Dodaj do ulubionych

To chore co robie!

16.10.08, 01:54
Piszę tu, bo siedzi mi to na psychice a chcę to z siebie zrzucic.
Nie przyznałam sie przed nikim co robię. Zasnąć nie mogę...
Od niedawna spotykam się z facetem, który bardzo namieszał mi w
głowie. O zakochaniu mówić raczej jeszcze nie można, ale mocne
zauroczenie jest to na pewno. Sypiamy ze sobą. Spotykamy sie dość
często. Widać, że nie jestem mu obojętna, podobam mu się, zależy mu
na kontakcie ze mną. Ale problem dla mnie tkwi w tym, że on jest
kilka lat ode mnie młodszy i baaardzo imprezowy typ. Rzadko zdarza
się dzień, aby nie zaliczył jakiejś imprezy. Ma milion znajomych.
Jest sportowcem - sport drużynowy męski - z chlopakami często
imprezuje. Wielokrotnie zanim zaczęliśmy się spotykać widziałam jak
zachowuje się na takich imprezach w stosunku do kobiet. Wszystkie
lgną do niego a on się nie opiera ;)
Nie wierzę, że jest on zdolny do monogamii:(. A na tym mi zależy.
Nie potrafię mu zaufać. Jestem pewna, że nie oparłby się pokusie z
inną kobietą. Sam stwierdził, że faceci mają mniejsze skrupuły niz
kobiety przed zdradą - że dla faceta to tylko kwestia ilości
wypitego alkoholu.
Uzależniłam się od spotkań z nim. Boli mnie jednak to, że mu nie
ufam. Zastanawiam się z kim teraz jest, co robi. Staje się to moją
obesją :(.
I druga sprawa - pewnie to głupi sposób, ale zaczęłam znów widywać
się z moim byłym facetem i to pomaga mi znieść te myśli, że tamten
nie jest mi wierny (chociaż nawet nie wiem, czy mam prawo wymagać od
niego wierności w tej chorej sytuacji, w której się znalazłam na
własne życzenie), bo w ten sposób 'rozgrzeszam' go z tego, skoro
sama nie jestem w porzadku.
I tak miotam się w środku ze sobą...

Jak zaufać mężczyznie takiego typu? Czy rozkochanie go w sobie
odniosło by skutek? Jesli by kochał to przestałyby interesować go
inne kobiety?

Mętlik...

Dziekuję jeśli ktoś dobrnął do końca postu :-).

Tulip.
Obserwuj wątek
    • 1.xxx12345 Re: To chore co robie! 16.10.08, 09:57
      na temat chęci zmian u faceta, ich realizacji przez panie i skutków było tu już
      sporo postów.
      nie bądź następną naiwną. albo go zaakceptujesz takim jaki jest albo znajdź
      sobie innego.
      • maru-da85 Re: To chore co robie! 16.10.08, 14:19
        nie pisz że chcesz go rozkochać. Możesz być przy nim i być sobą.
        Wtedy moze się skupi na Tobie. Skoro podeszliście do sprawy
        bliskości na ludzie to nie oczekuj że zostawi swoje życie dawne. Daj
        mu czas,.
      • dziecko-0 Re: To chore co robie! 18.10.08, 15:05
        ja mam podobnego faceta i ci wspolczuje ale muj problem polega na
        tym ze muj facet we wszystkim slucha swoiej mamuski...
    • onabezele Re: To chore co robie! 16.10.08, 09:57
      .....
    • tygrysio_misio Re: To chore co robie! 16.10.08, 14:41
      moze zamiast zmieniac faceta lepiej zmienic siebie?

      moze to jego sposob na zycie jest "lepszy"...moze tez powinnas tak zyc;]
      • madai Re: To chore co robie! 16.10.08, 18:35
        Mialam podobny problem, z tym zaufaniem... Sama musisz sie
        zastanowic, co wolisz - czy meczyc sie myslami, co robi, z kim itd.
        czy byc wolna, lub z kims innym. Trudna decyzja. ale skoro sama nie
        jestem fair, to znaczy, ze to bardzo slabe zauroczenie, bo jakby
        bylo mocne, to w zyciu bys nie wpadla w ramiona innego.
        • kacper777777 Re: To chore co robie! 17.10.08, 06:54
          To chore ,i Ty chora.
          • kkkkk4 Re: To chore co robie! 17.10.08, 08:05
            puszczalska boi się, że erotoman jej rogi przyprawi - hmmm żenujące
            • new.one Re: To chore co robie! 17.10.08, 11:08
              > puszczalska boi się, że erotoman jej rogi przyprawi - hmmm żenujące

              a najlepsze w tym wszystkim jest to, że bez skrupułów oszukuje
              niewinnego chłopaka (eksa) romansując z nim na boku a przecież
              wcześniej rzuciła go dla nowego.. i w tym wszystkim oczekuje
              współczucia mimo, że sama jest oszustką... hipokryzja w czystej
              postaci... jak ja to kocham..
              • panna_tulipanna1 Re: To chore co robie! 17.10.08, 14:15
                new.one napisał:
                > a najlepsze w tym wszystkim jest to, że bez skrupułów oszukuje
                > niewinnego chłopaka (eksa) romansując z nim na boku a przecież
                > wcześniej rzuciła go dla nowego..

