o to ze zawsze orbitujesz w strone
                  przykrych dla kogos wyjasnien.
                  Przyklad - wyrazenie, ze , mozliwe, jakis szczesliwy okazal sie "lepszy"od L.A
                  czy ty w ogole nie rozumiesz, ze to nie kwestia lepszosci czy gorszosci? Jak
                  mozna w ogole myslec w ten sposob, nawet jesli byl jakis szczesliwy, to nikt tu
                  od nikogo nie byl lepszy co najwyzej mozna powiedziec, ze ktos komus bardziej
                  odpowiadal. Nie ma znaczenia, czy jestes dobrym mezem czy nie , bo tego nie mozna
                  okreslic, mozna tylko odpowiadac konkretnej osobie lub nie. Nie ma zadnej zasady,
                  ktora by to mogla ustalic.
                  Twoje przypuszczenie, ze zona byla pusta , dbala tylko o siebie, L. nic nie
                  napisal, co by wskazywalo na takie ukierunkowanie mysli, sam dodal, ze we wlasnym
                  mniemaniu byl dobrym mezem, co daje mnostwo opcji do rozmyslan, ty wybiersz
                  jedna - ze baba skoro odeszla, to nawalila, gorzej- byla obiektywnie ....zla ,
                  tak to chyba nalezy odczytac.Dlaczego tak chetnie snuja ci sie po glowie tak
                  niemilosierne i odrzucajace mysli? Dlaczego takie a nie inne?
                  >
                  > rzeczy. Tak wiec opinii tutaj o nikim nie wydaje twierdzacej,
                  > gdyz ze zrozumialych chyba wszystkim ( oprocz Ciebie) przyczyn,
                  > nie moge.
                  NIe ty tylko sugerujesz przewaznie ( to tylko asekuracyjnie) niezyczliwe i
                  potepiajace wnioski.

                  Co wazne, on mi o tym nie napisal tylko Ty. Tak
                  > wiec widzisz, to Ty starasz sie szukac dziury wszedzie i
                  > dopatrujesz sie jak i gdzie tu mozna ugryzc.

                  ,Nie musialam sie dopatrywac, idioci bili po oczach, podobnie jak sklonnosci do
                  traktowania bliznich profesorskim tonem jedynego sprawiedliwego z wartosciami i
                  moralnoscia.

                  Ja Ciebie nie
                  > krytykowalem ( jezeli to Twoje wypowiedzi) i jaka kobieta jestes
                  > - NIE WIEM! A Ty juz zaczelas na mnie psy wieszc. Masz
                  > prawo, wcale Ci nie bronie.
                  To akurat zadna laska, nie masz zadnych mozliwosci!:)))).I prawde mowiac w ogole
                  nie odczulam czegos takiego ze mnie krytykujesz, psow nie wieszam, tylko sie
                  zastanawiam nad twoim znakomitym samopoczuciem - wiara czyni cuda.

                  Pisz co Ci w tej glowce.........O cholera, czy pare linijek wczesniej
                  nie pisalam o tym, ze masz sklonnosci do traktowania ludzi lekcewazaco?
                  I zaznaczam po raz kolejny, bo chyba nie masz kompletnie wyczucia tej sytuacji,
                  ze naprawde twoje pozwolenie do niczego nie jest mi potrzebne.Czyzby to byla
                  nowosc?Nawiasem mowiac, mam sliczna glowke.
                  >
                  > Szczesliwa tez sluchalem, w niektorych przypadkach na poczatku
                  > odebralem niektore wydarzenia inaczej co wcale nie zmienia faktu
                  >
                  > mojego pogladu na sprawe rozwalania malzenstw.

                  Gdybys jej sluchal to bys ich nie odebral inaczej, bo mowila czy raczej pisala
                  wyjatkowo jasno, nie wiem jak mozna odebrac inaczej jasna deklaracje, ze nigdzie
                  nie chodzila i nikogo nie nagabywala ,uczyniona juz bardzo dawno.To zupelnie tak
                  jakbym napisala - nie poszlam do kina , a ty na to - a jak film? Rozumiem ze w
                  rozmowie mozna nie doslyszec nie, ale przeoczyc - chyba trudno.

                  O szczesliwej
                  > tez nie moge wydac swojej opinii gdyz naprawde nie wiem
                  > jaka jest kobieta. Wydalem swoja opinie o jej postepowaniu,
                  > nic wiecej, co tez wplywa na nia ( czesciowo przybliza mi kim,
                  > czy jaka kobieta jest czy moze byc). Pisanie o pomocy i
                  > obronie dzieci jak tez i kobiet jest moze mile, ale zyjemy
                  > chyba w krajach gdzie prawo istnieje ( tu gdzie mieszkam
                  > zabronione jest bicie dzieci, kobiet tez, a i psa krzywdzic
                  > taksamo nie wolno). Za takie postepowania karaja, nawet
                  > wiezieniem.
                  Tu gdzie ja mieszkam tez, bo niestey zaden prawodawca sie jeszcze nie
                  zorientowal, ze to nie zalatwia sprawy i sluzy tylko uspokajaniu sumienia ze sie
                  jest wrazliwym i problem widzi. a poza tym rozumiem, ze jak widzisz katowane
                  dziecko, to idziesz dalej spokojnie, bo od tego jest prokuratura.Napisalam o
                  tym , bo pare osob sugerowalo, ze nie widze dalej niz czubek wlasnego
                  nosa.Chcialam rozwiac te watpliwosci, bo tu jest chybak tak, ze jak ktos nie
                  cierpi za miliony i zlozony tym cierpieniem nie lka, i nie rozwodzi sie nad
                  potwornosciami swiata i ludzka glupota i podloscia ,to jest aspoleczny.

                  Co wiecej, jaki to ma zwiazek ze sprawa
                  > rozbijania malzenstw przez osoby trzecie?
                  Wyjasnienie powyzej - mialam dosc sugestii, ze poniewaz nie daje sie wmanewrowac
                  w ulatwianie zycia innym, to jestem osoba bez serca i zyczliwosci.

                  Wszelkie Twoje opisy
                  > na temat spraw materialnych, ciepla domowego itd. zostawie
                  > bez komentarza. Jestesmy dorosli i kazdy zyje po swojemu,
                  > kazdy sobie tez swoje cieplo tworzy jak tez i szuka go w
                  >
                  > dosc czesto roznych okolicznosciach i wartosciach. Zycze szczescia
                  > we wszystkim
                  Zgadza sie - cenie swoj dom jako azyl, zyla w nim przez lata moja rodzina, i jest
                  w nim duzo uczuc ludzi, ktorych juz nie ma tudziez moich wlasnych.Cenie tez
                  ludzka prace i wysilek i dlatego falszywie brzmi mi w uszach pogardzanie
                  materialna strona zycia, bo ona nie bierze sie z niczego .
                  co do szczescia - dziekuje, ale to akurat juz mam.Mozesz mi zyczyc fajnej pracy,
                  jesli chcesz, z jakas kasa, bo jednak wolontariat nie jest zajeciem na cale
                  zycie, przynajmniej dla mnie.
                  • Gość: ........ Re: do szczesliwej ;) IP: *.sympatico.ca 31.01.02, 02:35
                    Wiesz co, ja juz myslalem dac spokoj, ale jeszcze Ci raz
                    krotko odpowiem tym razem co mysle o Tobie. Rozbierasz,
                    przeinaczasz moje mysli na sobie dogodne by (chyba?) polemizowac
                    a to mnie wcale nie jest ciekawe. Piszesz ze "ktos komus
                    poprostu bardziej odpowiadal", gdy chodzi o nowy zwiazek, i
                    nie jest wazna sprawa czy jest sie dobrym mezem czy nie.
                    Moge jedynie wyciagnac z tego taki wniosek ze wszelkie
                    obietnice malzenskie wg. Ciebie nie graja zadnej roli. Ktos wg.
                    Ciebie moze miec dobrego meza ale "jutro" bedzie ktos jej
                    bardziej odpowiadal i mozna meza zostawic ot tak sobie.
                    Jestes wiec pusta kobieta skoro Ciebie stac takie cos napisac.
                    Stwierdzam to raczej z uzasadnieniem i czesciowym przekonaniem
                    oczywiscie opartym tylko na Twoich plytkich, bezuczuciowych i
                    blednych (wg. mnie) wypowiedziach. Czlowiek o normalnych zmyslach
                    tez nie powie ze szczescia mi nie trzeba zyczyc gdyz go juz
                    mam. Ja tez chyba zyje na ziemi ale wiem ze szczescia
                    nigdy nikomu nie jest za duzo i ze szczescie nie ma granic ( a
                    u Ciebie ono siedzi w klatce). Szczescie jest nieuchwytne a
                    Ty masz go w reku. Ciesz sie. Nie bede Ci juz niczego
                    zyczyl, gdyz naprawde nie wiem co jest Ci potrzebne. Nie musisz
                    sie wysilac na odpowiedz. Mnie to juz naprawde przestalo
                    interesowac. Pa
                  • eremka Re: do szczesliwej ;) 31.01.02, 10:31
                    Nawiązując do wypowiedzi Ewy, w której oznajmia, że jest szczęśliwa, myslę, że
                    kłamie. Ze wszystkich jej postów zionie złośliwościa, agresją - nikt mi nie
                    wmówi, że tak wypowiada sie człowiek szczęśliwy. raczej nieszczęśliwy,
                    zgorzkniały, rozgoryczony i głodny zemsty za swoją krzywdę. Bo to chyba jej
                    szanowna rodzicielka nie odeszła od męża (czyli ojca Ewuni) i zafundowała Ewie
                    piekło i zmarnowane zycie. Współczuję Ewie - tym bardziej, że ostatnio badania
                    na reprezentatywej próbie prowadzone przez wiele lat przez jednego naukowca
                    wykazały, że dla dzieci lepiej, gdy rodzice, którzy przestali sie kochac lubic
                    i szanować naraz, pójdą każde w swoją strone. Jesli jednak nie rozstaną sie,
                    tylko trwać będą w związku, xle to rokuje dla tych dzieci na przyszłosć. Czego
                    przykładem jest Ewa - nieszczęsliwa, agresywna i zgorzkniała. Mozna powiedzieć,
                    że sytuacja, która zgotowała je matka, doprowadziła Ewę do pewnej psychicznej
                    nierównowagi. Taki daltonim... Ewa widzi tylko niektóre aspekty sytuacji, która
                    przedstawiła nam szczęśliwa. Że rodzice (znaczy się szczęśliwa i jej mąż) nie
                    kochali sie i gdyby pozostali w tym związku, ich dzieci miałyby takie problemy
                    jak Ewa. I dobrze! Tu ewa ma racje - ja tez uważam nic na siłę! Ale zanim
                    doszło do tego, że jest szczęśliwa, jej kochanek i porzucane rodziny, była
                    sytuacja: rodzina szczęśliwej i rodzina jej kochanka. Tu jest kurestwo
                    szczęśliwej, że będąc zoną i matka szukała kogoś innego. Bo zanim szczęśliwa
                    doszła do punktu, w którym powiedziała " Mężu mój, nie kocham Cię, odchodze, bo
                    odnalazłam miłość mego życia", ona zdradzała swojego męża, szukała okazji i ją
                    znalazła. Człowiek ma wolną wolę, albo cos robi albo nie. Nikt szczęśliwej nie
                    pchał w objęcia innego. Tu jest pies pogrzebany, i dlatego myślę, że Ewa wyważa
                    otwarte drzwi, a sedno sprawy pomija milczeniem. Acha, i jesli ktos tu wygląda
                    na szczęśliwego człowieka, to chyba wielokropek (uściski!). Pozdrawiam
                    wszystkich.
                    • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 13:22
                      eremka napisał(a):


                      > > że sytuacja, która zgotowała je matka, doprowadziła Ewę do pewnej psychicznej
                      > nierównowagi. Taki daltonim... Ewa widzi tylko niektóre aspekty sytuacji, która
                      >
                      > . Tu jest kurestwo
                      > szczęśliwej, że będąc zoną i matka szukała kogoś innego. Bo zanim szczęśliwa
                      > doszła do punktu, w którym powiedziała " Mężu mój, nie kocham Cię, odchodze, bo
                      >
                      > odnalazłam miłość mego życia", ona zdradzała swojego męża, szukała okazji i ją
                      > znalazła. Człowiek ma wolną wolę, albo cos robi albo nie. Nikt szczęśliwej nie
                      > pchał w objęcia innego. Tu jest pies pogrzebany, i dlatego myślę, że Ewa wyważa
                      >
                      > otwarte drzwi, a sedno sprawy pomija milczeniem. Acha, i jesli ktos tu wygląda
                      > na szczęśliwego człowieka, to chyba wielokropek (uściski!). Pozdrawiam
                      > wszystkich.

                      Przeczytaj uwaznie - ona nigdzie nie napisala ze szukala kogos innego.To sedno
                      sama sobie wymyslilas, a ja go nie pominelam, bo go nie bylo. I tu jest koniec ,
                      bo nie mozna dyskutowac, gdy tworzysz fikcje - najwyrazniej po to, zeby moc sobie
                      ulzyc uzywajac okreslenia kurestwo. Jesli twoje szczescie polega na tym, zeby z
                      taka latwoscia oceniac, to nie watpie, ze z wielokropkiem to cie laczy.
                      Szczescia nie mam w garsci, tylko w sobie, wcale nie jest ulotne.Mozliwe, ze po
                      prostu nie byles szczesliwy jesli o tym nie wiesz.Co nie znaczy, ze nic mnie nie
                      boli a zycie mi idzie jak po rozach .Ale jak sie raz w zyciu osiagnie szczescie,
                      to bardzo trudno je stracic - uzywam takich a nie innych czasownikow,bo nie
                      jestem poetka, prosze o wyrozumialosc, wcale nie uwazam, zeby czasownik miec byl
                      tu najlepszy.
                      • eremka Re: do szczesliwej ;) 31.01.02, 14:10
                        Dobra, to wytłumacz mi, dobra kobieto, jak to sie stało, że doszło do sytuacji,
                        w której szczęśliwa, zona i matka dorastających dzieci, spotkała miłość swego
                        życia i postanowiła opuścić swoją dotychczasową rodzinę?! Zobaczyła faceta,
                        natchnął ją duch święty czy tam spłynęło olśnienie i bach! juz wiedziała, że on
                        jej przeznaczony, a ona jemu! Na Boga, dziewczyno, niewiasto, blondyno czy jak
                        mam Cię zwać! Sama mam 12-letni staż małżeński, dzieci i wiem, że jak nie
                        powiem a, albo nie odpowiem b, to nikt mnie nie będzie rwał jak świeże wisnie i
                        jak nie dam sie poznać i nie wyślę sygnałów, to nikt nie będzie chciał rozbijac
                        mojego małżeństwa i uszczęśliwiać moje nieletnie potomstwo i mojego (obecnego i
                        mam nadzieję na wieki wieków) męża! Nooo! pozdrawiam.
                        • Gość: zulugula do eremki IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 15:02
                          A więc tak, 12-letni staż małżeński nie jest tak naprawdę żadnym dorobkiem.
                          Ludzie potrafią powiedzieć sobie dowidzenia po 25 latach wspólnego życia. Po
                          drugie nawet jeśli Ty nie powiesz A ani B to może to powiedzieć twój mąż, który
                          wkrótce powie C i spotkacie się w sali sądowej i wielka miłość pryśnie jak
                          bańka mydlana. I będzie D - walka o dzieci, alimenty, dom...

                          Eremka, to że Szczęśliwa spotkała swojego drugiego męża jeszcze w trakcie
                          pierwszego małżeństwa, może świadczyć przede wszystkim o tym, iż nie próbowała
                          walczyć o przetrwanie związku w którym była. Albo już nie chciała więcej
                          walczyć. Rozejrzała się wokół i zobaczyła również rozglądającego się faceta,
                          który chcąc nie chcąc również tkwił w małżeństwie, którego kto to wie,... może
                          również nie potrafił już ratować. Tak oto spotkali się, dwoje zagubionych
                          ludzi, samotnych lecz będących w związkach, szukacjący szczęścia... smutne, że
                          szukali go na zewnątrz swoich domów, ale dom to nie są tylko cztery ściany, to
                          przede wszystkim ludzie go tworzący... Nic na siłę... Uważam, ze Ewa ma rację.
                          Nie trzeba być z mężem dla dobra dzieci, bo to wcale nie ich dobro, to
                          wygodnictwo i tłumaczenie własnego tchurzostwa. Bo czy łatwo po np. 12 latach
                          zmieniać przyzwyczajenia, na nowo uczyć się drugiego człowieka, zaczynać
                          wszystko od początku...
                        • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 15:20
                          eremka napisał(a):

                          > Dobra, to wytłumacz mi, dobra kobieto, jak to sie stało, że doszło do sytuacji,
                          >
                          > w której szczęśliwa, zona i matka dorastających dzieci, spotkała miłość swego
                          > życia i postanowiła opuścić swoją dotychczasową rodzinę?! Zobaczyła faceta,
                          > natchnął ją duch święty czy tam spłynęło olśnienie i bach! juz wiedziała, że on
                          >
                          > jej przeznaczony, a ona jemu! Na Boga, dziewczyno, niewiasto, blondyno czy jak
                          > mam Cię zwać! Sama mam 12-letni staż małżeński, dzieci i wiem, że jak nie
                          > powiem a, albo nie odpowiem b, to nikt mnie nie będzie rwał jak świeże wisnie i
                          >
                          > jak nie dam sie poznać i nie wyślę sygnałów, to nikt nie będzie chciał rozbijac
                          >
                          > mojego małżeństwa i uszczęśliwiać moje nieletnie potomstwo i mojego (obecnego i
                          >
                          > mam nadzieję na wieki wieków) męża! Nooo! pozdrawiam.

                          Nie wiem, mozliwe , ze ja wlasnie natchnelo, spadl piorun, moze gadali przy kawie
                          czekajac na toalete i dobrze im sie gadalo, ....
                          Zgadywac nie bede, nie mam sklonnosci do wydumanych historii. Ja nie mam 12
                          letniego stazu, zreszta nie wiem, o czym by to mialo swiadczyc, tylko trzyletni,
                          choc w zwiazku jestem od 7 lat. I jakos tak sie sklada, ze bylam rwana nie raz i
                          nie dwa, co nie zmienialo faktu, ze z milym usmiechem dziekowalam za awanse.W tym
                          w pierwszych miesiacach ciazy.Czyzby to swiadczylo o kurestwie?Interesujace.
                          Ja nie mam nadzei, ze nikt nie bedzie probowal uszczesliwiac mojego syna i meza
                          (bardzo fajny facet), bo nie ma to dla mnie znaczenia - probowac moze, tylko co z
                          tego?
                          Mozliwe, ze sa inne przyczyny bycia nierwana oprocz tego, ze sie jest kobieta
                          zasad.
                          A moze uscisle co to znaczy dla mnie rwanie, bo wyjdzie, ze mi proponowano
                          pojscie do lozka - zapraszano mnie do kina, prawiono komplementy.
                          Nawiasem mowiac moj maz wcale nie mial zamiaru mie rwac, ani ja jego, bylismy o
                          sobie kiepskiego zdania, dlugo rozmawialismy i to zdanie sie zmienialo.Zreszta
                          rozmawialismy przymusowo.Nie wiem, kiedy przyszla milosc.Nie zauwazylam.On tez
                          nie, bo nie mial w planach pokochania balaganiary i niewierzacej,byl czlowiekiem
                          zasad o uporzadkowanym stosunku do zycia.Stad rozumiem, ze innym moze sie
                          przydarzyc podobnie.Ale niekoniecznie.I zanim sie nie dowiem dokladnie, bede
                          ostrozna ze slowami.
                          Mozesz mnie zwac Ewa.Bardzo lubie to imie.

                    • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 15:26
                      Wiesz jeszcze raz przeczytalam te swoje posty. Moze czegos nie widze, moglabys
                      tak na przykladach?
                      Jak rozumiem , okreslenie kurestwo to przyklad milosci blizniego, braku agresji
                      i odpowiedzialnosci za slowa?
                      • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 16:23
                        I jeszcze jedno - przeczytalam tez posty Wielokropka.
                        Po raz kolejny uderza mnie z uporem godnym lepszej sprawy twierdzenie, ze
                        Szczesliwa przyszla , doslownie do domu , zaatakowala zone i rozbila
                        malzenstwo - wypisalam sobie wszystkie posty ... i w wiekszosci z nich cala
                        swoja argumentacje buduje na tym fakcie, ktorego nie bylo.Drugi watek, to
                        sugestia, ze facet byl oferma, bez godnosci i pozwolil soba manipulowac.Moze i
                        skoczyl w bok, oczywiscie naganne, ale to ona malzenstwo rozwalila, bardzo
                        ciekawe...oczywiscie udalo sie jej to za pomoca kierowania sie instynktem.
                        Przepiekne jest tez twierdzenie, (post z 18), ze malzenstwo na pewno daloby sie
                        naprawic, gdyby oczywiscie nie Sz.Jasnowidz?I jeszcze cudowniejsze
                        stwierdzenie, ze Eks zona nie chce wygladac na nieszczesliwa, wiec wyszla za
                        maz i zrobila sobie dziecko, o ile sie nie myle.Dwa razy bym sie zastanowila
                        posadzajac kogos o cos takiego.Fantazje powinny miec jakies granice.W poscie z
                        22 rowne cenna deklaracja - nie bede zabieral zony - jeszcze raz podkreslam, ze
                        zona czy maz to nie torebka, wiec nawet nie moglbys jej zabrac, chyba ze
                        uwazasz, ze kompletnie nie ma woli.Zreszta po co - dla sportu? Bo twoja rodzina
                        jest zdaje sie udana.Dalej norma, az do postu 27.o1, w ktorym pada
                        stwierdzenie - bliskie osoby staly sie nic nie warte - ja to odbieram inaczej,
                        na pewno nie byly juz na pierwszym miejscu, ale dalej niz drugie nie spadly. To
                        naduzycie i zla wola.
                        Monolog o pustce miesci sie w ramach wypowiedzi pieknych.Porownanie osob
                        uciekajacych od odpowiedzialnosci do SZ, jest akurat w tym miejscu chybione, bo
                        o ile wczesniej, byc moze to robila to na pewno nie w sytuacji, ktora opisuje.Z
                        tym cierpieniem dla jakiegos celu to pieknie, tylko znowu brak okreslenia tego
                        celu i co niby ma dobrego wyniknac.W kolejnym poscie ponure rozwazania, ze ci,
                        ktorzy uciekaja czy tam cos za pare lat znajduja sie w tej samej sytuacji albo
                        gorszej - najpierw trzeba zdefiniowac te ucieczke, bo chyba jednak nie
                        rozwodnicy - drugie malzenstwa sa jednak bardziej udane, unikajac spornego
                        slowa na sz.dosc szeroko rozwodziles sie na temat idiotow pragnacych uniknac
                        cierpienia, znowu na wyrost i bez konkretow.Co do ostroznosci w straceniu
                        czegos co sie osiagnelo, czasami wiekszym problemem jest stwierdzenie, ze sie
                        rabnelo w obliczeniach, bylo mlodym i glupim.Osiagniecia tez moga byc
                        kajdanami, wide jeden moj znajomy, ktory jest fizykiem, a marzy o medycynie.No
                        ale tyle osiagnal, duzo, a tu musialby zaczynac od zera. W poscie z 29 nowa
                        definicja obojetnosci - zaraz po tym jak napisalam cytuje - gniew, wscieklosc,
                        zal, wspolczucie - owszem tych ciagle duzo i dobrze.Dobrze - podkreslam te
                        aprobate i akceptacje.Nie wiem jak mozna przegapic cala linijke.Tak rozumiesz
                        obojetnosc?Ja nie lubie podejmowania trudnych decyzji - proces jest bolesny,
                        nieprzespane noce, biegunka, trzesace sie rece, strach , wkradajace sie
                        zwatpienie, czy dobrze czy zle, badanie za i przeciw , sprawdzanie, czy nie
                        klamie samej sobie, czy nie wymyslam teorii, co czuje naprawde, czasem ciezko
                        sie z tym pogodzic, z tym co czuje, bo to ostro obniza samoocene.Nawt gdy
                        podejme decyzje, watpliwosci nie ustepuja bo czekam na rezultaty, czasem dlugo,
                        zawsze z niepokojem.A co do dobrego meza, to napisalam tylko tyle, ze jest
                        esencja subiektywizmu, czy ktos jest dobrym mezem i nie ma zadnego
                        wzorca.Podobnie nie ma obiektywnie dobrego szefa czy nauczyciela - rozpoznaje
                        sie to po rezultatch, ktorych nie mozna przewidziec.W dodatku ten sam czlowiek
                        w jednych oko0licznosciach jest rewelacyjnym mezem i swietnie sie dogaduje, w
                        innych - nastepuje rozwod. Znow z doswiadczen wlasnych, a raczej
                        dalszorodzinnych.Tylko tyle i az tyle .Natomiast wysnuty z tego wniosek o
                        zostawianiu ot tak sobie - to jakas mania z ta nieznosna lekkoscia rozwodu -
                        zupelnie absurdalny i naciagany tym przeswiadczeniem doprowadzil cie do
                        kolejnych niemilych pomyslow.
                      • eremka Re: do szczesliwej ;) 31.01.02, 17:06
                        Ewo... O to własnie mi chodzi, ŻE nie wysyłam sygnałów, Ty nie wysylasz
                        sygnałów - chyba tak moge rozumieć to, co pisałas o zaproszeniach do kina etc.,
                        które grzecznie odrzucałaś. Ja tez grzecznie odrzucam albo udaje, że nie łapię,
                        o co chodzi, bo nie mam zyczenia, chęci itd. iść do kina albo na kawę, albo na
                        imprezkę. Do łóżka też nie - na ogół jest mi dobrze z moim mężem, ale nie
                        zawsze. Ale zawsze on i ja mamy ochotę naprawiać, jesli cos spsujemy. Może to
                        głupie, niemodne, konserwatywne. Cóż... Chodzi mi o to, że aby mogła jednemu
                        powiedzieć "Pa!" po nastu latach wspólnego życia, to z tym drugim musiało ją
                        tzn. szczęśliwą łączyć coś więcej niż jedna rozmowa czy nawet dwie wypite kawy.
                        I pewnie tak było... Nie rzucam kamieniem, ale przypuszczam, że
                        okreslenie "kurestwo" jest tutaj na miejscu. Poza tym, niech będzie szczęśliwa,
                        na tyle, na ile może uciszyć sumienie.
                        • Gość: ewa Re: do szczesliwej ;) IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.02.02, 13:56
                          Tak, ale ja jestem szczesliwa z moim mezem, chce nam sie wlaczyc i potrafimy to
                          robic.Nie zycze ci, aby cos sie zmienilo na niekorzysc.Rozumiem ze wykluczasz
                          taka zmiane.Ale czasami ludzie popelniaja bledy, i juz nie maja ochoty i sily
                          naprawiac z roznych przyczyn. Moze ogranicze sie do siebie - mam nadzieje, ze
                          bedziem razem dopoki ktores z nas nie umrze i mam nadzieje ze wtedy to drugie
                          postawi sobie wspolmalzonka w gustownej puszeczce na kominku. Ale wiem tez, ze
                          bardzo latwo sie zgapic, przeoczyc, ocknac dopiero gdy juz jest za pozno.
                          Czasem czlowiek zyje kompletnie nie czujac, a zaczyna czuc ze nic nie czul,
                          dopiero gdy cos lub ktos go obudzi.Co wiecej czasami to juz z wlasnego
                          doswiadczenia wiem, uwaza, ze ten stan nie czucia jest pozytywny, bo daje
                          mozliwosc kierowania sie rozumem. I nagle cos wali po oczach i zaczyna
                          rozumiec, ze to byla wegetacja.Jest tysiace powodow, dla ktorych czlowiek moze
                          popelnic blad, tak ze malzenstwo umiera, nawet nie wiadomo kiedy.Mozna tu
                          oczywiscie napisac, ze madry czlowiek itd...Ale to tylko slowa.Nie wiem, czy
                          to, ze ktos poznaje z opoznieniem i w niesprzyjajacym czasie milosc swego
                          zycia, gdy juz dorosl i wiele przezyl, ze jej ulega, mozna nazwac kurestwem.
                          Wahalabym sie przed uzyciem takiego slowa nawet w przypadku kobiety, ktora
                          specjalnie zdradzilaby swego meza, bez zadnego uczucia, tylko dla zemsty -
                          gdybym nie wiedziala bardzo duzo o jej mezu i ich zwiazku.A w tym
                          przypadku ,nie dosc, ze o wiele mniej drastycznym,bardziej ludzkim, nie wiemy
                          nic, poza tym ze cos sie skonczylo.
                          Nie wiem, ile razy sie kochali, zanim podjeli te decyzje - jesli o to ci
                          chodzi.Jesli to takie wazne - zapytaj.Moze jeszcze ustalimy czy w tym samym
                          czasie uprawiala seks z mezem - bo wedlug mnie jesli chcesz wiedziec jedno, to
                          i drugie tez powinno cie interesowac i mowie to zupelnie serio. Ale to nie jest
                          dla mnie najwazniejsze. Dla mnie jest wazne, ze podjeli ja szybko, wzieli na
                          siebie odpowiedzialnosc i w niej wytrwali, zlatwiajac ja w moim odczuciu
                          wlasciwie.Kurestwo kojarzy mi sie ze zla wola, zlosliwa checia skrzywdzenia
                          kogos - tego tu nie widze.
              • Gość: Alenka do Ewy. IP: 10.1.1.* 31.01.02, 10:44
                Oj, ja bardzo dobrze wiem jak wazne sa pieniadze! cale zycie ich nie mialam
                (miedzy innymi dlatego ze moja mama miala odwage wychowywac mnie sama - za co
                bardzo jej dziekuje bo dzieki temu jestem silna). Od 2 lat pracuje, mialam
                szczescie znalezc prace w dobrej firmie i pieniedzy mi jakos strasznie nie
                brakuje. Ale wiem jak to jest gdy liczysz kazda zlotowke i choc nie chcialabym
                zeby te czasy wrocily, to bardziej nie chcialabym stac sie czlowiekiem dla
                ktorego sa najwyzsza wartoscia. Gdybym spotkala czlowieka wartego poswiecen
                (niestety jeszcze to nie nastapilo - za to mam 27 lat i rozwod za soba) ale
                gdybym spotkala Milosc to nie myslalabym o pieniadzach. Te dwie wartosci sa tak
                rozne i nieporownywalne. Trzeba tylko miec swoja ich hierarchie. Ja bez zalu
                wybieram Milosc.
                Pozdrawiam Cie
                • Gość: ewa Re: do Ewy. IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 31.01.02, 16:37
                  Zgadzam sie, ale nie mozna wybierac miedzy nieporownywalnym.Gdybym to ja
                  nawalila, czyli zakochala sie w innym mezczyznie, to ja odejde z domu mimo ze
                  jest moj notarialnie, bo teraz jest nasz emocjonalnie, nasz, naszej rodziny.
                  Zreszta, jak wybierac? Pieniadze to pczucie bezpieczenstwa, czasem wlasnej
                  wartosci (jestem niezly , jestem potrzebny), totez nie moge potepic osoby ,
                  ktora po prostu nie umie inaczej zdobyc sobie miejsca w zyciu, co nie zmienia
                  faktu, ze chyle czolo i doceniam te, ktora potrafi zbudowac swoja tozsamosc i
                  swoj swiat opierajac sie na czyms innym.
    • Gość: guciek30 Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.02.02, 15:28
      ale to wszystko jest porąbane
    • Gość: clara Re: Rozbilam malzenstwo mojego meza i .............. IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 07.03.02, 11:29
      no i....ja chyba tez rozbilam malzenstwo... i mimo osobistego odczuwania
      szczescia z bycia z TYM mezczyzna czuje wyrzuty sumienia. Co prawda ONtwierdzi,
      ze poznanie mnie tylko przyspieszylo cos co i tak bylo nie uniknione - walilo
      sie jego malzenstwo od ok roku. Czekam na osatateczne rozwiazanie jego
      malzenstwa. Chce byc z NIM ale sie boje. Czy uda mi sie mu do konca zaufac, czy
      do konca zycia bede sie bala, ze skoro raz juz zostawil zone, to nie zrobi tego
      po raz drugi. Ale kocham go i podejme to ryzyko.
      Jest warto?? Pytam tych dziewczyn, ktore juz sa po powiedzeniu "TAK" temu ktory
      juz kiedys byl zonaty....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka