kora3
03.04.09, 18:10
Ciekawa jestem Waszej opinii w temacie nazywania "męzem", "zona"
ludzi bedacych w niesformalizowanym związku. Nie, żeby mi to jakos
przeszkadzało bardzo, tylko po prostu nie rozumiem co jest impulsem
do takiego zachowania.
Całkowicie rozumem, że np. sprzedawca w sklepiku na osiedlu nie wie,
iż nie mam slubu z moim partnerem i dlatego życzliwie mi na przykład
mówi: "pani mąż to zawsze ten chleb bierze", gfy kupuję pieczywo :),
ale zauważyłam,ze takie teksty puszczają też ludzie, o których wiem,
ze doskonale wiedzą, iż nie jestesmy małzeństwem. Nie są to jacyś
bliscy znajomi, ale osoby, które znam np. zawodowo.
Dziś znów się zdarzyła taka sytuacja, pewna pani zapytała mnie, czy
przyjdę na koncert z meżem mając na mysli mojego partnera i na bank
wieząc, ze mezem moim (na szczescie:) nie jest. Powiedziałm, ze z
mezem to na pewno nie, bo nawet jakbym sie wybierała za mąż to do
jura i tak nie zdązyłabym przed koncertem załatwic slubu :)
W sumie to nie jest takie gadanie przykre, ale czasem mnie irytuje.
Po co ludzie takie coś wymyślają? Czy to drobnomieszczaństwo im to
dyktuje, czy jak?