Dodaj do ulubionych

Kompromitacja? A może się mylę?

27.03.09, 11:22
Czy dziś funkcjonuje jeszcze takie pojęcie? Czy można się skompromitować w
świecie, w którym króluje relatywizm moralny? Czym, Waszym zdaniem, może się
skompromitować kobieta, a czym mężczyzna?
Piszę o tym w związku z pewną opowiedzianą mi historią trojga ludzi, gdzie
dwaj panowie - jeden eks, a jeden obecny partner pewnej pani - tytułują się
"kuzynie", a ona nie ma nic przeciwko temu.
A może ja stary zgred jestem i gorszę się bez powodu?
Obserwuj wątek
    • shellerka Re: Kompromitacja? A może się mylę? 27.03.09, 11:31
      myslalam ze to sie "szwagier" nazywa:)))
    • oposka Re: Kompromitacja? A może się mylę? 27.03.09, 12:14
      :))
      to chociaz dobrze ,ze obaj panowie nie wołają na siebie
      siostrzyczko :D
    • lacido Re: Kompromitacja? A może się mylę? 27.03.09, 13:14
      o można sie skompromitować zwłaszcza jak się używa słów których się nie rozumie
      ;) (ze studiów pamiętam, że na koniec rozmowy koleżanka zapytał: tak w ogóle to
      co to znaczy teleporter-była kiedyś reklama żywca)
      • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 27.03.09, 20:24
        > zwłaszcza jak się używa słów których się nie rozumie
        Ponieważ w życiu nie widziałem teleportera, a i reklam oglądam niewiele, mam
        się uważać za skompromitowanego? ;-)))

        A pytam o kompromitację nie bez powodu; mam wrażenie, że sens słowa sie rozmywa,
        właśnie w tym kierunku, tzn. jest ono rozumiane głównie jako ośmieszanie się
        własnym nieuctwem. Moim zdaniem ignorancja dziś już nikogo nie kompromituje, bo
        ma charakter endemiczny.

        Dawniej kompromitację pojmowano raczej w sensie moralno - obyczajowym, jako
        narażenie na wstyd lub śmieszność na skutek własnych, a czasem czyichś
        postępków. Skompromitować kogoś oznaczało zaszkodzić jego opinii. Kompromitować
        się - robić rzeczy przynoszące wstyd lub ośmieszające. Skompromitowany polityk,
        skompromitowana kobieta - te określenia nie wymagały tłumaczeń. A wiec utrata
        twarzy, narażenie na szwank dobrego imienia.

        Dla mnie w opisanej sytuacji jest coś żenującego, zwłaszcza że znam jednego z
        jej uczestników i fakt, że to akceptuje, postrzegam jako rysę na jego wizerunku
        człowieka z klasą, dżentelmena.
        • lacido Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 12:26
          wredny-typek napisał:

          > > zwłaszcza jak się używa słów których się nie rozumie
          > Ponieważ w życiu nie widziałem teleportera, a i reklam oglądam niewiele, mam
          się uważać za skompromitowanego? ;-)))

          UHHH to byłą reklama w gazecie, na jednej stronie był pokal pełny piwa i napis
          "porter", na drugiej stronie był pokal pusty i podpis teleporter, zapytanie-po
          kilku minutach rozmowy na temat: jaka fajna gra słów- o znaczenie słowa
          teleporter to wg mnie kompromitacja :)

          > Dawniej kompromitację pojmowano raczej w sensie moralno - obyczajowym, jako
          > narażenie na wstyd lub śmieszność na skutek własnych, a czasem czyichś
          > postępków. Skompromitować kogoś oznaczało zaszkodzić jego opinii. Kompromitować
          > się - robić rzeczy przynoszące wstyd lub ośmieszające.

          czy człowiek nie ośmiesza się nie znając znaczenia słów? Wg mnie ośmiesz się a
          co za tym idzie kompromituje.

          > Dla mnie w opisanej sytuacji jest coś żenującego, zwłaszcza że znam jednego z
          jej uczestników i fakt, że to akceptuje, postrzegam jako rysę na jego wizerunku
          człowieka z klasą, dżentelmena.

          ?
          • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 15:24
            > UHHH to byłą reklama w gazecie, na jednej stronie był pokal pełny piwa i napis
            > "porter", na drugiej stronie był pokal pusty i podpis teleporter, zapytanie-po
            > kilku minutach rozmowy na temat: jaka fajna gra słów- o znaczenie słowa
            > teleporter to wg mnie kompromitacja :)
            Zrozumiałem, dzięki ;-)

            > czy człowiek nie ośmiesza się nie znając znaczenia słów? Wg mnie ośmiesz się a
            > co za tym idzie kompromituje.
            Wiesz, ja już przywykłem do takiej ignorancji świeżo upieczonych magistrów, nie mających nawet elementarnej wiedzy w swojej dziedzinie, że nawet nie chce mi sie o tym myśleć, ale oczywiście masz rację.

            > ?
            Dobrze, rozwinę. Cechą dżentelmena jest dyskrecja i traktowanie kobiet z szacunkiem. Nawet jeśli ona sama się nie szanuje (czy wręcz kompromituje), on nie powinien sie zniżać do tego poziomu.
            Tu określenie "kuzyn" służy uprzedmiotowieniu kobiety i nie przynosi chluby żadnej z tych trzech osób. I choć dla owej pani oba te "związki" były wyłącznie narzędziem kariery (i to nie najbardziej nagannymi z tych, które zastosowała, nader skutecznie)nadal uważam, ze mój kolega skompromitował się nie tyle tym, że wszedł z nią w tego rodzaju bliskość (każdemu może sie przytrafić chwila pomroczności jasnej), lecz że po wszystkim pozwala na tego rodzaju uwłaczającą poufałość. Jedynym wyjściem godnym człowieka z klasą, za jakiego go miałem, byłoby zachowanie dystansu i MILCZENIE.
            • lacido Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 19:07
              Wiesz, nie jestem w stanie przywyknąć do tego, że gimnazjalista nie wie co to
              znaczy "oryginalny", "protekcja" a student co to jest regresja - autentyczne
              przypadki ;//

              Dzięki za rozwiniecie :) skupiłam się na zjawisku kompromitacji a nie podanym
              przez Ciebie przykładzie ;)
              • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 19:56
                > Wiesz, nie jestem w stanie przywyknąć do tego, że gimnazjalista nie wie co to
                > znaczy "oryginalny", "protekcja" a student co to jest regresja - autentyczne
                > przypadki ;//
                A kiedy mgr nie wie, kto napisał "Odę do młodości"?
                Przyzwyczaisz się, Lacido. Świat parszywieje ; - (
                • lacido Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 21:32
                  Nie dam rady, jak będę mieć słabe serce to mnie to zabije ;)
    • figgin1 Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 12:33
      Gorszysz się, bo dwoch panow jednej pani jest spokrewnionych? Dobrze
      zrozumiałam? A dlaczego cię to gorszy jeśli można wiedzieć?
      • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 15:07
        > Gorszysz się, bo dwoch panow jednej pani jest spokrewnionych? Dobrze
        > zrozumiałam?
        :-))))))))))))
        Trudno to, co ich łączy, nazwać pokrewieństwem, ale skoro sami tak to określają...
        Pokrewieństwo w zasadzie oznacza wspólną KREW - a tu wspólną....
        >A dlaczego cię to gorszy jeśli można wiedzieć?
        Bo stary zgred jestem i gorszy mnie upadek obyczajów:-P
        • envi Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 15:30
          mozna skompromitowac sie pusciwszy glosnego baka w towarzystwie (niezaleznie od
          plci)...kurde, jedyny jaki pomysl mi przyszedl do glowy tak na szybko.
          Nie rozumiem tego 'kuzynie'?? ze jaka wpsolna krew ich polaczyla??menstruacyjna??
    • starucha_izergiel Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 15:28
      Kuzynie?

      Nie ma kompromitacji bo wszystko zostaje w rodzinie!
      • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 15:38
        > Nie ma kompromitacji bo wszystko zostaje w rodzinie!
        W końcu podobno wszyscy ludzie są braćmi?
        Czym ja się gorszę? Czas umierać.
        • starucha_izergiel Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 15:43
          Myślę, że powinieneś się bardziej skupić na sobie niż na innych. Brakuje Ci
          rozeznania w tym co ważne, a co bzdurne. W sprawy innych powinno się wtrącać
          dopiero wtedy gdy komuś dzieje się krzywda lub jest zagrożenie, w pozostałych
          przypadkach ignorować.
          • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 16:33
            > W sprawy innych powinno się wtrącać
            > dopiero wtedy gdy komuś dzieje się krzywda lub jest zagrożenie, w pozostałych
            > przypadkach ignorować.
            Zechciej łaskawie zauważyć, że ja się nie wtrąciłem w tę sprawę, lecz poddałem ją pod dyskusję, jako przykład, jak czyni to wiele osób na tym forum. Taki jest jego cel, czyż nie?

            > Brakuje Ci
            > rozeznania w tym co ważne, a co bzdurne.
            Prowadząc badania terenowe nad obyczajami Polaków skupiam sie na rzeczach uważanych przez niektórych za bzdurne. Jako zatwardziały konserwatysta widzę objawy upadku obyczajów właśnie w takich okruchach życia lepiej niż w "tym, co ważne".

            > Myślę, że powinieneś się bardziej skupić na sobie niż na innych.
            Siebie już obejrzałem i zdefiniowałem, teraz interesują mnie inni.
            A Wasze odpowiedzi potwierdzają moją hipotezę badawczą.
            Wszystkim pięknie dziękuję za zabranie głosu.
    • kora3 ładny obciach ... 28.03.09, 17:53
      z siebie robisz...
      Wg Ciebie istnieje jakaś norma moralna, któara nakazuje aktualnemu
      partnerowi i eksowi nienawidzic się i najlepiej moze jeszcze lzyc
      publicznie?

      To, jak sie nazywają miedzy soba znajomi luidzie to ich sprawa - aka
      jest norma społeczna poniekad - niezdrowe zainteresowanie tym nazywa
      się wscibstwem :)

      Ty to uważasz za kompromitujące???
      Wg mnie kompromitujące jest chamskie, złosliwe zachowanie wobec
      siecie aktualnego i eksa, docinki, wulgaryzm, ale nie nazywanie
      się "kuzynie":)- ot to taki kolorycik tej paczki i juz.

      Mój aktualny parntner i eks znaja się. Kuzyniani sie ie nzywaja i
      raczej unikają swego towarzystwa to prawda, ale jesli się spotkają
      NORMALNIE z soba rozmawiają. Dodam, ze przyjaźnię sie z siostrą eksa
      i znim samym też. Natomiast nie rozmawiam i nie spotykam się z jego
      partnerka, ale wynka to z tego, ze to ta konkretna osoba, a nie z
      tego ze to jego partnerka.
      • wredny-typek Re: ładny obciach ... 28.03.09, 19:01
        Droga Koro, przeczytaj uważnie posty , na które odpowiadasz.
        > aktualnemu
        > partnerowi i eksowi nienawidzic się i najlepiej moze jeszcze lzyc
        > publicznie?
        Pomiędzy nienawiścią a obraźliwą poufałością istnieje cała gama zniuansowanych zachowań.

        > To, jak sie nazywają miedzy soba znajomi luidzie to ich sprawa - aka
        > jest norma społeczna poniekad - niezdrowe zainteresowanie tym nazywa
        > się wscibstwem :)

        A wścibstwo jest główną racją istnienia tego forum - nieocenionej kopalni wiedzy na temat ludzkich poglądów, emocji i systemów wartości!

        > Ty to uważasz za kompromitujące???
        No cóż, muszę Ci się przyznać, ze celowo użyłem mocnego słowa, by sprowokować wymianę zdań, co nie od razu, ale jednak sie udało.
        Odpowiedź brzmi: uważam to za prostackie.

        > Wg mnie kompromitujące jest chamskie, złosliwe zachowanie wobec
        > siecie aktualnego i eksa, docinki, wulgaryzm
        Zgadzam sie całkowicie.

        >Kuzyniani sie ie nzywaja i
        > raczej unikają swego towarzystwa to prawda
        Jak byś się czuła, gdyby używali tego lub bardziej wulgarnego określenia?

        Widzisz Koro, rzecz w tym, że kobieta może nie czuć się zażenowana, ale świadek - tak.


        • kora3 Re: ładny obciach ... 28.03.09, 19:11
          wredny-typek napisał:

          > Pomiędzy nienawiścią a obraźliwą poufałością istnieje cała gama
          zniuansowanych
          > zachowań.

          Dokładnie, ale nie Tobie oceniac jaka poufałośc miedzy innymi ludxmi
          jest dla nich obraxliwa. Poczytaj mój post ponizej :)

          >
          > A wścibstwo jest główną racją istnienia tego forum - nieocenionej
          kopalni wiedz
          > y na temat ludzkich poglądów, emocji i systemów wartości!

          Oczywiscie, stad licz się z odmiennym od własnego zdaniem:)


          > No cóż, muszę Ci się przyznać, ze celowo użyłem mocnego słowa, by
          sprowokować w
          > ymianę zdań, co nie od razu, ale jednak sie udało.
          > Odpowiedź brzmi: uważam to za prostackie.

          Ok, a w jaki sposób Ciebie to dotyczy? Te osoby zwierzaja Ci sie z
          tego, no np. jedna z nich ze ją to jakos dotyka?

          Znasz geneze tego "nazewnictwa"?
          >

          > Jak byś się czuła, gdyby używali tego lub bardziej wulgarnego
          określenia?

          Słowo kuzyn nie jest wulgarne. Ale rozumiem, ze chodzi ci o jaks
          wydxwiek poniekad seksualny, który łazcy z soba obu panów przez ich
          parnerke była i aktualna.

          Gdyby uzywali jakiegokolwiek okreslenia zastanawiajace byłoby la
          mnie skad sie wzięło. Jeden z moich kolegów dłuzszy zcas mówił o
          mnie "zono":) - nie, nie był moim kochankiem- wzieto nas kiedys za
          malzenstwo:)

          >
          > Widzisz Koro, rzecz w tym, że kobieta może nie czuć się
          zażenowana, ale świadek
          > - tak.
          >
          Należy zatem unikac towarzystwa ludzi przy których swiadek jest
          zażenowany.
          • wredny-typek Re: ładny obciach ... 28.03.09, 20:10
            > Oczywiscie, stad licz się z odmiennym od własnego zdaniem:)
            Droga Koro, niezwykle cenię sobie odmienne zdania Twoje i innych dyskutantów. Nie zakładałem wątku, bu zyskać poklask, lecz by poznać Wasze poglądy.

            > Ok, a w jaki sposób Ciebie to dotyczy? Te osoby zwierzaja Ci sie z
            > tego, no np. jedna z nich ze ją to jakos dotyka?
            Zwierzył się. Wyraziłem swoje zdziwienie.

            > Znasz geneze tego "nazewnictwa"?
            Nie bardzo wiem, co masz na myśli. Niezależnie od genezy, zaskoczyło mnie, że można tak przedmiotowo traktować kobietę, z którą się było / jest. Nawet jeśli ona się na to godzi.

            > zastanawiajace byłoby la
            > mnie skad sie wzięło.
            Mam taka hipotezę, ze w ten sposób dwaj panowie radzili sobie z cokolwiek krepującą sytuacją: nie tylko mieli świadomość, że dość szybko jeden po drugim - że się tak wyrażę - "nastąpili", ale tez obaj już wiedzieli, że nie był to przypadek,lecz starannie wykorzystana sposobność na drodze kariery.

            > Słowo kuzyn nie jest wulgarne.
            Wulgarne czy prostackie staje sie w tym kontekście.

            > Należy zatem unikac towarzystwa ludzi przy których swiadek jest
            > zażenowany.
            Tak też czynię:-)
            • kora3 Re: ładny obciach ... 28.03.09, 20:21
              wredny-typek napisał:

              Tak wiec poznałeś - nie musimi się podobac cos , ale wtrącanie sie w
              czyjes prywatne sprawy w tym nazywanie sie wzajemnie anów o których
              piszesz uwazałabym za objaw prostactwa
              >
              > > Ok, a w jaki sposób Ciebie to dotyczy? Te osoby zwierzaja Ci sie
              z
              > > tego, no np. jedna z nich ze ją to jakos dotyka?
              > Zwierzył się. Wyraziłem swoje zdziwienie.

              Ja bym poradziła porozmawianie z resztą :)
              >
              . Niezależnie od genezy, zaskoczyło mnie, że m
              > ożna tak przedmiotowo traktować kobietę, z którą się było / jest.
              Nawet jeśli o
              > na się na to godzi.

              Rzecz w tym, ze moze owa geneza nie ma nic wspólnego
              z "urzedmiotowieniem":)

              >
              > Mam taka hipotezę, ze w ten sposób dwaj panowie radzili sobie z
              cokolwiek krepu
              > jącą sytuacją: nie tylko mieli świadomość, że dość szybko jeden po
              drugim - że
              > się tak wyrażę - "nastąpili", ale tez obaj już wiedzieli, że nie
              był to przypad
              > ek,lecz starannie wykorzystana sposobność na drodze kariery.

              Toich sprawa, ze sie na to godza:)

              > > Należy zatem unikac towarzystwa ludzi przy których swiadek jest
              > > zażenowany.
              > Tak też czynię:-)

              No to "problem" rozwiazany
    • kadfael Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 18:26
      Dla mnie sytuacją "dziwną" byłoby, gdyby dwu aktualnych parnterów
      znało sie, akceptowało i nazywało kuzynami. To tak. I sama nie
      zaakceptowałabym "kuzynki" mojego partnera.
      Ale były i obecny? Powinni sie wyzwać na pojedynek?
      • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 18:51
        > Powinni sie wyzwać na pojedynek?
        Przypisujesz mi intencje, których nie było w żadnym z moich postów.
        Wspomniałem o pojedynku? Czytaj ze zrozumieniem.

        > Dla mnie sytuacją "dziwną" byłoby, gdyby dwu aktualnych parnterów
        > znało sie, akceptowało i nazywało kuzynami.
        > Ale były i obecny?
        Myślisz o nich jako o "kuzynach"? Albo "suchych szwagrach", jakby to ujął niejaki Jerzy Urban? Gratuluję.

        Może Ci jak wytłumaczę: nie chodzi o to, czy sie znają i lubią. Chodzi o prostactwo przebijające spod tego określenia.

        Mam wrażenie, że jest coraz więcej kobiet, których nie można obrazić. Żadna z was nie czułaby sie dotknięta w tej sytuacji?
        Dobrze że już jestem stary i wredny, nie zniósłbym życia bez złudzeń, gdybym był młodszy.
        • kora3 :) 28.03.09, 19:05
          wiesz, obrazanie się poza uzywaniem słownictwa powszechnie
          uznawanego za obelzywe i to jeszcze z odpowiednim skierowaniem to
          sprawa subiektywna.
          Moja mama ma znajoma babine, która obraziła się na kogos kto ja
          nazwał rozwódką. Kobieta jest po rozwodzie i nic złego nie miał ten
          ktos na mysli, stwierdził FAKT.

          Osobiscie nie zetknełam sie z takim okresleniem miedzy eksem i
          aktualnym facetem, jak "kuzyn", to prawda. Ale mozesz zwyczajnie nie
          wiedzieć skad owa "ksywaka" wzieła swa genezę. Mzoe z jakiejś
          zabawnej sytuacji, w której obu panów ktos wział za kuzynów i tak
          się utarło?
          Po co sie zaraz doszukiwac jakis niesmacznych podtekstów? Nie szkoda
          życia?

          A tak nawiaem mówiac: ogólnie to raczej w pewnym wieku mowienie
          komóś "po nazwisku" jest no niezbyt mile odbierane. a moja kolezanka
          nazywa mnie zniekształcona w dodatku formą mojego:) Po prostu pare
          razy jej mały synek zapytał ja czy idzie dzieś ze mną używając akiej
          formy, przyjeło się i tyle i obrazona się nie zcuje, jako i ona
          która też nazywam forma jej panienskiego nazwiska:)

          Z kolei powszechnie uzywanie wobec kogos zawodowego nazewnictwa nie
          jest uznawane za obraźliwe, choc przesadna tytułomania śmieszy,
          raczej nie obraza. A w moim srodowisku, gdzie ogromna wiekszosc
          ludzi mówi sobie na "ty" i to bez wzgledu na wiek uzywanie do kogos
          formy zawodowej w tym srodowisku świadczy raczej o niecheci do tej
          osoby i za uznnawanie jej za bufona, przez co jest obraxliwe. Ot
          widzisz - relatywizm "moralny" :)
          • kora3 komuś :) oczywiscie nt. 28.03.09, 19:13

        • kadfael Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 19:09
          Jeżeli Ci chodzi o samo określenie-"kuzyni" w takiej sytuacji, to
          owszem też uważam to za łagodnie mówiąc dowcip nie najwyższej próby
          czy tak jak Ty piszesz prostactwo. Ale z Twojego załozycielskiego
          postu wysnułam wniosek-zreszta okazuje sie, że nie ja jedna-że
          uważasz za dziwne, że eks i obecny moga być w przyjazdnych
          stosunkach.
          Na przyszłość-trochę więcej precyzji w zadawaniu pytania ;)
          • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 19:43
            Droga Kadfael, w moim założycielskim poście jako żywo nie ma takiego podtekstu:
            > Ale z Twojego załozycielskiego
            > postu wysnułam wniosek-zreszta okazuje sie, że nie ja jedna-że
            > uważasz za dziwne, że eks i obecny moga być w przyjazdnych
            > stosunkach.
            Nie jest to dziwne. Zwłaszcza że są tej samej profesji.
            > Na przyszłość-trochę więcej precyzji w zadawaniu pytania ;)
            I nawzajem: bardziej uważnej lektury :-)

            > Jeżeli Ci chodzi o samo określenie-"kuzyni" w takiej sytuacji,to
            > owszem też uważam to za łagodnie mówiąc dowcip nie najwyższej próby
            > czy tak jak Ty piszesz prostactwo.
            A teraz zauważ, Kadfael, że jesteś PIERWSZĄ kobietą w tym wątku, która przyznaje
            (choć nieśmiało) że niezupełnie wszystko jest w porządku.

            Założyłem hipotetycznie, że prostactwo staje się normą, a osoby wrażliwe na
            elementarne formy i zewnętrzne oznaki szacunku wolą milczeć, by sie nie narazić
            na epitety.
            Ze smutkiem stwierdzam, że miałem rację.
            Pozdrawiam dyskutantów
            wt
            • kora3 Wiesz co Typku? 28.03.09, 19:51

              Piszesz, ze prostactwo stało się normą ,a nieprostak boi sie
              prostakom narazic i milczy.

              Nie pogniewaj się, ale mnie osobiscie zwracanie uwagi ludziom obcym,
              jak sie maja do SIEBIE zwracac, zeby mnie się podobalo to ...byłoby
              dopiero prostackie.

              Nie znaczy to, ze nie moze mi się cos nie podobac. Moze, ale o ile
              mnie nie dotyczy, nie mam zadnego prawa sie wtrącać.

              Przykładowo - znajomy mówi o swojej żonie "moja baba", przy niej -
              ona o nim "mój stary". Nie chciałabym, zeby mój partner mówił o mnie
              "moja baba" bez względu na mja obecnosc, ani ja o nim "mój stary:
              nie mówię. Ale skoro tamtym ludziom to odpowiada, ze tak o sobie
              gadaja co mi do tego?
              Czy kulturalne byłoby wnikanie w ich prywatne nazewnictwo i
              informowanie ich, ze xle o sobie i o siebie mówią, bo JA uwazam, ze
              to nieładnie? Wulgarnie nie jest, po uszach nie daje klatwą :), wiec
              nie moja sprawa chyba, co?
              • wredny-typek Re: Wiesz co Typku? 28.03.09, 20:15
                Koro, nie zwracam uwagi ludziom, jak mają sie do siebie zwracać. Jeśli mnie razi czyjeś zachowanie, unikam go, co mi przychodzi z łatwością, bom typ wredny i nietowarzyski.

                > Przykładowo - znajomy mówi o swojej żonie "moja baba", przy niej -
                > ona o nim "mój stary". Nie chciałabym, zeby mój partner mówił o mnie
                > "moja baba" bez względu na mja obecnosc, ani ja o nim "mój stary:
                > nie mówię. Ale skoro tamtym ludziom to odpowiada, ze tak o sobie
                > gadaja co mi do tego?
                Czasem się w takich sytuacjach zastanawiam, czy ona nie wolałaby, by zwracał się do niej tak,. jak w czasach narzeczeńskich.

                Ja do swojej partnerki zwracam się bardzo słodko i ona do mnie też.
                • kora3 Re: Wiesz co Typku? 28.03.09, 20:24
                  wredny-typek napisał:

                  > Koro, nie zwracam uwagi ludziom, jak mają sie do siebie zwracać.
                  Jeśli mnie raz
                  > i czyjeś zachowanie, unikam go, co mi przychodzi z łatwością, bom
                  typ wredny i
                  > nietowarzyski.

                  nie wydaje mi sie :)


                  > Czasem się w takich sytuacjach zastanawiam, czy ona nie wolałaby,
                  by zwracał si
                  > ę do niej tak,. jak w czasach narzeczeńskich.

                  a ja uwazam, ze to nie mój iteres:)
                  >
                  > Ja do swojej partnerki zwracam się bardzo słodko i ona do mnie
                  też.


                  Gratulacje, ale wiesz, ze np. "misiowanie" , "zabkowanie" i inne
                  słodkie neologizmy w towarzystwie rażą ?
    • kora3 O oryginalnym nazewnictwie Wredny typku i nie tylk 28.03.09, 19:33
      o ...

      Moze i o kompromitacji bedzie:) o gafach w każdym razie na pewno. :)
      Od pewnego zcasu funkcjonuje nazywanie partnera życiowego/ partnerki
      zyciowej "przyjaciel/przyjaciółka".

      Oczywiście w stosunku do okreslania tak ludzi w pewnym wieku, bo o
      młodzieży mówi się chłopak/dziewczyna.
      Nie, zeby mi to przeszkazdało, ale czasem prowadzi do dziwnych
      sytuacji:)

      Np. znajoma słyszac,z e jestem po rozwodzie mówi "ale masz
      jakeigoś "przyjaciela"?" ja na to: "a owszem, kilku" baba tzw,
      karp:) - zrozumiała, ze mam kilku kochanków chyba stałych:)

      wernisaz wystawy mojego przyjaciela. Przedstawia mi ajkeigos kolesia
      w swoim wieku (czyli lekko licząc ze 20 lat starszego ode mnie: "To
      mój kolega z branzy X, a to Korcia, moja przyjaciółka" - kolo
      aprobata dla przyjaciela w oczach i głupi usmiech. Jeszcze głupsza
      miał minę, ajk zobaczył moje i zony przyjaciela sereczne powitanie
      sie. Był tak zszokowany, ze ZAPYTAŁ go co jest grane. No i
      dowiedział się, ze MY słowa "przyjaciel" uzywamy zgodnie z
      przeznaczeniem i prawdziwym okresleniem - człowiek z którym łaczy
      nas przyjaźń.
      Jasne, ze partenrstwo z przyjaxnia jest zwiazane, ale to jednak inny
      poziom.

      I co powiesz na to Wredny typku? Kompromituje sie osoba uzywająca
      słowa "przyjaciel" na okreslenie partnera zyciowego czy nie?
      • wredny-typek Re: O oryginalnym nazewnictwie Wredny typku i nie 28.03.09, 19:53
        Koro, poruszyłaś interesująca kwestię, choć nijak mającą się do obecnego wątku. Proponuję założyć osobny, dotyczący nieadekwatności nazw osobowych oznaczających partnerstwo. "Przyjaciel / przyjaciółka" jest - jak mi się wydaje - cząstkowym zapożyczeniem z angielskiego. Kiedyś sprawy były jasne: narzeczony / a albo mąż / żona.
        A co do reakcji ludzi, polecam Ci dewizę Orderu Podwiązki: Honi soit qui mal y pense.
        Więc: jeśli ktoś się kompromituje (hańbi) to ten, kto źle o tym myśli.
        • kora3 Re: O oryginalnym nazewnictwie Wredny typku i nie 28.03.09, 19:59
          eeee nie wiem czy to warte osobnego wątku.
          Tak mi sie po prostu skojarzyło:) niekoneicznie bardzo w temacie
          twego wątalka, sorki.

          Nie miałam na mysli "słego myślenia" w tym okresleniu Typku. Nie ma
          nic złego w życiu z kims bez ślubu, czy jego planowania, o ile to
          osoba wolna formalnie i moralnie - takie mam zdanie. Natomiast o ile
          mnie dotyczy owo "przyjacielowanie" pod adesem moejo partnera i
          odczytywanie "mój przyjaciel" jako mój partner - to owszem wkurza
          mnie to, bo prowadzi do niejasnosci. Zresztą :) załozyłam tu własnie
          wątek o tym, jak ludzie pojmuja przujaźń. Bo mam wrazenie, ze
          nazywaja tak wszystkich: kochanków, partnerów życiowych, kolegów na
          których maja ochote, ludzi z którymi jeżdzą na wakacje tylko nie
          takich, z którymi łaczy ich naprawde przyjaźń. Cóż, moze z nikim nie
          łaczy - to smutne byłoby :(
          • wredny-typek Re: O oryginalnym nazewnictwie Wredny typku i nie 28.03.09, 20:24
            Może warto by wylansować jakieś sensowne słownictwo w tej dziedzinie? Ostatni
            pomysł, nie pamiętam czyj, to był "nieboszczyk" na określenie eksmęża.
            Przyjaźnię się z moją partnerką:-) Jeżdżę z nią na wakacje:-)
            Wiec może być i przyjaciółką i towarzyszką podróży.
            To drugie ładne jest: takie metaforyczne i nośne;-)
            Pozdrawiam i kończę na dziś.
            wt
    • vandikia Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 20:35
      wg mnie to nie jest kompromitujące, dlaczego miałoby być?

      skompromitować się można nie wiedząc gdzie leży RPA, albo nie znając
      nazwisk przywódców świata :)
      dla jednych kompromitacją będzie, gdy ktoś nie wie co oznacza ruch
      pro ana, dla innych kompromitacją będzie nie wiedzieć kto to jest
      Boruc, albo co to jest pudelek.pl
    • tarantinka Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 21:22
      o ile dobrze zrozumiałam, Panowie są traktowani przez tę kobiete
      instrumentalnie - pani robi karierę. W tym kontekscie "kuzyni"
      oznacza jedynie że Panowie potrafią mieć dystans do swojej roli, dla
      mnie to autoironia a nie kompromitacja. Nie tyle świadczy o braku
      wychowania względem kobiety co o pewnym daniu do zrozumienia, ze nie
      jest się ślepym. A że ona się na to godzi: kiedy w grę nie wchodzą
      uczucia nie jesteśmy takie drażliwe na punkcie fóżnych męskich faux
      pas, w końcu tej Pani chodzi o coś innego.
    • grogreg Re: Kompromitacja? A może się mylę? 28.03.09, 21:28
      Lepiej kuzyn niż np ... współlokator.
      • wredny-typek Re: Kompromitacja? A może się mylę? 29.03.09, 13:49
        > Lepiej kuzyn niż np ... współlokator.
        Skompromitowałem się : oplułem monitor;-)))))
        Dziękuję wszystkim za głosy w dyskusji.
        Zajrzę tu za jakiś czas.
        Pozdrawiam
        Wredny Typek
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka