kleomilka
08.09.08, 20:56
zastanawiam sie nad wspolczuciem wobec ubozszej czesci spoleczenstwa.
Nie mowie tu o osobach chorych czy emerytach, ktorzy sila rzeczy
znajduja sie w sytuacji podbramkowej. Mam na mysli osoby 25-40
letnie, ktore zyja biednie i oczekuja wspolczucia od reszty
spoleczenstwa, a najlepiej, aby im panstwo dalo i tyle.
Mam na mysli zrzucanie winy na panstwo, za wlasna glupote.
Czyli:
- plodzenie dzieci (by potem narzekac do mediow, ze ksiazki drogie)
- mala chec do nauki (potem narzekanie na pensje)
- zycie ponad stan (wydawanie na glupoty)
- branie kredytow na telewizor, kanape czy cos tam jeszcze, by potem
narzekac, ze nie ma pieniedzy, ze u nas w PL taka nedza
- ogolne lenistwo i brak polotu - jak zawsze winni sa inni
Ci ludzie wg mnie to lewusy. Krzywdza wlasne dzieci, a wina
obarczaja wszystkich wokolo. Wybaczcie, ale niedziele spedzilam w
towarzystwie uroczej matki trojki dzieci. Owa mamusia narzeka na
panstwo, na drogie podreczniki, na drogie ubranka, na drogie
jedzenie, na drogi czynsz, na niedobrego meza, politykow, rzad,
system i co tam jeszcze.
Do cholery! Jak mnie nie stac na dzieci, to sie nie decyduje.
Dlaczego sa grupy ludzi, ktore nie biora zycia w swoje rece, ale
narzekaja??? Moze powinien je ktos uswiadomic, zamiast debatowac,
jaka to bieda, jacy oni biedni.
Bo bieda a glupota to dwie rozne kwestie.