                wow! gratuluje jasnowidzenia! :p Skad tyle wiesz na moj temat? Ze ja
                rzucilam eksa, ze eks taki biedny! hahahaha

                i w tym wszystkim oczekuje
                > współczucia


                a gdzie to wyczytałes?

                >mimo, że sama jest oszustką...

                jesli nie ma zwiazku to nikogo sie nie oszukuje,na razie
                jestesmy 'wolnymi' ludzmi, ale wlasnie to chcialabym zmienic -
                abysmy oboje poczuli sie zobowiazani do uczciwosci wobec siebie -
                ale marne szanse na to z jego strony (ja jestem gotowa).

                hipokryzja w czystej
                > postaci... jak ja to kocham..

                a ja nie :p

    • biedronka011 Re: To chore co robie! 17.10.08, 12:26
      Nie licz na to ze facet sie zmieni i w imie milosci wyrzeknie sie przyjemnosci
      obcowania z innymi kobietami.Znam takie srodowisko,sama to przerabialam,sama
      naiwnie wierzylam ze jak mnie w koncu pokocha to zrezygnuje z innych.2 dni po
      tym jak mi wyznal milosc,po pijaku do mojego domu,do mojego lozka przyprowadzil
      sobie panne,liczac na to ze to sie nie wyda (bylam wtedy kilka dni poza miejscem
      zamieszkania).To mnie wyleczylo ze zludzen i ze zwiazkow ze zbyt imprezowymi
      osobnikami :)
    • iw82 do autorki - moja historia 17.10.08, 21:47
      Czesc:)

      Mysle ze moja historia moze Cie troche pocieszyc . ( z gory przepraszam za brak
      polskich liter , zwykle lenistwo)

      Rok temu rozstalam sie z mezem. Zostalam sama, z malym dzieckiem -3 letnia
      coreczka. Na jednej z imprez, na ktora wyciagneli mnie znajomi poznalam Go . ten
      sam typ ktory opisujesz , niesamowicie przystojny , rozrywkowy facet . Troche
      wypilam wiec dla zabawy poflirtowalam z nim , dalam mu numer telefonu itd.
      przede mna spotykal sie z wieloma kobietami , wiekszosc z nich to naprawde super
      laski , ja na ich tle wypadam powiedzmy przecietnie. zadnej nie udalo sie go
      zdobyc "na serio " . zawsze byl tylko seks , facet niezdolny do monogamii. moi
      znajomi ostrzegali mnie przed nim, bali sie zebym nie zostala zraniona .
      a ja po rozstaniu z mezem nabralam tak obojetnej postawy do zycia , ze bylo mi
      wszystko jedno. spotykalam sie z nim tak po prostu - dla zabawy , dla seksu ,
      dla mile spedzonego czasu . nigdy nie wierzylam ze akurat mi - samotnej matce ,
      rozwodce uda sie go "rozkochac" . wiedzialam ze pewnego dnia po prostu nie
      zadzwoni i to bedzie na tyle - tym bardziej ze zachowywal sie "typowo'
      odwolywal randki , potrafil nie zadzwonic itp itd

      i nie wiem co sie stalo - pewnego wieczoru poczulam sie upokorzona jego kolejnym
      zagraniem i po prostu opie..lam go jak psa - wykrzyczalam mu w telefon ze
      kobiety sie szanuje i zeby nie marnowal mojego czasu . spodziewalam sie konca
      znajomosci, moze nawet drwin z jego strony .
      tymczasem on zmienil swoje zachowanie o 180 stopni , stal sie idealny! jestesmy
      razem juz rok , mieszkamy razem , nigdy nie czulam sie tak kochana - facet jest
      aniolem - uwierz . polubil moja coreczke opiekuje sie nia , gotuje itd.
      imprezowanie - dalej wychodzi ale np raz w miesiacu - i za kazdym razem chce
      brac mnie ze soba. nie mam zadnych podstaw do nieufania mu , zadnych dziwnych
      sms-ow , telefonow , nadgodzin w pracy . wiem ze jest ze mna i tylko ze mna.
      a uwierz mi, ze przez dobre kilka miesiecy musialam znosic tlum bylych dziewczyn
      , dzwoniacych do niego , piszacych sms-y ( bo nagle uslyszaly ze on jest w
      powaznym zwiazku i nie mogly w to uwierzyc - jak to ON ??)
      MA POWODZENIE , jest adorowany , jest towarzyski . ale kocha mnie .
      prosil mnie nawt o to zebym przemyslala sprawe kolejnego slubu , chociaz wie ze
      ja juz tego nie chce .
      widzisz jeszcze jakis czas temu bylabym sceptyczna , jak moje przedmowczynie.
      ale moj przypadek nauczyl mnie - nigdy nie mow nigdy . da sie ich rozkochac -
      nawet najwiekszego playboya. ja bylam samotna matka , przecietna dziewczyna .
      niczego nie oczekiwalam , mial wolna reke , nie dzwonilam , nie pisalam , nie
      prosilam o zwiazek . sama w niego nie wierzylam .
      i facet sam mnie wywalczyl . :)

      sprobuj :) mozesz tylko zyskac - moja rada jest jedna - nie badz nachalna -
      traktuj to tak, jakby z waszego zwiazku mialo nic nie wyjsc , nawt jezeli
      liczysz na wiecej . poudawaj troche :)
      • panna_tulipanna1 Re: do autorki - moja historia 18.10.08, 01:21
        Dziekuję Ci iw82 za odpowiedz:)
        Szczerze zazdroszcze historii z happy endem. Sama nauczona
        doświadczeniem uwierzylam, że ludzie się nie zmieniają, ale nadal
        mam nadzieję, może jestem zbyt naiwna?
        Robie tak jak piszesz - nie jestem nachalna, nie narzucam się, jeśli
        sie umawialiśmy a on mówi, że chce odwołać spotkanie, to ja nie
        odstawiam histerii tylko mówię - szkoda, więc spotkamy sie jutro.
        Nawet nie mam prawa mieć do niego pretensji. Nie mam zamiaru mu
        zabraniać czegokolwiek. Nawet 'oficjalnie' nie tworzymy pary, bo
        czuję, że on traktuje mnie jak kolejną swoją koleżankę, ale z
        tych 'bliższych';) czyli, z którą sypia. W sumie jak nie odzywam się
        do niego ze 2 dni, to sam szuka kontaktu. Nierealnym jest aby zerwał
        znajomości z kumplami i koleżankami - a ma ich na pęczki. A czekać
        aż z szaleńczych imprez wyrośnie nie mam czasu ;)
        Pozostaje mi się chyba z tym faktem pogodzić i czerpać z tej
        znajomości co może mi on dać - mimo że nie to czego najbardziej
        oczekuję.

        pozdrawiam
        Tulip.
        • rzeczowakobieta Re: do autorki - moja historia 18.10.08, 16:08
          Przemyslalam Twoja sytuacje i uwazam ze dla Was obojga
          gorzej jest jak Ty to akceptujesz i zachowujesz sie tak
          on tego chce (bo nie chcesz go stracic).Dlaczego gorzej?
          Po pierwsze taki stan rzeczy to dla Ciebie straszna
          meczarnia i bol psychiczny. Po drugie wpajasz mu zle
          rzeczy "ze kobiety mozna traktowac czysto
          instrumentalnie, ze nie maja uczuc itd". Po trzecie skoro
          Ty masz postawe obojetna (piszesz ze nie histerujesz jak
          on przeklada spotkanie) to on mysli ze a)jestes z nim
          tylko dla seksu b)ze to dowod na patrz pkt -'po drugie'
          c)ze pewnie masz wiecej takich kolesi na boku d)ze Ci na
          nim nie zalezy bo jakby bylo inaczej to wolalabys sie z
          nim spotkac bardziej dzisiaj niz jutro.
          Wiesz czemu o tym pisze?

          Bo moze sie zdarzyc ze przyjdzie taka dziewczyna ktora
          postawi na swoim, rozkocha go w sobie, zmusi do monogamii
          itd. I wcale nie bedzie super pieknoscia - ona w ten
          sposob udowodni jemu swoja milosc.I chlopak za tym
          pojdzie... A chyba tego nie chcemy?

          Wg mnie trzeba wytrzymac jeszcze troche czasu i go
          rozkochac,uznawac go za bostwo na ziemi,patrzyc w niego
          jak w obrazek,traktowac czule, nosic sniadanie do
          lozka.Szczerze patrzec w niego z miloscia i oddaniem.
          Nastepnie starac sie wprowadzic go w swoje zycie
          jako swojego chlopaka... A jak to nic nie poskutkuje to
          "opiernicz przez telefon, na zywo whatever" I bedzie
          trzeba postawic wszystko na jedna karte.W koncu Ci na nim
          zalezy, a milosc to egoizm egoizm we dwoje.



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka