mala.el
18.07.09, 22:32
Ile można znieść czyjegoś chamstwa, perfidii? Ile można tłumaczyć,
że trzeba do ludzi odnosić się z szacunkiem, a przynajmniej
spokojnie, że sąsiedzi nie muszą wysłuchiwać jego wściekłych
wrzasków? Ile razy trzeba powtórzyć i tłumaczyć, że potrzebuję
szczerości, troski, czułości, poważnego traktowania, a nie tylko
pięknych smsów? Że jak o coś pytam, to widać jest to dla mnie ważne
i oczekuję wyjścia naprzeciw i odpowiedzi, a nie zbywania, histerii,
ataku i odwracania kota ogonem? Że jak oszukiwał, to należało by
wyjaśnić, i że w związku z tym moje zaufanie do niego jest
ograniczone? Ile razy dorosłemu człowiekowi trzeba wytłumaczyć, że
spokojna rozmowa jest podstawą komunikacji?
Czy ja nie mam prawa zapytać jaki jest jego stosunek do innych
kobiet i oczekiwać, że odpowie zgodnie z prawdą? a przynajmniej
porozmawia i postara się dowiedzieć o co mi chodzi i dlaczego o to
pytam? Czy mogę oczkiwać i domagać się, że nawet jak mu się nie
spodoba moje pytanie to mi spokojnie to wyjaśni, a nie będzie się
darł jak opętany na całą okolicę i mnie oskarżał, że wszystko
niszczę?
Jak żyć z takim człowiekiem? powiedzcie mi, bo ja już nie wiem.