ediide
20.03.09, 17:40
Witam! Nie wiem dlaczego piszę tego posta - żeby się pożalić czy może aby
otrzymać parę słów zrozumienia, może liczę na podpowiedź jak rozwiązać mój
problem... Historia jakich w necie tysiące. Poznałem dziewczynę - ładną,
inteligentną, wesołą, energiczną. Pomyślałem sobie - chcę z nią spędzić resztę
życia. Poznawaliśmy się parę lat aż w końcu postanowiłem się oświadczyć i
ożenić. I w tym miejscu zaczyna się problem. Prowadziliśmy ciekawe życie -
dobra praca, dobra kasa, sporo czasu razem na różne przyjemności. Wszystko
było ok poza jedną sferą naszego życia - SEX. I w tym momencie część
czytających zaniecha dalszej lektury - bo problem tego typu trąci banałem.
Jeżeli jednak ktoś chce dowiedzieć się szczegółów to piszę dalej. Jak już
wspomniałem moja obecnie już żona zainteresowała mnie swoją energią,
temperamentem. Sporo ludzi pytałem o zdanie na jej temat - wszyscy zgodnie
twierdzili że jest wyjątkowa. Jej poprzedni chłopak opowiadał o cudownych,
gorących nocach - ona bez zmieszania opowiadała o swoim życiu jak o jednej
wielkiej przygodzie. Ze względu na fakt, iż sam mam gorący temperamencik,
pomyślałem, że z nią będę zawsze szczęśliwy. Niestety okazało się, że zostałem
wybrany, tak jak setki innych zaradnych facetów do pełnienia roli bezpiecznika
życiowego (zarabiaj na rodzinę, opiekuj się żoną, zaspokajaj jej wszelakie
potrzeby i niczego nie żądaj w zamian). W narzeczeństwie z sexem było kiepsko
- tłumaczyłem to brakiem czasu, synchronizacją dnia, pojawiały się wymówki w
stylu przemęczenia, choroby - czegokolwiek byleby uniknąć zbliżenia - myślałem
- kiedy będziemy razem to wszystko odrobimy. Po ślubie było jeszcze gorzej -
już sama tzw. noc poślubna rozczarowała mnie do bólu - jeszcze przed ślubem
kupowała z koleżankami specjalną bieliznę na dzień ślubu i noc poślubną a po
przyjeździe do domu wskoczyła w piżamę i poszła spać tłumacząc się zmęczeniem.
Załapałem się na pierwszy raz po kilku dniach po ślubie, będąc pierwszą noc w
podróży poślubnej - i to w zasadzie była ostania noc namiętnej zabawy - zaraz
po tym okazało się że chyba ma infekcję i lepiej aby zaprzestać dalszym
zabawom do czasu nie wyjaśnienia przypadłości - dziwne że ograniczyła tylko
sex a pływania w basenie, jacuzzi itp już nie. Kolejne tygodnie i miesiące to
ciągłe wymówki - a to chyba znowu infekcja a to okres a to dni płodne a to
gorąco a to zimno a to zmęczenie a to ból tam czegoś a to za wcześnie a to za
późno a to w domu i zapomnij o tylnej kanapie samochodu (tak to podobno robią
smarkacze i nie po to się wychodzi za mąż żeby się po lasach w aucie bzykać -
tak jakby nagle umarła finezja, impulsywność). Po kilku miesiącach ciągłej
wojny i zadymy (niestety, ale ja mam spore potrzeby a nie zaspokajam ich poza
małżeństwem) załapałem się na jeden raz na miesiąc zaraz po okresie - zamiast
namiętnego stosunku były to raczej ćwiczenia fizyczne zakończone wytryskiem.
Prawie rok po ślubie żona zaszła w ciąże (do dziś zastanawiam się czy córeczka
jest moja czy jestem tylko jej opiekunem). W ciąży bardzo szybko pojawiły się
kolejne infekcje (nie wiem skąd one się ciągle biorą, skoro uprawiamy sex tak
rzadko i to w prezerwatywie (a gumki są pakowane w folie). Kiedy się z nich
wyleczyła była w 4 miesiącu ciąży więc oświadczyła mi że teraz sex jest już
niebezpieczny i mogę zapomnieć o zbliżeniu do okresu popołogowego. Oczywiście
dodam jeszcze że żona nigdy nie zastępowała penetracji sexem np. oralnym lub
innymi technikami - tak więc koniec sexu oznaczał dla mnie 8 miesięcy
całkowitego postu - mogłem się tylko przytulać, mówić że ją kocham itp. Na tym
etapie związku zastanawiam się nad rozwodem - teraz pewnie wszyscy mnie
potępią myśląc - dla niego tylko bzykanie się liczy - a ja wiem że takie życie
mnie niszczy - z dnia na dzień tracę na pewności siebie (a tego najbardziej
potrzebuję w mojej pracy) staję się misiaczkiem w kapciach, który skacze u
boku swojej żony czekają tylko aż rzuci mu ochłap. Nie jestem już tak
przekonany że wszystko w życiu mogę osiągnąć jeśli tylko będę chciał - już
wiem że tak nie jest. Może byłem kiepski w łóżku - dla niej. Może chciała mieć
tylko kogoś kto o nią zadba materialnie. Nie wiem czy kobieta może się tak
bardzo zmienić? Nie piszcie - zabierz ją gdzieś (bo nie wiem już gdzie jeszcze
nie byliśmy), zrób kolację z winem (bo nie ma już chyba potrawy, której nie
potrafiłbym ugotować), kup coś fajnego (bo ma już 3 szafy bluzek, bielizny,
butów i całe kilogramy złotej, brylantowej biżuterii)- to wszystko to lipa -
ona wie że ja ją kocham i i tak będzie miała wszystko czego zapragnie a swoją
intymność albo zachowa dla siebie albo będzie się nią cieszyć z kimś innym.
Jeżeli ktoś ma jakieś sensowne wytłumaczenie jej zachowania lub wie jaki błąd
ja popełniłem niech pisze - może uda się uratować to dogorywające małżeństwo.
Nie wiem po co ludzie wymyślili instytucję małżeństwa.