szczesliwa
13.01.02, 10:07
.......jestemszczesliwa. A byla zona mojego meza jeszcze bardziej, choc to byl
dla niej cios.
Poznalam tego mezczyzne i cos sie stalo. Oboje bylismy w srednim wieku, oboje
mielismy rodziny i dorastajace dzieci. Oboje wiedzielismy, ze to nie sa zarty.
Po krotkim czasie postanowilismy powiedzic naszym wspolmalzonkom. Rozmowy nie
byly latwe. Byl placz, przeklenstwa i wyzwiska. Przeprowadzilismy dwa rozwody
potem jeden slub. Mielismy chwile zalaman i rozterek. Czasem bylo badzo ciezko.
Moj maz zabezpieczyl finansowo swoje byla zone i dzieci. Zostawil jej caly
majatek. Na dzieci nie tylko placil regularnie, ale ma zywy kontakt z nimi do
dzis. Ja odeszlam od meza zostwiajac dzieci na poczatek w staym srodowisku z
ojcem. Z biegiem czasu dzieci przniosly siedo nas, co bylo ich wyborem.
Wszystko bylo bardzo trudne. Ale jeszcze zanim sie pobralismy bylya zona mojego
meza poznala innego mezczyzne. Dzis sa po slubie. Kochaja sie bardzo, maja male
dziecko. I ona sama mowi, z to bylo najwieksze szczesliwe nieszczescie w jej
zyciu. Moj byly maz tez znalazl pania z ktora sie swietnie rozumie i ktora do
niego o wiele lepiej pasuje jak ja. I dzis wszyscy jestesmy zadowoleni. A ma z
moim mezem zostalismy jakby wynagrodzeni za uczciwosc wtedy, za jasne
postawienie sprawy, za wytrwalosc i wiare. I dlatego czasem warto isc w zyciu
do celu. tylko treba byc o slusznosci tej drogi bardzo przekonanym.